Pokaż pełną wersję : TB Akceptacja siebie - czy dobra wymówka?!
Ostatnio przysłuchując się dziewczynom po zajęciach stwierdziłam, że nie każda rozumie i traktuje akceptację siebie w taki sam sposób.
Część dziewczyn według mnie pozytywnie (prawidłowo) to traktuje. Mam na myśli akceptowanie swojego naturalnego wyglądu w częściach których nie da się zmienić lub nie ma potrzeby zmieniać. Np. moja koleżanka z którą chodzę na zajęcia ma olbrzymi biust. Zawsze to był jej kompleks, wstydziła się go na basenie czy w szkole. Inna koleżanka ma szerokie biodra. Obydwie zaczęły to akceptować i przestały się tym zamartwiać.
Co innego używać "akceptacji siebie" jako wymówki. Przykładem może być inna moja koleżanka która twierdząc że ona siebie akceptuje idzie do macdonalda i pożera trzy hamburgery. Jest młodą dziewczyną o niechlujnej figurze. Wystarczyło by żeby zadbała trochę o siebie i wyglądała by dużo lepiej. Wymagało by to jednak od niej trochę pracy. Mając wiecznego lenia woli twierdzić że nie musi się odchudzić bo akceptuje siebie taką jaka jest.
Powiedzcie szczerze ile w waszej akceptacji jest tego dobrego podejścia a ile to wygodne wymówki?! ;):)
Mała tancereczka
30-12-2007, 20:00
Całkowicie się z tobą Moon zgadzam. Wymówki są naszą powszedniością.
Dobrze że o tym napisałaś bo znowu sobie o nich przypomniałam.
Powiedzcie dziewczyny która z was nie zrobiła nigdy czegoś takiego:
"Miałam ciężki dzień, zasłużyłam na lody!" - to tylko wymówka.
"Nie idę na zajęcia TB bo pada deszcz!" - kolejna wymówka.
Kiedy nie mamy na coś ochoty nasz mózg tworzy setki wymówek w które same zaczynamy wierzyć.
Akceptacja siebie może być jedną z wielu wspaniałych wymówek aby czegoś nie robić. Twoja koleżanka jest doskonałym przykładem tego.
Dobrą rzeczą w życiu jest umiejętne rozpoznawanie prawdziwych przeszkód od wymówek :)
Ps.
Ale się zmęczyłam tym pisaniem posta, muszę zjeść kawałek czekolady ;):D
MisiakxD
30-12-2007, 21:57
Ja tez bardzo czesto stosuje wymowki.... Nie wiem dlaczego ale zwykle z lenistwa... Ktos mnie gdzies zaprasza mowie, ze nie moge alebo jestem chora.... Czasem mozna sie do tego przyzwyczaic i sie z domu przestaje wychodzic... :mad::mad::(:(
Oj, mam podobnie - z lenistwa nie chodzę na imprezy i spotkania - a bo trzeba daleko dojechać, a bo mój chłopak nie może a sama nie chcę, albo po prostu nie mam ochoty i wolę poczytać książkę... Ale zawsze wmawiam sobie i innym, że mam jakiś ważniejszy powód;)
MisiakxD
30-12-2007, 22:04
Oj, mam podobnie - z lenistwa nie chodzę na imprezy i spotkania - a bo trzeba daleko dojechać, a bo mój chłopak nie może a sama nie chcę, albo po prostu nie mam ochoty i wolę poczytać książkę... Ale zawsze wmawiam sobie i innym, że mam jakiś ważniejszy powód;)
Mam dokladnie tak samo... Ciekawa jestem czemu tak sie dzieje ale chyba po prostu juz sie przyzwyczailam do wymowek... Ale ostatnio pomyslalam ze mlodosc powinna sie wyszumiec a nie!! i postaram sie skonczyc z wymowkami:D:D:
Ja tam z natury jestem leniwa, stosuję wymówki i bardzo trudno byłoby to u mnie zmienić, ale może by się udało. Od nowego roku... ;)
MisiakxD
30-12-2007, 22:25
Ja tam z natury jestem leniwa, stosuję wymówki i bardzo trudno byłoby to u mnie zmienić, ale może by się udało. Od nowego roku... ;)
Wlasnie musze to dodac do swoich postanowien:D:D:D
Akceptacja siebie oznacza akceptację tego jak wyglądasz, bez znaczenia jest czy możesz to zmienić czy nie.
Pewnie wiele z Was uznałoby mnie za grubą(przy 59cm waże 58kg)i oczywiście mogłabym schudnąć, tylko po co? Jak jestem zdrowa to jak mam ochote to mogę pójść z koleżankami do maca i zjeść dwa hamburgery bez wyrzutów sumienia, a nie deliberować nad frytkami czy mogę aby jedną zjeść.
Zawsze jest nam potrzebna samoakceptacja, bo jak żyć z czymś czego się nie akceptuje?
