Pokaż pełną wersję : Choreografia
CHOREOGRAFIA
Autor: Shimma
Połową sukcesu (podczas występu) jest doskonała choreografią. Z własnych doświadczeń zebrałam kilka wskazówek.
Mam nadzieję, ze użytkownicy portalu belly-dance.pl chętnie z nich skorzystają.
Kluczową sprawą jest dobór odpowiedniej muzyki. Każda doświadczona tancerka wie ile czasu trzeba na to poświęcić żeby znaleźć te jedyną melodię i stworzyć niepowtarzalne show.
W zależności do wybranej muzyki tworzymy zapis tańca i wybieramy rekwizyty- nigdy odwrotnie, inaczej nie wyjdzie z tego nic dobrego (a ja nie czuję, że rymuję;-)).
Wybraną muzykę przerzucamy do mp3, mp4 i gdzie tylko się da i słuchamy non stop, kiedy tylko możemy. W ten sposób będziemy nasze ciało będzie znać na pamięć każdy bit, i po pewnym czasie nasze ciało samo zacznie wykonywać figury taneczne (znane z autopsji!?).
Występ warto sobie podzielić na trzy części: początek (powitanie) środek (rozwinięcie) i koniec(niezapomniane pożegnanie) i każdą z nich po kolei dopracowywać, koniecznie przed lustrem, aby mieć możliwość korygowania swoich błędów.
Początek naszego występu powinien zaciekawić widza, dlatego powinnyśmy wpleść jakiś ciekawy element np. taniec z welonem (patrz: choreografia Shakiry do „Ojos Asi”).
Koniec powinien być równie ciekawy, tak, aby widz zapamiętał nasz taniec na długo jako coś pięknego, jako piękną sztukę, która nijak ma się do tańca erotycznego, do którego taniec brzucha jest często porównywany.
Autor: Shimma
Ja robię trochę inaczej. U mnie nie jest to tak sformalizowane.
Słucham jakiejś muzyki i wiem, że to ta, po tym jak reaguje moje ciało...
Samo wyrywa się do tańca, mam ciary na ciele itd.
I nie tworzę sobie zapisu tańca bo według mnie to tylko ogranicza tancerkę i stresuje - bo co będzie jak się pomylę? ;-)
Za każdym razem tańczę trochę inaczej i uważam, że tak jest ok, bo jest naturalnie tak jak to wypływa z mojego ciała.
Wiadomo, że musi być początek i koniec ale też i środek :-)
A co do tańca erotycznego to zależy co autor miał na myśli bo ja uważam, że każdy taniec może być erotyczny a taniec brzucha powinien być zmysłowy i erotyczny, wszak tańczyły go kobiety w haremach... Jeśli więc nie jest chociaż trochę erotyczny jest tylko odtańczonym układem tanecznym, nijakim obrazkiem, gdzie nie ma uczuć (a w tańcu właśnie chodzi o pokazywanie uczuć-wymyślonych lub prawdziwych).
Ja robię trochę inaczej. U mnie nie jest to tak sformalizowane.
Słucham jakiejś muzyki i wiem, że to ta, po tym jak reaguje moje ciało...
Samo wyrywa się do tańca, mam ciary na ciele itd.
I nie tworzę sobie zapisu tańca bo według mnie to tylko ogranicza tancerkę i stresuje - bo co będzie jak się pomylę? ;-)
Za każdym razem tańczę trochę inaczej i uważam, że tak jest ok, bo jest naturalnie tak jak to wypływa z mojego ciała.
Też zawsze szukam utworu do którego dusza i ciało same mi się wyrywa.
Ale ponadto ja lubię też absolutny porządek;) a przynajmniej w tańcu.
Choreografię spisuję sobie co do sekundy. Oczywiście Nie muszę zatańczyć wszystkiego co jest spisane - na występie gdy z dostosuję się do sytuacji, sceny, nastroju mojego i widzów - najczęściej zmieniam na występie "rysunek" czyli rozkład przyjść w przestrzeni np gdy ustawią mi jubilata w fotelu na środku parkietu jak ostatnio ;) Czasem tańczę coś zupełnie innego np. gdy wyłączyli mi muzę na 20 sekund i improwizowałam do własnej muzy na sagatach ;)
Jednak dla mnie choreografia bez dokładnego ułożenia i spisania przed występem to już improwizacja.
Wiele też zależy od doboru muzy – inaczej tańczy się do lekkiej piosenki, shaabi, gdzie przede wszystkim pokazujemy treść piosenki, nie musimy dokładnie podkreślać linii melodycznej ale raczej skupić się na charakterze i treści piosenki, podkreślić niektóre słowa odpowiednim gestem, figury taneczne są swobodne i ustępują grze aktorskiej, nie muszą precyzyjnie podążać za akcentami muzycznymi.
Ale …
Są też takie utwory do których układ bez dokładnego spisania, zanalizowania i wytrenowania po prostu nie wypali tak jak trzeba
Np. bardzo szybkie drum solo, obfite w kontrastowe frazy rytmiczne – wówczas nie ma czasu na myślenie, nawet na reagowanie, po prostu się nie nadąża i tańczy chaotycznie bez dokładnie ułożonej choreografii – Ale takie bardzo trudne i szybkie drum solo zmienia się w perełkę jeżeli zrealizujemy choreografię, w której żadne uderzenie darbuki nie jest zignorowane, przepuszczone, zmarnowane na jałowe i nudne „uderzanie biodrami” z niemożliwości nadążenia i braku pomysłów na zaskakujące rozwiązania taneczne. Ponadto taka choreografia przygotowuje nas do improwizowanego drum solo do darbuki na żywo, uczy szybkich reakcji ciałem w niebanalny sposób, zaskakując różnorodnością pomysłów które pamiętamy jeszcze z ułożonej i wyćwiczonej na „mur beton” choreografii.
Również do muzyki bardziej abstrakcyjnej, „niebanalnej”, „nieregularnej” w strukturze, warto skupić się na każdej frazie, dźwięku i podkreślić go przemyślanym, pełnym treści ruchem, zmianą pozycji, tak aby stworzyć opowieść taneczną, pełną narastającego napięcia.
Ponadto choreografia to dal mnie również coś co dodaje mi pewności siebie (przynajmniej mnie), jest bazą dzięki której czuję w pełni przygotowana do występu, z choreografią pamiętaną przez moje ciało mogę się rozluźnić i skupić na ekspresji, nie na sobie i przeżywaniu wewnętrznym swojego tańca ale na przekazywaniu tych przeżyć publiczności, łatwiej jest mi skupić się na grze aktorskiej, mogę „dać więcej siebie” publiczności. W moim przypadku dokładna choreografia jest skuteczna. Bez względu czy zrealizuję ją dokładnie, ponieważ pomyłki akurat mnie nie stresują bowiem wiem że i tak zrobię wrażenie na widzach, staram się bowiem tworzyć układy w których ciągle, co krok, „podaje” widzowi jakieś nowe atrakcyjne elementy: figury, sekwencje, „zwroty akcji” (moim zdaniem oczywiście;) ).
Ponadto choreografia pomaga mi w improwizacjach gdyż układając choreografię mam okazję dodatkowo ćwiczyć, wymyślać trudniejsze i atrakcyjniejsze sekwencje ruchów – układając bowiem choreografię:
wpadam na nowe pomysły,
rozwiązuję problemy związane z łączeniem różnych figur (którą nogą przejść, gdzie przenieść ciężar ciała, wybrać najatrakcyjniejszy łącznik),
zastanawiam się nad atrakcyjnym rozłożeniem występu w przestrzeni tak bym mogła nawiązać kontakt sceniczny z każdym widzem,
sprawdzam którą stroną ustawić się do widza by podkreślić ruch określonych parti ciała lub zwrócić uwagę na moją mimikę,
sprawdzam gdzie czas na popis aktorski, a gdzie na popis techniki tanecznej,
sprawdzam jakie kroki i figury mogę wykonać do danego tempa oraz przy jakich krokach wyrobię się do muzy a przy których nie lub, przy których sekwencjach popadnę w nudę, stracę napięcie i uwagę widza na występie.
Te sprawdzone w czasie ćwiczenia choreografii pomysły atrakcyjnych figur i sekwencji, popisów aktorskich zapisuje, nawet jeśli nie wykorzystam w choreografii, to i tak pozostają w mej pamięci nie tylko jako punkt wyjścia do nowych układów dzięki intensywnemu ćwiczeniu choreografii w realu ale również te pomysły pozostają w mej pamięci ruchowej gotowe do wykorzystania również w czasie improwizacji.
A co do tańca erotycznego to zależy co autor miał na myśli bo ja uważam, że każdy taniec może być erotyczny a taniec brzucha powinien być zmysłowy i erotyczny, wszak tańczyły go kobiety w haremach... Jeśli więc nie jest chociaż trochę erotyczny jest tylko odtańczonym układem tanecznym, nijakim obrazkiem, gdzie nie ma uczuć (a w tańcu właśnie chodzi o pokazywanie uczuć-wymyślonych lub prawdziwych).
Zgadzam się w pełni;):) chociaż ten taniec w haremach to raczej stereotyp ;)
Dla mnie to co napisałaś jest jakieś takie za bardzo naukowe i przekombinowane. Dla mnie muzyka i taniec to coś co wypływa z duszy i jeśli ktoś tańczy tak jak mu właśnie w duszy gra to od razu to widać - taki ktoś jest tańcem i muzyką a nie osobą odtwarzającą układ.
Oczywiście taniec taki powinny poprzedzić wcześniej dokładne i intesywne ćwiczenia przed występem, czyli solidne postawy.
Aczkolwiek chętnie bym zobaczyła Twój taniec-daj znać kiedy będzie.
A co do Twojego:
"Zgadzam się w pełni;):) chociaż ten taniec w haremach to raczej stereotyp ;)[/quote]"
to chciałam się zapytać dlaczego uważasz, że to stereotyp? Przecież tak było, więc nie rozumiem dlaczego to ma być sterotyp.
to chciałam się zapytać dlaczego uważasz, że to stereotyp? Przecież tak było, więc nie rozumiem dlaczego to ma być sterotyp.
Tak samo jak z tym, że taniec brzucha narodził się w świątyni Izydy.
To nie tyle stereotyp, co nadmierne uproszczenie i przez to nie do końca prawda.
Dla mnie to co napisałaś jest jakieś takie za bardzo naukowe i przekombinowane. Dla mnie muzyka i taniec to coś co wypływa z duszy i jeśli ktoś tańczy tak jak mu właśnie w duszy gra to od razu to widać - taki ktoś jest tańcem i muzyką a nie osobą odtwarzającą układ.
[...]
Masz rację – zdefinowałaś ideał, kwintesencję tańca orientalnego. To, że ja tak „kombinuje” z choreografią w tańcu wynika ze zmęczenia – przemęczenie i brak czasu na wejście w magiczny klimat TB przed wystepem sprawia że na występach podpieram się choreografią jak laską;).
Ponadto, zdaje się, że reprezentujemy dwa różne spojrzenia na TB:);). Ja - skrajnie zachodni tzn. dla mnie choreografia jest równie ważna jak sam taniec, albo - może to taka moja osobista fascynacja:unsure: – przyznam się, że coraz bardziej wciąga mnie tworzenie choreografii dla niej samej:embarrest:. Może powinnam się przeprofilować z tancerki ta choreografa – oczywiście jak się już zestarzeje i ze starości bioderkiem już więcej nie będę mogła machać;):).
Aczkolwiek chętnie bym zobaczyła Twój taniec-daj znać kiedy będzie.
Najprędzej na parkiecie na jakiejś orientalnej imprezie :) (bo właśnie skończyłam serię występów otwartych a regularnie w żadnym lokalu nie występuję :/ )
[...]A co do tańca erotycznego to zależy co autor miał na myśli bo ja uważam, że każdy taniec może być erotyczny a taniec brzucha powinien być zmysłowy i erotyczny, wszak tańczyły go kobiety w haremach... Jeśli więc nie jest chociaż trochę erotyczny jest tylko odtańczonym układem tanecznym, nijakim obrazkiem, gdzie nie ma uczuć (a w tańcu właśnie chodzi o pokazywanie uczuć-wymyślonych lub prawdziwych).
Przyznam się, że przyczepiłam się :embarrest: (nie da się ukryć) nie tyle do „zmysłowości TB” ale do wniosku jaki wyciągnęłam z twojej wypowiedzi Basmo - mianowicie, że TB pochodzi z haremów. Nazwałam to stereotypem, Vasanto to chyba o wiele lepiej - „uproszczeniem”.
A co do Twojego:
Zgadzam się w pełni;):) chociaż ten taniec w haremach to raczej stereotyp ;)to chciałam się zapytać dlaczego uważasz, że to stereotyp? Przecież tak było, więc nie rozumiem dlaczego to ma być sterotyp.
Tak było - poprostu słowo harem mnie bardziej kojarzy się z bajką niżli z rzeczywistością. Tak mi zapadło w umyśle.
Mówiąc (pisząc ) o stereotypowym traktowaniu pochodzeniu TB z haremu miałam na myśli typowe zachodnie skojarzenia ze słowem harem – zwykły człowiek na hasło „harem” zobaczy tabun roznegliżowanych (i tańczących ) konkubin otaczających sułtana w najpilniej strzeżonych komnatach pałacu – zgodnie z wizerunkiem jaki pozostawili nam zdaje się że XIX –sto wieczni malarze idący w swej twórczości za głosem swojej zbyt bujnej wyobraźni i fascynacji wschodnim erotyzmem. W najlepszym razie harem skojarzy się z kobietami bogatego araba zamkniętymi za wysokimi ścianami domostwa. Ile takich bogatych panów krajów orientu było w ciągu wieków aby stać ich było na utrzymanie takich „gromad” rozpieszczonych kobiet: nie dość że 4 żon to jeszcze konkubin i niewolnic?;) – na prawdę, nielicznych – czy to wystarczająca populacja by mogła rozwinąć i upowszechnić sztukę tańca brzucha:confused:. Na to pytanie mógł by odpowiedzieć może socjolog. Ja osobiście wątpię, że TB mógłby się skutecznie rozwinąć i upowszechnić w krajach arabskich na bazie tak małej populacji jaką stanowiłyby haremy w rozumieniu typowo zachodnim.
Można jednak słowo harem zrozumieć troszeczkę inaczej – zdaję się , że jako miejsce szczególnie strzeżone, bezpieczne, odizolowane, schronienie, sacrum ???? Chyba ktoś bardziej kompetentny ode mnie już się na ten temat na forum wypowiedział.
Tak rozumiane słowo harem znalazło zastosowanie do określenia miejsca w którym bezpiecznie mogą mieszkać kobiety rodziny arabskiej: żony, matki, córki, ciotki itd. , nie zależnie czy to za murem domu, chałupy, pałacu czy za płachtą namiotu. W tak rozumianym haremie, powszechnie występującym w ramach całych narodów, TB mogło się „swobodnie” rozwijać się i upowszechniać się od czasów starożytnych przekazywane przez kolejne pokolenia kobiet z matki na córkę.
Martina27
05-05-2008, 11:14
a wracając to tematu - osobiście zgadzam się z Safiro. choreografia powinna byc, zwlaszcza wlasnie w drum solo gdzie jest bez liku perełkowych akcentów do mądrego zaznaczenia. a ja osobiscie to lubie miec choreografie do wszystkiego bo:
1. lubie ukladac choreografie
2. lubie czuc sie pewnie
3. lubie gdy improwizacja (czesto wymuszona) uzupelnia wystep, a nie dominuje
4. lubie skupic sie na kontakcie z publicznoscia i zabawa tancem niz goraczkowym skanowaniem szarych komorek w poszukiwaniu kroków, połaczeń, akcentów
poza tym zauwazylam u siebie, ze jak mam choreografie to staram sie tez wprowadzac mina, gestem w kolejny krok, zmianę, gdy np wiem ze nastąpi coś zaskakującego. to tworzy ładną oprawę dla techniki
a improwizacje lubie na imprezach
pozdrawiam wszystkich i usciski dla Safiro :)
To co napisałyście to wszystko prawda (dobrze jest mieć przygotowaną choreografię...:-)) itd.
