Pokaż pełną wersję : Wpływ wieku, stażu, umiejętności pedagogicznych instruktora oraz miejsca prowadzenia zajęć na jakość nauczania
Edit by Antares:
Wydzielona dyskusja z wątku o ohydztwach
Djamilo napisalam puste - bo bezrefleksyjne. Tzn. takie osoby nie potrafia spojrzec na siebie i swoje umiejetnosci z zewnatrz, tylko sobie wyobrazaja rozne rzeczy na swoj temat i nie maja za grosz pokory. Przynajmniej tak wynika z moich obserwacji.
Potem do takiej "insturktorki" uczennice wala drzwiami i oknami "bo ona tak wolno i cierpliwie tlumaczy" (tylko dlatego, ze zna 3 ruchy na krzyz i nie bardzo ma czym wypelnic zajecia) albo dlatego, ze bierze kilkadziesiat zlotych za miesiac (zalezy od przypadku), a na filmikach pewne bledy az bola, ale zachwycone uczennice tego nie widza :(
Jeszcze gorzej jak taka osoba zaczyna uczyc w wielu miejsach typu fitness cluby (czyli nie w szkolach tanca) i powoli zaczyna monopolizowac rynek, wmawiajac tlumom kobiet, ze to, co ona tanczy, to jest taniec brzucha...
To sie wyzalilam :)
-----koniec Edit by Antares-------------
Klymenystro to jeszcze nic!!!Ja znam dziewczynę,która tańczy od roku,nie ma pojęcia o niczym,kiedyś widząc tancerkę robiącą czuczu stwierdziła,że ta kobieta nie umie tańczyć bo robi jakies dziwne shimmy na palcach.Ręce jej przypominają drągi i zawsze tańcząc ma ostre łokcie.Do klasyki,popu,filkloru tańczy zawsze to samo bo nie odróżnia gatunków muzyki.I ona uczy innych ludzi!!!
Wrzuciłabym jej filmik bo się tu idealnie nadaje ale nie będe świnią.
Klymenystro to prawda co piszesz. Ja się z tym zgadzam zupełnie.
Co do tłumów na sali u takich osób to hmmm -może wynika to z faktu ceny bo na pewno nie umiejętności takiej panny. Ale te osoby które chcą się uczyć na pewno wcześniej czy później znajdą swoją ścieżkę. Ich dociekliwośc jest w tym wypadku jest najlepszą obroną (bo jak inaczej mogłabym to nazwać). Sama miałam do czynienia z osobami,które mówiły:wcześniej zachwycałam się czymś co teraz jest dla mnie nie do pomyslenia, widzę tyle błędów u mojej poprzedniej instruktorki, jak można tak uczyć ludzi....
Niestety fali pseudo tancerek i instruktorek sie nie zapobiegnie. Ja nie uważam,że trzeba zazdrościć im tłumów na sali które wynikają z ceny 10 zł za lekcję (bo jak rzeczona panna dostanie 20 zł za godz to się i tak cieszy bo się nad swoją edukacją nie napracowała). Trzeba się cieszyć z tego,że częsc tych które naprawdę chcą tańczyć kiedyś do nas trafią i docenią naszą cięzką pracę i umiejętności.
Idealnie byłoby mieć i pieniądze i reputację ale z dwojga jeśli mam wybierać-wybieram bramkę numer dwa.
klymenystra
24-06-2010, 10:42
Co do kwestii ceny to akurat z ta panna jest odwrotnie - bierze za godzine horrendalne jak na krakowskie warunki pieniadze - ale to szkoly jej placa, nie uczennice bezposrednio (chyba, ze na prywatnych lekcjach). Niska cena dotyczy innych pesudoinsturktorek w Krakowie.
Tlumy na sali, jak pisalam, wynikaja z tempa zajec i z atmosfery, bo ta jest naprawde fajna. Tylko ze sama atmosfera to za malo...
Moge sie tylko podpisac pod tym, co napisalas: wcześniej zachwycałam się czymś co teraz jest dla mnie nie do pomyslenia, widzę tyle błędów u mojej poprzedniej instruktorki, jak można tak uczyć ludzi....
Szeroko rozstawione nogi, nierozroznianie gatunkow, o czym pisala Yildiz, bledy w postawie, w technice, w glupotkach takich jak obciaganie stop. Ych. I wlasna pseudofilozofia dopisana do tanca, przedstawiana jako jedyna wlasciwa, a inne tancerki i insturktorki moga sie isc pasc.
Przepraszam za te wynurzenia, ale jak czasem mysle, ile czasu i kasy sie traci przez nieswiadomosc i zmanipulowanie, to az mna trzesie.
Yildiz uwazam, ze powinnas wkleic filmik - dla ostrzezenia wszystkich.
Najsmutniejsze jest to jak dziewczyny uczą sie tylko u jednego instruktora, przez całą swą taneczną edukacje i nie uczestniczą później w żadnych warsztatach z innymi tancerzami. To jak zatrzymanie sie w rozwoju, a przecież tematyka tanca orientalnego jest tak bogata. Jeśli później taka osoba zaczyna uczyć to nie wróży to nic dobrego dla jej uczennic...
DżalaMadija
24-06-2010, 10:54
Szeroko rozstawione nogi, nierozroznianie gatunkow, o czym pisala Yildiz, bledy w postawie, w technice, w glupotkach takich jak obciaganie stop. Ych. I wlasna pseudofilozofia dopisana do tanca, przedstawiana jako jedyna wlasciwa, a inne tancerki i insturktorki moga sie isc pasc.
Przepraszam za te wynurzenia, ale jak czasem mysle, ile czasu i kasy sie traci przez nieswiadomosc i zmanipulowanie, to az mna trzesie.
To powiem, że nie tylko w Krakowie tak jest, jednak mamy szczęście, że trafiłyśmy tutaj, możemy zapytać się o rady, dowiedzieć się o warsztatach, porównać instruktorki i wybrać najlepszą:)
Klymenystro-może jedzie na renomie szkoły stąd takie stawki...
Bardzo dobrze ,że to wszystko piszesz-może akurat komuś się to przyda i zwróci uwagę na poziom wiedzy swojej instruktorki.
Almass- święte słowa!! Taniec to jedna z tych dziedzin któej uczy się całe życie. Brak regularnej pracy powoduje uwstecznianie niestety. Znam takich co tańczą po 35 lat jeden gatunek ale dalej jeśli mają sposobnośc dokształcają się u innych.
Porównując takie przykłady z paniami które zaczynają uczyć po roku, zakładają zespoły, szkoły, strony profesjonalnej tancerki i co tam jeszcze jest śmieszne po prostu. Powstaje łańcuszek nieszczęścia bo każda nowa uczennica patrząca na tego typu nauczycieli tez mysli-o za rok ja też będę uczyć/ występować. I tym sposobem jakosc tańca idzie równiutko w dół.
Klymenystro do mnie przychodziły dziewczyny uczące się wcześniej ok2-3 miesiące u tej instruktorki i nie umiały tak naprawdę nic:eek:
Klymenystro do mnie przychodziły dziewczyny uczące się wcześniej ok2-3 miesiące u tej instruktorki i nie umiały tak naprawdę nic:eek:
Nie miały pojecia o istnieniu jakiś figur, które powinny już znać czy nie umiały ich wykonać? To jest zasadnicza różnica. Jedni sie uczą wolniej, inni szybciej dlatego cięzko to obiektywnie ocenić....
i ja coś dodam ;) nie zapominajmy o tym, że nie tylko czas, jaki się tańczy jest istotny, ale także to, jak szybko ktoś się uczy (o czym w trochę innym kontekście wspomina Almass), z jaką determinacją pogłębia swoją wiedzę i jakie robi postępy. Chodzi mi o to, żeby ktoś, kto ćwiczy powiedzmy 2 lata nie pomyślał, że skoro on ćwiczy 2 a my się czepiamy tych co ćwiczą rok, to jego wiedza i umiejętności są wystarczające, żeby uczyć ... czas, jaki się ćwiczy to w końcu nie jedyne kryterium oceny czyichś umiejętności ;)
Nie miały pojecia o istnieniu jakiś figur, które powinny już znać czy nie umiały ich wykonać? To jest zasadnicza różnica. Jedni sie uczą wolniej, inni szybciej dlatego cięzko to obiektywnie ocenić....
Nie miały pojęcia jak wyglądają podstawowe figury- to nie była kwestia umiejętności, ale kompletna nieznajomość jakichkolwiek ruchów bd, nie mam pojęcia czego one się uczyły.
Ederlezi
24-06-2010, 23:52
Ale te osoby które chcą się uczyć na pewno wcześniej czy później znajdą swoją ścieżkę. Ich dociekliwośc jest w tym wypadku jest najlepszą obroną (bo jak inaczej mogłabym to nazwać). Sama miałam do czynienia z osobami,które mówiły:wcześniej zachwycałam się czymś co teraz jest dla mnie nie do pomyslenia, widzę tyle błędów u mojej poprzedniej instruktorki, jak można tak uczyć ludzi....
Niestety fali pseudo tancerek i instruktorek sie nie zapobiegnie.
na każdym poziomie nauki istotne jest pewne drążenie tematu, potem załącza się pewien filtr, który umożliwia stwierdzenie, kto jest na wysokim poziomie i można od niego czerpać wiedzę, a kto kręci wałki i tylko chce zarobić oraz się wylansować, cieszę się, że nie trafiłam na taką osobę
zapewne dziewczynka upatruje w tańcu orientalnym oryginalny sposób na życie - w jej mniemaniu bezbolesny i beztroski w porównaniu z pracą w sklepie mięsnym albo za biurkiem za marne 1000zł, w dodatku można być gwiazdą już po roku, wieść bezstresowe życie wypełnione radością z tańca!! i na pewno mieć plusy do skilla "szukanie męża" :DD
to tak tytułem wywodu ironicznej jędzy przed ostatnim dniem pracy;p
Nie miały pojęcia jak wyglądają podstawowe figury- to nie była kwestia umiejętności, ale kompletna nieznajomość jakichkolwiek ruchów bd, nie mam pojęcia czego one się uczyły.
No to jestem w szoku. Co prawda nie wiem o jakiej instruktorce mowa, ale bardzo niekompetentne zachowanie....
carmenta
25-06-2010, 09:36
Aż przykro się to wszystko czyta....niestety :( Szkoda, że takie precedensy mają miejsce. Ja z moim niskim ego tanecznym wiem, że raczej nie będzie ze mnie instruktorki ani profesjonalnej tancerki. Tańczę bo lubię. Lubię poznawać nowe kroki, kombinacje, choreografie itp. Wolę się cały czas uczyć i być "tylko kursantką" niż przeceniać swoje zdolności i robić z siebie to co ta pani z filmiku, a przy okazji robić krzywdę całemu światu tańca orientalnego w Polsce ;)
Ta dziewczyna o której wspominałam z figur belly zna shimmy,bezładne miotanie się po scenie i młynki nadgarstkami,zapomniałam o wyginaniu się do tyłu!tylko nie wie od czego ją kręgosłup potem boli!
Szkoda mi tych dziewczyn,które ona uczy:mad:
carmenta
25-06-2010, 09:50
Yildiz, to może podpowiedz, w której szkole ona uczy, żeby Warszawianki przestrzec....
Myślę,że świadome dziewczyny napewno do niej nie trafią bo uczy tylko poczatkujące,a takie poczatkujące napewno tu nie zaglądają.
Znam ją i mamy wiele wspólnych znajomych więc wolałabym nie upubliczniac jej danych.
Napisałam to dlatego,że mnie wkurza takie podejście,bo ona już rok się uczy i dlatego może uczyć innych...
Ja np skończyłam uczelnię techniczną ale w życiu bym się nie podjęła dawać jakiemuś licealiście korków z matematyki,nie dlatego że nie umiem zrobić zadań z liceum bo umiem,ale dlatego że nie wiem jak kogoś nauczyć.
I fajnie by było jakby niektóre instruktorki zrozumiały,że nie tylko umiejętności ale wiedza pedagogiczne też się liczy.
carmenta
25-06-2010, 10:00
amen :)
klymenystra
25-06-2010, 10:23
Chcialam jeszcze wspomniec o tym wspomnianym "roku nauki". Rok to niewiele, ale jestem w stanie wyobrazic sobie osobe, ktora przez rok uczy sie bardzo intensywnie, zajecia kilka razy w tygodniu u roznych instruktorek, warsztaty - do tego talent. I wtedy faktycznie jest prawdopodobne, ze taka osoba bedzie mogla wystepowac czy uczyc na poziomie poczatkujacym (nadal sie ksztalcac, oczywiscie). Problem w tym, ze pseudonauczycielki, o ktorych mowa, uczyly sie albo 2-3 razy w tygodniu, albo tylko u jednej instruktorki - i przestaly sie uczyc.
Potrzebna jest i wiedza i umiejetnosc i dobry nauczyciel musi miec obie :) Nie podjelabym sie uczenia portugalskiego, choc jezyk ten jako tako znam (ale wlasnie jako tako, a w Portugalii nigdy nie bylam, wiec niewiele wiem o kulturze - a z powodzeniem ucze francuskiego), tak samo jak nie podjelabym sie tlumaczenia prawniczego - wiedza jest, a umiejetnosci brak.
Jak juz wspomnialam, niektorzy stawiaja na swietna atmosfere na zajeciach - to jest wlasnie owa umiejetnosc nie poparta wiedza. I odwrotnie - do tureckiej muzyki beda tanczyc jak do tribal fusion - umiejetnosci jakies tam sa, ale wiedzy brak.
Niestety w Polsce mamy kilka typów ludzi: Albo wyjątkowo zakompleksieni pesymiści, którzy w siebie nie wierzą, albo zarozumialce, które po roku myślą, że zjadły wszystkie rozumy i mogą nauczać.
Każdy kto się rozwija widzi więcej, rozumie więcej i zdaje sobie sprawę z tego co robi. Nikt nawet po kilku latach nie będzie ekspertem, ale PO TO SIĘ UCZYMY! Każda z nas!
Warsztaty to świetna okazja, ale umówmy się, że nie wszyscy mają na to pieniądze, by móc co tydzień tańczyć u kogoś innego. Dlatego warto analizować filmiki na YT. Analizować - nie powtarzać na głupa nie znając techniki ;)
Czyli zwracać uwagę na detale, na mimikę, stopy!
Na uczelni mam Wiedzę o sztuce i wykładowczyni nam uświadomiła, że detal zmienia wszystko. Pokazała nam obraz (jakiś portret, niestety nie pamiętam jaki :( ) z jednym czerwonym elementem (różą na szyi kobiety). Zakryła ten element i cały obraz zbladł, stał się nieatrakcyjny, był zwykły. A potem ponownie odkryła różę. I cały obraz stał się piękniejszy.
Taka przypowiastka na koniec ;)
carmenta
25-06-2010, 11:14
Niestety w Polsce mamy kilka typów ludzi: Albo wyjątkowo zakompleksieni pesymiści (...)
Czyżbyś piła do mojej wypowiedzi kilka postów wyżej? Normalnie czuje się urażona:p;)
Niestety w Polsce mamy kilka typów ludzi: Albo wyjątkowo zakompleksieni pesymiści, którzy w siebie nie wierzą, albo zarozumialce
A wiesz, że coś jest na rzeczy, i nie tylko w TB, ale w ogóle w życiu. Większość ludzi, których mam wokół siebie można by w jakimś stopniu podciągnąć albo pod kompleks niższości, albo pod manię wielkości. Nic pośrodku, takiej normalnej (wg mnie) trzeźwej samooceny uwzględniającej plusy i minusy, wady i zalety itp.
A wiesz, że coś jest na rzeczy, i nie tylko w TB, ale w ogóle w życiu. Większość ludzi, których mam wokół siebie można by w jakimś stopniu podciągnąć albo pod kompleks niższości, albo pod manię wielkości. Nic pośrodku, takiej normalnej (wg mnie) trzeźwej samooceny uwzględniającej plusy i minusy, wady i zalety itp.
Troche odchodzimy od tematu, ale poważnie macie takie odczucia co do Polaków? Ja uważam inaczej. W porównaniu z innymi nacjami jestesmy dosc skromnym narodem, który częście umniejsza swoje osiągnięcia niż się wywyższa. Wystarczy choćby posłuchać wypowiedzi polskich medalistów i przykładowo amerykańskich. Dlatego zgodzę się co do kompeksu mniejszości, ale druga opcja mi nie pasuje do ludzi wokół mnie....
Czyżbyś piła do mojej wypowiedzi kilka postów wyżej? Normalnie czuje się urażona:p;)
Jej, przepraszam, nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało, bo nawet nie pomyślałam tak! Przepraszam :embarrest: pójdę do kąta....
Ja zauważyłam mniej więcej taki podział, to nie znaczy, że nie ma ludzi ze zdrowym podejściem ;)
carmenta
25-06-2010, 16:06
Luz, ja dobrze wiem, że mam kompleks niższości :D:D:D
klymenystra
27-06-2010, 11:23
Mango ja nie pisze o malych miastach tylko o Krakowie. Fitness cluby to nie sa szkoly tanca i w wiekszosci przypadkow poziom bedzie tam nizszy, bo wlasciciel nie bedzie stawial na nauke tanca, tylko na ruch, rozrywke. Wlasciciele szkol tanca bardzo czesto sami tancza, wiec jakies pojecie maja, i zatrudnia osoby, ktore umieja tanczyc, wlasciciele fintess clubow zatrudnia tego, kto sie dobrze sprzeda. (Tak wiem, generalizuje, prosze o niepodawanie stu tysiecy kontrprzykladow, pisze o wlasnych obserwacjach). Nie o to zreszta chodzi. Chodzi glownie o to, ze taka "tancerka" zaczyna monopolizowac rynek, jesli zaczyna uczyc w 3-4 fitness clubach. Kobiety, ktore nie znaja sie na tancu, beda widzialy, jak "popularna" jest ta tancerka, ze uczy wszedzie i beda wybierac zajecia u niej. A nie u tancerek, ktore ucza w jednej szkole, albo wrecz prowadza wlasna szkole i nie reklamuja sie nachalnie. I potem te tabuny kobiet beda przekonane, ze ucza sie tanca orientalnego.
Z drugiej strony jednak wierze w ludzki rozsadek. Warsztaty, organizowane przez te pania, notorycznie sa odwolywane z powodu braku chetnych. Moze faktycznie ludzie czuja, ze nie warto pakowac kase w jakies dziwne wymysly ;D
klymenystra
27-06-2010, 12:52
Mango dobrze, ze sie wyjasnilo :)
Jasne, ze nie kazda swietna tancerka bedzie dobra instruktorka. I odwrotnie - przecietna tancerka moze swietnie uczyc. Gorzej, jak ktos ani nie umie tanczyc, ani specjalnie nie potrafi uczyc, bo nie ma wiedzy. A sie lansuje.
Ja pracowałam i w szkołach tańca i w fitness clubach.Podstawowa różnica to wymagania klienteli.W fitness clubie ludzie przychodzą z nastawieniem właśnie na rekreację,miłą atmosferę i ciekawe zajęcia,ale są zdecydowanie mniej wymagający pod względem prawidłowej techniki,nazewnictwa i ogólnie metodyki prowadzenia zajęć.Natomiast w szkołach tańca klient jest zdecydowanie bardziej wymagający,pyta o szczegóły,zwraca uwagę na niuanse,często jeździ na warsztaty do innych instruktorek,więc zna się na rzeczy i potrafi zadawać pytania o konkretne rzeczy,czasem bardzo szczegółowe,dlatego aby się nie ośmieszyć przed ludźmi,należy cały czas doskonalić swoje umiejętności i poszerzać wiedzę.Często instruktorki tańca są też instruktorkami fitness (tak jest w moim przypadku),dlatego łącza pracę w szkołach tańca z pracą w fitness clubach.
Jesli chodzi o napiwki,to można wczesniej ustalić z organizarorem imprezy,że napiwki pozbiera po wystepie np.ktos z ochrony,czy z obslugi aby nie robiła tego tancerka
Ja nie widzę nic złego w tańcu brzucha w fitness clubie. Rashida zauważyła rzecz z którą sie zgadzam. Niektórzy chcą się poruszać "niekonwencjonalnie" jeśli tak - to nie ma w tym nic złego. Osoby bardziej wymagające i chcące się faktycznie nauczyć powinny iść do szkoły tańca ;)
Co do napiwków - lepsza od miski stanika jest wielka cynowa micha na ziemi z oczoaktywnym napisem : NAPIWKI DLA TANCERKI ;)
klymenystra
27-06-2010, 22:50
Nigdzie nie twierdze, ze tanczenie w fitness clubie jest zle. Pisze tylko, ze smiesza mnie insturktorki, ktore lansuja sie po fitness clubach tylko dlatego, ze ich umiejetnosc moga nie wystarczyc na szkole tanca, gdzie przychodza osoby, ktore faktycznie sie chca nauczyc tanca a nie tylko poruszac.
Powodem dla którego w ftness clubie najprawdopodobniej niczego się nie nauczymy, są grupy o charakterze "open". Sama kiedyś uczestniczyłam z ciekawości w takich zajęciach. Zgroza. Należałoby chyba rozgraniczyć fitness z elementami tańca brzucha od stricte nauki tańca. Tak byłoby uczciwie.
klymenystra
27-06-2010, 23:18
Fakt, zajecia open to straszna rzecz, bo przychodza osoby, ktore tancza pol roku i takie, ktore tancza dwa tygodnie. I to wlasnie swiadczy o podejsciu do tanca :) Bo jesli komus zalezaloby na solidnej nauce, to poszedlby do szkoly tanca.
