An Najma [an nadżma]
19-08-2010, 16:38
An Najma WOO – Wszystko o Oriencie, co chcielibyście wiedzieć ale boicie się zapytać.
Odcinek 1 "Nasz pierwszy raz... z Arabami"
Port El Kantoui, Tunezja. Po wizycie na plaży w pierwszym dniu pobytu idziemy na miasto zjeść coś i pozwiedzać.
„Dobra, dobra zupa z bobra!” – zaczepia pierwszy „straganiarz” torując nam drogę i prawie że siłą wciskając do swojej budki w galabijami. Nie jesteśmy zainteresowani i z uśmiechem wycofujemy się wymawiając obiadem.
„Hej, hej! Russia? – zaczepia nas kolejny kiedy tylko udaje nam się opuścić pierwszy stragan.
„No, Poland” – odpowiadamy niepewnie przyspieszając kroku – w końcu przede wszystkim chcieliśmy coś zjeść a zakupy może będziemy robić później.
„Aaaa, Poland! Dobzie! Tanio! Doda? Zobać!!! Monika? Karolina?”
„No, thank you” – staramy się grzecznie pożegnać…
„Kaszia? Ahnieszka?” – zgaduje niezmordowany Tunezyjczyk. „Zobać, tanio! Zobać!”. „Głodna jestem i nie chcę tacki z wygrawerowanym imieniem! Jak oni chcą polskie imię grawerować w swoim języku???” Rzucam uwagę do znajomych pod nosem w swoim ojczystym języku, zdradzając objawy lekkiej irytacji. W tym czasie, pan z budki souvenirowej chwyta dwie tacki i wciska mi do ręki.
„Zobać! Your name on it. Tanio!” – bezsilnie przyglądam się srebrnym krążkom. Z opresji wyciąga mnie inny turysta zainteresowany kupnem innego srebrnego kurzołapa. Albo przynajmniej gotowy do targowania. „Matko jedyna! Co będzie jak pojedziemy na souk do Susy?!?” pomyślałam w duchu…
6 budek i 12 sposobów uniknięcia konfrontacji później docieramy do knajpki, w której chcemy w końcu zjeść obiad. W oczekiwaniu na brika i sałatkę z cukinii, popadamy w dyskusję na temat dopiero co doświadczonej nachalności autochtonów. Dlaczego nie chcą zrozumieć, że nie jesteśmy zainteresowani? Dlaczego tak krzyczą kiedy odchodzimy nie dokonując zakupu? Dlaczego muszą najpierw zbadać skąd jesteśmy? Czy myślą, że jak nazwą dziewczynę Doda, to będzie jej miło? Zrobiliśmy nawet test, kiedy nam dadzą spokój zgadując skąd jesteśmy. Ustaliliśmy, że jesteśmy z Monako i byliśmy ciekawi czy w tej zgadywance-wyliczance będą na tyle wytrwali aby się nie poddać, nawet jeśli Monako nie przyjdzie im do głowy. We wszystkich przypadkach to my ucinaliśmy zgadywanie i szliśmy dalej. Nikt nie zgadł, ale też nikt się nie poddał.
Z perspektywy czasu dyskusję tą uznajemy za nierozsądna, a zabawę „Jestem z Monako” za dziecinną i w gruncie rzeczy głupią. Bo ciężko od Arabów oczekiwać, że zrozumieją, że niektóre ich zachowania są dla nas bardzo meczące, wydają się przekroczeniem pewnych norm i wkroczeniem do naszej strefy intymnej. Ale czy to jest ich zła wola? Niechęć do ludzi Zachodu? A może to my nic nie rozumiemy? A może rozumujemy zupełnie inaczej? Czas na rzetelną analizę a nie ocenę…
Staramy się zrozumieć czemu pokojówka w hotelu zwija nam ręczniki w łabędzie i układa pidżamy w fantazyjne wzory kiedy zostawimy jej dinara. A kiedy dinara nie ma, rzuca ręcznik na podłogę w łazience. I czemu przynosi nam świeżutkie ręczniki kiedy wysłuchamy jej wyrażonej łamaną angielszczyzną radości o nadchodzącym ramadanie. Czyż nie jest pokojówką i jej zadaniem nie jest dbanie o nasze ręczniki bez względu na dinary czy chęć rozmowy, lub rozmowy o ramadanie?
A dlaczego niektóre Tunezyjki (a może to nie Tunezyjki?) na plaży ubrane są w jakiś dziwny strój do nurkowania i kąpią się z chustą na głowie a inne (a może to jedynie śniade turystki) chodzą w „normalnych strojach” kąpielowych?
Czy kelner obsługujący arabską rodzinę w restauracji musi bawić się w berka czy w chowanego z najmłodszymi członkami tej rodziny zamiast zająć się także innymi gośćmi?
