PDA

Pokaż pełną wersję : Wywiady z Eleną Ramazanową



Miranda
09-02-2010, 00:39
Na Pucharze Ukrainy kilka z nas miało okazję zetknąć się osobiście i zachwycić wyjątkową osobą, jaką jest Elena Ramazanowa. Postanowiłam więc przetłumaczyć te dwa wywiady, aby przybliżyć i Wam postać tej niesamowitej tancerki, instruktorki i choreografki.

http://cs4163.vkontakte.ru/u2180646/57387235/x_7f5e9fe3.jpg

PRAWDZIWA MIŁOŚĆ ELENY RAMAZANOWEJ

Czy to prawda, że koryfeusz rosyjskiego belly dance, znakomity choreograf i prezes Ligi Profesjonalistów Tańca Orientalnego, Elena Ramazanowa, nie ma dyplomu z choreografii?


E.R.: Musiałam zgłębiać tajniki tańca w praktyce. Urodziłam się w Norylsku i tam ukończyłam 10-klasową szkołę. Od wczesnego dzieciństwa zajmowałam się gimnastyką i choreografią w dziecięcym zespole. Miałam wielkie marzenie żeby zostać aktorką i grałam charakterystyczne i taneczne role w dziecięcym teatrzyku. Na regionalnym przeglądzie talentów zdobyłam dyplom pierwszego stopnia i postanowiłam zdawać do szkoły teatralnej. Początkowo wszystko szło dobrze, przeszłam do trzeciego etapu rekrutacji do szkoły teatralnej w Leningradzie. Egzaminowała mnie aktorka Larysa Iwanowna Malewannaja. Ale kiedy komisja stanęła przed dylematem, czy wybrać mnie, czy inną dziewczynę z tą samą liczbą punktów - to nie mnie wybrała (i z tym się zgadzam). Zmartwiłam się i wyjechałam do Moskwy, przygotowywać się do kolejnego podejścia w następnym roku. Żeby dostać miejsce w akademiku wstąpiłam do zawodówki budowlanej. W następnym roku znów zdawałam, znów doszłam do trzeciego etapu i znów mi się nie udało...
Z tańca nie mogłam zrezygnować – tańczyłam od dziecka. Moją największą miłością były tańce indyjskie z filmów. Po 20 razy chodziłam do kina na każdy indyjski film, nagrywałam muzykę na magnetofon i w domu uczyłam się tańców. Sama szyłam sobie stroje i występowałam wszędzie z tańcami w stylu Bollywood. Ojciec zaraził mnie pasją fotografowania i zamiast tapet w moim pokoju wisiały zdjęcia indyjskich gwiazd.
W Moskwie wyszłam za mąż i zaczęłam tańczyć w zespole przyjaciela mojego męża – choreografa Wasilija Szwarina. Po pewnym czasie powstała u nas grupa trzech dziewcząt – same wymyślałyśmy sobie choreografie, szyłyśmy kostiumy i tańczyłyśmy w nocnych klubach i restauracjach. Tak się złożyło, że mam wyjątkową pamięć choreograficzną i momentalnie chwytam manierę tańca i leksykę. To pomagało mi w tworzeniu zupełnie odmiennych choreografii – od kabaretu po folklor.

Eleno, osiągnęła Pani bardzo dużo w swoim zawodzie: ma Pani własny styl, wspaniałą energetykę i fantazję. Tworzy Pani bardzo trudne i ciekawe układy. Ale przecież nie od razu doszła Pani do tańca arabskiego. Jak to się stało, że związała Pani swoje życie z belly dance?

Nasz moskiewski zespół został po raz drugi zaproszony na kontrakt do Bułgarii, ale przez biurokrację musieliśmy długo czekać na pozwolenie i akurat przypadkowo trafił nam się kontrakt do Kairu. Pierwsze wrażenie z Egiptu było lekko przerażające – całkowity brak cywilizacji w moim rozumieniu, brudne ulice Kairu, dziwni ludzie, ale po przyjeździe do hotelu „Ramada” kamień spadł nam z serca. Jeszcze nie widzieliśmy takiego wspaniałego pięciogwiazdkowego hotelu! Wszystko było na najwyższym poziomie! Nasz zespół spędził na kontrakcie kilka miesięcy. Mieliśmy w repertuarze tańce ludowe (cygańskie, rosyjskie, hiszpańskie) i numery z nowoczesną choreografią w stylu kabaretowym.
Nasz kolejny kontrakt był w Aleksandrii. W wolnym czasie chodziłam oglądać występy „bellydancerki” z Maroka, występującej z wtedy jeszcze początkującym piosenkarzem Mustafą Omarem. Bardzo mnie zachwycił belly dance w jej wykonaniu i kupiłam od niej dwa profesjonalne kostiumy za zawrotną, jak na tamte czasy, sumę. Zaczęłam samodzielnie ćwiczyć i po powrocie do Moskwy najęłam się do restauracji „Al Sham”. Cała ta historia przypominała trochę anegdotę o studencie, który w ciągu jednej nocy nauczył się chińskiego. Taniec arabski tylko na pierwszy rzut oka jest nietrudny – w rzeczywistości zgłębiać jego subtelności i niuanse można przez całe życie.
Tak zaczęła się moja kariera tancerki belly dance. Tańczyłam w moskiewskich restauracjach „Al Sham”, „Ashar”, „1000 i 1 noc”. Przez pewien czas tańczyłam też z zespołem, nie tylko solowe tańce arabskie, ale i ludowe. A potem nasz zespół został zaproszony do hotelu „Shepard” w Kairze, i stamtąd wyjechałam już na swój pierwszy profesjonalny kontrakt – tańczyć belly dance w Emiratach Arabskich, w hotelu „Al-a-Inn Hilton”.

