PDA

Pokaż pełną wersję : W łóżku z Horacjuszem...



grashka
04-05-2010, 12:39
Nie lubię książek w twardej oprawie. Ani w formacie A4. Są niekompatybilne z moją czytelniczą pozycją boczną ustaloną, przybieraną w łóżku przed snem. Tej książce jednak z góry wybaczyłam wszystkie te wydawnicze defekty :). Za bardzo interesowała mnie treść.

Na warsztaty z Cifuentesami nie miałam czasu się cieszyć. Ostatnio sporo się u mnie dzieje i żyję daną chwilą od wieczoru do wieczoru kiedy ja i refleksja Kolejny-Dzień-Minął-Nie-Wiedzieć-Kiedy spotykamy się przy książce lub krzyżówce. Wsiadłam w pociąg niewyspana i zmęczona tygodniem. Ale przynajmniej miałam w końcu chwilę aby nacieszyć się nadchodzącymi warsztatami i wzbudzić w sobie odpowiednie podekscytowanie. W ciągu kilku godzin warsztatów z Beatą i Horacio nawet nie zdawałam sobie sprawy, że się tak świetnie bawię. Wciągnęli mnie szybko i od razu całkowicie w swój świat belly dance (Horacio nie lubi tego określenia). Zdałam sobie z tego sprawę parę dni później kiedy odkryłam, że to już chyba 15 raz kiedy ćwiczę z wypiekami na twarzy choreografię Horacjusza (tak jakoś mi się czule, a jednocześnie wygodniej o nim mówi).

Wszystko powyższe nie zmienia faktu, że wyjechałam z Katowic załamana. Najzwyklejsza defilada Horacjusza wydawała mi się nie do odtworzenia przez moje własne ciało w taki sposób, by choć w 30 procentach oddawało ono lekkość, grację, elegancję, skromność a jednocześnie swego rodzaju dumę i wyniosłość świadomej siebie tancerki. A myśl, że pierwsze 30 lat mojego życia mam już za sobą i bynajmniej nie były to lata oddane baletowi więc nigdy nie będę miała takiego zaplecza technicznego w ciele jak on, wcale nie pomagała mi się pozbierać.

Za wyznania Horacjusza zawarte w jego książce ”Confessions of a Male Belly Dancer”, kupioną zanim jeszcze Beata na dobre nie wyszła ze swoich warsztatów, wzięłam się od razu po powrocie do domu, mimo, że byłam wykończona podróżą pociągiem i była prawie 4 nad ranem. Moja codzienna pozycja boczna ustalona musiała pójść w zapomnienie. Ciężka, sztywna, pięknie wydana i pachnąca kniga wymagała specjalnego traktowania…

„Po latach przebywania w świecie zawodowego baletu, w otoczeniu idealnych ciał o niewyobrażalnych zdolnościach technicznych, dopiero kobieta dobrze po 50-tce była w stanie pokazać mi czym naprawdę jest taniec. Kiedy Magana [Baptiste przypis mój], matka trójki dzieci, występowała w tym swoim studio, zobaczyłem taki wdzięk, tak piękną energię i światło bijące z jej oczu kiedy tak tańczyła, że zainspirowało mnie to do tego by samemu stać się kiedyś tancerzem orientalnym.” Te słowa pojawiają się na pierwszych stronach jego biografii i już podnoszą mnie na duchu. Zasypiam a Horacjusz wyprostowany, męski i subtelny majaczy mi między kolejnymi snami.