Ederlezi
27-06-2010, 23:33
Powodem dla którego w ftness clubie najprawdopodobniej niczego się nie nauczymy, są grupy o charakterze "open". Sama kiedyś uczestniczyłam z ciekawości w takich zajęciach. Zgroza. Należałoby chyba rozgraniczyć fitness z elementami tańca brzucha od stricte nauki tańca. Tak byłoby uczciwie.
w fitness clubach... a jednak to możliwe;/ jak planowałam wyprowadzkę na Śląsk, to szukałam jakiegoś miłego klubu do ćwiczonek i rzeczywiscie kilka z nich miało w ofercie belly-dance, ale myślałam, że to na podobnej zasadzie, jak jedna z lubelskich szkół BD jakiś czas temu - zajęcia merytorycznie kompletne, tylko w wynajmowanej od klubu sali...
i potem z takiej grupy 'open' ktoś sobie pomyśli, że jest fajny i będzie się nosił, może jeszcze odbierał co lepsze występy porządnym tancerkom;/
A co to znaczy "odbierał co lepsze występy porządnym tancerkom"?
Nie zapominajmy, że często zajęcia taneczne są zorganizowane w klubie fitness ze względu na brak możliwości wynajęcia profesjonalnej sali z lustrami za przystępną cenę w innym (dogodnym) miejscu ;). Nic w tym złego.
To zależy od instruktora a nie od miejsca. Bywa, że właściciele szkół tańca o profilu orientalnym nastawiają się bardziej na rekreację (czyt. zapełnienie sali), a instruktorów "męczących techniką" kursantów próbują dyscyplinować, bo taki wymagający nauczyciel może działać zniechęcająco, a przez to źle wpływać na dochody szkoły. Natomiast dobry instruktor - wszędzie poprowadzi dobre zajęcia na poziomie :):thumbsup:.
Zgadzam się w całej rozciągłości z powyższym to że sala jest w fitness klubie nie dyskwalifikuje tancerki. Przecież nie każda tancerka ma czas/pieniądze/chęć od razu założyć szkołę tańca,zwłaszcza,jeśli ma tylko 1 grupę;)
Chcialam jeszcze wspomniec o tym wspomnianym "roku nauki". Rok to niewiele, ale jestem w stanie wyobrazic sobie osobe, ktora przez rok uczy sie bardzo intensywnie, zajecia kilka razy w tygodniu u roznych instruktorek, warsztaty - do tego talent. I wtedy faktycznie jest prawdopodobne, ze taka osoba bedzie mogla wystepowac czy uczyc na poziomie poczatkujacym (nadal sie ksztalcac, oczywiscie). Problem w tym, ze pseudonauczycielki, o ktorych mowa, uczyly sie albo 2-3 razy w tygodniu, albo tylko u jednej instruktorki - i przestaly sie uczyc.
Potrzebna jest i wiedza i umiejetnosc i dobry nauczyciel musi miec obie :)
Popieram. Co to jest rok!! nawet intensywnego treningu. Oczywiscie przekazywanie podstaw po takim czasie przez osobę wybitnie zdolną jest możliwe ale.... No własnie ale.Taniec ma to do siebie,że nie wystarczy przyswoic dane figury by je umieć dobrze. Ruch w ciele "układa się" latami. Sama widze po sobie,że to co robiłam 5 lat temu teraz wygląda diametralnie inaczej.Wiem też,że za kolejne 5 lat będzie to wyglądać jeszcze inaczej. Pracując na zajęciach indywidualnych z czołówką tancerzy orientalnych za każdym razem przechodzę poważny kryzys i zastanawiam się nad tym czy aby na pewno zasługuję na miano instruktora.
Tym bardziej śmieszą mnie opisy w internecie-profesjonalistka, zawodowa tancerka...Naukę zaczęła rok temu......Mogę sobie jedynie wyobrazic co sobie o takiej osobie myślą Ci , którzy na deskach sal treningowch spędzili 20-30 lat.
Fitness cluby to nie sa szkoly tanca i w wiekszosci przypadkow poziom bedzie tam nizszy, bo wlasciciel nie bedzie stawial na nauke tanca, tylko na ruch, rozrywke. Wlasciciele szkol tanca bardzo czesto sami tancza, wiec jakies pojecie maja, i zatrudnia osoby, ktore umieja tanczyc, wlasciciele fintess clubow zatrudnia tego, kto sie dobrze sprzeda. (Tak wiem, generalizuje, prosze o niepodawanie stu tysiecy kontrprzykladow, pisze o wlasnych obserwacjach).
I tu się z również z Tobą zgodzę. Nie raz miałam propozycje prowadzenia zajęć w stylu-no otworzymy zajęcia, a Pani będzie prowadzić je tak tak,żeby w każdej chwili nowe osoby mogły dołączyć do grupy.
Dziękuję za współpracę.
Najlepsza opcja to własnie pójśc do szkół gdzie własciciele sa tancerzami. Oni mają najlepszy pogląd na to jak wygląda ich zawód .Nie skupiaja się tylko na tym jak tu spędzic do jednej grupy jak najwięcej osób,zeby wyjsc do przodu, bo sprawa nauki jest bynjmniej drugorzędna. Dobremu tancerzowi (w większosci)będzie zależało na opinii swoich wychowanków. Poza tym system zajęć fitness jest zupełnie inny niż zajęć tańca co dla sporej liczby włascicieli klubów sportowych jest niezrozumiałe i w dodatku ciężkie do przetłumaczenia Dla nich taniec to też przecież ruch tak jak aerobik, więc dlaczego nauka miałaby wyglądac inaczej.
Ja nigdy nie zgadzam sie na prowadzenie w fitness clubie zajęc taneczno podobnych.Jesli BD to BD.Bo jak niby miałoby to wygladać - w fitness clubie ucze innych figur niż w szkole tańca? Mozna uczyć wolniejszym tempem i tyle.Jedyny wyjatek to salsa fitness,ktora w USA funkcjonje juz od lat a jest połączeniem kroków salsy z elementami fitness i funkcjonuje równiez w szkołach tańca.Nie jest czystym tańcem,bo zawiera w choreografii elementy sportowe.
Na zajęcia do szkół tańca tez czasem przychodzą osoby "dla rekreacji",towarzysko.I są osoby "wiecznie początkujące".
Djamila-nie zawsze tancerka z 30-letnim stażem jest profesjonalistką.Ogladałysmy juz nieraz w "bellydancowych ohydztwach" takie osoby - głównie z zagranicy.Czasem ktos po 3-4 latach intensywnej jest lepszy od tej "zawodowej".No bo jak nazwać np.osobę,która po dwóch latach nauki wygrywa Nova Orient,MP i inne konkursy? Do tego osoba młoda,"świeża".Czy jest mniej profesjonalna od tej z 30-letnim stażem,ale byc może "wypalonej" zawodowo,przesiakniętej rutyną? Wydaje mi się,że nie mozna uogólniać.Liczy sie nie tylko ilość przetańczonych godzin,lat,ale także jakośc tańca,chęć do pogłębiania wiedzy i doskonalenia umiejętności a także umiejętności pedagogiczne,metodyczne i podejście do ludzi w nauczaniu tańca
Layla1700
29-06-2010, 12:35
Liczy się również pasja.Jeżeli to co robimy, nauczamy jest naszą pasją ,życiem wtedy zajęcia na pewno też sa bardziej efektowne;)
Niewatpliwie - byleby pasja nie byla jedyna kwalifikacja jaka instruktorka posiada:D
Niewatpliwie - byleby pasja nie byla jedyna kwalifikacja jaka instruktorka posiada:D
:D:D:D:D:D:D
No na pewno.Ale rzeczywiście jak sie idzie do kogoś na zajęcia,to widac czy ten ktoś prowadzi je z pasją czy tylko "dorabia do pensji"
Djamila-nie zawsze tancerka z 30-letnim stażem jest profesjonalistką.Ogladałysmy juz nieraz w "bellydancowych ohydztwach" takie osoby - głównie z zagranicy.Czasem ktos po 3-4 latach intensywnej jest lepszy od tej "zawodowej".No bo jak nazwać np.osobę,która po dwóch latach nauki wygrywa Nova Orient,MP i inne konkursy? Do tego osoba młoda,"świeża".Czy jest mniej profesjonalna od tej z 30-letnim stażem,ale byc może "wypalonej" zawodowo,przesiakniętej rutyną? Wydaje mi się,że nie mozna uogólniać.Liczy sie nie tylko ilość przetańczonych godzin,lat,ale także jakośc tańca,chęć do pogłębiania wiedzy i doskonalenia umiejętności a także umiejętności pedagogiczne,metodyczne i podejście do ludzi w nauczaniu tańca
Nie zgodzę się z Tobą. Sprawa bellydancowych ochydztw to kwestia gustu. Niejednokrotnie w wielu dzidzinach życia wielcy tego świata po latach pracy eksperymentowali by ubarwić to co do tej pory robili. Często takie nowości spotykały się z oburzeniem, śmiechem lub pogardą a po latach uznawano te osoby za geniusz. Z dziedziny tanecznej można tu przywołać Isadorę Duncan.
W naszej dziedzinie śmiano się do niedawna z krótkich kiecek do tańca a coraz częściej dziewczyny w takich występują. W ohydztwach też sie kiedyś takie znalazły...
Poza tym to,że młoda i świeża tańczy ładnie to nie równa się dobrze/poprawnie.
Ja nie miałam tez na myśli zmanierowanych ,znudzonych życiem i tańcem nauczycieli podchodzących do swojej pracy jak do roboty w kamieniołomie ale tych którzy wykonuja swój zawód dobrze.
Niestety czy chcemy czy nie LICZY się ilośc przetańczonych godzin i lat. Same chęci nie wystarczą. Jeśli ktoś poświęcił 30 lat na taniec to chyba nie potrzeba innego argumentu by stwierdzić,że nie robił tego dla przymusu.
Ciało jest tylko ciałem, mięśnie ,kondycja , koordynacja wymagają nieustannej pracy, która jeśli jest ciągła i systematyczna daje dobre efekty. Nie słyszałam,żeby ktoś tylko daltego,że ma wielkie chęci i talent został solistą w balecie po powiedzmy 2 latach pracy.
Najlepiej jednak przekonać sie o tym na własnej skórze biorąc lekcje konfrontacyjne z tancerzem o długim stażu. To bardzo inspirujące i motywujące doświadczenie.
Jeśli ktoś poświęcił 30 lat na taniec to chyba nie potrzeba innego argumentu by stwierdzić,że nie robił tego dla przymusu.
Fakt niezbity :) To jednak nie świadczy o tym, że taka osoba będzie dobrym nauczycielem.
Pierwotnie wysłane przez Djamila http://www.belly-dance.pl/forum/images/buttons/viewpost.gif (http://www.belly-dance.pl/forum/showthread.php?p=126518#post126518)
Jeśli ktoś poświęcił 30 lat na taniec to chyba nie potrzeba innego argumentu by stwierdzić,że nie robił tego dla przymusu.
Fakt niezbity :) To jednak nie świadczy o tym, że taka osoba będzie dobrym nauczycielem.
Nie mam doświadczenia w kwestiach tanecznych, ale pierwszy przykład, jaki mi się nasuwa, to języki obce. Można posługiwać się językiem przez 30 lat i kompletnie nie potrafić przekazać swojej o nim wiedzy innym.
To prawda. Ale ja nigdzie nie pisałam,że każdy dobry tancerz to super nauczyciel.
Ale wydaje mi sięże nawet kiepski nauczyciel ze stażem 30 lat będzie w stanie przekazać więcej niz 2 letnia świeżynka. No chyba,że bardzo będzie sie stawiał w przekazywaniu tej wiedzy co wyklucza go z grona osób do których wogóle warto się zgłaszac z chęcią edukacji.
Podam konkretny przykład-tancerka Camelia. Wspaniała gwiazda, której talent pedagogiczny do najlepszych się nie zalicza.
Wolałabym mimo to pójsć na zajęcia do niej-wiedząc już co jest na rzeczy niż poświęcić ten czas koleżance z branży z 3 letnim stażem w nauce. I mimo słabego podejścia pedagogicznego Cameli jestem przekonana,że wyniosłabym z jej zajęc dużo więcej.
Poza tym nie rozmawiamy tu chyba o skrajności-zupełnie początkująca uczennica kontra najbardziej zmanieorwany i beznadziejny nauczyciel ze stażem 30 lat mający dośc swojej roboty tylko o realnych sytuacjach. Żadna osoba z ulicy nie pójdzie od razu na zajęcia do znanych tancerzy chociażby ze wzgl. na cenę.
Czy któraś z Was na 1 lekcję poszła do Redy? Raczej nie i pewnie po niej też nie miałybyście najlepszej opinii.
To prawda. Ale ja nigdzie nie pisałam,że każdy dobry tancerz to super nauczyciel.
Dobry nauczyciel to kombinacja doświadczenia, osobowości scenicznej i talentu pedagogicznego.
Ale wydaje mi się że nawet kiepski nauczyciel ze stażem 30 lat będzie w stanie przekazać więcej niz 2 letnia świeżynka.
Niewątpliwie :) Bo nawet jeśli nie będzie czegoś umiał wyjaśnić, to i tak będzie inspiracją przez samo doświadczenie.
klymenystra
29-06-2010, 18:27
Ja w kwestii tanecznego stazu - dluzej nie znaczy lepiej. Jest pewien zespol, znany z Polsce, tanczy tance dworskie i nie tylko. Jego zalozycielka tanczy od dziecka, ma ogromna wiedze, jednak na scenie widac juz rutyne. Bardziej zachwycaja jej mniej doswiadczone kolezanki, tez doswiadczone tancerki, ale nie z takim stazem jak ona.
Nie wiem, czy jest sens porownywac tb do baletu, jednak stopien trudnosci jest nizszy. Sa osoby, ktore po dwoch latach czy poltora roku tancza bardzo dobrze (jak np. Abir), trzy lata to na tyle duzo, ze do insturktorki z takim stazem tanecznym bym sie zapisala (pod warunkiem, ze nadal sie rozwija). Ciezko zreszta znalezc w Polsce kogos, kto tanczy tb naprawde dlugo, dlugo. Z krakowskich insturktorek najdluzej tanczy Rozalia, Aida, Hayfa. (jesli sie myle, to prosze o korekte). Nie wchodza tutaj jednak w gre okresy 15 czy 20 lat (mowie o samym tancu brzucha, bo np. Rozalia inne techniki tanczy od 4 roku zycia). A u kogos przeciez trzeba sie uczyc. Zaina tanczy krocej, a przeciez nikt nie bedzie odradzal zajec u niej. Czu u Almass :)
Vasanto-toteż miałam na myśli-Ty ujęłaś to w 1 zdaniu :)
Klymenystro-poniekąd tak. Ja też wolę pójść na warsztaty do młodej zdolnej tancerki (a juz tancerza szczególnie :)) niż podstarzałej 60-tki. Nie znaczy to,że 60-tka nie da mi inspiracji bo na pewno da ale na porządny wycisk mogę liczyć u tej/tego pierwszego. Jest tylko warunek-ma doświadczenie w tańcu!!!
I na pewno nie roczne bo dla mnie to nie tancerz tylko osba która zaczyna swoją przygodę z tańcem
Kombinacja o któej pisze Vasanta plus do tego sprawność fizyczna daje tancerza a zarazem nauczyciela idealnego.
Jak zawsze prawda lezy po środku :) Mozna isć np.na warsztaty do młodej,mniej doświadczonej osoby,ale ze świezym spojrzeniem na pewne sprawy i do bardzo doświadczonej tancerki czy tancerek.Ja jednak częściej wybieram te ze stażem,renomą,ale jak tu już ktoś na forum pisał - czasami taka osoba nie zawsze zrozumiale,przejrzyście przekazuje wiedzę.
Zgadzam się jednak z Djamilą,że po roku nauki tańca trudno mówić o profesjonaliźmie.Dla mnie niezbędne minimum to co najmniej 3 lata solidnej nauki,ale znam osobiście dziewczyny,które po dwóch latach tańczą tak,że wygrywaja prestizowe festiwale i przerosły umiejętnościami tancerkę (znaną,doświadczoną,wyszkoloną),u której sie szkoliły.Do tego są o połowę młodsze i chętniej zapraszane na występy,pokazy.Ja kiedyś spotkałam się ze opinią,że 40-letnia tancerka to mniej więcej tak jak 40-letnia striptizerka.Nie do końca przystoi występować publicznie w pewnym wieku.I nie bronię tutaj w żadnym wypadku młodszych dziewczyn,bo sama nastolatką nie jestem a tej opinii też raczej nie popieram.
Co sądzicie dziewczyny o przekonaniu niektórych osób,że po przekroczeniu pewnego wieku (no własnie jakiego - 30,40?) kobieta może juz tylko pracowac w charakterze nauczyciela
Ja tam z chęcią oglądam kobiety w różnym wieku, byleby pasja była ;) I wręcz wolę mniej doskonałą technikę, a więcej feelingu, który przychodzi z doświadczeniem życiowym, a więc i - z wiekiem...
Ja kiedyś spotkałam się ze opinią,że 40-letnia tancerka to mniej więcej tak jak 40-letnia striptizerka.Nie do końca przystoi występować publicznie w pewnym wieku.I nie bronię tutaj w żadnym wypadku młodszych dziewczyn,bo sama nastolatką nie jestem a tej opinii też raczej nie popieram.
Co sądzicie dziewczyny o przekonaniu niektórych osób,że po przekroczeniu pewnego wieku (no własnie jakiego - 30,40?) kobieta może juz tylko pracowac w charakterze nauczyciela
Hahaha a to dobre. To ja juz powinnam na emeryturę!Podobnie jak wzystkie znamienite tancerkigoszczące na scenach 5 gwiazdkowych hoteli krajów arabskich.
Na szczeście t.orientalny to nie hip hop i z reguły lepiej wygląda prezentowany przez osoby dojrzalsze.
Dobrze napisała Szahiya-tu liczy się też feeling, który bardzo ciezko znaleźć u młodej osóbki
Ja kiedyś spotkałam się ze opinią,że 40-letnia tancerka to mniej więcej tak jak 40-letnia striptizerka.
A ja się spotkałam z opinią, że dopiero po trzydziestce ma się o czym tańczyć...
A ja się spotkałam z opinią, że dopiero po trzydziestce ma się o czym tańczyć...
Czyli tylko 10 lat :D
Powstał bardzo ciekawy wątek, ale chyba lepiej by było go stąd wydłubać w oddzielny, bo tu miały być ohydne filmy. :)
DżalaMadija
29-06-2010, 20:13
Proce nauczania zależy tez od nas - jesli ktos jest bardziej zdolne w kwestii zdobywania wiedzy, pedagog, który nie ma daru pedagogicznego(ale ma rzetelna wiedzę i przetańczonych 20lat) jest lepszy od młodej(tanecznie) pasjonatki z talentem nauczycielskim. Ja lubię sama "rozpracować" jakaś figurę niż żeby ktos powiedział mi jak to zrobić(co nie oznacza, że się potem nie upewniam, tyle, że to ja wole powiedzieć nauczycielce jak zrozumiałam np. dana kombinacje i zapytać sie czy moje myślenie jest dobre).
Ederlezi
29-06-2010, 21:56
moja instruktorka jest młodsza ode mnie, ale mi to wcale nie przeszkadza - tańczy już parę lat, świetnie się rusza, występuje - jest to osoba konkretna i dobrze przygotowana, cieszę się, że nie trafiłam na jakąś lipę, chociaż szczerze mówiąc celując tam gdzie się ostatecznie znalazłam nie miałam takiej możliwości:P czasami chciałabym znaleźć się na warsztacie u jakiegoś starego Egipcjanina, to byłoby niesamowite doświadczenie:))
Rashidah
29-06-2010, 22:14
Nie zawsze staż w tańcu brzucha idzie w parze z jakością prowadzonych zajęć, jak i umiejętnością (i chęcią) przekazania wiedzy swoim uczennicom. Dużo zależy od umiejętności pedagogicznych, wiedzy na dany temat, jak i własnego zaangażowania w nauczanie innych. Nie dotyczy to tylko tańca arabskiego, ma to także odzwierciedlenie w innych dziedzinach życia:).
Postanowiłam jednak pociągnąć trochę temat instruktorów... mimo, że jakby z ohydztwami mało ma wspólnego. Ja miałam to szczęście, że trafiłam do osoby naprawdę profesjonalnej - biorąc pod uwagę zarówno jej staż przygody z tańcem, jak i osobowości nauczycielskiej. Po jakimś czasie uczenia się u niej BD, zaczęłam chodzić także na flamenco... i jakież było moje zdziwienie, jak dowiedziałam się, że Hiszpanie (i nie tylko Hiszpanie) nic nie tłumaczą, nie poprawiają, na warsztatach nie ma dydaktyki - po prostu oni tańczą, a ty jeżeli tak bardzo chcesz, to sama zrozum rytm, stepy i charakter tańca. I wcale nie wynika to z tego, że nie ma porozumienia językowego. Po prostu taki maja styl... Być może w samej Hiszpanii, na regularnych zajęciach w szkole tańca jest inaczej, ale w Polsce na warsztatach z reguły wygląda to właśnie tak, jak opisałam wyżej.