Jednakże, jeśli ją przygotowujecie to zapewne macie już dobre podstawy, prawda? :-)
A więc proponuję Wam, abyście spróbowały poddać się muzyce, nie mysleć jaka fraza będzie za moment i co w związku z tym zatańczę, lecz zatańczyć tak jak muzyka gra. Posłuchajcie nie tylko głównego rytmu, lecz tego co dzieje się również "pomiędzy", niuansów muzycznych, grających osobno instrumentów, śpiewu, który w tej muzyce mógłby często istnieć bez muzyki i dałoby się zatańczyć.
Poczujcie jak ciało zacznie Wam samo tańczyć, jak intuicyjnie będzie wyczuwać co zaraz się stanie i jak płynnie, niezależnie od tego jak nagle zmieni się tempo, będziecie potrafiły przejść z jednego rytmu do drugiego.
Poczujecie jak ciało jest szczęśliwe, że może tańczyć tak jak chce, że swobodnie poddaje się muzyce.
Wyłączcie myślenie i stworzony wcześniej układ a zobaczycie że ciało samo Was poprowadzi i odkryjecie w sobie nowe możliwości i nowe sposoby łączenia poszczególnych elementów, które będą wyglądać świetnie bo będą wypływać z Waszego wnętrza, będą pokazywać Waszą osobowość.
Będą piękne bo naturalne :-)
Czego serdecznie życzę,
Basma
To co napisałyście to wszystko prawda (dobrze jest mieć przygotowaną choreografię...:-)) itd.
Jednakże, jeśli ją przygotowujecie to zapewne macie już dobre podstawy, prawda? :-)
A więc proponuję Wam, abyście spróbowały poddać się muzyce, nie mysleć jaka fraza będzie za moment i co w związku z tym zatańczę, lecz zatańczyć tak jak muzyka gra. Posłuchajcie nie tylko głównego rytmu, lecz tego co dzieje się również "pomiędzy", niuansów muzycznych, grających osobno instrumentów, śpiewu, który w tej muzyce mógłby często istnieć bez muzyki i dałoby się zatańczyć.
Poczujcie jak ciało zacznie Wam samo tańczyć, jak intuicyjnie będzie wyczuwać co zaraz się stanie i jak płynnie, niezależnie od tego jak nagle zmieni się tempo, będziecie potrafiły przejść z jednego rytmu do drugiego.
Poczujecie jak ciało jest szczęśliwe, że może tańczyć tak jak chce, że swobodnie poddaje się muzyce.
Wyłączcie myślenie i stworzony wcześniej układ a zobaczycie że ciało samo Was poprowadzi i odkryjecie w sobie nowe możliwości i nowe sposoby łączenia poszczególnych elementów, które będą wyglądać świetnie bo będą wypływać z Waszego wnętrza, będą pokazywać Waszą osobowość.
Będą piękne bo naturalne :-)
Czego serdecznie życzę,
Basma
Basma piękne słowa!:):):):):)
W moim przypadku najpierw zanim układam choreografie szukam odpowiedniej muzyki (tak robi chyba każdy;P)dla siebie. Następnie słucham jej w każdej wolnej chwil. Wtedy udaje się na duża salę(na której często ćwiczę)i tam daje się ponieść muzyce, tańczę tak jak moje ciało czuję, w ten sposób mogę czuć radość z tańca....
Wtedy przechodzę do układania odpowiednich kroków.
Powiem Wam,że mimo wyuczonego układu i tak kiedy występuję dochodzi do tego improwizacja....
:)
Pozdrawiam!
:)
Basma piękne słowa!:):):):):)
W moim przypadku najpierw zanim układam choreografie szukam odpowiedniej muzyki (tak robi chyba każdy;P)dla siebie. Następnie słucham jej w każdej wolnej chwil. Wtedy udaje się na duża salę(na której często ćwiczę)i tam daje się ponieść muzyce, tańczę tak jak moje ciało czuję, w ten sposób mogę czuć radość z tańca....
Wtedy przechodzę do układania odpowiednich kroków.
Powiem Wam,że mimo wyuczonego układu i tak kiedy występuję dochodzi do tego improwizacja....
:)
Pozdrawiam!
:)
Afrah, super! :):biggrin:
Chciałbym zobaczyć jak tańczysz, napewno jest pięknie :loveTB:
Basma
Już niebawem może wstawię filmik:)
:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D
Już niebawem może wstawię filmik:)
:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D
Czekam, czekam...:yeahhh::yeahhh::yeahhh::yeahhh::yeahhh:: yeahhh::yeahhh::yeahhh::yeahhh::yeahhh:
Bardzo ciekawy i obszerny wątek na temat choreografii znajduje się tutaj:
http://www.belly-dance.pl/forum/showthread.php?t=85
Bardzo ciekawy i obszerny wątek na temat choreografii znajduje się tutaj:
http://www.belly-dance.pl/forum/showthread.php?t=85
Dzięki Adminie :bigsmile:, Twoja anegdota jest bardzo inspirująca...:bigsmile::bigsmile::bigsmile:
"Wybraną muzykę przerzucamy do mp3, mp4 i gdzie tylko się da i słuchamy non stop, kiedy tylko możemy. W ten sposób będziemy nasze ciało będzie znać na pamięć każdy bit, i po pewnym czasie nasze ciało samo zacznie wykonywać figury taneczne (znane z autopsji!?)."
Zgadzam się z tym w 100%! To muzyka narzuca choreografię, a nie odwrotnie.
A ja muszę ułożyc sobie choreografie i kompletnie mi nie wychodzi. Nie wiem czy to wina piosenki czy braku mojej choreograficznej wyobraźni.
oriental
28-01-2009, 16:52
[I]"
Zgadzam się z tym w 100%! To muzyka narzuca choreografię, a nie odwrotnie.
Jesli chodzi o ukladanie choreografii zaobserwowalam ciekawa rzecz na warsztatach w ramach Bellydance Fusions w ostatni weekend. Na zajeciach z grupa The Uzume z Holandii postawila na kreatywnosc i za zadanie dostalysmy rozrysowanie krotkiego ukladu na kartce papieru, majac na uwadze przemieszczanie sie po scenie i ustawienie wzgledem widowni.
W trakcie brainstorming'u w 5 osobowej grupie mialam deja vu-z podobnymi metodami ukladania choreografii spotkalam sie juz dawno-na wielu warsztatach z baletu wspolczesnego, gdzie muzyka dochodzila na koncu!
Zaznaczam ze the Uzume zajmuje sie tribalem, ktory tez w jakims wzgledzie jest "wspolczesny" . ...
Jak narazie wszystkie moje choreografie orient byly robione scisle "pod muzyke", ale jakby tak kiedys przelamac schemat?
"Wybraną muzykę przerzucamy do mp3, mp4 i gdzie tylko się da i słuchamy non stop, kiedy tylko możemy. W ten sposób będziemy nasze ciało będzie znać na pamięć każdy bit, i po pewnym czasie nasze ciało samo zacznie wykonywać figury taneczne (znane z autopsji!?)."
z tym się trochę nie zgodzę, choć pewnie jest to kwestia indywidualna.
układając choreografię wybieram taki utwór, które moje ciało ''czuje'', a mi samej utwór ten niesamowicie się podoba. dostrzegam w nim coś wyjątkowego i słuchając go nie mogę usiedzieć na miejscu. jednak słuchanie ile się da nie jest najlepszym sposobem, owszem, należy wysłuchać piosenki tyle razy, by się orientować, co jest w danym momencie i pamiętać, jak leci dalej;) w moim przypadku jest tak, że gdy ''zapoznaję się'' z konkretnym kawałkiem zbyt długo, przestaje mi się podobać i w efekcie, gdy przychodzi do ćwiczenia układu, doprowadza mnie już do szału.
moja propozycja jest taka: wysłuchać tyle razy, by się z utworem zapoznać, by go zapamiętać i uważać, by się nie przejadł;) ważne, by sprawiał nam przyjemność nie tylko w czasie jego ''rozpracowywania na czynniki pierwsze'' ale również wtedy, gdy przyjdzie nam do niego zatańczyć;)
i jeszcze jedno: jeśli macie już wybrany utwór i w czasie słuchania pojawią Wam się jakieś pomysły, spisujcie je NATYCHMIAST, choćby to była druga w nocy. przy kolejnym odsłuchiwaniu lub robieniu notatek, może się okazać, że wyleciał nam jakiś rewelacyjny pomysł, który wcześniej powstał pod wpływem weny;)
Giffre zgadzam sie z Toba w 100%. Żeby stworzyć naprawdę dobrą choreografie dany utwór trzeba poczuć. Ja przeważnie mam tak, że gdy usłyszę nowy kawałek, który mnie oczaruje, to już wiem, że muszę do tego zatańczyć. Pomysły na firury taneczne wpadają wtedy same do głowy, nie musze wogóle kombinować co by w danym momencie wstawić, żeby fajnie wyglądało.
I również zapisuje sobie pomysły na dziesiatkach karteczek, jeśli tylko mam takie pod reką :)
A wogóle to bardzo lubie pisać choreografie i wprowadzać je później w życie.
Ciekawa jestem, jak to jest, kiedy się kupuje choreografię. Słyszałam, że za granicą niektóre "profesjonalne" tancerki tak robią. Jeśli kupuje choreografię, to przecież razem z muzyką, a potem pozostaje tylko wykuć ją na blachę i wykonywać bezbłędnie przez następny sezon taneczny na wszelkich turniejach...Do tego chyba trzeba mieć specjalny dar.;)
Ja sobie nie wyobrażam, że miałabym tańczyć cudzą choreografię. Inspirować się - tak, układać wspólnie z kimś - tak. Ale całą od A do Z i to specjalnie opłaconą...? Czułabym się strasznie niedowartościowana.:(
Miranda: Słyszałam, że w Rosji to jest popularna praktyka. Cóż, może po prostu jest to kwestią naszych przyzwyczajeń i nastawienia - my koniecznie dążymy do oryginalności, do tego by tworzyć coś same, jest to dla nas priorytetem - a dla tancerek zza wschodniej granicy priorytetem jest zatańczenie choreografii dobrej, profesjonalnej, ułożonej przez choreografa z doświadczeniem - wiedzą, że taka choreografia będzie lepsza od tej, którą mogłyby ułożyć same. Po prostu inny punkt widzenia, każdy ma swoje wady i zalety. Ja też nie wyobrażam sobie, że mogłabym - gdybym była profesjonalną tancerką - tańczyć cudze choreografie. Ale jest w tym jednak pewien sens.
Giffre: oczywiście, nie sposób się nie zgodzić z tym, że trzeba czuć i lubić muzykę do której się tańczy - ale jestem jednak przekonana, że rada, by wysłuchać tego utworu jakieś 1000 razy jest słuszna. Oczywiście, po jakimś czasie zdarza się, że już nie mogę słuchać tego utworu - wtedy odkładam pracę na parę dni. Ma to też dodatkową zaletę - po tych paru dniach patrzę świeżym okiem na to, co wymyśliłam wczesniej. Ja po prostu nie wyobrażam sobie, że mogłabym ułożyć coś, z czego byłabym zadowolona, nie znając tegu utworu na wskroś, nie znając każdego uderzenia. Zawsze zaczynam właśnie od słuchania utworu w kółko i rozpisania go sobie na kartce na fragmenty i sekwencje - typu wstęp, zwrotka, refren, wolny fragment, liryczny fragment, fragment drum, finał itp. (nie jest to profesjonalna terminologia muzyczna ale ważne, że jest dla mnie jasna;)) i zapisuję momenty (minuty i sekundy) ważnych przejść i zmian. Efekt jest taki, że pierwszy wieczór układania choreografii spędzam na puszczaniu sobie kolejnych fragmentów utworu i notowaniu sekund. I bardzo szybko zaczynam znać go na wyrywki, pamiętam te wszystkie fragmenty, motywy i ich kolejność. I właśnie dzięki temu jestem w stanie zacząć coś do tego układać:) Tak więc metody są różne: dla niektórych rozpisanie utworu na części pierwsze to jak przypięcie motyla szpilkami do stolika i zrobienie mu sekcji, dla innych to niezbędny warunek dostrzeżenia całego jego piękna. Dla mnie zawsze zaczyna się od zachwycenia się, poczucia utworu w takim sensie, o którym piszesz. Potem trzeba długo wykonywać mrówczą robotę, analizować i słuchać po 100 razy. A jak już ten techniczny etap mam za sobą, tańczę choreografię i zaczynam na nowo zakochiwać się w utworze, nadawać swojemu wykonaniu feeling, emocje i smaczki:)
Oriental: napisałaś coś bardzo cennego i ciekawego! Sama ostatnio zaczęłam się zastanawiać, czy nie byłoby ciekawie zacząć właśnie od koncepcji, od historii, którą chce się opowiedzieć, od wymyślenia zarysu dynamiki choreografii, od "pomysłu na choreografię" - a dopiero potem dobrać do tego muzykę. To byłby nowy i ciekawy eksperyment dla mnie.
Ciekawa jestem, jak to jest, kiedy się kupuje choreografię. Słyszałam, że za granicą niektóre "profesjonalne" tancerki tak robią.
Tak własnie jest-sporo dziewczyn kupuje choreografie od znanych nauczycieli. Jednak nie jest to tak,że każdy może sobie ot tak pójść i zamówić. Szanujący się nauczyciele nie układają choreo dla byle kogo. Tancerka ma być wizytówką równiez dla niego. Mozna więc nawet uznać,że to zaszczyt dla tancerki, jeśli znany nauczyciel-choreograf stworzy dla niej układ.
Quesse ma rację-kwestia narodowościowych nawyków. My wolimy zrobić coś same, czerpać elementy z choreografii naszych nauczycieli bo to nam daje satysfakcję, dowartościowuje, nie każde elementy układu mogą nam też pasować.
Niestety nie każdy docenia ten wysiłek bo koniec końców liczy się efekt więc jeśli profesjonalna tancerka zleca ułożenie choreo swojemu nauczycielowi to czemu nie? I nie można jej zarzucić ,że nie jest profesjonalna-to tancerka ale niekoniecznie choreograf.
Marnej artystce nie pomoże nawet gotowa choreografia
Z układaniem choreografii przez profesjonalistę jest tak jak z pisaniem tekstu do piosenki: można zlecić ją osobie , która zawodowo się tym zajmuje, opisując jej jednocześnie, czego oczekuje się od takiego tekstu. A można napisać badziewiasty tekst, zupełnie o niczym...Z tancerzami jest podobnie: nie każdy tancerz musi być świetnym choreografem, jak nie każdy piosenkarz musi pisać doskonałe teksty. Ale i tancerz, i piosenkarz, powinni umieć odtworzyć to, co ktoś napisał tak, aby wyglądało jak jego własne dzieło.
Jednym słowem inspiracja...
Każdy tańczy inaczej, należy ostrożnie więc traktować stwierdzenie, że "kupna" choreografia będzie bardziej graniem, niż tańcem.
Mimo to wolałabym sama ułożyć nawet niezbyt dobrą choreografię i ew. poprosić o zdanie kogoś, kto bardziej się na tym zna, ale nie płacić za coś, co powinno wypływać ze mnie - o ile widownia niekoniecznie wyczuje fałsz i zwróci na to uwagę, tak dla tancerki tańczenie czyjejś choreografii może być już bardziej obowiązkiem niż przyjemnością.
Ale i tancerz, i piosenkarz, powinni umieć odtworzyć to, co ktoś napisał tak, aby wyglądało jak jego własne dzieło.
Masz rację, musi umieć odtworzyć ale jak jeszcze do tego dołoży swoje emocje to efekt będzie mistrzowski.:)
Kiedy w zeszłym roku rozmawiałem z Orit pamiętam, jak z dumą opowiadała, że kupuje swoje choreografie. Kiedy dowiedziała się, że dziewczyny w Polsce same układają swoje układy była tym bardzo zdziwiona.
Czyli w krajach arabskich to normalka, a nawet pewien standard.
wiem, czytalam o niej. Więc się poprawię.
Czyli w Izraelu to normalka, a nawet pewien standard.
Nie uogólniałabym do całego Izraela. Raczej ewentualnie do środowiska, w którym obraca się Orit. Nie widzę nic złego w tańczeniu kupionych choreografii. Decyzja nalezy do tancerki, ja tam wolę swoje. Ale że gwiazda tego formatu...dziwnie jakoś. W takim razie kto im układa te choreografie?
