PDA

Pokaż pełną wersję : Taniec a poświęcenia...



Firjal
20-08-2008, 15:21
Jestem ciekawa, czy któraś z was musiała stanąć przed wyborem - taniec albo "coś tam" np, jak to było w moim przypadku zdrowie. Mając 14 lat wypadła mi rzepka z kolana zrywając wiązadła i powracając na swoje miejsce. Potem nogę miałam w gipsie, dzięki naszym kochanym częstochowskim lekarzom źle się wiązadła pozrastały i niestety czekała mnie artroskopia kolana... Potem lekarz powiedział że taniec w moim przypadku to nie najlepszy pomysł... bo to może tylko pogorszyć stan mojego kolana... Ja jednak byłam na tyle uparta, że nie zrezygnowałam z pasji... Przechodziłam rehabilitacje, dając z siebie 150% i jeszcze więcej byle by tylko jak najszybciej sprawność powróciła... Moja mama tańczy i ja tańczę, odkąd miałam 6 lat zamiast bawić się lalkami "pląsałam" a raczej próbowałam w ślad za mamą... A potem głupi wypadek miał przekreślić to wszystko... Ja jednak jestem uparta i nie dałam za wygraną...wróciłam, teraz mam 22 lata, a kolano - od czasu do czasu jeżdżę na kontrole i jest ok... :)

kaoruaki
20-08-2008, 15:37
Podziwiam cię,to sie nazywa dążyć do celu i takich ludzi bardzo sobie cenię:) Jeśli chodzi o mnie, to jak na razie przed takim wyborem nie stanęłam, bo dopiero zapisałam sie na zajęcia z tb. Kiedyś natomiast musiałam zrezygnować ze sportu(akrobatyka) bo miałam problemy z tarczycą, krwotokami z nosa, i wzrostem. Dziś wszystko się unormowało,sportu brakuje mi nadal, jednak taniec jako nowa pasja, już w tej chwili wypełnia tę lukę:)

Quesse
20-08-2008, 15:45
Gratuluję powrotu do zdrowia i samozaparcia w realizowaniu pasji:)


Mnie na szczęście nigdy nie dotyczyły aż tak dramatyczne wybory związane z tańcem - za to mnóstwo takich mniejszego kalibru. W ciągu minionego roku moje życie towarzyskie leciutko podupadło ("Masz czas?" "Nie, mam zajęcia"), moja druga wielka pasja, czyli gry bitewne, poszły w totalną odstawkę - powoli do tego wracam, ale ciężko znaleźć czas i pieniądze na dwie pasje tak absorbujące jedno i drugie;) Za mało chodzę do kina, za mało spotykam się z ludźmi, za mało uczyłam się i przygotowywałam się do zajęć na studiach, stanowczo za mało czasu spędzam ze swoim facetem - zdarzało mi się rezygnować z wielu rzeczy, ale nigdy z zajęć tanecznych:) Słowem - było wiele doraźnych wyborów typu "iść na zajęcia czy spotkać się z dawno niewidzianą osobą" albo "zapisać się na kolejne zajęcia czy zostawić sobie jeden wolny wieczór na inne rzeczy" i taniec zawsze wygrywał.
Moja sesja w czerwcu w połowie została przełożona na wrzesień, bo w weekend przed dwoma egzaminami poszłam na warsztaty, a wcześniej przygotowywałam się do występu z grupą na zakończenie semestru. Po prostu nie umiem odmówić sobie tańca, nawet, gdy konsekwencje są tak poważne, jak zawalenie sesji.
Na szczęście, nigdy nie musiałam poświecić niczego poważniejszego.