I tak się zastanawiam właśnie... Co z tym całym pedagogicznym podejściem lub jego brakiem... Skoro osoby idące na warsztaty flamenco wiedzą z góry, że raczej na żadne tłumaczenie i poprawianie liczyć nie mogą.
Ja w lipcu... po trzech latach tańczenia flamenco, "przeżyję" moje pierwsze warsztaty z Hiszpanami... Bardzo jestem ciekawa ich "metodyki", albo raczej jej braku.
Te wszystkie zakręcone na punkcie flamenco istoty jakoś znoszą ten brak dydaktyzmu, płacą straszne pieniądze za możliwość obcowania z "oryginalnym" flamenco i nie mają absolutnie pretensji, że nikt im nie tłumaczy dwunastek :|, czy po kolei nie objaśnia stepów...
Więc może to jednak chodzi przede wszystkim o naszą chęć i determinację oraz wytrwałość... Wiem, że dużo łatwiej jest, gdy instruktor nas wspiera, tłumaczy, poprawia... A przede wszystkim sam jest profesjonalistą. Chociaż to co ujmuje mnie w mojej instruktorce, to to, że ona podkreśla często swoja pokorę wobec flamenco i to, że jeszcze tyle sama ma do nauczenia się...
Wiem, że zupełnie już odpłynęłam na manowce w tym wątku, mam świadomość, że trudno jest porównać BD z flamenco, ale tańcząc oba gatunki (a raczej ucząc się ich) mogę powiedzieć, że to bardzo względne pojęcie "dobry nauczyciel"...
Przychylam się jednak do stwierdzenia, że osoby z dwuletnim doświadczeniem (przy całym szacunku dla ich osobistych umiejętności, którymi przewyższają każdego, kto zaczyna uczyć się tańca), powinny jednak zająć się pracą nad sobą, jeżeli swoją przyszłość zawodową wiążą z nauką tańca... Do naszej instruktorki trafiają dziewczyny, które doświadczyły nauki u takich właśnie nauczycielek i są mocno zdziwione, że u niej uczą się choreografii, że jest rozgrzewka, technika itd.
Oczywiście nie generalizuję - mówię o moim małym lokalnym środowisku :)
Postanowiłam jednak pociągnąć trochę temat instruktorów... mimo, że jakby z ohydztwami mało ma wspólnego.
Fakt, popieram wydzielenie dyskusji o cechach instruktorów.
Staż tańca idzie zazwyczaj w parze z faktem bycia znaną w środowisku i z bogatą historią kariery. Piszę to dlatego, że niedawno słyszałam od znajomej, która zmieniła szkołę tańca, w której się uczyła, następujący powód tej zmiany: instruktorka, ze stażem i doświadczeniem, dominowała zajęcia swoją osobą - opowiadała o wojażach i znajomościach ze słynnymi tancerzami. Zaznaczam - mnie przy tym nie było, ale niewątpliwie coś jest na rzeczy.
Wynika z tego, że czym bardziej doświadczony instruktor, tym większa pokusa dzielenia się z "młodymi" nie tylko techniką, ale i własną historią? Niby nic zdrożnego, ale - w cenie i czasie zajęć...?
Od instruktorek,nauczycielek również slyszałam,że kobieta dojrzała jest w stanie wiele tacem i w tańcu przekazać i to mnie pociesza,bo inaczej tez bym musiała zwijać "manatki" zanim jeszcze je na dobre rozwinęłam:)
Ale niestety równiez i takie pinie jak przytoczyłam.W Legnicy mamy jedną na prawdę doskonałą tancerkę i nauczycielkę (Djamilo,Ty wiesz o kogo chodzi) i kilka razy posypaly sie na nią "gromy" od internautów i nie tylko,że stara i tak dalej a nie przekroczyła jeszcze 40-tki.Do tego piekna,zgrabna,doskonała technicznie i w ogóle w moim przekonaniu - GWIAZDA.Kiedy czytałam komentarze,że nie powinna już występowac na scenie,bo jest za stara,to jakoś dziwnie i nieswojo się poczułam.
Jeśli chodzi o zlecenia na występy,to wiem,że organizarorzy różnych imprez równiez chętniej zapraszają dziewczyny młode,atrakcyjne,które zrobia fajne "coś" na scenie a mniej ich interesuje fakt czy tancerka jest dobrze wyszkolona technicznie,nagradzana na konkursach itp.Z drugiej strony-trudno się dziwić...
Kiedy czytałam komentarze,że nie powinna już występowac na scenie,bo jest za stara,to jakoś dziwnie i nieswojo się poczułam.
Kochana, takie komentarze to mogły pisać wyłącznie osoby BARDZO młode, którym zawsze wydaje się, że 30-latek to stary pryk. Nie tylko w tańcu, ale w każdej innej sferze życia. Ewentualnie faceci, którzy lubią zawiesić oko na młodym ciele, a technika zwisa im girlandą zwiędłych kalafiorów ;)
kilka razy posypaly sie na nią "gromy" od internautów i nie tylko,że stara i tak dalej a nie przekroczyła jeszcze 40-tki.Do tego piekna,zgrabna,doskonała technicznie i w ogóle w moim przekonaniu - GWIAZDA.Kiedy czytałam komentarze,że nie powinna już występowac na scenie,bo jest za stara,to jakoś dziwnie i nieswojo się poczułam.
Od internautów czy od tancerek?
Bo internautom en bloc bym nie wierzyła. Wystarczy spojrzeć na komentarze na dowolnym portalu, zwykłym czy plotkarskim - dzieci Neo dorosły, ale nie zmądrzały, i wypisują najróżniejsze bzdury. Nie ma sensu tego czytać.
... kilka razy posypaly sie na nią "gromy" od internautów i nie tylko,że stara i tak dalej a nie przekroczyła jeszcze 40-tki.Do tego piekna,zgrabna,doskonała technicznie i w ogóle w moim przekonaniu - GWIAZDA.Kiedy czytałam komentarze,że nie powinna już występowac na scenie,bo jest za stara,to jakoś dziwnie i nieswojo się poczułam.
Moim zdaniem - wszystko zależy od tego czego oczekuje publiczność .. Ciężko wymagac od 20sto letniego chlopaka zeby ogladając wystep dojrzałej, doświadczonej, dobrej technicznie tancerki zwracał uwage na elementy, które dla Was (tancerek ORIENTujacych sie) sa najwazniejsze.
Pewnie zwróci uwage na jej strój, dekolt, brzuch .. generalnie na ciało ..a nie na styl czy tez technike .. Stąd tez moga wynikac potem takie a nie inne opinie, które dotykaja tancerki z prawdziwego zdarzenia :(
Ciężko wymagac od 20sto letniego chlopaka zeby ogladając wystep dojrzałej, doświadczonej, dobrej technicznie tancerki zwracał uwage na elementy, które dla Was (tancerek ORIENTujacych sie) sa najwazniejsze.
Czy opinia jakiegoś napalonego młodzika, który na tańcu i na kobietach zna się jak kura na pieprzu jest tak wiele warta, żeby ją publikować w internecie i żeby się nią przejmować?
Wśród każdej publiczności znajdą się i buraki, które będą oczekiwać striptizu, i naładowani hormonami panowie, którzy przyszli się pogapić na dekolt, i osoby, które chcą zobaczyć taniec, a nie ciało z fotoszopy. To zróżnicowanie trzeba zaakceptować i nie słuchać opinii tych, którzy nie mają pojęcia, co oceniają.
Czyli wniosek jest taki, że odbiór zależy od tego, czy traktujemy taniec bardziej jako sztukę, czy jako rozrywkę. Niektórzy lubią szamać popcorn w multipleksach, inni chodzą na ambitne filmy do kin studyjnych ;)
I to przenosi się na gatunki najbardziej "doceniane" przez osoby niezorientowane - czyli drum solo albo widowiskowy rekwizyt typu skrzydła czy dwa woale. Nie można wymagać od wszystkich zachwytów nad khaleegy czy stylem MR.
Nie bardzo chciałam się wypowiadać w tym wątku, no ale pękłam. Bo niemal w stu procentach dotyczy mnie.
Witam, nazywam się Abir, mam 17 lat, tańczę niecałe dwa lata, jestem instruktorką i tancerką komercyjną.
Na niczym innym nie zależy mi tak, jak na rozwoju. Szczerze powiedziawszy ja odczuwam nawet miesięczne przeskoki.
Nie bijąc tutaj personalnie do nikogo, w Waszych oczach jestem tancerką bez dobrej techniki, bez feelingu, na pokazach komercyjnych robię różne dziwne rzeczy, jako osoba bardzo młoda krytykuję starsze tancerki, nie mam żadnej wiedzy, nie prowadzę rozgrzewek, moje uczennice trafiły najgorzej jak mogły.
Nie będę tutaj mówiła, jaka jestem cudowna, blablabla. Chciałabym tylko zauważyć, że Wasze opinie są okropnie krzywdzące i ciężko się je czyta.
Teraz mi się przypomniała taka sama sytuacja z Jamilah, która również była komentowana przez krótki staż w tańcu. Jeżeli mam iść tą drogą, to proszę bardzo, mówcie mi jeszcze :D
Kilka moich refleksji na temat tego wątku.
W nauczaniu jakiejkolwiek dyscypliny życia (w tym tańca) liczą się dwie sprawy: doświadczenie i metodyka nauczania.
Posiadanie tylko jednej z nich nie gwarantuje bycia dobrym nauczycielem.
Przykład 1 (duże doświadczenie brak metodyki): Kiedyś moim trenerem gimnastyki był mistrz polski w akrobatyce. Potrafił pokazać najbardziej skomplikowane ćwiczenia w perfekcyjny sposób. Niestety pod jego skrzydłami zmarnowało się kilka talentów. Poziom jego metodyki był zerowy i polegał najczęściej na metodzie "rób jak ja". Kiedy jakieś ćwiczenie nam nie wychodziło udzielał nam wskazówek "postaraj się bardziej", "przyłóż się".
Kiedyś na zastępstwo przyszedł 70 letni trener, który nic nie potrafił pokazać ale widząc jak nie wychodzi mi jedno ćwiczenie dał mi krótką konkretną wskazówkę, która zmieniła wszystko "wybijasz się za bardzo do przodu". Po zastosowaniu jej od razu wszystko mi się udało.
Przykład 2 (brak doświadczenia świetna metodyka) Niedawno byłem na szkoleniu firmowym z komunikacji interpersonalnej. Prowadziła je młoda doktorantka z psychologi. Była świetnie przygotowana, sypała definicjami z rękawa, powoływała się na autorytety i niestety wykładała się na najprostszych pytaniach. Nie potrafiła dać nam przykładu zastosowania swoich teorii w życiu. Czas spędzony na tym szkoleniu uważam za stracony czego dałem wyraz w końcowej ankiecie ;)
Myślę, że można w łatwy sposób przenieść te przykłady na podwórko taneczne.
Przewinął się też watek flamenco i nauczycieli, którzy nie tłumaczą tylko oczekują, że uczniowie dojdą do wszystkiego sami. Osobiście nie wierzę w taką metodę nauczania. Analogią jest sytuacja judo. Kiedyś był to sport zarezerwowany dla Japończyków. Wygrywali na wszystkich zawodach we wszystkich wagach. W dzisiejszym sporcie nie liczą się zupełnie. Stało się tak ponieważ nauczali starą wschodnią metodą polegającą na dochodzeniu ucznia do wszystkiego samodzielnie. Mądrzy europejczycy zastosowali indywidualne podejście do zawodnika, metodykę nauczania i w krótkim czasie pokonali Japończyków. Dzisiaj Japończycy zatrudniają białych trenerów aby od nich się uczyć tej sztuki.
Na koniec o różnicy zajęć w fitness klubach i szkołach tańca. Według mnie rozróżnianie gdzie jest lepiej to daleko posunięte uogólnienie. Wszystko zależy od właścicieli, instruktorki i ich stosunku do tematu. Wielokrotnie już na forum były przykłady, że znacznie ważniejsze przy wyborze gdzie rozpocząć naukę jest branie pod uwagę osoby nauczającej a nie szkoły. Sam byłem świadkiem jak w jednej znanej szkole nauczającej wszystkich rodzajów tańca, właściciel stwierdził, że chce mieć w ofercie taniec brzucha bo jest na niego moda ale dla niego to nie jest taniec i nie będzie w niego inwestował.
Edit:
Abirku, dyskusja dotyczy przeciętnych sytuacji a jak stwierdził mądry pan Gauss średnia dotyczy 80% społeczeństwa. Ty poprzez tytaniczny nakład pracy, pełne skoncentrowanie na rozwoju i talent nie zaliczasz się do omawianej grupy ;) :)
Czy opinia jakiegoś napalonego młodzika, który na tańcu i na kobietach zna się jak kura na pieprzu jest tak wiele warta, żeby ją publikować w internecie i żeby się nią przejmować?
Wśród każdej publiczności znajdą się i buraki, które będą oczekiwać striptizu, i naładowani hormonami panowie, którzy przyszli się pogapić na dekolt, i osoby, które chcą zobaczyć taniec, a nie ciało z fotoszopy. To zróżnicowanie trzeba zaakceptować i nie słuchać opinii tych, którzy nie mają pojęcia, co oceniają.
Dokładnie :) Starałam sie to opisać bardziej delikatnie ;)
Niestety tak to juz jest i chyba nic z tym nie da sie zrobic ..
Abirku, dyskusja dotyczy przeciętnych sytuacji a jak stwierdził mądry pan Gauss średnia dotyczy 80% społeczeństwa. Ty poprzez tytaniczny nakład pracy, pełne skoncentrowanie na rozwoju i talent nie zaliczasz się do omawianej grupy ;) :)
Chciałabym żeby tak było, naprawdę ;)
Upieram się, że nie ważne ILE tańczę, ważne JAK tańczę i CO robię, żeby tańczyć lepiej :D
:serce::serce::serce:
Czyli wniosek jest taki, że odbiór zależy od tego, czy traktujemy taniec bardziej jako sztukę, czy jako rozrywkę. Niektórzy lubią szamać popcorn w multipleksach, inni chodzą na ambitne filmy do kin studyjnych ;)
Ot co. Ładnie to opisała Fadda w wywiadzie przetłumaczonym przez Mirandę.
I to przenosi się na gatunki najbardziej "doceniane" przez osoby niezorientowane - czyli drum solo albo widowiskowy rekwizyt typu skrzydła czy dwa woale. Nie można wymagać od wszystkich zachwytów nad khaleegy czy stylem MR.
Fakt niezbity. Jak za pierwszym razem zobaczyłam filmik z khaleegy (nie mając pojęcia, co to takiego), pomyślałam z niesmakiem: "całkiem jak pogo... i do tego taki okropny, aseksualny strój!". Teraz zapuszczam włosy... :redface: A jeśli nawet my musiałyśmy dorosnąć do czegoś - bo wiem, że nie tylko ja tak mam - to czego wymagać od widzów..?
Dokładnie :) Starałam sie to opisać bardziej delikatnie ;)
Niestety tak to juz jest i chyba nic z tym nie da sie zrobic ..
Można zrobić tak, jak większość gwiazd: nie czytać opinii przypadkowych laików w sieci, tylko słuchać ludzi, którzy są autorytetami - instruktorów i tancerek.
@Abir: właśnie o to chodzi, że bycie dobrym nauczycielem wymaga doskonałej kombinacji tego ILE tańczysz, JAK tańczysz i czy Bozia dała talent pedagogiczny :) Sam staż czy sama technika, czy sam talent to za mało. Ucieknę się do ulubionego przykładu z tiramisu: dla końcowego efektu ważne są proporcje składników i ich połączenie ;)
Przestańcie jechać po napalonych, naładowanych hormonami panach oczekujących striptizu od tancerek. ;) :D
W 99% negatywne komentarze na temat tańca, stroju, ciała tancerki dają kobiety kobietom.
Naprawdę panowie potrafią docenić kunszt tańca i to bez względu na wiek. Jeżeli taniec daje odczucia artystyczne to przeżywają je wszyscy tak samo.
(pisałem to w tonie humorystycznym śmiejąc się sam do siebie i myśląc jakie wyobrażenie mają kobiety o facetach:D)
Abirze,ja nie pomyślałam ani przez chwilę że dyskusja w tym watku może dotyczyć Ciebie,ona dotyczy osób niekompetentnych,o krótkim stażu,takich które nie przywiązują wagi do warsztatu,nie potrafią nazwać figur,nie znają muzyki,rytmów....
Choć to nie tylko wina krótkiego stażu,zapytałam jakiś czas temu instruktorki uczacej już 5 lat o jeden rytm w drumowym utworze bo sama nie umiałam go odróżnić... ona spojrzała ze zdumieniem i odpowiedziała - nie wiem.. To były moje ostatnie zajęcia u niej,szkoda czasu i kasy.
Jasne,że staż jest ważny ale zdarzaja się na szczęście chlubne wyjątki:)
bollyanna
30-06-2010, 10:44
Chciałabym żeby tak było, naprawdę ;)
Upieram się, że nie ważne ILE tańczę, ważne JAK tańczę i CO robię, żeby tańczyć lepiej :D
:serce::serce::serce:
Wystarczy zerknąć na listę warsztatów, w których brałaś udział, i na które się wybierasz, żeby zauważyć, że dla Ciebie najważniejszy jest właśnie rozwój i doskonalenie... Podziwiam :)
Są osoby, które pracują jako instruktorki od lat a nie zaliczyły nawet 10% z Twojej listy ;) I to też bardzo świadczy o nauczycielu.
Adminie, ja się odnoszę do hipotetycznego napalonego dwudziestolatka :D W zupełności się z Tobą zgadzam, że to najczęściej kobiety oceniają najbardziej krytycznie - już nawet o tym pisałam kiedyś, to naturalne, bo wiemy, gdzie uderzyć, żeby najbardziej bolało :suspicious:
Jasne,że staż jest ważny ale zdarzaja się na szczęście chlubne wyjątki:)
Przy czym ja bym dokonała podziału na tancerki ze "stażem" i tancerki rozwijające się. Tak naprawdę jeśli się wciąż uczysz, to nie masz "stażu" - masz datę rozpoczęcia nauki, a sam staż zwiększa się z każdym dniem. Byłabym jednak skłonna stwierdzić, że tancerka, która po jakimś czasie nauki (nieważne, czy to są 2 miesiące czy 2 lata, czy 2 obozy) stwierdza, że jest już taka fajna, że to inni będą się uczyć u niej, a nie ona u innych - NIE JEST dobrą instruktorką. I nie będzie, póki nie zmieni podejścia.
Przestańcie jechać po napalonych, naładowanych hormonami panach oczekujących striptizu od tancerek. ;) :D
W 99% negatywne komentarze na temat tańca, stroju, ciała tancerki dają kobiety kobietom.
Naprawdę panowie potrafią docenić kunszt tańca i to bez względu na wiek. Jeżeli taniec daje odczucia artystyczne to przeżywają je wszyscy tak samo.
(pisałem to w tonie humorystycznym śmiejąc się sam do siebie i myśląc jakie wyobrażenie mają kobiety o facetach:D)
Znamy jakichś różnych mężczyzn, niestety :( Natomiast zgadzam się, że kobiety też mają swój udział w przytykach. Czego to nie można było usłyszeć na widowni na EFF :sick::wacko: To są naprawdę takie chwile, gdy mam ochotę zaproponować paniom zaprezentowanie się na scenie.
Abir - rozumiem Twoje odczucia, bo sama tancze 3 lata i ucze. I nie robie dziwnych rzeczy z tancem, szkole sie nieustannie, nie wciskam kitu, nie biore sie za uczenie zagadnienia jesli nie jestem pewna swojej wiedzy na jego temat, mam opracowane rozne metody dydaktyczne i wciaz pracuje nad kolejnymi, no ogolnie wydaje mi sie, ze choc jeszcze wiele musze sie nauczyc i zamierzam sie dalej szkolic coraz intensywniej to chyba nikogo nie naciagam ani nie krzywdze. Wiec ugolnienia ze krotki staz taneczny musi rownac sie totalnej niekompetencji tez mnie nieco bola... I motywuja do udowodnienia ze wiem co robie, ze daje z siebie wszystko by moje uczennice byly usatysfakcjonowane a moje zajecia na poziomie i ze mam przy tym naprawde sporo pokory i nie uwazam sie za eksperta;)
Kochane,weźcie jeszcze pod uwagę fakt,że taniec orientalny w Polsce istnieje tak naprawdę od kilku lat i tu mój przykład - niby tańczę te 5 lat,ale tak naprawdę 2 lata siedziałam na zajęciach początkujących u nikomu nie znanej tancerki,która dzięki bogom nauczyła mnie dobrze podstaw. Rozwój intensywny tańca orientalnego trwa w Polsce jakieś 2-3 lata, do niedawno rytmy były mało znanym tematem, do Inta Omri tańczyłyśmy przestrzennie,a beledi to była tylko nazwa,która mało komu co mówiła.
Trzydziestoletnie doświadczenie w tym tańcu mają chyba jedynie Gwiazdy,a takich osób w Polsce nie ma, przynajmniej ja nie słyszałam:) Nasze tempo rozwoju jest ogromne, jak widzimy na przykładzie młodego pokolenia tancerek,które w rok czy dwa lata osiągają tak wiele:)
EDIT: Dokładnie, Quesse. Przecież staż lat tanecznych jest niczym w porównaniu z intensywnością rozwoju.
Rany, dziewczyny, nie bierzcie wszystkiego tak do siebie... Czysto teoretycznie rozważamy to, co zresztą było już rozważane przy wątku o idealnej instruktorce - i też była gorąca dyskusja.
