Pokaż pełną wersję : Beata & Horacio Cifuentes APEL (pirackie kopie płyt)
Mona Monne
17-09-2010, 19:54
znalazłam, więc wstawiam:
Music Pirating by International Bellydance Teachers
http://www.youtube.com/watch?v=hVGboCdCkZ4&feature=channel
bezczelność. A jak już powiedział, że ten złodziej był u nich jako gość, to już w ogóle. W głowie mi się nie mieści.. :\
Estraven
17-09-2010, 22:56
Z tego wszystkiego najbardziej dziwi mnie, że do spiracenia wydawanej przez berlińską szkołę muzyki doszło dopiero teraz - czy też - że wydaje się to być pierwszy raz, kiedy państwo C. się z tym spotkali.
Chyba, poczuli się szczególnie poruszeni sposobem, w jaki do sytuacji doszło (ten gość z ustami pełnymi pochwał, podjęty prezentami i propozycją współpracy przy sprzedaży, etc., który okazał się oszustem) i nie chcą, żeby w jakikolwiek sposób obecnie istnego z nimi kojarzono.
Ale tak czy tak, paskudne.
:eek::eek::eek::eek::eek::eek::eek::eek::eek::eek: :eek::eek::eek::eek::eek::eek::eek::eek::eek::eek: :eek::eek:
weekend byl pelen pieknych wrazen, adrenalina opadla i jestem juz totalnym flakiem, do tego jestem chora... ale moja szczeka znalazla sile, zeby opasc. a raczej gruchnac z hukiem. khaled mahmoud??? lubna emam tez????
O kurczę, ale się porobiło. Nie chce mi się wierzyć w to co słyszę, że takie nazwiska mogły zrobić coś takiego? Może to nieporozumienie albo Khaled, Lubna, Mohamed inaczej rozumieją upowszechnianie muzyki? Może uznali, że sprzedając te płyty POPULARYZUJĄ Cifów? Ale ludzie... sprzedaż pod własnym nazwiskiem? :/
Niech ktoś mądry skomentuje... :(
bollyanna
20-09-2010, 09:31
Ja tego nie rozumiem. Jak tak można??? I przecież nie chodzi tu o jakichś domorosłych, nikomu nieznanych instruktorów, ale o wielkie sławy!
Przykro :(
astonvilla
20-09-2010, 10:13
wow.... widać świństwa się zdarzają na każdym szczeblu... bardzo mi się podoba w Cifuentesach, że walczą o swoje już kolejny raz i to z taką klasą, na spokojnie bez krzyków, chyba najlepszy sposób na takie coś...
Mona Monne
20-09-2010, 11:51
Zgadzam się. Ich zachowanie pokazuje klasę i profesjonalizm.
prawda-to przykre
cały ten proceder ewaluował, gdyż kiedyś muzyke warsztatową dostawało się w cenie zajęć i to było uczciwe bo nauczyciel nie czerpał profitów bezpośrednio ze sprzedaży płyt
Amerykanki które uczulone sa na punkcie sprzedaży płyt i najczęsicej zakazujące nagrywania zajęć sprzedawały wszystko-niekiedy też muzykę piracką.
I tak po jakims czasie na większości warsztatów pojawiła się myzyka na sprzedaż.
Nie pochawlam tego ale jak nie kupić płyty jesli chce się ćwiczyć nauczona chorkę w domu a tytuł piosenki oględnie nazwany jest oriental lub drum solo???
Nie ma za bardzo wyjścia. Gdybym miała wybór wolałabym dołozyć 10 dolarów i kupic orginał.Tylko co jesli go nie ma?
Nie tylko nauczyciele przyczyniają się do tego procederu. Warsztatowiczki przeciez też zrzucając się na płyty , kopiują między sobą a potem wykorzystują to na zajęciach i występach. Przykre ale bardzo pospolite i cięzko to będzie wykrzewić
Z drugiej strony istnieja takie organizacje jak zaiks które tez nie zawsze postępuja uczciwie a zostały powołane by chronić interesy artystów.
Ja posiadam w swoich zbiorach trochę utworów autorów nigdzie nie zrzeszonych w żadnych organizacjach i nie czerpiących profitów z tego,że takie instytucje pobierają od nas-włascicieli szkół i organizatorów imprez opłaty. Po prostu zostaje to w kasie zaiksu i tym podobnych. Znam tez przypadek muzyka do którego przyszedł przedstawiciel takiej organizacji i zażądał opłaty, mimo tego że on na zajęciach posługuje się wyłącznie muzyką swojego autorstwa. Wywiązała się ostra wymiana zdań bo wyszło na to,że sam artysta ma płacić tej organizacji kasę za to ze odtwarza własne dzieła w szkole.
