PDA

Pokaż pełną wersję : Belly-dance jako choroba zakaźna przenoszona drogą kontaktu wzrokowego



Admin
11-02-2008, 00:26
Belly-dance jako choroba zakaźna przenoszona drogą kontaktu wzrokowego


Autor: Anielskaharmonia

Czymże jest taniec, jeśli nie drżeniem prześwietlonej słonecznym promieniem kropli rosy uwięzionej w pajęczej sieci bytu. Przefiltrowane przezeń bezbarwne światło skrzy się feerią barw zwaną w świecie fizyki widmem ciągłym, a po ludzku - tęczą. Tak jak to neutralne, białe światło tak i my dzielimy się na tych, którzy tańczyć umieją, na tych, którzy tańczyć lubią (niekoniecznie tę umiejętność opanowawszy) oraz tych, którzy lubią patrzeć jak robią to ci, którzy umieją. Należąc po trosze do dwóch ostatnich kategorii dnia pewnego zostałam uwiedziona, zniewolona, ubezwłasnowolniona a na koniec oddana w służbę bogini Izydy.

Przeglądając w saloniku prasowym czasopismo poświęcone ezoteryce trafiłam na artykuł anonsujący warsztaty z szamanem o spotkaniu, którego marzyłam od jakiegoś czasu przeczytawszy uprzednio wszystko, co się na jego temat ukazało. Wreszcie! Bardziej indiański niż sam Winnetou przybywał do nas z Peru. O zgrozo, z własną żoną!
Dla ilustracji zamieszczono zdjęcie, na którym obok ogorzałego szamana widniała ona, Evelyn - brazylijska blond mistrzyni tańca brzucha. Zdecydowanie nie spodobała mi się ta pani o wyglądzie zimnej nordyckiej kury domowej. Nijak nie pasowała do wizerunku żony tajemniczego Mallku (i kto powiedział, że w ogóle szaman ma mieć jakąkolwiek żonę!). Do tego ten jej taniec, taniec brzucha kojarzący się raczej z turystycznymi atrakcjami nocnych klubów niż ze ścieżką inicjacji Inków.
Czy szamanizm i taniec brzucha mogą mieć cokolwiek wspólnego? Otóż bywa, że i owszem, choć Peru z Persją, poza wspólnym "P" łączy tyle, co amerykańskich Indian z Indiami.

Brazylijka ubrana w brązowy, flauszowy płaszcz i krótkie botki siedziała skromnie u boku swego mężczyzny rozprawiającego o duchowym aspekcie związków. Potakiwała, robiła notatki, pomagała mu zdjąć sweter, gdy do sali zajrzało słońce, czesała jego długie, czarne włosy z miłością i oddaniem, jakie nieczęsto mam okazję obserwować. Całą uwagę przyciągał jednak on - James Arévalo Merejildo, wcieleniowy Inkas o przydomku pochodzącym od świętego kondora - Mallku ...aż do czasu, gdy zapowiedział on krótki pokaz tańca swej połowicy.

Zrzuciwszy płaszcz, Evelyn ukazała się w białych leciutkich szarawarach, złotym pasie i takimż skromnym staniczku. Ponad dwadzieścia par oczu zwróciło się ku jej wijącej się w rytmicznie zgrabnej sylwetce. Z otwartymi ze zdumienia ustami i wypiekami na twarzach obserwowaliśmy metamorfozę bezbarwności skrzydełek pospolitej kurki w zjawiskowej urody tęczę kolibrzych piórek. Jej zabarwiona brzoskwiniową nutą, rozgrzana tańcem skóra mieniła się blaskiem charakterystycznym dla szczęśliwej, spełnionej, bujnie kwitnącej kobiecości. Jej rozwibrowane, giętkie ciało roztaczało złocistą poświatę. Ta stojąca niemal w miejscu postać każdym poruszeniem podkreślała rytm bębna. Jej biodra wirowały powodując unoszenie się i opadanie złotych ozdób w taki sposób i w takiej właśnie chwili, w jakiej oczekiwała tego tancerka. Żaden z widzów nie śmiał wykonać najmniejszego gestu - oniemiałe kamienne posągi rozpalone nieznanym płomieniem dalekich, egzotycznych ognisk pierwotnych wędrowców. W chłodnej sali zrobiło się raptem bardzo ciepło. Mallku pomagał zmieniać strój żonie, z której był ewidentnie bardzo dumny. Teraz w złotej spódnicy tańczyła kolejno z sagatami, woalem, skrzydłami Izis.