Czytanie zajęło mi tydzień. I to tylko dlatego, że mogłam czytać dopiero późnym wieczorem, po kolejnym wykańczającym dniu. Po zachęcającym wstępie, troszkę się zniecierpliwiłam. Horacjusz opisuje swoje życie od najwcześniejszych wspomnień. Oczywiście, że także mnie to interesowało. Cifuentes spodobał mi się nie tylko jako tancerz i pedagog ale i jako człowiek. Sposób w jaki na gali Nova Orient wypowiadał się o Beacie – swojej żonie, o swoich uczennicach z CATTa sprawił, że polubiłam go jeszcze bardziej. Za ciepło, skromność, otwarcie i jednoczesny dystans do nas, uczestniczek warsztatów i widowni zgromadzonej w Kinoteatrze Rialto. Dlatego kupiłam od Beaty jego książkę wydając na nią ostatnie swoje pieniądze. Przeglądając książkę w pociągu, już planowałam, że podzielę się z Wami tym co się z niej dowiem. Nie napiszę wszystkiego, w końcu kto jak kto, ale Cifuentesowie o prawa autorskie i majątkowe dbają… może jednak któraś z Was będzie chciała tą książkę kiedyś kupić i przeczytać. Wszystkiego zdradzić nie mogę! A i zarobić na sprzedaży tej książki muszę im pozwolić.

Horacio urodził się w Kartagenie, w Kolumbii. Miał kilkoro rodzeństwa, specyficzną rodzinę, której głową był Tomas Federico Cifuentes. Ojciec był oficerem marynarki oraz inżynierem i nadzorował budowę statków w różnych częściach świata. To przez niego rodzina trafiła do Hiszpanii, gdzie Horacjusz obejrzał prawdziwy pokaz flamenco, w którym zakochał się w okamgnieniu i natychmiast zaczął uczyć się grać na kastanietach. To w Hiszpanii, w Sewilli, wystąpił publicznie po raz pierwszy i pokochał scenę mając zaledwie 7 lat. Potem los rzucił Cifuentesów do Polski.

Kolorowy chłopak, w dziwacznych, kolorowych ubraniach (odmówił noszenia mundurka) wywołał w szarej, prostokątnej, socjalistycznej szkole brytyjskiej w Gdańsku nie lada zainteresowanie. Szybko jednak znalazł przyjaciół i zakochał się. W Balecie. To właśnie w Gdańskiej operze Horacjusz zobaczył pierwszy balet na żywo. Było to „Jezioro Łabędzie”. Fascynacja jak obudziła się w nim wtedy zaprowadziła go na prywatne lekcje baletu do Bogdana Chojnackiego – głównego choreografa opery w Gdańsku. Od tej chwili balet stał się jego miłością, ambicją, życiowym celem ale także źródłem frustracji, cierpień, kompleksów, braku akceptacji oraz katorżniczej pracy.

Po trzech latach w Polsce, po których Horacjuszowi zostały wspomnienia pięknych kobiet oraz zwrotów: „raz, dwa, tri, ćtery”, „prosie pani” i „rozumieś?”, los rzucił jego rodzinę z powrotem do Kolumbii (a dokładniej do Bogoty). Horacjusz kontynuował naukę baletu, mimo zbyt wysokiego wzrostu (w wieku 13 lat mierzył już 185 cm) i późno rozpoczętej nauki. Tam też doświadczył LSD…

Leżąc kolejnego wieczora na wznak w łóżku z Horacjuszem denerwuję się, że muszę się nieźle czasem nagłowić, żeby policzyć ile miał lat w danym opisywanym przez siebie momencie życia. Nie zawsze wszystko opowiada chronologicznie, czasem nie wiem który właśnie rok „przerabiam”. Czasem znajdę datę przy fotografii kilkadziesiąt stron później. Ale czy to właściwie aż tak istotne? Nie, to jednak nie chodzi o daty… Chyba bardziej denerwuję się, że minęłam już pół książki a wciąż jestem na balecie a o tańcu orientalnym cicho sza :(

Horacjusz miał 17 lat kiedy zainteresował się jogą. W aśramie Satyananda, w której spędził kilka miesięcy pracując, medytując, ćwicząc i wdrażając dyscyplinę w swoje życie. Tam również poznał attache kulturalnego Ambasady Francuskiej w Bogocie Pierra Cocheta oraz dyrektora San Francisco Ballet, Michaela Muina. Ci dwaj gentlemani pomogli mu zrealizować marzenia o zawodowym balecie.