Wiele tancerek woli wspominać w wywiadach tylko o pięciogwiazdkowych hotelach, tak jakby praca w innych była jakimś piętnem na karierze...

Mogę powiedzieć o sobie. Dużo pracowałam w pięciogwiazdkowych klubach przyhotelowych, ale zdarzało mi się pracować i w zwykłych klubach. Nie miejsce świadczy o człowieku. Żaden pięciogwiazdkowy klub nie da takiego doświadczenia, jak arabska restauracja czy klub, gdzie przychodzą prości ludzie. Praca w trzygwiazdkowym klubie (tzn. w klubie niekoniecznie przy hotelu), jest dla tancerki bardzo pożyteczna. Tam można się nauczyć tego, co w Rosji nazywa się „arabizmem”. Publiczność jest tam, oczywiście, prostsza, ale i żywiej reaguje na każdy gest i ruch tancerki. Można tam zdobyć bezcenne doświadczenie i nawyki pracy z salą.

Jak się dalej ułożyła pani kariera tancerki?

Pracowałam w wielu restauracjach na Piramide street. Miałam własną orkiestrę i śpiewaka. Pokochałam Egipt (i nie tylko) całym sercem i zawsze po licznych kontraktach w Syrii, Libanie, Jordanii, Bahrajnie, Emiratach i Omanie wracałam do Kairu. Oprócz występów w klubach zapraszano mnie również jako modelkę na pokazy mody, brałam udział w fashion-show i jako tańcząca modelka. Występowałam w wielu reklamach, a także w klipach Hishama Abbasa, Mohammeda Fouada i Vardy.
Miałam bardzo dobrą orkiestrę. To była nie tylko grupa muzyków, ale i moi bracia. W Moskwie bardzo mi brakuje właśnie tego. Występ do orkiestry – to wyjątkowe doznanie. Razem z zespołem występowaliśmy na weselach w pięciogwiazdkowych hotelach - „Sheraton”, „Semiramis”, „Mena House”.

Naprawdę wszystko było takie łatwe i proste? Ani jednej łyżki dziegciu?

Minęło już kilka lat odkąd opuściłam Egipt i przeprowadziłam się do Rosji, i o wszystkich nieprzyjemnościach zapomniałam. Ale jeden wypadek dobrze pamiętam. Dosłownie prosto ze sceny zabrała mnie policja i spędziłam 4 godziny w egipskim więzieniu. Chodziło o mój strój, chociaż była to sukienka, kupiona od Kati Eshty, w której ona wiele razy występowała w Kairze. Mimo że sama zaszyłam wiele rozcięć na sukience, przyczepili się do tego, że zgodnie z przepisami rozcięcie nie powinno sięgać powyżej kolana (w mojej sukience sięgało dosłownie kilka centymetrów wyżej). Nie wykluczam, że w ten sposób próbowano się mnie pozbyć, bo byłam silną konkurencją. Ale wszystko skończyło się dobrze, moje dokumenty na pracę były w zupełnym porządku, mój menadżer mnie uwolnił, tylko sukienki było mi szkoda. Już mi jej nie oddali – spalili ją.

A zdarzały się śmieszne sytuacje?

Pewnego razu podczas występu słyszę, że ktoś z sali krzyczy moje imię - „Liina, Liina!” (to był mój pseudonim sceniczny). Człowiek wymachiwał rękami i wołał mnie. Kiedy do niego podeszłam, uradowany rzucił się do mnie ze słowami: „Lina, to przecież ja! Ja! Kucharz z Al Shamu!” Był po prostu niewypowiedzianie szczęśliwy, że spotkał mnie w Kairze.
Pamiętam jeszcze jedną zabawną sytuację. Pewnego razu tańczę w nocnym klubie, a klientów prawie nie ma. To znaczy są, ale jeden już dosłownie roztopił się jak świeczka od gorąca i alkoholu, a przed drugim na stoliku stoi tylko woda mineralna, i sądząc po nieciekawych dżinsach - nie jest bogaty. Zgodnie z zasadami powinnam pracować, póki nie przyjdzie następny artysta i mnie nie zmieni, ale jakoś się spóźniał, więc tańczyłam już dwie godziny zamiast 45 minut. Byłam śmiertelnie zmęczona... „Sawah” grali już ze 30 minut, więc dałam znak orkiestrze, żeby przeszła do finałowego punktu... orkiestra umilkła... I nagle posypał się na mnie deszcz grubych banknotów – ponad trzy tysiące funtów... Mówię orkiestrze: „Yalla ya gama” (dalej, chłopaki) i od refrenu dalej zaczynamy „Sawah”... Okazało się, że klient specjalnie czekał na koniec programu, żeby podziękować, a my znowu „Sawah”...