Ot co. Ładnie to opisała Fadda w wywiadzie przetłumaczonym przez Mirandę.
Można zrobić tak, jak większość gwiazd: nie czytać opinii przypadkowych laików w sieci, tylko słuchać ludzi, którzy są autorytetami - instruktorów i tancerek.
To jest też jedna ze wspanialszych cech naszego forum, że liczymy się i słuchamy osób, które są u nas znane personalnie a nie przejmujemy się i nie dopuszczamy do głosu "mistrzów jednego posta" rejestrujących się anonimowo.
Co do stażu tanecznego to proponuję liczyć go nie latami tańca a godzinami na zajęciach, ilością warsztatów i występów.
Znam tancerki zajmujące się tańcem brzucha od 6-7 lat i mające mniejsze doświadczenie licząc je wg powyższych kryteriów niż Quesse czy Abir które poznały TB 2-3 lata temu ;):).
Ja tez nie rozumiem, czemu odezwały się Quesse i Abir, których dyskusja absolutnie nie dotyczy... Przecież chyba jasnym jest, jakiego zjawiska dotyczy ten wątek.
Popieram skalę Admina :D
Co do stażu tanecznego to proponuję liczyć go nie latami tańca a godzinami na zajęciach, ilością warsztatów i występów.
Oczywiście! Myślałam, że kwestia względności określenia "staż taneczny" była na forum tyle razy wałkowana, że nie trzeba po raz setny wyjaśniać, że intensywność też ma znaczenie :)
Znam tancerki zajmujące się tańcem brzucha od 6-7 lat i mające mniejsze doświadczenie licząc je wg powyższych kryteriów niż Quesse czy Abir które poznały TB 2-3 lata temu ;):).
Ja bym się mogła w tym temacie obrażać, bo teoretycznie tańczę dłużej niż Abir, a nikt się mną nie zachwyca ani nie zaprasza na warsztaty, no skandal po prostu! ;) A przecież i tu dochodzi do głosu mieszanka, którą w tym wątku odmieniono już przez wszystkie przypadki: staż nauki (czas + intensywność) + technika + wrodzone talenty. Jak u wszystkich...
Upieram się, że nie ważne ILE tańczę, ważne JAK tańczę i CO robię, żeby tańczyć lepiej :D
:serce::serce::serce:
i tu jest całe SEDNO sprawy i dobrze by było aby nie oceniano "książki po okładce",bo to dla wielu tancerek krzywdzące.
klymenystra
30-06-2010, 13:35
Abirku, wlasnie dlatego napisalam, ze sa chlubne wyjatki, ktore tancza krotko a swietnie :) I bardzo bym chciala pojsc kiedys do Ciebie na warsztaty :)
Dyskusja jest ogolna, dobrze, ze Admin wspomnial o krzywej Gaussa :)
Znam tancerki zajmujące się tańcem brzucha od 6-7 lat i mające mniejsze doświadczenie licząc je wg powyższych kryteriów niż Quesse czy Abir które poznały TB 2-3 lata temu ;):).
Ooooo, to o mnie :D
Z tańcem brzucha pierwszą styczność miałam 6 lat temu, ale osobiście moje umiejętności i stopień zaawansowania oceniam na ok. 2 lata tańca, co, moim zdaniem, pozwala mi na początkowe próby występowania, ale na imprezach szkolnych, czy pierwsze podejścia do mniej liczących konkursów ili scen otwartych, a nie do zaliczania się do grona profesjonalnych tancerek występujących za pieniądze, czy występowania na bardziej liczących się konkursach i pokazach.
A już na pewno nie pozwala na uczenie innych.
Moim zdaniem to, że ktoś jest świetną tancerką, nie oznacza, że może kogoś uczyć, przy czym rozróżniałabym nauczanie regularne na lekcjach w szkole tańca od nauczania na warsztatach.
Przed nauczaniem w szkole tańca, uważam, że tancerka winna ukończyć kurs instruktorski, albo przynajmniej asystować przez dłuższy czas dobrej instruktorce w zajęciach. Powinna poznać, jakiego typu ruchów należy uczyć na danym etapie edukacji, poznać całą metodykę, a także ergonomię tańca - wiedzieć, jakie ruchy są groźne, jeśli nie są wykonywane po odpowiednim przygotowaniu, czego nie wolno wykonywać przy danym stanie zdrowia - i przekazywać tę wiedzę kursantkom. Powinna też poznać, na czym winna polegać rozgrzewka i stretching po zajęciach i przestrzegać tego. Nie powinna dbać tyle o siebie, co myśleć o zdrowiu i umiejętnościach swoich uczennic.
Warsztaty to inna sprawa. Osoba prowadząca warsztaty może zakładać, że uczestniczki mają wymagany poziom umiejętności i może się skoncentrować tylko na tłumaczeniu wybranego przez siebie elementu lub uczeniu swojego stylu na podstawie jakiejś własnej choreografii. Może też oczekiwać, że uczestniczki przyjdą na zajęcia przygotowane fizycznie poprzez rozgrzewkę we własnym zakresie.
Zgadzam się z poglądem, że osoba ucząca się tańca brzucha, a także już tancerka, czy instruktorka winna uczyć się u różnych instruktorek i uczestniczyć w wielu warsztatach. Z doświadczenia wiem, że każda instruktorka ma swój styl, jedna zwraca uwagę na jakieś detale, inna je olewa - i aby mieć pełen pogląd, należy bywać na zajęciach u wielu instruktorek. Z kolei warsztaty są niezbędne, aby poznać sam taniec głębiej, szlifować technikę, etc. Coś, czego na normalnych zajęciach często nie ma.
A także instruktorka/nauczycielka powinna mieć doświadczenie w występowaniu, przy czym nie musi być to ogromne doświadczenie. Wystarczy, aby w swojej karierze poczuła "jak to jest być na scenie" i umiała przekazywać doświadczenia na tym polu swoim uczennicom.
Nie powinna też instruktorka zakładać, że uczennice na zajęcia przyszły tylko "aby się pogibać", ale że chcą występować, doszkalać się i w przyszłości zostać same instruktorkami. Oczywiście, nie każda uczennica może do tego dążyć, ale jeśli instruktorka tak założy - żadna uczennica nie będzie stratna na zajęciach, ale wręcz każda może zyskać.
Tyle z moich spostrzeżeń odnośnie instruktorów tańca brzucha. Zdaję sobie sprawę, że osoby to czytające i uczące innych, mogą czasem poczuć się dotknięte, ale to jest moje zdanie, do którego mam prawo.
carmenta
30-06-2010, 17:45
A ja tak sobie myślę, że w tym wszystkim najważniejsza jest pokora (nie mylić z kompleksem niższości:D). Pokora wobec siebie, swoich umiejętności (tanczenych i pedagogicznych), swojego ciała i pokora wobec drugiego człowieka, któremu chce się nie tylko przekazać swoją wiedzę, ale i zarazić pasją. Bo przecież o to w tym wszystkim chodzi, nie? ;)
Dla mnie kluczem jest tu własnie pokora w połączeniu z ciągłym "samorozwojem" (nawet nie wiem, czy jest takie słowo, ale mi tu akurat pasowało :D:D:D) i nie spoczywanie na laurach (i dla mnie wiek tu nie jest ważny <puszcza oczko do Quesse i Abir - go girls!> :D)
Ederlezi
30-06-2010, 17:50
Nie bardzo chciałam się wypowiadać w tym wątku, no ale pękłam. Bo niemal w stu procentach dotyczy mnie.
Witam, nazywam się Abir, mam 17 lat, tańczę niecałe dwa lata, jestem instruktorką i tancerką komercyjną.
Na niczym innym nie zależy mi tak, jak na rozwoju. Szczerze powiedziawszy ja odczuwam nawet miesięczne przeskoki.
ja to bym chciała, żeby te wszystkie stworzenia w Twoim wieku lansujące się z puszką piwa, z moją siostrą na czele, miały na tyle siły(charakteru), żeby mieć takie pasje i niekoniecznie BD, bo przestałoby to być takie fajne i niszowe... pewnie to kwestia pracy, wyrzeczeń, na 100% zdolności i samokrytyki, widziałam gdzieś strój BD dla dziecka, skoro można tak wcześnie zacząć...
tancerka w każdym wieku ma inne walory i co do tego nie powinno być dyskusji, ja lubię oglądać wszystkie, jeśli mają co pokazać, ale najbardziej panów i "te stare" :P
A tak na marginiesie,to jamillko,czy to nie Twoje zabójcze shimmi podziwiałam dwa lata temu w Lądku? Rok temu też się widziałysmy - siedziałaś z listą uczestnikow na warsztatach salsy u Alby Holder
jesli to Ty też jesteś doskonalym przykładem na to,że "mloda potrafi":D a tańczysz genialnie i z tego wiem,to jeszcze samoukiem jestes
A ja tak sobie myślę, że w tym wszystkim najważniejsza jest pokora (nie mylić z kompleksem niższości:D).
Pokora jest jedną z najważniejszych cech w życiu. Ludzie bez pokory mają duży kłopot.
Poruszyłeś właśnie temat, nad którym dużo ostatnio rozmyślałam :D Ale to już byłby kolejny OT w wydzielonym OT... nie będę zakładać nowego wątku, lato jest, nie czas na ciężkie tematy - może jesienią :p
Ale z pokorą też nie należy przesadzać. Zbyt pokorna osoba też daleko nie zajedzie - a wręcz może być na maksa wykorzystywana przez innych. Zadeptana, zahukana, zakompleksiona, z depresją.
Uważam, że i z pokorą i z pewnością siebie trzeba znać umiar. Być pokornym kiedy należy, ale też umieć postawić na swoim, a także wymóc jakieś zachowania na innych, kiedy trzeba.
Co więcej - nie zawsze demokracja jest dobra. Czasem potrzebny jest też zamordyzm ;)
(...)
Witam, nazywam się Abir, mam 17 lat, tańczę niecałe dwa lata, jestem instruktorką i tancerką komercyjną.
(...)
Nie bijąc tutaj personalnie do nikogo, w Waszych oczach jestem tancerką bez dobrej techniki, bez feelingu, na pokazach komercyjnych robię różne dziwne rzeczy, jako osoba bardzo młoda krytykuję starsze tancerki, nie mam żadnej wiedzy, nie prowadzę rozgrzewek, moje uczennice trafiły najgorzej jak mogły.
(...)
Abir, z mojego punktu widzenia jest tak, że nawet jeśli tańczysz najwspanialej na świecie - jesteś przede wszystkim osobą nieletnią.
To tak, jakby na kursie prawa jazdy moim instruktorem był 15-latek bo świetnie umie jeździć, bo go rodzice puścili za kółko jak miał 13 lat. A co jeśli się coś stanie? Kto poniesie odpowiedzialność?
W moim przekonaniu "instruktor" i "nieletni" wykluczają się całkowicie. Na zajęciach z belly nie musi być tylko fajnie. Może się zdarzyć coś nieoczekiwanego. Dlatego instruktorem według mnie musi być osoba, mogąca w pełni ponosić odpowiedzialność prawną za efekty swojej działalności.
Ale z pokorą też nie należy przesadzać. Zbyt pokorna osoba też daleko nie zajedzie - a wręcz może być na maksa wykorzystywana przez innych. Zadeptana, zahukana, zakompleksiona, z depresją.
Uważam, że i z pokorą i z pewnością siebie trzeba znać umiar. Być pokornym kiedy należy, ale też umieć postawić na swoim, a także wymóc jakieś zachowania na innych, kiedy trzeba.
Co więcej - nie zawsze demokracja jest dobra. Czasem potrzebny jest też zamordyzm ;)
A moim zdaniem, pokora nie oznacza braku pewności siebie. Pokora to nie skromność i nie kompleksy.
Szahiyo, to problem z definicją - czym jest pokora.
Mnie wpajano za młodu (i na całe szczęście, nie wpojono) iż "pokorne cielę dwie matki ssie". I z tym mi się kojarzy pokora.
Zgodność, układność, bez próby pokazania własnego zdania, bez próby wybicia się.
A z kolei do pokazania własnego zdania i wybicia się pewność siebie jest niezbędna.
"Pokora nie oznacza braku pewności siebie." Uważam, że to zdanie opisuje osobę, która właśnie szuka umiaru w pokorze i w jej braku. Czyli nie 100% pokorną ;)
Osoba pokorna jest skromna. A jednocześnie zagrożona kompleksami - choć nie musi ich oczywiście mieć.
A moim zdaniem, pokora nie oznacza braku pewności siebie. Pokora to nie skromność i nie kompleksy.
Bo nam słowo pokora niewłaściwie się kojarzy - ze zginaniem karku, wiecznym ustępowaniem. Użyłabym może innego słowa: równowaga? Asertywność?
Bo nam słowo pokora niewłaściwie się kojarzy - ze zginaniem karku, wiecznym ustępowaniem. Użyłabym może innego słowa: równowaga? Asertywność?
Właściwą postawę życiową szybciej nazwałabym "równowagą". Przesadna asertywność też jest niedobra. Choć odpowiednia doza asertywności jest w życiu potrzebna - podobnie jak odpowiednia doza pokory w sensie zginania karku.
Wg wikipedii:
Pokora – cnota moralna, która w ogólnym rozumieniu polega na uznaniu własnej ograniczoności, nie wywyższaniu się ponad innych i unikaniu chwalenia się swoimi dokonaniami.
W moim przekonaniu "instruktor" i "nieletni" wykluczają się całkowicie. Na zajęciach z belly nie musi być tylko fajnie. Może się zdarzyć coś nieoczekiwanego. Dlatego instruktorem według mnie musi być osoba, mogąca w pełni ponosić odpowiedzialność prawną za efekty swojej działalności.
A czy instruktor bierze odpowiedzialność za to, że ktoś się wychyli przez okno i wyleci podczas zajęć?:)
Jak to jest z odpowiedzialnością na zajęciach - teoretycznie instruktorka nie odpowiada za kontuzje, jeśli poprowadziła dobrą rozgrzewkę, wyjaśni ruch i przestrzeże przed kontuzją - może się mylę? Przecież to nie szkoła,że instruktor ponosi odpowiedzialność za coś, co zrobiła kursantka:)
A czy instruktor bierze odpowiedzialność za to, że ktoś się wychyli przez okno i wyleci podczas zajęć?:)
Jak to jest z odpowiedzialnością na zajęciach - teoretycznie instruktorka nie odpowiada za kontuzje, jeśli poprowadziła dobrą rozgrzewkę, wyjaśni ruch i przestrzeże przed kontuzją - może się mylę? Przecież to nie szkoła,że instruktor ponosi odpowiedzialność za coś, co zrobiła kursantka:)
Podobnie jak każdy nauczyciel, instruktor ponosi odpowiedzialność karną za wszystko, co się przydarzy uczniom/kursantom podczas zajęć. Choćby zrobili sobie krzywdę na własne życzenie.
Natomiast tłumaczenie, że rozgrzewka była dobra, że uczennica była przestrzegana, że to, że tamto - to tłumaczenie potem dla prokuratora.
Ale przecież relacja nauczyciel-uczeń a instruktor-kursant jest inna, ponieważ na lekcjach uczniowie są pod opieką nauczycieli jako osoby nieletnie. A kursantki to przecież klientki, więc mają odpowiedzialność za siebie.
Przesadna asertywność też jest niedobra.
Czy istnieje coś takiego jak "przesadna asertywność"? Przecież asertywność - to właśnie równowaga, na zasadzie: żyj i pozwól żyć innym, nie krzywdząc się nawzajem.
Niekoniecznie, vide instruktor przy prawie jazdy. Sugeruję dział prawny, oto wyrosło nowe zagadnienie ;)
A co do pokory, to ja bym do definicji włączyła szacunek. Do pracy własnej i cudzej :)
A czy instruktor bierze odpowiedzialność za to, że ktoś się wychyli przez okno i wyleci podczas zajęć?:)
Jak to jest z odpowiedzialnością na zajęciach - teoretycznie instruktorka nie odpowiada za kontuzje, jeśli poprowadziła dobrą rozgrzewkę, wyjaśni ruch i przestrzeże przed kontuzją - może się mylę? Przecież to nie szkoła,że instruktor ponosi odpowiedzialność za coś, co zrobiła kursantka:)
Niestety (a możne stety) dążymy do tego standardu co w USA - może instruktorka nie byłaby odpowiedzialna za szaleństwo osoby skaczącej ;) ale za to, że instruktorka dopuściła do niebezpiecznego otwarcia okna przez osobę w trakcie zajęć, gdy odpowiada za to co się dzieje na sali - pewnie można by ją oskarżyć z powództwa cywilnego. Odpowiedzialność nie jest równoznaczna z winą jeśli udowodni się, że dopełniło się wszystkich obowiązków i starań o zapewnienie bezpieczeństwa uczennic.
Prosimy o wypowiedź prawniczki :)
Osobiście czuje się odpowiedzialna za to czy np. uczestniczka żuje gumę na zajęciach (może połknąć i się udusić), nosi niebezpiecznie długie kolczyk czy inną biżuterię, którą może zranić nie tyle siebie co osobę obok, xzy nosi niewłaściwe obuwie (gumowe, i przez zbyt duży opór podeszwy na parkiecie skreci sobie nogę) itd.
Firyal, ZAWSZE są to relacje nauczyciel-uczeń. Niezależnie od wieku nauczyciela i ucznia. No, z jedną różnicą, uczniowie nieletni powinni mieć zgodę opiekuna na obecność z zajęciach.
Gdyby było inaczej, to mogłabym nie ponosić odpowiedzialności za studentów na zajęciach. A ponoszę. I dlatego, jeśli mam zajęcia w lab, zawsze gruntownie najpierw przestrzegam studentów przed tym, co się może im przydarzyć, a potem mam oczy dookoła głowy. NIGDY nie można olać sobie odpowiedzialności za podopiecznych.
Z drugiej strony, przynajmniej w teorii, nigdy w lab nie może pracować tylko jedna osoba. Musi być druga, aby w razie czego służyć pomocą.
I musi być też opiekun danego dyplomanta, który odpowiada głową, jeśli dyplomantowi coś się stanie.
Niestety, ale tak już jest w życiu ;) Odpowiedzialność.
Ależ:) Nie chodziło mi o olewanie kursanta:)) Chciałam sie tylko dowiedzieć,jak wygląda prawnie taka relacja:)
Firyal: każdy w pracy ponosi jakąś odpowiedzialność, w tym prawną. Bycie instruktorem to praca. Nawet lekarze po wielu latach studiów medycznych popełniają błędy lekarskie, za które muszą odpowiadać. Sądzisz, że instruktorzy nie mogą popełniać błędów, w wyniku których ktoś może ponieść uszczerbek na zdrowiu? A wówczas sprawa może się skończyć w sądzie? To przykre, ale takie bywa życie niestety... Przed 20-tką się nie zawsze bierze takie rzeczy pod uwagę ;)
Odpowiedzialność jest zawsze. O winie decyduje prokurator po zapoznaniu się ze wszystkimi faktami.
Gato, czysta asertywność to nie równowaga.
Asertywność – w psychologii termin oznaczający posiadanie i wyrażanie własnego zdania oraz bezpośrednie wyrażanie emocji i postaw w granicach nienaruszających praw i psychicznego terytorium innych osób oraz własnych, bez zachowań agresywnych, a także obrona własnych praw w sytuacjach społecznych. Jest to umiejętność nabyta.Z szefem czasem lepiej się zgodzić i zrobić to, czego oczekuje.
Szacunek to osobne zagadnienie. Nie da się w życiu kierować tylko jedną taką postawą. Niezbędna jest właśnie RÓWNOWAGA.
Bycie instruktorem to praca. Nawet lekarze po wielu latach studiów medycznych popełniają błędy lekarskie, za które muszą odpowiadać. Sądzisz, że instruktorzy nie mogą popełniać błędów, w wyniku których ktoś może ponieść uszczerbek na zdrowiu? A wówczas sprawa może się skończyć w sądzie?
Instytucje, mogące popełnić błędy, są na ogół od tych błędów ubezpieczone. Czy szkoły tańca wykupują ubezpieczenie?
Odpowiedzialność jest zawsze. O winie decyduje prokurator po zapoznaniu się ze wszystkimi faktami.
O winie to dopiero sąd ;). Prokurator bada i ocenia czy są przesłanki do przekazania sprawy do sądu.
Jak dla mnie, w przypadkach tu omawianych, tylko odpowiedzialność cywilna, no chyba że uznamy to za narażenie człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, ale tu jeszcze nie Ameryka :) Ekspert ze mnie żaden, posiedziałam sobie jakiś czas w prokuraturze i zobaczyłam, czym się zajmują i na czuja stwierdzam, że kwestię odpowiedzialności karnej to możemy sobie w teorii rozpatrywać.
No tak, to był skrót myślowy. Ale to prokurator ocenia, czy ktoś może być winny. Jeśli po zbadaniu sprawy uzna, że dana osoba dopełniła wszystkiego, aby ktoś sobie nie zrobił kuku, a ten ktoś zrobił kuku, to może uznać, że nie ma podstaw do oskarżenia danej osoby, a więc jest ona niewinna.
Wręcz bardzo bardzo duży skrót ;) BARDZO.
Gato, czysta asertywność to nie równowaga.
(...)
Szacunek to osobne zagadnienie. Nie da się w życiu kierować tylko jedną taką postawą. Niezbędna jest właśnie RÓWNOWAGA.
