PDA

Pokaż pełną wersję : Mimika na scenie, czyli jak zapanować nad własną twarzą?



Herbi
15-05-2010, 20:48
Nie wiem, gdzie umieścić ten wątek - jeśli źle wybrałam, proszę moderatorów o przeniesienie we właściwe miejsce.
O tym, jak ważna jest mimika na scenie nikogo przekonywać nie muszę - i tu właśnie pojawia się mój problem. Nie wiem kompletnie, jak pozbyć się złych nawyków i sprawić, by moja twarz odzwierciedlała to, co jest we wnętrzu. Oczywiście w ATSie zawsze mogę polegać na siostrach i wywołać uśmiech na twarzy jest dość łatwo, jednak zupełnie nie wiem, jak ćwiczyć naturalny wyraz twarzy (mam taki nawyk, że gdy zastanawiam się nad kolejną figurę moje usta wykonują taką "rybkę" - wiecie, jak ryba oddychająca we wodzie - wygląda to kretyńsko). Jakieś pomysły, techniki na zapanowanie nad własną "gębą"? A może ktoś prowadzi warsztaty z odpowiedniej mimiki i kontrolowania mięśni twarzy?
Ze swej strony mogę się podzielić poradą dotyczącą promiennego uśmiechu, którą dostałam od Caroleny Nericcio. Ona twierdzi, że uśmiech sceniczny należy budować na odpowiedniej konstrukcji, tak jak na odpowiedniej postawie ciała budujemy poszczególne figury w tańcu. Dlatego kiedy się uśmiecha, to czubkiem język wspiera się o podniebienie tuż za zębami w ten sposób można dłużej uśmiechać się bez efektu "zamrożenia" mięśni na policzkach. Sprawdzone - działa:)
A wy? Macie jakieś pomysły, własne sposoby, techniki? Pomóź, mądrości zbiorowa, pliiiiz:D

Lutfiyah
15-05-2010, 21:32
Również mam mały problem z mimiką... Dobrze się czuję w momentach, kiedy mam "zabijać wzrokiem" widza, albo zalotnie spojrzeć, czasem lekki uśmiech też się wplącze. Ale najczęściej robię tzw. "brewki". Czyli marszczenie brwi, jakbym chciała przez to powiedzieć: ojej, co ja tu robię.
Raz moja mam powiedziała mi, że na scenie miałam minę, jakbym miała się rozpłakać.
Od tamtego momentu zaczęłam na to zwracać uwagę. Ale to na nic, bo i tak przez większość tańca mam tą minę.

To nie dobrze, ale nie umiem się ładnie uśmiechać na scenie, tym tzw. scenicznym uśmiechem. Robię to po prostu sztucznie. Patrzę na dziewczyny, które mają promienny, szczery uśmiech.. i zazdroszczę :unsure: A wiadomo, że pięknym uśmiechem można wszystkich oczarować. Wtedy nawet braki w technice nie zwracają na siebie uwagę.
Patent mojej instruktorki: kiedy ma się kiepski humor, a trzeba wystąpić należy się szeroooko się "uśmiechnąć" i przez zęby cichutko wydusić z siebie parę dobitnych (a czasem nawet niecenzuralnych:D) słów, tak żeby się wyżyć:) Muzyka gra, więc nikt tych szeptów nie będzie słyszał. Widz widzi piękny, szeroki uśmiech, a Ty wyrzucisz z siebie co nie co:D

Ksiksi
15-05-2010, 22:06
Bardzo dobry temat ;)
Też mam z tym problem. Jak się pomylę to mam wyraz twarzy jakby się jakaś tragedia stała, albo zaczynam się śmiać, z czego śmianie zdarzyło mi się tylko raz. Podczas dużego skupienia zdarza mi się wysunąć język:p nie tak całkiem oczywiście...
Uważam że o wiele lepiej jest tak jak niektóre osoby mają, że jak się denerwują to się śmieją... podczas egzaminów może mieć odwrotny skutek:cool: a w tańcu to się przyda:D