Co było przyczyną powrotu do Rosji? Przecież niektóre pani koleżanki mieszkają i pracują za granicą.

Tak wyszło, że w 2002 roku, po kolejnym kontrakcie, miałam w ręku sporą sumę pieniędzy i pomyślałam, że nadszedł czas postarać się o własny dom dla moich dzieci. Bardzo kocham Egipt, ale nie widziałam w tym kraju przyszłości dla swoich dzieci. Chciałam, żeby chodziły do rosyjskiej szkoły, żeby miały kontakt z babcią i krewnymi. Nie powiem, że ta decyzja była łatwa, ale cieszę się, że wróciłam do Rosji. Trudno było się przyzwyczaić do nowego życia. Na początku byłam bezużyteczna – mój egipski styl był zbyt specyficzny. Chciałabym podziękować Marii Samochodkinej i Samirze, które w tamtym momencie mnie odnalazły i pomogły mi się zaadaptować w nowej sytuacji. Życie weszło na właściwe tory, znalazłam nowych przyjaciół i pokrewne dusze. Natalia Kuzmina zdopingowała mnie do stworzenia Ligi Profesjonalistów Tańca Orientalnego, „urodziłam” z pomocą przyjaciół „Czarodziejską Lampę” (show-projekt prezentacyjny Ligi – przyp. tłum.)... W planach Ligi jest przeprowadzanie rankingowych konkursów w całej Rosji. Rosyjski belly dance jest teraz na szczycie: zwycięstwo Iriny Popowej w Berlinie, na festiwalu tańca orientalnego, zwycięstwo Soni Sarkisjan na festiwalu Amani w Libanie, zaproszenie mnie i Aidy Hassan przez Raqię Hassan na swój festiwal jako pedagogów – to jest potwierdzenie wysokiego poziomu rozwoju belly dance w Rosji... A jeszcze dużo przed nami!!!

2006


Tłumaczenie: Miranda
Tekst oryginału:http://bellydance-liga.ru/articles/16-nastoyashhaya-lyubov-eleny-ramazanovoj.html


http://s.foto.radikal.ru/0706/72/95c15279b2d9.jpg

Miranda
09-02-2010, 01:36
Elena Ramazanowa – prezes Ligi Profesjonalistów Tańca Orientalnego, jedna z najsłynniejszych tancerek, uznany specjalista w dziedzinie belly dance i, bezsprzecznie, choreograf numer jeden w Rosji w zakresie folkloru i klasycznego tańca arabskiego.
O niuansach swojej pracy opowiada w wywiadzie dla solodance.ru.

„Shik-shak-shok” Ramazanowej tańczy cała Rosja! Czy spodziewała się Pani takiego rezultatu i czy jest Pani z niego zadowolona?

Powiem szczerze – widziałam wiele swoich „Shik-Shak-Shoków”, czasami ich nie poznawałam, ale jestem zadowolona ze swoich choreografii, kiedy wykonują je profesjonalne tancerki, a kiedy widzę parodię „Shik-shak-shok”, jest to, oczywiście, śmieszne. Ludzie po prostu uczą się tańca zupełnie go nie rozumiejąc. Jeśli nie wiesz, o czym to jest, lepiej się za to nie bierz!

Mówi się, że Pani konkursowe choreografie są potencjalnie zwycięskie. Zgadza się Pani z tym?

Nie wszyscy wygrywają z moimi choreografiami: zależy, kto tańczy, jaką muzykę dostanę – jest wiele czynników. Ale jedno jest pewne: nie pozwolę sobie na ułożenie kiepskiej choreografii. Byłoby mi wstyd!

Jak zazwyczaj wygląda Pani indywidualna praca?

Od razu widzę fakturę i temperament człowieka, mówię, jaki kostium będzie mu pasował, jaki kolor... Image jest na pierwszym miejscu, dalej – muzyka. Jeśli ta muzyka, którą ktoś mi daje, nie pasuje do niego, ale mimo wszystko strasznie się podoba, wyjaśniam, dlaczego lepiej jej nie brać. Proponuję alternatywny wariant, sama wybieram muzykę, odpowiednio ją przycinam. W ogóle jeśli ktoś jest trochę zagubiony, radzę mu kupić profesjonalną choreografię. Mamy mnóstwo dobrych pedagogów, którzy potrafią prawidłowo ułożyć taniec. Kup jedną choreografię, na niej się rozwiniesz - a dalej twórz, co dusza zapragnie!

Czym się różnią indywidualne choreografie od tych, które przygotowuje Pani na warsztaty?

Choreografie na warsztaty są bardziej szkolne. Są bardziej zwyczajne, standardowe, nie mają przemyślanego konkretnego obrazu. Dlatego nie lubię, kiedy takie choreografie są wykorzystywane na konkursach.