Czy każdy Tunezyjczyk pracujący przy hotelowym basenie musi nas podrywać?
Czy każdy pokaz tańca brzucha w hotelu jest taki tandetny i bez wyrazu???
Wreszcie pytanie naprawdę istotne: czy my tutaj, w Tunezji, jesteśmy w ogóle bezpieczni? W końcu to również muzułmanie, zarabiają na nas – turystach. Ale czy „nie knuja” może jakiegoś dżihadu???
To tylko drobniutka część rozmyślań i refleksji jakie napłynęły nam do głów podczas pierwszego spotkania z Arabami. Od tej chwili minęło trochę czasu i, zdaje się, nieco dojrzeliśmy. Chcemy dowiedzieć się więcej – w końcu w jakimś sensie jesteśmy z tą kulturą związani – tańczymy brzuchem, wypadałoby wiedzieć więcej o tym, skąd pochodzi.
Walczymy, aby obalone zostały stereotypy związane z tańcem brzucha.
A co robimy aby:
obalić stereotyp Araba
dowiedzieć się czy: kraje arabskie znaczy muzułmańskie
czy muzułmanie z założenia nie akceptują indywidualistycznego, kapitalistycznego i relatywistycznego Zachodu
czy kobieta w stroju nurka na plaży jest ciemiężona czy mając wybór, mimo wszystko samapostanowiła ubrać ten niewygodny strój... czy jest to przejaw reislamizacji???To tylko kilka pytań a jest ich o wilele więcej. Tyle nieporozumień. Często także zupełny brak chęci aby zrozumieć, a przynajmniej spróbować…
Chcemy się otworzyć, podjąć próbę dialogu z naszym własnym zachodnim rozumem, przekonaniem go aby spojrzał na Arabów ich własnymi oczami. Stawiamy sobie pytania i szukamy na nie odpowiedzi u źródeł, w literaturze mniej i bardziej naukowej, u osób, które posiadają wiedzę na temat kultury arabskiej. Dlatego organizujemy cykl spotkań w ramach "An Najma WOO". Podczas wykładów i dyskusji może uda nam się poszerzyć własne horyzonty, dowiedzieć więcej i choć trochę obalić pewne mity jakie narosły wokół Arabów czy islamu.
Następnym razem postaramy się odpowiedzieć na wyżej postawione pytania… Na razie wyjmujemy ziarenko z pustyni zwanej „Dlaczego?”.
Odcinek 2 za czas jakiś - wprowadzamy właśnie arabskie pojęcie czasu ;)
Odcinek 1 "Nasz pierwszy raz... z Arabami"
Port El Kantoui, Tunezja. Po wizycie na plaży w pierwszym dniu pobytu idziemy na miasto zjeść coś i pozwiedzać.
„Dobra, dobra zupa z bobra!” – zaczepia pierwszy „straganiarz” torując nam drogę i prawie że siłą wciskając do swojej budki w galabijami. Nie jesteśmy zainteresowani i z uśmiechem wycofujemy się wymawiając obiadem.
„Hej, hej! Russia? – zaczepia nas kolejny kiedy tylko udaje nam się opuścić pierwszy stragan.
„No, Poland” – odpowiadamy niepewnie przyspieszając kroku – w końcu przede wszystkim chcieliśmy coś zjeść a zakupy może będziemy robić później.
„Aaaa, Poland! Dobzie! Tanio! Doda? Zobać!!! Monika? Karolina?”
„No, thank you” – staramy się grzecznie pożegnać…
„Kaszia? Ahnieszka?” – zgaduje niezmordowany Tunezyjczyk. „Zobać, tanio! Zobać!”. „Głodna jestem i nie chcę tacki z wygrawerowanym imieniem! Jak oni chcą polskie imię grawerować w swoim języku???” Rzucam uwagę do znajomych pod nosem w swoim ojczystym języku, zdradzając objawy lekkiej irytacji. W tym czasie, pan z budki souvenirowej chwyta dwie tacki i wciska mi do ręki.
„Zobać! Your name on it. Tanio!” – bezsilnie przyglądam się srebrnym krążkom. Z opresji wyciąga mnie inny turysta zainteresowany kupnem innego srebrnego kurzołapa. Albo przynajmniej gotowy do targowania. „Matko jedyna! Co będzie jak pojedziemy na souk do Susy?!?” pomyślałam w duchu…
6 budek i 12 sposobów uniknięcia konfrontacji później docieramy do knajpki, w której chcemy w końcu zjeść obiad. W oczekiwaniu na brika i sałatkę z cukinii, popadamy w dyskusję na temat dopiero co doświadczonej nachalności autochtonów. Dlaczego nie chcą zrozumieć, że nie jesteśmy zainteresowani? Dlaczego tak krzyczą kiedy odchodzimy nie dokonując zakupu? Dlaczego muszą najpierw zbadać skąd jesteśmy? Czy myślą, że jak nazwą dziewczynę Doda, to będzie jej miło? Zrobiliśmy nawet test, kiedy nam dadzą spokój zgadując skąd jesteśmy. Ustaliliśmy, że jesteśmy z Monako i byliśmy ciekawi czy w tej zgadywance-wyliczance będą na tyle wytrwali aby się nie poddać, nawet jeśli Monako nie przyjdzie im do głowy. We wszystkich przypadkach to my ucinaliśmy zgadywanie i szliśmy dalej. Nikt nie zgadł, ale też nikt się nie poddał.
