Pokaż pełną wersję : Korespondencyjny kurs tańca brzucha
Blancari
16-12-2008, 02:00
Darmowy e-mailowy kurs tańca brzucha w 8 dni
Jakiś czas temu na forum pojawił się link do strony na której można się zapisać na e-mailowy kurs tańca brzucha w 8-dni. Zaciekawiona postanowiłam się zapisać, bo nie należy pomijać żadnego źródła nauki.
Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że kurs taki zawsze ma charakter reklamowy i ma zachęcić kursantki do nauki w szkole, która go wysyła. Wiem też, że trudno uczyć tego tańca przez e-mail.
Czego więc się spodziewałam?
Na pewno jakiejś wstępnej wiedzy o tym tańcu. Ciekawego i zachęcającego wprowadzenia. Opisu kilku podstawowych figur, jakichś rysunków, animacji czy króciutkich filmików. Opisu krótkiej rozgrzewki oraz informacji o prawidłowej postawie i dlaczego jest ważna.
Czyli w sumie niewiele, ale przecież to tylko promocja, która ma wzbudzić chęć kontynuacji nauki.
Co otrzymałam?
Otrzymałam 8 maili, w każdym jedna lekcja w formacie tekstowym.
Wprowadzenie brzmi zachęcająco:
Witam serdecznie bardzo się cieszę, że zaczynasz swoja przygodę z tańcem brzucha. Mam nadzieję, że kurs, który dla ciebie przygotowałam pomoże Ci nauczyć się kilku podstawowych ruchów w tańcu arabski. I,że ta umiejętność pozwoli Ci zatańczyć swój pierwszy taniec brzucha. Możesz go zatańczyć tylko dla siebie, dla swojego odbicia w lustrze lub z zamkniętymi oczami- tylko dla siebie. Jeśli zechcesz zatańczyć dla bliskiej osoby tez pięknie.
Dalej mamy po kilka zdań opisujących figury, np. w drugiej lekcji:
Gwoździki (dropy)
Podnosimy prawe biodro i prawym pośladkiem chcemy wbić gwoździka w stołek barowy. Stołki mogą stać w różnych miejscach. Ciężar ciała na jednej nodze druga oparta na palcach. Pracujemy biodrem nogi uniesionej.Pamiętamy, że góra ciała jest nieruchoma. Piersi układamy na blacie baru( tak w wyobraźni) Chodzi o to ,żeby biust nie wbijał gwoździ razem z biodrem. Możesz ćwiczyć gwoździki po trzy na jedną stronę i zmiana strony. 3 gwoździki prawa, na 4 zmiana strony i 3 gwoździki lewa.
Co o tym myślicie?
Czy osoba, która po raz pierwszy styka się z TB może z tego coś skorzystać, zachęcić się?
Czy biust na barze to właściwe skojarzenie, skoro na co dzień trzeba nam walczyć ze stereotypami?
Te 8 lekcji to 8 figur:
1) krok na raz
2) gwoździki (dropy)
3)okrąg słoneczny
4)twist
5)ósemka pozioma
6)okrąg rotacyjny (omi)
7) ósemka stojąca
8) shimmy
Generalnie nie ma tam nic o samym tańcu. A szkoda. Niewiele też jest o postawie, w pierwszej lekcji to:
w tańcu arabskim- tańczymy z opuszczoną miednicą.Kostka ogonowa celuje w dół. Zapobiega to przeciążeniom kręgosłupa- pamiętaj o tej zasadzi ucząc się innych ruchów.
Przy dropach też nie ma słowa o tym, że trzeba zmieniać nogę, aby nie uszkodzić stawu.
Zakończenie kursu, będące zachętą do podjęcia nauki (logiczne, po to jest ten kurs) brzmi:
Jeśli czujesz niedosyt zapisz się na kurs. Instruktor nauczy cię pięknych ruchów rąk - co jest niezwykłą ozdoba tego tańca.
Jak dla mnie to duże uproszczenie.
Wydaje mi się, że sam pomysł takiej promocji jest dobry, ale czy taka realizacja tego pomysłu pokazuje właściwy wizerunek tego tańca? Co myślicie tym?
Żeby nie było, że wyrwałam jakieś fragmenty bez kontekstu - na cały kurs można zapisać się tutaj (http://taniecbrzuchalublin.pl/)
Czy osoba, która po raz pierwszy styka się z TB może z tego coś skorzystać, zachęcić się?
Może nie jestem "osobą, która pierwszy raz...", ale i tak po prawie roku nauki jestem zaledwie początkującą.
Kurs zamówiłam, odebrałam i przeczytałam pierwszą lekcję, niewiele zrozumiałam - jakoś opis do mnie nie przemówił - reszty kursu juz nawet nie otworzyłam.
To chyba wyczerpująca odpowiedź na Twoje pytanie ;)
Czego więc się spodziewałam?
Na pewno jakiejś wstępnej wiedzy o tym tańcu. Ciekawego i zachęcającego wprowadzenia. Opisu kilku podstawowych figur, jakichś rysunków, animacji czy króciutkich filmików. Opisu krótkiej rozgrzewki oraz informacji o prawidłowej postawie i dlaczego jest ważna.
Mnie by wystarczyły opisy kilku podstawowych figur, jakieś rysunki, animacje czy króciutkie filmiki. :)
Jako inna próbna użytkowniczka tego kursu napiszę tak: kwestia metaforyki jest kwestią bardzo płynną. Do jednej przemówi wbijanie gwoździków, do innej trafi odpychanie ludzi biodrami, a pozostałe nie nauczą się, póki nie zobaczą na własne oczy. Sama spotkałam się z wieloma zaskakującymi określeniami ruchów :) Stąd z zaciekawieniem wczytywałam się w kolejne lekcje, analizując sposoby tłumaczenia.
Zapewne na kilkadziesiąt użytkowniczek kursu kilka nauczy się czegoś i zainteresuje na tyle, żeby ruszyć na zajęcia. Dokładne rozpisanie ruchów na części składowe pomogłoby tym z nas, które chcą tańczyć jak panie z filmików. Minusem jest brak przypominania o rozgrzewce i sporadyczne o odpowiedniej postawie - jak znam siebie, to bym się rzuciła ćwiczyć od razu przy każdej lekcji, a rady z poprzednich by wyleciały z głowy bardzo szybko. Łatwo wtedy o kontuzję bądź o ból, który zniechęci do kolejnych ćwiczeń.
Mimo to dla początkujących to niezły pomysł - pozwala poznać same podstawowe podstawy, przez co unika się tego, o czym wielokrotnie pisały dziewczyny przed pierwszym razem: jestem zielona, nic nie umiem, jak ja sobie dam radę? Znając chociaż teoretycznie najprostsze ruchy zyskujemy większą pewność siebie i nie wpadamy w panikę na widok kilkunastu nowości na pierwszej lekcji. Myślę, że spełnia także swoje cele, tzn. zachęcanie do lekcji. Dla laika z kursu wynika, że ruchów bioder uczymy się w domu, a na kursach ruchów rąk, i to tyle jeśli chodzi o tb (i później jest: a co to za filozofia, zakręcisz brzuchem i koniec, żaden wysiłek) - przydałoby się więcej o historii tańca, pochodzeniu, charakterze.
Jeszcze co do filmików i animacji - weźmy pod uwagę, że jest to kurs bezpłatny, nie oczekujmy cudów :)
Moja ocena: 4-, minus za kwestie językowe.
Mała tancereczka
16-12-2008, 16:05
Pozwolę sobie nie zgodzić się z toba Vasanto. Trochę nawet jestem zaskoczona Twoją tak wysoka oceną.
Zakładając ze taki kurs jest przeznaczony dla zupełnie niezorientowanych osób a nie dla takich co juz tańczą bo one go nie potrzebuja, jest on dla mnie nieporozumieniem.
Jest on napisany infantylnym językiem który jest mało komunikatywny. Mam na myśli np.:
" Piersi układamy na blacie baru( tak w wyobraźni) Chodzi o to ,żeby biust nie wbijał gwoździ razem z biodrem. Możesz ćwiczyć gwoździki po trzy na jedną stronę i zmiana strony. 3 gwoździki prawa, na 4 zmiana strony i 3 gwoździki lewa."
Do mnie to nie przemawia w żaden sposób. Po takim wykładzie zrezygnowałabym z kontynuacji nauki a przecież zachęcenie do tego miała na celu autorka.
Niefortunny zestaw skojarzeń utrwaliłby we mnie wyobrażenie o tym tańcu że jest to jednak taniec barowo kotletowy z mocnymi erotycznymi konotacjami.
Bardzo się dziwię autorce że nie wyciaga wniosków z naszych dyskusji na forum. Nie brała pod uwagę że tez to przeczytamy?
Mogła przecież poprosić nas o pomoc. Poprosić o opinie podzielenie się doświadczeniami co powinno znaleźc się w takim kursie. Zapytać co o tym myślimy, ja sama pierwsza bym pomogła.
Pomysł według mnie taki sobie bo jest to za trudne zadanie aby zachęcić do tańca brzucha przez krótki email. O wiele lepszy efekt można by uzyskać zamieszczając na stronie piekne zdjęcie, krótki film pokazujący to co najwartościowsze w tańcu brzucha.