Jak tworzy Pani nowy taniec?

Przede wszystkim musi mi się spodobać muzyka lub piosenka. Potem już tylko improwizuję. Mam po prostu szczęście, że urodziłam się z takim słuchem!

Jaki styl jest Pani najbliższy?

Każdy folklor! Zajmowałam się tańcami ludowymi odkąd skończyłam 6 lat, dlatego ten gatunek lubię najbardziej.

W czym uważa się Pani za znawcę?

We wszystkim i w niczym!

Co może Pani poradzić osobom, które samodzielnie przygotowują taniec na konkurs?

Trzeba rozumieć czym jest konkurs. Już w pierwszej minucie wszystko staje się jasne, ale nie należy się od razu całkowicie wykładać. Trzeba wyczuć muzykę i tak wykonać taniec, żeby zrozumiał go widz. Nie trzeba tańczyć do sędziów – my po prostu obserwujemy z boku i robimy swoje notatki. Najważniejszy jest widz. Najważniejsze jest, żeby robić to, co się lubi!

2008


Tłumaczenie: Miranda
Tekst oryginału: http://solodance.ru/2008/02/18/817
http://b.foto.radikal.ru/0610/139797249de9.jpg

Admin
09-02-2010, 02:02
Miranda przy najbliższej okazji ozłocę Cię, wyściskam i osobiście podziękuję za kolejny świetny artykuł. Bardzo dziękuję za wszystko co robisz dla całej społeczności bellydancerek :)

Oczywiście deszcz punktów reputacji już spadł na Ciebie! :biggrin:

Firyal
09-02-2010, 08:29
Cudownie się czyta, punkcik ode mnie tez pofrunął:)

Sowillo
09-02-2010, 09:03
Ja, ja….bardzo dziękuję Mirandzie za przetłumaczenie wywiadów:love:-punkcik dodałam;):).

Życiorys Eleny pokazuje jak wiele pracy trzeba włożyć w mistrzostwo.
I .… jak ona była wstanie tańczyć-występować- przez 2 godzinny????? I nie zanudzić????? :eek:

Farida
09-02-2010, 09:43
Mirando!! Dziękujemy :)

Anielskaharmonia
09-02-2010, 10:39
Mirando, dzięki za świetne tłumaczenia wywiadów z Eleną, za pracę, jaką wkładasz na rzecz zainteresowanych tym, co, w belly-dance dzieje się za wschodnią granicą.

Adminie Drogi, wnioskuję jednak powtórnie o przyznanie Mirandzie specjalnego tytułu.
Poza deszczem punktów reputacji (o wiadrach złota nie wspominając), zapowiadanymi uściskami od samego Wielkiego Szejka, co oczywiście jest dla nas Forumek najwyższą nagrodą :D, byłby to miły wyróżnik i sądzę wskazówka dla innych gdzie szukać informacji, do kogo zwracać się z ewentualnymi pytaniami związanymi z tańcem arabskim bujnie kwitnącym na terenach byłego ZSRR.

Z góry dziękuję za pozytywne rozpatrzenie mej prośby :).

P.S.
Wyjaśnij Monju proszę o co chodzi z tą "fakturą" (tu w zdaniu: "Od razu widzę fakturę i temperament człowieka, mówię, jaki kostium będzie mu pasował, jaki kolor ").... bo ja wciąż ciemna jestem. Chodzi o cechy osobowości, czy też powiedrzchowności, tudzież powierzchni (nie daj Bóg z fakturą - czyt. cellulitem)?
Skołowana I.

P.S. 2
A jakie ładne foty - takie kalendarzowe :):D.

Quesse
09-02-2010, 11:27
Życiorys Eleny pokazuje jak wiele pracy trzeba włożyć w mistrzostwo.
I .… jak ona była wstanie tańczyć-występować- przez 2 godzinny????? I nie zanudzić????? :eek:

Mnie też to bardzo zaintrygowało! Czy rzeczywiście "tak to się robi w Egipcie"? Bo jasne jest, że odbiorca arabski jest całkiem inny od zachodniego, ale aż tak długi czas wyjścia? Będę wdzięczna za podjęcie tematu przez osoby z nim choć trochę obeznane, bo bardzo mnie to zaciekawiło:)


Mirando, wielkie dzięki!!

Inci
09-02-2010, 12:52
Mirando - wielkie dzięki za wspaniałą pracę dla nas.

Elana na pierwszym zdjęciu jest w stroju w którym tańczyła na gali.
Zarówno w tym stroju jak i w każdym innym ( w jakim mi dane było ja oglądać) prezentuje się super.
Tańczą ca na gali- była piękna
prowadząca warsztaty - była piękna
tańcząca na imprezie pożegnalnej w arabskiej restauracji - była piękna
skulona słuchająca krytyki Mirandy - była piękna:D

Już wyjaśniam czemu skulona- jak Aleksiej z Eleną żegnali nas po imprezie to
Ramazanowa zapytała co było dobre a co nam się nie podobało w organizacji warsztatów, Pucharu i Gali. Robiła przy tym miny jak mała dziewczynka, która chce uniknąć kary i składa się jak może- urocze.

