PDA

Pokaż pełną wersję : t.b. a miesiączka



Maja
03-01-2008, 12:42
Na wielu stronach poświęconych aspektom zdrowotnym t.b. pisze, że dzięki ruchom obrotowym miednicy zmniejsza się po jakimś czasie tańczenia ból brzucha podczas okresu. Czy Wy, dziewczyny z takimi problemami, odczułyście jakąś zmianę?
Mam też pytanie do dłużej tańczących - jak to właściwie się dzieje, że ten ból się zmniejsza, co się dzieje z mieśniami itp. itd.

Quesse
03-01-2008, 13:08
Odczułam poprawę, a shimmy zawsze pomaga kiedy złapie mnie nagle taki niespodziewany skurcz. Ale nie miałam zbyt ciężkich problemów, więc poprawa może nie zależeć tak bardzo od tańca. Według książki "Taniec brzucha. Eliksir życia z krajów Orientu" nie ma właściwie naukowych dowodów na to, że taniec bezpośrednio wpływa na bóle miesiączkowe - ale zauważalna jest poprawa samopoczucia, zmiana nastawienia do swojego ciała pod wpływem tańca i pozbycie się napięcia o psychicznym podłożu, które bywa przyczyną bólu i zespołu napięcia przedmiesiączkowego.

Zafirah
03-01-2008, 13:36
moze to ta energia przeplywajaca przez tancerkę ;) ja na szczescie nie miewam bolow menstruacyjnych dzieki pigulkom.

Maram
03-01-2008, 14:08
Odczułam poprawę, a shimmy zawsze pomaga kiedy złapie mnie nagle taki niespodziewany skurcz. Ale nie miałam zbyt ciężkich problemów, więc poprawa może nie zależeć tak bardzo od tańca. Według książki "Taniec brzucha. Eliksir życia z krajów Orientu" nie ma właściwie naukowych dowodów na to, że taniec bezpośrednio wpływa na bóle miesiączkowe - ale zauważalna jest poprawa samopoczucia, zmiana nastawienia do swojego ciała pod wpływem tańca i pozbycie się napięcia o psychicznym podłożu, które bywa przyczyną bólu i zespołu napięcia przedmiesiączkowego.


Z tego co pamiętam, to Donya na warsztatach mówiła, że shimmy podczas miesiączki jest niewskazane. Ósemeczki poziome pomagają rozluźnić mięśnie ale shimmy robić nie wolno.

Quesse
03-01-2008, 14:19
Naprawdę?!?! Bo ja pamiętam, jak mówiła, że shimmy podczas miesiączki jest bardzo wskazane i doskonale rozluźnia kurczącą się macicę. Jestem własciwie pewna że tak mówiła;) Na tych samych warsztatach, w Warszawie pod koniec września:)

To znaczy, że któraś z nas się przesłyszała;)

Basinah
03-01-2008, 15:11
Jezus Maria, o tańczeniu w czasie okresu nie ma mowy. Jestem wtedy za bardzo na to spięta. :confused::cool::p

Maja
03-01-2008, 16:17
No to jak to jest? ;) I'm confused :unsure:

MisiakxD
03-01-2008, 16:30
Mi podczas okresu wszystkie prawie cwiczenia pomagaja sie rozluznic... Wiec staram sie o tym nie myslec i cwicze normalnie...A ja mam tak ze brzuch nie boli mnie prawie nigdy ale ale moj krzyz strasznie cierpi:(:(:(:(

MisiakxD
03-01-2008, 16:37
Odczułam poprawę, a shimmy zawsze pomaga kiedy złapie mnie nagle taki niespodziewany skurcz. Ale nie miałam zbyt ciężkich problemów, więc poprawa może nie zależeć tak bardzo od tańca. Według książki "Taniec brzucha. Eliksir życia z krajów Orientu" nie ma właściwie naukowych dowodów na to, że taniec bezpośrednio wpływa na bóle miesiączkowe - ale zauważalna jest poprawa samopoczucia, zmiana nastawienia do swojego ciała pod wpływem tańca i pozbycie się napięcia o psychicznym podłożu, które bywa przyczyną bólu i zespołu napięcia przedmiesiączkowego.

Ha!!:D:D Ale jestem z siebie dumna!!! Musze sie Wam czyms pochwalic!! Na okladce ksiazki "Taniec brzucha. Eliksir życia z krajów Orientu" jestmoja kochana nauczycielka Saida!!!!:redface::redface::redface::redface::D:D: D:D

amlk
03-01-2008, 16:39
Naprawdę?!?! Bo ja pamiętam, jak mówiła, że shimmy podczas miesiączki jest bardzo wskazane i doskonale rozluźnia kurczącą się macicę. Jestem własciwie pewna że tak mówiła;) Na tych samych warsztatach, w Warszawie pod koniec września:)

To znaczy, że któraś z nas się przesłyszała;)

Ja na wyżej wspomnianych warsztatach słyszałam, że shimmi pomaga rozluźnić napięcie przed miesiączką, w czasie samej miesiączki jest niewskazane. Wskazane są natomiast wszelkie ruchy okrężne typu kółka czy ósemki:)

Vasanta
03-01-2008, 18:45
Wielokrotnie i w wielu miejscach czytałam, że lekki wysiłek fizyczny - nie forsowny! - podczas miesiączki wpływa korzystnie na samopoczucie zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Mnie się wydaje, że należy słuchać swojego ciała... I jeśli wszystko w tobie krzyczy: "nie tańcz dziś!" albo "zrób shimmy!", to robić jak ciało każe :-)
Mnie nie boli z powodów tych samych, co Zafirę... Ale nie wierzę, żeby przez sam taniec można było wyeliminować całkowicie bóle czegokolwiek podczas miesiączki. Na skurcze macicy nie ma raczej żadnych ćwiczeń :-)

tahira
03-01-2008, 19:12
wiele rzeczy to nastawienie psychiczne.nasze bóle również mogą mieć podłoże duchowe.

niewskazane na pewno jest wykonywanie wielbłądka(fali brzuchem, czy zwał jak zwał ;) ) ani żadnych ćw z tym ruchem związanych.

Zafirah
03-01-2008, 20:29
podobno zwykle brzuszki pomagaja o dziwo na skurcze macicy. napinanie i rozluznianie miesni brzucha...

Quesse
03-01-2008, 20:40
A ja nadal ufam mojej pamięci, w której zanotowana jest, jak Donya podkreśla, że shimmy świetnie rozluźnia napiętą i skurczoną macicę (bo w końcu z tego napięcia wynika ból) i nawet, jak to żartobliwie ujęła, "wprawia macicę w stan euforii" :D Ach, te powiedzonka Donyi... Więc będę uparcie uważać, że shimmy jest dobrym sposobem na rozluźnienie brzucha podczas miesiączki. I nie bardzo wiem, czemu miałoby być niewskazane? Tzn. czy może jakoś zaszkodzić czy coś takiego? Jak to możliwe?

Nawiasem mówiąc, robię shimmy kiedy złapie mnie taki niespodziewany skurcz bólu, co dość śmiesznie wygląda na ulicy:D Na szczęście pomaga;)

W każdym razie, jak powiedziała Vasanta, należy słuchać swojego ciała i nie robić nie wbrew sobie.

MisiakxD, w środku też jest parę jej ślicznych zdjęć. W końcu to ona zajmowała się polskim wydaniem, chyba tłumaczyła terminy taneczne itp. Piękne ma te zdjęcia:)

Zafirah
03-01-2008, 20:49
co do Saidy to faktycznie zawsze pieknie wychodz na zdjeciach, tylko w tej ksiazce zauwazylam, ze chyba na kazdym zdjeciu jest w butach i zastanawiam sie czy ona czesto tanczy w butach czy to tylko tak do zdjecia? ;)

tahira
03-01-2008, 22:26
zwykle występuje właśnie w specjalnych na tę okazję butach ;)

Farida
03-01-2008, 23:02
Dokładnie tak jak napisały dziewczyny wyżej. Należy słuchać własnego ciała. To najlepszy doradca :) Jeśli nie powinnyśmy czegoś robić - mózg nam na to nie pozwoli ;)

Atiya
04-01-2008, 00:52
to prawda oranizm sam najlepiej wie czego potrzebuje tylko musimy nauczyc sie go słuchac.. mi taniec pomaga w te dni.. co prawda bola mnie plecki a nie brzuszek ale pomaga.. czasem tylko słabo potrafi mi sie zrobic ale wtedy od razu przestaje

Basinah
04-01-2008, 05:58
Tak troszkę nie na temat, ale tylko troszkę. Słyszałam jak kiedyś pewien ginekolog (starszy facet) powiedział: "Miesiączka to krwawe łzy macicy po tym, że nie zaszła w ciąże" (czy jakoś tak, sens ten sam). Myślałam, że mu coś urwę. :angry:

Farida
04-01-2008, 09:42
Tak troszkę nie na temat, ale tylko troszkę. Słyszałam jak kiedyś pewien ginekolog (starszy facet) powiedział: "Miesiączka to krwawe łzy macicy po tym, że nie zaszła w ciąże" (czy jakoś tak, sens ten sam). Myślałam, że mu coś urwę. :angry:


Moj wykładowca (ginekolog) tak samo mówi ;)

Aida
04-01-2008, 10:39
Mnie w czasie miesiączki pomaga shimmy. Odrazu lepiej się czuję jak "wytrząsnę" z siebie krew.

Vasanta
04-01-2008, 13:29
Aido, cóż za straszna wizja... Brrrr.
Ale może to rzeczywiście pomaga :-)
Wiem, że shimmy nie wolno robić w ciąży. Podczas miesiączki to już "jakoktochce" :-)

Quesse
04-01-2008, 15:18
Brzmi to zabawnie, ale chyba dobrze to ujęłaś, Aido;) Mam mniej więcej podobne odczucia. I kiedy macica mi się skurczy boleśnie, to wyobrażam sobie jak dzięki shimmy zaczyna wibrować i się rozluźnia.

Fakt, w ciąży shimmy może ponoć skończyć się tragicznie.

MisiakxD
04-01-2008, 22:12
Brzmi to zabawnie, ale chyba dobrze to ujęłaś, Aido;) Mam mniej więcej podobne odczucia. I kiedy macica mi się skurczy boleśnie, to wyobrażam sobie jak dzięki shimmy zaczyna wibrować i się rozluźnia.

Fakt, w ciąży shimmy może ponoć skończyć się tragicznie.

Dlaczego?? Te wibracje zle wplywaja na dziecko...?? Ono to odczuwa??

Altaira
04-01-2008, 22:24
Jako rzekła Jasmin raz zapytana o to przez kogoś na naszych zajęciach - shimmy jest ruchem "zrzucającym", właśnie dlatego tak dobrze wypływa na bóle menstruacyjne, ale z tego samego powodu we wczesnym etapie ciąży może się przyczynić do komplikacji, w skrajnym przypadku do poronienia.

W końcu nie chcemy maleństwa z siebie wytrząść ;)

Aurinko
05-01-2008, 08:38
:cool::cool:Ciekawe co ci panowie powiedzieli by na to, gdyby mogli chociaż raz mieć miesiączkę? :embarrest: Szczególnie w lato przy 30 stopniach na plusie. :DTakie teoretyzowaie podnoszeniem swojej własnej niezbędności jest rozbrajające. Każda kobieta ma swoje ciało i swoją miesiączkę. Jest jej kilka etapów i na każdym z nich można pomóc w inny sposób. Warto pamiętać, że jest to pewien proces, który ma swój początek, środek i koniec i można przejść go świadomie etapami. Taniec może pomóc, ale dla jednej w pierwszej fazie ma to być powolny relaksujący ruch do wyciszającej muzyki, a dla drugiej powinien być to szybki, głośny taniec i niech każda sobie sama posłucha swojego ciała i mu pomoże przejść przez okres. Tylko teoretycy niech siedzą cicho i chociaż są ginekologami nie odczuwają naszych ciał. ;)

MisiakxD
05-01-2008, 14:20
Apropo ginekologow... To prawda, ze trzeba go odwiedzic jak sie jest nastolatka????

Aurinko
05-01-2008, 14:23
Jak masz jakieś dolegliwości lub chcesz stosować coś na receptę to lepiej tak. ;)

Aida
05-01-2008, 14:30
Ginekologa powinno się odwiedzić po pierwszej miesiączce, a potem jak do dentysty- raz na pół roku, chyba, że bierzesz jakieś leki.

Basinah
05-01-2008, 15:49
Słyszałam, że jeżeli nic się nie dzieje to można iść po osiemnastce. A jeżeli już jesteśmy przy ginekologach... Teksty ginekologów. (http://www.joemonster.org/art/7706/Dow-cipne-teksty-ginekologow) :D

Zafirah
05-01-2008, 16:06
nie po osiemnastce tylko na pewno po pierwszej miesiaczce - lekarz musi sprawdzic czy wszystko gra. a ze teraz dziewczęta coraz wczesniej miesiaczkuja to moze byc i w wieku 13 lat ta wizyta pierwsza ;)

bollyanna
05-01-2008, 16:15
Po osiemnastce to zdecydowanie za późno! Jak najbardziej po pierwszej miesiączce. A potem regularnie, nawet jak nic się nie dzieje... taka kontrola jest potrzebna nawet bardzo młodym dziewczynom.

Aurinko
05-01-2008, 16:45
Jak ktoś chce iść do ginekologa z ciekawości to też można, aktualnie na świecie w krajach rozwiniętych wszystkie badania wykonuje się za pomocą USG czyli nieinwazyjnie. Regularnie dobrze jest robić badania cytologii, a podczas wizyty u ginekologa dobrze jest umówić się na następną i z głowy.:D

Aida
05-01-2008, 18:07
Cytologia jest absolutnie niezbędna! Dzięki niej można wykryć raka szyjki macicy, którego łatwo uleczyć w początkowym stadium.

Quesse
05-01-2008, 19:14
Ginekologa należy odwiedzić kiedy się jest nastolatką:
-po pierwszej miesiączce, obowiązkowo
-przed/po/w trakcie rozważania na wszelki wypadek;) swojego pierwszego razu
-zawsze kiedy ma się cień wątpliwości co do swojego zdrowia, rozwoju, miesiączki (bolesne, nieregularne, uciążliwe), antykoncepcji, burzy hormonów i reakcji ciała na dojrzewanie

A potem najlepiej regularnie - co pół roku, u młodych osób może być raz na rok, bo ryzyko zakażeń jest na razie mniejsze niż u starszych. No i cytologia - jak napisała Aida. A, jeszcze jedno: to naprawdę nie boli.

I polecam wybrać takiego, którego poleca mama/koleżanka, żeby był sympatyczny i żeby wizyta była przyjemnym spotkaniem, a nie karą i stresem. Ja lubię wpaść do mojej pani ginekolog i pogadać, to przemiła i ciepła osoba.