Wyjazd do USA otworzył Horacjuszowi drzwi do kariery. Zarówno baletowej jak i belly dancowej. W Nowym Yorku, gdzie wyjechał najpierw na obóz taneczny, został zauważony i zaproszony do dołączenia do San Francisco Ballet Company, z którą związał się na wiele kolejnych lat i przeszedł dość ciężką szkołę życia z zawistnymi tancerzami, złośliwymi dyrektorami, kapryśnymi balerinami ale też i światowej sławy choreografami. W San Francisco spotkał swojego duchowego guru Walta Baptiste, u którego rozwijał jogę, medytację, przeszedł na wegetarianizm i pod którego duchowym przewodnictwem zaczął szukać sensu swojego życia, samoakceptacji i sposobów na pogodzenie się ze światem w jego ówczesnej postaci.

W The Baptiste Yoga Center Horacjusz poznał Maganę, żonę Walta, która prowadziła zajęcia z tańca orientalnego w studiu znajdującym się nad szkołą jogi swojego męża. To właśnie opis wrażeń z pierwszego spotkania Horacia z Maganą pojawił się na początku moich Horacjuszowych opowieści. Kiedy dotarłam w końcu do tego miejsca biografii Horacia, zaczęłam się z podekscytowania wiercić w łóżku :) Ale ten „złośliwiec” znowu wrócił do pisania o balecie. Rozdrażniona poszłam ostentacyjnie spać przybierając pozycję boczną ustaloną.

Kolejnego wieczora dałam mu drugą szansę. Nie zawiódł mnie. Horacjusz rozłożył się na dwóch kołdrach na moim brzuchu i rozbawił mnie opisem swoich pierwszych belly dancowych występów. Nie zdradzę Wam za wiele, ale zdjęcie, które znalazłam kilkanaście stron później i dotyczy tego występu, przedstawia niebieskiego potworka wijącego się po podłodze niczym w epileptycznych spazmach. Tak właśnie zinterpretował słowa Magany kiedy ta zapytana przez Horacia: „Ależ Magana, co mam robić? W San Francisco Ballet zawsze mi mówią co i jak mam tańczyć” odpowiedziała: ”Możesz zrobić co zechcesz”.

Horacjusz rozpoczął swoją przygodę z tańcem orientalnym ciągle będąc tancerzem baletowym. Nie było to dobrze widziane w branży ale Horacio nie porzucił nowej fascynacji. Zachęcony pozytywną reakcją na jego „niebieski występ”, Cifuentes postanowił wystąpić na festiwalu belly dance organizowanym przez Jamilę Salimpour. Ta zgodziła się niechętnie. Kilka dni później, kiedy Horacjusz przyjechał wcześniej na warsztaty z Suhailą Salimpour, jej matka Jamila naskoczyła na niego ze stekiem wyzwisk i obraźliwych uwag (z „masturbacją” włącznie) dotyczących jego tańca…