Takie rzeczy tylko w erze....
Warsztatowiczki przeciez też zrzucając się na płyty , kopiują między sobą a potem wykorzystują to na zajęciach i występach.
Ale by tak nie robiły, gdyby nauczyciel nie żądał sobie za np. płytę z 10 utworami 100 zł. Nie robiły by tak, gdyby koszt płyty był realny - a nie wzięty z kosmosu.
Znam tez przypadek muzyka do którego przyszedł przedstawiciel takiej organizacji i zażądał opłaty, mimo tego że on na zajęciach posługuje się wyłącznie muzyką swojego autorstwa. Wywiązała się ostra wymiana zdań bo wyszło na to,że sam artysta ma płacić tej organizacji kasę za to ze odtwarza własne dzieła w szkole.
TAK. Jeśli artysta sprzedał prawa do swojego utworu oznacza to, że nie może go wykonać bez zgody instytucji, której sprzedał. Sprzedał swoje dzieło. Po prostu. Jak samochód.
Takie rzeczy trafiają się wszędzie, gdzie mowa o prawach autorskich. Dlatego zawierając umowę z takimi instytucjami, trzeba ją gruntownie przeczytać, a wcześniej zorientować się w prawie autorskim i zdecydować, czego się chce.
Ło matko!!! a kto to takie ceny za cd sobie śpiewa???
Niemniej jednak to i tak jest piractwo-jakby nie patrzeć
W przypadku tego kolegi-on nie sprzedał praw do swojego utworu żadnej instytucji więc wyszło na to,że po 1 nie ma profitów od nikogo a po 2 ma płacić za to,że gra to co sam stworzył
Co do cen płyt - wystarczy pójść na warsztaty z międzynarodową gwiazdą. Przecież 25 euro to 100 zł? A nie wierzę, aby koszt wyprodukowania jednej bidnej płytki z kilkoma utworami był w większości krajów dużo wyższy niż w Polsce.... Prestiż prestiżem, ale przecież i tak takie warsztaty są droższe, to czemu jeszcze wymyślają wygórowane ceny za swoje płytki? Żeby to jeszcze było Bóg wi co...
A co do kolegi - sądzę, że to było nieporozumienie.
W przypadku tego kolegi-on nie sprzedał praw do swojego utworu żadnej instytucji więc wyszło na to,że po 1 nie ma profitów od nikogo a po 2 ma płacić za to,że gra to co sam stworzył
To jest jakiś totalny absurd. Przecież płaci się właśnie po to, żeby artysta miał profity - więc formalnie powinien zapłacić za odtwarzanie, a potem dostać te pieniądze jako artysta.
A ta sytuacja wyżej mnie szokuje.
o tak to był absurd ale i kupa nerwów dla znajomego.
Ja uważam ,że muza warsztatowa jeśli nie jest oryginalna powinna być udostępniana za darmo-nie od razu cała płyta ale konkretny kawałek będący przedmiotem zajęć. Do tego powinny byc w ofercie oryginalne płyty-jesli ktoś sobie życzy posiadac więcej niz ten 1 kawałek, ma możliwośc kupić płytę. Ale to raczej marzenia ściętej głowy
Blancari
21-09-2010, 09:30
Zdaje się, że w Niemczech jest (lub była) taka możliwość, że instruktor mógł udostępnić kursantom utwór do którego prowadził zajęcia. Podpadało to pod materiały edukacyjne czy jakoś tak.
Szkoda, że u nas tak nie ma.
Estraven
21-09-2010, 12:30
Szkoda, że u nas tak nie ma.
Byłoby, gdyby dało się "podciągnąć" kurs pod działalność edukacyjną, najlepiej prowadzoną w ramach oficjalnej placówki o takim właśnie profilu. Swobodne wykorzystanie wielu materiałów chronionych copyrightem jest możliwe, o ile wiąże się to z działalnością naukową czy oświatową - np. użycie jakiegoś filmu, zdjęć czy tekstu jako ilustracji wykładu nie wymaga zgody autora ani wypłaty wynagrodzenia, pod warunkiem honorowania praw osobistych autora (podanie kto to, źródła, etc.).
Roksolanka (Naima)
27-09-2010, 00:00
Estraven, pisz dużo i obficie, bo widzę, że masz ciekawe i przydatne rzeczy do powiedzenia.
:thumbsup:
Jest to okropne! Strasznie, ale to strasznie nienawidzę oszustów!
Estraven ma rację - jeśli coś jest wykorzystywane w celach edukacyjnych zazwyczaj można to kopiować i pobierać za to opłatę, która zwróci koszt płyt (i tak zazwyczaj się zaokrągla tę sumkę ;) ).