Oczywiście żadna kara jej się nie należała.:) Było super.

Nailah
09-02-2010, 13:14
Bardzo ciekawy wywiad, podłączam się do podziękowań i zdziwienia nad 2godzinnym tańcem;) Punkcik reputacji poleciał.

Nunah
09-02-2010, 15:29
Błogosławionaś Monju, w dużej mierze dzięki Tobie możemy czerpać ze wschodnich źródeł - jeszcze raz dzięki :)

Miranda
10-02-2010, 00:03
P.S.
Wyjaśnij Monju proszę o co chodzi z tą "fakturą" (tu w zdaniu: "Od razu widzę fakturę i temperament człowieka, mówię, jaki kostium będzie mu pasował, jaki kolor ").... bo ja wciąż ciemna jestem. Chodzi o cechy osobowości, czy też powiedrzchowności, tudzież powierzchni (nie daj Bóg z fakturą - czyt. cellulitem)?

No, ty powinnaś wiedzieć najlepiej, bo to o tobie Aleksiej mówił: "Ona, ze swoją fakturą, powinna tańczyć coś wolnego, spokojnego, kobiecego..." i tłumaczył, że to nie chodzi o fizyczną, a o fakturę wewnętrzną. Osobowość, charakter. A Aleksiej to przecież uczeń Ramazanowej, więc wszystko staje się jasne! ;)

Admin
10-02-2010, 11:06
Bardzo ciekawy wywiad, podłączam się do podziękowań i zdziwienia nad 2godzinnym tańcem;) Punkcik reputacji poleciał.

Dwugodzinnego nie widziałem ale jakiś czas temu byłem w egipskim kabarecie gdzie średnio jedna tancerka występowała ok 45 minut. Jej występ nie przypominał jednak scenicznego pokazu. Było to raczej snucie się po sali ledwie tanecznym krokiem i od czasu do czasu wykonanie kilku ruchów przy stoliku gości, którzy zdradzali zainteresowanie tańcem.
Taka "dynamika" występu spokojnie pozwala przetrwać całe 45 minut nawet bez spocenia się. ;):)

carmenta
10-02-2010, 14:53
Ja od siebie tylko dodam, że bardzo ciekawe te wywiady :)

Nailah
10-02-2010, 17:22
Dwugodzinnego nie widziałem ale jakiś czas temu byłem w egipskim kabarecie gdzie średnio jedna tancerka występowała ok 45 minut. Jej występ nie przypominał jednak scenicznego pokazu. Było to raczej snucie się po sali ledwie tanecznym krokiem i od czasu do czasu wykonanie kilku ruchów przy stoliku gości, którzy zdradzali zainteresowanie tańcem.
Taka "dynamika" występu spokojnie pozwala przetrwać całe 45 minut nawet bez spocenia się. ;):)

Hm, chyba bym przysnęła przy takim występie... Czy to było ciekawe chociaż w małym stopniu?:D
Jak się nad tym zastanawiam to jeśli tancerka ma tańczyć aż tyle czasu to stanowi nie punkt kulminacyjny wieczoru, a niestety tło do obiadu... wszystko zależy dla kogo się tańczy i na jakich warunkach - jeśli się występuje dla ludzi przy kotlecie, którzy oczywiście są bardziej zainteresowani kotletem niż tancerką to faktycznie nie ma co się przemęczać;)

Sowillo
11-02-2010, 09:44
W arabskim klubie to raczej tancerka jest tym kotletem, od którego nie można oderwać wzroku ;):D– o ile sama tancerka „złapie” wzrokiem delikwenta (tak rzeczą weteranki hotelowych klubów)

Roksolanka (Naima)
18-02-2010, 22:39
Dzięki za świetne artykuły.
Są i ciekawe i świetnie spolszczone.

Zainteresowało mnie szczególnie zdanie o kupowaniu profesjonalnej choreografii, "na której się rozwija" kunszt tancerki.
Ciekawe, kiedy u nas w Polsce pojawi się takie myślenie.

Miranda
18-02-2010, 23:17
Zainteresowało mnie szczególnie zdanie o kupowaniu profesjonalnej choreografii, "na której się rozwija" kunszt tancerki.
Ciekawe, kiedy u nas w Polsce pojawi się takie myślenie.
Myślę, że jeśli faktycznie tancerka czuję się "zagubiona" i nie ma pomysłu na układ, to może być jakieś wyjście. Tym bardziej, że chyba w procesie "kupowania" autor dokładnie wyjaśnia kupującemu co i dlaczego w układzie zawarł, więc to może być i pouczające, i inspirujące.
Przypominam sobie też, że Aleksiej mówił coś o tym, że układając sobie kolejne choreografie, człowiek ma tendencję do zamykania się w pewnej puli ulubionych ruchów. Choreografia ułożona przez kogoś innego w pewnym sensie "odświeża" warsztat, daje nowe spojrzenie.
Niemniej jednak uważam, że możemy być dumne z tego, że samodzielnie układamy swoje choreografie i fajnie by było, gdyby ta tendencja się zachowała. Może po prostu kształćmy się bardziej w kierunku samodzielnego układania.