MalenaSlav
20-08-2008, 15:53
Ja póki co z tb nie muszę rezygnować, ale np tribal jak się okazało odpada w moim przypadku, bo za duże obciążenie na kolana. Jest to związane z wyborem, którego musiałam dokonać wiele lat temu - a było to karate albo zdrowie, też rzepka!! :/ Miałam wybór albo ćwiczę dalej i mam za jakieś 2 miesiące totalnie zszargana rzepkę i gipsik na 3 miechy, albo rezygnuję i jest cacy ;) Musiałam po 4 latach zrezygnować z treningów :( No i właśnie jak ćwiczyłam tribal po raz pierwszy przy połowie ćwiczeń odzywał się ten "cudowny" ból, który miałam w czasie tamtej kontuzji - no i lipa! Ale przynajmniej tradycyjne TB mi nie szkodzi! :)

Quesse
20-08-2008, 16:43
Ja póki co z tb nie muszę rezygnować, ale np tribal jak się okazało odpada w moim przypadku, bo za duże obciążenie na kolana. Jest to związane z wyborem, którego musiałam dokonać wiele lat temu - a było to karate albo zdrowie, też rzepka!! :/ Miałam wybór albo ćwiczę dalej i mam za jakieś 2 miesiące totalnie zszargana rzepkę i gipsik na 3 miechy, albo rezygnuję i jest cacy ;) Musiałam po 4 latach zrezygnować z treningów :( No i właśnie jak ćwiczyłam tribal po raz pierwszy przy połowie ćwiczeń odzywał się ten "cudowny" ból, który miałam w czasie tamtej kontuzji - no i lipa! Ale przynajmniej tradycyjne TB mi nie szkodzi! :)


A pod jakim względem tribal bardziej szkodzi kolanom niż tb? Pytam z ciekawości, bo sama na swoje powinnam uważać:) Ale zdawało mi się, że pozycja kolan jest taka sama w jednym i w drugim (naturalna, leciutko ugięte kolana), stąd moje pytanie.

MalenaSlav
20-08-2008, 16:48
Też się zdziwiłam, ale dużo ćwiczeń w tribalu mocno obciąża kolana w ten specyficzny sposób, którego ja nie mogę wykonywać i są tam ruchy, ja to nazywam "dźwignie" często powtarzane czego w tradycyjnym tb jest znacznie mnie. A przynajmniej moje kolana tak to odbierają, niestety. Oczywiście istnieje prawdopodobieństwo, że ja coś robię źle ;) niemniej nie mam żadnego bólu kolan po zwykłym Tb a po tribalu duuuży.

Firjal
20-08-2008, 16:55
Szczerze mówiąc jest wiele ludzi (notabene bez pasji w życiu), którzy nigdy nie potrafią zrozumieć jak ważnym aspektem życia jest dla mnie taniec... Np. mój eks... Odchodząc ode mnie rzucił tylko jedno zdanie... "Nigdy nie kochałaś mnie tak jak ten swój cały taniec..." może i miał racje... ale robiłam wszystko by pogodzić studia, taniec i normalne życie... A teraz jestem sama, ale nie narzekam...

Quesse
20-08-2008, 17:41
Też się zdziwiłam, ale dużo ćwiczeń w tribalu mocno obciąża kolana w ten specyficzny sposób, którego ja nie mogę wykonywać i są tam ruchy, ja to nazywam "dźwignie" często powtarzane czego w tradycyjnym tb jest znacznie mnie. A przynajmniej moje kolana tak to odbierają, niestety. Oczywiście istnieje prawdopodobieństwo, że ja coś robię źle ;) niemniej nie mam żadnego bólu kolan po zwykłym Tb a po tribalu duuuży.


"Dźwignie"? A co masz na myśli? :)
Domyślam się, że sporo ćwiczeń z tribal fusion może krzywdzić kolana (wszelkie zmiany poziomu chociażby), ale ATS? Może po prostu nie do końca dobrze wykonywałaś ruchy, co się przecież zdarza w grupie początkującej? Np. skręcałaś nogę w kolanie przy choo-choo?
Szkoda rezygnować z tak fajnego stylu... Dobrze, że przynajmniej klasyka Ci nie szkodzi.