(Tutaj sytuacja nie dotyczy muzyki, ale kontekst jest ten sam)
Spotkałam się ostatnio z sytuacją, gdzie autorzy ilustracji zgodzili się tylko na wyświetlenie na wykładzie grafiki, ale już przekazywanie jej w skrypcie nie wchodziło w rachubę.
Tak więc bywa różnie i potrzebny nam dobry prawnik ;p bo w dobie mp3 i internetu ciężko stwierdzić, co nam tancerkom wypada a co nie...
Estraven ma rację - jeśli coś jest wykorzystywane w celach edukacyjnych zazwyczaj można to kopiować i pobierać za to opłatę, która zwróci koszt płyt (i tak zazwyczaj się zaokrągla tę sumkę ;) ).
Ale czy to dotyczy też muzyki?
Bo wobec książek to ma na pewno zastosowanie, nie wiem, czy filmów też (filmy do celów edukacyjnych są specjalnie oznaczone, takiego normalnego nie wolno puszczać uczniom, bo to już jest "publiczne odtworzenie").
Vasanto - niestety 100% pewności nie mam, bo jest mnóstwo niuansów.
Wiem, że w wypadku większości (większości - nie wszystkich) filmów i utworów muzycznych - można je bezkarnie wykorzystywać, jeśli powstały ponad 50 lat temu ;P i w chwili, gdy odtwórca lub osoba posiadająca prawa autorskie nie żyje i nie przepisała ich swoim potomkom itd... Więc jest to na tyle skomplikowane, że trudno w pełni powiedzieć... Musiałby wypowiedzieć się specjalista;)
Estraven
02-10-2010, 06:41
Ale czy to dotyczy też muzyki?
Dotyczy wszystkich utworów oryginalnych, czyli muzyki również. Zasady precyzuje Oddział 3 Rozdziału 3 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 (z późniejszymi zmianami), art. 27.
Wiem, że w wypadku większości (większości - nie wszystkich) filmów i utworów muzycznych - można je bezkarnie wykorzystywać, jeśli powstały ponad 50 lat temu ;P i w chwili, gdy odtwórca lub osoba posiadająca prawa autorskie nie żyje i nie przepisała ich swoim potomkom itd...
Według prawa przyjętego obecnie w Polsce zasada "martwej ręki" rzeczywiście obejmuje wszystkie utwory, od śmierci autora których minęło 70 lat (teraz już 70, jeszcze w 1994 roku było 25 lat, potem jakiś czas 50). O ile autor odszedł wcześniej albo jest nieznany, ochronie podlegają rejestracje utworu (czyli prawa producentów), chyba że minęło już 70 lat od ich upowszechnienia (art. 36-39).
W przypadku muzyki oznacza to, że można wykorzystać taki utwór w wersji oryginalnej, wykonując go publicznie żywym muzykiem, albo odtworzyć nagranie wydane ponad 70 lat temu. Ochronie będą podlegać też wszystkie późniejsze "autorskie" wersje utworu (przetworzenia, aranżacje, rozwinięcia, etc.) o ile tak czy inaczej nie przeszły progu tych 70 lat.
Tyle, że jeśli wykorzystanie ma charakter komercyjny, osiągający dzięki temu zyski wydawca czy producent jest zobowiązany do wpłaty 5-8% uzyskanej sumy brutto na Fundusz Promocji Twórczości.
Dotyczy wszystkich utworów oryginalnych, czyli muzyki również. Zasady precyzuje Oddział 3 Rozdziału 3 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 (z późniejszymi zmianami), art. 27.
Dokształciłam się, bardzo dziękuję :)
Tyle, że jeśli wykorzystanie ma charakter komercyjny, osiągający dzięki temu zyski wydawca czy producent jest zobowiązany do wpłaty 5-8% uzyskanej sumy brutto na Fundusz Promocji Twórczości.
Jeśli dobrze zrozumiałam - każda tancerka na występie komercyjnym, każda instruktorka na zajęciach. Martwy przepis chyba :p
Estraven
02-10-2010, 11:37
Jeśli dobrze zrozumiałam - każda tancerka na występie komercyjnym, każda instruktorka na zajęciach. Martwy przepis chyba :p
Też mnie to zastanawia... W zasadzie powinno być tak właśnie - że w każdej z wymienionych sytuacji Fundacja (albo ZAiKS) dostają swój "haracz". Jeśli tak się nie dzieje, to zapewne dlatego, że nikt nie wpadł do tej pory na pomysł, żeby powszechnie tego żądać. Albo też brak przepisów wykonawczych dla szczególnych przypadków czy ich prawnej definicji...