Quesse
18-02-2010, 23:39
No właśnie, u nas przyklaskuje się gdy nawet bardzo początkująca tancerka ułoży "coś swojego"... Nie wiem, czy nie zmienię kiedyś zdania, ale ja mam dużo większą satysfakcję z zatańczenia swojego słabszego układu niż z wykutej na pamięć cudzej świetnej choreografii:) Bo układanie swoich układzików to taki sprawdzian dla mnie - no i największa mobilizacja do treningów! Ja generalnie zaliczam się do tych nieszczęśliwców, którzy nie umieją na niczym skupić się dłużej niż 5 minut, więc takie suche drillowanie nuży mnie i nudzi, kompletnie nie ma szans z moim lenistwem... A jak wkładam duszę w jakąś swoją choreografię, angażuję w to umysł na tak wielu poziomach, że nawet nie zauważam upływu czasu. Dlatego ja nie spodziewam się, żebym miała kiedyś zatęsknić za możliwością kupienia choreografii, choćby nawet niesamowicie fantastycznej. To mi po prostu nie leży... Zwłaszcza teraz, świeżo po warsztatach z Izzy, od której wynosi się wielki zachwyt nad indywidualnością w tańcu - byciem sobą jako główną i jedyną regułą w bellydance:) Ja chciałabym, żeby tak jak u mojej ważnej idolki taniec odzwierciedlał to, co mi właśnie w duszy gra, a to może płynąć dla mnie tylko z własnej inwencji:)

A rolę odświeżenia słownika ruchów spokojnie mogą pełnić liczne choreografie warsztatowe:)

Inci
19-02-2010, 10:18
Tu jest mowa o choreografiach konkursowych. Ważne, żeby choreografia była dobra- nie tylko po to, żeby wygrać. W konkursach bierze udział setki tancerek (trzy w Lidze. Tak jest, u nas jeszcze nie).
Widzowie oglądając konkursowe tancerki mają możliwość podziwiania tańca np. przez 8-10 godzin.
Myślę, że dzięki świetnym choreografom jest to wielogodzinna uczta duchowa (oczywiście różnorodność strojów, makijażu też jest ważna).

Jeśli zatańczymy czyjąś choreografię na konkursie to przecież nie zabijemy swojej indywidualności. Poza tym dobry choreograf ułoży dla nas choreografie zgodnie z tym, co nam w duszy gra - z wachlarza ruchów, figur, które do nas pasują jak makijaż.



A rolę odświeżenia słownika ruchów spokojnie mogą pełnić liczne choreografie warsztatowe:)

Quesse
19-02-2010, 10:49
A tu muszę przyznać sporo racji, że w ogóle takie konkursy rządzą się innymi prawami - w takich okolicznościach jest to zupełnie na miejscu. Z drugiej strony, taniec orientalny w Polsce w ogóle chyba nie jest tak bardzo konkursowy i jeszcze przez jakiś czas nie będzie. Może dlatego polskim tancerkom kupowanie choreografii nie jest specjalnie potrzebne moim zdaniem.

Miranda
19-02-2010, 13:07
Tak, to prawda. U nas nie traktuje się konkursów (jeszcze) tak śmiertelnie poważnie, jak u sąsiadów. Dla nas to po prostu okazja zaprezentowania się, zdobycia doświadczenia. Pokazujemy nie tylko własne choreografie, ale i własnego pomysłu kostiumy, samodzielnie wykonane makijaże itp... Myślę, że w Rosji to też pewien prestiż, jeśli ktoś ma choreografię znanego autora. Np. w Lidze Profesjonalistów jest oddzielny ranking dla tancerek i dla choreografów, toteż np. Zaina, która jest sama sobie choreografem, bierze udział w obu.
W Rosji konkursy to niemal sprawa życia i śmierci. Pamiętam jedną zażartą dyskusję na rosyjskim forum, kiedy jakaś choreografka odpierała zarzuty dotyczące źle dobranego kostiumu: "Ja nigdy nie pozwalam tancerkom samodzielnie dobierać kostiumów do moich choreografii!". A kiedy tancerka ładnie się prezentuje w choreografii, mówi się, że "dobrze się w nią ubrała".

Quesse
19-02-2010, 13:25
Mirando, to fantastycznie, że dzięki Tobie mamy pewien wgląd w światek tańca orientalnego tak inny od naszego! Chociaż szczerze powiem, że wcale nie żałuję, że u nas jest inaczej, bo nie odnalazłabym się chyba w takich warunkach konkursów, konkurencji... :)

Anielskaharmonia
19-02-2010, 22:52
Mirando, to fantastycznie, że dzięki Tobie mamy pewien wgląd w światek tańca orientalnego tak inny od naszego! Chociaż szczerze powiem, że wcale nie żałuję, że u nas jest inaczej, bo nie odnalazłabym się chyba w takich warunkach konkursów, konkurencji... :)

My tu jeszcze mamy "cukierkowy raj" :);) jak rzekł był Pewien Pan z Doniecka :).