Aida jestem identyczna! tzn identyczne wymiary :)
czasem narzekam ze troszke mnie za duzo.. nie objadam sie ale tez nie rezygnuje z przyjemnosci.. oczywiscie w granicach rozsądku
(przy 59cm waże 58kg)
Chyba ci jedynka zniknęła... :D
Jak dla mnie nie według wagi się ocenia kogoś, czy jest za gruby, czy za chudy, tylko primo, wg BMI, secundo, wg tego, jak wygląda. Ja osobiście nie oceniam ludzi po tym, ile ważą, bo od tego nie zależy charakter.
Odnosząc się do pierwszego postu - "akceptacja siebie" jako wymówka usprawiedliwiająca całkowite zaprzestanie dbania o siebie jest według mnie tyle częsta, co niewłaściwa.
"Piję ile chcę, bo jestem jaka jestem!" - spytaj swoją wątrobę, czy lubi przerabiać takie ilości alkoholu... I swoich znajomych, czy akceptują widok swojej koleżanki sponiewieranej po imprezie.
"Jem ile chcę, bo akceptuję swoją tuszę!" - a twoje serce ją akceptuje? A stawy kolanowe, które muszą nosić dodatkowe kilogramy?
"Nie używam dezodorantu, bo akceptuję swój naturalny zapach!" - pomyśl, czy ludzie w tramwaju też go akceptują...
Każdy z nas się usprawiedliwia, to naturalne. Wymyślamy wymówki, żeby nie uznać samych siebie za leniwych, nieuprzejmych, aspołecznych, głupich itd. (Tzw. syndrom kwaśnych winogron.)
Ja uważam, że siebie należy traktować jak bezcenny skarb. Dostajemy w życiu jedno ciało i jedną osobowość, i od nas zależy, czy je zmarnujemy, czy będziemy o nie dbać. A samoakceptacja jest w życiu tak samo ważna jak akceptacja ze strony innych i pomiędzy tymi dwoma zjawiskami trzeba zachować równowagę.
MisiakxD
01-01-2008, 17:34
Ja nawet jakobym sie uparla to pewnie i tak nie zaakceptuje siebie...:/
Ja nawet jakobym sie uparla to pewnie i tak nie zaakceptuje siebie...:/
I to ma swoje plusy, bo masz wtedy motywację do samodoskonalenia się :-)
MisiakxD
01-01-2008, 17:49
I to ma swoje plusy, bo masz wtedy motywację do samodoskonalenia się :-)
No tak ale jak zmienisz nos, cere i usta... A o moich udach postaram sie nie mowic, bo mozna zrzucic to pare kilo...
Anisa Hasna
02-01-2008, 02:12
No tak ale jak zmienisz nos, cere i usta... A o moich udach postaram sie nie mowic, bo mozna zrzucic to pare kilo...
Cere mozna poprawić idąc do dermatologa lub kosmetyczki.
a ja w porywach raz akceptuje siebie calkowicie, uwielbiam patrzec w lustro i widziec tam siebie a innym razem omijam lustro szerokim lukiem, i jakakolwiek uwaga na temat mojego wygladu nawet pozytywna jest w stanie zepsuc mi nastroj na kilka dni... teraz jestem w fazie przejsciowej.
schudniecie nie jest znow takie trudne, gorzej jesli przeszkadzaja nam rzeczy na ktore nie mamy naturalnego wplywu - ja na przyklad w przyszlosci, jak finanse pozwola, zamierzam chirurgicznie poprawic sobie wzrok, bo czasem okulary lubia przeszkadzac, oraz nos bo jest troche krzywy po spotkaniu z kopniakiem kolegi na treningu capoeiry kilka lat temu ;)
Ja pamiętam z cyklu o "Ani z Zielonego Wzgórza", że ona nienawidziła swoich rudych włosów i piegów, i tego, że była za chuda, ale zawsze pocieszała się tym, że ma bardzo kształtny nos.
Zafirah, sądząc na podstawie zdjęcia, ty zamiast nosa możesz się pocieszać co do oczu :-) MisiakxD, coś na pewno znajdziesz w sobie, co się tobie spodoba.
:redface:W każdym zakątku świata ludzie wymyślili sobie inne normy, widocznie jest to im do czegoś potrzebne. :blink::blink:Nie mam tu na myśli dezodorantów, bo jest to moim zdaniem rewelacyjny wynalazek.:D Jeśli mówimy o lenistwie, wymówkach itp. to zastanówmy się jakiemu systemowi podlegają normy zgodnie z którymi krytukujemy siebie i innych? I czy tak naprawdę nie szukamy możliwości do zachaczenia o zły nastrój swój lub innych?:eek::eek::eek: Można się dołować ile wlezie ale czy warto? Pozwólcie sobie i innym czasem na naturalną równowagę czyli komfort nie poddawania się żadnym normom. (poza tym dezodorantem) :redface::rolleyes::embarrest:
Wiecie, kto nie akceptuje swojego ciała? Michael Jackson. A jak teraz wygląda to chyba wszystkie wiemy. Swojego ciała nie akceptują też anorektyczki i bulimiczki.