Farida
20-08-2008, 19:43
Jestem ciekawa, czy któraś z was musiała stanąć przed wyborem - taniec albo "coś tam"

Ja właściwie cały czas staję przed takimi wyborami...ciągle muszę wybierać ;)

Nowa chusta z monetkami, frędzlami albo szalik...
Nowe melodie, albo nowe dżinsy...
Obóz taneczny, albo wczasy z ukochanym...
Warsztaty, albo wypad gdzieś dalej z przyjaciółmi...
Zajęcia z tańca, albo czas wolny...

...mogę tak wyliczać bez końca ;-)

Od jakiś 2 lat moje życie kręci się wokół tańca...Zawsze miałam jakieś swoje pasje, ale żadnej się nie poświęcałam, jak właśnie TEJ. Tak jak pisała wcześniej Quesse, poświęceniem przede wszystkim jest brak wolnego czasu. Jeszcze dobrze, że mam przyjaciółkę z którą dziele się tą pasją i jeździmy razem na wszystkie warsztaty, chodzimy razem na zajęcia, szyjemy razem stroje, studiujemy nawet na jednej uczelni ;) Masa osób się zastanawia, jak ja to robię, że i na uczelni idzie mi świetnie [w tym roku miałam wyjątkowo bardzo mało czasu,a sesje zdałam niemalże najlepiej :) - dzięki temu, że mam swoją pasje, nauczyłam sie perfekcyjnie gospodarować czasem, a mój umysł szybciej przyswaja wiedzę :D] i od czasu do czasu pracuję dorywczo i jeszcze warsztatuję i chodzę na różne zajęcia :) Druga sprawa to pieniądze. Taniec pochłania ich ogromne ilości, a im dalej w las tym... Z moim partnerem odmawiamy sobie wielu rzeczy, by odłożyć na moje zajęcia, warsztaty... To tyle z moich poświęceń ;)

Zgadzam sie z Quesse - "Taniec ponad wszystko";) .

Ellswarth
20-08-2008, 20:16
W moim przypadku taniec ponad wszystko niestety odpada... Gdy ma się do wyboru cudowne warsztaty i sesje wybór jest jasny :(
Na szczeście wakacje są długie i łatwo nadrobić zaległości :P

Firjal
20-08-2008, 20:30
A gdyby teraz ktoś bardzo bardzo ważny dla was kazał Wam wybierać "albo ja albo taniec" to co??

Farida
20-08-2008, 20:34
A gdyby teraz ktoś bardzo bardzo ważny dla was kazał Wam wybierać "albo ja albo taniec" to co??

Dla mnie najważniejszy jest mój partner i on mnie w tym wszystkim bardzo wspiera :)
A gdydby ktoś kazał mi wybierać to wybrałabym taniec, oczywiście -> Osoba, która kazałaby mi wybierać, nie byłaby warta mojego wyboru ;)

Sakina
20-08-2008, 21:12
MalenaSlav ja tez kiedyś ćwiczyłam karate, teraz mam problem z chrząstką rzepki. Nie wiem czy w konsekwencji ale być może (przez wykopy). A kolano lubi sie odezwać czasem, są okresy kiedy na zajęcia przychodzę machać ramionami. Oczywiście żadne zmiany poziomów w grę nie wchodzą ani taniec na podłodze.
Teraz zaliczyłam tribalowe warsztaty i szczerze mówiąc bardziej czuję ręce niż kolana. Postawa zasadniczo niewiele się różni więc szkopuł pewnie tkwi gdzie indziej.
No i kwestie zdrowotne są tymi, które każą się zastanawiać...z jednej strony jak bardzo nie boli to wybiera się zajęcia ale potem konsekwencja jest pogorszenie stanu i brak zajęć.
Jedyne co właśnie koliduje mi z tańcem to zdrowie, żeby to chociaż można było mieć wybór ( jak na przykład: nauka czy taniec) a tu zewnętrzne okoliczności przymuszają co jest dość dotkliwe. Bo jak sobie to zracjonalizować.
No i żadne tańce w przypadku zmęczenia, choroby, gorączki. Tu umiem postawić jasną granicę....no i urlop, skoro od pracy to i od zajęć.

A tak poza tym jedyna granice stawiają finanse!