Qirmida
15-05-2010, 22:08
Po pierwszej Nocy Orientu na której tańczyłam usłyszałam od znajomych "uśmiechałaś się najszczerzej i najszerzej ze wszystkich".
A ostatnio ten uśmiech znikał. I to nie z powodu samego tańca-radość zawsze sprawia mi tak samo, ale zazwyczaj z powodów kompletnie niezależnych. Np. raz po solówce (tańczyłam taką moją etiudkę z elementami walca wiedeńskiego i belly dance ze wstążką i miałam być wesołą dziewczynką z magicznej krainy...) zobaczyłam na zdjęciach ZERO uśmiechu. Tańcząc tą samą solówkę w leprzym humorze tydzień później-uśmiech już był :)
W sumie dopiero wtedy zrozumiałam jak ważne jest samo nastrojenie się przed pokazem, bo sama radość z tańca nie wystarczy gdy po głowie skacze jakiś problem. Najlepiej po prostu się odizolować od problemów, stosować wszelkie techniki relaksacyjne (jeśli ktoś się denerwuje samym pokazem, choć to mówię tylko z tego co słyszałam, bo sama nie mam z tym problemu raczej ;) ), pożartować z dziewczynami tuż przed pokazem (to na mnie zawsze działa-na Al-Marki można polegać zawsze! :) ) wyjść na scenę śmiejąc się wciąż z ostatniego żartu :)
Do tego unikać sytuacji stresowych typu przebieranie się na "cholera, już powinnam być na scenie!!!". ;)
I to są takie moje metody na szczery uśmiech wypływający ze środka, nad którym nie trzeba nawet myśleć :)

A jak wychodzę na scenę w złym humorze i uśmiech wywoływany jest sztucznie... No cóż, staram się powtarzać w myślach najśmieszniejsze słowo jakie mi przychodzi do głowy, a gdy wychodzę na scenę wściekła lub zdenerwowana przeklinam w myślach myśląc równocześnie jak bym wyglądała w tańcu ostro i głośno przeklinając:redface:-to też mi pomaga w wyzwoleniu uśmiechu i po pewnym czasie kompletnym zrelaksowaniu, skupieniu się na samym tańcu i uśmiechaniu się tak o z przyzwyczajenia, poza tym co pewien czas (gdy czuję że mam zęby maksymalnie suche :D ) to zamykam usta i daję tymsamym odpocząć pewnym mięśniom policzkowym :)

Z tym językiem to jeszcze nie słyszałam, ale jak teraz spróbowałam to wyszło mi że odruchowo jak wywołuję uśmiech to język mi idzie tak do góry tuż za zęby :D

A jak mi się zdaży pomyłka, albo wpadka, to zazwyczaj uśmiech mi się rozszerza, jak kiedyś się podknęłam w solo, albo jak dupatta mi się wysunęła ze spódnicy w bolly (w sensie przy takich wyraźnych wpadkach, nie typu "krok w lewo zamiast w prawo") to puściłam oko do z uśmiechem od ucha do ucha spojrzałam na publiczność trochę może przepraszająco, a w odpowiedzi zauważyłam kilka wesołych uśmiechów na twarzach widzów-cóż, tancerka też człowiek i małe wpadki się zdarzają :D W takich sytuacjach-dystans przede wszystkim!

szarlotka
15-05-2010, 22:29
A ja wyobrażam sobie słodko uśmiechniętą Kami Liddle :D:D. Na mnie zawsze działa, na prawdę! Tylko jak się bardzo zmęczę i oddycham przez usta, to wyglądam baaaardzo kiepsko (wtedy przypominam sobie o Kami :p).
No i to jest moja mimika tribalowa. Moja przyjaciółka po występie bellydance'owym twierdziła, że miałam bardzo skupiona minę :blink:. Wniosek jest taki, że to, w czym czujemy się pewnie od razu wpłynie pozytywnie na mimikę. Grunt to pewność ruchu, choreografii i sceny, czyli doświadczenie, doświadczenie, doświadczenie... :(