Pamiętam, że kiedy ja miałam pierwszy raz iść do ginekologa, to moja mama sama najpierw szła do tego lekarza, żeby zrobić rekonesans - czy miły, delikatnie bada i nie ma jakichś skrajnie konserwatywnych poglądów. Chciała wiedzieć, czy oddaje córkę w dobre ręce:)

Afrah
05-01-2008, 21:50
No ja mogę o tym powiedzieć coś więcej. Tańcze już od ponad roku i musze stwierdzić,że bóle w moim przypadku ustąpiły!:)Z czego bardzo się ciesze:)

Basinah
05-01-2008, 22:22
Hmm... jakoś tak przestraszyłyście mnie z tym gine po pierwszej miesiączce. Na razie wiem tylko o jednej dziewczynie w moim wieku, która była u lekarza. W sumie było to spowodowane tym, że jej mama nie mogła długo zajść w ciąże i chciały sprawdzić, czy ona też nie będzie miała z tym problemów. Kiedyś też będę się musiała wybrać, ale się do tego nie palę...

Miranda
06-01-2008, 14:40
Muszę przyznać, że byłam mile zaskoczona, gdy po krótkim czasie trenowania tańca brzucha praktycznie ustały bóle miesiączkowe. Ale tańczyć trzeba regularnie! Za wakacyjną przerwę w tańcu dostałam karę ;-) A co do shimmy, na warsztatach z Rashą słyszałam, że w trakcie okresu shimmy może po prostu nie wychodzić tak, jak zwykle, albo też wcale, bo mięśnie są napięte. Ale oczywiście każda kobieta ma swoje indywidualne dolegliwości i reakcje...

MisiakxD
06-01-2008, 15:31
Zadna z moich bilzszych znajomych nie byla u ginekologa po pierwszej miesiaczce... Ja tez nie... I chyba nie pojde w najblizszym czasie, bo strasznie sie boje i wstydze....:blink::blink::unsure::unsure:

Aida
06-01-2008, 17:57
Nie należy się bać i wstydzić. Popytaj koleżanki, one napewno znają fajnego gina, który będzie delikatny.

bollyanna
06-01-2008, 18:09
Dziewczyny, wiadomo że do żadnego lekarza nie chodzi się dla przyjemności, ale naprawdę nie ma się czego bać! Dla własnego zdrowia i spokoju naprawdę warto...

Maja
06-01-2008, 19:46
Cytologię, czyli wymaz z szyjki macicy, robi się, kiedy dziewczyna już współżyła. Wcześniej wejście do szyjki zagradza błona dziewicza.

Nie ma się czego bać ani wstydzić. Ginek codziennie ogląda to, czego się wstydzicie, więc więcej luzu ;) Nie musicie przecież iść do mężczyzny. :)

Quesse
06-01-2008, 20:00
Otóż to - polecam kobietę (łatwiej się nie bać) i polecam prywatnie (słyszałam jakieś nieciekawe opowieści o przygodach u państwowych ginekologów). I polecam przełamać się, bo to wcale nie jest takie straszne, same się przekonacie, że Wasz lęk jest dużo gorszy od samej wizyty.

Altaira
06-01-2008, 20:08
Wypowiem pewnie zaskakującą opinię, ale...
Uważam, że mężczyźni są lepszymi ginekologami.

Wiem, wiem. Kobieta sama miesiączkuje, ona rozumie, etc. etc. Właśnie dlatego, facet jest lepszy. Facet podchodzi do tego rzeczowo. Facet nie będzie narzekał, że coś tam robisz nie tak, nie będzie robił kazań. Facet robi to, co należy :P

Trochę offtop z tym ginekologiem się zrobił swoją drogą, ale cóż, podzielę się swoją historią :P

Do ginekologa poszłam pierwszy raz w wieku lat 18, z przyczyn zdrowotnych. Nie widziałam sensu iść wcześniej, moja mama jest kobietą doświadczoną w sprawach kobiecych, ja jej o wszystkim mówiłam, ona ewentualnie konsultowała ze swoim ginekologiem :P
Notabene, poszłam do jej ginekologa. Facet zna mnie niejako od maleńkości, bo prowadził moją matkę przez ciążę ze mną :P Żeby było śmiesznie, moja starsza siostra też do niego chodzi :P
Ale to dobry lekarz. Poszłam, powiedziałam co i jak, badanie ginekologiczne nie jest przyjemne, ale czasem trzeba. Jak chciałam, żeby mi przepisał pigułki - przepisał, i to dobre i tanie. Jedyne czego mu nie potrafię wybaczyć, to skierowanie na usg ginekologiczne. Ale TRZEBA DZIEWCZYNY, TRZEBA!!! Nie miejcie mentalności wsiowych bab, które nie chodzą do lekarzy, bo "wolą nie wiedzieć, czy są chore, w końcu dobrze się czują". Tak samo, jak badamy sobie piersi, żeby kontrolować, czy się coś nie dzieje, tak samo regularnie powinno chodzić się do ginekologa.



A żeby offtop nie był offtopem do końca - gdzieś w necie wygrzebałam artykuł o ruchach w belly dance i kobieta opisywała, jak to pojęła jak się we właściwy sposób robi shimmy - patrząc na poród. Pracowała jako położna i stwierdziła, że shimmy jest właśnie takim ruchem, który pomaga "wytrząść" z siebie dziecko, ułatwia parcie. Często kobiety prąc właśnie zaczynają... drżeć. Osobiście nie znam się, bo nigdy nie rodziłam i jakoś nie mam w najbliższych planach, ale chętnie usłyszałabym opinię bellydancerek, które są już po porodzie :)

Quesse
06-01-2008, 20:48
Altaira: to bardzo ciekawa sprawa - taniec w ciąży. Pozwoliłam sobie stworzyć nowy temat o tym: http://www.belly-dance.pl/forum/showthread.php?p=5158#post5158

A co do płci, to myślę że nie ma nic wspólnego z robieniem kazań "co trzeba a co nie". Dobry ginekolog nie będzie wciskał pogadanek dydaktycznych, lecz poleci najlepsze pigułki czy poradzi w wielu sprawach. A, moja pani ginekolog też była tak miła, że wzięła pod uwagę cenę pigułek. To jednak zależy od profesjonalizmu, a nie od tego, że ktoś sam jest kobietą lub nie;) Ale przy pierwszej wizycie większość dziewczyn bałaby się iść do faceta. A poza tym, to grozi tą straszną ewnetualnością: to może być przystojny ginekolog! Podobno to nawet gorsze niż przystojny ksiądz :D Znajoma trafiła na tak przystojnego mężczyznę, że uciekła bo stwierdziła że nie odważy się przed nim "rozłożyć" ;)

Zafirah
06-01-2008, 23:05
ja pierwszy raz bylam u ginekologa-mezczyzny, i teraz tez chodze do faceta. generalnie nie lubie podejscia kobiet w tym zawodzie, wszystkie z ktorymi spotkalam sie ja lub moje kolezanki, byly zgryzliwymi wstretnymi babiszonami :unsure: komentarze na temat brania pigulek (oprocz wzgledow zdrowotnych to moja sprawa czy chce brac czy nie), stanu owlosienia łonowego ("bo jak goli to pewnie latawica") itd. byly na porzadku dziennym u ginekolożki jednej mojej znajomej :blink:

Mała tancereczka
07-01-2008, 11:55
Wracając do głównego tematu tańca brzucha i miesiączki.
Ja nie zauważyłam żadnego zbawiennego wpływu tańca. Jak bolało tak boli.
Czasem rezygnuję z zajęć bo nie mogę wyrobić.

Myślę, że to bardzo indywidualna sprawa i nie dopatrywałabym się zbawiennego wpływu TB na kobiece dolegliwości.

Sparrow
07-01-2008, 12:31
podzielam opinie forumowiczek - kobiety lekarze specj ginekolog bardzo czesto sa... jak to ladnie i bardzo trafnie ujela Zafirah wstretnymi babiszonami... mam na ten temat swoja teorie, wydaje mi sie po prostu ze je w czasie menstruacji nie bardzo boli wiec nie wierza jak ktos mowi ze boli i twierdza ze sie histeryzuje...

a z tym przystojnym lekarzem gin to chyba cos jest ;p bo jak rodziłam synka i na dyzurze byl taki przystojny to zadna nie chciala zeby ja badal - mi bylo wszystko jedno bo zuuuuuuuupelnie ale to zupelnie nie w moim typie chlopak ;) wiec sobie mogl badac;)

jesli pierwsza wizyta to polecam sprawdzonego lekarza i najlepiej prywatnie - powiedziec ze sie jest pierwszy raz trzeba koniecznie takiemu/takiej :D

pozdrawiam

Vasanta
08-01-2008, 11:42
Może obciąć temat o ginekologach i przenieść do nowego wątku? :-) To dobry wątek na nasze zdecydowanie kobiece forum :-)

U mnie w mieście ginekologami są głównie mężczyźni, a z jedyną znaną mi kobietą moja Mama miała dość przykre przejścia, więc pierwszy raz poszłam do mężczyzny. Wzięłam ze sobą Mamę (mam z nią bardzo dobry kontakt), żeby było mi raźniej. Wszystko odbyło się w najlepszym porządku (żadnego per rectum) i nie mam żadnych oporów przed copółroczną wizytą. Jeśli chodzi o taniec podczas miesiączki, to mój pan doktor powiedział, że jak się dobrze czuję, to mam robić co chcę, tylko się nie opalać :-) O taniec go spytam w najbliższym czasie :-)

Nie wydaje mi się, żeby wizyta po pierwszej miesiączce była niezbędna - jeśli wszystko jest w porządku, to naprawdę można poczekać do momentu rozważania rozpoczęcia współżycia bądź - odpukać! - do pierwszej choroby (grzybicę czy rzęsistka można złapać choćby na basenie, niestety :|). Co do płci, to już jest kwestia do rozważenia u każdej z nas - dla mnie lekarz nie ma płci, ale zdecydowana większość moich koleżanek woli chodzić do kobiety, bo mniej się wstydzi.

I cała reszta cech idealnego ginekologa zależy od indywidualnego podejścia każdej z nas. Moje dwie przyjaciółki chodzą do takiej pani, która ocenia choroby "na węch" i przepisuje środki antykoncepcyjne (tzw. damska prezerwatywa), które można dostać na receptę tylko w Wielkiej Brytanii. I są zachwycone jej profesjonalizmem.

Rasha
08-01-2008, 12:06
Z moich doświadczeń wynika, iż lekarz - mężczyzna jest dużo bardziej delikatny (w rozmowie i działaniu) niż lekarz - kobieta. Posiada także umiejętność celnego i szybkiego wykorzystywania swojej wiedzy medycznej. Mężczyzna jest zawsze rzeczowy, spokojny i opanowany. Z lekarzami kobietami bywało różnie i dotyczy to nie tylko ginekologii.

Pierwszą wizytę polecam, gdzy miesiączka po roku od pojawienia się nadal występuje bardzo nieregularnie, gdy jest skrajnie obfita, skąpa lub bardzo bolesna, gdy planujemy rozpocząć współżycie albo gdy przyplącze nam się jakieś zakażenie (po basenie, kuracji antybiotykowej, itp).
Jeśli coś jest nie tak - nie warto zwlekać, bowiem wszelkie nieleczone infekcje mogą w przyszłości sprawić sporo kłopotów (nie mówiąc o bieżącym dyskomforcie) i skutkować nawet bezpłodnością. Leczenie infekcji jest zazwyczaj proste i szybko przynosi efekty, każda kobieta miewa je wielokrotnie w swoim życiu.

Warto wybrać lekarza z polecenia - takiego, który będzie nas prowadził przez kilka/kilkanaście lat. Wiele kwestii można wtedy rozwiązywać drogą telefoniczną, nie trzeba także przy każdej wizycie opowiadać "historii swojego życia". :)

Osobiście jestem bardzo aktywna również w czasie miesiączki. Plusem jest zmniejszenie bólu w tym czasie, ale przede wszystkim skrócenie czasu trwania - u mnie po 2-3 dniach jest już po wszystkim ;)

Wiele jednak zalezy od samopoczucia danej kobiety. Nic wbrew sobie... Niektóre z moich kursantek w czasie miesiączki przychodzą na salę, ale nie są aktywne fizycznie.

Quesse
08-01-2008, 14:18
Oj, moje panie, albo wy troszkę uogólniacie albo ja wyjątkowo świetnie trafiłam, bo nie wiem, jaki lekarz mężczyzna mógłby zapewnić mi tak ciepłą i bezstresową atmosferę, jak pani ginekolog, do której chodzę. A jej profesjonalizm jest naprawdę absolutny - np. zawsze jest na bieżąco z badaniami o wpływie pigułek na ciało. Jest rzeczowa, opanowana, konkretna i sympatyczna. Więc jeśli któraś chciałaby, żeby jej polecić dobrego ginekologa z Warszawy, to dajcie znać:)


EDIT: Rasho, świetny masz podpis!

Vasanta
08-01-2008, 14:38
Oj, moje panie, albo wy troszkę uogólniacie albo ja wyjątkowo świetnie trafiłam, bo nie wiem, jaki lekarz mężczyzna mógłby zapewnić mi tak ciepłą i bezstresową atmosferę, jak pani ginekolog, do której chodzę.[...]

Sądząc po tym, co słyszałam, to ty wyjątkowo świetnie trafiłaś, Quesse. Słyszałam dużo dobrego o mężczyznach i wiele złego o kobietach, a wyjątki są nieliczne...

Jak już jesteśmy przy tym temacie, jestem ciekawa, co sądzicie o znajomych ginekologach - mam na myśli to, że czasem bywa, że zna się kogoś prywatnie, a później trafia się do niego do gabinetu... Pytam, bo Mama mojego Mężczyzny jest ginekologiem i wiele razy słyszałam już teksty typu: "fajnie masz, może ci po znajomości przepisywać pigułki i pewnie też będzie odbierać kiedyś twój poród!". A ja nie poszłabym do niej jako do lekarza, bo nasza relacja jest czysto prywatna - czułabym się skrępowana, gdyby miała mnie badać, a pół godziny później miałabym np. jechać z całą Jego rodziną na działkę i robić grilla. Podejrzewam, że i ona nie byłaby zachwycona taką sytuacją.
A wy? Poszłybyście na taki układ?

Quesse
08-01-2008, 14:52
Oj, tez myślę, że krępowałoby mnie to. Widziałam kiedyś (chyba na jakimś forum) historię o dziewczynie, która dopiero gdy weszła do gabinetu, zobaczyła że lekarzem, do którego przyszła, jest ojciec jej chłopaka! Nawiasem mówiąc, mój kolega z roku jest siostrzeńcem mojej pani doktor, a jej synek jest w gimnazjum, które sama kończyłam;) A w poczekalni kiedyś spotkałam swojego nauczyciela historii (z wyżej wspomnianego gimnazjum) z żonką w ciąży... Takie sytuacje są zabawne, ale czuję się hmmm... nieco dziwnie. Zazwyczaj moje życie towarzyskie czy szkolne nie zahacza o życie, że tak powiem, lekarsko-intymne;) No i myślałam, że Warszawa to duże miasto...

Vasanta
08-01-2008, 15:03
Dawny ginekolog mojej Mamy zawsze mówił, że nie lubi chodzić na żadne spotkania towarzyskie, bo kiedy spotyka pacjentkę w sytuacji ogólnej (przyjęcie, zakupy itd), to zwykle robi się wokół niego pusto, a rzeczona pacjentka ucieka :-)
Ja nie mam z tym kłopotu, jak spotykam mojego lekarza, to się z nim normalnie witam (np. kiedyś na zebraniu w szkole mojego Brata... córka mojego pana doktora chodzi z moim Braciszkiem do klasy). Choć krępujące byłoby dla mnie, gdybym musiała z nim jakoś rozmawiać bliżej, bo przecież tak naprawdę prawie go nie znam...