Z układaniem choreografii przez profesjonalistę jest tak jak z pisaniem tekstu do piosenki: można zlecić ją osobie , która zawodowo się tym zajmuje, opisując jej jednocześnie, czego oczekuje się od takiego tekstu. A można napisać badziewiasty tekst, zupełnie o niczym...Z tancerzami jest podobnie: nie każdy tancerz musi być świetnym choreografem, jak nie każdy piosenkarz musi pisać doskonałe teksty. Ale i tancerz, i piosenkarz, powinni umieć odtworzyć to, co ktoś napisał tak, aby wyglądało jak jego własne dzieło.
Świetnie powiedziane. To samo miałam na myśli.
Bo czy mozna zarzucić Edycie Górniak,że nie jest artystką wielkiego formatu bo teksty pisał jej J.Cygan??? Wielu piosenkarzy chciałoby wyśpiewać jego teksty.
Czy Madonna nie jest profesjonalistką bo pracuje nad nią sztab ludzi???
O profesjonaliżmie nie swiadczy to że "zrobię sobie sama" bo tak jak pisze Isar mozna stworzyć gniot a nie dzieło .
Warto korzystać z doświadczenia ludzi którzy się na tym najlepiej znają-autorów tekstów, choreografów inaczej ich zawody by nie istniały.
Oni dostarczają tworzywo. Profesjonalistka tchnie w nie życie i zrobi z niego prawdziwe dzieło sztuki, Nie wystarczy wyklepać choreo na pamięć by odniesć sukces....
Layla_Yildiz
05-02-2009, 09:54
Masz rację, musi umieć odtworzyć ale jak jeszcze do tego dołoży swoje emocje to efekt będzie mistrzowski.:)
Kiedy w zeszłym roku rozmawiałem z Orit pamiętam, jak z dumą opowiadała, że kupuje swoje choreografie. Kiedy dowiedziała się, że dziewczyny w Polsce same układają swoje układy była tym bardzo zdziwiona.
To Orit nie tworzy tych pięknych choreografii :eek: ?! Miałam Ją za geniusza a tu prosze...taki zawód :(
Tak, tak ja rozumiem, że to wcale nie świadczy że jest złą tancerką, bo nie można jej odjąć piękna w tańcu, nie mniej jednak ten wielki szacunej jaki dla niej miałam już nie jest taki wielki :/ Nadal uważam ją za wspaniałą tancerkę, ale napewno teraz będę patrzyła na Nią przez nieco inny pryzmat.
Może kiedys dojrzeję do zmiany zdania, ale póki co..
Decyzja nalezy do tancerki, ja tam wolę swoje. Ale że gwiazda tego formatu...dziwnie jakoś. W takim razie kto im układa te choreografie?
Jeśli spojrzeć na to z perspektywy "jak ktoś umie wszystko, to nie umie nic", to zaczyna mieć sens kupowanie choreografii od osób, które dużo czasu spędziły na studiowaniu arabskich rytmów, interpretacji muzyki, łączenia figur itd. Większość tancerek w Polsce robi to jednak półamatorsko, niewiele chyba może się pochwalić dyplomami choreografów czy perfekcyjną znajomością języka arabskiego.
Nie zmienia to jednak faktu, że dalece bardziej "własna" wydaje mi się nawet nie do końca trafiona interpretacja piosenki niż kupiona choreografia - rozumiem jednak, że chcąc dobrze wypaść, profesjonalnie zatańczyć i pokazać się jako gwiazda czy wygrać konkurs, sięga się po rozwiązania gotowe.
Naszła mnie teraz taka refleksja - skoro na konkursy Rosjanki kupują choreografie, to wkładem własnym może być tylko strój... Może dlatego są takie wydumane?
Naszła mnie teraz taka refleksja - skoro na konkursy Rosjanki kupują choreografie, to wkładem własnym może być tylko strój... Może dlatego są takie wydumane?
ciekawe spostrzezenie:) cos w nim jest, moim zdaniem, prawdziwego.
rozumiem te wszystkie argumenty za kupowaniem choregrafii. ale emocjonalnie nie moge ich jakos zaakceptowac.
porownanie do edyty gorniak i jacka cygana jest ok ale nie wyklucza ono faktu, ze sa artysci, ktorzy tworza jeszcze fajniejsza muzyke niz edzia g. a sami pisza teksty, muzyke i do tego swietnie je wykonuja. to znaczy, ze sa od wszystkiego czyli do niczego? czy to oznacza, ze np. nie znaja sie na nutach, albo blednie interpretuja emocje, albo traca autentyzm/szczerosc wyrazu/jakosc bo maja 4 oktawy a nie 7 i ktos inny lepiej by to zaspiewal?
moze to nietrafiona analogia ale smieszyloby mnie, gdyby mi ktos powiedzial, ze taki np. sting zamawia nuty od specjalisty a od siebie dodaje tylko glos i gitare. mnie sie jego piosenka moze podobac jeszcze bardziej wlasnie dlatego, ze wiedzac, ze sam wszystko od poczatku stworzyl (od wizji, inspiracji po wykonanie) potrafie odnalezc jeszcze wiecej smaczkow i jakosci w danym utworze.
w sumie chyba nie przeszkadza mi, ze inne tancerki zamawiaja choreografie u znanych nauczycieli. przeszkadza mi to, ze one sie dziwia, ze my tego nie robimy - z czego moznaby wnioskowac, ze porywamy sie z motyka na sloncu i z zalozenia nasze wlasne choreografii nie moga miec jakichs tam odpowiednich wartosci, walorow czy Bog wie czego jeszcze...
a z tym sie nie zgodze.
edyta g. moze sobie zamawiac piosenki u kogo chce. sa artysci, ktorzy sami tworza piosenki/utwory i ktorych wielu krytykow stawia wyzej iz wspomniana juz edyte. nie sadze, zeby edyta dziwila sie, ze ktos piosenek nie zamawia...
poza tym jeszcze jest jedna sprawa. jak edyta spiewa, ze to nie ona byla ewa i nie ona skradla niebo, to mnie to nie rusza. wiem, ze to zestaw slow dobranych do siebie po to, by edyta nie musiala robic przez caly utwor: lalala laaaaaaaa laa lalala. ale nie czuje szczerosci tego utworu, nie oczekuje, ze edyta przezyla jakies emocje, o ktorych spiewa. nie czuje tego bolu, ktory teoretycznie powinnam czuc wsluchujac sie w jej kipiacy od bolu spiew o tym, ze to nie ona, nie ona.... nieeeee onaaaaaaa <dre sie dla zademonstrowania emocji ;)>
i tak samo wiele wlasnie rosjanek z minska nie zrobilo na mnie zadnego innego wrazenia oprocz 'technicznego'. cala reszta wydawala mi sie nieprawdzia, nieszczera, nadmuchana sztucznie. i czulam sie, musze przyznac, oklamywana. a tego nie lubie. lubie jak tancerka tanczy tak jak jej ucho, serce i dusza graja i na tyle na ile pozwalaja jej umiejetnosci techniczne. i to chyba zawsze bede stawiala wyzej niz wyrezyserowane emocje.
edit:
i jeszcze, do Isar
"A można napisać badziewiasty tekst, zupełnie o niczym..."
mozna i zawsze on bedzie swoj wlasny i prawdziwszy niz napisany przez kogos innego. czasami pisoenka na tym traci a czasami zyskuje.
czasami tez latwiej zagrac swoje wlasne emocje niz odtwarzac narzucone. to drugie to tez troche aktorstwo, ktore przeciez nie musi byc mocna strona tancerki (jesli w ogole nie jest tak, ze tancerka ma byc przede wszystkim tancerka a nie aktorka). jesli tancerka sama potrafi siebie wyrazic przez muzyke i taniec to dlaczego ma wyrazac to, co
wymyslaja dla niej inni.
problem tu sie chyba wlasnie rozbija o to, ze o ile kombinacje krokow i figur, ktos moze za tancerke opracowac i to jakos przelkne, tak jesli chodzi o zestaw emocji, ktore mam przezyc wedlug choreograficznego spisu juz jest dla mnie nie do przyjecia.
Layla_Yildiz
05-02-2009, 12:00
Jeśli spojrzeć na to z perspektywy "jak ktoś umie wszystko, to nie umie nic", to zaczyna mieć sens kupowanie choreografii od osób, które dużo czasu spędziły na studiowaniu arabskich rytmów, interpretacji muzyki, łączenia figur itd. Większość tancerek w Polsce robi to jednak półamatorsko, niewiele chyba może się pochwalić dyplomami choreografów czy perfekcyjną znajomością języka arabskiego.
Nie zmienia to jednak faktu, że dalece bardziej "własna" wydaje mi się nawet nie do końca trafiona interpretacja piosenki niż kupiona choreografia - rozumiem jednak, że chcąc dobrze wypaść, profesjonalnie zatańczyć i pokazać się jako gwiazda czy wygrać konkurs, sięga się po rozwiązania gotowe.
Naszła mnie teraz taka refleksja - skoro na konkursy Rosjanki kupują choreografie, to wkładem własnym może być tylko strój... Może dlatego są takie wydumane?
A mnie naszła troszke inna refleksja- zaczęłam się zastanawiać, jaki sens jest w startowaniu w konursach z dziewczynami, których choreografie pisane są przez wybitnych mistrzów- choreografów, oczywiście w przeciwieństwie do moich, które układam sobie sama- zdarza mi się przed ważniejszymi wydarzeniami, skorzystać z rady osoby znacznie bardziej doswiadczonej ode mnie, ale to na zasadzie prośby o jej opinię na temat mojej choreografii a nie prośby o jej napisanie. Więc jaki jest sens stawania w szranki z choreografią napisaną przez mistrza? Koś powie, że jeżeli tancerka jest zła, to z pustego i Salomon nie naleje... może i fakt, ale znacznie łatwiej jest wyćwiczyć gotową choreografię, zamiast cała ciężką pracę dzielić jeszcze na siedzenie tygodniami nad utworem, i myśleniem w jaki sposób, jedynie za pomocą ciała, i we własny indywidualny sposób, oddać emocje, o których on opowaniada, cały czas mając na uwadze fakt by całość mieściła się w znakomiecie dopracowanej technicznie jak i choreograficznie ramie...
sa artysci, ktorzy tworza jeszcze fajniejsza muzyke niz edzia g. a sami pisza teksty, muzyke i do tego swietnie je wykonuja. to znaczy, ze sa od wszystkiego czyli do niczego? czy to oznacza, ze np. nie znaja sie na nutach, albo blednie interpretuja emocje, albo traca autentyzm/szczerosc wyrazu/jakosc bo maja 4 oktawy a nie 7 i ktos inny lepiej by to zaspiewal?
Nie oznacza :D
Artysta może być wszechstronnie wykształcony, bo miał po temu talent i pieniądze, i okazję, a może być samoukiem i amatorem, i tylko z talentu tworzyć coś genialnego lub mniej genialnego... Ale to jest artysta - a taki, który wykonuje coś kupionego, to... rzemieślnik...
Tak, Madonna jest nieprawdziwa, bo nad jej wizerunkiem pracuje sztab specjalistów od wizerunku. Tak, Doda jest plastikowa i nieautentyczna, bo jedyne, co wkłada własnego w swoje występy, to głos, cała reszta jest dziełem chirurgów, makijażystów, stylistów, fryzjerów, tekściarzy, muzyków i komputerów. Tak, bez tych wszystkich starań może nie byłyby tak profesjonalne, ale na pewno bardziej prawdziwe.
w sumie chyba nie przeszkadza mi, ze inne tancerki zamawiaja choreografie u znanych nauczycieli. przeszkadza mi to, ze one sie dziwia, ze my tego nie robimy - z czego moznaby wnioskowac, ze porywamy sie z motyka na sloncu i z zalozenia nasze wlasne choreografii nie moga miec jakichs tam odpowiednich wartosci, walorow czy Bog wie czego jeszcze...
O, to, to. Zgadzam się w całej rozciągłości.
O, to, to. Zgadzam się w całej rozciągłości.
:D:D:D
Trochę śmieszą mnie te wypowiedzi.
Wychodzi na to ,że Madonna jest rzemieślinkiem w Waszych oczach, ale gdyby podrygiwała w jakimś podrzędnym pubie własne choreografie, śpiewała własne piosenki byłaby dla Was gwiazdą. Nie ważne,że cały świat ją ubóstwia-dla Was byłaby KIMŚ gdyby nikt o niej nie słyszał bo byłaby "autentyczna".Absurd.
Pomijając już gusta czy sie podoba lalala jestem kobietą czy inne teksty-nieważne może być i jestem pedałem (to był przykład tylko) faktem pozostaje ,że są to hity dzięki którym o danej gwieździe usłyszał świat.
Co to za artysta co tworzy dla siebie, własnej satysfakcji i tyle??? W końcu jest to też zawód.Profesja i to taka dla publiki a nie siebie samej.
A przenosząc już na grunt t.brzucha- Nagua Fouad -ikona tańca orientalnego też korzystała z choreografii, które ułożył jej Hassan Khalil. Jakby sięgnąć głębiej to 3/4 gwiazd "upadłaby" nagle w Waszych oczach.
Ja wiem,że macie niebywałą satysfakcję,że ułozyłyście choreo same, ale ja czytając wypowiedzi uznające wyższość własnych dzieł (nawet marnych) odnoszę wrażenie,że próbujecie przez to udowodnić ,że jesteście lepsze albo macie zbyt idelaistyczne podejście do świata.
Chyba warto brać poprawkę na wszystkie te kwestie razem wzięte.
To trudne, bo nieprzekładalne wprost, trudne do porównania.
Ale pewne rzeczy widać. I tu musimy się zdecydować - czy oceniamy artyzm, czy rzemiosło czy artyzm wyrosły na bazie rzemiosła (lub na odwrót) - a jeśli tak, to czyjego? A może fantastyczne wspólne dzieło wybitnego choreografa i świetnej tancerki/aktorki. Tylko tutaj moe się pojawić problem ze sprawiedliwymi proporcjami uznania i zachwytu ;)
Osobiście najbardziej cenię artystów z maksymalnym wkładem własnym. Reszta jest nieco... połowiczna, w moich oczach nie do końca pełnowartościowa. Podziwiając dajmy na to - tancerkę - nie stawiam szyby pomiędzy jej talentem aktorskim, pracą ciała, przelewaniem emocji - narzuconych lub własnych.
Odbieram i oceniam całokształt, postrzegając ją w aspekcie jej całkowitego wkładu w ostateczny twór artystyczny.
Im ten wkład jest większy i im twór lepszy - tym artystka większa/lepsza/bardziej zjawiskowa/bardziej doskonała/bardziej utalentowana itp.
Są tacy, więc nie ma sensu tego negować, podobnie jak faktu, iż pozostali nie są aż tak wspaniali, choć mogą mieć i talent i zjawiskowośc i co tam komu jeszcze przyjdzie do głowy lecz... jednak - potrzebują pomocy, muszą mieć dane wsparcie z zewnątrz.
Edit: Djamila, piszesz bardzo ważne rzeczy.
Madonna jest świetną... bizneswoman :-) Jest profesjonalistką, ale czy do końca świetną artystką?
W kwestii drugiej części Twojej wypowiedzi.
Już pisałam - są gwiazdy wielkie same z siebie i są takie, które do swej wielkości potrzebują ciężkiej pracy zastępu ludzi - więc już nie takie wielkie i nie takie gwiazdy w rzeczywistości, choć ambitne, mające cel i środki by go osiągnąć ...
Co to za artysta co tworzy dla siebie, własnej satysfakcji i tyle???
Prawdziwy :))) A jeszcze prawdziwszy jest ten, kto tworząc dla siebie jest w stanie tak dobrze wykonać swoją pracę, że inni będą chcieli ją podziwiać - SĄ takie osoby.
Nie jestem zupełną przeciwniczką wspólnej pracy artysty i choreografa/tekściarza/kompozytora/Bóg wie kogo jeśli jej wynik będzie dobry (na tej samej podstawie moglibyśmy stwierdzić, że osoba pobierająca lekcje tańca/śpiewu/gry na instrumencie jest fałszywa, bo czerpie całą swą wiedzę od zawodowca), ale uważam, że największymi artystami są ludzie, którzy są w stanie bardzo długo pracować, by całą swoją pracę wykonać samemu - ułożyć choreografię/tekst/muzykę i świetnie ją wykonać, dużo od siebie dając.