Co do pozyskania choreografii drogą kupna tak mi przyszło do głowy, że chodzi tu także o kształtowanie wizerunku tancerki. Pokazanie jej w czym najlepiej się prezentuje, nad czym powinna popracować, czego unikać. Z tego co mówił Pewien Pan z Donicka zakup choreografii nie ogranicza się do jednorazowego spotkania. To praca pod kierunkiem choreografa.

Isar
21-02-2010, 10:26
Zainteresowało mnie szczególnie zdanie o kupowaniu profesjonalnej choreografii, "na której się rozwija" kunszt tancerki.
Ciekawe, kiedy u nas w Polsce pojawi się takie myślenie.

Cóż, nie ukrywam, że byłoby miło, żeby pojawiło się w miarę szybko. U nas , niestety, nadal pokutuje przekonanie, że lepsze to , co samemu się stworzy, niż dobra choreografia ułożona przez profesjonalistę. Szczególnie na konkurs.

Szahiya
21-02-2010, 18:32
Dlaczego "niestety"? Przecież to przekonanie wcale nie jest błędne... bywa, że to, co własne, jest lepsze.

DżalaMadija
21-02-2010, 19:48
Może na konkursach mało się znam, ale konkurs w którym tancerka ma kupiona chorografie, wizażystę i stylistę jest bez sensu... Bo w ten sposób kupuje sobie połowę sukcesu, co już wg mnie psuje kreatywność tancerki... I jak w takim razie oceniać choreografię??... Co jeśli innej bardzo zdolnej tancerki nie stać na kupno choreografii?? Tancerka równie dobra technicznie z brakiem umiejętności tworzenia choreo, a kupioną choreografia na w tym momencie ma większe szanse, które sobie kupiła...
przynajmniej ja tak to odbieram...

Isar
22-02-2010, 08:50
cóż, mamy po prostu inne podejście do kwestii konkursu:)

Dla mnie konkurs tańca ma za zadanie zaprezentowanie osoby przede wszystkim jako tancerki. Skoro ktoś nie czuje się na siłach ułożyć dobrej choreografii ( a może tak być jeśli zakłada się, że ułożona przez siebie samąjest gorsza od ułożonej przez choreografa) , to może powinien pomyśleć o skorzystaniu z pomocy fachowca.

Wiadomo, że z czasem można też zdobyć doświadczenie jako choreograf. Ale o tym było już w innych wątkach.:)

Dobry wywiad, dzięki za tłumaczenie Mirando.

DżalaMadija
22-02-2010, 12:54
No tak, jeśli ocenimy uczestniczki konkursu jako tancerki, to powinny w takim razie wszystkie zatańczyć tą samą choreografię, by sędziowie mogli dobrze je porównać i wybrać najlepszą:)

Miranda
03-09-2010, 00:07
Odnośnie dyskusji o 45-minutowych występach w Egipcie, znalazłam ciekawy fragment z artykułu Aidy Hassan (też tancerki i instruktorki Ligi), opowiadającego o pracy na kontrakcie w krajach arabskich. Jest tam przykład programu tancerki:

"... Program może się składać z 2 wyjść po 20 minut z godzinną przerwą, 2 po 30 minut, albo z pełnego show 45-minutowego. Standardowy program demonstruje twoje mistrzostwo, a także pełną i głęboką znajomość wszystkich stylów i gatunków muzyki i tańca orientalnego.
Przykładowy program:
1 część
Wyjście, albo megance, zazwyczaj z woalem. Witasz się z publicznością, zajmujesz całą scenę. Muzyka zawiera w sobie mix różnych rytmów i stylów, a ty pokazujesz, że dobrze władasz każdym z nich. Wyjście trwa około 7 minut.
Środek. Coś charakterystycznego. Kontaktujesz się z publicznością. Wybiera się do tego znaną muzykę, taką, do której publiczność może podśpiewywać albo klaskać. Ten numer wymaga co najmniej dobrej znajomości tekstu. Tak w ogóle najlepiej żeby tancerka znała język arabski.
Gorący hit. Współczesna muzyka, hit sezonu. Pokazujesz, że jesteś na fali, znasz panującą modę.
Stara klasyka. Coś z Um Kalsum, Farida El Atrasha albo Abdel Halima Hafeza.
Przerwa.
2 część
"Tableau". Taniec ludowy. Aleksandria, saidi albo baladi. To teatralizowany numer, związany z tekstem piosenki, z filmem, albo spektaklem, z którego ta piosenka pochodzi. Można wykorzystać pasujące rekwizyty.
Relaks. Coś miększego i lżejszego, estradowego, żeby uwaga publiczności mogła odpocząć. Tylko zapomnij o "Habibi ya eini" i "Shik-shak-shok"! Te piękne kompozycje są na tyle zajeżdżone, że będą brzmiały mniej więcej jak piosenka "Biełyje rozy" grupy "Laskowyj Maj".
Znów klasyka.
Drum solo. Najbardziej emocjonująca i widowiskowa część programu. Zachowaj ją na finał."