Aireen
16-05-2010, 02:39
Herbi, ja myślę, że kontrola mimiki w ATS-ie przyjdzie razem z doświadczeniem (tanecznym i scenicznym). Gdy nabierzesz wprawy i nie będziesz intensywnie myśleć "co teraz?!" to pojawi się zrelaksowana i uśmiechnięta mina. Gdy się tańczy choreografię (i się ją dobrze zna) można skupić się tylko na przekazie emocjonalnym, detalach i w pełni kontrolować buźkę. W improwizacji, i to jeszcze grupowej, nie można zupełnie wyłączyć myślenia o figurach, przejściach itp, ale im dłużej się to praktykuje tym szybciej pomysły wpadają do głowy:) To jest moje zdanie. Masz nieco utrudnione zadanie, bo nie tańczysz choreografii publicznie - to wyrabia pewien nawyk uśmiechu "choćby się waliło i paliło". Weź sobie rady Caroleny do serca, często patrz na siostry i będzie dobrze:-*

Szahiya
16-05-2010, 08:33
Ja mam odwrotny problem, rzadko kiedy mogę zachować powagę :p

Herbi
16-05-2010, 11:46
Herbi, ja myślę, że kontrola mimiki w ATS-ie przyjdzie razem z doświadczeniem (tanecznym i scenicznym). Gdy nabierzesz wprawy i nie będziesz intensywnie myśleć "co teraz?!" to pojawi się zrelaksowana i uśmiechnięta mina. Gdy się tańczy choreografię (i się ją dobrze zna) można skupić się tylko na przekazie emocjonalnym, detalach i w pełni kontrolować buźkę. W improwizacji, i to jeszcze grupowej, nie można zupełnie wyłączyć myślenia o figurach, przejściach itp, ale im dłużej się to praktykuje tym szybciej pomysły wpadają do głowy:) To jest moje zdanie. Masz nieco utrudnione zadanie, bo nie tańczysz choreografii publicznie - to wyrabia pewien nawyk uśmiechu "choćby się waliło i paliło". Weź sobie rady Caroleny do serca, często patrz na siostry i będzie dobrze:-*
Kiedy mnie nie o uśmiech chodzi, bo jak widać na zdjęciach nie jest z tym najgorzej - głównie dzięki wam:D Bardziej o tę głupią "rybkę" kiedy myślę, co by tu teraz zatańczyć jako liderka:p Muszę jakoś przekonać moją twarz, że właściwym wyrazem na zastanawianie się jest uśmiech a nie "rybka";)

Aireen
16-05-2010, 12:42
Kiedy mnie nie o uśmiech chodzi, bo jak widać na zdjęciach nie jest z tym najgorzej - głównie dzięki wam:D Bardziej o tę głupią "rybkę" kiedy myślę, co by tu teraz zatańczyć jako liderka:p Muszę jakoś przekonać moją twarz, że właściwym wyrazem na zastanawianie się jest uśmiech a nie "rybka";)

A mnie też o rybkę chodziło:) Doświadczenie sprawi, że zamiast rybki będzie uśmiech lub choć zrelaksowana mina:) Można to nazwać specyficzną izolacją:P W głowie dużo się dzieje, a na buzi spokój i radość;)

Nouwara
16-05-2010, 19:41
Ja miałam na początku ogromne problemy z uśmiechem w tańcu.. nie potrafię uśmiechać się na zawołanie, dodatkowo za bardzo pochylałam głowę itp..
Ale z czasem nauczyłam się pozwalać tańcu wydobywać ze mnie emocje.. bo taniec sprawia mi ogromną radość, a gdy jeszcze widzę, że oglądającym się podoba, to jest mi jeszcze łatwiej ją okazać. Nie powiem, że jest idealnie z moją mimiką na występie, ale jestem za naturalnością i szczerością, nie lubię wyuczonych uśmiechów. Gdy martwię się czymś przed pokazem, to zazwyczaj lekka trema sprawia, że o tym zapominam.
Poza tym, gdy tańczę w domu, nieświadomie uśmiecham się do lustra i moja siostra zawsze mnie przedrzeźnia :) a ostatnio zapytała mnie, czy się nie boję, że mucha wpadnie mi do ust

Sowillo
17-05-2010, 10:30
Po pierwsze - wszystko co napisała Shantipryia to sama prawda i świetne rady:). Zwłaszcza to, aby swoje problemy zostawić poza sceną. To tak, jakbyśmy wieszały płaszcz pt. "moje problemy i moja (czasem smutna) osobowość" i zakładały królewskie szaty przybierając osobowość sceniczną, dumnej Divy, szczęśliwej i zadowolonej z siebie kobiety :)

Też chciałabym wam jakoś pomóc z tym uśmiechem na scenie. Mnie przed wszystkim nauczyła praktyka.