Basinah
08-01-2008, 15:10
Ja dziś na wuefie, w szatni, jako że było dużo koleżanek, wywołałam temat badania. Byłam ciekawa, jak dużo z nich ma już za sobą pierwszą wizytę. Wyszło na jaw, że z około dwudziestu dziewczyn, tylko jedna była u ginekologa i to nawet nie na kontroli, tylko z powodu piersi. Kiedy powiedziałam im, że na forum stwierdziłyście, że powinno się pójść po pierwszym okresie, one powiedziały, że to nie wchodziłoby w grę, bo były takie, które dostały miesiączkę w wieku 11 lat. Moja siostra ma teraz 11 lat i nie wyobrażam sobie jej na łóżku u ginekologa. :eek:

MisiakxD
08-01-2008, 15:20
Ja tez jakos nie MarTinko... Mi tez sie jakos do ginekologa nie spieszy...

Aurinko
08-01-2008, 15:38
:blink:Z tego co widzę jednak wyjatek potwierdza regułę. Faceci są w tym temecie bardziej opiekuńczymi i delikatniejszymi lekarzami. Dodaję tu również swoją opinię, która potwierdza ten fakt. Nie mam zamiaru już nic więcej pisać na ten temat, bo został dokładnie wyczerpany. Wtrącę tylko jedną anegdotę i to nie z mojego życia, tylko z doświadczeń mojej znajomej. Poznała bardzo atrakcyjnego chłopaka, po jakimś czasie podchodów poszli w końcu do kina. Tuż przed pierwszym pocałunkiem powiedział jej, że jest ginekologiem. No i ona dostała takiego napadu śmiechu, że wszystko popsuła.
:sick:Może traktujemy ginekologów bezpłciowo...:sick:

Quesse
08-01-2008, 15:43
Oj, ale to dość normalny wiek dla pierwszej miesiączki i właśnie w takim wieku dziewczyny idą często na pierwszą wizytę u ginekologa, taką kontrolną, czy wszystko ok. Parę moich koleżanek tak zrobiło, nawet jeśli miały 11-12 lat - wtedy to kwestia tego, czy rodzice tego dopilnują, zachęcą i zaprowadzą. Albo można poczekać z rok, może dwa.

EDIT: właśnie zauważyłam, że wysłałyśmy z Figą posty prawie w tym samym czasie. A babska solidarność to w wielu kwestiach trudna sprawa...zdaje mi się, że działa tylko wtedy, kiedy trzeba zjednoczyć się przeciwko mężczyznom, a i to nie zawsze;)

Vasanta
08-01-2008, 16:36
@figa: Nie mogę być babsko solidarna, bo przeważająca większość dziewczyn, jakie spotykam, to takie ptaszki z wiersza Jasnorzewskiej. ("Ptaszek idiota, głupszy niż się zdaje (...) toczy głośne swary z innym znów kretynem, po czym śpiewa, śpiewa głupstwa nie do wiary.") Nie potrafię się solidaryzować z kimś, kto mi nie odpowiada poziomem intelektualnym czy emocjonalnym.

@Quesse: Ja nie rozumiem, po co. Jeśli widać, że dziewczyna normalnie się rozwija, jeśli miesiączki są w normie (pod względem terminu, obfitości, bolesności itd.), jeśli nie jest chora i nie planuje rozpocząć współżycia (a lepiej niech nie planuje do 15 roku życia, bo to karalne :-)), to po co ją brać do ginekologa? Narażać na stres pokazywania swojego dorastającego, nieakceptowanego ciała obcemu człowiekowi, stres badania per rectum itd? Nie lepiej poczekać, aż sama będzie gotowa do tego? Moim zdaniem, ginekolog to lekarz dla dorosłych. Dzieci się prowadzi do ginekologa dziecięcego (sic! są tacy), a dwunastolatki to jednak dzieci.

Uch. Jestem na lekach przeciwbólowych i mam kłopoty z przelewaniem myśli na papier... Weźcie na to poprawkę przy czytaniu :|

Quesse
08-01-2008, 17:12
Co do dziewczyn, to może źle trafiłaś? Sama znam sporo dziewczyn o imponującej inteligencji, ale ciekawe, że często są trochę "niekobiece" (męski styl bycia, ubierania się, żadnej kokieterii i makijażu) i/lub przebywają głównie z facetami... Wśród tych, które spotkałam, ta reguła dziwnie się sprawdza - chociaż to pewnie przypadek. Mnie też trochę drażni taka babskość w wydaniu chichotliwym i plotkującym, a lepiej dogaduję się z facetami - mam zdecydowanie więcej kolegów niż koleżanek - chociaż wyrównało się trochę odkąd chodzę na taniec. Ale spotykam wiele kobiet, z którymi warto się solidaryzować - lecz z powodu ich zalet i charakterów, a nie tylko dlatego, że są kobietami.

Basinah
08-01-2008, 17:39
Vasanto, oceniasz dziewczyny chyba zbyt powierzchownie. Ja sama jestem strasznie chichoczącą dziewuszką, "śpiewam głupstwa nie do wiary", a jak jesteśmy razem z przyjaciółką to potrafimy takie głupoty odwalać, że głowa mała, a jednak ze mną wytrzymujesz. :D A z tą solidarnością, to możliwe, że jest dużo mniejsza niż u facetów. Ale to może mieć wytłumaczenie w biologii. Kobiet jest więcej niż mężczyzn (whyyy??? :cry:) i musimy chyba bardziej walczyć między sobą.

EDIT: Gratuluje Quesse czterysetnego (Czterysetnego? Jest czterysetna rocznica, więc może..) posta!!!

Quesse
08-01-2008, 18:18
Dzięki, Martinko - nawet nie zauważyłam, jak to szybko poleciało! Ale ja się potrafię rozgadać...:embarrest:

Vasanta
08-01-2008, 18:56
@Quesse: Są takie, z którymi warto się solidaryzować. I z tymi się solidaryzuję. Ja zaobserwowałam taką prawidłowość: średnio 40% osób, które spotykam, to ludzie, którzy nie odpowiadają mi poziomem swojego intelektu. Kolejne 40% to osoby, które nie odpowiadają mi charakterologicznie, mimo że ich cenię, to nie chcemy się do siebie zbliżać. 15% to ludzie, których spotykam tylko raz i mimo że nieźle się rozumiemy, to nie zacieśniamy więzów. Pozostałe 5% to osoby, które są moimi przyjaciółmi bądź mogą nimi zostać. Jak widać, selekcja jest dość ostra ;-)

@MarTinka: Ależ to nie chodzi o chichotanie i "odwalanie głupot". Chodzi o niedostatki intelektu. Lub zachowywanie się tak, jakby się te niedostatki miało (sama znam kilka dziewczyn, które mądre są tylko tete-a-tete, a w towarzystwie zachowują się jak totalne idiotki, bo im mamy nagadały: nie bądź za mądra, bo męża nie znajdziesz). Ciasnota horyzontów nie skłania mnie do tego, żebym chciała z kimś pogłębiać znajomość. To jest proste - jeśli ktoś nie jest do mnie podobny, to nie będę się z nim solidaryzować tylko dlatego, że ma macicę :-)

A kobiecy brak solidarności rzeczywiście może mieć korzenie w biologii.

Anisa Hasna
08-01-2008, 23:48
To jest proste - jeśli ktoś nie jest do mnie podobny, to nie będę się z nim solidaryzować tylko dlatego, że ma macicę :-)

Nie chciałabym,żeby moje koleżanki były takie jak ja. Każdy jest inny. Ma inne poglądy, gust, zdolności. Mam go za to dyskryminować?:confused::eek:

Zafirah
09-01-2008, 07:09
Każdy jest inny. Ma inne poglądy, gust, zdolności. Mam go za to dyskryminować?:confused::eek:
taaaaaaak!!! dyskryminujmy sie :D:D:D

vasanta: mysle, ze kobiecy brak solidarnosci jak to ladnie ujelas nie wynika z biologii tylko jest wytworem rozwijajacej sie cywilizacji. kobiety zyjace u "zarania dziejow" musialy sobie nawzajem pomagac zeby przetrwac. a im bardziej cywilizacja sie rozwija, narzuca konsumpcjonistyczny styl zycia, im wiecej kobieta ma wygod, dostatku, tym bardziej moze skupiac sie na sobie traktujac inne kobiety jako rywalki. spojrzmy na relacje kobiet np. w plemionach afrykanckich - stanowia jednosc.

Vasanta
09-01-2008, 17:06
Nie chciałabym,żeby moje koleżanki były takie jak ja. Każdy jest inny. Ma inne poglądy, gust, zdolności. Mam go za to dyskryminować?:confused::eek:

Podobny nie znaczy taki sam...

Dobieramy sobie grupę znajomych tak, żeby byli w niej ludzie choć trochę podobni do nas - wtedy możemy identyfikować się z grupą. Co z tego, że każdy element tej grupy jest różny - to nieistotne, ważna jest więź, która powstaje często w oparciu o bardzo niewielkie podobieństwo. Jeśli mamy zbiorowość, która jest zbyt duża i zróżnicowana, nie stworzy ona grupy, w której nastąpi identyfikacja, a co za tym idzie, nie będzie wśród jej członków solidarności.

Dlatego ja nie potrafię się solidaryzować ogólnie i z założenia ze wszystkimi kobietami, bo wiele jest po prostu zbyt różnych ode mnie, żeby to było możliwe.

Admin
09-01-2008, 17:37
Podobny nie znaczy taki sam...

Dobieramy sobie grupę znajomych tak, żeby byli w niej ludzie choć trochę podobni do nas - wtedy możemy identyfikować się z grupą.
Niestety częściej jest na odwrót :( to my się dopasowujemy do grupy aby zostać zaakceptowanymi. To jedna z najsilniejszych potrzeb w naszym życiu - chęć bycia akceptowanym. "Jak wejdziesz między wrony..." bo cię inaczej przepędzą lub zadziobią. Dlatego pod wpływem grupy ludzie robią największe głupoty. Zaczynają palić, bo wszyscy palą, zaczynają wyznawać inne wartości, gusta nawet sposób mówienia potrafią zmienić.


Dlatego ja nie potrafię się solidaryzować ogólnie i z założenia ze wszystkimi kobietami, bo wiele jest po prostu zbyt różnych ode mnie, żeby to było możliwe.
Czyżby ;):)? Może jednak brak kobiecej solidarności to wieczna rywalizacja między nimi? Kiedyś trzej najwięksi tenorzy na świecie postanowili zrobić coś dla sztuki i wystąpić razem. Słyszałaś o takim precedensie wśród pań?;)

Altaira
09-01-2008, 21:36
Zbyt leniwam niestety żeby dopowiedzieć coś ciekawego i nowego w tej dyskusji, ale przypomniał mi się dowcip opowiedziany przez kolegę.

Czym jest przyjaźń dwóch kobiet?
- Spiskiem przeciwko trzeciej.


Solidarność babska na dłuższą metę to dla mnie niestety raczej ewenement :/

Vasanta
09-01-2008, 22:00
Niestety częściej jest na odwrót :( to my się dopasowujemy do grupy aby zostać zaakceptowanymi. To jedna z najsilniejszych potrzeb w naszym życiu - chęć bycia akceptowanym. "Jak wejdziesz między wrony..." bo cię inaczej przepędzą lub zadziobią. Dlatego pod wpływem grupy ludzie robią największe głupoty. Zaczynają palić, bo wszyscy palą, zaczynają wyznawać inne wartości, gusta nawet sposób mówienia potrafią zmienić.

To jest inna sytuacja, Adminie - sytuacja, w której ktoś nie akceptując siebie szuka środowiska, do którego aspiruje. Ja zakładałam nieco zdrowsze podejście :-) Osoby, która akceptując siebie szuka grupy, która będzie jej odpowiadała. Ale to, o czym pisałeś, jest również istotnym mechanizmem - mimo że indywidualizm jest ceniony, to jednak taki ktoś chce być jak inni.


Czyżby ;):)?

Miałam swego czasu dużo znajomych wśród studentek filologii romańskiej na UJ. Różniło nas wszystko. Nie mogłam się z nimi solidaryzować, jeśli wobec każdej sprawy miałyśmy skrajnie różne poglądy. Chodziłam do klasy humanistycznej - 90% dziewczyn. Dogadywałam się może z pięcioma, reszta była tak różna ode mnie, że nie byłyśmy w stanie stworzyć spójnego frontu przeciwko czemukolwiek, bo nie tworzyłyśmy grupy. Wyrażam się jasno? :-)


Może jednak brak kobiecej solidarności to wieczna rywalizacja między nimi? Kiedyś trzej najwięksi tenorzy na świecie postanowili zrobić coś dla sztuki i wystąpić razem. Słyszałaś o takim precedensie wśród pań?;)

Słyszałam o wielu duetach kobiecych :-) Nie generalizowałabym, że kobiety mają taki charakter, że ze sobą rywalizują... Ja tylko przedstawiam swój punkt widzenia.

Basinah
09-01-2008, 22:02
Najczęściej kobiety solidaryzują się kiedy mają okres, właśnie. :D Przeciwko facetom. Kiedyś kolega mi opowiadał, jak był dwa dni w jednym domku na wakacjach z trzema dziewczynami, które jednocześnie miały okres!!! :eek: Jazda bez trzymanki! Taka zsynchronizowana miesiączka to chyba właśnie taka broń u kobiet. :) Często się z niej wyśmiewa wspomniany już kiedyś Jeff Dunham. Myślę, że przestanie się śmiać, gdy jego obie córki i żona będą miały menstruację tego samego dnia. ;) On już zresztą sobie wyobrażał jak to będzie, kiedy przerażony będzie się zamykał ze swoim psem w gabinecie i słyszał drapanie paznokciami o drzwi i diaboliczne "Tato, chodź do nas". :D

Macie podobne humorki w "te dni"? U mnie to raczej zależy, czasem mam ochotę pozabijać wszystkich, ale rzadko. Gorzej z moją mamą, od razu wiadomo kiedy ma okres. :D:eek::p:cry:

Vasanta
09-01-2008, 23:27
Ja miewam humorki przed. Niekontrolowany, długotrwały atak płaczu z powodu przypalonego naleśnika, urwanego guzika czy krzywej kreski na powiece - to jest standard w moim przypadku.