Firyal
20-08-2008, 22:04
Ja bym wybrała taniec,rzecz jasna! On zawsze będzie w moim życiu,a jeśli osoba jakaś kazałaby mi wybrać,szybko stałaby się tą nieważną w moim życiu;)

Ja się cieszę,że moja rodzina zaakceptowała moją pasję (do tego stopnia,że Mama mi pomaga choreografie i stroje wymyślać, brat jest widownią,a Tata mi doradza czasem,co lepiej wygląda^^)
Moi znajomi czasami marudzą,że za dużo tańczę,niektórzy patrzą na to z politowaniem,co mnie potwornie wkurza,ale większość patrzy na mnie z podziwem i zazdrością,że ja się nie boję tańczyć, nie boję się wyśmiania:)
Wyborów nie miałam,całe szczęście, takich poważnych,ale gratuluję,Firjal,samozaparcia w dążeniu do pasji:)

Vasanta
20-08-2008, 22:09
A gdyby teraz ktoś bardzo bardzo ważny dla was kazał Wam wybierać "albo ja albo taniec" to co??


A gdydby ktoś kazał mi wybierać to wybrałabym taniec, oczywiście -> Osoba, która kazałaby mi wybierać, nie byłaby warta mojego wyboru ;)

Podpisuję się obiema rękami. Jak dotąd nic mnie tak nie porwało jak taniec właśnie, odstawiłam na bok większość rzeczy, którymi na co dzień się zajmuję, żeby móc tańczyć. Ja mojemu Mężczyźnie nie zabraniam grać i nigdy by mi w głowie nie postało, żeby przed nim stawiać takie ultimatum...

Ponadto taniec pozwolił mi wyjść z depresji i to Mężczyźnie dało dużo do myślenia - przez pół roku mieszkał z "półtora nieszczęścia", które zaczęło odżywać dopiero kiedy zaczęło tańczyć. To jak tlen i wiem, że znów zaczęłoby być źle, gdybym miała więcej czasu na zastanawianie się nad różnymi rzeczami.

Ellswarth
20-08-2008, 22:23
Ja myślę, że najpierw wysłuchałabym jego wyjaśnień. Czemu nie pozwala mi tańczyć.
Bo być może przez taniec zaniedbałabym jego?
Taniec jest dla mnie ważną częścią życia, ale nie chciałabym żeby stanął między mną a osobą którą kocham.
Więc to wszystko zależy dlaczego nie chciałby żebym tańczyła.

Vasanta
20-08-2008, 22:38
Mnie równie dobrze można by powiedzieć: tlen albo ja. Taniec pozwala mi żyć z dnia na dzień.

Jasirah
21-08-2008, 09:43
Ja na szczescie, nie musialam nigdy nic poswiecać. OD urodzenia cala i zdrowa :) Ale pamietam, ze moje kolezanki z klubu owszem. Jest coś takiego, jak turniej im. Mariana Wieczystego (ktory wprowadzil taniec towarzyski w Polsce). Trwa całe dwa dni, od wczesnego rana, do bardzo późnej nocy. Na ten turniej, do Krakowa, zjezdzaja sie pary z calej Polski i najblizszej zagranicy. Kiedyś tydzien przed turniejem, kolezanka zlamala noge (jakoś w kostce) i nie powiedziala ani trenerowi, ani rodzicom, bo wsadziliby jej w gips, a chciała tanczyć na WIeczystym. Wywalczyla ze zlamana noga miejsce w finale...

MalenaSlav
21-08-2008, 09:56
"Dźwignie"? A co masz na myśli? :)
Domyślam się, że sporo ćwiczeń z tribal fusion może krzywdzić kolana (wszelkie zmiany poziomu chociażby), ale ATS? Może po prostu nie do końca dobrze wykonywałaś ruchy, co się przecież zdarza w grupie początkującej? Np. skręcałaś nogę w kolanie przy choo-choo?
Szkoda rezygnować z tak fajnego stylu... Dobrze, że przynajmniej klasyka Ci nie szkodzi.