Na początku, życzę wam na waszej drodze tanecznej spotkania osób, które zarażą was uśmiechem.
Osobami, od których nauczyłam się otwierać na scenie i uśmiechać to wg kolejności zdarzeń: Orit, Lidka Migut oraz Lubna Emam.Te niezwykłe tancerki, w którymś momencie "złapały" mnie spojrzeniem i uśmiechnęły się tylko do mnie (no -tak mi sie wydawało;):)) i mnie poraziły:eek:. Ich uśmiechy udzieliły mi się, i częściowo, na zawsze zostały we mnie:embarrest:. Staram się te uśmiechy przekazywać dalej w świat ;):)

Orit uczy uśmiechu poprzez oddech, oddech emocjonalny, który obejmuje całe ciało. Uczy , jak przekroczyć swoje wewnętrzne opory przed „sprzedaniem” swojej duszy publiczności. Technicznie –Orit uczy „szczerzyć się całą gębą”, z buzią otwartą jak do śpiewu. Przez otwartą „paszczękę” ma przepływać głęboki, emocjonalny oddech – twarz sama się rozluźnia, nie trzeba sobie tego wówczas przypominać na scenie.
W ogóle myślenie w tańcu, że śpiewamy do ludzi pomaga w ekspresji, także lepiej uśmiechnąć się.
Lidka nauczyła mnie, żeby uśmiechać się oczami – oczy zawsze pociągną za sobą usta do uśmiechu : strzyżesz oczami do konkretnych osób lub miejsca w widowni – jeśli nie widzisz „ofiary” twojego uśmiechu (typowe dla sceny), to sobie delikwenta wyobrażasz :).
A Lubna :love::serce:– najpiękniejszy uśmiech świata <rozpuszczam się> – te wielkie, ciemne, migdałowe oczy (jak u szarych obcych ;)) – pokazała mi jak się rozpływać w uśmiechu w khaleegy i w ogóle w tańcu. Od jej warsztatów, gdy mam romantyczny lub zmysłowy utwór zawsze myślę o niej i jej uśmiechu, myślę o tym aby się rozpłynąć, jak masło, waniliowe lody lub czekolada, rozpłynąć się w środku, w sercu ale i dla publiczności – a wtedy to się samo dzieje : sama na zewnątrz rozpływam się w uśmiechu, twarz mi się rozluźnia, myślę, że jest mi błogo (chyba nawet oczy mam wówczas rozmarzone);)

Myślę, że podobnie, zarażać uśmiechem może Suraiya swoje kursantki oraz ...Abirek ;)
Oraz, że podobny efekt, można jeszcze uzyskać myśląc oczywiście o swojej drugiej połówce ;)
Jednak spotkanie na swojej drodze takich silnie inspirujących osobowości artystycznych pomaga w rozwinięciu własnej osobowości scenicznej i opanowanie powalającego uśmiechu.:)

Technika mimiczna.
Wiadomo, że nie we wszystkich minach wyglądamy korzystnie – dlatego dobrze jest ćwiczyć przed lustrem i do każdej emocji, odgrywanej w tańcu sytuacji (zakochanie się, tęsknota, zaskoczenie, ból, strach, zawód, smutek, ) oraz przyjmowanej na czas występu roli, osobowości (królowa, zmysłowa kochanka, figlarna kokietka, porzucona kobieta, czarownica,) znaleźć najlepsza wersję ze swoich min. Możecie robić zdjęcia i sprawdzać jak wyglądacie z wybranymi minami lub spytać zaufane osoby.
A potem, w czasie tworzenia i treningu choreografii do konkretnych momentów, sekwencji przypisuje się konkretne emocje czy osobowości wraz z minami. Miny ćwiczycie tak samo jakbyście ćwiczyły figury, ręce i gesty – i to prawie od samego początku pracy z choreografią, jak tylko nie musicie się skupiać tak bardzo na kolejności następowania po sobie figur. Ćwicząc konkretne fragmenty układu świadomie „włączacie” zaplanowane miny i kontrolujcie ich „jakość”