Wykonanie jeszcze gorsze. Niekomunikatywne opisy, nietrafione porównania, brak kluczowych tematów.
Podpisuję się obiema rękami pod Twoją wypowiedzią Mała Tancereczko.
Opisy - już pomijając że napisane "nie po polskiemu" :D - to dodatkowo niepełne, jakby pisane "na kolanie", nieprzemyślane no i te skojarzenia z kładzeniem biustu na barze albo to niby wbijanie gwoździków :confused: o matko i córko - a co to takiego??? pytam :blink:. Miałam okazję przeczytać kilka lekcji... i szczerze powiem, że z opisu nie byłabym sobie w stanie wyobrazić jak to ma wyglądać i o co właściwie chodzi. Miałam też kłopot ze zidentyfikowaniem "kroku na raz" jako że prawdopodobnie znam to pod inną nazwą, więc próbowałam wyłuskać z tekstu o którym kroku mowa :confused:.
Ja rozumiem że po bezpłatnym kursie emailowym nie można się spodziewać CUDÓW. Jednak jeśli niechlujnie sklecony tekst o niczym ma zachęcić do czegokolwiek - to chyba mamy do czynienia z nieporozumieniem. Jeśli ktoś wysyła mi byle jaki tekst, to robi sobie ANTYreklamę bo mogę przypuszczać, że tak samo "profesjonalnie" podchodzi ten ktoś do tańca, nauki własnej i przekazywania wiedzy kursantom. Robi też ANTYreklamę tańcowi przez te skojarzenia z barowym tańcem, co nadzwyczaj trafnie ujęła Mała Tancereczka :).
Zapewne na kilkadziesiąt użytkowniczek kursu kilka nauczy się czegoś i zainteresuje na tyle, żeby ruszyć na zajęcia.
A z "Pozostałych" - część będzie dalej pracować na kontuzje, przekonana że skoro jakaś szkoła tańca im wysłała taki kurs, to jest w nim WSZYSTKO co im potrzebne, a pójście na zajęcia z powodu ewentualnego niedosytu to kwestia fakultatywna. Druga część "Pozostałych" się załamie że nie ma talentu/wyobraźni/do niczego się nie nadaje bo nie rozumie naprędce skleconych zdań kilku - i sobie odpuści, totalnie zniechęci, może zrazi, być może zasili szeregi osób myślących o TB stereotypowo :rolleyes:, dojdzie do wniosku że TB jest paskudny, że to głupie....etc...
Zresztą... wyobraziłam sobie to kładzenie biustu na blacie... i do czego dochodzę? - ano do tego, że jestem pochylona ku przodowi i przygarbiona bo ciało automatycznie się pochyla by nie zderzyć się boleśnie kolanami ze ścianką baru. Ot co.
Dokładne rozpisanie ruchów na części składowe pomogłoby tym z nas, które chcą tańczyć jak panie z filmików.
Niezupełnie. Jest na forum słowniczek ruchów BD - jednak mimo to początkujące nie potrafią skojarzyć ruchu na filmie z konkretnym, w sumie profesjonalnym opisem ruchu w słowniczku.
Jeśli ktoś wysyła mi byle jaki tekst, to robi sobie ANTYreklamę bo mogę przypuszczać, że tak samo "profesjonalnie" podchodzi ten ktoś do tańca, nauki własnej i przekazywania wiedzy kursantom.
A może po prostu nie umie formułować odpowiednio swoich myśli na papierze. To się zdarza nader często - takim osobom należy pomagać. Same na mnie krzyczycie, że czepiam się błędów, jak raz przeszłam do meritum, omijając błędy, to też źle :P
Robi też ANTYreklamę tańcowi przez te skojarzenia z barowym tańcem
Faktem jest, że wiele sformułowań, w tym o kładzeniu biustu na barze, jest kontrowersyjnych i budzi niewłaściwe skojarzenia. Weźmy jednak pod uwagę, że każda instruktorka wyjaśnia ruchy inaczej - mnie swego czasu uczono shimmy pod roboczą nazwą "galaretki" :) Zgadzam się, że opisy poszczególnych figur powinny być bardziej precyzyjne i bazować na ogólnych skojarzeniach, a nie na tym, co się autorowi tekstu wyda zabawne czy obrazowe, bo to zbyt subiektywne, żeby mogło dotrzeć do wielu osób, zwłaszcza początkujących.
A z "Pozostałych" - część będzie dalej pracować na kontuzje, przekonana że skoro jakaś szkoła tańca im wysłała taki kurs, to jest w nim WSZYSTKO co im potrzebne, a pójście na zajęcia z powodu ewentualnego niedosytu to kwestia fakultatywna. Druga część "Pozostałych" się załamie że nie ma talentu/wyobraźni/do niczego się nie nadaje bo nie rozumie naprędce skleconych zdań kilku - i sobie odpuści, totalnie zniechęci, może zrazi, być może zasili szeregi osób myślących o TB stereotypowo :rolleyes:, dojdzie do wniosku że TB jest paskudny, że to głupie....etc...
To realne niebezpieczeństwo, niestety. Zastanówmy się może, co można by zmienić w tym całym pomyśle - bo chyba korzyść dla niewielkiej grupy nie powinna przysłaniać oczywistych niekorzyści dla pozostałych, teraz to widzę.
Chciałabym, żeby wypowiedziała się też Inci z AktivGen, na której stronie jest zamieszczony ten kurs. Można by się razem zastanowić, co zmienić w pomyśle.
A może po prostu nie umie formułować odpowiednio swoich myśli na papierze. To się zdarza nader często - takim osobom należy pomagać. Same na mnie krzyczycie, że czepiam się błędów, jak raz przeszłam do meritum, omijając błędy, to też źle :P
Niemniej jednak zgodzisz się chyba ze mną w kwestii rozgraniczenia między luźną wypowiedzią na forum a mailem pisanym oficjalnie do Klienta i/lub wysyłaniem oficjalnych materiałów o charakterze marketingowym/informacyjnym (tu: lekcja dedykowana zapisanej osobie) gdy po drugiej stronie nie ma "mojej funfeli" tylko obca mi osoba. Ja przynajmniej zauważam tę różnicę :).
Niemniej jednak zgodzisz się chyba ze mną w kwestii rozgraniczenia między luźną wypowiedzią na forum a mailem pisanym oficjalnie do Klienta i/lub wysyłaniem oficjalnych materiałów o charakterze marketingowym/informacyjnym (tu: lekcja dedykowana zapisanej osobie) gdy po drugiej stronie nie ma "mojej funfeli" tylko obca mi osoba. Ja przynajmniej zauważam tę różnicę :).
Oczywiście, że się zgodzę. Dla mnie osobiście różnicy nie ma, czy z funfelą, czy z Tobą na forum, czy pisząc pracę zaliczeniową - przykładam się równie mocno. Jednak wiem - i przyznasz mi chyba rację - że osób, które nie przykładają wagi do żadnej formy internetowej wypowiedzi, jest całe mnóstwo. Zdarzało mi się czytać takie oficjalne maile, że głos się na głowie jeżył, nie wspomnę już o wielu "profesjonalnych" stronach internetowych, dopieszczonych pod względem technicznym i płaczących z tęsknoty za korektą. Rażące błędy zdarzają się nawet na stronie głównej Gazety Wyborczej.
Blancari
17-12-2008, 12:26
Jeszcze co do filmików i animacji - weźmy pod uwagę, że jest to kurs bezpłatny, nie oczekujmy cudów :)
To, że jest to kurs bezpłatny, nie usprawiedliwia niedbalstwa. Przypominam, że to nie jest akcja charytatywna tylko materiał promocyjny.
Ponadto nakręcenie kilkunastosekundowych filmików naprawdę nie wymaga super-profesjonalnego sprzętu tylko rzetelnego podejścia do sprawy. No i w końcu - co będę powtarzać do znudzenia - to jest materiał reklamowy, czyli w większości przypadków trzeba w niego trochę zainwestować, żeby zadziałał i przyniósł zysk.
Zdarza mi się korzystać czasami z darmowych e-mailowych kursów i przyznam szczerze, że mają one z reguły całkiem przyzwoity poziom wykonania. W końcu zachęcają do przyłączenia się do pełnej wersji kursu.
Zawierają zwykle kolorowe plansze w pdf, linki do krótkich prezentacji multimedialnych, czasem specjalne forum, gdzie można dopytać o szczegóły. Oczywiście nie zawierają pełnej wiedzy, tylko tyle, co "na zachętę", ale swoją formą pokazują profesjonalne podejście. To pozwala mi ufać, że płatny kurs będzie równie dobrze przygotowany.
Ten tutaj sieje dużo wątpliwości. Nie obchodziło by mnie to, bo jestem z innego miasta i do tej szkoły akurat mam daleko, ale jednak trzeba mieć na uwadze, że z tego kursu będą korzystać dziewczyny w całej Polsce. I na jego podstawie zdecydują może, czy podjąć naukę w jakiejś pobliskiej szkole.