Sowillo
10-01-2008, 08:59
Najczęściej kobiety solidaryzują się kiedy mają okres, właśnie. :D Przeciwko facetom. Kiedyś kolega mi opowiadał, jak był dwa dni w jednym domku na wakacjach z trzema dziewczynami, które jednocześnie miały okres!!! :eek: Jazda bez trzymanki! Taka zsynchronizowana miesiączka to chyba właśnie taka broń u kobiet. :) :

No to wyobraźcie sobie synchroniczną miesiączkę w zespole tanecznym :eek::sick::(:p - co dziwne - to się niestety bardzo często zdarza :wacko:.
To dopiero jest jazda, zwłaszcza dla kierowcy, który przez kilka godzin, w obie strony, nasłucha się: westchnień, narzekań i słabo zakamuflowanych gadek na ten bolesny temat i to z ciągłym lękiem o samochód, że któraś nie poradzi sobie z chorobą lokomocyjną, która pojawiają się w tym "bolesnym dla kobiet czasie" . Albo na nagraniu - to dopiero reżyser ma pietra, że dziewczyny padną przed końcem nagrania wobec narzękań i sugestywnie przesadzonych westchnień.:):D

Dlatego dziewczyny - doceniajmy "w tym czasie" świętą cierpliwość naszych panów :p:D

Quesse
10-01-2008, 13:23
Jest takie biologiczne zjawisko, że kobietom, które dużo ze sobą przebywają lub np. mieszkają ze sobą, termin okresu się przesuwa tak, że wszystkie mają w tym samym czasie. To chyba wyjaśnia zjawiska, o których piszecie. Faktycznie, cały zespół z okresem - to jakiś koniec świata;)

Ja czasem jestem rozdrażniona, denerwuje się bez powodu, łatwiej tracę cierpliwość. A wiecie, co denerwuje wtedy najbardziej? Kiedy mój facet niezwykle domyślnie pyta: "O co ci chodzi? Może masz okres?" albo "A ja myślałem, że stało się coś poważnego - a ty po prostu masz okres!" I ledwo uchodzi z życiem po takim stwierdzeniu!!! :mad::mad::mad:

Zafirah
10-01-2008, 13:39
tak, to o wspolnym terminie miesiaczki kobiet z jakiejs grupy jest udowodnione i ma uzasadnienie biologiczne: wszystkie samice maja okres razem wiec w podobnym terminie dochodzi u nich do owulacji, od owulacji do zaplodnienia krotka droga wiec bedzie wiecej potomstwa w tym samym wieku co jest korzystne bo mozna je wychowac razem, a potem mozna dalej polowac na gazele ;):D

Vasanta
10-01-2008, 13:59
Kłopot zaczyna się, kiedy wokół nie ma żadnych gazeli, a stado kobiet z okresem kisi się w swoim towarzystwie i wspólnie narzeka :-) Chociaż i to ma swój urok ;-) Ja już nie narzekam - jedynym dyskomfortem, jaki mi został, jest obecnie zły humorek przed. Poza tym to jak co dzień.

Quesse, mnie najbardziej denerwuje, kiedy coś mnie wkurzy (w pracy, na uczelni, gdziekolwiek) i nie ma to związku z okresem, tylko po prostu ktoś zrobi coś, co mnie wkurzyło... I od razu jest: oj, to nic takiego przecież, pewnie masz okres, to tak przeżywasz... Grrrr.

Quesse
10-01-2008, 14:10
Kłopot zaczyna się, kiedy wokół nie ma żadnych gazeli, a stado kobiet z okresem kisi się w swoim towarzystwie i wspólnie narzeka :-) Chociaż i to ma swój urok ;-) Ja już nie narzekam - jedynym dyskomfortem, jaki mi został, jest obecnie zły humorek przed. Poza tym to jak co dzień.

Quesse, mnie najbardziej denerwuje, kiedy coś mnie wkurzy (w pracy, na uczelni, gdziekolwiek) i nie ma to związku z okresem, tylko po prostu ktoś zrobi coś, co mnie wkurzyło... I od razu jest: oj, to nic takiego przecież, pewnie masz okres, to tak przeżywasz... Grrrr.

No tak, co my poczniemy bez gazeli :D:D:D


Mnie też to denerwuje - tak, jakby moje problemy czy powody do zdenerwowania były natury jedynie fizjologicznej!!! To, że łatwiej wyprowadzić mnie z równowagi podczas okresu, nie znaczy, że nie jest potrzebny POWÓD, żeby tak się stało.

Zafirah
10-01-2008, 14:23
ale wiecie co, ja z kolei mam z facetem w druga stronę - jak chcę sobie pomarudzic w czasie okresu (bo mam prawo ;-P) po prostu dla samego marudzenia to mój zamiast sie domyślić to sie doszukuje jakis ukrytych znaczeń :rolleyes:

Vasanta
10-01-2008, 14:24
Ale jest na to sposób - wystarczy autora takich pytań przy najbliższej okazji, kiedy będzie miał zły humor, spytać, czy czasem nie zbliża mu się okres... Tonem najgłębszej troski i najlepiej publicznie. Od razu spasuje :->

Basinah
10-01-2008, 20:12
A mnie dodatkowo wkurza, kiedy mężczyźni (nie lekarze) wypowiadają się w sprawach okresu: "Przecież to nie może być takie straszne", "To na pewno, aż tak nie boli". Za to bardzo fajnie, kiedy okazują zainteresowanie, pytają o co chodzi itp.
Mam w ogóle taką historię z okresem, bo kiedy byłam na obozie dostałam miesiączkę. A w planach była wizyta na basenie i w Tatralandii (taki aquapark w rozmiarze XXL na Słowacji)!!! Pierwszy basen jakoś przeżyłam, mało to razy byłam? Ale Tatralandia? Przez sześć bitych godzin siedziałam w starym, pożarniczym Lublinie słuchając radia słowackiego. Nie wiem jak przeżyłam... W ogóle tam gdzie byliśmy trudno było dostać podpaski, więc nawet o tamponach nie było mowy.

Nomad
10-01-2008, 21:27
ale wiecie co, ja z kolei mam z facetem w druga stronę - jak chcę sobie pomarudzic w czasie okresu (bo mam prawo ;-P) po prostu dla samego marudzenia to mój zamiast sie domyślić to sie doszukuje jakis ukrytych znaczeń :rolleyes:
Piękne!!! :D A skąd ci biedni faceci mają wiedzieć dlaczego marudzicie!!!:)
Wszystkiego każecie nam się domyślać zamiast powiedzieć nam wprost!!!
Odwieczny problem naszej komunikacji!!! :D:rolleyes::rolleyes::D

Basinah
11-01-2008, 05:53
Kobiety jednak jakoś lepiej umieją rozpoznać, czy druga kobieta ma miesiączkę. To raczej oczywiste, my lepiej znamy symptomy. :)

Wszystkiego każecie nam się domyślać zamiast powiedzieć nam wprost!!!A kobiety nie mówią o miesiączce, żeby przypadkiem facet nie powiedział: "To tylko dlatego masz taki zły humor? Przecież to nie jest powód". :p:rolleyes:

Zafirah
11-01-2008, 06:47
Piękne!!! :D A skąd ci biedni faceci mają wiedzieć dlaczego marudzicie!!!:)
Wszystkiego każecie nam się domyślać zamiast powiedzieć nam wprost!!!
Odwieczny problem naszej komunikacji!!! :D:rolleyes::rolleyes::D
ale popatrz, chyba kazda kobieta wyczuwa intuicyjnie nastroje innych ludzi, rozumie aluzje, czyta miedzy wierszami... moze dla nas tez nie jest oczywiste ze ktos moze tego nie rozumiec :D

eeeee.... mowienie wprost jest takie trywialne :D

Farida
11-01-2008, 10:48
chyba kazda kobieta wyczuwa intuicyjnie nastroje innych ludzi, rozumie aluzje, czyta miedzy wierszami... moze dla nas tez nie jest oczywiste ze ktos moze tego nie rozumiec :D



Tak właśnie jest jak Zafi mówi ;) I dla nas jest to coś zupełnie normalnego i dziwimy sie czemu faceci czasami nie rozumieją naszych "prostych" aluzji ;)

Vasanta
11-01-2008, 11:12
A mnie dodatkowo wkurza, kiedy mężczyźni (nie lekarze) wypowiadają się w sprawach okresu: "Przecież to nie może być takie straszne", "To na pewno, aż tak nie boli".

To jest wyjątkowo nieprzyjemne... A wytłumaczyć się nie da w żaden sposób, bo oni są bardziej gruboskórni i mniej wrażliwi na ból :-P


Mam w ogóle taką historię z okresem, bo kiedy byłam na obozie dostałam miesiączkę. A w planach była wizyta na basenie i w Tatralandii (taki aquapark w rozmiarze XXL na Słowacji)!!! Pierwszy basen jakoś przeżyłam, mało to razy byłam? Ale Tatralandia? Przez sześć bitych godzin siedziałam w starym, pożarniczym Lublinie słuchając radia słowackiego. Nie wiem jak przeżyłam... W ogóle tam gdzie byliśmy trudno było dostać podpaski, więc nawet o tamponach nie było mowy.

Ja właśnie ze względu na takie historie zawsze wożę ze sobą tampony. Nawet jeśli mnie się nie przydadzą, to mogą przydać się komu innemu :-) Nie ma nic bardziej nieprzyjemnego niż rezygnacja z basenu z takich powodów.

Basinah
11-01-2008, 13:49
Ja właśnie ze względu na takie historie zawsze wożę ze sobą tampony. Nawet jeśli mnie się nie przydadzą, to mogą przydać się komu innemu :-) Nie ma nic bardziej nieprzyjemnego niż rezygnacja z basenu z takich powodów.
Przynajmniej miałam usprawiedliwienie, że nie pływam. Gdybym miała się pokazać w kostiumie... :redface::eek::):p

Vasanta
11-01-2008, 14:13
Przynajmniej miałam usprawiedliwienie, że nie pływam. Gdybym miała się pokazać w kostiumie... :redface::eek::):p

Z tego już wyrosłam :-)

Basinah
11-01-2008, 14:33
Wtedy jeszcze nie tańczyłam tańca brzucha, a tam byli tacy fantastycznie umięśnieni licealiści, że wolałam sobie posiedzieć w niewygodnej pozycji przez sześć godzin. :D:rolleyes:;)

Saraj
18-02-2008, 23:42
Ha!!:D:D Ale jestem z siebie dumna!!! Musze sie Wam czyms pochwalic!! Na okladce ksiazki "Taniec brzucha. Eliksir życia z krajów Orientu" jestmoja kochana nauczycielka Saida!!!!:redface::redface::redface::redface::D:D: D:D


CHyba każda z nas zdazyla juz to zauważyć :D (a moze tylko tak mówię, bo jestem z południa i Saida jest mi znana ;p :)

Co do cwiczen.. Lalita mówi np, żeby nie robić akcentów brzuchem podczas okresu bo to bardzo uaktywnia caly proces;) ale ja i tak robie i zyje i w niczym mi to nie przeszkadza... w ogóle okres nie jest dla mnie zadną przeszkodą w tańcu.. przynajmnije poki co, zobaczymy jak zaczne robic bardzije skomplikowane rzeczy.

Saraj
19-02-2008, 00:00
Zadna z moich bilzszych znajomych nie byla u ginekologa po pierwszej miesiaczce... Ja tez nie... I chyba nie pojde w najblizszym czasie, bo strasznie sie boje i wstydze....:blink::blink::unsure::unsure:

ja tez nie byłam po pierwszej miesiączce.. bylam dopiero niedawno, jak chcialam anty.


Otóż to - polecam kobietę (łatwiej się nie bać) i polecam prywatnie (słyszałam jakieś nieciekawe opowieści o przygodach u państwowych ginekologów). I polecam przełamać się, bo to wcale nie jest takie straszne, same się przekonacie, że Wasz lęk jest dużo gorszy od samej wizyty.

Ja właśnie, podobnie jak Zafirah, Rasha i Altaira uważam, ze faceci lepsi.. i delikatniejsi. Lekarki podchodzą do tego tak.. oschle (nic nie boli, nie marudz costam costam, bo wydaje im sie ze wszystko wiedza bo same sa kobietami).. a facet.. mimo ze wyksztalcony to i tak do konca nie wie jak to jest miec np miesiaczke;) i bedzie sie bardziej starał pomóc i dogodzić, zeby bylo - w jego udczuciu - jak najlepiej :D



Moja siostra ma teraz 11 lat i nie wyobrażam sobie jej na łóżku u ginekologa. :eek:

Wiek tu chyba nie ma znaczenia ;> w podstawowce mialam kolezanke (4 klasa) ktora leczyla sie u ginekologa na nerwice bo to mialo jakies gin. podłoże - nie wiem o co dokladnie chodzilo :P

Lulua
21-02-2008, 20:31
każde rozgrzanie mięśni i umiarkowany wysiłek pomaga na ból przy okresie.
gdy krew szybciej krąży, bardziej nam się komórki dotleniają, a to podkręca metabolizm.
Poza tym ćwicząc rozciągamy mięśnie poprzecznie prążkowane(te dzięki którym się ruszamy), a ból jest spowodowany rozszerzaniem się mięśni gładkich(te okrywają nam narządy i raczej mamy bardzo ograniczony wpływ na ich ruchy).
Ja osobiście mam takie objawy, że nawet TB mi średnio pomaga, najskuteczniejsze dla mnie jest dawna pyralginu i termofor :(

Lulua
21-02-2008, 20:37
co do ginekologów, niestety mam mieszane uczucia, są różni, słyszałam dużo historii i negatywnych i pozytywnych i mrożących krew w żyłach.
Jeśli miałabym cokolwiek doradzać (z moich doświadczeń) to:
1. należy uciekać od takich co są niemili,niedelikatni itd. nie wolno myśleć, że jakoś to będzie albo że lekarz, to lekarz. Ginekolog ma być dobry i mamy miec do niego zaufanie i czuć się dobrze
2. znać swoje prawa tzn prosić o badanie piersi i o cytologie
3. dobrze jest się przejść do 1 lub 2 innych potwierdzić diagnozę (ale nie mówić, że się było gdzie indziej, lekarze mają zakaz podważania diagnozy innych lekarzy)
4. wystrzegać się religijnych fanatyków-zwłaszcza u młodych dziewczyn, gdy proszą o pigułki itd. Niestety w naszym kraju nadal są lekarze, którzy swoją religijną misję uważają za nadrzędną, mogą posunąć się nawet to mówienia nieprawdy lub odmawiają udzielenia pomocy(mimo, że prawo w naszym kraju stanowi inaczej)

Basinah
21-02-2008, 21:23
A ja właśnie bym chciała mieć ginekologa-katolika, bo by mi poradził w kwestii naturalnej antykoncepcji, bo bardzo mnie to interesuje. ;)

Mała tancereczka
21-02-2008, 22:05
A ja właśnie bym chciała mieć ginekologa-katolika, bo by mi poradził w kwestii naturalnej antykoncepcji, bo bardzo mnie to interesuje. ;)
Zapomnij... tej metody nawet nie bierz pod uwagę!

Beta
21-02-2008, 22:35
A ja właśnie bym chciała mieć ginekologa-katolika, bo by mi poradził w kwestii naturalnej antykoncepcji, bo bardzo mnie to interesuje. ;)

Zapomnij... tej metody nawet nie bierz pod uwagę!
Dlaczego ma nie brać pod uwagę? :rolleyes: Może MarTinka ma duszę hazardzistki i lubi grać w ruletkę :eek:;):)

Farida
21-02-2008, 22:44
Zapomnij... tej metody nawet nie bierz pod uwagę!

Mała tancereczko nie pisz tak ;) <prosze>

Mała tancereczka
21-02-2008, 22:56
Mała tancereczko nie pisz tak ;) <prosze>
Dlaczego?;) Takie są fakty metody naturalne maja 100% skuteczności ale w doprowadzaniu do ciąży.
Co gorsza te metody są juz zupełnie nieskuteczne u młodych dziewczyn które mają nieregularne miesiączki itd.
Młode panie które zaufają tej metodzie narażaja się błyskawicznie na niechcianą ciążę!