Pierwsze kilka/kilkanaście choreografii będzie trudno ćwiczyć, ciężko o cierpliwość - dlatego bawcie się tym: w czasie tańczenia zatrzymujcie się na losowo na wybranych figurach -stop klatka - zerkniecie w lustro, sprawdzacie minę, korygujcie, a gdy znajdziecie najlepszą wersję miny to w nagrodę puścicie sobie oko do swojego odbicia w lustrze ;). Potem to już z górki, po prostu wystarczy abyście pamiętały o włączeniu konkretnego uczucia i miny w konkretnym miejscu choreografii. Po prostu będziecie włączały konkretny guzik w mózgu pt. występuje, dajemy show, teraz jestem Divą a nie szarą panna X……. Z czasem stanie się to odruchem i miny staną się naturalne, z rozluźnioną twarzą. Staną się waszym naturalnym narzędziem ekspresji jak inne gesty i figury w tańcu.

Oczywiście ciągła kontrola fotograficzna twarzy z występów bardzo pożądana ;)
Dzięki dokumentacji po kilku latach zwróciłam uwagę np. na wyraz moich ust gdy zadzieram głowę do góry w odchyleniach, backbędach itp. Nauczycielka od flamenco mówiła abym zamykała usta gdy kieruję twarz do nieba bo inaczej wygląda to jak bym była „nie spełnia rozumu” lub „chciała połknąć muchę” – chodziło o choreografie poważne w przekazie, bez uśmiechu, wyrażające tęsknotę lub wewnętrzny dramat. Zdjęcia jednak wykazały, że nie mogę zamykać ust w odchylniach bo usta mam wówczas zaciśnięte, przez co wąskie, a twarz przybiera „zacięty, spięty” wyraz. Musiałam znaleźć wyjście pośrednie czyli leciutko otwarte usta, ze dolną szczęką lekko wypchniętą do przodu, na lekkim uśmiechu (nr 3 w skali 0-10 ;)). Podobnie filmiki wykazały, że zaciskam zęby i usta, a w efekcie mam spiętą, zaciętą twarz w czasie stepu. Od tego czasu stepy, także zupełne świeże, od razy staram się ćwiczyć z lekko otwartymi ustami (oddychając przez usta) i z lekkim uśmiechem, i w żadnym razie nie dopuszczając do zaciskania szczęki i zgrzytania zębami;):).

Pisze o tej mojej przywarze, bo może macie podobny problem.
Krótko mówiąc – uśmiech i mimikę ćwiczycie od początku, choćby nie wiem jak trudny był nowy ruch, nowe shimmy – uśmiechacie się choćby by wam oczy z wysiłku, z koncentracji, „orbitowały”. Po prostu traktujecie usta i twarz tak samo jak te nieujarzmione ręce, które ciągle chcą opadać, zginać w kurze skrzydełka przez co wymagają ciągłej uwagi i czujności. Wówcza uśmiech stanie się waszym odruchem, byc może wyuczonym, ale niezawodnym, o którym nie będzie musiał sobie przypominać w czasie występu.

Tuż przed występem dobrze jest rozluźnić twarz np. na wydechu, powoli, bezgłośnie wymawiając samogłoski : a, e, i, o, u, maksymalnie otwierając paszczękę. Dosłownie w ostatnim momencie, robię uśmiech na 120% przy maksymalnie otwartej paszczęce (tak na pół minuty), a potem z wolnym, głębokim wydechem powoli „wychodzę” z uśmiechu rozluźniając, relaksując każdy mięsień twarzy. Twarz (mięsnie) pamięta ostatnią minę i uśmiech sam z siebie naturalnie powraca na moją twarz w momencie wyjścia na scenę. Dla mnie to ćwiczeni jest jak czynnik wyzwalający, jak guzik budzący we mnie odruch uśmiechania, czarowania i "aktorzenia" na scenie.