OK, to inaczej - asertywność to równowaga między szacunkiem dla siebie a szacunkiem dla innych.
Prokurator to chyba tylko w sprawach karnych - pewnie gdyby przykładowy samobójca skoczył "skutecznie" - w sprawach cywilnych to tylko reprezentanci stron.
Swoją drogą - nie mogę sobie wyobrazić, aby jakiejkolwiek pani przyszła ochota skakać z okna w trakcie zajęć tak pięknego, relaksującego, przynoszącego spełnienie tańca jak bellydance;):) - no chyba, że chciałaby latać ze skrzydłami Isis;) - zatem jako instruktorki nie jesteśmy narażone na takie ryzyko.:).
W sumie - w ramach dopełnienia obowiązków instruktorski w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa, na warsztatach z tańca ze skrzydłami Isis należałoby ostrzec kursantki "skrzydła Isis nie służą do latania, proszę nie skakać z nimi z wysokości powyżej 1m":);)
Gato, ciężka to definicja i jak dla mnie, wymaga dużo uściśleń.
Szahiyo, dla Ciebie to na pewno bardzo duży skrót ;)
Sowillo, idioci są wśród nas ;) Ale z doświadczenia wiem, że przy prowadzeniu zajęć, przy odpowiednim bhp (czyli na zajęciach z tańca brzucha - ostrzeżeniu przed np. niebezpieczeństwami danego ruchu) ryzyko, że ktoś sobie coś zrobi jest niewielkie.
Ale gdzie tu jest narażanie życia dlatego, że ktoś inny wyskoczył przez okno ;) Nie można skutku przypisać i tyle. Chyba, że się jest gwarantem (wycieczka szkolna, nasze własne dziecko itd.), ale nie w przypadku zajęć dla dorosłych kobiet z tańca ;)
ale nie w przypadku zajęć dla dorosłych kobiet z tańca ;)
Wiesz, widziałam kiedyś na zajęciach, jak kursantka upadła. Były chyba jakieś arabeski czy coś podobnie "zamaszystego" i dziewczyna nie wyrobiła, straciła równowagę. Młoda była, wstała, otrzepała się i tańczyła dalej. A gdyby to była osoba starsza (coraz więcej takich na kursach) i coś sobie zwichnęła czy złamała?
Podałam przykład z nawyku, ponieważ Mama jest nauczycielką i na tym przykładzie zawsze mi objaśnia na czym polega odpowiedzialność za uczniów:P To skrajny przypadek:))
Wiesz, widziałam kiedyś na zajęciach, jak kursantka upadła. Były chyba jakieś arabeski czy coś podobnie "zamaszystego" i dziewczyna nie wyrobiła, straciła równowagę. Młoda była, wstała, otrzepała się i tańczyła dalej. A gdyby to była osoba starsza (coraz więcej takich na kursach) i coś sobie zwichnęła czy złamała?
To nadal odpowiedzialność cywilna.
To nadal odpowiedzialność cywilna.
Ale zawsze odpowiedzialność i wówczas trzeba chodzić po sądach i wyjaśniać. Będzie to robić owa nieletnia instruktorka czy może jej rodziciele?
Może być też tak, że ktoś upada i od razu "wstaje i się otrzepuje", a dopiero po paru godzinach ląduje w szpitalu bo coś się jednak stało poważniejszego. To wszystko nie jest takie proste.
Jasne jasne, z tym się zgadzam, nie zastanawiałam się wcześniej nad odpowiedzialnością nieletnich instruktorek. Co więcej, w sumie karnej mogłyby uniknąć ze względu na brak strony podmiotowej, a cywilna może obciążać rodziców, no i klops.
Właśnie, i dlatego uważam, że osoby nieletnie powinny się powstrzymać od prowadzenia zajęć. Chyba przeżyją ten rok, dwa, albo raptem kilka miesięcy?
Co mnie jeszcze intryguje. 17-latka tańczy w klubie. Kto podpisuje umowę? Kto dba o jej bezpieczeństwo?
Przecież osoby nieletnie po ukończeniu 16 roku życia mogą pracować:)
Ale kto podpisuje umowę? Ta nieletnia osoba?
Ja tylko pytam. Nie znam się, umowy podpisywałam już jako pełnoletnia osoba.
W to się nie wdrażam,ale byłam uczona na WOSie,że może:)
http://www.pip.gov.pl/html/pl/doc/k0000009.pdf
Właśnie, i dlatego uważam, że osoby nieletnie powinny się powstrzymać od prowadzenia zajęć. Chyba przeżyją ten rok, dwa, albo raptem kilka miesięcy?
Co mnie jeszcze intryguje. 17-latka tańczy w klubie. Kto podpisuje umowę? Kto dba o jej bezpieczeństwo?
Prawdopodobnie rodzice muszą podpisać zgodę na pracę. Jak miałam 17 lat to nawet mi nie było wolno bez pisemnej zgody opiekuna wystartować w zawodach kolarskich, w których de facto narażałam tylko siebie.
Tak, może podpisywać niepełnoletnia osobę umowę ;)
A że rodzice przy okazji za mnie odpowiadają - jakoś to nie sprawia żadnej ze stron problemu, jestem ich dzieckiem i odpowiadają za mnie cały czas. Przy czym jednak nogą jestem w wieku dorosłym.
Skoro zatrudnianie osób młodocianych nie jest niezgodne z prawem to nie wiem w czym problem. Nikt Wam nie każe iść do mnie na zajęcia przecież. A że jestem niepełnoletnia nie oznacza, że od razu traficie po moich zajęciach do szpitala, no proszę... ;)
Przy czym jednak nogą jestem w wieku dorosłym.
Kurde, a ja wciąż byłam przekonana, że to ja jestem jedną nogą w dorosłym życiu :D Koniec złudzeń!
Szahiyo - kocham Cię:) Szukałam kiedyś tego i nie trafiłam;)
Z tego co widzę,to spokojnie osoba nieletnia może być zatrudniona na umowę;) I nie musi podpisywać rodzic, przecież osoba powyżej 16 roku życia ma ograniczone prawa;)
Tyle człowiek się wysila w życiu, a potem publiczne wyznanie miłości otrzymuje za znajomość kodeksu pracy:D
Kurde, a ja wciąż byłam przekonana, że to ja jestem jedną nogą w dorosłym życiu :D Koniec złudzeń!
Hahahaha, mnie chodzi tylko o te magiczne 18 lat, kiedy zmienia się prztyczek w mózgu i ludzie nie zaczynają upadać na zajęciach z tańca :D.
Tyle człowiek się wysila w życiu, a potem publiczne wyznanie miłości otrzymuje za znajomość kodeksu pracy:D
ja Cię kocham nie tylko za to:P
A co z bezpieczeństwem?
Osoba pełnoletnia występująca w klubie odpowiada sama za siebie. Kto odpowiada za osobę niepełnoletnią?
Mówiąc "bezpieczeństwo" nie mam na myśli ochroniarzy dbających, aby np. nikt z widzów nie pobił tancerki, tylko np. sytuacje, gdy ta upadnie i złamie sobie nogę. Jeśli pełnoletnia występuje prywatnie (nie przez klub ani nie z zespołem) i podpisuje po prostu umowę na występ, to nikogo to nie obejdzie, sama musi zapłacić za swoje leczenie (albo korzystać ze swego prywatnego ubezpieczenia). Co z osobą niepełnoletnią?
No tak, ale ktoś musi odpowiadać za tę nogę.
Jeśli odpowiadają (czyt. opłacają leczenie) rodzice, to winni wiedzieć o tym występie i wyrazić na niego zgodę.
Sorry za głupi żart, mi już po prostu odbija. Nie macie ochoty porozmawiać o parytetach?
E... Nie widzę sytuacji, gdzie córka wychodzi z domu w pełnym make-upie,ze strojem i nie mówi,że idzie na występ?:)
Przecież osoba nieletnia mieszka zazwyczaj z rodzicami i raczej wiedzą o występie:)
A sytuacja, kiedy taka córka wychodzi, a rodzice mówią "nigdzie nie idziesz, nie zgadzamy się"?
Ma pecha! :D
Hahaha :D
Sorry za głupi żart, mi już po prostu odbija. Nie macie ochoty porozmawiać o parytetach?
Mnie parytety obrażają. Ale to nie ten wątek.;p
Dobra, o parytetach też nie chcę gadać bo już słyszałam wszystkie argumenty świata :D
Mnie obrażają wyniki wyszukiwania w google hasła "posłanki".
A sytuacja, kiedy taka córka wychodzi, a rodzice mówią "nigdzie nie idziesz, nie zgadzamy się"?
Współczuję takiej córce.
Nie no,bądźmy poważne - jeśli się rodzice nie zgadzają to raczej na cały taniec,a nie na występ,kiedy córka już tańczy.
Ederlezi
30-06-2010, 21:08
Przecież osoby nieletnie po ukończeniu 16 roku życia mogą pracować:)
jakbyś jeszcze podała, gdzie to mogę znaleźć, to mogę Cię wyściskać?? :D
U mnie w pracy parytety są niejako przedmiotem żartów.
W zakładzie jest poniekąd po równi kobiet i mężczyzn. I np. teraz na dyżurach było tak, że były dwie osoby: kobieta i mężczyzna, tłumaczono to siłą fizyczną (czasem trzeba było butlę z gazem przetoczyć, ciężki zawór odkręcić). A i tak niektórzy mawiali "tak, parytety" ;)
Parę postów wyżej Szahiya podała:)
Dobra, o parytetach też nie chcę gadać bo już słyszałam wszystkie argumenty świata :D
Mnie obrażają wyniki wyszukiwania w google hasła "posłanki".
.. psycholożki, (psycholożki nawet mi firefox już nie podkreśla :eek:) fililolożki (!!!) i brutalny gwałt na języku "urlop tacierzyński"
jakbyś jeszcze podała, gdzie to mogę znaleźć, to mogę Cię wyściskać?? :D
Ejże, to mnie się należą uściski!
(sprawdź linka parę postów wyżej)
Adaro, ja nie o tym mówiłam. Wpisz sobie w google hasło "posłanki" i zobacz, co wyskoczy. A potem możesz już krytykować feministki i wymyślane przez nie bzdury do końca życia.
Co do urlopu tacierzyńskiego, to funkcjonuje równie urlop ojcowski, więc nie widzę potrzeby denerwowania się.
Leily, przeczytaj link podany przez Szahiyę. A przynajmniej początek ;)
Firyal, ale i tak bywa. Że rodzice się nie zgadzają. Osoba pełnoletnia może powiedzieć, że skończyła już 18 lat i może decydowac za siebie. A jak już pracuje i utrzymuje się, to w ogóle.
Ale osoba niepełnoletnia? Jeśli rodzice się nie zgadzają, to taka osoba winna położyć uszy po sobie i poczekać do 18 urodzin. Nie rzucać się z mostu lub wpadać pod pociąg, czy tylko uciekać z domu ;)
Czyli jak by nie liczyć, w przypadku osób niepełnoletnich zgoda rodziców jest niezbędna. Jakkolwiek by się nie wyrażała.
A sytuacja, kiedy taka córka wychodzi, a rodzice mówią "nigdzie nie idziesz, nie zgadzamy się"?
No ale o czym my tutaj mówimy? W takim razie ta osoba nie tańczy chyba, prawda? Przy czym to przykre i dla mnie nierealne.
Btw moi rodzice zawsze są ze mną ;)
Abir, może być tak, że rodzice zgadzają się na lekcje tańca, ale nie zgadzają na publiczne występy.
.. psycholożki, (psycholożki nawet mi firefox już nie podkreśla :eek:) fililolożki (!!!) i brutalny gwałt na języku "urlop tacierzyński"
ja słyszałam już o urlopie rodzicielskim - myślę, że to rozsądna nazwa :D
Ależ oczywiście,ale nie sądzę,by przed każdym wyjściem z domu rodzic musiał mówić "wyrażam zgodę" - przecież odpowiada za dziecko cały czas! I wyraża zgodę nawet na wyjście do szkoły.
Osoba pełnoletnia decyduje za siebie,nie może. Rodzic nie ma żadnej opieki na osoba pełnoletnią,nawet jeśli ją utrzymuje, bo Kodeks Rodzinny mówi,że musi utrzymywać dziecko do 25 roku życia,jeśli dziecko się uczy;)
Szahiyo, taaak... a pierwsze 3 zdjęcia wypluwane przez google na hasło "posłanki".... Męski punkt widzenia ;)
Abir, może być tak, że rodzice zgadzają się na lekcje tańca, ale nie zgadzają na publiczne występy.
Tylko że ja kompletnie nie rozumiem sensu tego gdybania i nie wiem do czego się odnośni.
Rodzice się nie zgadzają = nie tańczę. Sprawa dla mnie jest jasna, choć kompletnie nierealna.
Firyal: dla ścisłości - władzy rodzicielskiej :)
Firyal, popraw wypowiedź, bo nie rozumiem.
Owszem, nie trzeba pytać rodzica o pozwolenie na wyjście z domu, ale rodzic winien wiedzieć, gdzie i w jakim celu dziecko wychodzi i dziecko powinno uwzględnić, jesli rodzic wyrazi nagle brak zgody.
Tak,oczywiście:)
Dla mnie też takie gdybanie jest bez sensu - zwłaszcza dla mnie jest to kompletnie odrealnione, bo jestem wychowana bardzo liberalnie i rzadko bywało tak,że rodzice mi czegoś zabraniali;)
Ale jeśli dziecko i tak wyjdzie to nie zwalnia z odpowiedzialności rodzica.
Firyal, popraw wypowiedź, bo nie rozumiem.
Owszem, nie trzeba pytać rodzica o pozwolenie na wyjście z domu, ale rodzic winien wiedzieć, gdzie i w jakim celu dziecko wychodzi i dziecko powinno uwzględnić, jesli rodzic wyrazi nagle brak zgody.
Ale Niśko czy ktokolwiek tutaj to neguje? Kompletnie nie ogarniam. Czy tu ktokolwiek robi coś za plecami rodziców? Olaboga.
PS. Moja mama czyta tę dyskusję i łapie się za głowę, więc... :D
Abir, ja tak piszę, bo wiem, że gdybym miała naście lat, to właśnie w dokładnie takiej sytuacji bym była. Uczyć się - ok, występować - nie. Po prostu, moi rodzice dalej żyją stereotypami i wszystko jest ok, póki ludzie (w tym mężyzcźni!) w stroju i z gołym brzuchem mnie nie zobaczą.
Tyle, że zaczęłam naukę tańca brzucha już po studiach ;)
Ale nie miałaś,więc nie gdybajmy;)
EDIT;
O matko,naprawdę tak napisałam? o_O Piszę tak z znajomym - specjalnie błędnie i nie zjarzyłam,że tutaj też napisałam -.- zaraz poprawię:))
Kodeks Rodzinny mówi,że musi utrzymywać dziecko do 25 roku życia,jeśli dziecko się uczy;)
W którym miejscu? :rolleyes:
Firyal, nie istnieje słowo "sęs" ;) Pani maturzystko ;)
Abir, a zbuntowane nastolatki?
EDIT. Tutaj mówimy GENERALNIE. Nie o Abir i Firyal oraz ich rodzicach!
Szahiyo, znajdę;) Moja Mama kiedyś wygrzebała:) Obecnie wczytuję się w różne piekielne ustawy i na dziś mam dość - ale jak znajdę to wrzucę;)
Abir, a zbuntowane nastolatki?
Jak sobie wychowasz, tak masz ;)
Ederlezi
30-06-2010, 21:27
U mnie w pracy parytety są niejako przedmiotem żartów.
W zakładzie jest poniekąd po równi kobiet i mężczyzn. I np. teraz na dyżurach było tak, że były dwie osoby: kobieta i mężczyzna, tłumaczono to siłą fizyczną (czasem trzeba było butlę z gazem przetoczyć, ciężki zawór odkręcić). A i tak niektórzy mawiali "tak, parytety" ;)
u mnie jest na odwrót: 90% to kobitki, jesteśmy fajnym gniazdem os:D
hmm, szczerze mówiąc, to moi pewnie by coś plumkali, ale jakby zobaczyli występ, to by się zamkli - tak było z graniem w kapeli metalowej - tak, tak!! fajne czasy!! a teraz... Oum Kulthum, szydełkowanie, pojutrze zajęcia z tańca...
Witam serdecznie
Jeszcze nigdy nie pisałam na forum to jest mój pierwszy raz .. czytam sobie ten wątek i dostaje białej gorączki ...Pewnie na 1000 % moja córka będzie na mnie zła .. ale musze to zrobic ...
Mam na imie Katarzyna mam 37 lat i jestem ... mamą Abirka :)
Uwielbiam jak moje dziecko tańczy i czy to na występach konkursowych czy też komercyjnych . Wiem , że jest szczęśliwa i kocha to co robi a robi to całym swoim sercem . Zgadzam się na wszytko bo wiem , że to wspaniala, odpowiadzialna , pracowita dziewczyna , króra zdobywa wszystko swoją ciężką pracą .
Nie wydaje mi się, żeby to w 100% byłą kwestia wychowania. Wydaje mi się, że predyspozycje osobnicze też tu odgrywają rolę.
Czyli - jak sobie urodzisz, tak masz ;) I dlatego nie chcę mieć dzieci. Za duże ryzyko ;)
Witam serdecznie
Jeszcze nigdy nie pisałam na forum to jest mój pierwszy raz .. czytam sobie ten wątek i dostaje białej gorączki ...Pewnie na 1000 % moja córka będzie na mnie zła .. ale musze to zrobic ...
Mam na imie Katarzyna mam 37 lat i jestem ... mamą Abirka :)
Uwielbiam jak moje dziecko tańczy i czy to na występach konkursowych czy też komercyjnych . Wiem , że jest szczęśliwa i kocha to co robi a robi to całym swoim sercem . Zgadzam się na wszytko bo wiem , że to wspaniala, odpowiadzialna , pracowita dziewczyna , króra zdobywa wszystko swoją ciężką pracą .
Mówiłam Ci, że masz się nie odzywać, lol :D :serce:
Szahiyo, znajdę;) Moja Mama kiedyś wygrzebała:) Obecnie wczytuję się w różne piekielne ustawy i na dziś mam dość - ale jak znajdę to wrzucę;)
Przypominam, że mówiłaś o kro ;)
Ederlezi
30-06-2010, 21:29
ja chcę taką mamę!!
Czyli - jak sobie urodzisz, tak masz ;) I dlatego nie chcę mieć dzieci. Za duże ryzyko ;)
Nie, jak sobie wychowasz. Ja też jestem okropnie butna, ale trzymają mnie w ryzach :D.
Przypominam, że mówiłaś o kro ;)
Szahiyo, a gdzieś indziej mogłoby być? Wiem,że gdzieś wygrzebała kiedyś na lekcje WOSu;)
Bardzo dobrze. Mamo Abirka ;) Zapraszam do dyskusji, zwłaszcza, że zaczynamy rozmawiać na tematy wychowania, władzy rodzicielskiej, etc. ;)
Ale jeszcze raz podkreślam - rozmawiamy OGÓLNIE. O nikim konkretnym. Po prostu - co się w życiu przytrafić może.
Witam serdecznie
Jeszcze nigdy nie pisałam na forum to jest mój pierwszy raz .. czytam sobie ten wątek i dostaje białej gorączki ...Pewnie na 1000 % moja córka będzie na mnie zła .. ale musze to zrobic ...
Mam na imie Katarzyna mam 37 lat i jestem ... mamą Abirka :)
Uwielbiam jak moje dziecko tańczy i czy to na występach konkursowych czy też komercyjnych . Wiem , że jest szczęśliwa i kocha to co robi a robi to całym swoim sercem . Zgadzam się na wszytko bo wiem , że to wspaniala, odpowiadzialna , pracowita dziewczyna , króra zdobywa wszystko swoją ciężką pracą .
Moja Mama pozdrawia :D:D:D
Nie, jak sobie wychowasz. Ja też jestem okropnie butna, ale trzymają mnie w ryzach :D.
I tak nie wierzę, aby wychowanie dawało 100% sukcesu. Jeśli dziecko jest słabej psychiki, to choćby było super wychowywane, może sięgnąć po narkotyki.
Ja z kolei mam silny charakter i mimo, że rodzice wychowywali mnie na "pokorne cielę" - nie udało się.
Szahiyo, a gdzieś indziej mogłoby być? Wiem,że gdzieś wygrzebała kiedyś na lekcje WOSu;)
Nie wiem, wiem tylko, że w KRO jest to:
Rodzice obowiązani są do świadczeń alimentacyjnych względem dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie, chyba że dochody z majątku dziecka wystarczają na pokrycie kosztów jego utrzymania i wychowania.
Witam serdecznie
Jeszcze nigdy nie pisałam na forum to jest mój pierwszy raz .. czytam sobie ten wątek i dostaje białej gorączki ...Pewnie na 1000 % moja córka będzie na mnie zła .. ale musze to zrobic ...
Mam na imie Katarzyna mam 37 lat i jestem ... mamą Abirka :)
Uwielbiam jak moje dziecko tańczy i czy to na występach konkursowych czy też komercyjnych . Wiem , że jest szczęśliwa i kocha to co robi a robi to całym swoim sercem . Zgadzam się na wszytko bo wiem , że to wspaniala, odpowiadzialna , pracowita dziewczyna , króra zdobywa wszystko swoją ciężką pracą .