Horacio wziął się za siebie, w orientalnym sensie. Uczył się między innymi u Shareen El Safy z Santa Barbary, która uświadomiła mu jak ważna jest prawidłowa postawa w tańcu arabskim (w książce jest cała adnotacja na ten temat i chętnie przekażę Wam ją w innym wątku). Cifuentes stał się również maniakiem kaset video, na których oglądał egipskie tancerki. Odkrył wtedy, że ich taniec różnił się od tego, co prezentowały sobą amerykańskie tancerki – był bardziej zrelaksowany i logiczny jeśli chodzi o interpretację melodii. Za jakiś czas zaoferowano mu prowadzenie zajęć TB w południowej Kalifornii. Przyjął ją nie bez oporów (wciąż czuł, że wie zbyt mało). Uświadomił sobie wtedy również, że kwintesencja radosnego tańca nie ma nic wspólnego z wiekiem czy też byciem szczupłym. Najpiękniejsze pokazy jakich był świadkiem w świecie tańca brzucha były występy tancerek, które były„w wieku bardzo dojrzałym i miały sporo zbędnych kilogramów w biodrach”. Ciągle jeszcze, od czasu do czasu, występował w przedstawieniach baletowych. W wieku 34 lat zdecydował się zakończyć karierę baletmistrza. Napisał o tym: "To smutne, że tancerze baletowi dojrzewają artystycznie dopiero wtedy gdy ich ciała nie są już w stanie więcej znieść brutalnego treningu. Jakże jestem uprzywilejowany mogąc przedłużyć swoją karierę poprzez taniec orientalny i niekończące się możliwości wyrazu artystycznego.”

Zanim Horacjusz napotkał na swej ścieżce Beatę, z którą zgłębił tajniki nie tylko małżeństwa ale również arabskiej kultury, występował co tydzień przez 4 lata w luksusowym klubie Pasha’s na Broadwayu dla arabskiej klienteli. Tam zaczął tańczyć drum solo do muzyki granej na żywo, rozwinął umiejętność grania na saggatach i… zbierania napiwków. Pracę tą rzucił po tym jak podczas jednego z występów gdy Horacjusz próbował zahipnotyzować publiczność powolnym i kontemplacyjnym tańcem, jeden z kelnerów włączył przenośny odkurzacz i zaczął usuwać nim okruszki ze stołu.

Z przerażenia aż podniosłam się z łóżka. Znowu rozdział o balecie! Czy on nie ma litości?! Na szczęście (dla mnie) Horacjusz powrócił na kilka chwil na baletowa scenę ale jego życie kwitło już pod znakiem belly dance. Z ulgą przeczytałam tytuł kolejnego rozdziału: „Ibrahim Farrah” (nazwisko tego nauczyciela od razu wydało mi się fajne – sama przecież jestem Farah ;))

Ibrahim Farrah, był jednym z najlepszych nauczycieli w owym czasie w Ameryce. Horacjusz wyznaje, że miał wyjątkowe szczęście mogąc uczyć się u niego a nauka ta wywarła ogromny wpływ na jego taniec. Ibrahim (czy też „Bobby” jak go wszyscy nazywali) nauczył Horacjusza jak słuchać złożonej i bogatej instrumentalnie muzyki orientalnej, podpowiedział mu jakie kroki współgrają z jakim rytmem i jakie emocje i uczucia powinny być wywoływane przez różne melodyczne nastroje. Niestety, Ibrahim nie bardzo mógł zaakceptować fakt, że Horacio poznał Beatę i zakochał się z wzajemnością.

Beata otworzyła przed Horacjuszem kolejne drzwi, nie tylko te orientalne. Zaczął patrzeć na siebie jej oczami, zrozumiał jak może być postrzegany, jakie ma wady. Razem z Beatą odbył swoją pierwszą podróż do Kairu, gdzie, pomimo wcześniejszego kontaktu z kulturą arabską, doznał szoku estetycznego i higienicznego. Jednak wrażenie jakim wywarł na nim występ na żywo Mony Said z orkiestrą pozwoliło szybko otrząsnąć się z pierwszych nieprzyjemnych emocji: „Ach, więc o to chodzi”. Łzy leciały mi po policzkach kiedy słuchałem uwertury. Cóż za niebiańska melodia. Jaki wspaniały arras dźwięków (…) Nie ważne co mówią, ale nie sposób wyobrazić sobie brzmienia 35 osobowej orkiestry arabskiej. Byłem w ekstazie”

Innego wieczora Cifuentesowie obejrzeli pokaz Diny, Beata również dała improwizowany występ. A gdy Dina dowiedziała się, że mąż tej zdolnej, niepozornej blondynki z Niemiec również jest tancerzem orientalnym, wyciągnęła go na scenę i pozwoliła zanurzyć się w akordeonowym solo.