Powodzenia w szczerzeniu się:D:thumbsup:

Blancari
17-05-2010, 10:52
I jak zwykle - jak Sowillo coś napisze to tylko wydrukować i nad łóżkiem powiesić :D
Dzięki, Safi :D

Herbi
17-05-2010, 11:14
Sowillo, punkciki do ciebie poleciały - mądre słowa i praktyczne porady - u mnie te tricki w czasie przygotowywania choreografii odpadają, bo nie mam nigdy choreografii, ale jakoś to sobie przełożę, na ćwiczenia w ogóle:D (u mnie właśnie problem z tymi zaciskającymi się ustami jak się koncentruję, "rybką" itd.) Dziękuję.

Abir
17-05-2010, 18:35
Myślę, że tak podobnie zarażać uśmiechem może Suraiya swoje kursantki oraz Abirek ;)

Hłe, hłe, hłe, tak czytając początek Twojej wypowiedzi (Orit, Lidka, Lubna), już wiedziałam, że będę chciała powiedzieć o swojej wywoływaczce uśmiechu czyli Suraiyi ;). A potem doczytałam, więc... :D

Pamiętam jak dziś, byłam tak bezczelna, że nie będąc jeszcze uczennicą Suraiyi (ba... tańcząc dwa miesiące :D) chciałam wystąpić na jej pierwszej imprezie adresowanej dla kursantek, żeby się mogły pokazać - "Uskrzydlone Orientem". Oczywiście wszyscy znają Suraiyę, bezproblemowo zostałam "dopuszczona do solówki" :). Przyjechałam później na Jej zajęcia, żeby pokazać solówkę, świadoma, że to będzie tragedia, bo ja się nie umiem w ogóle uśmiechać, od razu drżą mi policzki - potwierdzone przez dziewczyny z zespołu Almaas, w którym stawiałam pierwsze kroki ;).

I wiadomo, jak Abir się wybiera w obce miejsca, to od razu się gubi. Czyli oczywiście przyjechałam spóźniona. I jak tylko weszłam do sali i zobaczyłam boski uśmiech Suraiyi zaadresowany dla MNIE - :love:. Wtedy w czarodziejski sposób pokonałam problem drżących policzków ;).


A jeśli chodzi o mnie w Twojej wypowiedzi, Sowillo - radio-Abir zawsze do usług :D:D:D.

Dużo robi dobra widownia. Wtedy paszcza się sama śmieje.


(Prawdziwy sprawdzian dla naszego uśmiechu jest na konkursach. Ja wtedy dostaję paraliżu. Ale ćwiczę, ćwiczę)

Apsara
17-05-2010, 19:00
Sowillo , uwielbiam czytać Twoje posty <3 powinnaś , moim zdaniem, napisać polski podręcznik wiedzy teoretycznej w tańcu Orientalnym ^_^

ja tańcząc mam niestety tendencję do zaciskania ust. a jak się uśmiecham, to drżą mi policzki :/ , ale miewam też ekstrema w drugą stronę - jak tańczę bollywood, który jest bardzo ekspresyjny i wymaga dużo mimiki... to jak już za bardzo dam się ponieść muzyce , to miny wychodzą mi groteskowe ^^'''

moja mina stulecia : http://yfrog.com/jugallery80941332500x500j

Vasanta
18-05-2010, 10:12
Dużo dobrego już napisałyście, a ja napiszę o moim patencie - ucząc się bharata natyam nauczyłam się tzw. wyrazu miłości na twarzy (wyleciała mi hinduska nazwa tej rozradowanej mordki :) dopiszę, jak sobie przypomnę) - uśmiech i spojrzenie pt. "kocham cały świat". Oczywiście to w BD trzeba modyfikować, bo zakres wyrażanych uczuć jest nieco większy w tańcu orientalnym niż w tańcu hinduskim. Dobrze jednak "włączać" wyraz miłości zaraz po wejściu na scenę, żeby przywitać się z publicznością.

(Ja mam odwrotny problem, bo uśmiech mi nie schodzi z twarzy i w efekcie kiedy się pomylę, staje się nieco histeryczny. Asha świadkiem :))

Erinn
18-05-2010, 10:15
Apsara - mina przeboska! Jak "zjawa" ;)

Ismaena
18-05-2010, 16:04
Sowillo to ja się tylko przyłączę do tych wszystkich podziękowań za wspaniale napisany artykuł :love:

Blancari
19-05-2010, 23:41
Przeniosłam do Belly dance, bo jednak nam się tu rozwija istotny taneczny temat :)