Djamilo, ludzie o których piszesz są osobami, które wykonują dobrą muzykę, ale nie okłamujmy się - nie są to artyści niosący wraz ze swoją muzyką głębszą myśl (poprawka: swoją głębszą myśl), uczucia czy ideologię. Tak jak niektórzy tańczą po to, by to ładnie wyglądało, a niektórzy po to, by ich taniec wzruszał do łez, opowiadał jakąś historię, a jednocześnie był doskonały technicznie. To już zależy od upodobań własnych, jednak ja na przykład preferuję muzykę, która nie jest szczytem poprawności wokalnej, ale niesie coś ze sobą - takimi artystami są m.in. Kasia Nosowska, The Dresden Dolls, Happysad czy Coma. Słucham też muzyki, która po prostu ładnie brzmi i pozwala się zrelaksować, "wyłączyć" - nie uważam jednak jej wykonawców za genialnych.
Podobnie jest wg mnie z tańcem.
Offtop: Happysad rządzi^^
Ja myślę,że to wszystko zależy od okoliczności. Ja osobiście preferuję choreografie własne, potrafię docenić kunszt osoby,które układa choreografie, bo sama często mam z tym problemy, póki mnie nie oświeci.
Na konkursach też pewnie przychylniej przyjmowane są genialne własne choreografie niż genialne kupione choreografie.
Z drugiej strony, jeśli miałabym kupić cudowną choreografię,która oddaje moje uczucia to bym to zrobiła - lepsze to niż bezprawnie splagiatować każdy ruch w piosence:)
Rasho, Nunah-zgadzam się. Ja nie powiedziałam,że jest żle,że ktoś od a do z wykona dzieło. Bardzo dobrze. Im więcej wkładu własnego tym lepiej. Godne podziwu aczkolwiek mało zauważalne.
Ja zmierzam do tego,że ważny jest EFEKT.
Czy miliony fanów przychodzące na koncert Madonny zastanawiają się nad tym ile procent tego co widzą to praca jej samej a ile nie?? Wątpię.
Jst racej:jak ona tańczy, jak śpierwa a nie:ale jej ktoś napisał piosenkę, ale ją nauczył tańczyć....
I ja wolę być taką Madonną -jak ją nazwano rzemieślnikiem z milionami fanów i dolarów na koncie. Sorry-jestem realistką.
Absurdem dla mnie są twierdzenia,że lepiej być marnym artystą ale takim co stworzył wszystko sam. To nie artysta a partacz. A to co stworzył to nie dzieło a gniot, bubel.
I jeszcze jedno. Część osób nie wzięła pod uwagę tego,że w swiecie artystów nazwane przez Was "korzystanie z pomocy innych" jest prestiżem, luksusem na który inni nie mogą sobie po prostu pozwolić
Blancari
05-02-2009, 13:45
Czytam sobie ten wątek od jakiegoś czasu i przyznam szczerze, że bawi mnie ta dyskusja. Zgodzę się tu z Djamilą.
Mam wrażenie, że właśnie za wszelką cenę próbujecie na piedestale postawić to, co nazywacie "autentycznością". Uważacie, że tancerka, tańcząca czyjąś choreografię, nie jest autentyczna. I tu chyba jest błąd, bo: zarówno choreografia jak i jej wykonanie są sztuką. Są tancerze, którzy układają sobie sami choreografie, są tacy, co tańczą czyjeś, a są tacy co tańczą zarówno swoje jak i czyjeś.
Ale... przecież fakt kupowania choreografii nie jest jedynym kryterium artyzmu.
Napisanie choreografii jest sztuką, ale można to zrobić też amatorsko.
Interpretacja choreografii też jest sztuką, ale również można to zrobić amatorsko.
Tak więc sytuacja, w której świetna tancerka cudownie tańczy choreografię wybitnego choreografa, napisaną specjalnie dla niej - jest sytuacją spotkania dwojga artystów, którzy razem tworzą jakieś dzieło. To że tylko jeden jest na scenie - nie ma znaczenia.
Podobnie sytuacja kiedy kiepska tancerka o marnej wiedzy układa sobie "choreografię", będącą zlepkiem figur - nie jest to artyzm tylko zwykła fuszerka. Ale autentyczna! - zakrzykniecie.
Może... Jest w nas, Polakach, ciągle pokutujący romantyzm, dążenie do bycia jednostką wszechstronną i wybitną. Uznajemy, że artysta wszystko musi zrobić sam i to jest czasem podstawowym kryterium artyzmu. Zapominamy, że choreograf, kompozytor, tekściarz, reżyser, a nawet dyrygent - to też artyści. Ci wybitni oczywiście, bo w każdej dziedzinie można być artystą i rzemieślnikiem.
A ja - po kilkunastu latach na scenie - powiem Wam: na poziomie artysty nie ma znaczenia, czy dzieło jest wykonane przez jedną osobę, czy jest wynikiem spotkania kilku osób. To są po prostu dwie drogi tworzenia, obydwie ciekawe i inspirujące. Artysta naprawdę nie musi być zawsze samotny w swojej sztuce. Zatem zamówienie choreografii u choreografa jest zaproszeniem go do pracy twórczej. Potem przecież następuje etap interpretacji tejże choreografii, wykonania jej. Ostateczny efekt jest połączeniem wizji dwojga twórców.
I jeszcze jedna sprawa - prawdziwych, wszechstronnych artystów jest na świecie malutki procent. Lepiej więc być solidnym rzemieślnikiem w wielu i artystą w jednej dziedzinie, niż amatorsko próbować być wszystkim, z niekoniecznie dobrym skutkiem.
Aha - i jeszcze jedno. Zdaje się, że czasem niektóre z Was zapominają o różnicy między profesjonalną tancerką o światowej renomie a początkującą czy średniozaawansowaną adeptką tańca. I czasem wychodzi, że profesjonalistka z cudzą choreografią jest gorsza od uczennicy, która coś tam własnego kleci.
Uczennica jest uczennica, niezależnie od tego, ile własnych układów zrobiła. Zwłaszcza, jeśli brak jej umiejętności by zatańczyć porządnie tę budzącą niechęć cudzą choreografię.
I jeszcze anegdotka na koniec - bez komentarza - przemyślcie same:
Wracamy pociągiem z warsztatów z Izzy Bushkovski i oczywiście gadamy o tychże warsztatach, oglądamy na aparacie foto świeżo poznane choreografie Izzy na filmikach. I nagle jedna z uczestniczek, absolutnie nie profesjonalna tancerka, choć mająca parcie na instruktorkę, stwierdza:
- Ale trzeba przyznać, że proste te choreografie. W zasadzie już po 3 miesiącach nauki można je zatańczyć.
Reszta przedziału pospadała z siedzeń...
(chodziło o 3 miesiące od podstaw, bez innego przygotowania tanecznego czy fitness)
Macie bardzo dużo racji - fakt faktem, że dla większości odbiorców, a także wykonawców najważniejszy jest efekt końcowy - najczęściej dobry efekt.
Jest po prostu bardzo wiele grup zarówno odbiorców, jak i artystów, i oni mają bardzo różne kryteria oceny i bardzo odmienne priorytety. Są ludzie, dla których wykonywanie czyjejś pracy, czy to utwór czy choreografia, jest zerową przyjemnością i traci na wartości. Są tacy, dla których to największa radość tworzyć coś z kimś, jest to wyznacznikiem luksusu i ich pozycji w show biznesie.
Myślę, że to jest kwestia po prostu nie do dogadania się - jedni wolą tak, drudzy inaczej. Fakt faktem, że ci wykonawcy, którzy mogą pozwolić sobie na tworzenie ze znaną osobistością są zwykle bardziej doceniani przez widownię - efekt końcowy robi wrażenie. Są osoby, które wolą ładny efekt, a są tacy, którzy pod uwagę biorą głównie przekaz.
Każda ze stron ma dużo racji - swoich racji :)
Aha, Blancari - w jednym momencie zdecydowanie się z Tobą nie zgodzę:
Podobnie sytuacja kiedy kiepska tancerka o marnej wiedzy układa sobie "choreografię", będącą zlepkiem figur - nie jest to artyzm tylko zwykła fuszerka. Ale autentyczna! - zakrzykniecie.
Jeśli tancerka tańczy dla siebie, to dająca jej radochę kiepska choreo ułożona samodzielnie jest dla mnie autentyczną sztuką. Jeśli zaś chce się pokazywać innym, to ja doceniam to, że jest w stanie samodzielnie stworzyć coś, co będzie się nadawało do pokazania - doda zarówno swoje emocje, jak i ułoży dobrą choreografię. Do tego poziomu jednak trzeba po pierwsze dojrzeć, po drugie nabrać doświadczenia. I taka osoba jest dla mnie największym artystą.
Wszystko to prawda, choć widzę tutaj popadanie w dziwne skrajności.
Ważne, by oceniać realnie i sprawiedliwie, zarówno wkłady poszczególnych osób jak i efekt końcowy, który jest ważny - najważniejszy dla odbiorcy, jednak proporcje wkładu artystycznego i ich jakość ważne są dla odbiorcy, który ocenia rangę (faktyczną) danego artysty.
Im większy jego wkład w fantastyczny efekt - tym większy artysta.
Równie cudowny efekt wypracowany przez wiele osób przestaje odnosić się do danego artysty a zbliża do fantastycznej pracy zbiorowej.
Tutaj już wielkość jednostki zaczyna się małym "w".
I tu i tu efekt rewelacyjny ale skala wielkości gwiazd nie ta sama.
A prace zbiorowe - jak najbardziej - byle nazywać rzeczy po imieniu lub tego imienia nie przekręcać ;)
Brawo Blancari-widzę,że znalazła się jakaś osoba twardo stojąca na ziemi a nie zapatrzona w ideały.
Bardzo podoba mi się Twoja wypowiedz o podejściu naszego społeczeńtwa do artyzmu a w zasadzie tej części która w sztuce, show biznesie niewiele działała.
Ja dodam,że na pewnym poziome nawet się juz nie da wszystkiego samemu ogarnąć. Takie zosiowanie-samosiowanie to raczej domena początkujących.
I jeszcze jedno-część z Was myśli,że ułożenie choreo dla kogoś to telefon-dzieńdobry chciałam choreografię. Ależ proszę bardzo-będzie na za tydzień-przyślę mailem.
A przy jej układaniu twórca bierze pod uwagę dla kogo ją robi, jaki temperament ma tancerka, jakie są jej oczekiwania i wiele innych czynników. Smiem nawet twierdzić,że to cięższa praca -zsynchronizować 2 mózgi niż siąść nad tym samemu. Bo sztuką jest tchnąć emocje w czyjąś "suchą" pracę. I nie do końca sztuką jest spontanicznie zatańczyć-wystarczy pójść na dyskotekę.
Blancari
05-02-2009, 14:16
Aha, Blancari - w jednym momencie zdecydowanie się z Tobą nie zgodzę:
Podobnie sytuacja kiedy kiepska tancerka o marnej wiedzy układa sobie "choreografię", będącą zlepkiem figur - nie jest to artyzm tylko zwykła fuszerka. Ale autentyczna! - zakrzykniecie.
Jeśli tancerka tańczy dla siebie, to dająca jej radochę kiepska choreo ułożona samodzielnie jest dla mnie autentyczną sztuką. Jeśli zaś chce się pokazywać innym, to ja doceniam to, że jest w stanie samodzielnie stworzyć coś, co będzie się nadawało do pokazania - doda zarówno swoje emocje, jak i ułoży dobrą choreografię. Do tego poziomu jednak trzeba po pierwsze dojrzeć, po drugie nabrać doświadczenia. I taka osoba jest dla mnie największym artystą.
Nunah - jeśli tancerka tańczy dla siebie kiepską choreo to niech tańczy i świetnie, że sprawia jej to radość, ale nie ma to nic wspólnego z artyzmem. Jeśli z tą kiepską choreografią wychodzi do ludzi to:
1) jeśli przyznaje otwarcie, że jeszcze się uczy - doceniam fakt, że się rozwija itd., doszukuję się tego, co wychodzi jej najlepiej.
2) jeśli staje na scenie i wmawia mi, że to artyzm - wychodzę i czuję się obrażona jako widz. Publiczność zasługuje na szacunek ze strony wykonawcy i prawdziwy artysta o tym wie. I nie pokazuje się na scenie, jeśli nie ma nic sensownego do powiedzenia.
Do napisania choreo trzeba dojrzeć i mieć coś do przekazania widzom. Samo parcie na scenę nie wystarczy.
Pierwszym zadaniem tancerki jest zatańczyć jak najlepiej i jak najlepiej zinterpretować muzykę/choreografię. Sprawa autorstwa choreografii staje się więc drugorzędna. Jeśli jest to własna choreografia - to doceniam tym bardziej. Ale sam fakt ułożenia choreografii nie robi z tancerki artystki. Ta choreografia jeszcze musi być dobra, coś przekazywać widzowi. Więc nie będę odmawiać artyzmu tancerce, która genialnie interpretuje i wykonuje piękną choreografię innego artysty.
Nie krytykuję również pierwszych prób układania choreografii, ale to są dla mnie własnie pierwsze próby, etiudy, ćwiczenia. Takie choreografie nie nadają się na konkurs czy wielkie show. Ale są całkiem przydatne na lokalnych imprezach.
Niemniej jednak uważam, że więcej artyzmu jest w profesjonalnej choreografii, nawet kupionej, niż w nieudolnych własnych próbach. Co nie znaczy, że wśród początkujących nie znajdzie się nigdy genialna tancerka, która od początku będzie tworzyć świetne choreografie, bo ma talent po temu.
Zgadzam się z Djamilą i Blancari. Blancari - pięknie to ujęłaś, nic nie dodam, bo już wszystko jest jasne. Przecież artystyczny efekt danego występu nie zależy jedynie od kroków choreografii. Sztuką jest w dużej części jej wykonanie i zrobienie tego szczerze i autentycznie. Oczywiście, ktoś kto jest zarówno zdolnym tancerzem, jak i choreografem, zasługuje na wielki podziw - ale nie wmawiajmy sobie, że każda tancerka jest też choreografem...
Blancari
05-02-2009, 14:26
Dziękuję, Quesse :D
I ponownie w całości zgodzę się z Djamilą - bo jej wypowiedź wskoczyła w trakcie pisania mojej.
Czy artyzm świetnego tańca do cudzej świetnej choreografii jest większy od artyzmu świetnego tańca do własnej świetnej choreografii,
w sytuacji, gdzie pojęcie aryzmu i splendor z niego płynący przypada w obu przypadkach tylko jednej "gwieździe"?
Choreograf dostał pieniądze, ale często zapomina się o jego wkładzie w procesie oceny wartości danego dzieła i wykonawcy.
Jeśli praca wykonana jest w duecie, grupie uznaniem należy się podzielić.
(a nie wszyscy lubią/chcą i potrafią się dzielić)
Wszystkie sytuacje funkcjonują w showbiznesie, bo taki jest showbiznes.
Ważne by nazywać rzeczy po imieniu i nie wrzucać do jednego worka, bo mozna postąpić niepsrawiedliwie i pomylić się w ocenie.
Podobnie sytuacja kiedy kiepska tancerka o marnej wiedzy układa sobie "choreografię", będącą zlepkiem figur - nie jest to artyzm tylko zwykła fuszerka. Ale autentyczna! - zakrzykniecie.
Nie krytykuję również pierwszych prób układania choreografii, ale to są dla mnie własnie pierwsze próby, etiudy, ćwiczenia. Takie choreografie nie nadają się na konkurs czy wielkie show. Ale są całkiem przydatne na lokalnych imprezach
Tak przyglądam się temu wątkowi i zastanawiam się nad tym czy własciwie chodzi o profesjonalnie ułożoną choreografie, czy o zlepek figur o którym mówi Blancari!
Nie wiem może tylko dla mnie ułożenie choreografii jest zadaniem trudnym i wymagającym ogromnej wiedzy... Niektóre posty wskazują na to, że to bułka z masłem.