Beata i Horacjusz zjawiali się w Kairze regularnie. Oglądali pokazy, szyli stroje u najbardziej uznanych projektantów, wydawali koszmarne sumy na choreografie najbardziej znanych specjalistów w tej dziedzinie, nagrywali utwory przygotowane specjalnie dla nich przez orkiestry, produkowali płyty. Każdemu z tych zadań towarzyszyły mniej lub bardziej zabawne sytuacje spowodowane zarówno różnicami kulturowymi jak i całkowitą rozbieżnością charakteru Horacia, Beaty i spotykanych przez nich gwiazd.

Owe sławy to między innymi Samia Gamal, którą Cifuentesowie zaprosili do Berlina, gdzie mieszkali razem od ślubu i gdzie planowali zrobić orientalne przedstawienie w stylu lat 40-tych, którego ukoronowaniem miało być uhonorowanie którejś z gwiazd tego okresu. Samia zgodziła się wziąć udział, jednak zmarła przed zanim impreza się odbyła.
Cifuentesowie zwrócili się do innej legendy. Tahia Carioca kilkakrotnie odmawiała im spotkania, a gdy wreszcie zgodziła się na spotkanie a następnie na przyjazd do Berlina, Horacjusz niemal wyrywał sobie włosy przyglądając się z niedowierzaniem gwiazdorzeniu Carioci, które miało niewiele wspólnego z klasą, wdziękiem i szykiem. Przedstawienie odbyło się według planu i kosztowało Cifuentesów mnóstwo zdrowia, wytrwałości i anielskiej cierpliwości. Tahia urządzała m.in. bankiety na swoją cześć w pięciogwiazdkowym hotelu, do którego kazała się przenieść z przygotowanego dla niej specjalnie apartamentu, ani razu nie wysłała Cifuentesom zaproszenia na którąkolwiek z tych imprez. Za to przysyłała rachunki… Kiedy Tahia opuściła Berlin Beata i Horacjusz spali dwa dni pod rząd. I obiecali sobie nigdy więcej nie zaprosić żyjącej egipskiej gwiazdy aby uhonorowała swoją obecnością, któreś z ich przedstawień. Całe to wydarzenie nie zniechęciło ich jednak do dalszych wizyt w Kairze.

Oczy kleją się już od zmęczenia ale dostrzegam, że ilość stron do końca drastycznie się zmniejsza. Jak to?! Już?! Przewracam stronę, rozdział 22, ostatni. Jestem zła na Horacjusza. Tyle o młodości, tyle szczegółów, nazwisk i przygód z czasów, gdy zajmował się baletem. I tak mało o jego ścieżce orientalnej.

Zrozpaczona czytam ostatni rozdział zatytułowany „Wolność i samoakceptacja”. Poznaję Horacjusza spełnionego jako człowieka, męża, syna, brata, nauczyciela i artystę. Wybaczam mu tą orientalną wstrzemięźliwość wydawniczą, z nadzieją w sercu, że kiedyś napisze więcej. W końcu wciąż jest w sile wieku, wciąż tańczy, uczy i tworzy. Taniec orientalny jest jego teraźniejszością. Nie wypada mu chyba jeszcze pisać o nim jak o wspomnieniu.

Rozmyślam o tym tygodniu z Horacjuszem. Był udany. Poznałam Cifuentesa najpierw „namacalnie”, kiedy podczas warsztatów wzbudził moją nieopisaną zazdrość i szczery podziw. Potem, poprzez książkę, w trakcie kolejnych wieczorów poznałam jego duszę, bolączki, słabości, błędy, sukcesy i radości. To tylko człowiek… Tak jak ja. Może nie będę nigdy tak dobrą tancerką, tak znaną, tak docenianą. Ale tak samo jak on będę czerpać z tańca radość i pasję. Nawet gdy przyjdą porażki, które już teraz, z góry, przyjmuję „do szanownej wiadomości”, jak to się mówi u mnie w rodzinie.