Kolejnym niebezpieczeństwem jest to, że skorzystają z niego zapewne dziewczyny, które nie mogą się uczyć stacjonarnie i korzystają z materiałów internetowych. Kurs firmowany przez Szkołę Tańca na pewno wyda im się wiarygodny, więc nie zwrócą uwagi na postawę czy możliwą kontuzyjność - "bo przecież by napisali".
Do mnie to nie przemawia w żaden sposób. Po takim wykładzie zrezygnowałabym z kontynuacji nauki a przecież zachęcenie do tego miała na celu autorka.
Niefortunny zestaw skojarzeń utrwaliłby we mnie wyobrażenie o tym tańcu że jest to jednak taniec barowo kotletowy z mocnymi erotycznymi konotacjami.
Wykonanie jeszcze gorsze. Niekomunikatywne opisy, nietrafione porównania, brak kluczowych tematów.
Dokładnie, opisy zdawkowe, pełne "osobistych" skojarzeń autora/autorki. Pokazują ten taniec z jak najgorszej strony.
Zbyt częste literówki, ogólne niedbalstwo - to brak szacunku do odbiorcy.
A może po prostu nie umie formułować odpowiednio swoich myśli na papierze. To się zdarza nader często - takim osobom należy pomagać.
Faktem jest, że wiele sformułowań, w tym o kładzeniu biustu na barze, jest kontrowersyjnych i budzi niewłaściwe skojarzenia. Weźmy jednak pod uwagę, że każda instruktorka wyjaśnia ruchy inaczej - mnie swego czasu uczono shimmy pod roboczą nazwą "galaretki" :) Zgadzam się, że opisy poszczególnych figur powinny być bardziej precyzyjne i bazować na ogólnych skojarzeniach, a nie na tym, co się autorowi tekstu wyda zabawne czy obrazowe, bo to zbyt subiektywne, żeby mogło dotrzeć do wielu osób, zwłaszcza początkujących.
Rażące błędy zdarzają się nawet na stronie głównej Gazety Wyborczej.
To że ktoś nie umie formułować myśli i że w Wyborczej są błędy to nie jest żadne usprawiedliwienie - przyznasz Vasanto
To jest materiał reklamowy, jeśli się nie potrafi go przygotować to się to zleca osobie kompetentnej i płaci stosowną cenę. To w końcu inwestycja w przyszły zysk - jakby nie było.
Swoją drogą, jeśli instruktorka podpisuje się pod takim tekstem, wzbudza wątpliwości co do swoich kompetencji, sugeruje, że zajęcia prowadzi w taki sam sposób. I że tak traktuje ten taniec jak "piersi na barze". W czasie zajęć, gdzie wszyscy wiedzą o co chodzi, a o co nie chodzi, takie sformułowanie może być żartem. W przypadku osób niezorientowanych potwierdza tylko głupie stereotypy.
Nie wiem, kto to pisał, ale najwyraźniej treść tych lekcji nie została przejrzana i zaakceptowana przez osobę kompetentną, zarówno językowo jak i w kwestiach TB.
To realne niebezpieczeństwo, niestety. Zastanówmy się może, co można by zmienić w tym całym pomyśle
Można by się razem zastanowić, co zmienić w pomyśle.
Założyłam ten wątek, aby podyskutować o tym, że takie niedopracowane materiały promocyjne szkodzą wizerunkowi tańca a także potencjalnym użytkownikom.
Niech to będzie przestroga i zachęta, aby szkoły zwracały uwagę na poziom swoich wydawnictw internetowych, bo to nie chodzi tylko o ich opinię, ale też rzutuje na całe środowisko.
Ponadto autorzy takich kursów powinni mieć na względzie dobro i zdrowie odbiorców.
I na koniec przypominam, to jest materiał reklamowy, który ma przynieść zysk. Nie ma co podawać gotowca (za takie rzeczy się płaci). Mądra instruktorka wyłowi sobie co trzeba z dyskusji.
Opisy - już pomijając że napisane "nie po polskiemu" :D - to dodatkowo niepełne, jakby pisane "na kolanie", nieprzemyślane no i te skojarzenia z kładzeniem biustu na barze albo to niby wbijanie gwoździków :confused: o matko i córko - a co to takiego??? pytam :blink:. Miałam okazję przeczytać kilka lekcji... i szczerze powiem, że z opisu nie byłabym sobie w stanie wyobrazić jak to ma wyglądać i o co właściwie chodzi. Miałam też kłopot ze zidentyfikowaniem "kroku na raz" jako że prawdopodobnie znam to pod inną nazwą, więc próbowałam wyłuskać z tekstu o którym kroku mowa :confused:(...)
Zresztą... wyobraziłam sobie to kładzenie biustu na blacie... i do czego dochodzę? - ano do tego, że jestem pochylona ku przodowi i przygarbiona bo ciało automatycznie się pochyla by nie zderzyć się boleśnie kolanami ze ścianką baru. Ot co.
Miałam własnie bardzo podobny obraz tej pozycji. By piersi położyć na barze musiałabym sie przecież pochylić, jakoś wyszło mi z tego cos co znam pod nazwą kółeczko egipskie.
Miałam tez skojarzenie z mammografią, i jeszcze jedno, z wielkimi, obwisłymi "worami", które się "chlapnie" na blat.
(dość obrazowe, ale z moją wyobraźnią już tak mam... :p)
W kazdym razie nic zachęcającego.
Nie, nie zniechęciło mnie to do samego tańca, ale do tego kursu owszem. Jestem wzrokowcem i bardzo brakowało mi ilustracji, nawet obrazków naszkicowanych w paintcie, o animacjach nie wspominając.
każda instruktorka wyjaśnia ruchy inaczej - mnie swego czasu uczono shimmy pod roboczą nazwą "galaretki"
Czy shimmy vel galaretka, to po prostu "drżenie"?
Moja instruktorka nie przywiązuje raczej wagi do nazewnictwa (a może po prostu te kroki/ruchy/postawy początkujących wcale nie mają nazw?), więc tak naprawdę nie wiem co umiem, i czy to o czym czytam to jest to co znam.
Blancari
17-12-2008, 12:48
Czy shimmy vel galaretka, to po prostu "drżenie"?
Moja instruktorka nie przywiązuje raczej wagi do nazewnictwa (a może po prostu te kroki/ruchy/postawy początkujących wcale nie mają nazw?), więc tak naprawdę nie wiem co umiem, i czy to o czym czytam to jest to co znam.
A moja instruktorka przywiązuje wagę do nazw od początku i nie wymyśla własnych. Dzięki temu na warsztatach w innej szkole czy z zagranicznymi instruktorami zawsze wiem o co chodzi.
Ruchy i kroki dla początkujących mają swoje nazwy. Owszem, są pewne różnice między szkołami, dlatego warto znać kilka nazw na jeden ruch, ale fakt, że instruktorka wymyśla własne świadczy tylko o tym, że ich nie zna. Pozostaje więc pytanie - gdzie się uczyła, skoro jej nie nauczyli?
Vello - dowód na to, że figury maja nazwy jest tutaj:
Słowniczek Ruchów W Bellydance (http://www.belly-dance.pl/forum/showthread.php?t=259&highlight=s%B3owniczek+ruch%F3w)
A moja instruktorka przywiązuje wagę do nazw od początku i nie wymyśla własnych. Dzięki temu na warsztatach w innej szkole czy z zagranicznymi instruktorami zawsze wiem o co chodzi.
Ruchy i kroki dla początkujących mają swoje nazwy. Owszem, są pewne różnice między szkołami, dlatego warto znać kilka nazw na jeden ruch, ale fakt, że instruktorka wymyśla własne świadczy tylko o tym, że ich nie zna. Pozostaje więc pytanie - gdzie się uczyła, skoro jej nie nauczyli?
Instruktorka jest jak najbardziej ok. <tu Vella staje murem gotowa bronić czci i honoru swej instruktorki do ostatniej kropli, etc. ;)>.
Nie wymyśla nazw (ale tu chodziło Ci chyba o "galaretkę" Antares? bo czy "drżenie" jest nazwą wymysloną?), po prostu chyba nie wszystkie podaje. Niektóre tak, (znam: szuflada, kółeczko egipskie, ósemka pozioma, akcent biustem, drżenie na ugiętych nogach, i przekładanka tudzież przeplatanka - wyleciało mi akurat z głowy), więc nie wiem czy to wszystkie nazwane pozycje czy nie.
Vello - dowód na to, że figury maja nazwy jest tutaj:
Słowniczek Ruchów W Bellydance (http://www.belly-dance.pl/forum/showthread.php?t=259&highlight=s%B3owniczek+ruch%F3w)
Dziękuję, do tego wątku juz dotarłam. Na razie przejrzałam pobieżnie, obiecując sobie wgłębienie się weń i przeanalizowanie poszczególnych ruchów w tzw. "wolnej chwili", czyli gdy będę miała dość czasu na staranną analizę ;)
Blancari
17-12-2008, 13:15
Instruktorka jest jak najbardziej ok. <tu Vella staje murem gotowa bronić czci i honoru swej instruktorki do ostatniej kropli, etc. ;)
Vello - to nie było pod adresem Twojej instruktorki tylko ogólnie. Niektóre stosują polskie nazwy, które się już zapisały w pamięci. Ja tu piję do takich, co wymyślają na poczekaniu, a potem dziewczę jedzie na warsztaty i nie wie o co chodzi.