Farida
21-02-2008, 23:15
Dlaczego?;) Takie są fakty metody naturalne maja 100% skuteczności ale w doprowadzaniu do ciąży.
Co gorsza te metody są juz zupełnie nieskuteczne u młodych dziewczyn które mają nieregularne miesiączki itd.
Młode panie które zaufają tej metodzie narażaja się błyskawicznie na niechcianą ciążę!

Wlasnie nie chce mi sie za bardzo rozwodzic na ten temat ;) (powiedzmy ze wiem na ten temat BARDZO BARDZO dużo ;) ) Jedyne co sie zgodze to to, ze to sa wlasnie metody służące planowaniu rodziny, aczkolwiek w odwrotnym działaniu również sie sprawdzają pod kilkoma warunkami ;) <nie dam sie sprowokowac do dalszej dyskusji ;D>

Mała tancereczka
21-02-2008, 23:20
Jedyne co sie zgodze to to, ze to sa wlasnie metody służące planowaniu rodziny,
To tylko ostatnie słowo ;):)
MarTinka ma 17 lat i nie pytała sie o metody służące planowaniu rodziny tylko o antykoncepcję ;);)

Quesse
22-02-2008, 02:02
A może jednak rozwiniecie temat? Bez ironizowania, ale z konkretnymi faktami i podaniem źródła wiedzy:) Bo ja jestem ciekawa:)


każde rozgrzanie mięśni i umiarkowany wysiłek pomaga na ból przy okresie.
gdy krew szybciej krąży, bardziej nam się komórki dotleniają, a to podkręca metabolizm.
Poza tym ćwicząc rozciągamy mięśnie poprzecznie prążkowane(te dzięki którym się ruszamy), a ból jest spowodowany rozszerzaniem się mięśni gładkich(te okrywają nam narządy i raczej mamy bardzo ograniczony wpływ na ich ruchy).
Ja osobiście mam takie objawy, że nawet TB mi średnio pomaga, najskuteczniejsze dla mnie jest dawna pyralginu i termofor :(

Mogłabyś napisać coś więcej? Bo na razie to brzmi zagadkowo: w jaki sposób metabolizm wpływa na bóle miesiączkowe i czy na pewno ból jest spowodowany rozszerzaniem się mięśni gładkich - bo ja myślałam, że to skurcze tych mięśni.

Basinah
22-02-2008, 06:57
Mi nie chodzi o kalendarzyk małżeński, bo wiadomo, że nie działa, ale o metody takie jak, termiczna ścisła itp. Wskaźnik Pearla jak kiedyś czytałam, wynosił bodajże tyle co tabletki antykoncepcyjne lub prezerwatywa, przy odpowiednim stosowaniu oczywiście. Co też oczywiście najważniejsze przy stosowaniu takiej metody, seks tylko po małżeństwie. :)

Aurinko
22-02-2008, 08:05
Jak już jest po małżeństwie to chyba nie ma seksu? :confused:

bollyanna
22-02-2008, 08:49
Dobre dobre, Aurinko :)

Beta
22-02-2008, 09:15
Jak już jest po małżeństwie to chyba nie ma seksu? :confused::D:D:D Moja koleżanka twiredzi że przed małżeństwem był seks a po to jest "tyrka". :D:D:D

Aurinko
22-02-2008, 09:42
Szczerze mówiąc (a ja naprawdę staram się być szczera) to pod tym względem tak jak (ze wszystkim) dostajesz to co dajesz.:rolleyes::p;):eek::D

Basinah
22-02-2008, 20:55
Właśnie dlatego, mniej więcej, opłaca się stosować te metody naturalne. Czekając na odpowiednie (w jakimkolwiek sensie :)) dni, można nabrać większej ochoty na seks, innymi słowy, to na co się czeka lepiej smakuje. :D

Aurinko
23-02-2008, 14:04
A co robisz jak w nie ten dzień wypadnie ci KONKRETNA SYTUACJA?:embarrest: I następne pytanie: od jak dawna stosujesz te metody i z jaką częstotliwością? Pytam, bo są moim zdaniem bardzo skuteczne, tylko w tą drugą stronę czyli dają 100% zapłodnienia.

Antares
23-02-2008, 15:25
Mi nie chodzi o kalendarzyk małżeński, bo wiadomo, że nie działa, ale o metody takie jak, termiczna ścisła itp. Wskaźnik Pearla jak kiedyś czytałam, wynosił bodajże tyle co tabletki antykoncepcyjne lub prezerwatywa, przy odpowiednim stosowaniu oczywiście. Co też oczywiście najważniejsze przy stosowaniu takiej metody, seks tylko po małżeństwie. :)

Sięgnęłam do tabeli skuteczności różnych sposobów regulacji płodności sporządzonej wg podręcznika "Ginekologia praktyczna"
(pod red. W. Pschyrembla, wyd. I, str. 687-715)

i tak współczynnik Pearla wynosi:

1/ ubezpłodnienie chirurgiczne - 0
2/ pigułki - 0,2 do 0,5
3/ niehormonalne wkładki domaciczne - 1,7 do 2,7
4/ metoda termiczna i objawowo termiczna - 0,8 do 3,0
5/ prezerwatywa - 3,0
6/ dopochwowe środki plemnikobójcze - 5,0
7/ kalendarzyk małżeński - 14,0 do 38,0
8/ metoda Billingsów - 15,0 do 32,0
9/ stosunek przerywany - 25,0

Tak swoją drogą to dobra lektura dla panów, którzy mają skłonności do mówienia "przecież uważałem! to niemożliwe żebyśmy wpadli - napewno mnie zdradziła z kimś innym!" :D


Czekając na odpowiednie (w jakimkolwiek sensie :)) dni, można nabrać większej ochoty na seks, innymi słowy, to na co się czeka lepiej smakuje. :D

Albo też pomylić się w obliczeniach, albo mieć infekcję, która podwyższy temperaturę i zafałszuje całą obserwację, ewentualnie zły dzień w "ten dzień". Mnie osobiście nie "smakowałby" wieczny strach i zastanawianie się nad tym podczas chwil, które mają być miłe dla obu stron...raczej by "blokował" :rolleyes: Zresztą podobnie jak presja typu "teraz albo przez miesiąc z głowy" :D:p

Basinah
23-02-2008, 22:30
A co robisz jak w nie ten dzień wypadnie ci KONKRETNA SYTUACJA?:embarrest: I następne pytanie: od jak dawna stosujesz te metody i z jaką częstotliwością? Pytam, bo są moim zdaniem bardzo skuteczne, tylko w tą drugą stronę czyli dają 100% zapłodnienia.
Szczerze mówiąc nie wiem o co Ci chodzi z tą "konkretną sytuacją". Metodę termiczną chcę stosować z powodów religijnych, więc nawet jeśli nadarzy się ochota to trzeba się umieć mimo tego powstrzymywać. Na razie nie stosuję żadnej antykoncepcji, ani naturalnej, ani innej.
Antares: Szczerze mówiąc bardziej bym się bała wpadki przedmałżeńskiej, niż złego obliczenia dni niepłodnych po ślubie. :)

Farida
23-02-2008, 22:41
Martinko pomoge Ci tylko daj mi czas ;) Naturalne metody to moja specjalnosc (od daawna sie tym interesuje a studia pomagają mi zgłębiać tą wiedzę) ;)

Antares
23-02-2008, 23:19
(...)
Antares: Szczerze mówiąc bardziej bym się bała wpadki przedmałżeńskiej, niż złego obliczenia dni niepłodnych po ślubie. :)

Wpadki można się obawiać z wielu względów nawet w małżeństwie...różnie bywa niestety. Jedno jest pewne - życie weryfikuje wiele naszych przekonań i pomysłów mimo, że to niby my wybieramy drogę, styl życia czy sposób myślenia (zwał jak zwał ;)). Zresztą jest takie powiedzenie: "chcesz rozśmieszyć Pana Boga? - to opowiedz mu o swoich planach." :)

Jako ciekawostkę przytoczę tekst zasłyszany w czasach mojego liceum od księdza, że najlepszą formą antykoncepcji jest kartka papieru i szklanka wody - kartka dla Niej między nogi, a woda dla Niego nie PRZED, nie PO, ale ZAMIAST :D. Teraz już nie brałabym tego tak dosłownie jak wtedy :D, ale są osoby, które tak żyją - i to już ich wybór, ja w to nie wnikam i boże broń nie komentuję, bo i sama nie pozwalam innym komentować moich wyborów.:)

Saraj
24-02-2008, 00:21
MarTinka naturalne metody antykoncepcji szeroko opisane sa w starych publikachach profesora Sternadla bodajże. Co prawda o antykoncepcji mechanicznej czy hormonalnej mowia troche nieaktualne rzeczy (a i Tobie na tym nie zalezy).. ale kalendarzyk, mierzenie temp. i inne naturalne sa fajnie opisane. I do wszystkiego jest komentarz z odniesieniem do religii.. to nawet byloby cos dla Ciebie.. Z tym, ze sa to troche stare wydania.. i nawet nie wiem czy ten pan jeszcze cos publikuje.. wiec spytaj mame albo poszukaj w jej starych rupieciach.. powinna miec :P
Choc osobiscie odradzam takie naturalne metody... wiecej strachu niz przyjemnosci według mnie..

Aurinko
24-02-2008, 12:38
:rolleyes::cool:Ja nie jestem taka odważna i gra w rosyjską ruletkę nie bedzie moją specjalnością. Mam za to takie skarpetki w jaskrawo zielone i pomarańczowe i różowe paski i w złote żabki z osobnym miejscem na każdy paluszek. Mój facet mówi, że to są skarpetki antykoncepcyjne. Skuteczne. Martynko poczekaj z deklaracjami aż przejdzież z teorii do praktyki i z pewnością wtedy będziesz wiedziała więcej. Każdy jest idnywidualnością, tak zostaliśmy stworzeni. :DPowodzenia!:redface:

Quesse
24-02-2008, 14:08
Aurinko: Twój tekst o skarpetkach był jednym z najzabawniejszych, jakie tu czytałam xD

Pozwolę sobie na komentarz: cieszę się, że każda tu napisała choć trochę o tym, co wie o metodach, które interesują MarTinkę. Jednak mentorski ton mówienia o tym, co może się zmienić w jej poglądach gdy przetestuje je w praktyce, troszkę mnie rozbawił - w końcu stan wiedzy o różnych metodach antykoncepcji nie zależy od praktyki, nie jest ona też potrzebna by dokształcać się "przed" ;) :rolleyes:

Adminie, może zmienisz tytuł tematu dodając jakąś wzmiankę o innych poruszanych tu kwestiach? Było już o ginekologach i antykoncepcji;)

Lulua
24-02-2008, 19:27
Jak tylko znajdę chwilę to rozwinę temat metabolizmu.(w skrócie chodzi o to, że macica ci się rozpulchnia w czasie okresu i robi skurcze stąd ból, a wysiłek/ruch wzmaga ukrwienie, rozgrzewa i działa w ten sposób podobnie do masażu.Poza tym jest jeszcze efekt psychologiczny- ruch np taniec to endorfiny, które tłumią uczucie bólu.)

Co do tekstu o ginekologach-katolikach, bo chyba wsadziłam trochę kij w mrowisko.....
chodziło mi o to, że niestety są tacy lekarze, którym ich światopogląd przesłania świat i dobro pacjentki (niestety nasłuchałam się sporo na ten temat, przeżyłam też na własnej skórze). Jeśli ginekolog jest spoko, to nie ma znaczenia jakiego jest wyznania, bo uczciwie powie o wszystkich metodach, przedstawi za i przeciw, pokaże tabelkę ze wskaźnikami Pearla.Osobiście uważam, że przemilczenie tematu metod naturalnych czy wyśmianie takiej pacjentki tudzież religijny fanatyzm szkodzą przede wszystkim nam, pacjentkom, no ale toż to i dlatego trudno o dobrego lekarza ;/


Co do metod naturalnych, no ja jestem ateistką (chociaż z katolickiej rodziny) i wierzę w skuteczność medycyny i nie mam zamiaru wpadać :D

Ale widzę tutaj pewną sprzeczność u MarTinki :p no bo co za różnica jakie metody skoro w religii katolickiej (w ogóle w chrześcijaństwie) NIE MA SEKSU PRZEDMALZENSKIEGO? ;)
A co do wypadania pewnych "sytuacji", no cóż, dane mi było przeżyć namiętność większą niż mogłam sobie wyobrazić, to był prawdziwy pożar, z namiętności robiło mi się ciemno przed oczami....czasem nie można nad sobą zapanować- i szczerze mówiąc - życzę wszystkim takiego doświadczenia...<rozmarzyłam się>

Basinah
24-02-2008, 20:14
Ale widzę tutaj pewną sprzeczność u MarTinki :p no bo co za różnica jakie metody skoro w religii katolickiej (w ogóle w chrześcijaństwie) NIE MA SEKSU PRZEDMALZENSKIEGO? ;)

Katolicyzm (może i w ogóle chrześcijaństwo) odrzuca antykoncepcję inną niż naturalna, więc to nie jest żadna sprzeczność moich opinii. ;) Za metodami naturalnymi opowiadał się Jan Paweł II, więc dla mnie to dodatkowy bodziec do tego, żeby popierać i stosować w przyszłości takie metody.

Beth77
24-02-2008, 21:27
Kwestia religii w naszych wyborach - to sprawa osobista każdego z nas.
Ja wybierając metodę antykoncepcji- kierowałam się głównie skutecznością :D

Ale wracając do pierwotnego tematu - ćwicząc regularnie zauważyłam, że rzeczywiście bóle miesiączkowe mam mniejsze. W "te" dni nie rezygnowałam z zajęć, ale po prostu się nie forsowałam na zajęciach...

Ale jak już nie jedna z Was powiedziała - to indywidualna sprawa... :)

Pozdrawiam,

Zafirah
24-02-2008, 21:39
buuu wlasnie mi sie okres zaczal a jutro zajecia... wlasciwie to powiem Wam, ze nie pamietam juz jak w czasie okresu dziala na mnie TB wiec jutro mi sie odswiezy pamiec :D:cool:

Aurinko
24-02-2008, 23:17
:)Jasne ja tylko tak sobie myślę że teoretycy pozostaną teoretykami w każdej dziedzinie i każda wiedza się przyda o ile można ją zastosować w praktyce i dopasować do własnej sytuacji. :pKażdy ma prawo do swoich przekonań i należy je uszanować. :D A skarpetki są tak śmieszne, że nie nawiązują do prokreacji czy czegokolwiek z tym związanego.:D

Vasanta
25-02-2008, 13:55
niestety są tacy lekarze, którym ich światopogląd przesłania świat i dobro pacjentki (niestety nasłuchałam się sporo na ten temat, przeżyłam też na własnej skórze). Jeśli ginekolog jest spoko, to nie ma znaczenia jakiego jest wyznania, bo uczciwie powie o wszystkich metodach, przedstawi za i przeciw, pokaże tabelkę ze wskaźnikami Pearla.

Nic dodać, nic ująć.