Witaj Mamo Abirka :)
Nie wątpimy, że Abir jest wspaniała i pracowita, natomiast zastanawiamy się nad kwestiami prawnymi w odniesieniu do osób niepełnoletnich, które przyjmują na siebie sporą odpowiedzialność za innych ludzi - kursantów na zajęciach :).
Przyda się punkt widzenia rodzica :thumbsup:
Witam serdecznie
Jeszcze nigdy nie pisałam na forum to jest mój pierwszy raz .. czytam sobie ten wątek i dostaje białej gorączki ...Pewnie na 1000 % moja córka będzie na mnie zła .. ale musze to zrobic ...
Mam na imie Katarzyna mam 37 lat i jestem ... mamą Abirka :)
Uwielbiam jak moje dziecko tańczy i czy to na występach konkursowych czy też komercyjnych . Wiem , że jest szczęśliwa i kocha to co robi a robi to całym swoim sercem . Zgadzam się na wszytko bo wiem , że to wspaniala, odpowiadzialna , pracowita dziewczyna , króra zdobywa wszystko swoją ciężką pracą .
Pozdrawiam, milo było poznać :D i pewnie do zobaczenia kiedyś;)
Też chciałabym mieć taką córę jak Abir;)
Miałam praktyki nauczycielskie i powiem, że jest to duży problem utrzymać "w sali" wszystkie osoby, zaprowadzić spokój i jeszcze nauczyć. Moim zdaniem instruktorka ma pewną przewagę - osoby, które przychodzą są klientkami i chcą :D a w szkole większość ma odczucia takie, że została zmuszona (no poza tymi w pierwszych ławkach zainteresowanych lub udających:p). Szczególnie mój przedmiot nie kojarzy się miło, więc może dlatego mam takie odczucia, mimo, że się bardzo starałam. Nie wątpię, że jakbym zaczęła tańczyć to bym miała 100% zainteresowanie w klasie:D
Większa liczba godzin, to teoretycznie większa praktyka, choć nie raz widziałam zrezygnowanie tzw"wypalenie" u nauczycieli. Nie wiem, czy to też grozi instruktorce, ale pewnie jak w każdym zawodzie...
Ejże, to mnie się należą uściski!
(sprawdź linka parę postów wyżej)
Adaro, ja nie o tym mówiłam. Wpisz sobie w google hasło "posłanki" i zobacz, co wyskoczy. A potem możesz już krytykować feministki i wymyślane przez nie bzdury do końca życia.
Co do urlopu tacierzyńskiego, to funkcjonuje równie urlop ojcowski, więc nie widzę potrzeby denerwowania się.
No ja właśnie niestety ciągle o "tacierzyńskim" słyszę, chociaż właśnie ojcowski powinien funkcjonować.
"Posłanki kłócą się o staniki" mnie rozbroiło...:p
A tak żeby nie było, że się nie trzymam głównego tematu to powiem tak: jeżeli mamy zdolną, odpowiedzialną, pracowitą młodzież, która się intensywnie rozwija, ma mnóstwo zapału, jest świetna w tym, co robi i może na prawdę daleko dojść, to nie ma co na siłę tego utrudniać. Zwłaszcza że sami mamy wpływ na wybór instruktorki;) To tak z własnego doświadczenia, niezwiązanego z tańcem co prawda, ale widziałam jak trochę takich talentów się w ten sposób zmarnowało. Aż szkoda.
Ederlezi
30-06-2010, 21:54
"tacierzyński" brzmi bardziej tak przyczynowo-skutkowo...
Witaj Mamo Abirka :)
Nie wątpimy, że Abir jest wspaniała i pracowita, natomiast zastanawiamy się nad kwestiami prawnymi w odniesieniu do osób niepełnoletnich, które przyjmują na siebie sporą odpowiedzialność za innych ludzi - kursantów na zajęciach :).
Przyda się punkt widzenia rodzica :thumbsup:
Droga Antares,
jako rodzic biorę w pełni odpowiedzialność za poczynania mojego dziecka. Zdaję sobie sprawę, że pracuje i wszelkie konsekwencje za tym idące poniesiemy my jako rodzice. Taki żywot rodzica ;). A poza tym, to wszelką odpowiedzialność ponosi fitness club w którym jest zatrudniona.
Ederlezi
30-06-2010, 22:04
bo podobnie do macierzyńskiego i to jest takie.. hmm... złudne:D
A co z bezpieczeństwem?
Osoba pełnoletnia występująca w klubie odpowiada sama za siebie. Kto odpowiada za osobę niepełnoletnią?
Niezależnie od tego, czy ta osoba tam występuje, czy przyszła napić się coli, czy weszła przypadkiem, bo chciała skorzystać z toalety - do 18 roku życia odpowiadają rodzice! A podstawową opieką medyczną są objęci wszyscy małoletni, mówi o tym ustawa, i chyba nawet po ukończeniu 18 roku życia, jeśli się uczą. Doprawdy, nie rozumiem tego pytania.
A poza tym, to wszelką odpowiedzialność ponosi fitness club w którym jest zatrudniona.
Dokładniej to chyba organizator - a prawnie osoba niepełnoletnia nie może być organizatorem, zapewne m.in. dlatego, że nie może ponosić odpowiedzialności za różne rzeczy.
A co do wypadków - to nie amerykański serial, żeby od razu lecieć do sądu, jak się skręci kostkę na zajęciach tańca... Nie wyobrażam sobie dowodzenia, że to była wina instruktorki, a nie tego, że to ja przez nieuwagę krzywo postawiłam stopę albo że podłoga była śliska.
carmenta
30-06-2010, 22:21
Reklama:
Jak przejść z jednego filmiku z pewną panią w bellydancowych ochydztwach do zagadnień o relacjach rodzice - dzieci? Trzeba być kobietą z pasją, mieć gadane i być zalogowanym na odpowiednim forum :D
Takie rzeczy, tylko na belly-dance.pl :D:D:D
Wejdź i przekonaj się sama :D Jest nas coraz więcej!
Przepraszam, musialam - moje kichanie mnie dobija, aż mi odbija.:p:embarrest:
Problem polega na tym, że - przynajmniej dla mnie - nie do pomyślenia byłoby powierzyć na zajęcia ruchowe swoje dziecko innemu dziecku a nawet samą siebie. Moja pierwsza instruktorka była ode mnie młodsza i ją cenię, jednak miała już przekroczoną dwudziestkę - a wówczas się już jest dużo bardziej świadomym niż w wieku lat 17. W tym przedziale wiekowym tych parę lat to spora przepaść w postrzeganiu świata jednak :).
Takie jest moje zdanie, jeśli komuś nie przeszkadza, że instruktor jest jeszcze dzieckiem, może na zajęcia uczęszczać. Ja mam jednak ogromne wątpliwości.
Reklama:
Jak przejść z jednego filmiku z pewną panią w bellydancowych ochydztwach do zagadnień o relacjach rodzice - dzieci? Trzeba być kobietą z pasją, mieć gadane i być zalogowanym na odpowiednim forum :D
Takie rzeczy, tylko na belly-dance.pl :D:D:D
Wejdź i przekonaj się sama :D Jest nas coraz więcej!
Przepraszam, musialam - moje kichanie mnie dobija, aż mi odbija.:p:embarrest:
Boskie!!! :D:D:D
Problem polega na tym, że - przynajmniej dla mnie - nie do pomyślenia byłoby powierzyć na zajęcia ruchowe swoje dziecko innemu dziecku a nawet samą siebie. Moja pierwsza instruktorka była ode mnie młodsza i ją cenię, jednak miała już przekroczoną dwudziestkę - a wówczas się już jest dużo bardziej świadomym niż w wieku lat 17. W tym przedziale wiekowym tych parę lat to spora przepaść w postrzeganiu świata jednak :).
Takie jest moje zdanie, jeśli komuś nie przeszkadza, że instruktor jest jeszcze dzieckiem, może na zajęcia uczęszczać. Ja mam jednak ogromne wątpliwości.
Nie wiem co ma wiek do moich kompetencji, uważam wręcz, że niczym się nie różnią od wielu tancerek po trzydziestce. Na moich zajęciach się uczy nie dewaguje o postrzeganiu świata. Nie opisuję również uczennicom mojego światopoglądu ;)
Yalla, pół roku i nie będę dzieckiem. Niesamowite, prawda? Magiczna bariera osiemnastu lat i wszyscy na Ciebie inaczej patrzą.
Nie wiem co ma wiek do moich kompetencji, uważam wręcz, że niczym się nie różnią od wielu tancerek po trzydziestce. Na moich zajęciach się uczy nie dewaguje o postrzeganiu świata. Nie opisuję również uczennicom mojego światopoglądu ;)
Nigdzie nie napisałam o braku kompetencji - wierzę zachwyconym dziewczynom, które Cię widziały w akcji i Twoich umiejętności absolutnie nie kwestionuję. Mówiąc o postrzeganiu świata mam na myśli znajomość pewnych mechanizmów przyczynowo-skutkowych oraz świadomość cywilną, wyobraźnię nabywaną poprzez doświadczenie, a także świadomość odnośnie np. kwestii zdrowotnych, wytrzymałościowych i pokrewnych, które dla zupełnie młodej osóbki są totalną abstrakcją. Wiem bo daaaawno temu też miałam 17 lat ;).
Problem polega na tym, że - przynajmniej dla mnie - nie do pomyślenia byłoby powierzyć na zajęcia ruchowe swoje dziecko innemu dziecku a nawet samą siebie.
No to nie powierzasz i prosta sprawa. Nikt nikogo nie zmusza do uczestnictwa w niczyich zajęciach, czy są to warsztaty tańca, czy też trening szybkiego czytania z sześcioletnim mistrzem świata w tymże.
miała już przekroczoną dwudziestkę
A w USA musiałaby czekać do 21 roku życia... To jest umowne i bardzo indywidualne. Naiwnością jest wierzyć, że jednego dnia nagle komuś się zmienia postrzeganie świata, +10 do dojrzałości itd. Nie składasz swojego życia i zdrowia na czyjeś barki, nawet idąc na lekcje wciąż TY odpowiadasz za siebie i za to, co robisz.
Nigdzie nie napisałam o braku kompetencji - wierzę zachwyconym dziewczynom, które Cię widziały w akcji i Twoich umiejętności absolutnie nie kwestionuję. Mówiąc o postrzeganiu świata mam na myśli znajomość pewnych mechanizmów przyczynowo-skutkowych oraz świadomość cywilną, wyobraźnię nabywaną poprzez doświadczenie, a także świadomość odnośnie np. kwestii zdrowotnych, wytrzymałościowych i pokrewnych, które dla zupełnie młodej osóbki są totalną abstrakcją. Wiem bo daaaawno temu też miałam 17 lat ;).
Tylko że chyba nie tańczyłaś w wieku siedemnastu lat? Zdobywam to doświadczenie jak widać dosyć prędko - uważam, że to tylko wyjdzie na dobre. Posiadam znajomość anatomii oraz pracowania z ciałami kursantek, nie będę ale przekonywała teraz, że zjadłam wszystkie rozumy w wieku siedemnastu i pół lat, bo tak przecież nie jest - ale nie można też powiedzieć, że mam tylko pstro w głowie i kompletnie nieodpowiedzialne ze mnie dziewczę. Wiek siedemnastu i pół lat ma swoje wady i zalety, uważam jednak, że więcej zalet plus nutkę słodkiego szaleństwa ;) Yalla! I zapraszam do mnie za dziesięć lat :D:D:D
Jeszcze jedno: nikt nie umiera na moich zajęciach, naprawdę - tylko ze śmiechu, to dopuszczam :D
Abir, wcześniej wspominałam o zbuntowanych nastolatkach. Spójrz, a co sama teraz robisz? Antares wyraża swoje prywatne ogólne zdanie, a Ty bierzesz je do siebie, marszczysz nosek i tupiesz nóżką. Bunt godzien zbuntowanej nastolatki ;)
W tym wątku była mowa też o pokorze ;)
carmenta
30-06-2010, 22:45
A czy w dniu ukończenia 18 lat ta wiedza nagle nas nawiedza, tak znikąd? :D Raczej nie, a jest to już przecież osoba pelnoletnia ;) Jeśli ktoś byl odpowiedzialny i rozgarnięty do tej pory, to taki będzie, a jak ktoś mial fiu-bździu w glowie, to i dzień po osiemnastych urodzinach też raczej się nie zmieni:D Wszystko zależy od konkretnej osoby. Ja np. mam 28 letniego brata ciotecznego, który wg mnie jest totalnym niedojdą życiowym i nie wie co to odpowiedzialność za siebie i innych. Ma na koncie nieudane malżeństwo, dziecko na glowie, którym zajmuje się tylko w weekendy i zero doświadczenia w pracy, bo jego jedyna praca w życiu to kilkumiesięczny staż....Jedni prawie pod trzydziestkę ciągną ledwo ledwo, oglądając się na innych, a inni w wieku 17 lat mają sprecyzowane plany na przyszlość i dążą do ich realizacji, przy okazji zdając sobie sprawę z konsekwencji, wyrzeczeń i trudów, jakie stoją przed nimi ;)
No to nie powierzasz i prosta sprawa.
Otóż to :)
Naiwnością jest wierzyć, że jednego dnia nagle komuś się zmienia postrzeganie świata, +10 do dojrzałości itd.
Absolutnie w to nie wierzę :). Z dnia na dzień na pewno nie, natomiast w wieku lat nastu właściwie każdy rok to mentalna przepaść ;).
Abir, wcześniej wspominałam o zbuntowanych nastolatkach. Spójrz, a co sama teraz robisz? Antares wyraża swoje prywatne ogólne zdanie, a Ty bierzesz je do siebie, marszczysz nosek i tupiesz nóżką. Bunt godzien zbuntowanej nastolatki ;)
W tym wątku była mowa też o pokorze ;)
Naprawdę nie wiem gdzie to widzisz - tupanie nóżką i marszczenie noska - przecież ja się właśnie śmieję serdecznie :D. Rozmawiamy o mnie, chyba powinnam się wypowiedzieć a nie zlać temat. I tak źle, i tak niedobrze.
Jeśli tak wyglądają zbuntowane nastolatki, to świat idzie ku lepszemu, powiadam Wam! :D
Abir, już dwa razy pisałam, napiszę trzeci.
Jak byś przejrzała wątek dokładnie, nie jest on O TOBIE, ani o Firyal,. On jest ogólny. A Ty bierzesz to do siebie.
A to marszczenie noska widzę w odpowiedziach Twoich na posty Antares.
Abir, już dwa razy pisałam, napiszę trzeci.
Jak byś przejrzała wątek dokładnie, nie jest on O TOBIE, ani o Firyal,. On jest ogólny. A Ty bierzesz to do siebie.
A to marszczenie noska widzę w odpowiedziach Twoich na posty Antares.
Jeżeli przedstawiam swój punkt widzenia, to od razu oznacza, że biorę do siebie? :confused:
Skoro temat mnie dotyczy, to się wypowiadam. Własnym zdaniem, bo tylko takie posiadam i o sobie, bo znam przykład najlepiej. Zwykłe lenistwo ;)
Proszę bardzo ;)
Rozmawiamy o mnie,
Antares napisała, że nie posłała by swojego dziecka na lekcje do osoby nieletniej. Czy napisała tym samym, że nie wysłała by dziecka na lekcje do Abir? Przecież że nie!
Nie bierzcie dziewczyny tak wszystkiego do się!
TA dyskusja była naprawdę czysto teoretyczna, no ale teraz to już się nie uda zmienić torów chyba
Nigdzie nie napisałam o braku kompetencji - wierzę zachwyconym dziewczynom, które Cię widziały w akcji i Twoich umiejętności absolutnie nie kwestionuję. Mówiąc o postrzeganiu świata mam na myśli znajomość pewnych mechanizmów przyczynowo-skutkowych oraz świadomość cywilną, wyobraźnię nabywaną poprzez doświadczenie, a także świadomość odnośnie np. kwestii zdrowotnych, wytrzymałościowych i pokrewnych, które dla zupełnie młodej osóbki są totalną abstrakcją. Wiem bo daaaawno temu też miałam 17 lat ;).
Znajomość kwestii zdrowotnych i wytrzymałościowych - sprawa przeszkolenia instruktorskiego, a nie wieku.
Zrozumienie dla problemów zdrowotnych i wytrzymałościowych - są to sprawy nieobce również młodzieży, która też miewa kontuzje i brak jej kondycji (obserwując kolejne"słabowite"pokolenia - owoce edukacji WF)
znajomość pewnych mechanizmów przyczynowo-skutkowych oraz świadomość cywilną, wyobraźnię nabywaną poprzez doświadczenie
Tak - tego nabywa się z czasem - ale każdy w innym wieku - czasem wcale:(. Ale czy ta świadomość jest niezbędna do nauczania podstawowych figur tańca w grupie "zerowej"? Co najwyżej w wyniku braku świadomości pewnych niespisanych zasad dorosłego życia nieletnia instruktorka może popełnić niezręczność lub obrazić starszą od siebie kursantkę.
Jedyny problem widzę w emocjonalnym podejściu nastolatki do sprawy;):) Myślę, że to ogromne wyzwanie dla nastolatki (piszę ogólnie!!!) zdyscyplinować się, trzymać się tematu, utrzymać autorytet i zainteresowanie.
Za to ogromną przewagą tak młodej instruktorki jest OGROMNA pasja i entuzjazm , która udziela się kursantkom, a to bardzo ważne -z tą pasją i całkowicie bezkrytyczną oceną możliwości kursantek, niezachwianą wiarą, że można przenosić góry typową dla nastolatek kursantki nie poddają się, dzielnie pracują - bez tej pasji i entuzjazmu trudno jest przejść pierwszy rok nauki, gdy wykonanie każdej figury sprawia ogromną trudność, a i tak wygląda to koślawie w porównaniu z instruktorką. A taka nastoletnia instruktorka to niewyczerpany wulkan entuzjazmu i wiary.
Proszę bardzo ;)
Antares napisała, że nie posłała by swojego dziecka na lekcje do osoby nieletniej. Czy napisała tym samym, że nie wysłała by dziecka na lekcje do Abir? Przecież że nie!
Ale przecież Abir jest niepełnoletnia :D.
Ale hallo, hallo, ja przecież nie mówię, że Antares myśli źle i tylko Abir prowadzi kompetentne zajęcia. Przecież było też powiedziane, że nikt nikogo do niczego nie zmusza, ale przecież ja mogę powiedzieć dlaczego uważam, że prowadzenie zajęć przez nieletnią niczego nie zmienia, a Antares dlaczego zmienia. I tyle, chyba, że się mylę? Wrzucam swój przykład, bo pasuje do tematu ;)
Ale... jest przecież różnica między mówieniem ogólnie, a mówieniem o kimś....
Naprawdę nie wiem gdzie to widzisz - tupanie nóżką i marszczenie noska - przecież ja się właśnie śmieję serdecznie :D. Rozmawiamy o mnie, chyba powinnam się wypowiedzieć a nie zlać temat. I tak źle, i tak niedobrze.
Jeśli tak wyglądają zbuntowane nastolatki, to świat idzie ku lepszemu, powiadam Wam! :D
Abir: wątek - tak jak pisze Niśka - nie był ani o Tobie, ani o Firyal. Odezwałaś się, chwaląc, że jesteś 17-letnią instruktorką i tancerką. W tej kwestii rzeczywiście - napisałam już o Tobie, że 17 lat to osoba nieletnia, która nie ma nawet jeszcze szans by się starać o jakiekolwiek uprawnienia instruktorskie i ponosić odpowiedzialność za innych ludzi w razie gdy się noga powinie, co się może zdarzyć. Rozumiem, że to może nieprzyjemny punkt widzenia - instruktorski fach to ciężki i odpowiedzialny kawałek chleba - dla dorosłych, niekoniecznie w znaczeniu 18 r.ż.
Ale takie jest moje zdanie i mam do niego prawo nawet jeśli nie jest wygodne dla młodziutkich dziewczyn, coraz młodszych niestety, które biorą się za uczenie innych, będąc dziećmi. Nawet jeśli mają wspaniałych rodziców, którzy są gotowi odpowiadać za ich poczynania.
Tu się nie ma o co obrażać i tupać nóżką, a tym bardziej nie jest to powód do śmichów-chichów. Podśmiewanie się z poważnych kwestii świadczy o niedojrzałości, braku pokory oraz braku wyobraźni (ciekawe, że to właśnie wszystkie cechy młodocianych kierowców, powodujących najwięcej wypadków brawurową jazdą).
Ale... jest przecież różnica między mówieniem ogólnie, a mówieniem o kimś....
Tylko, że uogólnianie i teoretyzowanie do niczego nie prowadzi.
Mnie się bardzo podoba rozwinięcie tej dyskusji. Po prostu ciężko mi nie wtrącić się ze sobą, kiedy niemal wszystkie kryteria pasują, tyle ;) Żadnej większej idei, chęci na słuchania komplementów jaka jest och i ach. Tylko chciałam pokazać też mój punkt widzenia jako niepełnoletniej instruktorki - teraz mamy ogląd od każdej strony ;)
Tu się nie ma o co obrażać i tupać nóżką, a tym bardziej nie jest to powód do śmichów-chichów. Podśmiewanie się z poważnych kwestii świadczy o niedojrzałości, braku pokory oraz braku wyobraźni (ciekawe, że to właśnie wszystkie cechy młodocianych kierowców, powodujących najwięcej wypadków brawurową jazdą).
Naprawdę nie wiem po co to kolejne porównanie.