Oj, offtop się robi, a miało być o korespondencyjnym kursie :D
Zdarza mi się korzystać czasami z darmowych e-mailowych kursów i przyznam szczerze, że mają one z reguły całkiem przyzwoity poziom wykonania. W końcu zachęcają do przyłączenia się do pełnej wersji kursu.
Myślę, że ten przykład nie jest zbyt fortunnie wybrany, bo to jest bezpłatny kurs, który nie jest próbką niczego. Mam wrażenie, że został przygotowany "ot tak, siadłam sobie i napisałam" - bez należytej staranności i nieprzemyślanie.
Dlaczego go bronię? Trochę jako advocatus diaboli pozwoliłam sobie wystąpić, mimo że także uważam, że
To że ktoś nie umie formułować myśli i że w Wyborczej są błędy to nie jest żadne usprawiedliwienie
Zastanówmy się może, ile jest osób takich jak Ty i ja, które zwracają uwagę na kwestie językowe. Temu służyło przywołanie przykładów stron, które zostały zrobione za ciężkie pieniądze, a poziomem językowym nie przewyższają często tego, co serwuje ActivGen - może dla niektórych (teraz podcinam gałąź rzepa, na którym siedzę :)) forma nie jest tak ważna jak treść?
Przy czym w tym akurat przypadku treść jest nie do zaakceptowania. Przynajmniej według mnie. Trochę się tych piersi na barze uczepiłyśmy, ale ja się i z takim porównaniem na zajęciach spotkałam - tylko raczej chodziło o to, żeby podkreślić konieczność izolacji, użyto też innych słów (tańczymy tak, jakbyśmy stały za barem, od pasa w górę nieruchomo).
Tak jak się zawsze czepiam kwestii językowych, tak tym razem czepiać się nie muszę - zrobiłyście to za mnie. Ale nie da się naprawić świata. Jeśli autor jakiegoś tekstu, nawet reklamowego, nawet takiego, który z założenia powinien być zredagowany starannie i bez błędów, nie widzi potrzeby przyłożenia się - to NIC tego nie zmieni.
Ciekawe, że żadna z nas nie poruszyła kwestii tego, czy DA SIĘ nauczyć tańczyć przez e-mail :)
fakt, że instruktorka wymyśla własne świadczy tylko o tym, że ich nie zna
Czy nie za ostro oceniasz? Może świadczy to o dostosowywaniu terminologii do kursantek? Ja to bardziej tak odbieram.
Tak, Vello, shimmy to drżenie - określenie "galaretka" usłyszałam przy okazji nauki, to zapewne pozwoliło załapać niektórym uczestniczkom zajęć, o co chodzi (że ma się trząść :)).
Tak, Vello, shimmy to drżenie - określenie "galaretka" usłyszałam przy okazji nauki, to zapewne pozwoliło załapać niektórym uczestniczkom zajęć, o co chodzi (że ma się trząść :)).
Dziekuję.
Czyli do mojej listy mogę dopisac także shimmy :)
Blancari
17-12-2008, 13:38
Vasanto :D
1) To nie jest bezpłatny kurs tylko materiał "zachęcający" do podjęcia nauki w szkole tańca. W konkretnej szkole, ale przez swą ogólnodostępność rzutuje także na inne szkoły. Może przecież zapisać się an niego dziewczyna z Krakowa czy Poznania, która nie zamierza podjąć nauki w Lublinie, tylko - jesli się zachęci - poszuka sobie na miejscu szkoły. Niestety, na podstawi takiego kursu może sobie wyrobic ogólną opinię.
2) Kwestie językowe - po raz kolejny zaznaczę, że ja się nie czepiam każdego przecinka. Masa literówek, niechlujstwo graficzne - te rzeczy to podstawy, świadczą o tym, że po napisaniu i przed publikacją nikt tego nawet nie przejrzał. A biorąc pod uwagę, że lekcje mają po kilka zdań - świadczy to o lenistwie i niedbalstwie. Tu nie ma usprawiedliwienia.
3) "Piersi na barze" - napisałam wyżej, że w czasie zajęć to może być zabawne. Dla osoby niezorientowanej może być tylko potwierdzeniem stereotypów. Vasanto, nie zapominaj proszę, że to jest skierowane do osób, które nic nie wiedzą i TB, albo bardzo mało.
4) Uważasz, że jeśli autor takiego tekstu się nie przykłada i tym swoim niedbalstwem rzutuje na środowisko TB oraz zagraża zdrowiu odbiorców, to należy go bronić?
5) Nie poruszyłyśmy sprawy, czy można nauczyć się przez e-maila, bo raczej się nie da. A ten kurs nie ma na celu uczenia tylko promocję szkoły. Problem w tym, że on nie tylko nie uczy, ale szkodzi. Nie mam nic przeciwko takim kursom, pod warunkiem, że są rzetelnie przygotowane i pokazują piękno tego tańca, i rzeczywiście zachęcają do podjęcia nauki.
6) Dostosowywanie terminologii do kursantek? A co to, szkoła specjalna i jakieś okrojenia materiału? Po pierwsze, opanowanie uniwersalnej terminologii nie jest żadnym problemem, po drugie - jest bardzo przydatne.
Poza tym ja nie tępię tego, że na zajęciach dziewczyny układają sobie swoje własne nazwy (też mam w notatkach "McDonald i półksięzyc turecki" tudzież parę nie nadających się do publikacji określeń :p). Chodzi o to, żeby znały te uniwersalne.
Słówko od autorki kursu:
Zależy mi na tym, żeby mój kurs był naprawdę wartościową publikacją, która pomaga w nauce podstawowych ruchów tańca arabskiego.
Kieruję ten kurs do osób, które swoją pierwszą lekcję mają jeszcze w planach.
Osoby które były już na swoich pierwszych zajęciach moga za pomocą kursu przygotować się do następnych.
Oczywiście, że się zgodzę. Dla mnie osobiście różnicy nie ma, czy z funfelą, czy z Tobą na forum, czy pisząc pracę zaliczeniową - przykładam się równie mocno.
Tu nie chodzi jedynie o przykładanie się co o właściwą formę "oficjalek" i "wiadomości prywatnych". Przykładam się zawsze gdy sytuacja tego wymaga i czas mi pozwala, formułuję myśli natomiast w zależności od sytuacji. Tutaj mowa jest o przypuszczalnie przygotowanej lekcji dla Kursantki, z którą nie zawsze się jest per "Ty", tylko najczęściej na "Pani", ponadto nie jest to zapis czata z GG albo Skype'a.
Jednak wiem - i przyznasz mi chyba rację - że osób, które nie przykładają wagi do żadnej formy internetowej wypowiedzi, jest całe mnóstwo. Zdarzało mi się czytać takie oficjalne maile, że głos się na głowie jeżył, nie wspomnę już o wielu "profesjonalnych" stronach internetowych, dopieszczonych pod względem technicznym i płaczących z tęsknoty za korektą. Rażące błędy zdarzają się nawet na stronie głównej Gazety Wyborczej.
Owszem, czytałam niejedno, natomiast myślę, że odbiegasz od tematu lekcji przygotowanej dla Klienta. Zgadzam się z Blancari, że jeśli przygotowuje się materiał reklamowy, nie mając odpowiednich predyspozycji/umiejętności do ich tworzenia, konsultuje się to lub wręcz zleca komuś kto taką wiedzę posiada. W przeciwnym wypadku będzie to:
1/ obraźliwe dla Klienta, bo poczuje się zlekceważony i wręcz obrażony formą
2/ stworzy fałszywy obraz przerabianego tematu
Tak jak się zawsze czepiam kwestii językowych, tak tym razem czepiać się nie muszę - zrobiłyście to za mnie. Ale nie da się naprawić świata. Jeśli autor jakiegoś tekstu, nawet reklamowego, nawet takiego, który z założenia powinien być zredagowany starannie i bez błędów, nie widzi potrzeby przyłożenia się - to NIC tego nie zmieni.
Zauważ jednak, kto wystawił kursowi tak wysoką ogólną ocenę :).
Ciekawe, że żadna z nas nie poruszyła kwestii tego, czy DA SIĘ nauczyć tańczyć przez e-mail :)
Było odniesienie do tego czy można się nauczyć tańca przez e-mail :) - jeśli nie można sobie wyobrazić o czym mowa w tekście, w domyśle przyjmuje się, że się nie da :).
Miałam tez skojarzenie z mammografią, i jeszcze jedno, z wielkimi, obwisłymi "worami", które się "chlapnie" na blat.
(dość obrazowe, ale z moją wyobraźnią już tak mam... :p)
W kazdym razie nic zachęcającego.
Oplułam monitor prawie - ale trafiłaś w samo sedno :D:D:D:D:D.
Nie wymyśla nazw (ale tu chodziło Ci chyba o "galaretkę" Antares? bo czy "drżenie" jest nazwą wymysloną?), po prostu chyba nie wszystkie podaje.