MarTinko, niezależnie od wyznawanej religii dobry ginekolog powinien na twoją prośbę o przedstawienie naturalnych metod planowania rodziny (bo tak się one fachowo nazywają, w nomenklaturze religijnej nie ma mowy o antykoncepcji, ponieważ wiąże się ona z wpływaniem na naturalny stan organizmu oraz decydowaniem o niepoczęciu) powiedzieć ci wszystko, co na ten temat wie: obiektywnie, bez przeginania w żadną ze stron. Przedstawienie faktów pozwoli ci podjąć decyzję zgodnie ze swoim sumieniem, światopoglądem, stanem cywilnym itp.

Ja osobiście jestem za tym, żeby w pracy - tak jak w szkole - wyznawana religia nie była w ogóle przedmiotem dyskusji. Mieszkamy w państwie świeckim i to, że JA uważam Kościół Katolicki za autorytet w kwestii niedopuszczalności antykoncepcji nie powinno mieć żadnego wpływu na decyzje innych w tym względzie - zwłaszcza jeśli jestem lekarzem. Umoralnianiem zajmują się księża. Lekarze mają pomagać, nie nawracać.

Farida
25-02-2008, 15:12
Tak apropo, to nie wiem czy wiecie, ale w kodeksie etyki zawodowej (pracownikow sluzby zdrowia) jest cos takiego, ze w działaniu NIE MOZEMY kierowac sie wlasnie m.in naszym swiatopogladem czy religią ;) Kierujemy sie prawem i wiedzą medyczną, a aspekty moralne pozostawiamy pacjentom - ich sumieniu.

Antares
25-02-2008, 17:37
MarTinko, niezależnie od wyznawanej religii dobry ginekolog powinien na twoją prośbę o przedstawienie naturalnych metod planowania rodziny (bo tak się one fachowo nazywają, w nomenklaturze religijnej nie ma mowy o antykoncepcji, ponieważ wiąże się ona z wpływaniem na naturalny stan organizmu oraz decydowaniem o niepoczęciu) powiedzieć ci wszystko, co na ten temat wie: obiektywnie, bez przeginania w żadną ze stron. Przedstawienie faktów pozwoli ci podjąć decyzję zgodnie ze swoim sumieniem, światopoglądem, stanem cywilnym itp.



Tak jest. Dobry ginekolog napewno musi mieć wiedzę również z tego obszaru i to nie ma nic wspólnego z jego przekonaniami religijnymi czy etycznymi tylko jest kwestią jego profesjonalizmu.

Tak na marginesie (skoro jesteśmy przy wyrażaniu własnego zdania) to bardzo ciekawy wybieg z tą nomenklaturą. Jak dla mnie trąci to hipokryzją. Ponadto, odkąd śledzę ten wątek, chodzi mi po głowie taka jedna myśl, a mianowicie: jaką metodę "planowania rodziny" czy "antykoncepcji" stosował proboszcz z parafii na moim osiedlu, bo jej efekt jest już chyba nastolatką w sąsiedniej dzielnicy :D.
(Facet nadal jest proboszczem i ma się lepiej niż dobrze) :D.



Ja osobiście jestem za tym, żeby w pracy - tak jak w szkole - wyznawana religia nie była w ogóle przedmiotem dyskusji. Mieszkamy w państwie świeckim i to, że JA uważam Kościół Katolicki za autorytet w kwestii niedopuszczalności antykoncepcji nie powinno mieć żadnego wpływu na decyzje innych w tym względzie - zwłaszcza jeśli jestem lekarzem. Umoralnianiem zajmują się księża. Lekarze mają pomagać, nie nawracać.

MarTinka pewnie wybierze tak jak uważa (lub będzie uważała powiedzmy za lat 5), mam tylko nadzieję, że chęć podążania za JPII nie pozbawi jej zdrowego krytycyzmu i zdolności chłodnej kalkulacji. Ja wolę jeśli rzetelny lekarz powie mi wprost, że jakieś moje przekonanie jest mylne z punktu widzenia medycznego jeżeli to miałoby mi pomóc w dokonaniu właściwego - dla mnie a nie dla ludzkości - wyboru (a krytykuje się świadków jehowy że nie pozwalają sobie krwi przetoczyć). Każdy nasz wybór rzutuje na naszą przyszłość. Tak jak pisała Aurinko - od teorii do praktyki daleko, w przypadku MarTinki - ze względu na jej wiek i przekonania - myślę baaardzo daleko :). Warto jednak brać pod uwagę, że jeśli w życiu coś pójdzie nie tak (odpukać, ale takie jest życie) to ani pan bóg, ani matka boska, ani papież nie pomoże. Wejdzie w życie twarda zasada "umiesz liczyć? licz na siebie".

Basinah
25-02-2008, 19:03
Tak apropo, to nie wiem czy wiecie, ale w kodeksie etyki zawodowej (pracownikow sluzby zdrowia) jest cos takiego, ze w działaniu NIE MOZEMY kierowac sie wlasnie m.in naszym swiatopogladem czy religią ;) Kierujemy sie prawem i wiedzą medyczną, a aspekty moralne pozostawiamy pacjentom - ich sumieniu.
Hmm... Ale ginekolog ma prawo odmówić przypisywania środków antykoncepcyjnych? Coś takiego słyszałam...

Warto jednak brać pod uwagę, że jeśli w życiu coś pójdzie nie tak (odpukać, ale takie jest życie) to ani pan bóg, ani matka boska, ani papież nie pomoże. Wejdzie w życie twarda zasada "umiesz liczyć? licz na siebie".
Dobrze, że ja tak nie myślę. :D;)

bollyanna
25-02-2008, 19:13
Z tego co wiem, ginekolog może odmówić tylko wykonania aborcji z powodów światopoglądowych. Ale nie ma takiej siły, która go zmusi do przepisania pigułek, jeśli lekarz tego nie chce. Po prostu powie, że to dla ciebie niewskazane z medycznego punktu widzenia, i co mu zrobisz? Jeśli lekarz nie wypisuje pigułek bo tak chce, jedynym wyjściem jest zmiana lekarza...

Vasanta
25-02-2008, 23:19
Hmm... Ale ginekolog ma prawo odmówić przypisywania środków antykoncepcyjnych? Coś takiego słyszałam...
Ma prawo ze względów medycznych. Ze względów światopoglądowych nie - jak napisała Farida.


Z tego co wiem, ginekolog może odmówić tylko wykonania aborcji z powodów światopoglądowych.
Po sprawie Alicji Tysiąc ma wejść w życie poprawka stwierdzająca, że jeśli odmawia przerwania ciąży ze względów światopoglądowych, to powinien wskazać innego lekarza, który to zrobi (bo w Polsce przepisy pozwalają na przeprowadzenie takiego zabiegu w uzasadnionych przypadkach i zawsze pacjentka ma skierowanie).

Zafirah
26-02-2008, 07:09
wiecie co, kiedys czytalam o magistrze farmacji, swiadku Jehowy, ktory ze wzgledu na swoje poglady religijne nie chcial w aptece wydac kobiecie srodkow antykoncepcyjnych z recepty :blink:

Vasanta
26-02-2008, 08:04
wiecie co, kiedys czytalam o magistrze farmacji, swiadku Jehowy, ktory ze wzgledu na swoje poglady religijne nie chcial w aptece wydac kobiecie srodkow antykoncepcyjnych z recepty :blink:

To już jest przegięcie :-) Tak jakby pacyfista nie mógł sprzedawać noży. Albo tak jakby ktoś, kto wierzy, że czarne koty przynoszą pecha, topił wszystkie, jakie spotka - dla dobra społeczeństwa. Ten sam poziom absurdu jak dla mnie.

bollyanna
26-02-2008, 08:51
To już jest przegięcie :-) Tak jakby pacyfista nie mógł sprzedawać noży. Albo tak jakby ktoś, kto wierzy, że czarne koty przynoszą pecha, topił wszystkie, jakie spotka - dla dobra społeczeństwa. Ten sam poziom absurdu jak dla mnie.

Przesada zdecydowanie. Ale czy skoro nie chciał wydać, to znaczy że miał leki na stanie? Dziwne...

Vasanta
26-02-2008, 09:29
Przesada zdecydowanie. Ale czy skoro nie chciał wydać, to znaczy że miał leki na stanie? Dziwne...

W sumie zastanawiam się dlaczego nie chciał wydać. Z tego co wiem, oni odrzucają służbę wojskową, transfuzje i transplantacje, ale dopuszczają antykoncepcję...

Zafirah
26-02-2008, 10:13
no to moze nie swiadek Jehowy tylko ultrakatolik, niewazne :p, faktem jest, ze nie chcial sprzedac bo to sie klocilo z jego wewnetrzymi pogladami religijnymi i ze niby sprzedajac to doklada reke do "błędów" zyciowych tej kobiety. a czemu mial na stanie? bo tylko pracowal w tej aptece, a nie byl wlascicielem :)

Antares
26-02-2008, 11:26
Hehe... niezły gość

Nadmierna religijność granicząca z fanatyzmem jest zawsze szkodliwa społecznie :D ... zresztą jak każdy inny rodzaj nadgorliwości.
Jak to mówią - nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu :D

Farida
26-02-2008, 13:23
To już jest przegięcie :-) Tak jakby pacyfista nie mógł sprzedawać noży. Albo tak jakby ktoś, kto wierzy, że czarne koty przynoszą pecha, topił wszystkie, jakie spotka - dla dobra społeczeństwa. Ten sam poziom absurdu jak dla mnie.

W tym momencie, moze to głupio zabrzmi, ale powinien poprosić innego członka zespołu o wydanie leków ;) Tak mowi etyka :)
To tak jakby lekarz - swiadek Jehowy - odmówił nam transfuzji krwi w przypadku zagrozenia naszego zycia...

Aurinko
26-02-2008, 20:03
:pCzy nie jest to waszym zdaniem wspaniałe, że na formum poświęconemu TB poruszamy takie tematy?! Może to symboliczne i jakoś samo wyszło z tego TAŃCA BRZUCHA. Taniec nas łączy a czy tematy wykluwające się tu potrafią nas podzielić?:confused:

Quesse
26-02-2008, 20:16
To forum złożone prawie wyłącznie z kobiet, rozmawiamy o tańcu kobiet, więc nic dziwnego, ze inne sprawy dotyczące kobiet także poruszamy:) Bardzo mi się podoba, że mogę tu pogadać dosłownie o wszystkim. I myślę, że dopóki zachowamy zasady kulturalnej dyskusji, takie tematy nas nie podzielą - bo to tylko dyskusja o poglądach, nawet gdy mamy rożne zdania nie powstają zatargi osobiste;)

Alexis
26-02-2008, 21:38
I to, że nie kłócimy się o poglądy, świadczy o wysokim poziomie forum, no i oczywiście użytkowniczek :)

Uzależniłam się od Was, teraz kilka razy dziennie sprawdzam, czy nie ma czegoś nowego na forum :)

Vasanta
27-02-2008, 07:08
no to moze nie swiadek Jehowy tylko ultrakatolik, niewazne :p

Gdyby to było nieważne, to bym nie pytała :-)


bo to tylko dyskusja o poglądach, nawet gdy mamy rożne zdania nie powstają zatargi osobiste;)

Ja przepraszam, ale zatkam MarTince nos i ją nakarmię całą paczką pigułek, bo MOJE poglądy są ważniejsze niż jej zdanie, o! :-P To tak gwoli nawiązania do tej nadgorliwości :-)

Tak jak napisałaś, Quesse: wszystko gra, póki nie próbujemy sobie nic narzucać nawzajem, a jedynie przedstawiamy argumenty różnych stron. Na każdy temat.

Basinah
27-02-2008, 07:57
Ja przepraszam, ale zatkam MarTince nos i ją nakarmię całą paczką pigułek, bo MOJE poglądy są ważniejsze niż jej zdanie, o! :-P To tak gwoli nawiązania do tej nadgorliwości :-)
:D Cha, to by już nie była nadgorliwość, tylko głupota, bo tylko by Ci się tabletki zmarnowały. :p

Vasanta
27-02-2008, 08:00
:D Cha, to by już nie była nadgorliwość, tylko głupota, bo tylko by Ci się tabletki zmarnowały. :p

Głupota też. Na szczęście nie mam takich planów :-)

Nadżiba
03-05-2008, 12:43
Cóż, ja pomimo tego, że jestem praktykującą katoliczką, chodzę na spotkania wspólnoty parafialnej Ruch Rodzin Nazaretańskich to uważam, że stosowanie antykoncepcji jest OK, bo zapobiega się ciąży, a nie ją przerywa. W końcu te naturalne też niektórzy do zapłodnienia NIE DOSZŁO, a ich się nie krytykuje w Kościele. Dlatego dla mnie- antykoncepcja tak, aborcja nie.

Rasha
03-05-2008, 14:34
Bez wnikania w kwestie religijne - aborcja to wielkie zło, nawet gdy istnieją wskazania natury medycznej - jest to zło, tyle, że wówczas zło konieczne.

Po to natura uczyniła nas istotami rozumnymi, aby się przed niechcianą ciążą zabezpieczać. Sposobów są tysiące - od zawodnych metod naturalnych, poprzez skuteczne farmakologiczne (która można przecież łączyć) po super skuteczną - czyli szklankę wody zamiast :D

Jeśli ciąża jest - z obojętnych przyczyn - takich jak wiara, wpadka poprzez nieuwagę lub zawodną antykoncepcję - należy ją z pokorą przyjąć i donosić.

Dziecko można oddać do adopcji - kolejki adopcyjne ciągną się latami. Ludzie, którzy nie mogą mieć własnych dzieci a chcacych otoczyć cudze miłością i opieką są... tysiące !

Aborcja to morderstwo, do którego nie mamy prawa.

Nie ma czegoś takiego jak prawo kobiety do decydowania o własnym ciele, bo tutaj nie tylko o jej ciało chodzi, ale o cudze życie. Prawo do tej decyzji miała ZANIM podjęła ryzyko i poszła z kimś do łóżka.
Potem są już tylko konsekwencje.

Złe warunki materialne? Bieda? Równie bezpodstawny powód - wobec którego każda matka popadając w niedostatek nabywałaby prawo do zabicia narodzonych już dzieci.

Wpadka? Cóż... jak ktoś bawi się ogniem, musi liczyć się z ryzykiem poparzenia.
Chyba wiemy w jakim naczelnym celu natura stworzyła poped seksualny?

Gwałt? Najbardziej chyba dyskusyjna opcja - wiele razy sama zastanawiałam się co bym zrobiła w podonej sytuacji.
Ale czy fakt, żę ktoś nas okradł uprawnia nas do popełnienia podobnej lub gorszej zbrodni? W czym zawiniło dziecko? Dziecko, które ma prawo do godnego zycia - pod naszą lub adopcyjnych rodziców opieką? ;-)

Urodziałbym.

I żeby nie było - nie jestem osobą wierzącą :)

A kwestia poglądów lekarzy i pracowników aptek? Jednych i drugich są tysiące - jest w czym wybierać.

Każdy decyduje sam. I sam zostanie z konsekwencjami - każdej natury...
Lepiej zapobiegać niż stawać w obliczu dylematów i skutków.