MisiakxD
02-01-2008, 15:58
Ja pamiętam z cyklu o "Ani z Zielonego Wzgórza", że ona nienawidziła swoich rudych włosów i piegów, i tego, że była za chuda, ale zawsze pocieszała się tym, że ma bardzo kształtny nos.
Zafirah, sądząc na podstawie zdjęcia, ty zamiast nosa możesz się pocieszać co do oczu :-) MisiakxD, coś na pewno znajdziesz w sobie, co się tobie spodoba.
Vasanta:To Zafirah jest na tym zdjeciu!!!???
Zafirah: Kobieto jesli Ty jestes na tym zdjeciu to sie juz lepiej nie odzywaj, bo jestes na nim naprawde zajebista:rolleyes::rolleyes: !!!! Ja myslalam, ze to zdjecie gdzies z neta sciagnelas i ze to jakas modelka czy cus....:eek::eek::eek:
MisiakxD: jejku az sie zarumienilam, jeszcze raz dzięki :redface:
vasanta: tak, tak wlasnie dlatego tylko oczy widac :D:D:D
swoja droga, moze to niemile ale czasami warto sobie poszukac zdjec "slawnych" ludzi po nieudanych operacjach plastycznych i na ich postawie sie dowartosciowac ;) - fragment o Majkelu Dż. mnie natchnał :cool:
Ja tam bym nie chciała wyglądać jak Courtney Love. Może kiedyś była śliczna,dziś wygląda strasznie. Ja owszem,wymówki umiem świetnie znaleźć,jeśli mi coś nie na rękę...Co do akceptacji to mam ją umiarkowanie: jeśli mi się w lustrze moja figura to w nie nie patrzę:D
moja ciotka mawiała: "jesli widzisz sie w lustrze W CAŁOŚCI to nie jest jeszcze tak zle" :D:D
MisiakxD
03-01-2008, 16:20
moja ciotka mawiała: "jesli widzisz sie w lustrze W CAŁOŚCI to nie jest jeszcze tak zle" :D:D
Bardzo pocieszajace!!!:D:D:D
Dziewczyny mam nadzieję że widziałyście ten filmik :)
http://www.campaignforrealbeauty.ca/bblank.asp?id=6895
A a propos nieudanych operacji plastycznych gwiazd polecam też oglądanie ich zdjęć bez makijażu i retuszu ;) daje do myślenia jak masy ludzkie są manipulowane i jaką wizję piękności nam się narzuca.
moja ciotka mawiała: "jesli widzisz sie w lustrze W CAŁOŚCI to nie jest jeszcze tak zle" :D:D
Moja przyjaciółka z kolei mawia, że nie jest z tobą źle dopóki nie wstajesz razem z krzesłem ogrodowym ;)
Bardzo pocieszajace!!!:D:D:D
Zwłaszcza jeśli ma się lustro na pół ściany... W takim to nawet słonica by się cała przejrzała :-P
A a propos nieudanych operacji plastycznych gwiazd polecam też oglądanie ich zdjęć bez makijażu i retuszu ;) daje do myślenia jak masy ludzkie są manipulowane i jaką wizję piękności nam się narzuca.
GWIAZDY BEZ MAKIJAŻU (http://gbm.blog.onet.pl/)
Fajny jest też program "Jak dobrze wyglądać nago" na TVN Style. Oglądacie?
Moja przyjaciółka z kolei mawia, że nie jest z tobą źle dopóki nie wstajesz razem z krzesłem ogrodowym ;)
Oj, to ze mną jest tragicznie, bo kiedyś takie krzesło połamało się, kiedy na nim usiadłam...:embarrest: Ale to chyba dlatego, że jestem mało zręczna, bo nie ważyłam wtedy wiele... :D
MarTinka: chcialam ogladac ale nie mam telewizora, jakos uznalismy kiedys z narzeczonym ze to zlodziej czasu i po co na jak mamy kompa. a tu prosze, jednak czasem by sie przydal :D
vasanta: nie czepiaj sie szczegolow :D;):p
Keira: o matko, babcia mojego chłopa raz wstala razem z takim krzeslem :D:D:D (sika ze smiechu)
bollyanna
03-01-2008, 22:59
Moja przyjaciółka z kolei mawia, że nie jest z tobą źle dopóki nie wstajesz razem z krzesłem ogrodowym ;)
Ja z kolei słyszałam, że nie jest źle jeśli:
a) można samodzielnie zawiązać sobie buty
b) stojąc prosto widzi się czubki swoich stóp (ale dziewczyny z dużym biustem są tu pokrzywdzone ;))
Oj, to ze mną jest tragicznie, bo kiedyś takie krzesło połamało się, kiedy na nim usiadłam...:embarrest: Ale to chyba dlatego, że jestem mało zręczna, bo nie ważyłam wtedy wiele... :D
Rilla też swego czasu złamała krzesło ogrodowe... I wcale nie ważyła wtedy dużo (jakieś 20 kg...)