Nazwy czasem się różnią się od siebie, ale shimmy to shimmy :) - jest rodzajów około mnóstwo, jest nawet wątek o shimmies w dziale Belly Dance. Czasem dla zobrazowania nazywa się to galaretką/drżeniem/zwał jak zwał ;):)
Blancari
17-12-2008, 16:53
Słówko od autorki kursu:
Zależy mi na tym, żeby mój kurs był naprawdę wartościową publikacją, która pomaga w nauce podstawowych ruchów tańca arabskiego.
Kieruję ten kurs do osób, które swoją pierwszą lekcję mają jeszcze w planach.
Osoby które były już na swoich pierwszych zajęciach moga za pomocą kursu przygotować się do następnych.
Vella - skąd to wzięłaś?
Vella - skąd to wzięłaś?
Z ostatniego maila tego kursu. Dostałam 16 grudnia.
Po ósmej lekcji jest jeszcze podsumowanie i ankieta, tytuł: "Czy kurs spełnił Twoje oczekiwania?".
Wrzuciłam bo ładnie przedstawia stanowisko Autorki, pasuje do dyskusji "czy to kurs, czy reklama, i jaki to-to ma cel".
4) Uważasz, że jeśli autor takiego tekstu się nie przykłada i tym swoim niedbalstwem rzutuje na środowisko TB oraz zagraża zdrowiu odbiorców, to należy go bronić?
Uważam, że należy bronić każdego, kto sam się nie broni. I o tym za chwilkę.
A ten kurs nie ma na celu uczenia tylko promocję szkoły.
Taki wniosek można wyciągnąć po tym kursie, to fakt, jednak chyba się zamiary minęły z celem (vide cytat wklejony przez Vellę). Ten kurs miał w zamyśle uczyć, nie reklamować. I to oceniałam, starając się, Antares, zgodnie z przykazaniami rzetelnego krytyka, dostrzec oprócz złych stron także i te dobre. Jak dostaję tróję plus na studiach, to nie jest fajna ocena, skąd więc Twoje słowa, że dałam ocenę wysoką?
Co do terminologii, to zgodzę się, terminologię oficjalną należy i trzeba znać, bardzo się przydaje - ale jeśli jakaś instruktorka jej nie stosuje, niekoniecznie znaczy, że jej nie zna.
Tu nie chodzi jedynie o przykładanie się co o właściwą formę "oficjalek" i "wiadomości prywatnych".
Patrząc z drugiej strony - według netykiety "paniowanie" w Internecie tworzy bariery komunikacyjne, często jest też postrzegane jako prześmiewcze i ironiczne podejście do użytkownika. A w życiu? Ucznia od studenta różnią trzy miesiące, tego pierwszego się "tyka", tego drugiego "panuje". Są gorsze rzeczy w tym kursie, moim zdaniem, niż brak paniowania.
Zgadzam się z Blancari, że jeśli przygotowuje się materiał reklamowy, nie mając odpowiednich predyspozycji/umiejętności do ich tworzenia, konsultuje się to lub wręcz zleca komuś kto taką wiedzę posiada. W przeciwnym wypadku będzie to:
1/ obraźliwe dla Klienta, bo poczuje się zlekceważony i wręcz obrażony formą
2/ stworzy fałszywy obraz przerabianego tematu
I kto na tym ucierpi? Klient? Jeśli się obrazi, wrzuci nadawcę do KFa i zapomni o sprawie. Jeśli będzie niezadowolony, zrobi danej szkole black marketing. Inne tancerki ucierpią? Może to i rzutuje na opinię o środowisku, ale mnie się wydaje, że bardziej rzutuje sam fakt istnienia takiego kursu, a nie jego forma, godna wypracowania z podstawówki. Kto więc ucierpi? Ucierpi autorka, a przy okazji zapewne jej szkoła. Cóż, bywa, nieudane kampanie reklamowe zdarzają się każdemu, ale skoro istnieje, to chyba znaczy, że jeden kurs, który budzi wśród nas takie emocje, nie wpłynął znacząco na frekwencję na zajęciach.
Bardzo proszę, nie bierzcie moich słów tak strasznie serio, jak już pisałam, zabawiłam się w advocatus diaboli, bo spodziewałam się, że większość opinii będzie negatywna. Ćwiczenia z asertywności i patrzenia na różne sprawy z innego punktu widzenia :)
Dziękuje Wam dziewczyny za opinie.
Właśnie o taka pomoc proszę w 9 mailu tego kurs. Już się biorę za poprawianie. Moim celem nie jest szkodzenie a pomagania.
Dziękuję.
Vasanto - ostatni cytat jest z mojej wypowiedzi, nie Blancari :) (ktoś mógłby się zasugerować, że Blancari sama ze sobą się zgadza ;)). We mnie takie rzeczy nie budzą większych emocji. Po prostu stwierdzam fakty, które rzucają mi się w oczy.
Co do "paniowania" w internecie - czy ja gdzieś napisałam cokolwiek wskazującego na to, że należy kogoś nazywać pan/pani? Pisałam o formie, której używa się w stosunku do osoby obcej w odróżnieniu od "pana brata", o podkreśleniu szacunku w stosunku do tej osoby poprzez formę i staranność wypowiedzi - a to różnica. Pozostałe kwestie na temat zwyczajów panujących w internecie pominę bo nie ma co dywagować nad rzeczami oczywistymi, o których każdy użytkownik internetu wie :) (a jak nie wie to każdy ma google :D).
Vasanto - ostatni cytat jest z mojej wypowiedzi, nie Blancari :) (ktoś mógłby się zasugerować, że Blancari sama ze sobą się zgadza ;)).
Racja, poprawiłam to niedopatrzenie :)
We mnie takie rzeczy nie budzą większych emocji.
24 posty w ciągu niecałej doby. To świadczy o tym, że nie traktujemy tego obojętnie, prawda?
Co do "paniowania" w internecie - czy ja gdzieś napisałam cokolwiek wskazującego na to, że należy kogoś nazywać pan/pani?
Ja tak Twoje zdanie o kursantce, której się nie zna, zrozumiałam. Poza tym wspomniałaś o kwestii rozróżnienia pism formalnych i nieformalnych, ośmieliłam się nie zgodzić, bo według mnie taki kurs nie jest formalny, więc nie wymaga trzymania się reguł, które mają zastosowanie np. w podaniach czy oficjalnych sprawozdaniach. Jednocześnie nie chcę wcale powiedzieć, że jest to zapis rozmowy na gg czy czacie, na którym wolno dużo więcej :)
Blancari
18-12-2008, 01:03
Uważam, że należy bronić każdego, kto sam się nie broni. I o tym za chwilkę.
Vasanto - wydaje mi się, że Inci potrafi się sama bronić. A zwłaszcza nie potrzebuje adwokata, który robi to "dla zabawy".
Bardzo proszę, nie bierzcie moich słów tak strasznie serio, jak już pisałam, zabawiłam się w advocatus diaboli, bo spodziewałam się, że większość opinii będzie negatywna. Ćwiczenia z asertywności i patrzenia na różne sprawy z innego punktu widzenia :)
Bierzemy Twoje słowa serio, bo to jest poważna dyskusja, a nie poletko doświadczalne dla adeptów sztuk socjotechnicznych itp. Twoja zabawa jest więc tutaj nieco off topic. Ja biorę Twoje posty za Twoje zdanie na ten temat, podobnie inni.
Inci - ja nie dostałam owego, dziewiątego maila z ankietą. No ale moje zdanie wypowiedziałam już w tym wątku dość klarownie, więc bez trudu wyczytasz z niego, co warto poprawić.
Vasanto - wydaje mi się, że Inci potrafi się sama bronić. A zwłaszcza nie potrzebuje adwokata, który robi to "dla zabawy".
Bierzemy Twoje słowa serio, bo to jest poważna dyskusja, a nie poletko doświadczalne dla adeptów sztuk socjotechnicznych itp. Twoja zabawa jest więc tutaj nieco off topic. Ja biorę Twoje posty za Twoje zdanie na ten temat, podobnie inni.
.
Oj, przecież wszystko widać! Wyraziła swoją opinię, ale potem zobaczyła, że inni widzą więcej błędów, niż ona, a to przecież ona zawsze widzi najwięcej, więc poczuwszy, że nie wywiązała się ze swojej naczelnej funkcji, postanowiła obrócić swoje zdanie w żart. Proste.:D
(Ja też obracam swoje zdanie w żart, bo tu zaraz po mnie pojadą!:D)
Blancari
18-12-2008, 01:51
Oj, przecież wszystko widać! Wyraziła swoją opinię, ale potem zobaczyła, że inni widzą więcej błędów, niż ona, a to przecież ona zawsze widzi najwięcej, więc poczuwszy, że nie wywiązała się ze swojej naczelnej funkcji, postanowiła obrócić swoje zdanie w żart. Proste.:D
(Ja też obracam swoje zdanie w żart, bo tu zaraz po mnie pojadą!:D)
Miranda :D bez obaw, dopóki nie będziesz odwracać kota ogonem, nikt po Tobie nie pojedzie :D
PS i OT - masz śliczny nick. Od dziecka mam z Mirandą piękne skojarzenie. W książkach o Dr. Dolittle był rajski ptak o tym imieniu i przez długi czas fragmenty z udziałem Mirandy były moimi ulubionymi.