Ja uważam, że bez znajomoście rytmiki, stylów tańca i słów piosenki nie można ułożyć choreografii. Można owszem ułożyć układ na lokalną imprezę lub zajęcia dla początkujących, ale nie choreografię na konkurs czy show.
Layla_Yildiz
05-02-2009, 14:43
Offtop: Happysad rządzi^^
Ja myślę,że to wszystko zależy od okoliczności. Ja osobiście preferuję choreografie własne, potrafię docenić kunszt osoby,które układa choreografie, bo sama często mam z tym problemy, póki mnie nie oświeci.
Na konkursach też pewnie przychylniej przyjmowane są genialne własne choreografie niż genialne kupione choreografie.
Z drugiej strony, jeśli miałabym kupić cudowną choreografię,która oddaje moje uczucia to bym to zrobiła - lepsze to niż bezprawnie splagiatować każdy ruch w piosence:)
Na żadnym z konkursów w których brałam udział, żadna nie tancerka ogłaszała,że autorem jej choreografii jest inna osoba niż ona sama, mimo tego iż tak było. I właśnie w tym cały absurd wrzucania do jednego worka choreografii własnych i kupnych, nie mówię, że zakupiona choreografia to coś niedopuszczalego, ale ocenianie jednych i dugich przez tę samą skalę jest moim zdaniemi pomyłką, ale to moje prywatne zdanie.
Pamiętam kiedyś, na początku popularności grupy Hey, czytałam gdzieś wypowiedź Kasi Nosowskiej, która stwierdziła że pisze teksty o pierdołach, bo nie jest tekściarką tylko piosenkarką i chce śpiewać. O ile się nie mylę, po kilku latach zaczęto ją uważać za jedną z najlepszych autorek tekstów na polskiej scenie...:)
Co do piosenkarzy, to zauważyłam, że najbardziej pożądany na scenie jest ktoś taki, kto: ma ciekawy głos i dobrze nim operuje, umie na czymś grać, sam pisze i komponuje swoje piosenki, i, najważniejsze - nie kończył szkół muzycznych, bo co to za filozofia to wszystko umieć po szkole muzycznej?:D Po prostu ludzie chcą podziwiać to, czego sami by nie mogli zrobić. Patrząc na wiele współczesnych gwiazd niejedna laska pomyśli "Też bym tak wyglądała, jakby mnie tak podmalowali, uczesali i obrobili w photoshopie!", "Też bym tak zaśpiewała i zatańczyła, jakbym miała tych nauczycieli, co ona!". Jest na Ukrainie taka pop grupa Via Gra, składająca się najczęściej z trzech dziewczyn o różnych kolorach włosów i 'seksownych" kształtach. Śpiewać jako tako umie najczęściej jedna, pozostałe machają cyckami. Ale najbardziej charakterystyczne dla grupy jest to, że w ciągu kilku lat istnienia niemal co roku zmienia się skład. Nowe "nabytki" wybierane są na zasadzie "pasowania" figurą i urodą, umieć śpiewać i tańczyć w sumie nie muszą, bo "się je nauczy", a mimo to popularność grupy nie spada. Dlaczego? Bo cały ich sukces to zasługa producenta i kompozytora, który pisze im sympatyczne, wpadające w ucho pioseneczki i wymyśla wizerunek.
Co do naszego tańca i strojów - myślę, że jak tancerkę stać na kupno choreografii (właśnie, ciekawe ile takowa kosztuje i jak to wszystko się załatwia...?), to pewnie i strój zamawia u jakiegoś designera. Chociaż przeglądając informacje o różnych rosyjskich tancerkach często natrafiałam na "stroje szyje mama".
No tak, zanim to napisałam, pojawiło się już tyle postów, że mój już wygląda jak wyrwany z kontekstu...:wacko:
Blancari
05-02-2009, 14:56
Rasho - mnie chodzi o to, że w przypadku profesjonalnej, wybitnej tancerki i profesjonalnej choreografii, fakt zakupienia tejże choreografii nie odejmuje tancerce artyzmu. Nie ma dla mnie większego znaczenia, czy efekt sceniczny jest dziełem jednej czy więcej osób. Oczywiście, jeśli choreografia została zakupiona (lub tez tancerka otrzymała ją w prezencie, z dedykacją - bo tak się też zdarza), oczekuję podania jej autora. Inaczej byłby to plagiat. Ja mówię o sytuacji jasnej i nazwanej po imieniu.
Jesli tancerka sama potrafi ułożyć świetną choreo to cudownie. Jeśli tworzy ją wspólnie z choreografem też dobrze. W końcu nie wszyscy muszą być wielcy przez duże 'w'.
Źle by było, gdyby kupiła choreo i wmawiała innym, że to jej własna.
Chodzi mi równiez o to, że "zlepek figur" autorstwa uczennic nie ma nic wspólnego z autorską choreografią wybitnej tancerki i choreografa.
Farasha - układanie choreo jest proste chyba tylko dla początkujących tancerek, którym brak wiedzy nie nakłada ograniczeń. :D Czasem mam wrażenie, że słowo "fuzja" wydaje się być dla wielu przykrywką dla tegoż braku wiedzy.
I jeszcze raz apeluję - odróżniajmy profesjonalne tancerki i profesjonalnych choreografów od amatorek z większości polskich knajp (bo profesjonalistki zdarzają się tam niezwykle rzadko). Bo na razie wychodzi, że Orit, dla której choreografię ułożył Asi Haskal jest amatorką. A dziewczę, której się chaotycznie wije w niedefiniowalnych figurach, "improwizując" do Shakiry, będzie wybitną artystką.
Celowo podałam tak skrajne przykłady.
Farasha - układanie choreo jest proste chyba tylko dla początkujących tancerek, którym brak wiedzy nie nakłada ograniczeń. :D Czasem mam wrażenie, że słowo "fuzja" wydaje się być dla wielu przykrywką dla tegoż braku wiedzy.
Właśnie o to mi chodziło... czasem mam wrażenie, że niektórym brak wiedzy wcale nie przeszkadza w krytykowaniu innych i szerokim rozpisywaniu się o prawidłach i zasadach tego tańca. Jak powiedziła pewna mądra osoba sztuką jest uświadomić sobie jak mało się wie. Niektórzy jeszcze może tego nie odkryli lub nie dojrzeli do tego etapu.
Właśnie o to mi chodziło... czasem mam wrażenie, że niektórym brak wiedzy wcale nie przeszkadza w krytykowaniu innych i szerokim rozpisywaniu się o prawidłach i zasadach tego tańca. Jak powiedziła pewna mądra osoba sztuką jest uświadomić sobie jak mało się wie. Niektórzy jeszcze może tego nie odkryli lub nie dojrzeli do tego etapu.
Ale dojrzeją, i pewnie będą się kiedyś śmiali z samych siebie, że takie im się coś wydawało łatwe i oczywiste. :D
Layla_Yildiz
05-02-2009, 15:21
Tak przyglądam się temu wątkowi i zastanawiam się nad tym czy własciwie chodzi o profesjonalnie ułożoną choreografie, czy o zlepek figur o którym mówi Blancari!
Nie wiem może tylko dla mnie ułożenie choreografii jest zadaniem trudnym i wymagającym ogromnej wiedzy... Niektóre posty wskazują na to, że to bułka z masłem.
Ja uważam, że bez znajomoście rytmiki, stylów tańca i słów piosenki nie można ułożyć choreografii. Można owszem ułożyć układ na lokalną imprezę lub zajęcia dla początkujących, ale nie choreografię na konkurs czy show.
Z tego wynika, że uważasz że każda choreografia nie pisana przez mistrza typu Zaza, czy Hassan Khalil to zlepek figur ?
Niezbyt miłe stwierdzenie dla większości Polskich tancerek, ale cóż. Rozumiem, jeśli Ty Farasho występując prezentujesz tylko układy profesjonalistów, ale wydaje mi się, że znajomość i ciągła edukacja w kierunku znajomości zarówno rytmiki jak i stylów tańca, rodzaju muzyki do której się tańczy, pomijam interpretację słów utworu jeśli takowe wytępują, bo to absolutna podstawa, obowiązuje wszystkie tancerki, również i te które tańczą na lokalnych imprezach. Jeśli jest to występ bardzo początkującej tancerki- to uważam, że też powinno byc to zaznaczone, tak zeby widz miał pojęcie co dzieje się na scenie i nie zachował takiego obrazu tańca jako występu profesjonalnej tancerki.
W jakiś sposób rozumiem, wszystkie te tancerki które wolałyby być Madonną (uzytej tutaj jako symbolu- biedna Madonna nawet i jej się dostało ;) ) z milionem dolarów na koncie- nie ma w tym nic złego, z tym że wiadomo trzeba się liczyc z konsekwencjami decyzji- jako bzneswoman wzór, jako artystka nie koniecznie. Nie widze też sensu popadania ze skrajności w skrajność- to że choreografięukładała sobie sama tancerka wcale nie oznacza że jest to jakiś bubel. Zaza też od czegoś zaczynał- raczej nie urodził się ze zdolnościami choreograficznymi, bo z tego co wiem to sa to umiejętności nabyte,więc jak sama nazwa mówi trzeba je nabyć- studia choreograficzne to jeden ze sposobów, no i oczywiści praktyka praktyka i jeszcze raz praktyka. Ten kto nie próbuje ten się nie nauczy i do końca życia będzie musiał kupowac od innych, jeśli taki jego wybór- suuper, ale nie uważam żeby to było powód do szykanowania czy odbierania ujmowania profesjonalizmu innym, bo to nie jest fair. Ilu ludzi tyle dróg- cel jest jeden taniec- i może tego się trzymajmy.
Rasho - mnie chodzi o to, że w przypadku profesjonalnej, wybitnej tancerki i profesjonalnej choreografii, fakt zakupienia tejże choreografii nie odejmuje tancerce artyzmu. Nie ma dla mnie większego znaczenia, czy efekt sceniczny jest dziełem jednej czy więcej osób. Oczywiście, jeśli choreografia została zakupiona (lub tez tancerka otrzymała ją w prezencie, z dedykacją - bo tak się też zdarza), oczekuję podania jej autora. Inaczej byłby to plagiat. Ja mówię o sytuacji jasnej i nazwanej po imieniu.
Jesli tancerka sama potrafi ułożyć świetną choreo to cudownie. Jeśli tworzy ją wspólnie z choreografem też dobrze. W końcu nie wszyscy muszą być wielcy przez duże 'w'.
Źle by było, gdyby kupiła choreo i wmawiała innym, że to jej własna.
Chodzi mi równiez o to, że "zlepek figur" autorstwa uczennic nie ma nic wspólnego z autorską choreografią wybitnej tancerki i choreografa.
Oczywiście że nie ma i odnoszę wrażenie że chyba nie do końca o tym samym mówimy.
Gdybym miała przed sobą trzy Orit tańczące identycznie, z czego pierwsza zawsze choreo kupuje, druga układa własne ale też od czasu do czasu tańczy zlecone choreografie, trzecia natomiast jest autorką wszystkich swoich choreografii, to największą artystką byłaby dla mnie... druga (za kunszt własny oraz umiejętność gry na "cudzym").
Ja widzę różnicę.
Często przewijają się tu dwa hasła: profesjonalne i bubel.
Nie wszystkie sławy tworzą wyłącznie dobre choreografie i nie wszystkie młode tancerki produkują buble. Nie narzucajmy bezwględnych stereotypów może.
__________________
Z tego wynika, że uważasz że każda choreografia nie pisana przez mistrza typu Zaza, czy Hassan Khalil to zlepek figur ?
Niezbyt miłe stwierdzenie dla większości Polskich tancerek, ale cóż. Rozumiem, jeśli Ty Farasho występując prezentujesz tylko układy profesjonalistów, ale wydaje mi się, że znajomość i ciągła edukacja w kierunku znajomości zarówno rytmiki jak i stylów tańca, rodzaju muzyki do której się tańczy, pomijam interpretację słów utworu jeśli takowe wytępują, bo to absolutna podstawa, obowiązuje wszystkie tancerki, również i te które tańczą na lokalnych imprezach. Jeśli jest to występ bardzo początkującej tancerki- to uważam, że też powinno byc to zaznaczone, tak zeby widz miał pojęcie co dzieje się na scenie
Chcę zwrócić uwagę na nazywanie choreografiami układów tworzonych przez poczatkujące tancerki i uczennice. Na przypadki ignorancji jakie padły w tym wątku, nie na twórczość wszystkich polskich tancerek. Choreografia rządzi się zasadami, bez znajomości których nie da się jej ułożyć. Tak jak piszesz z zakresu rymiki, stylów itp. Nie wiem czy to niemiłe stwierdzenie czy nie jednak uważam, że prawdziwe, jeśli ktoś zna i stosuje te zasady to czy jest Zazą czy polską tancerką może układać choreografię;) jeśli nie- może ułożyć jakiś układ, zlepek figur, który nie nadaje się na profesjonalny występ.
Zgadzam się, że przy występie początkujących uczennic poziom powinien być podkreślony.
Layla_Yildiz
05-02-2009, 15:51
Chcę zwrócić uwagę na nazywanie choreografiami układów tworzonych przez poczatkujące tancerki i uczennice. Na przypadki ignorancji jakie padły w tym wątku, nie na twórczość wszystkich polskich tancerek. Choreografia rządzi się zasadami, bez znajomości których nie da się jej ułożyć. Tak jak piszesz z zakresu rymiki, stylów itp. Nie wiem czy to niemiłe stwierdzenie czy nie jednak uważam, że prawdziwe, jeśli ktoś zna zasady to czy jest Zazą czy polską tancerką może układać choreografię;) jeśli nie- może ułożyć jakiś układ, zlepek figur, który nie nadaje się na profesjonalny występ.
Zgadzam się, że przy występie początkujących uczennic poziom powinien być podkreślony.
W takim razie, ja źle zrozumiałam. Z powyższym zgadzam się w 100% :)
mam wrazenie, ze (chodzi o moj wczesniejszy post) zostalam zle zrozumiana. ale moze tez zrobil sie w kilku postach taki ogolny zarys postawy kilku forumek, ktora nie wychwala pomyslu zamawiania choreografii u kogos i preferuje wlasne.
jesli ktos odpisaywal w szczegolnosci na moj post, to chyba moje stanoswisko zostalo nieco wyolbrzymione. a potem pojawily sie wyrazenia typu "absurd" "romantyzm", "idealy", "twarde stanie na ziemi" itd. i teraz odnosze wrazenie, ze taka postawa (jak m.in. moja) zostala ostrzej skomentowana niz zostala zamanifestowana...
moim skromnym zdaniem (i tu sie wiekszosc z nas zgadza) im wiecej jeden artysta wlozy w swoje dzielo bez pomocy innych, tym lepiej. to znaczy, ze ma talent, pomysly, wizje i inspiracje i umie je przelac w spojne dzielo.
mi najbardziej przeszkadza to, ze jesli ja nie jestem zwolennikiem zamawiania u kogos choreografii, to wychodzi na to, ze (zakladajac, ze jestem tancerka profesjonalna z odpowiednim warsztatem i wiedza) moja wlasna choreografia nie bedzie wystarczajaco dobra, wartosciowa czy jakas tam. lub, ze znaczy to, ze jest malo prawdopodobne to, ze posiadam wystarczajaca ilosc wiedzy na temat badz to stylu, badz tekstu utworu, badz kombinacji figur, zebym byla w stanie przygotowac naprawde cos wartosciowego. bo na choreo sklada sie kilka elementow od ktorcyh znajdzie sie jakis ekspert i powinnam skorzystac z jego pomocy, inaczej efekty moga byc gorsze.
to oczywiscie przesadzone wnioski (choc patrzac na posty wyzej i sposob wyciagania wnioskow moze i tak nie poszalam). chcialam tylko wyrazic to: mozna byc przeciwnikiem zamawiania choreografii i nie jest to wcale jakis straszny powod do dziwienia sie i szukania w tym stanowisku idealistycznych badz romantycznych zapedow.
oczywiscie powinnysmy w tej dyskusji porownywac problem kupowania badz nie tylko w przypadku profejsonalnych tancerek. inaczej gubimy sie w tokach myslowych (jak sie okazalo).
inna rzecz to mieszanie sztuki z rozrywka. tu granica jest niewyrazna czesto jedno i drugie wystepuja razem, czasem zupelnie odrebnie. i zdaje sobie sprawe, ze:
- mozna zamowiona choreografie zatanczyc tak, ze zlapie mnie ona za serce, przekona, wzruszy, wzbudzi emocje. i dla mnie to juz bedzie sztuka
- mozna pieknie zatanczyc wlasna choreo, ktora mnie rownie mocno zachwyci. i to tez bedzie dla mnie sztuka.