:cool::cool:Ale przecież każdy może się dołować ile chce:cool::cool: i nie ma w tym nic złego:cool::cool:
Nie ma? To ma swoją nazwę, aurinko... EMO... :-P
MisiakxD
04-01-2008, 13:42
:cool::cool:Ale przecież każdy może się dołować ile chce:cool::cool: i nie ma w tym nic złego:cool::cool:
No nie wiem... Bo jak caly czas sie bedziesz zamartwiac to mozesz jakiejs depresji dostac:/:(:(
Semiramis
04-01-2008, 13:50
Nie ma? To ma swoją nazwę, aurinko... EMO... :-P
Tak a propos .. http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Emo_(ludzie)
MisiakxD
04-01-2008, 21:41
Mam pytanie... Ja jestem osoba, ktora z natury malo mowi a moja przyjaciolka jest strasznie wygadana... Mam wrazenie ze przez to duzo wiecej osob ja lubi.... Co o tym myslicie??? Czy Wy tez lubiecie osoby bardziej wygadane i zabawne???:unsure::unsure:
niekoniecznie... ja w zaleznosci od nastroju albo w ogole nic nie gadam albo jak mi sie wkręci jakaś głupawka to ciagle mowię i rozbawiam tym towarzystwo bo lubie sie wyglupiac (chyba nawet czasem to widac po tym co pisze na tym forum :D ).
ale mam kolezanke, ktora w swoim zamierzeniu chciala chyba byc moja przyjaciolka i ona wlasnie jest taka mega rozgadana, non stop cos mowi, wlasciwie po 5 minutach tego co mowi spokojnie mozna sie wylaczyc bo ani to ciekawe ani nie da sie nadazyc nad zapamietaniem wszystkich osob i faktow ktore przewijaja sie przez ten monolog. po prostu jest irytująca. i zwykle wlasnie tacy ludzie nie wzbudzaja mojej sympatii, mam ochote jak najszybciej opuscic ich towarzystwo.
Mam pytanie... Ja jestem osoba, ktora z natury malo mowi a moja przyjaciolka jest strasznie wygadana... Mam wrazenie ze przez to duzo wiecej osob ja lubi.... Co o tym myslicie??? Czy Wy tez lubiecie osoby bardziej wygadane i zabawne???:unsure::unsure:
Też tak miałam, ale po paru latach przyjaźni z moją Szyszunią :p:D:rolleyes: i podglądaniu jej sposobów jakoś łatwiej mi załapać nowych znajomych. Kiedyś, kiedy byłyśmy razem to wszyscy się skupiali na niej, bo jakoś nie miałam potrzeby gadania i zwracania na siebie uwagę. Teraz już nie mam takich problemów.
:DMoim zdaniem nie ma:D Może teraz apropo wygadanych osób pewnie przez to, że jest wygadana więcej osób ją zna. Osoby cichutkie i mało ekspresyjne po prostu są bardziej tajmenicze i nie ujawniają wszystkim swojej natury, jedni woleliby dowiedzieć się o wszystkich wszystkiego i mówią o sobie wszystko a drudzy są mniej uzewnętrznieni. A czy ktoś cię lubi z tego powodu, czy z innego to może nie jest aż takie ważne. Fajnie jeśli czujesz się dobrze w konkretnym towarzystwie, czujesz akceptację, a najważniejsze, jeśli dobrze ci samej ze sobą i czujesz równowagę.
MisiakxD
05-01-2008, 13:54
Zafirah: Mnie tez to czsem wkurza kiedy mowi o osobach, ktorych nawet nie znam... ALe chodzi o to, ze ona jak czasem cos powie to mozna sie pol dnia smiac... Niektorzy ludzie, ktorzy znaja ja od 5 min juz twierdza ze jest zajebista...
MarTinka: Dlaczego...?? Stalas sie podobna do niej i juz czesciej sie odzywasz???
Aurinko: Wiesz... Mi chyba nie zabardzo jest dobrze z sama soba....:(
Na pewno nie jestem do niej podobna, jesteśmy zupełnie inne i każdy to może potwierdzić. A częściej zaczęłam się odzywać, bo wiem na jakie tematy można gadać, to u Szyszki podpatrzyłam. Kiedyś nerwowo myślałam co powiedzieć, teraz jest to dużo bardziej spontaniczne. ;):rolleyes:
:pNo widziśz a od tego trzeba zacząć. :redface:Może za dużo od siebie wymagasz. ;)Pogadaj czasem ze sobą w myślach tak jakbyś mówiła do najlepszej przyjaciółki, do kogoś z kim możesz konie kraść, zwierzyć się ze swoich najskrytszych marzeń lęków i sekretów. :unsure:Ciekawe co ona odpowie, czego tak na prawdę chce. :blink:Czy spełnia oczekiwania innych czy żyje własnym życiem. :redface:Dogadacie się. :serce:A potem, to już pójdzie jak z płatka.