Mona Monne
03-05-2008, 14:44
Zgodzę się z Rashy poglądami. Dodam jeszcze, że dla mnie aborcja dziecka poczętego w wyniku gwałtu, to mimo wszystko zabicie siebie samej...

Farida
03-05-2008, 15:37
Jeszcze mamy dwa powody, dla których kobieta może poddać się aborcji: kiedy ciąża zagraża jej życiu i kiedy płód obarczony jest wadami. Co wtedy? Bo dla mnie odpowiedz jest jasna <mimo wszystko>.

Rasha
03-05-2008, 16:04
To chyba zalezy, czy:
zagraża życiu kobiety czy zdrowiu a jesli to drugie to w jakim stopniu. Jesli w niewielkim todla mnie sprawa jasna.

wady - jakie? Rozszczep kręgosłupa kończy się śmiercią płodu, ale np. ...Down?
Kto ma prawo decydować i na jakiej podstawie?

Aurinko
03-05-2008, 16:51
Świadome życie to świadome decyzje. Każdy powinien o sobie decydować samodzielnie, bez zabobonów i manipulacji stron trzecich i nie powinien być ocenianym przez innych BO TO ON W KOńCU SPIJA Tą śMIETANKę. Natomiast im więcej wiedzy tym większa świadomość. Jeżeli ogranicza się dostęp do wiedzy, to jest w tym jakiś cel. Łatwiej jest manipulować owieczkami, które nie mają pojęcia o wielu sprawach. Religia jest tematem osobistym, zresztą jest ich dużo do wyboru do koloru i żadna z nich nie powinna być uważana za dominującą, bo ich rola jest taka sama. W większości z nich osoby przekazujące słowa proroka mają rodziny i wiedzą oficjalnie o czym mówią mówiąc o prokreacji. Jak wspomniałam na początku świadome życie to świadome decyzje - również tych do których kierują swoje słowa poparte praktyką.(OFICJALNą);)

Farida
03-05-2008, 16:53
Mówimy o zagrożeniu życia, a zdrowia, tak jak, Rasho, piszesz, zalezy w jakim stopniu. Kto decyduje? Jesli są wskazania to przede wszystkim nasze sumienie...lekarze i prawo. Nie popieram aborcji (oprócz sytuacji, gdy są ku temu wskazania) Dla mnie po prostu istnieje, a każda kobieta ma prawo wyboru. (wiem, w tym momencie zazwyczaj zaczynają sie dyskusje nt. tego, ze dziecko nie ma wyboru, wiec moze tutaj nie bede sie rozpisywac)


Właśnie. Nie wszystkie płody z poważnymi wadami umierają. Wiec, co później, gdy rodzicom po narodzinach dziecka pozostaje tylko czekać na jego śmierć?

Akurat zespół Downa to jedna z "lżejszych" wad.<Moze nie powinnam tego tak nazywac, ale troche juz widziałam> Wiele rodzin sobie świetnie radzi z takimi dziećmi. Ale jest jeszcze masa, masa innych wad, z którymi maluch jest w stanie tylko wegetować, a rodzice bezradnie czekają na śmierć swojego dziecka. W wielu przypadkach takie dzieci zostawiane są na oddziałach szpitalnych. Nie raz roniłam łzy z tego powodu. Na praktykach, które miałam przyjemność odbywać, opiekowałam sie dziećmi z różnymi wadami (m.in z zespołem Cornelia de lange-poczytajcie). Na tych praktykach właśnie, z kolezankami dosyć często rozmawiałyśmy na temat aborcji, i poglądy wielu z nas nieco się zmieniły. Tak naprawde łatwo sie o tym mówi, gdy nas bezposrednio to nie dotyczy.

Rasha
03-05-2008, 18:34
Wady to trudna sprawa, ale... apeluję o dystans wobec lekarskich diagnoz. Bywają mylne - w obie strony niestety/stety.
Sama miałam w ciąży (tej samej) 2 bardzo napięte sytuacje. W pierwszym tygodniu ciąży szczepiłam się na tropikalne choroby - o ciąży jeszcze nie wiedząc - które to szczepionki mają bardzo silne działanie teratogenne.
2 lekarzy kategorycznie radziło aborcje, nie dawali szans na normalne dziecko. Kilka tygodni później wykryto pierwotne zakażenie cytomegalią - bardzo groźne w ciąży, zwłaszcza w I trymestrze.
Co pokazała przyszłość? Wynik badania okazał się błędny - ale kosztowało mnie to tygodnie stresu i morze łez. A jeśli chodzi o szczepienia - dopiero n-ty z rzędu lekarz - profesor - uzmysłowił mi, iż przez pierwsze 16 dni ciąży wszelkie istotne zagrożenia skutkują poronieniem. Po 16 dniu - wady faktycznie są mozliwe.

Czasem pacjent musi być mądrzejszy od lekarza.
Ja tej ciąży nie usunełam - i całe szczęście - mówię dziś sobie, patrząc w oczy swojej ponadnadprzeciętnie uzdolnionej córce...

Antares
04-05-2008, 16:21
Każdy decyduje sam. I sam zostanie z konsekwencjami - każdej natury...


Otóż to - dlatego fakt urodzenia dziecka powinien być moją decyzją a nie narzuconą koniecznością.
Ja osobiście nie usunęłabym, ale to nie zmienia faktu, że jako wolny człowiek w wolnym kraju chcę mieć pewność, że państwo nie rządzi ani moim brzuchem, ani którejkolwiek innej kobiety, że każda ma prawo do wybrania swojego losu wedle własnych przekonań i sytuacji życiowej czy zdrowotnej. To musi mnie i innym kobietom gwarantować prawo świeckie, bez wpływów i naleciałości religijnych.

Mimo wszystko - i niech o mnie inni myślą co chcą - z medycznego punktu widzenia zarodek (pierwsze tygodnie) to kilka komórek na krzyż, nawet jeszcze nie płód - i ja się z tym zgadzam. Niestety w Polsce zaczynają mieć miejsce jakieś chore pomysły na kobiety ciężarne, np. chęć sztucznego ograniczenia cesarskich cięć bo niby za dużo (?!). Jeszcze trochę się pójdzie w tym kierunku i kobieta nie wyjedzie z tego kraju bez ważnego zaświadczenia, czy aby czasem nie jest w ciąży i czy przypadkiem nie jedzie usunąć (o takich pomysłach też się słyszało) - a to już pachnie ubezwłasnowolnieniem.

Jestem zdania - mój brzuch, moje zdrowie, moje życie i moja decyzja. Nie potrafię i nie mogę się zgodzić z postawą "Wpadłaś? - Mamy Cię! I zrobimy teraz z tobą co zechcemy!". Sankcje prawne i zabranianie w efekcie dają tylko pożywkę nieuczciwym "rzeźnikom-partaczom", którzy za grube pieniądze niejednokrotnie okaleczają kobiety, przeprowadzając zabiegi z koszmarnych warunkach (że o fachowości nie wspomnę), bo nie ma na nich przysłowiowego bata. Bo co im zależy? Podziemie kwitnie a rząd obstaje przy swoim zasłaniając się etyką. Zapis o dopuszczalności aborcji nie oznacza przecież nagłej fali wycieczek grupowych do gabinetów celem usunięcia ciąży. Raczej mało która by faktycznie usunęła lub chciała usunąć, ponadto każda kobieta doskonale wie, jakie jest ryzyko związane z zabiegiem - nawet przeprowadzanym we właściwych warunkach.




Ja tej ciąży nie usunełam - i całe szczęście - mówię dziś sobie, patrząc w oczy swojej ponadnadprzeciętnie uzdolnionej córce...


Zawsze cieszy mnie, gdy ktoś ma tak wiele szczęścia w nieszczęściu :) gratuluję i cieszę się razem z Wami :).

Niestety ja znam sporo historii z zakończeniem bardzo tragicznym, stąd taka moja ostra i zdecydowana postawa wobec bezduszności i obłudy osób ustanawiających prawo w Polsce.

Pozdrawiam!:)

Quesse
04-05-2008, 20:28
Rasho - gratuluję, że nie dałaś się przekonać lekarzom i okazało się, że miałaś rację:):):)

Antares - podpisuję się pod tym, co napisałaś:) Sama się zastanawiałam, jak to ująć, a Ty zrobiłaś to za mnie, dzięki:)

Varda
14-11-2008, 15:20
Mam akurat miesiączkę, więc przeczytałam cały temat i sie wypowiem:)
Taniec brzucha jak najbardziej mi pomaga. Zwykle robie shimmy, małe kółeczka, od czasu do czasu ósemki. Co jest dla mnie zabawne, pomagają mi też zwykłe podskoki,haha, w miejscu:) Nie wiem czy to dobrze wpływa wg zaleceń lekarzy, ale moje ciało jest jak najbardziej na tak.
Lubię mieć miesiączkę, czuję się wtedy wyjątkowo. Mimo, ze pierwszy dzień nie należy do najprzyjemniejszych, zawsze jest w całości tylko MóJ,np. nie spotykam się z moim mężczyzną, tłumacząc, że chcę poświecić sobie więcej uwagi i zjeść mnóstwo czekolady, posiedzieć dłuuugo w wannie itp:):)

Odnośnie ginekologów kobiet i mężczyzn. Nigdy nie byłam u faceta i chyba bym nie poszła, ponieważ traktowałabym go jak księdza wypowiadającego się teoretycznie o seksie, nic o nim nie wiedząc. Czyli nie poszłabym do faceta, ponieważ on empirycznie nie przekonał się jak to jest być kobietą.
Trafiłam na fajną ginekolożkę, poleconą przez siostrę. Potem zmieniłam jej gabinet na trochę większy, gdzie można było przeprowadzać inne badania, np cytologię czy usg pochwowe.

Nie stosuję tabletek.Za dużo sie nasłuchałam o dziewczynach,które biorą tabletki dla świętego spokoju, zabijając swój cykl, krwawienie, wymiotując, miec ciągle ból głowy itp. Jestem ciekawa jak stosowanie hormonów zaowocuje za ileś tam lat.
Nie robie tego ze względów religijnych, bo idea Boga jest mi obca. Wiem, kiedy mam dni płodne a kiedy już nie, obserwuję się, stosuję prezerwatywy. Nie uważam, ze jest to rezygnacja z seksu, kiedy ma sie na niego największą ochotę, w końcu seksem nie nazywamy tylko stosunek. Poza tym istnieje parę "rodzajów" seksu:)

Jestem za aborcją w wypadku gwałtu i wszelkiego rodzaju zagrożeń. Chciałbym, żeby chociaż to prawo było przestrzegane. Gwałt jest okropnym, ohydnym przeżyciem, a kobieta nie może przyjmować od losu wszystkiego, co jej daje, nawet w postaci dziecka, cudu.Dodam- nieplanowanego, niechcianego.
Czasami nie należy zgadzac się na rzeczywistośc.

Szahiya
14-11-2008, 18:34
Co do dyskusji nad aborcją przy gwałcie - dziwią mnie zdecydowane opinie, gdyż żadna z nas nie wie - i mam nadzieję, nie dowie się - jakie to uczucie, jaka sytuacja. Spekulować łatwiej niż decydować będąc w tej sytuacji.

A z tematów lżejszych - dzięki tb, gdyby nie względy higieniczne, mogłabym swoją dwudniową miesiączkę przeżyć o jednej podpasce ;) Pomyśleć, że kiedyś to wszystko trwało tydzień, w tym dwa dni nieprzyjemne i bolesne... Dżzs.

Sylka
16-11-2008, 03:14
Co do miesiączki, to ja po prostu wówczas nie mam wigoru. Jakoś nie chce mi się tańczyć. Ale jak tylko się skończy rzucam się w tany jak szalona ! Nieciekawie, jeśli np jakieś warsztaty przypadają podczas miesiączki, albo występ ( chociaz ja jeszcze zadnego nie zaliczyłam ) Ale mnie zdecydowanie zapału do tańca w tych dniach brak.

Zainab
16-11-2008, 12:58
A ja zawsze się starałam oszczędzać, kiedy taniec wypadał mi w "te" dni. Jak już mi zajęcia wtedy wypadały (na szczęście nie zdarzało się to często) to tańczyłam tak na pół gwizdka, bo nasłuchałam się, że shimmy nie można wtedy robić, czy pracowac mięśniami brzucha. No i brzuch mnie zawsze boli - to bardzo zniechęca do jakiegokolwiek ruchu.
Zaskoczenie przyszło dopiero na ostatnich warsztatach z Suraiyą. Takie mam szczęście, że pierwsze dni miesiączki wypadły mi akurat wtedy, a tak się cieszyłam na te warsztaty. I szczerze mówiąc na sali zapomniałam się, w ogóle się nie oszczędzałam, a 6 godzin shimmy to jednak coś ;)
Opamiętanie przyszło dopiero, gdy Suraiya powiedziała, że mamy teraz bardzo ukrwione miednice - trochę się nawet wtedy wystraszyłam. A tu niespodzianka- nie tylko brzuch mnie wtedy nie bolał, ale nawet krwawienie się nie nasiliło.
Wierzę, że to dlatego, że dzień przed i drugiego dnia okresu tańczyłam. Sprawdzę za miesiąc i dwa, czy to faktycznie taniec tak zbawiennie działa i dam wam znać ;)
Trochę się rozgadałam....:p

Badi'ah
16-11-2008, 13:14
Ja podczas miesiączki o wiele szybciej się męczę. Na brzuch nie narzekam jakoś szczególnie (2 tabletki ibupromu max z rana jakoś pomagają), nie zalewa mnie też aż tak bardzo... Ale przy większym wysiłku fizycznym mój organizm o wile szybciej niż zazwyczaj woła "dość" :suspicious:

Inayat
16-11-2008, 13:55
Mnie wtedy zabija fala brzuchem. Z resztą jakoś sobie radzę :)

Vasanta
16-11-2008, 22:30
Mnie fala brzuchem zabija ogólnie. Jakoś za łatwo mi się robi niedobrze przy tym...

kaoruaki
16-11-2008, 22:36
a ja w te dni umieram, nie jestem w stanie wstać z łóżka. Pomagają mi apapy, ale tak po pół godziny zaczynam czuć ulgę, Mimo to nadal boli. Jak probowałam robić shimmy to chyba troszkę bardziej mi sie krwawienie nasiliło, więc już nie probuję, no chyba, ze w dniach końcowych miesiączki.

Inayat
16-11-2008, 22:48
Mnie fala brzuchem zabija ogólnie. Jakoś za łatwo mi się robi niedobrze przy tym...

:eek: Ja mogę nawet najedzona falować. Jestem uzależniona od fal brzuchem :)

scarabee
17-11-2008, 09:24
:eek: Ja mogę nawet najedzona falować. Jestem uzależniona od fal brzuchem :)

Ja też ;)
A podczas okresu nie oszczędzam się jakoś specjalnie i nie czuję żadnych negatywnych skutków. Wręcz przeciwnie - mija mi wtedy ból :) Dzięki temu mogłam spokojnie odstawić ibuprom, który wcześniej zawsze musiał być pod ręką :)

kaoruaki
23-11-2008, 11:40
no i to jest właśnie jeden z tych dni, o których najlepiej zapomnieć. Dopadła mnie wczoraj wieczorem, i nie bolało, za to rano już nie mogłam dopiero teraz mi apap zadziałał. Najgorsze jest to, że cieszyłam się, że potańczę z dziewczynami a tu kicha.Może chociaż do Łady uda mi sie doczłapać... jeśli mi przejdzie.