Być może z tą praktyką jest trochę podobnie jak z piwem w Warsie - przez wiele lat było dostępne i nikt nie zwracał na to uwagi, byle pasażer wagonu nie demontował podczas jazdy. Potem jednak znalazło się paru dziennikarzy, którzy postanowili zarobić na wierszówkę, przypomnieli istniejące od dawna przepisy, rozdmuchali sprawę i... piwo zniknęło z menu bufetów w pociągach pospiesznych w ruchu krajowym. Ciekawe, że krótko później zniknęły też same bufety :unsure:
rozdmuchali sprawę i... piwo zniknęło z menu bufetów w pociągach pospiesznych w ruchu krajowym. Ciekawe, że krótko później zniknęły też same bufety :unsure:
A teraz to nawet i pociągów pospiesznych nie ma :D;)
A zajęcia odbywają się najczęściej w miejscach, w których i tak ZAIKS jest opłacany (teoretycznie), tak samo koncerty i występy komercyjne - hotel, restauracja, klub przecież opłacają ZAIKS na co dzień, jedna piosenka mniej, jedna więcej ZAIKSowi różnicy nie robi.
Bashira Qamar
02-10-2010, 12:27
Ogólnie w teorii wszyscy musza opłacać ZAIKS kiedy upubliczniają muzykę (tak jak na przykład na zajęciach) ale nikt tego nie robi. Gdyby ZAIKS zaczął przeprowadzać kontrole to byłoby niewesoło.
Tancerka powinna zaznaczyc, że ZAIKS na imprezie opłaca organizator, ale tymbardziem _musi_ znać autora utworu/zespół wykonujący/album z którego pochodzi utwór i podać je organizatorowi żeby on mógł je zgłosić do ZAIKSu (jeśli tego nie zrobi -to juz nie nasz problem :P)
Z drugiej stony jest inny niefajny problem. Jeśli muzyk nie jest zarejestrowany w ZAIKSie ale nie okreslił że nie chce pobierać tantiemów z tytułu odtwarzania jego utworów ZAIKS i tak za niego pobiera "haracz" po któy teoretycznie ten muzyk moze się kiedyś zgłosić. Terefere. a zonk w tym wszystkim jest taki, że nie ma w polsce alternatywy dla tego (piiiiip) ZAIKSu.
Ogólnie w teorii wszyscy musza opłacać ZAIKS kiedy upubliczniają muzykę (tak jak na przykład na zajęciach) ale nikt tego nie robi.
Ale tancerka zatrudniana przez klub fitness/szkołę tańca/inną firmę w ogóle nie musi się interesować ZAIKSem. Załatwia to za nią pracodawca, tak jak ZUS i inne tego typu opłaty.
Ja z kolei zetknęłam się z sytuacją, w której właścicielka lokalu opłaciła ZAIKS na rok z góry - i nie dostała nawet potwierdzenia od nich, że coś przyszło. Kontrola? A tam w ogóle ktoś ŻYJE w tej instytucji?
a zonk w tym wszystkim jest taki, że nie ma w polsce alternatywy dla tego (piiiiip) ZAIKSu.
ZAIKS i jego zasady jest tak samo niedzisiejszy jak SANEPID.
I smutne jest to, że mają monopol.
Alternatywą dla ZAIKSu jest korzystanie z muzyki na licencji typu CC, ale wiadomo, że wybór jest mniejszy, no i zawsze jest ryzyko, że ZAIKS przyleci i będzie trzeba zapłacić i tak, bo jak udowodnisz, że puszczasz tylko CC?
Dla Sanepidu nie ma alternatywy.
Estraven
02-10-2010, 12:49
Alternatywą dla ZAIKSu jest korzystanie z muzyki na licencji typu CC, ale wiadomo, że wybór jest mniejszy, no i zawsze jest ryzyko, że ZAIKS przyleci i będzie trzeba zapłacić i tak, bo jak udowodnisz, że puszczasz tylko CC?
W pewnych sytuacjach jest jeszcze jedna możliwość, chociaż skomplikowana, wymaga bowiem dogadania się z wykonawcami, którzy nagrają materiał oparty o różne tradycyjne utwory, które z dawna nie są pod ochroną albo i nigdy nie były, po czym podpiszą z korzystającym umowę o użyczeniu praw do tych wykonań. Na co dzień niewykonalne albo i niecelowe, jak sądzę, ale niekiedy pewnie tak.
Wtedy ZAiKS zostaje z mety "za burtą" wraz z potencjalnymi przepychankami, o których napisała wcześniej Bashira Qamar.
vBulletin® v4.0.8, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.