Jedna z uczestniczek warsztatów powiedziała coś, co głęboko utkwiło w mej pamięci. Zapytała, więc, a raczej skonstatowała: czy jest na świecie mężczyzna, który mógłby oprzeć się Evelyn, gdy tańczy. Z pewnością nie było wówczas nie tylko takiego mężczyzny, lecz i żadnej kobiety, która nie pozostałaby pod silnym wrażeniem urody, ekspresji, ogromnej wrażliwości i profesjonalizmu tancerki. Daleka od zbędnego szokowania wyzywającą dwuznacznością roztoczyła przed widzami czar skromnej, acz pewnej siły swego zmysłowego wdzięku istoty.

Po dwóch latach, z dwudniowych warsztatów ze znanym krzewicielem kultury andyjskiej, autorem "Przebudzenia Pumy" i szamanem w jednej osobie pamiętam głównie wrażenie, jakie wywarła na mnie "dodatkowa atrakcja", jak też miłość i oddanie, jakim darzyło się tych dwoje ludzi; peruwiański szaman i brazylijska tancerka tańca brzucha o włosach koloru miodu. Byli jak idealnie pasujące do siebie, choć pochodzące z różnych zestawów klocki Lego. Mallku nie musiał nic mówić o bliźniaczych płomieniach, co było przewodnim tematem jego wykładów. Wystarczyło popatrzeć na tę wyjątkową parę, na dialog ich ciał, wyznania bez słów, wzajemną troskę, wsparcie i dumę z osiągnięć partnera.

Ziarno tamtych wydarzeń kiełkowało powoli. W odległych krańcach świata wciąż poszukiwałam tego, „co Tygrysy lubią najbardziej" przechodząc obok znajdującego się tuż tuż obok przysmaku całkiem obojętnie. Pewnego dnia zmęczona wędrówką po wyboistej drodze pełnej ostów, ot tak, od niechcenia wpisałam w wyszukiwarkę "taniec brzucha". Okazało się, że nie muszę pielgrzymować by posmakować ulubionego przez wielkiego, rozbrykanego kota tranu, bo wszystko, czego naprawdę potrzebujemy przychodzi do nas, gdy jesteśmy na to gotowi.

Nie każda z nas może i musi tańczyć jak mistrzyni. Warto jednak zaznać niezrównanej słodyczy tego tańca. A że sam w sobie harmonijny to i harmonię w nas budzi i przyciąga... a jak wiadomo do harmonii zwykle przyczepiony bywa jakiś harmonista.
Oby był Twym bliźniaczym płomieniem.


Z przepastnych, zakurzonych archiwów własnych zwojów mózgowych na światło dzienne wydobyła Anielskaharmonia

Semiramis
13-02-2008, 23:30
Piękne.. Równie piękne jak 'Taniec Motyla'.. :D

Nunah
11-05-2009, 16:47
bo Anielska czaruje nie tylko tańcem, ale i słowami :) piękne

zohra34
05-09-2009, 06:36
nice thanks:):thumbsup:

Layla1700
26-09-2009, 15:58
Niesamowity artykuł:)Gratuluje:)

Chciałabym żeby kiedyś jak będę tańczyła,wystepowała właśnie w ten sposób odbierali mnie ludzie..

majojka
16-11-2009, 14:46
cudowne