- mozna zatanczyc fajnie cudza choreo ale nie umiec byc w tym prawdziwym i szczery, wtedy to bedzie dla mnie rozrywka.
- mozna zatanczyc swoja choreo i zatanczyc ja slabo ale szczerze. dla mnie to bedzie rozrywka
- mozna zatanczyc wlasne choreo, srednio ale za to szczerze a emocje sprawia, ze "cos mnie tknie" i to dla mnie bedziedzie sztuka (tu mi sie skojarzenie z Nikiforem nawinelo). dla innych moze to byc rozrywka. dla jeszcze innych koszmar.
nie twierdze, ze wszystko, co jest szczere jest od razu sztuka. i tu sie rozbija chyba wszystko: o gusty - bo rozni ludzie rozne rzeczy nazywaja sztuka, rozne rozrywka, w roznych momentach czuja oba "zjawiska" jednoczesnie i w roznych nie maja zadnych odczuc zwiazanych z jednym i drugim.
twierdze, ze wiekszy wklad wlasny daje wiecej wrazen dla mnie istotnych. i tak naprawde rzadko na scenie ogladajac tancerki czuje cos naprawde przejmujacego. moze wlasnie dlatego, ze u mnie ciezko przejsc z rozrywki do sztuki, ktora mnie poruszy.
a analogia do teksciarzy czy kompozytorow tez mi nie do konca lezy. bo tu tez bardziej chodzi o rozrywke niz o sztuke. ma sie podobac, ma przynosic pieniadze, odpowiednie efekty, ma byc profesjonalne.
sztuka wyplywa bardziej z serca i nie zawsze kazdy, kto sie w rozrywce kreci ma potrzebe tworzenia sztuki. tylko nam, z boku trudno ocenic co komu w sercu lezy a co nie.
a czy jest jakas analogia jesli chodzi o malarzy? moze tu byloby latwiej jakos to porownac? bo osobiscie nie slyszalam o zadnym, ktory zamawial szkic, na ktory tylko potem nakladal farby i powstawalo dzielo. czy moze jednak malarze tez jakos opieraja sie na innych. ktos mi pomoze tu odnalezc podobienstwa z tancem?
nie wiem ile postow powstalo w czasie, gdy pisalam swoj i nie wiem czy moja wypowiedz ma jeszcze jakies znaczenie.
a czy jest jakas analogia jesli chodzi o malarzy? moze tu byloby latwiej jakos to porownac? bo osobiscie nie slyszalam o zadnym, ktory zamawial szkic, na ktory tylko potem nakladal farby i powstawalo dzielo. czy moze jednak malarze tez jakos opieraja sie na innych. ktos mi pomoze tu odnalezc podobienstwa z tancem?
.
Może tu by pasowało porównanie do wykonywania kopii obrazów słynnych malarzy? Malarze często wykonują kopie na zamówienie, a żeby takową namalować trzeba dysponować ogromnym talentem i ogromną wiedzą. Trzeba mieć za sobą lata nauki i praktyki. Tutaj myślę, że to o wiele trudniejsze - poprawnie skopiować geniusza, niż stworzyć coś własnego, bo trzeba całkowicie odrzucić własny styl, własną manierę.
W tańcu na pewno jest łatwiej, bo choć kompozycja jest nie twoja, ale tworzona "pod ciebie" i możesz w nią włożyć cząstkę siebie, swoich emocji, swojego stylu. Chyba, że emocje i styl są również "rozpisane", typu: tu uśmiech, tu zmarszczenie brwi itd.:D
Podobnie sytuacja kiedy kiepska tancerka o marnej wiedzy układa sobie "choreografię", będącą zlepkiem figur - nie jest to artyzm tylko zwykła fuszerka.
omg, tym jednym zdaniem pozbawiłaś mnie chęci dopracowania swojej choreografii na jutro. To przecież będzie porażka na całej linii :eek:
Blancari
05-02-2009, 16:47
Co do malarzy - o wielu największych dziełach, np freskach, mówi się, że są danego twórcy, a tak naprawdę są to tzw. szkoły. Tzn. słynny artysta malował szkice i nadzorował prace, a część wypełnień i w ogóle część pracy wykonywali jego uczniowie.
W przypadku muzyki: Jan A.P. Kaczmarek dostał Oscara za muzykę do "Marzyciela". A tak naprawdę on skomponował tylko motywy i melodyjki. Całą orkiestrację i aranż robili zupełnie inni ludzie, którym za to solidnie zapłacono. A przecież orkiestracja wymaga większych umiejętności i pracy niż ułożenie motywu melodycznego. I wcale nie jest to tajemnicą, choć w polskich gazetach raczej przemilczano ten fakt.
Adam Mickiewicz też nie napisał sam "Pana Tadeusza" - o czym w szkołach milczą, ale w solidnych biografiach już nie.
Tylko w naszym kraju jakoś nam się wydaje, że wszystko trzeba robić samemu, bo inaczej jest gorsze. Nie jest gorsze - jest inne.
A wiecie dlaczego? Bo w przypadku sztuki wcale nie chodzi o artystę, który jest za nią. Chodzi o sztukę, dzieło, efekt końcowy. Tylko romantyzm stawiał wieszczów na piedestale. Ale romantyzm skończył się na świecie dawno temu, tylko w Polsce pokutuje do dziś.
Grashko - ja się odniosłam do całości dyskusji, w której niektóre dziewczyny zaczęły mieszać autorskie choreografie profesjonalistek z autorskimi układami uczennic.
Rasho - owszem, pisałyśmy o innych trochę rzeczach. :) Ty miałaś na myśli tancerki równorzędne (i tu się z Tobą zgodzę, że na pewno "lepsza" jest ta najbardziej wszechstronna), a ja tu raczej odnosiłam się do wypowiedzi innych dziewczyn, które trochę pomieszały poziomy.
Ale Rasho - z ciekawości - czy myślisz, że jest sens nieustannego wprowadzania hierarchii wśród tancerek, nawet na poziomie prawdziwych artystek? Zgodzisz się, że wtedy różnice są już na ogół bardzo subiektywne, dotyczą razej indywidualnego stylu i tego, czy ich interpretacja do nas przemawia.
Ja uważam, że owszem warto o nich nadal dyskutować, ale na pewnym poziomie trudno stwierdzać, która jest lepsza "generalnie". Bo najprawdopodobniej każda będzie miała swoje mocne strony, a te słabsze i tak będą na poziomie profesjonalnym :)
Bajaderko - przeczytaj więcej moich wypowiedzi. Ja nie neguję początkujących układów, tylko uważam, że nie należy ich porównywać z konkursowymi profesjonalnymi choreografiami.
I jeszcze jedno - mam wrażenie, że według niektórych z Was, wykonanie cudzej choreografii jest odtwórcze. Otóż nie jest. Jest twórcze. Choreografia napisana przez kogoś to dopiero punkt wyjścia do ćwiczeń i interpretacji.
Podobnie muzyk czy dyrygent - tez korzystają z gotowej, napisanej przez kompozytora partytury. Ich praca naprawdę nie polega na odegraniu nutek, tak jak praca tancerki nie polega na odtańczeniu zapisanych ruchów.
Najpierw trzeba zmierzyć się z techniczna stroną, potem z interpretacją, artykulacją. Każdy ruch, każdy dźwięk muszą mieć sens, układać się z pozostałymi w logiczną całość. I tu jest naprawdę mnóstwo miejsca dla wykonawcy, którego zadaniem jest ożywić to, co powstało "na papierze".
bardzo podoba mi sie ta dyskusja :)
nie bylabym jedynie, Blancari, pewna tego, ze w naszym kraju myslimy, ze cos co zrobimy jest sami z zalozenia jest lepsze od "cudzego". mysle wrecz, ze przez wiele lat bylo odwrotnie. zachonie (zrobione na zachodzie, wykonane na zachodnia modle) z zalozenia bylo lepsze, bardziej przemyslane. a nasze polskie, bylo zle pomyslane, zle wykonane, chaotyczne, slabej jakosci w stylu "Polak potrafi". a przynajmniej tak odbieralam wypowiedzi moich rodzicow i dziadkow kiedys...
osobiscie nie stawiam na piedestale tancerek, ktore nie korzystaja z cudzych choreografii. i tez nie jestem zwolenniczka wprowadzania hierarchi...
fakt, ze zakladam, ze tancerka tanczy aby wyrazic siebie przez ruch, przekazac swoje emocje wydawal mi sie naturalna droga artstyczna. i kiedy zaczelyscie przekonywac do kupowania choreografii, zrozumialam te argumenty. jednak moje uczucia w tej kwestii pozostaly bez zmian. i tu jest ta kwestia lepsze vs. prawdziwsze, ktora pewnie kilku jeszcze dziewczynom w tej dyskusji utrudnia calkowite zaakceptowanie faktu, ze mozna tworzyc sztuke na bazie cudzego pomyslu.
"lepsze" i "prawdzisze" moga pojawiac sie podczas jednego wystepu tancerki jednoczesnie.
a moze pojawic sie tylko z jedno nich. i tu rekacja na jedno lub/i drugie jest juz indywidualnie rozumiana i odczuwana.
nie wiem jak to ujac inaczej w slowa. mam nadzieje, ze zrozumiecie co mialam na mysli.
Blancari domyślam się, że nie chciałaś być złośliwa ani nic w tym stylu, ale fuszerka to chyba nie było dobre określenie i chcę się do tego przyczepić. Taka nieprofesjonalna tancerka (typu ja:p) musi się cholernie napocić, żeby to co układa nadawało się do pokazania ludziom, przy jednoczesnej świadomości, że niestety nie jest to choreografia najwyższych lotów. I mnie nawet taka drobna uwaga zniechęca.
Blancari domyślam się, że nie chciałaś być złośliwa ani nic w tym stylu, ale fuszerka to chyba nie było dobre określenie i chcę się do tego przyczepić. Taka nieprofesjonalna tancerka (typu ja:p) musi się cholernie napocić, żeby to co układa nadawało się do pokazania ludziom, przy jednoczesnej świadomości, że niestety nie jest to choreografia najwyższych lotów. I mnie nawet taka drobna uwaga zniechęca.
Słusznie. Od czegoś trzeba zacząć. Mamy coraz więcej różnych konkursów, a tu wychodzi taka sytuacja, że skoro "lepsze" tancerki twierdzą, że są za słabe na występy, bo trzeba to, to i to, żeby móc występować, to wtedy te, które chciałyby spróbować swoich sił popadają w zwątpienie. Bo skoro "lepsze" się nie uważają za dostatecznie dobre, to co dopiero ja? A taka Orit też musiała kiedyś mieć swój pierwszy występ, z którego pewnie się teraz śmieje, bo jest już o milę dalej z poziomem.
Przykład z Orit bardzo mi pomógł:D Idę więc uzupełniać swoją 20sekundową dziurę jakimś zlepkiem :p
Przykład z Orit bardzo mi pomógł:D Idę więc uzupełniać swoją 20sekundową dziurę jakimś zlepkiem :p
Spoko, za parę lat będziesz kupowała profesjonalne choreografie od mistrzów i z sentymentem wspominała tę 20-sekundową dziurę! :D;)
Blancari
05-02-2009, 17:33
Bajaderko - faktycznie, wkradł mi się skrót myślowy. Nie nazywam fuszerką choreografii dziewczyny, która jeszcze się uczy. Wręcz doceniam fakt, że stara się i się rozwija i dokształca. Ale przyznasz, że taką tancerkę, jeszcze nieprofesjonalną, traktuje się inaczej na scenie. Ona ma jeszcze prawo do potknięć.
"Fuszerką" nazywam sytuację, gdy na scenę wychodzi niewiele jeszcze potrafiąca tancerka, ale oczekująca traktowania jak artystki, ponieważ sama ułożyła sobie układ.
Po prostu potępiłam tu zbyt szybkie nazywanie kogoś artystą, tylko dlatego że sam ułożył sobie układ (i to nieważne jaki). Bo nie to jest kryterium artyzmu.
Również napisałam, że takie nieprofesjonalne układy, co prawda nie nadające się na konkurs, mogą się całkiem dobrze sprawdzić na lokalnej imprezie.
Rozjaśniłam? :D Bo złośliwa nie miałam zamiaru być. Ja tylko się irytuję, jak ktoś ma zbyt duże parcie na scenę i do tytułu artysty, a za małe parcie do nauki :) I - jak sądzę - Ciebie to akurat nie dotyczy.
Zapytano kiedyś Bacha, co trzeba zrobić, żeby być takim genialnym muzykiem jak on. Bach odpowiedział:
- Trzeba nauczyć się tylko trzech rzeczy: grać, grać i grać. :D
Zauważcie - nie powiedział: komponować. Przekładając na taniec, najpierw należy nauczyć się tańczyć, a kwestia, kto napisze profesjonalną choreografię jest sprawą drugorzędną. Jeśli tancerka sama potrafi sobie ułożyć - super. Jeśli kupuje - ok.
A wszystko wcześniej jest czasem nauki i rządzi się innymi prawami.
Tak, więc Bajaderko - Ty masz świadomość tego, że jeszcze się uczysz, więc nie zniechęcaj się tylko dąż do profesjonalizmu. Naprawdę, nie takie osoby jak Ty miałam na myśli :)
No i życzę Ci udanej choreografii, bo to trudne zadanie, ale bardzo rozwijające i twórcze :)
Zgadzam się z Wami, Bajaderko i Mirando
Moje zdanie na ten temat jest takie: należy próbować swoich sił, różnica pomiędzy początkującą tancerką a profesjonalistką jest ogromna (pozwolę sobie zauważyć zupełnie bez żadnej złośliwości, że chociaż pomiędzy taką mną a praktycznie wszystkimi udzielającymi się na forum dziewczętami jest przepaść, to uważam za nie-ok wypowiadanie się w taki sposób, że byłabym gotowa pomyśleć, że w tej dyskusji bierze udział Sadie czy inna gwiazda - niczego Wam to dziewczyny nie ujmuje oczywiście i nie chcę być źle odebrana, wiem, że wiele z Was naprawdę dużo wie o tańcu - ja wiem bardzo niewiele), ale nie można skreślać każdego na podstawie "nie wie nic, a wypowiada się" - to nie jest temat tej dyskusji, a zdanie na taki temat może mieć każdy.
Tancerki powinny wspierać się w dążeniu do jak najlepszej techniki i wyrazu artystycznego, dla mnie po prostu choreografia świetnie zatańczona i ułożona przez wykonującą ją tancerkę będzie o wiele bardziej wartościowa, niż kupna. I może mam zbyt romantyczne czy ideologiczne podejście, ale dla mnie - no cóż - w tańcu właśnie o to chodzi : ) Taniec to nie sport, gdzie liczy się wyłącznie wynik, to jest SZTUKA która łączy ludzi - nie zapominajmy o tym.
Rasho-A teraz od drugiej strony. W jaki sposób ma wypłynąć genialny choreograf?? Przez genialną tancerkę. Jeśli jego praca trafi w ręce partacza to nikt o nim nie powie,że jest genialny. Więc nie można mówić,że cały splendor spływa na tancerkę. Korzyści czerpią obydwoje.
A normalnym jest,że większą uwagę przukuje ten który jest na pierwszym planie sceny.
Co do naszego tańca i strojów - myślę, że jak tancerkę stać na kupno choreografii (właśnie, ciekawe ile takowa kosztuje i jak to wszystko się załatwia...?), to pewnie i strój zamawia u jakiegoś designera.
Odnoszę wrażenie Mirando,że jesteś rozżalona,ze kogos stać na kupno choreofrafii czy zamówienie stroju u projektanta. I chwała mu za to!!! Jeśli efekt będzie oszałamiający zarówno pod względem tanecznym jak i wizualnym to świetnie. W końcu taki występ ma cieszyć oko.