Bardzo proszę, nie bierzcie moich słów tak strasznie serio, jak już pisałam, zabawiłam się w advocatus diaboli, bo spodziewałam się, że większość opinii będzie negatywna. Ćwiczenia z asertywności i patrzenia na różne sprawy z innego punktu widzenia :)
Obserwuję tą dyskusję i ot co mi się nasunęło
Vasanto Twoje zachowania są niekonsekwentne. Zawsze bardzo poważna i krytyczna, wnikająca w każdy szczegół- może nie do bólu ale nigdy pobłażliwa czy traktująca poruszane tematy z przymrużeniem oka.
Albo konsekwentnie trzymasz się stanowiska pierwszego albo drugiego, bo to dwa skrajne podejścia. Po czyms takim nikt nie będzie traktował Twoich wypowiedzi na serio, bo może za chwilę odwrócisz własnie kota ogonem i powiesz,że to był żart. A w Twoich początkowych wypowiedziach nie wyczuwa się znamion żartu
Vasanto - wydaje mi się, że Inci potrafi się sama bronić. A zwłaszcza nie potrzebuje adwokata, który robi to "dla zabawy".
Nie robię tego dla zabawy, tylko staram się patrzeć z innego punktu widzenia. Zabawiać się w kogoś to nie znaczy robić coś dla zabawy.
Wyraziła swoją opinię, ale potem zobaczyła, że inni widzą więcej błędów, niż ona, a to przecież ona zawsze widzi najwięcej, więc poczuwszy, że nie wywiązała się ze swojej naczelnej funkcji, postanowiła obrócić swoje zdanie w żart.
I masz rację, i nie masz. Od początku widziałam wszystkie błędy, ale zawsze słyszę, że czepiam się szczegółów, więc spróbowałam spojrzeć na sprawę trochę bardziej ogólnie, dostrzec także pozytywne rzeczy, nie tylko negatywne. Wyraziłam swoje zdanie po dłuższym namyśle nad całą sprawą, nadal sądzę, że cały pomysł i przedsięwzięcie nie składa się z samych błędów, złych sformułowań, negatywnych konotacji i kontuzjogennych poleceń.
Ach, i bardzo bym prosiła, nie pisz do mnie w trzeciej osobie. Nie musimy się zgadzać, ale powinniśmy się szanować.
Edit:
Obserwuję tą dyskusję i ot co mi się nasunęło
Vasanto Twoje zachowania są niekonsekwentne. Zawsze bardzo poważna i krytyczna, wnikająca w każdy szczegół- może nie do bólu ale nigdy pobłażliwa czy traktująca poruszane tematy z przymrużeniem oka.
Nie traktuję tego tematu z przymrużeniem oka.
Pisząc, żebyście nie brały moich słów tak strasznie serio miałam na myśli, że to jest dyskusja na temat wagi piórkowej, więc nie bijcie mnie za to, że mam odmienne zdanie. Korespondencyjny kurs tańca to chyba nie coś, co porusza fundamenty świata, a więc i moje zdanie w tej sprawie ma niewielkie znaczenie. Nie zjadajmy się o coś takiego, bo nie zmartwychwstaniemy, naprawdę :)
Cele tego tematu chyba zostały już osiągnięte, możemy dalej dyskutować dla samej dyskusji.
bo może za chwilę odwrócisz własnie kota ogonem i powiesz,że to był żart. A w Twoich początkowych wypowiedziach nie wyczuwa się znamion żartu
Nigdzie nie pisałam, że moje słowa były żartem.
Oj, przecież wszystko widać! Wyraziła swoją opinię, ale potem zobaczyła, że inni widzą więcej błędów, niż ona, a to przecież ona zawsze widzi najwięcej, więc poczuwszy, że nie wywiązała się ze swojej naczelnej funkcji, postanowiła obrócić swoje zdanie w żart. Proste.:D
Haha... zdanie w żart, kota ogonem a temat tak by gdzieś jednak mieć rację :).
Od razu zaznaczam, że jedyna moja emocja w niniejszym poście to ubaw po pachy :D:D:D
IMHO trudno dyskutować, gdy ktoś bawi się w advocatus diaboli chcąc zadać kłam twierdzeniu, że źle przygotowany materiał zrobi komukolwiek black marketing... przy okazji będąc znanym z zamiłowania do mowy polskiej - IMHO wydaje się być niekonsekwentnym w całej tej zabawie, która IMHO zabawą nie jest... no ale niekonsekwencja też humanum est :D:p;):):D
Czyż nie łatwiej przyznać, że się w czymś nie ma racji? :confused:
Zaraz dostanę bana, ale musiałam :p:D
IMHO trudno dyskutować, gdy ktoś bawi się w advocatus diaboli chcąc zadać kłam twierdzeniu, że źle przygotowany materiał zrobi komukolwiek black marketing... przy okazji będąc znanym z zamiłowania do mowy polskiej - IMHO wydaje się być niekonsekwentnym w całej tej zabawie, która IMHO zabawą nie jest... no ale niekonsekwencja też humanum est :D:p;):):D
Czyż nie łatwiej przyznać, że się w czymś nie ma racji? :confused:
otóż to. W innej sytuacji zapewne Vasanta sama argumentowałaby przeciwko zabawianiu się. Albo zbyt łagodnym ocenom całkiem istotnych kwestii. Czas pokaże czy nastawienie do bellydancowych tematów Vasanty zmieni się na swobodne czy też był to pojedynczy przypadek, być może podyktowany koleżeńską próbą obrony-bo tak mi się wydaje.
A rzeczywiście łatwiej było przyznać rację niż iśc w zaparte i tracic autorytet
A mi się wydaje, że off top na temat Vasanty robi się pomału niesmaczny.
Dziewczyny, opanujecie się i piszcie na temat Korespondencyjny kurs tańca brzucha.
PS i OT - masz śliczny nick. Od dziecka mam z Mirandą piękne skojarzenie. W książkach o Dr. Dolittle był rajski ptak o tym imieniu i przez długi czas fragmenty z udziałem Mirandy były moimi ulubionymi.
Mi się kojarzy z regułą Mirandy, cholera :/
Mała tancereczka
18-12-2008, 20:24
No jak przekupki i typowe kobitki :eek::D
Temat dotyczy korespondencyjnego kursu tańca a więcej jest tutaj o intencjach vasanty, niekonsekwencji, żartowaniu i etymologi imienia Miranda.
Główny temat rozmył się i nawet odpowiedz Inci nic nie wniosła.
Dla mnie wnioski są jasne. Zanim ktokolwiek zacznie coś publicznie robić, mam tu na myśli działania takie jak występy, wypowiedzi, kursy mailowe, artykuły powinien to przemyśleć i profesjonalnie przygotować. Jeżeli tego nie zrobi to godzi i ośmiesza całe środowisko, tancerki i sam taniec brzucha.
Nic nie zastąpi zajęć z instruktorką w realu kropka
Argumenty ad personam nie są argumentami sprzyjającymi dyskusji.
Ja w sumie nie mam zdania na temat tego kursu - obrazowe stwierdzenia mnie ie przekonują.
Ale powiedzmy,że patrzymy na to z innej perspektywy. Może niektóre dziewczyny potrzebują takiej wizualizacji biustu na blacie,by zrozumieć o co chodzi.
I jeśli mieszkałabym w jakimś maleńkim miasteczku i nie miała szans na kurs,to łapałabym wszelkie możliwe sposoby,by się uczyć. Filmiki,nasze forum,ale ten kurs także. Bo może warto spróbować czasem kilku rzeczy i zobaczyć, co nam pasuje.
Blancari
19-12-2008, 16:46
Argumenty at persona nie są argumentami sprzyjającymi dyskusji.
Ad personam - jak już.
Cóż, my tylko dyskutujemy z Vasantą o kursie, a że ona po drodze zmienia zdanie i odwraca kota ogonem :), to przyznam szczerze , utrudnia jakikolwiek merytoryczny wywód.
Zastanawiam się, czy nie poprosić Admina o małą moderację wątku, bo rzeczywiście "zabawa" naszej koleżanki go rozmyła.
I jeśli mieszkałabym w jakimś maleńkim miasteczku i nie miała szans na kurs,to łapałabym wszelkie możliwe sposoby,by się uczyć. Filmiki,nasze forum,ale ten kurs także. Bo może warto spróbować czasem kilku rzeczy i zobaczyć, co nam pasuje.
Podejrzewam, że gdybyś mieszkała w małym miasteczku i nie miała szans na kurs, tym bardziej oczekiwałabyś, aby taki mały darmowy kursik był na jak najlepszym poziomie. A przynajmniej nie szkodził. I właśnie o takiej sytuacji pisałam wyżej, więc nie będę się powtarzać.
Zastanawiam się, czy nie poprosić Admina o małą moderację wątku, bo rzeczywiście "zabawa" naszej koleżanki go rozmyła.
Myślę, że cenzura nie jest konieczna ;) można bez problemu odnieść się do meritum sprawy - offtopów Ci u nas dostatek :D.
A wracając do tematu...