Nie wiem do czego dążycie i teoretyzowanie "co może być" nie ma sensu, tym bardziej przypisywanie mi niepoważnego zachowania "typowego" dla mlodocianych.
Nie chwaliłam się, olaboga... Poinformowałam, że jestem osobą o której czysto teoretycznie toczy się dyskusja i zaznaczyłam, że te teorie nijak mają się do realności.
Jeśli naprawdę zależy Wam tylko na tym, żeby zrobić ze mnie nieodpowiedzialną małolatę, to ja chyba zakończę swój udział w tej dyskusji, bo nie widzę sensu i powodów, dla których miałaby być kontynuowana.
Ale... jest przecież różnica między mówieniem ogólnie, a mówieniem o kimś....
Ja niestety mam przed oczami Abir i nic na to nie poradzę:);) - ale to pozytywny przykład:D
Rozumiem jednak niepokój potencjalnych kursantek lub rodziców kursantki na zajęcia u nieletniej instruktorki - pewnie zadecydowało by tu zaufanie zbudowane wstępnie na podstawie polecenia ze strony innych kursantek lub starszych instruktorek w branży -czyli opinia.
Nie wszystko jesteśmy w stanie sprawdzić w praktyce, stąd teoretyzowanie.
Gdybym to zrobiła wcześniej - miałabym prosto kafelki w łazience!:)
Także czasem warto:)
Jako osoba postronna - wątek instruktorki niepełnoletniej tez można pociągnąć teoretyzując, niekoniecznie odnosząc do konkretu.
Tyle ode mnie, pozdrawiam znad słoika!
Ederlezi
01-07-2010, 00:15
kiedyś takie 17tki były już matkami i prowadziły dom, nikt się nie rozwodził nad znajomością czegoś tam... a i teraz znajdzie się niejedna taka:P
najgorzej mnie irytują dorośli ludzie zachowujący się jak dzieci, takie, że trzeba do nich Super Niani... może takiego instruktora ktoś miał??
najgorzej mnie irytują dorośli ludzie zachowujący się jak dzieci, takie, że trzeba do nich Super Niani... może takiego instruktora ktoś miał??
Ale, że instruktora "Super Nianię"?;D
wątek instruktorki niepełnoletniej tez można pociągnąć teoretyzując, niekoniecznie odnosząc do konkretu.
Dokładnie. Zwłaszcza, że te dywagacje nie mają (w moim odczuciu) za zadanie prowadzić do jakichkolwiek zmian. Wypowiadamy się na zadany temat. Ogólnie. Teoretyzujemy i dyskutujemy. Mamy przeciez do tego prawo?
Możemy przecież tak sobie gadać nie "jeżdżąc" po danych, konkretnie wymienionych osobach?
Abir, jeśli ktoś mówi "nieletnia" to nie zawsze musi mieć Ciebie na myśli. A odbieranie tego tak, jak Ty odbierasz tą dyskusję, to kolejny objaw zbuntowanej nastolatki. Podobnie odbierają świat ci nieletni kierowcy, o których wspomniała Antares, więc nie rozumiem Twego oburzenia na to porównanie. Którzy podobnie jak Ty pośmiewają się pod nosem z rozmów na poważne tematy - a ten temat, moim zdaniem jest poważny. Ty z kolei napisałaś iż "piszesz te posty śmiejąc się".
Czepiam się słówek? To pisz inaczej.
I jeszcze jedno.
Abir, czym innym jest odpowiedzialność w sensie cechy charakteru człowieka, a czym innym odpowiedzialność w sensie prawnym (odpowiedzialność cywilna, karna...). Nawet 10-letnie dziecko potrafi być odpowiedzialne w sensie charakteru, jeśli akurat życie je tak potraktowało, że musiało szybko dorosnąć, ale nadal nie ma odpowiedzialności prawnej. Tę ostatnią zdobywa kończąc 18 lat.
Można również skończyć 18 lat i mieć odpowiedzialność prawną, ale totalnie być nieodpowiedzialnym w sensie charakteru.
Ty póki co nie masz odpowiedzialności prawnej i o tym cały czas piszemy. Nie o tym, czy jesteś odpowiedzialna jako człowiek. Bo nie nam, nieobcującym z Tobą na co dzień, to oceniać. To może ocenić np. Twoja mama.
A ja niezbyt się dziwię, że Abir utożsamia się z przedmiotem dyskusji i może czuć się - bo ja wiem? - zagrożona w swoich poczynaniach? Ile jest w Polsce pracujących niepełnoletnich instruktorek TB? Ile czynników musi się zbiec, by to było możliwe? Począwszy od talentu, wspierającej mamy w rodzaju Lory, pieniędzy na kształcenie (ja pracuję, a i to wydaję wszystkie wolne środki na warsztaty...), na firmie gotowej zatrudnić niepełnoletnią kończąc. Może Abir jest jedyna? Mamy tu jakby zestawienie czysto teoretycznych dywagacji z żywą, działającą osobą.
W kwestii "ja bym nie puściła mojego dziecka na zajęcia z innym dzieckiem w roli instruktora" - a skąd wiemy, ile lat ma instruktor? Zapisy prowadzi sekretariat czy recepcja, i raczej nie ma zwyczaju podawania takich informacji, również dla dobra własnego biznesu. A dzisiejsze nastolatki wyglądają i zachowują się poważniej niż w "czasach mojej młodosci" ;) studentki.
I jeszcze - w większości przypadków kursu tańca (a więc i instruktora) szuka się przez sieć, znajomych - słowem z jakiegoś polecenia. I to jest ważne, jak klienci oceniają pracę instruktora. W takim momencie wiek traci znaczenie, a bardziej liczy się opinia. W kwestii odpowiedzialności cywilnej - jeśli niepełnoletni instruktor jest zatrudniony w klubie i klub wie kogo zatrudnia, wszelkie spory o kontuzje powinny być moim zdaniem prowadzone z podmiotem, świadczącym usługę kursu - a więc z klubem.
Ja niedawno mialam prywatne lekcje u dziewczyny z Petersburga (Julia Sinielnikowaja),ktora ma 20 lat,a taczy od 3-go roku zycia.Po szkole baletowej,wykształcona tenecznie (różnorodnie,nie tylko BD),choreograficznie.Klasa taka,że mucha nie siada,do tego przygotowanie pedagogiczne,duże doświadczenie sceniczne zdobywane na całym świecie.Pełna profeska.Uczy innych w Rosji,na Ukrainie (głównie dzieciaki,ale nie tylko) - nie miałam najmniejszych oporów brać lekcji u tak młodej osoby (chociaz zazwyczaj wole starsze instruktorki z dlugoletnim stażem),tym bardziej,że zależało mi na podciągnięciu z elemenytów baletowych,które u mnie "kulały" a ona pokazała mi na prawdę wiele super rzeczy
Julia ma 20 lat,ale tańczo od ... 17-tu lat.Dlatego praca z takim instruktorem ma sens,bo posiada nie tylko wykształcenie pedagogiczne poparte "papierami",staz taneczny
Jakie doświadczenie i przygotowanie zawodowe oraz pedagogiczne mają nasze polskie nastoletnie instruktorki? ... Jakie kursy instruktorskie,dające uprawnienia państwowe do pracy z ludźmi?
Warto byłoby sobie odpowiedzieć na to pytanie zanim pojdzie sie na zajęcia do takiej osoby.Bo argument,że ma talent,fajnie tańczy i jest w ogóle cool uważam za nieporozumienie.
Jakie doświadczenie i przygotowanie zawodowe oraz pedagogiczne mają nasze polskie nastoletnie instruktorki? ... Jakie kursy instruktorskie,dające uprawnienia państwowe do pracy z ludźmi?
Warto byłoby sobie odpowiedzieć na to pytanie zanim pojdzie sie na zajęcia do takiej osoby.Bo argument,że ma talent,fajnie tańczy i jest w ogóle cool uważam za nieporozumienie.
Otóż to :unsure:
Abir, jeśli ktoś mówi "nieletnia" to nie zawsze musi mieć Ciebie na myśli. A odbieranie tego tak, jak Ty odbierasz tą dyskusję, to kolejny objaw zbuntowanej nastolatki. Podobnie odbierają świat ci nieletni kierowcy, o których wspomniała Antares, więc nie rozumiem Twego oburzenia na to porównanie. Którzy podobnie jak Ty pośmiewają się pod nosem z rozmów na poważne tematy - a ten temat, moim zdaniem jest poważny. Ty z kolei napisałaś iż "piszesz te posty śmiejąc się".
Czepiam się słówek? To pisz inaczej.
Pozwolę sobie zauważyć, że w polskim prawie pojęcia "nieletni" i "kierowca" właściwie się wykluczają. Kierowca może być młody, ale pełnoletni. Wyjątek stanowi kategoria B1 (upoważniająca do prowadzenia samochodu o masie maksymalnej 550 kg), którą można mieć od 16 roku życia. W praktyce jednak, przynajmniej wśród moich znajomych, nikt nie zdawał prawa jazdy na tą kategorię.
bollyanna
01-07-2010, 09:07
Jakie doświadczenie i przygotowanie zawodowe oraz pedagogiczne mają nasze polskie nastoletnie instruktorki? ... Jakie kursy instruktorskie,dające uprawnienia państwowe do pracy z ludźmi?
Warto byłoby sobie odpowiedzieć na to pytanie zanim pojdzie sie na zajęcia do takiej osoby.Bo argument,że ma talent,fajnie tańczy i jest w ogóle cool uważam za nieporozumienie.
To oczywiście dotyczy również instruktorek pełnoletnich.
Antares napisała, że nie posłała by swojego dziecka na lekcje do osoby nieletniej. Czy napisała tym samym, że nie wysłała by dziecka na lekcje do Abir? Przecież że nie!
Można się odnieść konkretnie do czyjejś wypowiedzi nie wymieniając nicka.
czym innym jest odpowiedzialność w sensie cechy charakteru człowieka, a czym innym odpowiedzialność w sensie prawnym (odpowiedzialność cywilna, karna...).
Mnie się wydaje, że mówiąc o odpowiedzialności instruktorki za kontuzje mylicie to z winą. Nie wierzę, że prawo stwierdza, że za kontuzje i wypadki odpowiedzialność i winę ponosi instruktorka.
Jakie doświadczenie i przygotowanie zawodowe oraz pedagogiczne mają nasze polskie nastoletnie instruktorki?
W Polsce uprawnienia pedagogiczne do nauczania dorosłych zdobywa się na wyższych studiach. W Rosji jest inaczej..? Pominę kwestię tego, że nie ma studiów uprawniających do nauczania tańca brzucha.
No ja właśnie niestety ciągle o "tacierzyńskim" słyszę, chociaż właśnie ojcowski powinien funkcjonować.
Wiem, że to OT, ale muszę wyjaśnić, że w polskim prawie pracy funkcjonuje zarówno
- urlop tzw. tacierzyński (jest to nazwa potoczna, słowotwór powstały w celach łatwiejszego zrozumienia, że tak powiem "idei" tego urlopu, ale nieużywany w oficjalnych dokumentach), który udzielany jest na podstawie art. 180 § 5 Kodeksu Pracy,a jako dodatkowy - na podstawie art. 182(2) KP
oraz
- urlop ojcowski (oficjalna nazwa) udzielany na podstawie art.182 (3) KP i jest to urlop udzielany ojcu w wymiarze (w roku 2010) 7 kolejnych dni kalendarzowych do ukończenia przez dziecko 12 miesięcy.
Koniec OT ;)
Można się odnieść konkretnie do czyjejś wypowiedzi nie wymieniając nicka.
Pozwól, że przytoczę ten fragment mojej wypowiedzi:
Problem polega na tym, że - przynajmniej dla mnie - nie do pomyślenia byłoby powierzyć na zajęcia ruchowe swoje dziecko innemu dziecku a nawet samą siebie.
Zazwyczaj to co piszę, mam na myśli. Nie odnosiłam się do konkretnej osoby, lecz do zjawiska. Obserwuję bowiem zatrważające zjawisko ciągłego obniżania wieku rozpoczynania pracy instruktora TB. Jak tak dalej pójdzie - zajęcia będą wkrótce prowadzić 15-latki przekonane o swoim geniuszu :blink:.
Mnie się wydaje, że mówiąc o odpowiedzialności instruktorki za kontuzje mylicie to z winą. Nie wierzę, że prawo stwierdza, że za kontuzje i wypadki odpowiedzialność i winę ponosi instruktorka.
Jeśli ktoś prowadzi zajęcia ruchowe, na każdym etapie swojej działalności/wtajemniczenia może nieumyślnie spowodować uszczerbek na czyimś zdrowiu. Trenując innych ma się bezpośredni wpływ na ich kondycję, w sensie zdrowie - czyż nie? Instruktorki są zawsze nieomylne i nie popełniają błędów? Nie sądzę.
W Polsce uprawnienia pedagogiczne do nauczania dorosłych zdobywa się na wyższych studiach. W Rosji jest inaczej..? Pominę kwestię tego, że nie ma studiów uprawniających do nauczania tańca brzucha.
W Polsce nawet zawodówkę się kończy będąc pełnoletnią osobą, by móc podjąć pracę, przyjmując na siebie pełną odpowiedzialność. Pracodawca prowadzi zazwyczaj firmę a nie przedszkole, więc w razie wpadki pracownika, chce mieć możliwość pociągnięcia go do pełnej odpowiedzialności.
Wybacz Vasanto małą dygresję, ale ja mając lat 17 zasuwałam fizycznie ze skrzynkami u ogrodnika na wakacjach by sobie zarobić na pierwszy zegarek :), bo do żadnej bardziej odpowiedzialnej pracy 17-latki by nie zatrudniono.
Niśko, bo nic mnie tak nie śmieszy jak nazywanie na siłę zbuntowaną :D. Niestety tutaj nie potrafię zachować powagi, choćbym nie wiem jak chciała, tym bardziej w odniesieniu do pseudopsychologicznego wyjaśnienia dlaczego. Naprawdę szkoda, że nie masz dzieci, dowiedziałabyś się czym objawia się bunt nastolatka - ja sama podziwiam, że rodzice potrafią przez to przebrnąć (no ale niestety nie wszyscy).
Jak tak dalej pójdzie - zajęcia będą wkrótce prowadzić 15-latki przekonane o swoim geniuszu :blink:.
Ale dlaczego ciągle nieletnia=geniusz? Ja niestety widzę to często u starszych instruktorek, przecież dobrze wiadomo, które instruktorki tworzą zamknięty na świat orientalny krąg kursantek. Co nie znaczy, że takie młode instruktorki też się nie pojawią. Pytanie, kto będzie do nich chodzić na zajęcia.
Czasy się zmieniły. Nie porównujcie swoich siedemnastu lat do moich, to niedorzeczne.
Dyskusja zaczęła się,gdy Abir podała swój przykład,więc chyba może ze swojej perspektywy argumenty także podać?:)
Antares, a jak jest z praktykami w technikum? W mojej szkole klasa technikum prowadziła szkolny sklepik i na upartego była odpowiedzialna, bo sprzedawali bułki i pizzę, więc jeśli ktoś by się zatruł to kto by odpowiadał?:)
A pierwsza praca jest różna - moje koleżanki śmigały w fast foodach w wieku 16 lat przez całe wakacje, inna koleżanka pracuje w firmie odnawiającej meble od dwóch lat,a teraz ma 18. Przecież zatrudnianie osób nieletnich nie jest nielegalne,więc w takim wypadku martwi się tym pracodawca, który taką osobę zatrudnia:)
Antares, ale później pisałaś o 17 latach, jak dla mnie to był przytyk do wypowiedzi Abir o jej wieku.
Jak tak dalej pójdzie - zajęcia będą wkrótce prowadzić 15-latki przekonane o swoim geniuszu :blink:
Nie zauważyłam niczego takiego w Krakowie, być może w Gliwicach to jest powszechne zjawisko. Mimo to wydaje mi się to normalną rzeczą: jest popyt - jest podaż. Nikt kursantkom nie przystawia pistoletu do głowy i nie zmusza do chodzenia do osób głupich, bez umiejętności, nieodpowiedzialnych, bez kwalifikacji, niepotrzebne skreślić.
Jeśli ktoś prowadzi zajęcia ruchowe, na każdym etapie swojej działalności/wtajemniczenia może nieumyślnie spowodować uszczerbek na czyimś zdrowiu.
Tak, ale czy jest się za to odpowiedzialnym? Jeśli skręcę nogę na zajęciach tańca, to będzie wina instruktorki? Nie, chyba że to ona mi chwyci tę nogę i skręci. Inaczej jak to udowodnić? Instruktorka może powiedzieć kursantkom: nie tańczcie w skarpetkach, bo się poślizgniecie, podciągnijcie miednicę, bo inaczej możecie uszkodzić kręgosłup - ale nie będzie przecież chodzić między kursantkami i zdejmować im tych skarpetek ani podciągać miednicy. Nie ponosi odpowiedzialności za niezastosowanie się do jej poleceń czy za wypadki wynikające z nieuwagi.
ja mając lat 17 zasuwałam fizycznie ze skrzynkami u ogrodnika na wakacjach by sobie zarobić na pierwszy zegarek :), bo do żadnej bardziej odpowiedzialnej pracy 17-latki by nie zatrudniono.
I kto ponosiłby odpowiedzialność, gdybyś się podczas tej pracy skaleczyła i zachorowała na tężec? RODZICE lub opiekunowie prawni. Tak samo jak u wszystkich pracujących nieletnich. A gdybyś zrzuciła skrzynkę z pomidorami na stopę koleżanki i koleżanka by miała skruszone kości śródstopia, to kto by poniósł koszty leczenia..? Nie Ty i nie koleżanka - PAŃSTWO. Tak jak u wszystkich nieletnich pracujących czy niepracujących. Tylko w amerykańskich filmach w takich przypadkach leci się do sądu i dostaje wielotysięczne odszkodowanie :)
Wymyślacie problemy. Nikt nikomu nie każe chodzić na zajęcia do kogoś, komu nie ufacie.
Abir: nie piszę o Tobie :). Piszę o różnicy pomiędzy osobą pełnoletnią a niepełnoletnią w pracy.
Aby jeszcze bardziej pokazać jaka jest różnica, moją dygresję z poprzedniego postu:
ja mając lat 17 zasuwałam fizycznie ze skrzynkami u ogrodnika na wakacjach by sobie zarobić na pierwszy zegarek :), bo do żadnej bardziej odpowiedzialnej pracy 17-latki by nie zatrudniono.
uzupełnię o informację, że dwa lata później, mając lat 19 pracowałam w poważnej firmie na odpowiedzialnym, biurowym stanowisku, byłam "na swoim" w sensie mieszkania i utrzymywałam się sama. Pracę wydreptałam samodzielnie, bez znajomości, więc po prostu już traktowano mnie poważnie.
To chyba dość mocno pokazuje jaka jest różnica pomiędzy letnią i nieletnią :D
DżalaMadija
01-07-2010, 10:26
Z punktu widzenie nastolatki- przykro jest czytąc niektóre posty, szczególniej, że strasznie generalizują. Rozwój fizyczny nie zawsze idzie w parze z rozwojem psychicznym, a już na pewno nie z rozwojem w tb. Tyle ode mnie, każdy człowiek jest inny i to nie wiek decyduje o dojrzałości.
Pierwotnie wysłane przez Antares http://www.belly-dance.pl/forum/images/buttons/viewpost.gif (http://www.belly-dance.pl/forum/showthread.php?p=127024#post127024)
uzupełnię o informację, że dwa lata później, mając lat 19 pracowałam w poważnej firmie na odpowiedzialnym, biurowym stanowisku, byłam "na swoim" w sensie mieszkania i utrzymywałam się sama. Pracę wydreptałam samodzielnie, bez znajomości, więc po prostu już traktowano mnie poważnie.
To chyba dość mocno pokazuje jaka jest różnica pomiędzy letnią i nieletnią :D
Ja jako 17 byłam już na swoim, miałam stałą prac i sie uczyłam. Byłam nieletnia.
W Twoim przypadku owszem, ale w moim - mam niecałe 19 lat i jakoś się wiele nie zmieniło,nawet wczoraj jak odbierałam świadectwo nauczycielka darła się do nas "dzieci". Pracy nie umiem znaleźć nadal, prócz bycia instruktorką;)
dziewczyny - prawda jest taka, że w prawie polskim nieletni nie odpowiada za siebie, a przynajmniej nie zawsze i nie w takim stopniu, jak osoba dorosła (nie chcę tutaj wchodzić w szczegóły, bo nie ma takiej potrzeby). Oczywiście istnieje możliwość zatrudniania nieletnich - nie jest powiedziane na jakich stanowiskach konkretnie - są określone jedynie warunki, jakie musi spełnić pracodawca zatrudniając takie osoby. Czym innym jest, kiedy rzecz się dzieje "na czarno" ... Natomiast jeśli chodzi o instruktorki w nastoletnim wieku, to ... Proszę Abir i inne młode dziewczęta z forum :) nie bierzcie tego co napiszę do siebie, ale niestety większość osób w tym wieku jest delikatnie mówiąc - nieodpowiedzialna, roztrzepana i nie zastanawia się nad swoimi działaniami. Oczywiście - wśród dorosłych też tak jest, ale dorosłego łatwiej jest pociągnąć do odpowiedzialności (i nie chodzi mi tu tylko o jakieś prawne kwestie). idąc do jakiejś instruktorki najczęściej nie wie się, jakim jest człowiekiem i jakie są jej umiejętności - dowiadujemy się tego na zajęciach. I teraz są dwie opcje - albo przekonamy się*jaka jest świetna, jak potrafi uczyć i jakie ma umiejętności, albo najpierw dowiemy się ile ma lat i będziemy woleli nie ryzykować. Rozumiem Was dziewczyny świetnie, bo sama uczyłam jazdy konnej przez ok. 7 lat z czego 3 lata prowadziłam jako nastolatka. Szczęśliwie wyglądałam na starszą i nikt się nie dopytywał o mój wiek :D wiele z tych osób teraz bierze udział w zawodach jeździeckich, inne po prostu dalej jeżdżą - nikomu nic się*nie stało, a ja mam satysfakcję z tego, że sobie poradziłam nie gorzej od dorosłych ;) tym niemniej rozumiem, niestety, że nie każdy zaufałby nastolatce ... taki "life" ... ;)
No fajnie, a dla mnie każdy student to kretyn nieuczący się,zapijający się na każdej imprezie.