Wracam do pierwszej strony wyznań Horacjusza i czytam: „Dla Farah, niech radość i szczęście zawsze towarzyszą ci w tańcu. Twój, Horacio de Cifuentes”
http://images50.fotosik.pl/291/8c20e767e1888840.jpg

I tego się będę trzymać!!!
Przewracam się na bok zdrętwiała, zamykam oczy i się uśmiecham.

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Horacia, "Confessions of a Male Belly Dancer”, 2009 Beata & Horacio Cifuentes, Berlin/Germany. Tłumaczenie własne.

Książkę można zamówić poprzez stronę internetową Beaty i Horacia (http://www.oriental-fantasy.com/musik-video-buch.php)
Strona Magany Baptiste (http://www.belly-dance.pl/forum/www.maganabaptiste.com/aboutmagana.html)
Wywiad z Cifuentesami na portalu orientaldancer.net (http://www.orientaldancer.net/star-interviews/belly-dancer-cifuentes.php)

Abir
04-05-2010, 12:55
Pięknie napisałaś. Pięknie.
Dziękuję, zaraz rzucę punktami.

Ach...

bollyanna
04-05-2010, 13:02
Pięknie i duuużo...
A ja miałam pracować, a nie czytać! :( To uciekam...

Sowillo
04-05-2010, 13:05
Punkt dodany - za napisany pięknym językiem :love:artykuł o książce Horacia Cifuentes:)

Niśka
04-05-2010, 13:56
Cudne. Albo byłam ślepa, albo te książki rozeszły się jak ciepłe bułeczki już w sobotę (kiedy niestety jeszcze na warsztatach nie byłam...). Następnym razem nie odpuszczę ;)

Z ciekawości. Po ile Beata i Horacio mają lat?

Roksolanka (Naima)
04-05-2010, 16:06
Grashko, wspaniale napisane, czyta się jednym tchem.
Jestem zachwycona!

Edit: Dodam, że wersja "Horacjusz" jest mi bliższa, bo staropolska, a "boczna ustalona" powaliła mnie już w 2 zdaniu - na boczną, owszem, ale absolutnie drgawkową i konwulsyjną śmiechowo.

Ismaena
04-05-2010, 20:10
Super, napisane tak że czytając nie można się oderwać. :love:
Punkciki odemnie

Sylka
04-05-2010, 20:34
No mała, zaskoczyłaś mnie swoim talentem literackim :o) Jak i moje poprzedniczki ja również przeczytałam jednym tchem !
Nie tyle Horcajusz, co Twoje bogate wnętrze mnie zachwyciło. Chętnie jakąś Twoją książkę kiedyś czytnę, a może bloga na początek? :D

astonvilla
04-05-2010, 22:35
ale mam zdolna wspolniczke:) a pisanie o Horacym to nie jej jedyna zaleta w dodatku;)

grashka
04-05-2010, 22:51
:embarrest::embarrest::embarrest: dziekuje za mile slowa i punkty :*
w wordzie wyszly mi 4 strony i pomyslalam, ze wiecej juz forum nie lyknie, wiec sie hamowalam choc jeszcze wiele ciekawostek chcialam wyciagnac na swiatlo dzienne.
no moze po prostu napisze jeszcze kiedys czesc dalsza tudziez jakies uzupelnienie ;) a na razie moze poprawie literowki :)

Horacio ma obecnie 54 lata. a Beata... nie wiem - nie znalazlam nigdzie tej informacji :(

Herbi
04-05-2010, 22:53
Kobieto, ty się w żadnym razie nie hamuj - temat ciekawy, a tekst napisany w pięknym języku polskim, czego chcieć więcej?;)

Niśka
04-05-2010, 23:15
54 lata? Zupełnie nie wygląda....

klymenystra
04-05-2010, 23:19
Beata chyba 51 :) Super tekst!