Jeśli taki kurs kierowany jest do osób początkujących, kompletnie "zielonych" w temacie, to tym większa na twórcy takiego kursu odpowiedzialność spoczywa. Osoba taka z założenia nie jest w stanie zorientować się czy uczy się czegoś właściwego, czy nie - bo nie ma wiedzy umożliwiającej merytoryczną weryfikację zawartości lekcji. Moim zdaniem szkodliwość korzystania ze źle przygotowanych materiałów dydaktycznych - zwłaszcza gdy stanowią one jedyne źródło wiedzy - jest porównywalna z pójściem na pierwsze, drugie... ósme zajęcia do niekompetentnej instruktorki (a jak wiemy, złych nawyków trudno się pozbyć).
Nie bez znaczenia jest fakt, że tańca uczymy się poprzez naśladownictwo, a zatem w procesie nauki niezbędne są materiały wizualne. Czy potrafilibyśmy nauczyć się właściwych ruchów dajmy na to wyłączając wizję i tylko słuchając instrukcji z filmów instruktażowych? Byłoby to niezwykle trudne. Czy byłybyśmy w stanie wiernie odtworzyć omawiane figury? - nie, bo aby je wiernie odtworzyć, musiałybyśmy zobaczyć i instruktora, i siebie :). Czy zatem można się dobrze <=> prawidłowo nauczyć podstawowych figur z tekstu? Nie sądzę. Czy da się powyższe zrobić w oparciu o niedopracowany tekst? W moim przekonaniu - tym bardziej niemożliwe.
Drugą kwestią poruszoną w tym wątku było dostosowywanie nazewnictwa do klienta. Myślę, że nie ma potrzeby tworzenia kolejnych nazw dla tych samych figur. Co innego skojarzenia uruchamiające wyobraźnię, a co innego sugerowanie początkującym osobom, że tak brzmi właściwa nazwa. Takie zabiegi najzwyczajniej wprowadzają w błąd, a gdy osoba taka pojawi się na regularnych zajęciach u kompetentnej instruktorki, będzie się czuła zdezorientowana (no i oszukana).
Skojarzenia - owszem, bywają różne - każdy człowiek wizualizuje inaczej. Natomiast użycie skojarzeń też winno być przemyślane (zwłaszcza, że pisząc tekst można się zastanowić czy skojarzenie jest trafne - nie musi być przytaczane "z marszu" jak na normalnych zajęciach). Tak jak już wyżej pisałam - przykład z barem jest o tyle niefortunny, że po takiej wizualizacji, ciało człowieka najczęściej reaguje pochyleniem do przodu a nie utrzymaniem prostej sylwetki.
I jeszcze jedna sprawa... sądzę, że nie jest ważne czy kurs jest płatny, czy nie - jeśli ktoś postanawia stworzyć jakikolwiek kurs, winien to uczynić jak najlepiej. Zwłaszcza, że mówimy o materiałach kierowanych do osób kompletnie "zielonych", które w "procesie nauki" nie będą miały stałego nauczyciela-konsultanta (jak to jest praktykowane w normalnych, płatnych kursach korespondencyjnych).
I tak na zakończenie, z serii "doświadczenia własne i zrób to sam" ;):D ....jakiś czas temu zachciało mi się nauczyć podstawowych kroków Sirtaki - z braku innych możliwości przeszukałam internet i trafiłam na stronę z opisem sekwencji kroków i nawet były tam rozrysowane te sekwencje. Niestety, większości sekwencji nie byłam sobie w stanie wyobrazić i osadzić w muzyce... uznałam, że łatwiej by mi przyszło podłapać je z filmideł na youtubie...gdybym wiedziała które sekwencje z filmideł odpowiadają tym z rozpisek :D. Jednak w przytoczonym przypadku - nie był to kurs przygotowany dla celów m.in. marketingowych, na który można się zapisać i ktoś się do czegoś zobowiązał - to była strona, na którą ktoś ot tak coś wrzucił bez zobowiązań i konsekwencji ;).
Mała tancereczka
19-12-2008, 22:16
Dbając o poprawność merytoryczną, chciałam się zapytać co autor miał na myśli pisząc:
1)Krok na raz
I1)Krok na raz
Idziemy do przodu lub do tyłu na lekko ugiętych nogach- stopy w jodełke. Stawiamy prawą nogę i uderzamy prawym biodrem w bok. To samo jak stawiamy lewą noge, lewe biodro...
Byłam na sporej liczbie warsztatów, uczyłam się u kilku instruktorek ale nigdy nie słyszałam o ustawianiu stóp w jodełkę! To powoduje pozycję otwartą, kolana rozchodzą się na zewnątrz co wygląda okropnie. Zawsze zwracano mi uwagę że stopy mają być równolegle co z kolei wymusza prawidłową pozycję zamkniętą z kolanami blisko siebie.
Kolejne stwierdzenie to: Idziemy do przodu lub do tyłu [..] Stawiamy prawą nogę i uderzamy prawym biodrem w bok...
To kolejny duży błąd merytoryczny według mnie. Akcenty w chodzie wykonuje się biodrem do góry a nie w bok! Pamiętam ćwiczenie z warsztatów jak wykonywałyśmy to ćwiczenie z opuszczonymi rękoma. Ruch biodrem miał iść do góry nie odsuwając reki w bok.
Przy wykonywaniu w bok, na ugiętych nogach ze stopami na zewnątrz wygląda się jak pijana kaczka. Proszę spróbujcie to wykonać aby się o tym przekonać!!!
Owszem są uderzenia biodrem w bok ale w staniu w miejscu! Można je również wykonywać w chodzie ale przy kroku np krzyżowym (stawiasz z przodu prawą nogę na krzyż i przenosisz na nią ciężar ciała. Odstawiasz lewą nogę w bok wykonując uderzenie (akcent) lewym biodrem nie przenosząc ciężary na lewą nogę. Następnie stawiasz lewą nogę z przodu na krzyż z prawą i analogicznie powtarzasz akcent prawym biodrem.
A więc obciążasz lewą nogę a uderzasz prawym biodrem! A nie tak jak autorka napisała lewa noga, lewe biodro.
Współczuję osobom które próbują się czegoś nauczyć według tych lekcji.
martanowicka
19-12-2008, 23:09
Merytorycznie mi też nie wszystko mi się zgadza (może to kwesta języka pełnego kwiecistych metafor..;))
Co do kwestii językowych to są pewne przyjęte terminy, którymi można się przecież wspomóc (stopy nie 'w jodełkę' a ' w pozycji otwartej', 'biust na blacie baru'- 'izolujemy górę' itp.)- osoba nie znająca tych pojęć znajdzie ich definicje w internecie łatwiej niż wyjaśnienie skojarzeń autorki...
Rozumiem, że tekst miał być 'bezpośredni i "na luzie" ale czy w np. warsztacie samochodowym słyszycie "niech samochód otworzy oczka" czy "proszę zapalić światła"?
Taniec to dziedzina jak każda inna, ma swoją terminologię i jej opanowanie powinno być jednym z elementów nauki...
(Inaczej stawiając sprawę- kiedy uczestniczki przestają "wbijać gwoździki" i zaczynają robić "dropy"?;))
(Inaczej stawiając sprawę- kiedy uczestniczki przestają "wbijać gwoździki" i zaczynają robić "dropy"?;))
Dropy to nazwa, a wbijanie gwoździków to opis, metafora ruchu. Jedno i drugie powinno być uwzględniane w nauce tb.
Układając program tego kursu planowałam wprowadzać poprawki.
Uczestniczki kursu proszę o opinię co było dla nich pomocne,a co niezrozumiałe.
50 opinii od klientek daje mi obraz , czego oczekują . Na podstawie tych opinii zamierzałam dokonywać zmian.
Dzięki Waszym opiniom dokonałam zmian wcześniej.
Następne zmiany będą dopiero jak będę wiedziała czego oczekują moje klientki.
Myślę,że po świętach znów wprowadzę zmiany ( jeśli 50 osób z mojego kursu zechce podzielić się ze mną swoimi uwagami, problemami czy radościami dotyczącymi tego kursu.)
Mam do Was prośbę.:
Jeśli któraś z Was ma doświadczenie w prowadzeniu tego typu kursu, ( lub o podobnej tematyce) bardzo proszę o pomoc.
Chętnie słucham rad specjalistów.
Z okazji tego, że zbliżają się Święta Bożego Narodzenia życzę Wam pokoju i wielkiej radości z realizacji swoich pasji i marzeń.
Układając program tego kursu planowałam wprowadzać poprawki.
Uczestniczki kursu proszę o opinię co było dla nich pomocne,a co niezrozumiałe.
50 opinii od klientek daje mi obraz , czego oczekują . Na podstawie tych opinii zamierzałam dokonywać zmian.
Dzięki Waszym opiniom dokonałam zmian wcześniej.
Następne zmiany będą dopiero jak będę wiedziała czego oczekują moje klientki.
Myślę,że po świętach znów wprowadzę zmiany ( jeśli 50 osób z mojego kursu zechce podzielić się ze mną swoimi uwagami, problemami czy radościami dotyczącymi tego kursu.)
Hmm... no tak - opinie uczestniczek kursu to rzecz ważna i w sumie sprowadza się do oceny subiektywnych wrażeń jakie zrobiło na nich przygotowanie, oprawa (w tym graficzna/multimedialna), kontakt z nauczycielem. A więc dość wąski zakres informacji zwrotnej.