Kiedyś byłam osobą, która nigdy nie wiedziała, co powiedzieć, jak zagadać do nowo poznanych osób, ciągle sie wahałam bo nie wiedziałam jak się zachować... Teraz po prostu bardziej wierzę w siebie i jestem w stanie czuć się swobodnie nawet przy nowo poznanych ludziach, nie czuję przymusu żeby "wydać się fajną osobą" ;) Zależnie od okoliczności, mogę być duszą towarzystwa i gwiazdą imprezy;) albo osobą, która raczej słucha i obserwuje z zewnątrz. Byleby mi to odpowiadało, bylebym nie czuła jakiegoś braku.
Osoby wygadane łatwiej zawierają znajomości i łatwiej się je zauważa - ale po pewnym czasie to może się wyrównać, kiedy grupa ludzi zna się dłużej. Pierwsze ważenie jest przereklamowane;)
A propos, miałam ostatnio miłą i zabawną sytuację na studiach. Generalnie nie mam tam wielu znajomych i nie mam czasu chodzić na piwka i imprezy, więc jestem trochę wycofana. Kiedy przyszłam na zajęcia po przerwie świątecznej, grupka ludzi siedząca na korytarzu zaczęła machać, wołać mnie po imieniu i mówić, żebym się przysiadła - a ja obejrzałam się do tyłu, czy przypadkiem nie mówią do kogoś innego, bo myślałam, że ludzie z mojego roku nawet nie pamiętają, jak mam na imię. Więc okazuje się, że nie trzeba dużo gadać i być supertowarzyską osobą, by dać się zauważyć:)
Edit: chodziło mi o pierwsze wrażenie, a nie pierwsze ważenie! :D
Fajny jest też program "Jak dobrze wyglądać nago" na TVN Style. Oglądacie?
Ja oglądam i czekam na każdy odcinek z niecierpliwością.Tak samo jak na "Ladette to Lady":)
Ja oglądam i czekam na każdy odcinek z niecierpliwością.Tak samo jak na "Ladette to Lady":)
Ja też, ale niestety pokazują same powtórki. Za to "Ladette to Lady" nie oglądam, bo jak słyszę i widzę te oschłe, trujące baby, to mnie krew zalewa. :angry:
Kiedyś byłam osobą, która nigdy nie wiedziała, co powiedzieć, jak zagadać do nowo poznanych osób, ciągle sie wahałam bo nie wiedziałam jak się zachować... Teraz po prostu bardziej wierzę w siebie i jestem w stanie czuć się swobodnie nawet przy nowo poznanych ludziach, nie czuję przymusu żeby "wydać się fajną osobą" ;) Zależnie od okoliczności, mogę być duszą towarzystwa i gwiazdą imprezy;) albo osobą, która raczej słucha i obserwuje z zewnątrz. Byleby mi to odpowiadało, bylebym nie czuła jakiegoś braku.
Osoby wygadane łatwiej zawierają znajomości i łatwiej się je zauważa - ale po pewnym czasie to może się wyrównać, kiedy grupa ludzi zna się dłużej. Pierwsze ważenie jest przereklamowane;)
Trafiłaś w dziesiątkę, tak jest naprawdę. :)
W dłuższej perspektywie bardziej cenimy i lubimy ludzi, którzy potrafią słuchać nas a nie ciągle tylko gadać o sobie.
"Mowa jest srebrem a milczenie złotem" - pamiętasz?;)
W dzisiejszych czasach ludzie przestali się słuchać, nie rozmawiają tylko wygłaszają monologi. Wymieniają się informacjami jak modemy komputerowe.
Nagle spotykają na drodze osobę, która poświęci im trochę zainteresowania i wysłucha ich. Okaże zrozumienie i zaciekawienie. To jest sposób na budowanie prawdziwej przyjaźni i sympatii a nie gadulstwo.
A propos, miałam ostatnio miłą i zabawną sytuację na studiach. Generalnie nie mam tam wielu znajomych i nie mam czasu chodzić na piwka i imprezy, więc jestem trochę wycofana. Kiedy przyszłam na zajęcia po przerwie świątecznej, grupka ludzi siedząca na korytarzu zaczęła machać, wołać mnie po imieniu i mówić, żebym się przysiadła - a ja obejrzałam się do tyłu, czy przypadkiem nie mówią do kogoś innego, bo myślałam, że ludzie z mojego roku nawet nie pamiętają, jak mam na imię. Więc okazuje się, że nie trzeba dużo gadać i być supertowarzyską osobą, by dać się zauważyć:)
Tak! idealne potwierdzenie tego o czym napisałem powyżej. Ludzie gadatliwi prędzej czy później powiedzą coś o jedno słowo za dużo. Dotkną, obrażą lub zranią kogoś. Popełnią jakąś gafę. Często nie zapomina im się tego nigdy.