Bajaderko dalej nie rozumiesz sensu wypowiedzi Blancari. Jej nie chodzi o zniechęcanie początkujących tancerek do układania swoich kompozycji do tańca.Chce jedynie uświadomić ,że między tym co robisz a pracą zawodowego choreografanie można postawić znaku równa się . Sama piszesz-nie jest to praca najwyższych lotów, ale niektórym dziewczynom wydaje się,że skoro rozpisały sobie układ same to ich praca ma wyższą wartość i już mmozna mówić o artyźmie.
Tymczasem efekt, który juz chyba bezsprzecznie uznałyśmy za najważniejszy może być marny po takich zabawach w choreografa.
teraz trochę sarkastycznie -od dziś będę patrzeć na Madonnę jak na bizneswoman a nie artystkę. Chociaż zawsze myślałam,że bliżej do interesów jest tym co kształcili się na MBA-ach a nie tym co śpiewają
Blancari-obiema rękami podpisuję się pod wszystkimi Twoimi wypowiedziami. Amen
Odnoszę wrażenie Mirando,że jesteś rozżalona,ze kogos stać na kupno choreofrafii czy zamówienie stroju u projektanta. I chwała mu za to!!! Jeśli efekt będzie oszałamiający zarówno pod względem tanecznym jak i wizualnym to świetnie. W końcu taki występ ma cieszyć oko.
A niby dlaczego mam być rozżalona? Profesjonalista ma wszystko profesjonalne, to jasne, że raczej nie siedzi nocami dziergając cekinami staniki z lumpeksu. A moja wypowiedź odnosiła się do czyjejś wypowiedzi, ale z uwagi na szybkie przybywanie postów straciła kontekst, zanim się pojawiła.
Naszła mnie teraz taka refleksja - skoro na konkursy Rosjanki kupują choreografie, to wkładem własnym może być tylko strój... Może dlatego są takie wydumane? Dokładnie - do tej!:)
Blancari
05-02-2009, 18:09
Dziękuję, Djamilo :)
A co do sztuki i biznesu - uwierz, rządzą się tymi samymi prawami. Dziś, rozkręcając skutecznie zupełnie nieartystyczną działalność - korzystam w większości z tego, czego nauczyłam się podczas tygodni spędzonych w trasach koncertowych, miesięcy prób i przygotowywania tychże tras, nagrań, konferencji prasowych.
Niezależnie od naszych szczytnych ideałów - widz to klient, zasługuje na szacunek i najwyższy poziom. A tancerka prezentuje swój taniec, powiedziałabym nawet brutalnie - sprzedaje go (jeśli dostaje pieniądze za występ). Tak więc, patrząc z tego brutalnego, ekonomicznego punktu widzenia - ten taniec to towar. Nikt nie chce towaru słabej jakości, więc nie oczekujmy przychylności widza dla kiepskich poczynań tancerki.
Jedynie uczennice mają prawo do łaskawego oka - bo otwarcie jest powiedziane, że to uczennice.
Show-biznes to biznes, jeśli ktoś się wypromuje, prędzej czy później trafi w jego szpony. I wtedy trzeba z jednej strony mieć ideały, a z drugiej stać mocno na nogach, żeby nie zostać pożartym.
Jak myślicie, dlaczego większość uwielbianych przez Was BDSS jest poprawiana chirurgicznie? Bo naturalność i kobiecość to piękny ideał, ale na światowej scenie trzeba samemu być ideałem. Ciągle odnajdywać drogę do widza, aby pomiędzy jego na ogół płytkimi oczekiwaniami, przemycić większe wartości, które dadzą mu do myślenia.
Taki lekki OT to był...
Blancari - jest jeszcze różnica pomiędzy show biznesem, a tańcem wyczynowym. Nie trzeba zarabiać milionów ani mieć 548741747 strojów by być dosyć-znaną tancerką czy instruktorką : ) A ta druga też jest dla mnie profesjonalistką.
Blancari
05-02-2009, 18:30
Nunah - pisząc show-biznes nie miałam na myśli tylko tej rozrywkowej pop-kultury.
Tymi prawami rządzą się wszelkie przejawy działalności kulturalnej. I nie chodzi mi tu o pieniądze tylko o sposób funkcjonowania.
Moje doświadczenie wywodzi się z muzyki klasycznej, a nie rozrywkowej. I tez kiedyś sądziłam - podobnie do Ciebie. Dziś wiem, że nie jest tak pięknie. Szkoła tańca, agencja artystyczna, reprezentacja konkursowa - to wszystko wiąże się z marketingiem. I wszystko wymaga pieniędzy. Jeśli nie zarobisz ich sama - musisz mieć sponsorów. Żeby mieć porządnego sponsora, musisz być dobra. Taniec wyczynowy tez wymaga nakładów finansowych.
Wszelka kultura na poziomie profesjonalnym staje się już biznesem. Z wszystkimi tego konsekwencjami.
A znana tancerka, żeby być znana - musi nie tylko dobrze tańczyć, ale też występować i uczyć, a więc wchodzić w zależności biznesowe.
Tak to działa i nie da się temu wymknąć...
a czy jest jakas analogia jesli chodzi o malarzy? moze tu byloby latwiej jakos to porownac? bo osobiscie nie slyszalam o zadnym, ktory zamawial szkic, na ktory tylko potem nakladal farby i powstawalo dzielo. czy moze jednak malarze tez jakos opieraja sie na innych. ktos mi pomoze tu odnalezc podobienstwa z tancem?
Malarstwo to moja działka dlatego odpowiem Ci.
Największym zaskoczeniem dla mnie kiedy zacząłem studiować ten temat było to, że każdy większy malarz bez względu na epokę miał swoją szkolę w której terminowali uczniowie. To oni ucierali farby, budowali kompozycję, szkicowali i nakładali pierwsze warstwy. Pracowali nad obrazem kilka miesięcy. Mistrz przychodził, poprawiał kilka kresek i składał podpis.
Oczywiście cały splendor za dzieło przypisywano mistrzowi.
Jakie przełożenie na taniec? Nie wiem, może to, że największe dzieła, za które podziwiamy wspaniałych malarzy nie są do końca ich autorstwa, tak jak podziwiamy tancerki, które nie do końca są autorkami swoich występów.
Nie zmienia to jednak faktu, że dają dużo wzruszeń oglądającym zarówno obrazy jak i taniec.
Odniosę się jeszcze do tego co napisałem o Orit. Podkreślam, że Orit z dumą powiedziała o tym, że kupuje choreografie, ma również stylistę i krawca, którzy wymyślają i szyją dla niej stroje.
Nie będę cytować wypowiedzi dziewczyn, bo byłoby tego za dużo. Powiem może tylko już tak ogólnie, że moim zdaniem nie ma nic ujmującego tancerce, jeśli skorzysta z wiedzy kogoś bardziej doświadczonego lub mającego inne spojrzenie, jeśli chodzi o choreografię. To i tak tancerka interpretuje sobą całą choreografię, oodając swoje emocje. Inwencja własna jakoś na tym nie cierpi. A poprzez pracę z profesjonalnym choreografem można dowiedzieć się więcej na przyszłość o tej sztuce, więc nie idzie to na marne i nie zabija możliwości tworzenia własnych choreografii. Po to ludzie mają różne specjalności, aby korzystać z ich wiedzy, szczególnie na początku swojej przygody.
Layla_Yildiz
05-02-2009, 19:45
Ja chcę, powiedzieć, że absolutnie nie potępiam żadnej tancerki, która tańczy do napisanej dla niej choreografii :) Na prawdę! Jeśli dzięki temu, że dla Orit są pisane specjalne choreografie , tańczy tak pięknie to ja się ciesze że jest taka osoba w jej twórczości. Ten mój zawód, wynikał z tego, że była dla mnie wzorem tancerki, która sama poprzez własnoręcznie napisaną choreografię, potrafi opowiedzieć tyle różnych historii. Teraz kiedy, wiem że kupuje choreografie, mam świadomość że nie jest to już tylko jej geniusz, co nie znaczy, że nie uważam jej za genialną tancerkę. Dla mnie jest rewelacyjna i jedyna w swoim rodzaju. Zdaję sobie sprawę, że to, że choreografię układają jej mistrzowie to dla Niej powód do dumy- nie oszukujmy się raczej byłby dla każdej tancerki :) Poza ty to, że tańczy cały czas zachowując w tym siebie też jest godne podziwu i z pewnością jest to jeden z wyznaczników wybitnej tancerki. Zdaję sobie sprawę z tego, że jeżeli mamy specjalistów to właśnie po to by korzystać z ich pomocy. Dlaczego, nie korzystać z rad stylistek i nie mieć osoby która projektuje stroje, jeśli kogoś na to stać, to czemu nie? Taniec to też showbiznes zgadzam się z Tobą Blancari.
Orit jest przykładem tancerki, która zapracowała na swój prestiż i gdyby przyszło jej zatańczyć, a odebrano by Jej piękne stroje i wspaniałych choreografów, to jestem pewna że i tak by nas nie zawiodła i jako widzowie wyszlibyśmy z pokazu zadowoleni, bo dostalibyśmy naszą Orit, wspaniałą jak zwykle.
Natomiast nie miałabym takiej pewności co do niektórych tancerek, które również tańczą zamówione choreografie, nie koniecznie pisane przez najwybitniejszych arabskich mistrzów, ale jednak osób z większym doświadczeniem niż one same posiadają. Myślę, że do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć i tak jak na pewne rzeczy trzeba sobie zapracować.
A co do tej Madonny :) Djamilo ! Twoja wypowiedź była chyba skierowana do mnie-absolutnie nie chciałam być niemiła. Chodziło mi o to, ze gdyby zabrać jej całą tą otoczkę i sztab specjalistów, a poprosić ją o zaśpiewani np. a'capella, to nie wiem czy nadal miała by tylu fanów ze względu na walory wokalne,czyli tych które chyba powinny być podstawą w branży muzycznej. Ma przyjemny głos, ale w jednej minucie spośród moich znajomych jestm w stanie wymienić przynajmniej jedną osobę o dużo lepszych mozliwościach wokalnych. Madonna zrobiła tak wielką karierę dlatego, że była skandalistką :) a ludzie lubią osoby barwne, więc dla mnie jest to bardziej biznes niz artyzm.
Jak dla mnie sprawa jest dosc prosta. Dobra tancerka powinna pisac zarowno swoje choreografie jak i umiec tanczyc do choreografii innych osob(nie naduzywajac tego drugiego). Osobiscie bardziej cenie wklad wlasny, ale jestem w stanie zrozumiec, ze ktos moze miec dar do tanca a niekoniecznie do tworzenia wlasnych ukladow....
Jak zwykle wszystko się sprowadza do prostej zasady - mierzyć siły na zamiary i trzeźwo oceniać sytuację (czyli możliwości własne) :).
Można być świetną tancerką nie będąc dobrym choreografem - wtedy współpraca z profesjonalistami od choreografii świadczy o rozsądku :). Można zamówić muzykę, choreografię, osobistego trenera 24/7, projektanta, stylistę, krawca, fryzjera, manicurzystę... :unsure: ok wystarczy :D - zatańczyć i wzbudzić zachwyt publiczności.
Można być osobą wszechstronnie uzdolnioną i rzeczywiście - zmiksować lub wręcz skomponować sobie utwór, stworzyć choreografię, zaprojektować stroje, rekwizyty, jeszcze je uszyć/wykonać a potem zatańczyć - i też wzbudzić zachwyt publiczności. To geniusze, ale się zdarzają.
Nie uważam, że któraś metoda osiągnięcia tego samego efektu jakim jest zachwyt publiczności jest lepsza lub gorsza, natomiast z pewnością jeśli mnie osobiście by zapytano którą z osób cenię bardziej, odpowiedziałabym, że tę drugą (co wcale nie znaczy, że nie doceniam oczywistych wysiłków osoby pierwszej).
Nie zapominajmy, że wiele dzisiejszych tancerek kiedyś będzie choreografami (lub już nimi są) ;)
P.S. Tak zupełnie na marginesie - czyż np. łyżwiarze figurowi jadąc na mistrzostwa sami sobie wymyślają program i wyszywają wdzianka? Nie. A zatem czy jednak liczy się efekt? Moim zdaniem tak :).
Bajaderko - Ty masz świadomość tego, że jeszcze się uczysz,
Pokaż mi profesjonalistkę, która się nie uczy:blink: <w sensie, kategorią podziału raczej nie powinien być fakt czy ktoś się uczy czy nie, vide Suraiya>
Djamilo, zaskoczyłaś mnie. Jeszcze nie odpowiedziałam na wyjaśnienie Blancari, a Ty już wiedziałaś, że nie zrozumiałam jej wypowiedzi;)
Ciekawa dyskusja:) Wydaje mi się jednak, ze nieco trudna do jednoznacznej oceny. Moim zdaniem trzeba uszanowac kazdego artyste- i tego co kupi i tego co tworzy sam... liczy się efekt koncowy- to czy widownia poczula uniesienie, radosc, wzruszenie- cokolwiek- jeśli nie poczula NIC to czy choreografia była kupna czy nie to i tak już moim zdaniem „po wszystkim” jeśli artysta nie wzbudzil zadnych pozytywnych emocji...
A mnie naszła troszke inna refleksja- zaczęłam się zastanawiać, jaki sens jest w startowaniu w konursach z dziewczynami, których choreografie pisane są przez wybitnych mistrzów- choreografów, oczywiście w przeciwieństwie do moich, które układam sobie sama- zdarza mi się przed ważniejszymi wydarzeniami, skorzystać z rady osoby znacznie bardziej doswiadczonej ode mnie, ale to na zasadzie prośby o jej opinię na temat mojej choreografii a nie prośby o jej napisanie. Więc jaki jest sens stawania w szranki z choreografią napisaną przez mistrza? Koś powie, że jeżeli tancerka jest zła, to z pustego i Salomon nie naleje... może i fakt, ale znacznie łatwiej jest wyćwiczyć gotową choreografię, zamiast cała ciężką pracę dzielić jeszcze na siedzenie tygodniami nad utworem, i myśleniem w jaki sposób, jedynie za pomocą ciała, i we własny indywidualny sposób, oddać emocje, o których on opowaniada, cały czas mając na uwadze fakt by całość mieściła się w znakomiecie dopracowanej technicznie jak i choreograficznie ramie...
Laylo - mam chwilke- z mojej strony taka malutka refleksja, ktora mam nadzieje troszke podtrzyma Cie na duchu w tej kwestii... Twoje dywagacje co do stawania w szaranki z osobami, które tancza choreografie najwiekszych mistrzow sa dosc naturalne...
Podziele się tak tylko chyba po to by jakos pokrzepic osoby z takimi watpliwosciami - choc jest to kwestia jednostkowego wydarzenia wiec z pewnoscia nie jest regula... ale podzielic sie moge- jesli ktos przez to zrobi glegoki oddech, nie podda sie i pojdzie "w taneczny swiat" to bede usatysfakcjonowana:)
Pamietam jak weszlam do „przedkonkursowej garderoby” w Pradze i zaczelam zewszad slyszec... „ja zatancze choreografie tego, ja tamtego (same slawy)...”, „makijaz robila mi najlepsza praska stylistka ze studia tego i tego...”, „uzywam tylko markowych sztucznych rzes firmy „x”, „mój kostium jest takiego a nie innego projektanta i kosztowal prawie 1000 dolarow” itd.... Slyszalam to wszystko sama poprawiajac makijaz swych naturalnych rzes, uzywajac dloni zaopatrzonych we wlasne paznokcie, majac w planie zatanczyc swoja wlasna choreografie drum solo, w pokrowcu majac stroj bez szcegolnej golizny, bez krzyczacych kolorow i jednak tanszy... ;) Jak myslisz- nie dopadly mnie wtedy takie mysli??? Alez naturalnie, dopadly! Dodam, ze trzeba było podac autora choreografii z która się tanczy-był to wymog organizatora (potem okazalo sie, ze kilka dziewczyn to zignorowalo) wiec naturalnie wtedy pomyslalam dokladnie to samo co Ty...