Mnie natomiast zastanawiają kwestie merytoryczne, czyli:
czy osoba nie mająca pojęcia o tym czego się uczy - może odpowiedzieć na pytanie, czy kurs jest dobry? - moim zdaniem nie.
czy zatem można testować na ludziach niezorientowanych w temacie coś, co może ich po pierwsze wprowadzić w błąd, a po drugie - zrobić im krzywdę (fizyczną)? - moim zdaniem zdecydowanie nie.Bo czyż pytamy dziecko idące do 1 klasy podstawówki czego się chce uczyć? Nie - bo osoba starsza i mądrzejsza, z odpowiednim przygotowaniem pedagogicznym przygotowuje program nauczania w oparciu o pewne wytyczne.
Czy nauczyciel na kursie języka obcego dla początkujących - po 8 lekcjach może uzyskać odpowiedź od kursantów, czy przekazywana wiedza jest właściwa, materiały odpowiadają wytycznym odnośnie metodyki nauczania, a akcent lektora jest prawidłowy? - Nie! Możemy co najwyżej zapytać kursantów czy podręcznik jest ładnie wydany i wygodny w użytkowaniu.
Pójdźmy dalej tym tropem - czy producent samochodów wprowadza na rynek nowy model i testuje np. wytrzymałość nadwozia, analizując statystyki zniszczeń i ofiar śmiertelnych podczas prawdziwych wypadków z udziałem żywych ludzi? Nie! Zanim wypuści model, robi crash-testy. Użytkownik może tylko powiedzieć czy kolor nadwozia i kształt samochodu były ładne (no może jednak lepiej nie próbować pytać już po wypadku ;) bo zakrawałoby na wybitnie czarny humor).
Reasumując - myślę, że w tym przypadku nie została zachowana właściwa kolejność, czyli:
sprawdzenie we własnym zakresie->w razie wątpliwości zewnętrzne konsultacje merytoryczne->poprawki w oparciu o konsultacje->testy na grupie zorientowanych osób->poprawki w oparciu o wyniki testów->wypuszczenie "na rynek"
Dopiero potem "oprawa", którą mogą już spokojnie oceniać osoby niezorientowane w temacie. Przykro mi to pisać, jednak w moim przekonaniu 50 osób - jak na pierwszy rzut - to naprawdę liczna grupa, za którą bierze się odpowiedzialność - a nie poletko doświadczalne :rolleyes:.
Zgadzam się z Tobą Antares. W tb też powinny być takie crash-testy. Zresztą większość zasad BHP w tb jest już opracowana, więc jeśli ktoś chce testować inne pomysły, to powinien najpierw na sobie.
czy zatem można testować na ludziach niezorientowanych w temacie coś, co może ich po pierwsze wprowadzić w błąd, a po drugie - zrobić im krzywdę (fizyczną)? - moim zdaniem zdecydowanie .Nie wiem czy na podstawie przeczytania kursu wyciągnęłaś takie wnioski?
Dlaczego ja miałabym robić komuś krzywdę.?
Jestem instruktorem od 15 lat. Moje doświadczenie z zakresu biomechaniki ruchu , fizjologii, odnowy biologicznej, metodyki nauczania przetestowały setki osób. Kobiety dorosłe , młodzież i dzieci.Uczę nie tylko TB.
Jako rehabilitant prowadzę także zajęcia prozdrowotne.
Kurs oczywiście przetestowałam na uczestniczkach zajęć.
Jeśli mówię o "testowaniu 50 osób" chodzi mi raczej o potrzeby uczestniczek. o stworzeniu takiego kursu , który będzie najbardziej pomocny.
Nie wiem czy na podstawie przeczytania kursu wyciągnęłaś takie wnioski?
Dlaczego ja miałabym robić komuś krzywdę.?
Krzywdę można sobie zrobić:
1/ przez brak rozgrzewki przed
2/ przez brak rozciągania po
3/ przez złą postawę
4/ przez niewłaściwe wykonywanie poszczególnych ruchów
Wprowadzonym w błąd można być:
1/ poprzez nomenklaturę sugerującą inne nazwy figur niż w rzeczywistości
2/ poprzez niedostateczne i/lub niewłaściwe objaśnienia sposobu wykonywania poszczególnych ruchów
3/ poprzez nieprzemyślane użycie skojarzeń sugerujących coś, przy czym ciało "z automatu" zachowuje się nie tak jak wymagałby tego dany ruch
A czy powyższe jest opisane w sposób rzetelny, jasny i czy w ogóle - w swoim imieniu wypowiadałam się w poprzednich postach :)
Jestem instruktorem od 15 lat. Moje doświadczenie z zakresu biomechaniki ruchu , fizjologii, odnowy biologicznej, metodyki nauczania przetestowały setki osób. Kobiety dorosłe , młodzież i dzieci.Uczę nie tylko TB.
Jako rehabilitant prowadzę także zajęcia prozdrowotne.
Broń boże, nie kwestionuję Twoich kompetencji w tzw. "realu" :) - przedmiotem dyskusji jest mailowy kurs.
Zgadzam się z Tobą .
Można sobie zrobić krzywdę ćwicząc bez rozgrzewki. Można nabawić się zakwasów uciekając wcześniej z zajęć bez rozciągania.
Napiszę o tym jeszcze trochę obszerniej po Nowym Roku.
Czy nigdy nie zdarzyło ci się tańczyć na dyskotece np. ? Czy rozgrzewałaś się przed dyskoteką? Bardzo ucierpiałaś z tego powodu,że tego nie zrobiłaś?
Czy nigdy nie tańczysz pod wpływem impulsu?
Tak popracuję nad pierwsza częścią jeszcze.
Zgadzam się z Tobą .
Można sobie zrobić krzywdę ćwicząc bez rozgrzewki. Można nabawić się zakwasów uciekając wcześniej z zajęć bez rozciągania.
Napiszę o tym jeszcze trochę obszerniej po Nowym Roku.
(...)
Tak popracuję nad pierwsza częścią jeszcze.
:thumbsup::)
Czy nigdy nie zdarzyło ci się tańczyć na dyskotece np. ? Czy rozgrzewałaś się przed dyskoteką? Bardzo ucierpiałaś z tego powodu,że tego nie zrobiłaś?
Czy nigdy nie tańczysz pod wpływem impulsu?
Już odpowiadam :)
Na dyskotece, imprezie - a jakże :) tańczy się, jednak takie imprezowe "pogo" raczej nie jest zbyt obciążające;), tak że praktycznie samo w sobie robi za rozgrzewko-taniec :D.
Pod wpływem impulsu - czasem sobie przejdę tanecznym krokiem po domu. Jednak jeśli zabieram się do "prawdziwego" TB albo łacinki, to bezwzględnie rozgrzewka (choćby skrócona, ale wszystkich partii, które chcę zatrudnić) i rozciąganie potem, bo techniczne wykonywanie figur to już rzecz forsowna.
Przyznaję, że parę razy na własną odpowiedzialność pominęłam rozgrzewkę i rozciąganie - i efekty były dla mnie bardzo skutecznym antidotum na moje własne lenistwo i podejście "eee tam po co komu rozgrzewka" :D. Teraz nawet gdy mnie ktoś prosi bym "coś zatańczyła", odpowiadam, że bez rozgrzewki i rozciągania TB nie tańczę bo nie chcę sobie zrobić krzywdy - i puszczam filmik z jakiegoś własnego treningu :).
Nie wiem czy na podstawie przeczytania kursu wyciągnęłaś takie wnioski?
Dlaczego ja miałabym robić komuś krzywdę.?
Jestem instruktorem od 15 lat. Moje doświadczenie z zakresu biomechaniki ruchu , fizjologii, odnowy biologicznej, metodyki nauczania przetestowały setki osób. Kobiety dorosłe , młodzież i dzieci.Uczę nie tylko TB.
Jako rehabilitant prowadzę także zajęcia prozdrowotne.
Kurs oczywiście przetestowałam na uczestniczkach zajęć.
Ja również posiadam 5 letnie doświadczenie w technikach ruchowych oraz fitness jednak nie łączyłabym go tak ściśle z tańcem arabskim. Owszem wiem jak zrobić dobrą rozgrzewkę i streching ale to wszystko, metodyka wprowadzania i nauki ruchów jest totalnie inna, inna jest też terminologia. Początkowo myślałam, że moje doświadczenie bardzo się przyda jednak po kilku zajęciach stwierdziłam, że to po prostu inny obszar.
Jeśli mówię o "testowaniu 50 osób" chodzi mi raczej o potrzeby uczestniczek. o stworzeniu takiego kursu , który będzie najbardziej pomocny.
Z tego co wyczytałam tu kurs był dla początkujących=zawierał naukę podstaw, dziewczyny zielone w temacie nie będą wiedziały na ile ten kurs jest przydatny, bo jesli się o czymś nie ma pojęcia to bez innego punktu odniesienia trudno coś ocenic. Co do tych podstaw zastanawiałabym się czy zaliczać do nich shimmy... względem programu nauczania w "mojej" szkole jest wprowadzane po kilku dobrych miesiącach nauki.
vBulletin® v4.0.8, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.