Dlatego dobra rada - nie wiesz co masz powiedzieć to milcz! Nie popełnisz w ten sposób gafy. Nie chlapniesz czegoś, czego będziesz długo żałowała.
MisiakxD
06-01-2008, 15:26
MarTinka: Na pewno nie jestem do niej podobna, jesteśmy zupełnie inne i każdy to może potwierdzić. A częściej zaczęłam się odzywać, bo wiem na jakie tematy można gadać, to u Szyszki podpatrzyłam. Kiedyś nerwowo myślałam co powiedzieć, teraz jest to dużo bardziej spontaniczne. ;):rolleyes:
Kiedys tzn. jak dawno??? Bo ja sie juz dlugo z nia przyjaznie....
Aurinko: :pNo widziśz a od tego trzeba zacząć. :redface:Może za dużo od siebie wymagasz. ;)Pogadaj czasem ze sobą w myślach tak jakbyś mówiła do najlepszej przyjaciółki, do kogoś z kim możesz konie kraść, zwierzyć się ze swoich najskrytszych marzeń lęków i sekretów. :unsure:Ciekawe co ona odpowie, czego tak na prawdę chce. :blink:Czy spełnia oczekiwania innych czy żyje własnym życiem. :redface:Dogadacie się. :serce:A potem, to już pójdzie jak z płatka.
Ja czasem mam takie glebokie przemyslenia... I zdajem mi sie jakos dziwnie ze marnuje swoja mlodosc... Kiedy sie modle i rozmawiam z Bogiem czasem tak sie zagadam, ze ten monolog chyba godzine trwa... Musze sie przyznac, ze boje sie przyszlosci... Boje sie ze nie dostane sie na dobre studia, ze nie znajde dobrej pracy, nie znajde meza... I przez to nie potrafie sie cieszyc terazniejszoscia. Te mysli na prawde mnie przerazaja i czesto przez to placze... Czasem wszystko wydaje mi sie takie nierealne... Caly ten swiat... W sumie to mam troche tych znajomych ale nie utrzymuje z nimi takiego blizszego kontaktu... Tylko z moja przyjaciolka... Jestem jakas dziwna... Myslalam nawet o wizycie u psychologa... Ale nie wiem co mam robic....
Admin: Tak! idealne potwierdzenie tego o czym napisałem powyżej. Ludzie gadatliwi prędzej czy później powiedzą coś o jedno słowo za dużo. Dotkną, obrażą lub zranią kogoś. Popełnią jakąś gafę. Często nie zapomina im się tego nigdy.
Dlatego dobra rada - nie wiesz co masz powiedzieć to milcz! Nie popełnisz w ten sposób gafy. Nie chlapniesz czegoś, czego będziesz długo żałowała.
Wiesz, moja przyjacioka rzeczywiscie czesto popelnia gafy ale wszyscy jej to wybaczaja....
Kiedy moje kolezanki poznaly mojego tate i tate mojej przyjaciolki stwierdzily, ze ten drugi jest " zajebisty" ( a on ma charakter bardzo podobny do mojej przyjaciolki) a o moim powiedzialy tylko ze jest malomowny i raczej nie wydal im sie sympatyczny... Pierwsze wrazenie zrobilo swoje i teraz dziewczyny pewnie nie lubia mojego taty a za jej ojcem przepadaja....:blink:
Kiedys tzn. jak dawno??? Bo ja sie juz dlugo z nia przyjaznie....
Ja z Szyszką znam się 11 lat, a przyjaźnię się 6 rok. :D:p:rolleyes: Zmianę zauważyłam na początku tego roku szkolnego, kiedy poznałam wiele nowych osób i musiałam zacząć się starać, żeby mnie polubili. Teraz zagadanie do kogoś nowego nie wydaje się tak straszne, przychodzi z łatwością. Jestem po prostu sobą. :p Hmm... Pamiętam, że w Twoim wieku też miałam różne wątpliwości, co z przyszłością, często nie umiałam wszystkiego ogarnąć. Teraz już wiem czemu tak często wtedy płakałam i teraz, gdy ta drzazga jest już wyciągnięta, mam pozytywne nastawienie do życia. Cały czas mam wrażenie, że wszystko co najlepsze jest przede mną. Dobrze, że szukasz oparcia w Bogu, ale pamiętaj, że gdy się modlisz nie prowadzisz monologu. Absolutnie zawierz Stwórcy, a będziesz szczęśliwa. Co do psychologa, oczywiście, możesz pójść i pozwolić mu znaleźć przyczynę Twojego złego samopoczucia, jednak nie spodziewaj się natychmiastowej zmiany w postrzeganiu świata. On może Ci tylko pomóc, jednak to Ty musisz zawalczyć o siebie. Będę się za Ciebie modlić. ;):)
Misiak, myślę, że nie należy wahać się z pójściem do psychologa, jeśli czujesz, że sobie nie radzisz z życiem czy ze sobą;) Po prostu odważ się i to zrób - nic na tym nie stracisz, a możesz zyskać. Z czasem zyskasz pewną perspektywę, możliwość patrzenia z zewnątrz na siebie i swoje sprawy, dystans do tego wszystkiego.