"Dźwignie" to moja prywatna nazwa na właśnie zmiany poziomu (uczelnia techniczna robi swoje, praca kolan podczas tych ruchów kojarzy mi się z podnośnikami hydraulicznymi;-)). Mogłam robić coś źle, ale z drugiej strony nasza instruktorka bardzo pilnuje by wszystko było OK, tak samo jak przy klasyce, i po klasyce poza zmęczeniem nic mi się nie dzieje, a wręcz działa zbawiennie na me ciało ;). Trudno, tribal widać nie jest dla mnie. To tyle w kwestii moich kolan bo czuję się dziwnie jak je tak publicznie rozważamy ;)

A co do pośwęceń to jak do tej pory innych nie było, poza wyborem na co wydać pieniądze i jak zagospodarować czas - ale to raczej standard nie tylko kiedy tańczymy. :)

Nox
21-08-2008, 10:51
A gdyby teraz ktoś bardzo bardzo ważny dla was kazał Wam wybierać "albo ja albo taniec" to co??

Jeśli facet naprawdę kocha to zrozumie, że taniec wiele dla Mnie znaczy.
Jak na razie Mnie ten problem nie dotyczy (kandydata na chłopaka brak).

Sowillo
21-08-2008, 11:31
Z tymi naszymi pasjami to trudna sprawa.
Przestrzegam, że ludzie są najwyższą wartością (w życiu, we wszechświecie itp ;)), a związki trwają poprzez naszą uwagę i czas poświęcone byciu z partnerami - wiele ryzykujemy stawiając w życiu codziennym przede wszystkim na naszą pasję, nawet jeśli partner w pełni rozumie i popiera nasze pasje.
Braku codziennego bliskiego bycia ze sobą nie da się nadrobić w czasie urlopu. Są w życiu chwile bezcenne a jednocześnie ulotne, któych nie da się nadrobić jeśli z ich przeżycia zrezygnujemy dla innych wartości (np pasja)

A jeśli nasza pasja warunkuje to czy jesteśmy szczęśliwe, jeśli nasza pasja jest naszym „tlenem” niezbędnym do życia, to czy przypadkiem nie jest to już niezdrowe uzależnienie, ucieczką od "piękna" zwykłej codzienności i przeciętności, próbą ucieczki od niskiego poczucia własnej wartości?

Gdy będziemy stare, zweryfikujemy czy warto było poświęcać inne wartości życia dla naszych pasji, czegoś co jest przede wszystkim dobrą zabawą ale nie sensem życia?.

Quesse
21-08-2008, 12:09
A gdyby teraz ktoś bardzo bardzo ważny dla was kazał Wam wybierać "albo ja albo taniec" to co??


Odpowiedź jest w moim wypadku więcej niż oczywista.
Zresztą, kto miałby postawić mi takie ultimatum? Facet? Na szczęście mam mężczyznę, który jest ze mnie dumny i nie byłby zdolny do tak egoistycznego podejścia. Czasem go zaniedbuję dla tańca - ale on mnie rozumie i cieszy się, że mam swoją pasję. Zresztą, to już kwestia kiedyś omówiona w wątku o facetach i ich stosunku do naszego tańczenia (zalinkuję jak znajdę).
Ja patrzę na to jednoznacznie - gdyby w moim życiu był facet, który kazałby mi zrezygnować z pasji dla niego, to byłby skończonym (tu wstawić jedno ze słów, których nie wypada na forum używać) i nie miałabym wątpliwości, co wybrać.