Z perspektywy czasu dyskusję tą uznajemy za nierozsądna, a zabawę „Jestem z Monako” za dziecinną i w gruncie rzeczy głupią. Bo ciężko od Arabów oczekiwać, że zrozumieją, że niektóre ich zachowania są dla nas bardzo meczące, wydają się przekroczeniem pewnych norm i wkroczeniem do naszej strefy intymnej. Ale czy to jest ich zła wola? Niechęć do ludzi Zachodu? A może to my nic nie rozumiemy? A może rozumujemy zupełnie inaczej? Czas na rzetelną analizę a nie ocenę…
Staramy się zrozumieć czemu pokojówka w hotelu zwija nam ręczniki w łabędzie i układa pidżamy w fantazyjne wzory kiedy zostawimy jej dinara. A kiedy dinara nie ma, rzuca ręcznik na podłogę w łazience. I czemu przynosi nam świeżutkie ręczniki kiedy wysłuchamy jej wyrażonej łamaną angielszczyzną radości o nadchodzącym ramadanie. Czyż nie jest pokojówką i jej zadaniem nie jest dbanie o nasze ręczniki bez względu na dinary czy chęć rozmowy, lub rozmowy o ramadanie?
A dlaczego niektóre Tunezyjki (a może to nie Tunezyjki?) na plaży ubrane są w jakiś dziwny strój do nurkowania i kąpią się z chustą na głowie a inne (a może to jedynie śniade turystki) chodzą w „normalnych strojach” kąpielowych?
Czy kelner obsługujący arabską rodzinę w restauracji musi bawić się w berka czy w chowanego z najmłodszymi członkami tej rodziny zamiast zająć się także innymi gośćmi?
Czy każdy Tunezyjczyk pracujący przy hotelowym basenie musi nas podrywać?
Czy każdy pokaz tańca brzucha w hotelu jest taki tandetny i bez wyrazu???
Wreszcie pytanie naprawdę istotne: czy my tutaj, w Tunezji, jesteśmy w ogóle bezpieczni? W końcu to również muzułmanie, zarabiają na nas – turystach. Ale czy „nie knuja” może jakiegoś dżihadu???
To tylko drobniutka część rozmyślań i refleksji jakie napłynęły nam do głów podczas pierwszego spotkania z Arabami. Od tej chwili minęło trochę czasu i, zdaje się, nieco dojrzeliśmy. Chcemy dowiedzieć się więcej – w końcu w jakimś sensie jesteśmy z tą kulturą związani – tańczymy brzuchem, wypadałoby wiedzieć więcej o tym, skąd pochodzi.
Walczymy, aby obalone zostały stereotypy związane z tańcem brzucha.
A co robimy aby:
obalić stereotyp Araba
dowiedzieć się czy: kraje arabskie znaczy muzułmańskie
czy muzułmanie z założenia nie akceptują indywidualistycznego, kapitalistycznego i relatywistycznego Zachodu
czy kobieta w stroju nurka na plaży jest ciemiężona czy mając wybór, mimo wszystko samapostanowiła ubrać ten niewygodny strój... czy jest to przejaw reislamizacji???To tylko kilka pytań a jest ich o wilele więcej. Tyle nieporozumień. Często także zupełny brak chęci aby zrozumieć, a przynajmniej spróbować…
Chcemy się otworzyć, podjąć próbę dialogu z naszym własnym zachodnim rozumem, przekonaniem go aby spojrzał na Arabów ich własnymi oczami. Stawiamy sobie pytania i szukamy na nie odpowiedzi u źródeł, w literaturze mniej i bardziej naukowej, u osób, które posiadają wiedzę na temat kultury arabskiej. Dlatego organizujemy cykl spotkań w ramach "An Najma WOO". Podczas wykładów i dyskusji może uda nam się poszerzyć własne horyzonty, dowiedzieć więcej i choć trochę obalić pewne mity jakie narosły wokół Arabów czy islamu.
Następnym razem postaramy się odpowiedzieć na wyżej postawione pytania… Na razie wyjmujemy ziarenko z pustyni zwanej „Dlaczego?”.
Odcinek 2 za czas jakiś - wprowadzamy właśnie arabskie pojęcie czasu ;)