To, co opisujesz, brzmi niemal jak opis mojego klasycznego totalnego doła (sprzed jakiegoś czasu, który mam już za sobą, mam nadzieję), może poza rozmawianiem z Bogiem, bo jako ateistka myślę, że tylko ja sama mogę cokolwiek zmienić;) I wierz mi - mija z czasem, w końcu któryś dzień będzie lepszy od poprzedniego, więc warto poszukać w sobie siły i samozaparcia nawet w tym kiepskim okresie, choćby się miało wielką chęć rzucić szkołę, uciec z domu czy o zgrozo rzucić zajęcia tańca;) Przetrwasz, zobaczysz że było warto i że życie nauczyło cię radzenia sobie, zyskałaś siłę dzięki swoim niepowodzeniom czy złym chwilom. "Nie wolno mi się lękać. Strach zabija duszę" - to oklepany cytat z "Diuny", ale jakże prawdziwy:)
Figa, mam nadzieję, że Twoja babcia będzie zdrowa i wszystko będzie ok! A studia... to tylko studia;)
Dziewczyny, życzę Wam słonka na horyzoncie, żeby jeśli jest naprawdę źle to potem mogło już być tylko lepiej:)
Mała tancereczka
07-01-2008, 12:06
Taniec brzucha jest wielką wymówką dla sporej grupy dziewczyn.
Prawda jest taka że aby utrzymać zdrową - ładną figurę potrzeba trochę konsekwencji i pracy. Nie każdego na to stać dlatego szuka sobie wymówek aby lepiej się czuć przed sobą i przed innymi.
Sama często po zajęciach widzę jak dziewczyny lecą na ciacho lub hamburgera mówiąc głośno że zasłużyły bo przecież naskakały się.
Patrze na nie ze współczuciem bo często to są nastolatki które nie zdają sobie sprawy że mając teraz parę kilo nadwagi łatwo im by było pozbyć się ich a za parę lat jak im zmieni się przemiana materii będzie dużo ciężej.
Jeżeli teraz mają 5 kilo za dużo to założę się że za parę lat będą miały 10 kilo za dużo za kilkanaście 15 za dużo itd.
No cóż, ale cały czas będą sobie wmawiały że się akceptują i wszystko jest w porządku.
MisiakxD
08-01-2008, 15:12
Figa: czy ja wiem czy to jest oparcie... Po prostu Mu sie zwierzam...A co On z tymi informacjami robi to juz nie wiem... Mam nadzieje,z e Twoja Babcia wroci do zdrowia:unsure: Dziekuje Ci za odpowiedz...
MarTinka: "Teraz już wiem czemu tak często wtedy płakałam i teraz, gdy ta drzazga jest już wyciągnięta, mam pozytywne nastawienie do życia."
Czemu plakalas?:( Jesli oczywiscie mozna wiedziec...
Mam taka nadzieje ze nie prowadze monologu... A co do psychologa to zrezygnowalam z tego pomyslu... Ostatnio czuje sie lepiej:D:D Ale to moje zle samopoczucie trwa juz rok bo wtedy zakochalam sie na bez wzajemnosci a na dodatek w tym samym czasie zakochal sie we mnie chlopak tez bez wzajemnosci... i stara sie do tej pory.... Ale mam takie wrazenie ze ten bol juz powoli mija i ze niedlugo juz bede w pelni normalna...:D:D I dzekuje z ta modlitwe:D:redface::redface:
Quesse: Mam wrazenie ze psycholog nie bedzie na razie potrzebny:D:D Ale dzieki za odpowiedz:D Ostatnio przestalam sie tak martwic ta przyszloscia:D:D
Czemu plakalas?:( Jesli oczywiscie mozna wiedziec...