Safi, Twoje spostrzeżenia są słuszne i pewnie przeczytam je sobie jeszcze kiedyś, gdy będę potrzebowała nabrać dystansu:)
Jednak gdy przychodzi do ustalania życiowych priorytetów, to wiem, że powinnam być przede wszystkim wierna sobie, a nie innym. A wierność sobie oznacza jedno: nie rezygnować z tańczenia:) To właśnie taniec daje mi te piękne, ulotne chwile szczęścia, paliwo do radzenia sobie z wszystkimi innymi sprawami, wyższą samoocenę i energię do działania w innych dziedzinach:)

To, że tańczę, czyni mnie pogodną, pewną siebie i zadowoloną z życia osobą, którą kiedyś nie byłam - a zatem, czyni mnie osobą, z którą dużo łatwiej dogadać się w związku czy w przyjaźni, z którą przyjemniej nawiązać kontakt. A więc - ludzie w moim otoczeniu zyskują na tym, że tańczę:)

Mam wrażenie, że całe życie oglądam wzorce działania, które nakazują poświęcać siebie dla innych, rezygnować z siebie dla wyższych wartości. Przekonanie, że ludzie są najwyższą wartością, w swej istocie słuszne, w pewnej formie także może być niszczące i toksyczne. Wielu osobom zdarza się myśleć, że powinny poświęcać siebie (czytaj: swoją pasję i hobby, bycie sobą) dla innych ludzi i wartości, dla związku czy dla jakiegoś celu. Jak często dobrze na tym wychodzą? Jaką wartość ma relacja utrzymana dzięki rezygnacji z siebie?
Taniec to moja lecznicza dawka zdrowego egoizmu:D

Firjal
21-08-2008, 13:45
Quesse, pięknie powiedziane, a raczej napisane... :) Tylko czasem jest bardzo trudno o tym pamiętać... czasem nadchodzi depresja i nic się nie chce... W sumie w takich chwilach wspiera mnie mama... Mówi co mam robić i jak żyć... Sama tańczy o małego... I wie jak to jest... Ważne jest porostu mieć kogoś kto zrozumie :) :*

MalenaSlav
21-08-2008, 14:17
Zgadzam się z Safiro! W związkach międzyludzkich nie możemy ograniczać naszych pasji i celów życiowych, ale też nie możemy pozwolić, by pasje i cele ograniczały związki. Radzę o tym pamiętać, bo czasem może być za późno, a ta druga osoba może mieć dużo racji. Wiem, że trudno połączyć spełnienie życiowe z miłością bez potrzeby poświęcania się, ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Życie - i trudne i piękne ... :) Ale czy to co łatwe jest piękne? np. taniec - piękny ale trudny, a mówią, że taniec jest jak życie, a życie jak taniec, dla kogoś taniec jest życiem, ale ważne by życie nie stało się tańcem bez najmniejszej choreografii, nawet najpiękniejsza improwizacja kiedyś się kończy.
Zatem należałoby życzyć powodzenia w życiu i tańcu i słusznych wyborów!

Farida
21-08-2008, 21:59
A ja się podpisuje pod Quesse ;)

Saawariya
30-07-2011, 23:28
Niebawem poświęcę taniec dla zdrowia, muszę poddać się operacji kręgosłupa. Będzie bolało . . na pewno fizycznie, ale również sam fakt, że szybko nie zatańczę, o ile wgl jeszcze zatańczę. Ale co tam, nie będę się tutaj Wam użalać! ;)

Jacqueline
31-07-2011, 00:59
a ja mam zawsze wyrzuty sumienia, że spędzam czas na zajęciach a nie z moją córeczką. To tylko 1,5 godziny w tygodniu, ale mimo wszystko, mam wrażenie, że zabieram jej czas. Mam nadzieję, że nie wypomni mi kiedyś tej pasji.

miniM
31-07-2011, 11:12
a ja mam zawsze wyrzuty sumienia, że spędzam czas na zajęciach a nie z moją córeczką. To tylko 1,5 godziny w tygodniu, ale mimo wszystko, mam wrażenie, że zabieram jej czas. Mam nadzieję, że nie wypomni mi kiedyś tej pasji.