Anielskaharmonia
03-09-2010, 11:41
No, taki program to rozumiem !
Dzięki Monja za kolejne oświecenie :)

Firyal
03-09-2010, 11:43
Wszystko super,ale jak mam tańczyć w tym samym stroju np. melaya leff a potem klasykę?! chyba że czegoś ze schematu nie ogarnęłam^^

Miranda
03-09-2010, 12:01
Widocznie da się to pogodzić, skoro na temat strojów Aida Hassan pisze tylko, że można w ciągu wieczoru zaprezentować dwa (po jednym na każdą część). Więcej pisze o tym, żeby zwracać uwagę na panujące w danym kraju zasady i zwyczaje strojowe, żeby nie narazić się "policji moralnej".

Firyal
03-09-2010, 15:00
Dla mnie to nie do pogodzenia - jeszcze pół biedy beledi raqs assaya zatańczyć w stroju bedleh, ale sukienka do melaya leff jest kompletnie inna i nie widzę w niej klasyki;)

Camilia
03-09-2010, 16:14
Poznałam Ramazanovą i miałam przyjemność z nią rozmawiać przy okazji World Cup na którym byłyśmy z Zainą, dała mi kilka dobrych rad, podpowiedziała co nie co. Jest tak sympatyczną i naturalna osobą, że byłam w szoku. Jej image podpowiadał mi raczej, że spotkam "twardą, zawziętą rosyjską tancerkę". Niespodzianka była ogromna i bardzo podobało mi się jak osobisty stosunek ma do poszczególnych dziewcząt w konkursie np. dla naszej Zainy.

Co wazniejsze miałam okazję podziwiać ją w tańcu (przyznam że na youtube mnie nie przekonywała). Na żywo okazała się fenomenem od którego nie można oderwać wzroku, tańczy czesto mikro ruchami które wręcz hipnotyzują, jest to tancerka emocji i niuansów, jest perfekcyjna!

Co do 45 minutowych wystepów, słyszałam swego czasu dużo opowieści o kabaretach i hotelach Egiptu. Co mnie zaskoczyło podobno tancerka poniewasz często tańczy właśnie tak długo, chodzi po sali i potrafi przestać tańczyć i zagadac się z dawno nie widzianym waznym klientem hotelu (to jest ponoć w normie). Często widzimy egipskie tancerki w nagraniach z hotelów i można zaobserwować, że tańcza dużo oszczędniej, to jest poprostu inna forma tańca. Taniec często "do kotleta" dla ważnych person którym można powiedzieć dodaje on tło do interesów czy rozmów i nie jest konieczne dawanie z siebie 100 % energii.

Miranda
04-09-2010, 00:40
Dla mnie to nie do pogodzenia - jeszcze pół biedy beledi raqs assaya zatańczyć w stroju bedleh, ale sukienka do melaya leff jest kompletnie inna i nie widzę w niej klasyki;)

O, z pewnością są tysiące sposobów na rozwiązanie tego problemu... Po pierwsze sukienka do melayi wcale nie musi być krótka, bo przecież powstała z sukni beledi, po drugie wcale nie trzeba tańczyć akurat melaya leff, po trzecie, często tancerki w przypadku niemożności przebrania stosują różne sztuczki kostiumowe, dzięki którym w kilka sekund z długiej sukni robią krótką, z krótkiej - długą, z sukni - bedleh itp, po czwarte widz nie jest taki głupi, żeby nie rozumieć, że jeśli tancerka tańczy kilka różnych tańców pod rząd to nie ma możliwości co chwilę zmieniać stroju itd. Chodzi przecież o taniec! Widziałam Ramazanową tańczącą marokański w zwykłym stroju do klasyki, widziałam Aidę Hassan tańczącą saidi z laską w krótkiej "sukience" w której wcześniej tańczyła megance... Widzowie nie wyglądali na zbulwersowanych ;)
Poza tym czytałam, że np. w restauracjach arabskich w Rosji jest zwyczaj, że jest program obowiązkowy (konkretne tańce, najczęściej z ułożoną choreografią), a potem zamówienia - goście mogą zamówić konkretny taniec u konkretnej tancerki, która im się spodobała, a że to najczęściej Arabowie, którzy się trochę znają, to mogą zamówić i saidi, i halidżi i wszelkie inne folklory. Trudno wymagać, żeby każda tancerka miała przy sobie po 10 strojów do różnych gatunków tańca na wszelki wypadek.

Inci
10-12-2011, 10:12
Co wazniejsze miałam okazję podziwiać ją w tańcu (przyznam że na youtube mnie nie przekonywała). Na żywo okazała się fenomenem od którego nie można oderwać wzroku, tańczy czesto mikro ruchami które wręcz hipnotyzują, jest to tancerka emocji i niuansów, jest perfekcyjna!



Elena potrafi rozkochać , zahipnotyzować , przenieść w cudowne strony naszej duszy. Zobaczcie sami.
Będzie to możliwe juz 14 lipca w Krakowie.
http://www.belly-dance.pl/forum/showthread.php/5216-I-EASTERN-EUROPE-ORIENTAL-CHAMPIONSHIP-Krak%C3%B3w-14-15.lipca-2012