Geesou
05-05-2010, 13:48
Ile mają lat :O:O:O Myślałam, że troszkę po 40 mogą mieć, ale nie więcej.
Cudowny tekst, nagradzam punkcikami i dziękuję :*

Niśka
05-05-2010, 13:52
Też myślałam, że mają pod czterdziestkę.

Kari Anya
05-05-2010, 14:02
Gratuluję! Wspaniały tekst, bardzo miło się go czytało.
Po tak znakomitej recenzji sprzedaż książki Horacio w Polsce na pewno znacząco wzrośnie :thumbsup:

Hmm czy ja już mogę dodawać punkty reputacji? Bo nie widzę tu takiej funkcji- pewnie „zdezorientowani” nie mogą- jak już będę mogła to dodam :)

klymenystra
05-05-2010, 14:11
Jako zdezorietnowana masz jeszcze prawo do niewiedzy, a starsze stazem forumki powinny Ci pomagac ;P

http://www.belly-dance.pl/forum/showthread.php?t=507

Tu masz regulamin przyznawiania punktow i warunki.

talika36
05-05-2010, 17:03
grashka - dziękuję, nie mogłam się oderwać. Rewelacja! Prosimy o więcej :D Punkciki dla Ciebie :)

Nailah
05-05-2010, 22:01
Bardzo ciekawie napisane no i teraz zdecydowanie chcę przeczytać tę książkę!:) Punkciki ode mnie też poleciały;)

Taaak, Beata i Horacio zdecydowanie nie wyglądają na ponad 50 lat!:eek:

Miranda
05-05-2010, 23:02
Taaak, Beata i Horacio zdecydowanie nie wyglądają na ponad 50 lat!:eek:

To tylko potwierdzenie tego, co taniec robi z człowiekiem. :D

zireael
07-05-2010, 01:47
Grashka, a co Twój mąż na Twój tydzień w łóżku z Horacjuszem ;-P ? Przeniósł się dyskretnie do drugiego pokoju??? Jeśli tak, to jego poświęcenie nie poszło na marne. Zyczę sobie, abyś częściej pisała recenzje ze swoich łóżkowych spotkań ;-P . Może cykl: "W łóżku z..." ;-D

Admin
09-05-2010, 20:46
Dziękuję bardzo za takie szczere wyznania ;) i skrót najciekawszych fragmentów książki. :)
Czytałem jednym tchem i dziwiłem się jak bardzo poruszył mnie ten tekst. Śmiałem się tak samo jak Naima z pozycji bocznej ustalonej i podziwiałem Horacjusza za opis wrażenia jaki na nim wywołał taniec 50 letniej tancerki.

Oby więcej takich artykułów na naszym forum!

Anielskaharmonia
03-06-2010, 20:31
Grashko, brawa , punkciki, fanfary i szampany na Twą cześć :thumbsup::thumbsup::thumbsup:.
Doszły mnie słuchy o Twym łóżkowym tete-a-tete z Horacjuszem lecz nie spodziewałam się, że sprawozdanie z tej idylli poruszy mnie do tego stopnia, że i ja zapragnę z nim spędzić chwil kilka w pozycji bocznej ustalonej tudzież na wznak ;).
Napisz proszę coś jeszcze bo czyta się pysznie :):love:.

Pozdrowienia dla Wrocka od Lubelli :D

grashka
03-06-2010, 21:56
wroclaw pozdrawia Lubellę :D

dziękuję raz jeszcze za wszystkie miłe słowa i punkciki :* :* :*

Szahiya
03-06-2010, 23:20
W łóżku z Horacjuszem, i jeszcze punkciki zbiera, no nie za dobrze Ci? ;) :p