Zasadniczo nie musiało być specjalnego powodu, byłam wtedy bardzo płaczliwa. Każda docinka, każda zła uwaga i niepowodzenie kończyło się rykiem. Teraz częściej płaczę na filmach, przy książkach lub ze śmiechu. :) Ale chyba widać, że ja smutna dziewczyna nie jestem? :D
Wszystkie jesteście wesołe dziewczynki - i tak trzymać:)
A jak widać, psycholog czasem nie jest niezbędny - wystarczy nam forum i to, że możemy się sobie pozwierzać :-)
MisiakxD
10-01-2008, 15:18
Zasadniczo nie musiało być specjalnego powodu, byłam wtedy bardzo płaczliwa. Każda docinka, każda zła uwaga i niepowodzenie kończyło się rykiem. Teraz częściej płaczę na filmach, przy książkach lub ze śmiechu. :) Ale chyba widać, że ja smutna dziewczyna nie jestem? :D
Widac, widac:D:D:D:D A to forum rzeczywiscie pomaga.. A raczej ludzie, ktorzy na niego wchodza:)
A jak widać, psycholog czasem nie jest niezbędny - wystarczy nam forum i to, że możemy się sobie pozwierzać :-)
Dokładnie Vasanto :) Stworzyłyśmy już tutaj - na tym forum - taką małą rodzine :D Każdy może sie tutaj wyżalić, wypłakać, pochwalić, wyrazić swoją radość, podzielić swoimi przemyśleniami :)
Dokładnie Vasanto :) Stworzyłyśmy już tutaj - na tym forum - taką małą rodzine :D Każdy może sie tutaj wyżalić, wypłakać, pochwalić, wyrazić swoją radość, podzielić swoimi przemyśleniami :)
I za to jestem wam wdzięczny :biggrin:
Bez Was to miejsce było by tylko pustym miejscem na serwerze:)
I za to jestem wam wdzięczny :biggrin:
Bez Was to miejsce było by tylko pustym miejscem na serwerze:)
Tak Adminie, ale bez Ciebie to forum by nie istniało :) I nas...też by nie było ;) Jesteśmy tu dzięki Tobie ;)
Taniec brzucha jest wielką wymówką dla sporej grupy dziewczyn.
Prawda jest taka że aby utrzymać zdrową - ładną figurę potrzeba trochę konsekwencji i pracy. Nie każdego na to stać dlatego szuka sobie wymówek aby lepiej się czuć przed sobą i przed innymi.
Sama często po zajęciach widzę jak dziewczyny lecą na ciacho lub hamburgera mówiąc głośno że zasłużyły bo przecież naskakały się.
Patrze na nie ze współczuciem bo często to są nastolatki które nie zdają sobie sprawy że mając teraz parę kilo nadwagi łatwo im by było pozbyć się ich a za parę lat jak im zmieni się przemiana materii będzie dużo ciężej.
Jeżeli teraz mają 5 kilo za dużo to założę się że za parę lat będą miały 10 kilo za dużo za kilkanaście 15 za dużo itd.
No cóż, ale cały czas będą sobie wmawiały że się akceptują i wszystko jest w porządku.
No niestety tak jest :/ ja ostatnio dorwałam książkę "francuzki nie tyją" bardzo dobra książka - polecam.
Sama niedawno się odchudzałam (jeszcze trochę mi zostało do zrzucenia, ale to nieważne) i najwazniejsza jest równowaga w tym wszystkim. Dziewczyny lecą na ciastko "bo zasłużyły", ale w tym nie ma logiki... Takimi wymówkami przybierają na wadze. Najpierw jest: Akceptuję siebie. Na zakupach po kilku dniach nie mieszczą się w poprzedni rozmiar - powstaje silne postanowienie - ODCHUDZAM SIĘ!
Pogłodzą się kilka dni i znowu akceptują siebie. Męczą swój organizm - on staje się rozregulowany, wolniej spala materię.I koło się zamyka...
bashirah
04-05-2008, 19:29
To prawda, sama coś wiem na ten temat, przez takie ciągłe odchudzania przemiana materii tak zwolniła, że mimo tego, że prawie juz nic nie jadłam i tak nie chudłam. Dopiero kiedy udałam się do dietetyka dowiedziałam się jak powinnam się prawidłowo odżywiać i nie chodzi tu o ilość kalorii tylko o to co się zjada. Ważna jest też regularność. Od tamtej pory schudłam 10kg i teraz utrzymuję tą wagę. Muszę tylko uważać na słodkie zachcianki, które się czasem pojawiają i nie dlatego, że sobie zasłużyłam ćwiczeniami jak to niektóre dziewczyny sobie tłumaczą. Ja poprostu uwielbiam słodycze ale zdaję sobie sprawę, że nie mogę sobie na nie pozwolić codziennie. Myślę jednak, że w życiu nie można sobie wszystkiego odmawiać, po co tak się katować :p
A ja dzięki TB naprawdę zaczęłam akceptować siebie :) Sam taniec jest dla mnie radością i pozwala na spojrzenie na siebie z innej strony, ale także osoby chodzące ze mną na kurs, tancerki, których występy widziałam maja duży wpływ. Polubiłam siebie taką jaką jestem, ale to nie znaczy, że nie robię nic aby wyglądać i czuć się lepiej :D
Co do wymówek - każdy na pewno nie raz jakieś miał :) Najlepiej to zdać sobie z tego sprawę i ćwiczyć silną wolę (ha! i to pisze ta z wyjątkowo słabą silną wolą :D)
vBulletin® v4.0.8, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.