Jacqueline, jedna z moich kursantek zabiera czasem swoje dzieci na zajęcia i jest super! :) pomyśl nad tym, może Twoja Córeczka zapała również miłością do tańca :)

Saawariyo! Nie trać nadziei - medycyna wciąż idzie do przodu :) ja mam mega paskudną wadę wzroku, okuliści zabronili wszelkiego wysiłku fizycznego, ale nie poddałam się a moja wada wcale się przez to nie pogorszyła :) także bądź dobrej myśli! trzymam kieleckie kciuki :D

Saawariya
31-07-2011, 21:29
miniM - dziękuję serdecznie za wsparcie. ;- *

miniM
01-08-2011, 22:22
Nie ma za co dziękować :*
na tym forum zawsze je znajdziesz - mimo że się nie widzimy, to dobrze wiedzieć, że ktoś przeczytał to co napisałyśmy i choć chwilę się nad tym zastanowił :)
powodzenia!

avocado2
17-08-2011, 10:49
a ja mam zawsze wyrzuty sumienia, że spędzam czas na zajęciach a nie z moją córeczką. To tylko 1,5 godziny w tygodniu, ale mimo wszystko, mam wrażenie, że zabieram jej czas. Mam nadzieję, że nie wypomni mi kiedyś tej pasji.

Jacqueline, Twoja wypowiedź jest mi bliska. Ja też mam córeczkę i psychiczny dyskomfort związany z tym, że tańczę średnio 5 godzin w tygodniu. Dwa razy w tygodniu wracam do domu po 22.00, kiedy mała już śpi. Pracuję zawodowo od 9.00 do 17.00, więc rano też się prawie nie widujemy.

Zdrugiej strony - taniec jest mi potrzebny do realizowania się. Bez niego jestem mniej szczęśliwa. A uważam, że szczęśliwa matka jest lepszą matką. Dlatego tłumaczę to sobie w taki sposób, że ja tańczę nie tylko dla siebie, ale również dla niej. Tym samym daję jej przykład, że kobieta ma prawo do czasu dla siebie i do robienia czegoś "swojego".

Włączam też rodzinę w moją pasję. Ostatnio mąż i córka towarzyszyli mi w czasie tygodniowego obozu tanecznego. Prawie zawsze przychodzą ogladać występy mojego zespołu. Zdarza się, że są obecni na próbach. Idąc z małą na plac zabaw - zabieram ze sobą saggaty, żeby sobie poćwiczyć granie. Dla mojej córki to zawsze frajda, że jej mama brzdąka na dzwoneczkach w czasie kiedy ona się bawi...

Wiadomo, że przez moją pasję mniej czasu spędzam z dzieckiem. Ale staram się zadbać o to, abyśmy ten czas który mamy spędzały fajnie. Ileż kobiet "siedzi" w domu z dziećmi, ale tak naprawdę niewiele mogą dzieciakom zaoferować. Zapracowane, zestresowane, stawiające rodzinę przed potrzebą samorealizacji.

Mam nadzieję, że kiedy moja córka dorośnie i będzie miała własną rodzinę, będzie dla niej naturalne znalezienie własnej drogi do szczęścia w życiu.

miniM
17-08-2011, 11:19
Naprawdę uważam Dziewczyny, że nie powinnyście mieć wyrzutów sumienia z tego powodu. Wprawdzie sama nie mam dzieci, ale patrząc na to z perspektywy obserwatora, sądzę, że nie powinnyście mieć do siebie pretensji :) może faktycznie budzić się w Was poczucie, że trochę zaniedbujecie swoje dziecko/dzieci, ale są jakby różne rodzaje tego "zaniedbywania" - są matki, które spędzają cały czas w domu, a potrafią zaniedbać swoje dziecko bardziej, niż kobieta, której nie ma w domu po 10-12 godzin dziennie, bo na przykład wolą gnić cały dzień przed telewizorem, albo plotkować przez telefon niż poczytać swojemu dziecku bajkę albo się z nim pobawić. Myślę, że przez to, że macie troszkę mniej czasu dla swoich pociech, to potraficie bardziej docenić każdą chwilę spędzoną z nimi, a dzięki temu takie chwile stają się o wiele bardziej wartościowe :)

Jacqueline
18-08-2011, 00:03
nic dodać nic ująć :-) dzięki za wspierające słowa :-)))))

miniM
18-08-2011, 10:28
nie ma sprawy :) po tu tu jesteśmy - by się wzajemnie wspierać :)