A każda kobieta w wieku średnim to cyniczna i zgorzkniała osoba bez widoków na świetlaną przyszłość.
Uogólniajmy dalej!:)
EDIT: A każdy pijak to złodziej;)
Niśko, bo nic mnie tak nie śmieszy jak nazywanie na siłę zbuntowaną :D. Niestety tutaj nie potrafię zachować powagi,
Si. Typowe. Niestety....
DżalaMadija
01-07-2010, 10:39
Otóż to Firyal.
Si. Typowe. Niestety....
Co możesz o tym wiedzieć? :D
Ja jako 17 byłam już na swoim, miałam stałą prac i sie uczyłam. Byłam nieletnia.
Ale byłaś dalej osobą nieletnią i odpowiedzialność za Ciebie ponosili rodzice lub opiekunowie prawni.
dziewczyny - prawda jest taka, że w prawie polskim nieletni nie odpowiada za siebie, a przynajmniej nie zawsze i nie w takim stopniu, jak osoba dorosła (nie chcę tutaj wchodzić w szczegóły, bo nie ma takiej potrzeby).
Nie odpowiada, ale nie odpowiada też za innych...
Oczywiście - wśród dorosłych też tak jest, ale dorosłego łatwiej jest pociągnąć do odpowiedzialności (i nie chodzi mi tu tylko o jakieś prawne kwestie).
Jeśli nie o prawne, to o jakie? Moralne?
DżalaMadija
01-07-2010, 10:49
Ale byłaś dalej osobą nieletnią i odpowiedzialność za Ciebie ponosili rodzice lub opiekunowie prawni.
Tak, ale przytoczyłam to w kontekście wypowiedzi Antares o różnicy miedzy 17 latka, a 19 latka, nie w kontekście prawnym:)
Abir, nie trzeba mieć dzieci, żeby widzieć, jak się zachowują nastolatki. Wystarczy mieć oczy - i wiedzieć coś tam o psychologii.
A co do sprzedawania bułek. Logicznym mi się wydaje, że jeśli bułką ktoś się zatruje, odpowiedzialnym jest za to bezpośredni "sprawca bułki", czyli jej producent. Który pewnie by pociągnął od odpowiedzialności swego pracownika, który tą bułkę wykonał. Nie ponosi za to odpowiedzialności sprzedawca.
A co do sprzedawania bułek. Logicznym mi się wydaje, że jeśli bułką ktoś się zatruje, odpowiedzialnym jest za to bezpośredni "sprawca bułki", czyli jej producent. Który pewnie by pociągnął od odpowiedzialności swego pracownika, który tą bułkę wykonał. Nie ponosi za to odpowiedzialności sprzedawca.
Ale sprzedając produkty spożywcze niezapakowane fabrycznie (czyli m.in. bułki) trzeba mieć badania zrobione. Te dzieci ich nie miały, bo formalnie nie były zatrudnione. I kto ponosiłby odpowiedzialność? Sanepid nie mógłby nałożyć przy zatruciu kary na pracodawcę, bo go nie było, ani na pracownika, bo też go nie było.
Abir, nie trzeba mieć dzieci, żeby widzieć, jak się zachowują nastolatki. Wystarczy mieć oczy - i wiedzieć coś tam o psychologii.
Oglądanie to nie dyskutowanie ;)
Ale sprzedając produkty spożywcze niezapakowane fabrycznie (czyli m.in. bułki) trzeba mieć badania zrobione. Te dzieci ich nie miały, bo formalnie nie były zatrudnione. I kto ponosiłby odpowiedzialność? Sanepid nie mógłby nałożyć przy zatruciu kary na pracodawcę, bo go nie było, ani na pracownika, bo też go nie było.
Odpowiedzialność ponosiłby pracodawca. Taką mianowicie, że zatrudnił osoby bez badań.
Abir, wyraźnie się zaperzasz i starasz się pokazać, że nie mam racji i nie powinnam się w tym temacie odzywać (choć cienko Ci to wychodzi). Czemu?
Abir, wyraźnie się zaperzasz i starasz się pokazać, że nie mam racji i nie powinnam się w tym temacie odzywać (choć cienko Ci to wychodzi). Czemu?
I wzajemnie. Co nie powiesz i tak będzie potraktowane po macoszemu, bo przecież jesteś zbuntowaną nastolatką :D. Yalla!
Uważam po prostu ten "argument" za wyssany z palca.
Odpowiedzialność ponosiłby pracodawca. Taką mianowicie, że zatrudnił osoby bez badań.
Przeczytaj raz jeszcze - NIE BYŁO pracodawcy. Te osoby nie były zatrudnione. A gdyby były, to by ponosił odpowiedzialność taką samą przy nieletnich, jak i przy pełnoletnich (ma obowiązek sfinansować pracownikom badania i pilnować, żeby były ważne). Identyczną sytuację mamy w przypadku zajęć tańca: odpowiedzialność ponosi organizator/pracodawca, czyli NIE PROWADZĄCY (chyba że to jego firma).
Kochane, jeśli chodzi o kwestię nieletnich instruktorek - na mój rozum zatrudniając pracownika na umowę, czy jest to osoba 17- czy 18-letnia, w pierwszej kolejności konsekwencje jego poczynań ponosi szkoła/klub, w którym dana osoba prowadzi zajęcia. Wobec klienta odpowiedzialność za pracownika ponosi pracodawca i w jego interesie jest przemyśleć, czy w razie wypadku/wykroczenia zwracał się będzie do instruktora, czy - z racji jego wieku - do rodziców lub prawnych opiekunów. Nie bardzo rozumiem opory przed uczęszczaniem na zajęcia nieletnich tancerek z punktu widzenia prawnego - przecież skargi czy zażalenia zgłaszane są do właścicieli klubu. Czy pójdę na lekcje do 17- czy do 57-latki w razie kontuzji lub wypadku pretensje będę miała (pomijając już to, że w pierwszej kolejności do siebie i że na pewno nikt nie robiłby krzyku z powodu skręconej nogi, zwłaszcza jeśli zawiniło to, że źle stanął - trzeba myśleć realnie) tylko i wyłącznie do jej pracodawcy, bo jeśli moja kontuzja była jego winą, to znaczy, że pracownik jest niekompetentny i nie powinien wykonywać swojego zawodu - przecież nie przyjdę na następne zajęcia i nie skręcę ręcznie kostki instruktorce lub nie wytoczę jej procesu sądowego. Jeśli rodzic zgadza się na prowadzenie zajęć przez swoje dziecko, a właściciel szkoły/klubu chce podpisać z nim umowę, to znaczy, że w razie czego odpowiedzialność poniosą oni. Klienci nie mają się więc o co martwić. Nie rozumiem więc dywagacji nt. odpowiedzialności prawnej - jak chce się kogoś pozwać to zawsze jest kogo ;)
Inną kwestią jest ewentualna niekompetencja spowodowana wiekiem - z tym również nie zawsze się zgodzę, ale mam 16 lat, więc mój punkt widzenia może być "zaburzony".
Pierwotnie wysłane przez Niśka http://www.belly-dance.pl/forum/images/buttons/viewpost.gif (http://www.belly-dance.pl/forum/showthread.php?p=127040#post127040)
Abir, nie trzeba mieć dzieci, żeby widzieć, jak się zachowują nastolatki. Wystarczy mieć oczy - i wiedzieć coś tam o psychologii.
Oglądanie to nie dyskutowanie ;)Staram się nie uogólniać (chyba że żartem, ale to nie ten wątek) - mogę się wypowiedzieć o konkretnym, znanym mi nastolatku/ce (np. moim synu kilka lat temu), ale nie o zjawisku "nastolatek". Niestety uogólnienia są podstawą prawa, które nie przewiduje, że jeden konkretny niepełnoletni osobnik może być odpowiedzialny, kompetentny, samodzielny...
Nie rozumiem więc dywagacji nt. odpowiedzialności prawnej - jak chce się kogoś pozwać to zawsze jest kogo ;)
Ja też ich nie rozumiem, ale moje argumenty są skwapliwie omijane :D
Pominę kwestię tego, że pozywanie kogoś w Polsce nie jest takie łatwe jak w filmach hollywoodzkich.
Odniosę się jeszcze może do zjawiska "dzisiejszej młodzieży" - na podstawie obserwacji guzik można wywnioskować. Jeśli ktoś tworzy sobie w głowie obraz jakiegoś zjawiska na podstawie tego, co mówi telewizja albo sąsiadka na klatce, albo tego co zobaczyło się w autobusie, to może się naprawdę rozczarować - rozmawia się o skrajnych przypadkach. Czy jeśli widziałam w wiadomościach dziecko pogryzione przez psa, a potem obszczekał mnie pies sąsiada, to znaczy, że wszystkie psy to diabły wcielone i mordercy na czterech łapach? ;) O odpowiedzialnych, dojrzałych nastolatkach z pasją (których znam multum, naprawdę) słyszy się zdecydowanie mniej, niż o tych pijących tanie wino na ławce czy rodzących dzieci na balu gimnazjalnym. A potem ma się te 17 lat i na każdym kroku słyszy się, że ma się pstro w głowie mimo, że dojrzałością przewyższa się niejedną osobę, która ukończyła magiczne 18 czy czasem nawet 30-40 lat :D (i nie mówię tu o sobie ;))
Vasanto, jeśli ona pracowała w sklepiku, to ktoś musiał być właścicielem tego sklepiku, a więc ktoś musiał wyrazić na to zgodę. I to ktoś pełnoletni. Czyli ten ktoś by ponosił odpowiedzialność za to, że pozwolił na pracę osobom nie spełniającym podstawowych wymogów.
W przypadku zajęć z tańca, podobnie jak w przypadku lekcji w szkole, czy na uczelni, bezpośrednim "sprawcą" lekcji i aktywności uczestników zajęć jest prowadzący, a więc to on, moim zdaniem, winien ponosić odpowiedzialność za uczestników podczas ich obecności w sali, w której są zajęcia. Tak jest na pewno na uczelniach. Czemu w szkole tańca miałoby być nagle inaczej?
W przypadku zajęć z tańca, podobnie jak w przypadku lekcji w szkole, czy na uczelni, bezpośrednim "sprawcą" lekcji i aktywności uczestników zajęć jest prowadzący, a więc to on, moim zdaniem, winien ponosić odpowiedzialność za uczestników podczas ich obecności w sali, w której są zajęcia. Tak jest na pewno na uczelniach. Czemu w szkole tańca miałoby być nagle inaczej?
Oczywiście, że tak, ale przed pracodawcą. Jeśli nauczyciel w szkole zachowuje się źle w stosunku do uczniów lub spowoduje wypadek, to rodzice nie pozywają z miejsca nauczyciela albo nie idą mu nakopać, tylko zgłaszają sprawę do dyrekcji, która następnie wyciąga konsekwencje. Sytuacja ze szkołą tańca jest analogiczna. W każdym razie tak wygląda to w moim nastoletnim móżdżku i takie też mam doświadczenia :)
Nastolatki kochane. Nie zaperzajcie się tak. Wiadomo, że teraz uważacie, iż coś tam Wam wytykam etc.
Ale nie winniśmy oceniać się teraz, z punktu widzenia chwili obecnej. Mamy zaburzoną percepcję. Mało kto powie o sobie "jestem niedojrzały jeszcze, mam pstro w głowie", bo mało kto chce sobie sam ujmować. Podobnie, to, że teraz jesteśmy przekonani, iż w czymś jesteśmy dobrzy i w ogóle jestesmy fajni - może być tylko złudzeniem. Gdyż NA TĘ CHWILĘ nam się tak wydaje. A za kilka lat możemy spojrzeć na swoje poczynania i pomyśleć "jaka ja wtedy byłam młoda i głupia...". Na przykład.
Więc zamiast teraz się zaperzać, po prostu, spójrzcie na siebie za 10 lat i sprawiedliwie oceńcie.
tylko zgłaszają sprawę do dyrekcji, która następnie wyciąga konsekwencje. Sytuacja ze szkołą tańca jest analogiczna.
No tak. Czyli pracownik ponosi odpowiedzialność za uczestników zajęć. Obojętnie przed kim, w jakiej formie i jaki będzie finał sprawy.
Skoro dyrekcja wyciąga konsekwencje, to pracownik jest odpowiedzialny. Proste.
Niśko kochana, ja o tym wiem doskonale - absolutnie się nie zaperzam, gdyż żadnych zajęć póki co nie prowadzę, ba - nie pracuję zarobkowo, czy to na czarno czy na umowę, więc nikt nie ma do moich rodziców pretensji o nic, a i ja za nikogo nie odpowiadam (w końcu nawet za samą siebie, przynajmniej wg prawa). Moje posty nie posiadają żadnego negatywnego ładunku emocjonalnego, nie ciskam się bo nie ma o co... Staram się po prostu przedstawić zdanie drugiej strony - czy jest w tym coś złego? Syty głodnego nie zrozumie - zgadzam się, że za 10 lat mogę złapać się za głowę wspominając mój obecny światopogląd, ale dokładnie w ten sam sposób nikt dojrzały nie pojmie w 100%, co mam na myśli pisząc to wszystko. Tak było zawsze, nie tylko teraz słyszy się "teraz tak myślisz, kiedyś Ci się odmieni" :) Po prostu nie przepadam za generalizowaniem w żadną stronę, w ogóle nie lubię schematów, dlatego takie myślenie o ludziach w danym wieku, danej profesji, narodowości, orientacji, koloru włosów etc. zawsze spotyka się z moim potępieniem. O.
Mało kto powie o sobie "jestem niedojrzały jeszcze, mam pstro w głowie"
Niśku, w jakimkolwiek wieku jesteśmy, oceniamy się porównując z naszą przeszłością, a nie z przyszłością. Więc na każdym etapie wydajemy się sobie lepsi niż wcześniej... Jakkolwiek to zabrzmi, pamiętam siebie w wieku nastoletnim i byłam taka jak Abir, bardzo łatwo brałam do siebie uwagi ogólne, byłam wrażliwa jak obdarta ze skóry ;) Tak po prostu jest :)
prawdą jest, co pisze Niśka - inaczej spojrzycie na siebie za ileś lat ;) :) i to na prawdę nie chodzi o czepianie się, bo ja sama uczyłam jako nastolatka i rozumiem Was doskonale, ale świat jest jaki jest ... uogólnianie niestety było, jest i będzie czy nam się to podoba czy nie i chociaż sama też*go nie lubię, to niestety tak to działa. Przeprowadza się np. jakieś statystyki i na ich podstawie wysnuwa wniosek - na ile się z nim zgadzamy to inna rzecz.
Vasanto tak - chodziło mi też o moralną odpowiedzialność, oprócz tego może wchodzić w grę cywilna, karna, których zakres jest baaardzo różny i dlatego nie chciałam wchodzić w szczegóły
Pytanie co to ma do jakości prowadzonych zajęć? :D
Niesprawiedliwość boli, szczególnie, gdy wypowiadają się osoby Cię nie znające.
Vasanto, jeśli ona pracowała w sklepiku,
Jaka ona? "Klasa technikum prowadziła sklepik." Cytat z wypowiedzi Firyal.
to ktoś musiał być właścicielem tego sklepiku
Uhm. Szkoła.
a więc ktoś musiał wyrazić na to zgodę.
Uhm. Nauczyciele. Chyba w ramach miniprzedsiębiorstwa był prowadzony ten sklepik, bo AFAIR to była klasa ekonomiczna technikum.
Czyli ten ktoś by ponosił odpowiedzialność za to, że pozwolił na pracę osobom nie spełniającym podstawowych wymogów.
Formalnie nikt nie pracował, i w tym sęk. Po raz setny powtórzę, że niezależnie od tego, czy ktoś pracuje na czarno, czy jest formalnie zatrudniony - odpowiedzialność ponoszą rodzice. A jeśli jest zatrucie, to przychodzi Sanepid i nakłada grzywnę. Nikt nie idzie za to do więzienia.
W przypadku zajęć z tańca, podobnie jak w przypadku lekcji w szkole, czy na uczelni, bezpośrednim "sprawcą" lekcji i aktywności uczestników zajęć jest prowadzący, a więc to on, moim zdaniem, winien ponosić odpowiedzialność za uczestników podczas ich obecności w sali, w której są zajęcia. Tak jest na pewno na uczelniach. Czemu w szkole tańca miałoby być nagle inaczej?
Czyli jeśli student skręci nogę w kostce, to Ty idziesz do więzienia?
Tak mi mówili, jak byłam w szkole - że nie mogę np. na lekcji iść do toalety, bo jak coś mi się stanie, to nauczyciel pójdzie do więzienia. Zawsze myślałam, że to takie gadanie, bo nie słyszałam nigdy, żeby za coś takiego siedzieć. Jaki jest paragraf na to?
Więc zamiast teraz się zaperzać, po prostu, spójrzcie na siebie za 10 lat i sprawiedliwie oceńcie.
Wszyscy spójrzmy. Proponuję zamknąć ten temat i otworzyć za 10 lat, żeby wszyscy wypowiadający mogli dorosnąć - bo 10 lat to przepaść jest i KAŻDY, nawet osiemdziesięciolatek, może spojrzeć wstecz i powiedzieć: jaka ja byłam głupia 10 lat temu.
Na'imah - odpowiedzialność moralna to kategoria, którą rozważa się w całkowitym oderwaniu od wieku i sytuacji prawnej danej osoby, i w tym przypadku naprawdę nie wiem, o co Ci konkretnie chodzi. Jaką odpowiedzialność moralną może ponosić instruktorka? Że powie kursantkom, że BD to to samo co striptiz? Jeśli jest durna, to mając 15 i 50 lat będzie spała spokojnie po udzieleniu takiej informacji - bo sankcją przy odpowiedzialności moralnej mogą być tylko i wyłącznie wyrzuty sumienia.
Skoro dyrekcja wyciąga konsekwencje, to pracownik jest odpowiedzialny. Proste.
Dyrekcja wyciągnie konsekwencje poźniej, kiedy już sama oberwie od skarżącego.
A generalnie pracodawca odpowiada za fakt, że pracownik jest: nieprzeszkolony / bez badań lekarskich / bez kursu BHP / bez wystarczających kompetencji itp. itd. - i został przez tegoż pracodawcę dopuszczony do pracy w jego firmie.
No tak. Czyli pracownik ponosi odpowiedzialność za uczestników zajęć. Obojętnie przed kim, w jakiej formie i jaki będzie finał sprawy.
Skoro dyrekcja wyciąga konsekwencje, to pracownik jest odpowiedzialny. Proste.
Oczywiście, że ponosi - albo przed pracodawcą, albo przed rodzicami. Ale w przypadku osoby nieletniej - nie prawną. Dlatego właśnie nie pojmuję, w czym problem ze strony klienta.
Jeśli chodzi o "inne spojrzenie na siebie" - zgadzam się, z tym że w tym przypadku (ogólnie w przypadku całej tej dyskusji) nie za bardzo rozumiem, czego zmiany w spojrzeniu mają dotyczyć.
Dyrekcja wyciągnie konsekwencje poźniej, kiedy już sama oberwie od skarżącego.
I robi to na własną odpowiedzialność, z czym musi się pogodzić zatrudniając jakiegokolwiek pracownika.
Gato, no widzisz. Na ogół zawsze wydajemy się lepsi niż wcześniej, ale za kilka lat może się okazać, że będziemy jeszcze lepsi.
Pisze "na ogół" bo oczywiście mogą się trafić tacy, którzy stoczą się w tzw. międzyczasie i popadną choćby w alkoholizm... acz nie wiem, czy oni są w stanie i skłonni do sprawiedliwego oceniania siebie.
Piszesz, że kiedy byłaś w wieku Abir brałaś łatwo uwagi do siebie. Odnosze wrażenie, że Abir też łatwo bierze uwagi do siebie. Jak widać - w tym zakresie wiele się nie zmieniło ;)
Tak po prostu w tym wieku jest. Bardziej jesteśmy wyczuleni na siebie i na oceny innych. Tak jest - i nie ma co się tu oburzać. Psychika ludzka tak łatwo się nie zmienia, przynajmniej w ogólnych zarysach.
Nunah, ależ oczywiście. Ty nie rozumiesz mojego stanowiska i tego, co ja czuję, bo jesteś ode mnie ponad 2 razy młodsza. Ja z kolei patrzę na Was, nastolatki, z perspektywy siebie w podobnym wieku, bo taki mam punkt odniesienia.
Nie rozumiem zachowań koleżanki, która ma depresję, a ona nie rozumie moich zachowań.
To naturalne.
vBulletin® v4.0.8, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.