Ellyah
23-11-2008, 17:11
co do robienia się niedobrze przy fali, to nie wiemy czy to dla innych się sprawdza, ale od kiedy przestałam falować tłuszczem :rolleyes: a zaczęłam bardziej działam mięśniami,to jest dużo lepiej :D Jakowoż też i tych drugich jest troszkę więcej.
Też mam okres i dopóki czymś się zajmuję,jest ok , choć z reguły jestem raczej niezbyt żywiołowa i śpiąca.

Vasanta
23-11-2008, 17:14
Mnie się robi niedobrze, jak wciągam przeponę. Tłuszcz na brzuchu? Hm. Gdzieś może jest... ;)

Adara
30-01-2009, 14:10
Nie mam jakichś problemów jeśli chodzi o taniec brzucha podczas miesiączki, mam to szczęście, że nigdy nie są bolesne. Niby coś tam czuje jakieś skurcze i taniec na mnie działa odprężająco. No, może nie czuję się jakoś w tych dniach niesamowicie sexy, ale to się da przeżyć;)
Jeśli chodzi o miesiączkę grupową;) to też zauważyłam, że zawsze z mamą i siostrą nam się zbiega mniej więcej w tym samym czasie, tak samo z dziewczynami, z którymi mieszkam na studiach, coś w tym musi być. ;) Za to jeśli mówimy o narzekaniu, to ja jestem nie do zniesienia na 2-3 dni przed okresem, a pierwszego dnia mi wszystko puszcza i jestem spokojna i kochana i nic mnie z równowagi nie jest w stanie wyprowadzić. Dziwne..:p

Varda
30-01-2009, 14:42
Jeśli chodzi o miesiączkę grupową;) to też zauważyłam, że zawsze z mamą i siostrą nam się zbiega mniej więcej w tym samym czasie, tak samo z dziewczynami, z którymi mieszkam na studiach, coś w tym musi być. ;)

Tu chodzi o to, która z samic będzie pierwsza w okresie płodnym i będzie mogła urodzić młode. Czysta biologia, niestety zero wyższych idei:)

Adara
30-01-2009, 15:49
Ciekawa sprawa, aż mnie to zaintrygowało i się zastanawiam w jaki sposób to się dzieje, że tak się to wszystko synchronizuje, no bo hormony przecież z jednej na drugiej nie przeskakują.... Aż muszę poszperać więcej na ten temat, bo mi to spokoju nie da :D

kaoruaki
30-01-2009, 16:23
Tu chodzi o to, która z samic będzie pierwsza w okresie płodnym i będzie mogła urodzić młode. Czysta biologia, niestety zero wyższych idei:)

ah, to o to chodzi z tymi synchronami < uśmiech do Eryki > ;)

Vasanta
30-01-2009, 16:50
Ciekawa sprawa, aż mnie to zaintrygowało i się zastanawiam w jaki sposób to się dzieje, że tak się to wszystko synchronizuje, no bo hormony przecież z jednej na drugiej nie przeskakują.... Aż muszę poszperać więcej na ten temat, bo mi to spokoju nie da :D
To jest zasługa feromonów, nie hormonów :) Wpływają na pracę gruczołów dokrewnych i wydłużają jedne fazy, a inne skracają, przez co po pewnym czasie cykle się synchronizują.

Ja pamiętam taką zabawną sytuację, kiedy nocowała u nas koleżanka mojej współlokatorki. Wszystkie trzy bardzo zdumione obudziłyśmy się rano w wielkich kałużach, bo żadna z nas się tego nie spodziewała :) Później tylko była panika i debaty nad dwoma tamponami na trzy... :D

Aini
30-01-2009, 21:37
Ja dzisiaj pierwszy raz poszłam na zajęcia podczas pierwszego dnia okresu.. I.. Nie było tak źle, choć ja źle znoszę te nasze kobiece dni. Wydaje mi się czasami dobra rozgrzewka może bardzo wpłynąć na samopoczucie.. Do końca zajęć tryskałam energią, w co sama nie mogłam uwierzyć..

Oleta
31-01-2009, 13:24
Ja pamiętam taką zabawną sytuację, kiedy nocowała u nas koleżanka mojej współlokatorki. Wszystkie trzy bardzo zdumione obudziłyśmy się rano w wielkich kałużach, bo żadna z nas się tego nie spodziewała :) Później tylko była panika i debaty nad dwoma tamponami na trzy... :D

No proszę, a ja myślałam, że te opowieści o "synchronizowaniu" się cyklów kobiet mieszkających razem to jakieś "urban legends"! ;)

Nigdy mi się nic takiego nie przydarzyło mimo spędzania całkiem długich okresów pod jednym dachem z różnymi kobietami (począwszy od rodzonej mej matki!)...

Farida
31-01-2009, 16:35
Mi się, takie synchrony, notorycznie przytrafiają z moimi przyjaciółkami ;) "co do dnia i niemalże godziny" ;D

Alia
04-02-2009, 17:17
To jest zasługa feromonów, nie hormonów :) Wpływają na pracę gruczołów dokrewnych i wydłużają jedne fazy, a inne skracają, przez co po pewnym czasie cykle się synchronizują.

Ja pamiętam taką zabawną sytuację, kiedy nocowała u nas koleżanka mojej współlokatorki. Wszystkie trzy bardzo zdumione obudziłyśmy się rano w wielkich kałużach, bo żadna z nas się tego nie spodziewała :) Później tylko była panika i debaty nad dwoma tamponami na trzy... :D


hahahahahahahaha...:D
Niezle. Wprost masakra. mi sie tak dokladnie co do dnia i godziny nigdy nie przytrafilo.

carmenta
18-05-2009, 16:10
Tak troszkę nie na temat, ale tylko troszkę. Słyszałam jak kiedyś pewien ginekolog (starszy facet) powiedział: "Miesiączka to krwawe łzy macicy po tym, że nie zaszła w ciąże" (czy jakoś tak, sens ten sam). Myślałam, że mu coś urwę. :angry:

Ja bym urwała nie głowę, a co innego:D Dopiero by płakał krwistymi łzami:D

A wracając do tematu tb a miesiączki, to mój organizm przez pierwsze dwa dni krzyczy do mnie: masz leżeć i pachnieć!!! ....No to leżę:cool:

Ósemki może bym i zrobiła, ale o shimmy mogę zapomnieć. Czuję się wtedy tak, jakbym miała w dole brzucha piłkę (nawet tak to wygląda - bo nie mogę brzuszyska wessać), na którą naciska imadło w postaci macicy, a ta piłka z każdym naciskiem się bardziej rozpycha. Kiedyś próbowałam to "wytrząść" przez shimmy, ale było jeszcze gorzej. A po brzuszkach (bo gdzieś tu taki argument padł, że pomagają), to takiego krwotoku dostałam, że chorowałam przez kolejne trzy dni. Teraz dosłownie nie robię nic w pierwsze dwa dni okresu:p Jednym słowem jestem w zgodzie z własnym ciałem. :D

calypte
18-05-2009, 17:25
o shimmy mogę zapomnieć.

To samo mam :sick:.. jak je robię to wydaje mi się, że wytrząsam z siebie jakąś nieziemską ilość `krwawych łez macicy` (no nie mogłam się powstrzymać - porównanie bomba :D), potem mogę chodzić jedynie w pozycji zgiętej w pół..O ile w ogóle mogę chodzić. No i przez całe zajęcia, jak już mnie miesiączka dopadnie, jestem święcie przekonana, że mam wielką plamę z tyłu na spódnicy i że wszyscy się na nią patrzą..

Adara
18-05-2009, 18:07
A u mnie właśnie shimmy bardzo pomaga i rozluźnia....:unsure::D

calypte
18-05-2009, 18:14
Mi pomaga i rozluźnia jak mam pms :D.. lepsze takie shimmy niż dać komuś w zęby.

carmenta
18-05-2009, 18:24
A ja osobiście nie rozumiem tego całego zamieszania z tym, że kobieta przed i podczas okresu sie zmienia w wiedźme (najczęściej). Ja sobie wypraszam. To nie ja się zmieniam, tylko cały świat wariuje i mnie w....nerwia:D:D:D Jak się nagle wszyscy sprzysięgaja przeciwko mnie, to ja sie mam prawo bronić i w zęby dać. A co!:D

Nunah
18-05-2009, 18:30
A mnie dziwią kobiety, które podczas pmsa mają ochotę dawać w zęby. Ja zwykle po prostu płaczę ;) Taniec działa zbawiennie na wszystkie comiesięczne smutki i bóle.

carmenta
18-05-2009, 18:44
mi się płakać chciało jeszcze kilka lat temu. Teraz jak jestem w pracy i na kilka dni przed okresem, to moje robaczki, za które odpowiadam, mają przerąbane jak mi podpadną:D:D:D Podobnie jak ciało, tak i nastroje się zmieniają:)

Vasanta
18-05-2009, 19:17
A ja i płaczę, i się wkurzam. Wszystko i wszyscy mnie irytują, a jak na nich nawrzeszczę, to sobie zdaję sprawę, że jestem okropną wiedźmą, i zaczynam płakać... A jak zaczynam, to jest powódź, bo nagle sobie przypominam mnóstwo niekoniecznie smutnych rzeczy, które trzeba rzęsiście zrosić łzami.

Sądziłam, że branie pigułek troszkę mnie utemperuje, ale płonne nadzieje... Jest dokładnie tak samo jak dawniej, tyle tylko, że nie mam okresu.

carmenta
18-05-2009, 21:46
Mi pigułki pomogły tylko w ustabilizowaniu okresu (wreszcie mam 5 dniowy, a nie 10-dniowy). Ale jeśli chodzi o nastroje, to nic się nie zmieniło również. Tyle, że mniej płaczę, a bardziej krzyczę, tudzież wbijam szpilę. Dobrze, że moi bliscy już wiedzą, że to nie oznacza, że ich już nie kocham, tylko że lepiej mi zejść z drogi, tudzież pójść na męski wieczór i wrócić jak będę spać. Chociaż podobno ostatnio na mojego mężczyznę namruczałam przez sen. Brzmiało to mniej więcej: "gdzie lazisz po mnie ty draniu hrrrrrrrrrr....":D Dobrze, że tego nie pamiętam:p

Vasanta
18-05-2009, 22:19
Ja uciekam na drugi koniec łóżka. Później mi marudzi rano: "uciekałaś ode mnie!"

Dzwoneczek
18-05-2009, 22:25
A ja biore pigułki i mój okres trwa 1,5 dnia, bez zadnego pmsu ani bólów.:)

carmenta
18-05-2009, 22:26
Ja uciekam na drugi koniec łóżka. Później mi marudzi rano: "uciekałaś ode mnie!"

Mi mój zabiera całą kołdrę, a potem mówi...zakryj się, bo ci tyłek marznie:D

calypte
18-05-2009, 22:33
A ja biore pigułki i mój okres trwa 1,5 dnia, bez zadnego pmsu ani bólów.:)

Jak ja Ci zazdroszcze takiej reakcji organizmu ..Jak brałam pigułki moje życie to był jeden wielki pms i niekończący sie okres :suspicious:..nigdy więcej tego świnstwa (z reszta i tak mam zakaz brania pigułek:push:)

Vasanta
18-05-2009, 23:26
Dzwoneczku, calypte, kolejny dowód na to, że każdy reaguje na leki inaczej :)

Przypominam tylko, że od dyskusji o antykoncepcji jest osobny wątek, a biorąc pigułki nie ma się miesiączki.

carmenta
18-05-2009, 23:41
No właśnie - wracając do miesiączki. Ja sobie w sobotę truptam na zajęcia tb, a tu mnie krew zalewa:( No i po zajęciach. Mogłam jedynie leżeć i pachnieć. Odkuję się w tą sobotę:)

Vasanta
18-05-2009, 23:43
Zazdroszczę, że chociaż pachniesz. Ja mam wrażenie, że śmierdzę, i to nawet tuż po kąpieli. Błe...

Farida
18-05-2009, 23:45
Przypominam tylko, że od dyskusji o antykoncepcji jest osobny wątek, a biorąc pigułki nie ma się miesiączki.

Dzięki, vasanto:). Bo już chciałam Wam o tym przypomnieć ;)

carmenta
18-05-2009, 23:57
Zazdroszczę, że chociaż pachniesz. Ja mam wrażenie, że śmierdzę, i to nawet tuż po kąpieli. Błe...

Polecam balsamy do ciała Kings&Queens. Ja mam o zapachu mirry i dzięki niemu nie czuję nic oprócz aromatu orientu.W czasie okresu naprawdę działa cuda :) A do tego w te dni nie przemęczam się strasznie, gdyż mój mężczyzna kolo mnie skacze, bo wie, że jak mnie skurcze brzucha dopadną to nie ma takiej sily, żeby mnie z lóżka ściągnęla. Dobrze, że koszmar się u mnie w weekend zaczyna, bo do pracy wstawać nie muszę:D Tyle, że zajęcia tb przegapiam :(

Dzwoneczek
19-05-2009, 09:45
Moja instruktorka tańca powiedziała mi kiedys, aby w ogóle uwazać podczas okresu z wszystkimi ruchami typu kołyska - takimi bujanymi, bo można doprowadzic do jakiegos krwotoku. Nie znams ie na tym, ale troche mnie tym przestraszyła.

Alia
19-05-2009, 10:52
nam kazala unikac bodywavea

Farida
19-05-2009, 12:00
A ja tylko napiszę - nie dajmy się zwariować :wacko:

carmenta
19-05-2009, 12:03
No właśnie - najważniejszy jest umiar i słuchanie swojego ciała :)

Vasanta
19-05-2009, 12:14
Polecam balsamy do ciała Kings&Queens. Ja mam o zapachu mirry i dzięki niemu nie czuję nic oprócz aromatu orientu.
Tego wrażenia nie zmienia żaden balsam - bo to we mnie jest, to uczucie :)

Karoli
11-06-2009, 19:35
Czy dobrze zrozumiałam z całego wątku, że w czasie kresu nie powinno się wykonywać fali, wielbłąda i tego typu ruchów, za to można spokojnie wszystko inne, jak np. shimmy czy ósemki?

klymenystra
11-06-2009, 19:59
Karoli, moim zdaniem mozesz robic wszystko :) Jak niby ma Ci wielblad zaszkodzic? Albo fala?

Vasanta
11-06-2009, 20:05
Czy dobrze zrozumiałam z całego wątku, że w czasie kresu nie powinno się wykonywać fali, wielbłąda i tego typu ruchów, za to można spokojnie wszystko inne, jak np. shimmy czy ósemki?
Nie ma konkretnych zakazów - wszystko zależy od Twojego ciała. Każda instruktorka ma inne zalecenia dotyczące tańca podczas okresu. Ty decydujesz, które z nich zastosujesz.

Co do konkretnych ruchów, to spotkałam się z opiniami, żeby to shimmy unikać... nie ruchów wężowych :) Choć mnie właśnie shimmy pomaga poradzić sobie z bólem - a bardzo przeszkadzają wszelkie wirowania i obroty: mam wtedy mdłości ;)