Po wszystkim, nastepnego dnia przy okazji gali rozmawialam z Jillina (nie miala stylistow, fryzjerow, sama się malowala, bez sztucznych rzes, pazurkow itd., mialam miejsce obok niej- pomagalam jej ja i inne wystepujece w zmianie strojow, psikaniu brzuszka brokatem itd.- nie miala od tego LUDZI :D) i nagle wypalila... „widzialam, ze tanczylas swoja chreografie... ja zdebialam i powiedzialam zawstydzona, ze tak... to moja wlasna... chcialam cos dalej tlumaczyc bo nie wiedzialam do czego zmierza... a ona na to „mialam to napisane w formularzu do oceny- to dla mnie bardzo wazna kwestia. Te dziewczyny, które tanczyly swoje rzeczy to zaznaczyly, te które nie zaznaczyly pewnie tanczyly czyjes, niektóre to wrecz napisaly” A ja dalej zawstydzona „ale wiesz, to moja wlasna, niektóre z nich tanczyly choreografie mistrzow”... a ona na to „ i co z tego - moim zdaniem nadeszla era tancerek, które sa jednoczesnie kreatywnymi choreografkami, potrafia nauczyc wlasnych rzeczy innych, maja swój styl a nie powielaja tego co już wszystkim się opatrzylo, często same sa swoimi agentkami, stylistkami, trenerami itd- dla mnie zawsze to będzie stalo wyzej bo to jest dopiero prawdziwa sztuka byc dobrym w tylu dziedzinach”
Wiec jak widac- zdania sa podzielone... każdy ma swój wlasny punk widzenia, wizje artysty, artyzmu itd.... na niektórych konkursach nie punktuje się choreografii, nie ma obowiazku podania co się tanczy- trzeba po prostu ladnie zatanczyc... na innych trzeba podac i jest to punktowane... znow wiec nie ma zadnej reguly- jeśli chcesz gdzies wystartowac dowiedz się po prostu jakie sa zasady....
Każdy będzie miał inny punk widzenia- to sa kwestie bardzo indywidualne i nieostre- trzeba uszanowac zdanie innych. Każdy odczuwa to inaczej...
[quote=vasanta;49499]Jeśli spojrzeć na to z perspektywy "jak ktoś umie wszystko, to nie umie nic", to zaczyna mieć sens kupowanie choreografii od osób, które dużo czasu spędziły na studiowaniu arabskich rytmów, interpretacji muzyki, łączenia figur itd. Większość tancerek w Polsce robi to jednak półamatorsko, niewiele chyba może się pochwalić dyplomami choreografów czy perfekcyjną znajomością języka arabskiego.
Vasanto –chyba nie jest az tak zle... można się od mistrzow nauczyc interpretacji poszczegolnych rytmow, instrumentow itd., tekst (jesli jest w utworze) można dac przetlumaczyc czy zapytac znajomego Araba- to nie jest rzecz nieosiagalnaJ Jeśli te rzeczy zgramy, mamy wiedze zdobyta wczesniej od roznych solidnych nauczycieli to choreografia powstaje dosc natralnie... Wydaje mi się, ze mistrzowie sa od tego by od nich czerpac wiedze, ale potem „przetworzyc to przez swój styl, swoja estetyke, swoje emocje”... ale to moje osobiste zdanie... Kluczowa kwestia wydaje mi się jednak jest to, ze trzeba po prostu odroznic tancerke od choreografki- przeciez to cos zupelnie innego... ktos może być wspaniala tancerka, odtworczynia, ale nie miac zadnych wizji choreograficznych ani swoich ani np. grupowych i odwrotnie- swietnym choreografem bez szczegolnych predyspozycji do tanca... Sadze, ze nie powinno się tego wartosciowac a jedynie traktowac w oddzielnych kategoriachJ
[quote=Bajaderka;49708]Pokaż mi profesjonalistkę, która się nie uczy:blink: <w sensie, kategorią podziału raczej nie powinien być fakt czy ktoś się uczy czy nie, vide Suraiya>
Yyyyy... skoro mi "wypomniano" :p ksztalcenie ustawiczne... :p Alez tak- z dzika radoscia i ciaglym niedosytem - bede tak jeszcze wiele lat jezdzic gdzie moge i wydawac na to fortune! Dlaczego? Bo wiem, ze badac tak oddalona jako Polka od tej kultury moja wiedza jest jak ziarnko piasku na pustyni... a mnie, kiedys w przyszlosci po prostu marzy sie piaskownica:D
Pozdrawiam serdecznie:D
"....moja wiedza jest jak ziarnko piasku na pustyni... a mnie, kiedys w przyszlosci po prostu marzy sie piaskownica:D"
:biggrin:to mi się podoba! nic dodać nic ująć. Suraiyo jesteś genialna!:biggrin:
Suraiyo, wspaniała historia! Pokazuje po prostu, że prawdziwy talent, jak to się mówi, MOŻE się sam obronić, bez tych wszystkich wizażystów, fryzjerów i projektantów. Można powiedzieć, że odniosłaś podwójne zwycięstwo. :)
Ach Dziewczyny- zwyciestwa/porazki... chyba tego nie mozna tak traktowac... gdy sie tak zacznie to czlowiek nigdy nie bedzie chcial sie poddac niczyjej ocenie... a jestesmy oceniani codziennie, w kazdym zawodzie... wczesniej w szkole, na studiach... raz sie nam udaje a innym razem nie... ile razy bedac swietnie przygotowane do egzaminu cos idzie nie tak bo mamy slabszy dzien... trudno mowic, ze ktos jest do niczego bo raz mu wychodzi, raz nie... dziewczyny wydaly pieniazki na siebie, choreografie, pazurki itd- ok- swietnie, dlaczego nie? Na pewno tez wyszly z tego wzbogacone! Ja po prostu uwazam, ze nie mozna skonentrowac sie na rywalizacji bo wydaje mi sie, ze to sie zle skonczy... i trzeba miec dystans do siebie- jesli sie przegra to coz, stwierdzic tym razem mi sie nie udalo i zaczac pracowac jesczez ciezej!!!!
Moim skromnym zdaniem, trzeba to potraktowac z wielkim dystansem na zasadzie: "dobrze- zatancze, wloze w to cale serce- jesli sie spodoba- cudownie, jesli nie- w czym problem? to jakis koniec swiata?" Chyba tylko wtedy podejdzie sie na luzie do takich konkursow- bo kazdy z nich to loteria! Nigdy sie nie wie co "poruszy" jurorow, co przygotuja inne uczestniczki itd... ale czy chodzi o to by zawsze wygrywac? Przeciez to niemozliwe! Chodzi raczej by pokazac cos swojego, zobaczyc jak ludzie w innym kraju na to reaguja... przynajmniej ja wychodze z takiego zalozenia... moim zdaniem to mimo wszystko powinna byc frajda i dobra zabawa:-)
O,rany...Dobrze, że napisałaś coś takiego Suraiyo, to podniosło mnie na duchu i myślę, że wiele dziewczyn też. Zanim dotarłam do ostatniej strony zaczynałam myśleć, że chyba muszę skreślić moje jedno postanowienie noworoczne - wystąpić w jakimś konkursie. Bo, żeby występować w konkursie trzeba:
- być profesjonalistką
- mieć na to papier
- mieć papier, ze jest sie choreografką bądź
- kupic choreografie, bo inaczej widz poczuje się urażony
- mieć świadomość że to zlepek figur, jeśli to autorska rzecz,a ty nie jesteś profesjonalistką i nie przejmować się sędziami, którzy widzą Twój pot i tylko czekają aż skończysz ostatnią sekwencję zlepków
-wiec następnym razem nie występujesz, bo nie chcesz sie ośmieszać i czekasz aż staniesz sie profesjonalna tancerką (kim jest profesjonalna tancerka?)a jeśli nie jesteś profesjonalistką, to nie możesz występować w konkursie, bo ...żeby występować w konkursie trzeba:
-....
To gdzie mam sie uczyć??
Ale teraz jestem dobrej myśli i miłą chęcią jutro zaprezentuję moje fantastyczne, amatorskie zlepki!
I uprzedzam Wasze wypowiedzi - zrozumiałam, ze to normalna kolej rzeczy, że najpierw sie ma zlepki, apotem może coś lepszego:)
Blancari
06-02-2009, 01:09
Wybacz Isztar, ale chyba niedokładnie czytałaś dyskusję (wiem, długa się zrobiła), bo:
1) nikt nie napisał, że w konkursie może wystąpić profesjonalistka. Konkursy są na różnych poziomach.
2) kwestia papieru jest sporna. Jest wiele świetnych tancerek bez papierów i sporo kiepskich z papierami. Papier papierowi nierówny, a jego brak nie zawsze oznacza brak umiejętności.
3) nie chodziło o to, że własna choreografia jest zła, tylko, że kupna nie jest zła
I przede wszystkim odróżniamy poziom nieprofesjonalny od profesjonalnego.
Wspomniana tu już Suraiya (jako, że została wspomniana to pociągnę ten przykład, choć w Polsce jest jeszcze kilka utalentowanych tancerek) jest profesjonalistką. Potrafiłaby zatańczyć pięknie zarówno ułożoną przez siebie dobrą choreografię, jak i cudzą.
Ale sam fakt ułożenia jakiejś tam choreografii przez mniej zaawansowaną tancerkę, nie uczyni z niej drugiej Suraiyi.
Co nie jest jednoznaczne, że ta mniej zaawansowana tancerka nie ma się pokazywać. Ma - jak najbardziej, ale nie wolno jej stawiać się na równi.
Zakładam po prostu, że jeśli choreografia jest dobra i świetnie zatańczona to nieistotne kto ją ułożył, ale doceniam fakt, że tancerka potrafi to zrobić.
Dla mnie tancerka jest tancerką od poziomu zaawansowanego (prawdziwie zaawansowanego, a nie tylko z nazwy). Wcześniej to etap uczennicy i tak powinny być traktowane jej występy.
A zarówno uczennice jak i profesjonalistki mogą startować w odpowiednich konkursach, bo dzięki temu mogą się sprawdzić.
Ale jeśli tancerka nie startuje w konkursach to też nie oznacza że jest słaba. Są takie, które nie lubią się ścigać i wolą ten czas poświęcić na przygotowanie swojego występu dla publiczności.
Bajaderko - wśród prawdziwych profesjonalistek, które znam nie wskażę CI żadnej, która się nie uczy, bo wszystkie się dalej kształcą i rozwijają.
Ale mogłabym wskazać wiele przekonanych o swoim "artyzmie" i "profesjonalizmie" dziewczyn, które zamiast się uczyć zabrały się za bycie instuktorkami po roku czy dwóch nauki. I przestały chodziś na zajęcia czy jeździć na warsztaty, bo przecież one uczą.
I właśnie takie tutaj tępię, bo zbyt wiele ich spotkałam. Te przekonane, że bez wiedzy można stworzyć choreo i będzie ono lepsze, bo własne.
Miło mi, że mam takie samo zdanie jak Jillina :) Ale Suraiyo i inne forumowiczki, ten fragment mojej wypowiedzi zaczynający się od "Jeśli spojrzeć na to z perspektywy >jak ktoś umie wszystko, to nie umie nic<, to zaczyna mieć sens kupowanie choreografii..." chyba został źle zrozumiany. Jeszcze raz: to ma sens, JEŚLI spojrzy się na tancerkę z podanego punktu widzenia - ale to wcale nie znaczy, że ja tak patrzę i uważam osoby wszechstronne za osoby "do niczego". Nie jestem ciocią z Ameryki, serio!
I nadal podtrzymuję, że prawdziwą sztuką jest zrobić coś od siebie i to tak, żeby widzowie zachłysnęli się z zachwytu - odtwórczość to nie twórczość, najwyżej trawestacja czy reinterpretacja.
Czytałam uważnie.
Żadna dziewczyna nie stwierdziła, że jest profesjonalistka i na tym samym poziomie co profesjonalne polskie tancerki. Wydaje mi się, że dziewczyny bronią swojego trudu i już. A ciągłe pokazywanie im, że nie są profesjonalistkami, (co wiedzą) raczej im przeszkadza niż pomaga.
Idę spać, dobrej nocy.
Podpisuję się pod Isztar:) znowu...;)
Przeczytałam całą dyskusję w spokoju przy porannej kawie i pięknie widzę jak dochodzi do niezrozumienia intencji wypowiedzi.
Wydaje mi się, że dziewczyny bronią swojego trudu i już. A ciągłe pokazywanie im, że nie są profesjonalistkami, (co wiedzą) raczej im przeszkadza niż pomaga.
Isztar i Bajaderko, dziewczyny nie potrzebnie się bronią bo nikt ich nie atakuje. Tak samo nikt nie chce pokazać im, że nie są profesjonalistkami.
Dyskusja dotyczy czy kupowania choreografii i tańczenie jej jest sztuką czy nie. Dziewczyny twierdzą, że jest to sztuka przy włożeniu w nią emocji i interpretacji. Zwracają uwagę, że tancerka kupująca choreografię nie jest gorsza. Kilka razy użyły argumentu, że lepiej kupić choreografię jak się nie ma do tego talentu niż próbować ułożyć samemu bo może wyjść gniot. Wy niestety błędnie to odebrałyście do siebie.
Dla mnie tak jak dla innych liczy się efekt końcowy. Jak się popłaczę ze wzruszenia oglądając jakiś występ tancerki to nie ma dla mnie znaczenia czy kupiła choreografię czy sama ją ułożyła.
Layla_Yildiz
06-02-2009, 10:17
Suraiyo! Twoje słowa podniosły mnie na duchu. Masz rascję, grunt, to nie skupiać się na konkurencji, tylko na tym, żeby samej zatańczyć jak najlepiej. Twój przykład pokazuje, że jednak można osiągnąć sukces dzięki swojemu własnemu doświadczeniu i ciężkiej pracy. Przyznam się szczerze, że zaskoczył mnie również fakt, iż gwiazda światowej sławy jak Jillina ma takie zdrowe podejście do tematu, układa wasne choreografie, sama dba o swój wizaż, a jednak osiągnęła olbrzymi sukces- jej imię jest rozpoznawane chyba we wszystkich kręgach BD
Wielkie dziękuję Suraiyo za te pokrzepiające informacje :)
Isztar-mnie się wydaje, ze z tym papierem, to jest tak, że faktycznie jest on mile widziany u instruktorki (chociaż przyznam się szczerze, że gdybym miała do wyboru instruktorkę z certfikatem i instruktorkę bez certyfikatu, to najpierw poszłabym na zajęcia do jednej i drugiej, a dopiero potem dokonałabym wyboru, bo zdarzają się osoby, które nie mają owego papierka, a prezentują tak niesamowity ogrom wiedzy i doświadczenia, że aż grzechem byłoby nie skorzystać- tak naprawdę to chyba chodzi o to doświadczenie u tancerki-instruktorki i jej zdolności dzielenia się wiedzą z innymi w sposób jasny i bezpieczny), co do tancerki, to czy ja wiem czy jest on aż tak niesamowicie potrzebny? Są imprezy, które dopuszczają udział tylko osobom zrzeszonym, więc może dlatego warto, ale tak poza tym, to moim zdaniem znacznie bardziej liczą się umiejętności tancerki niż sam papier.
Jeśli chodzi o te zlepki- heheheh jak to fajnie brzmi- tak jak napisałam w którymś tam poście wyżej, Zaza tez od czegoś zaczynał, a szczerze wątpię, zeby jego mistrzowski kunszt ukazał się juz w pierwszej, drugiej, czy dziesiątej napisanej choreografii. My też od czegoś musimy zacząć, bo inaczej nigdy się nie nauczymy. Więc nawet jeśli coś za pierwszym razem nie wyjdzie, to ma prawo i nie warto się zrażać. Wszystkie zaczynałyśmy przecież od zera i wszytskie też się uczymy, więc powinnyśmy się wzajemnie wspierać i motywować, a nie zniechęcać. Grunt, to w kazdym następnym razie być lepszym. Głowa do góry. Damy radę! Osobiście zdaję sobię sprawę, że z arabskim mistrzem równać się nie mogę, ale to nie znaczy że nię będę starała się powolutku dążyć ku ideałom. Bo one włąśnie po to są-aby mobilizować i pokazywać, że jednak można.
Jeśli chodzi o efekt końcowy- jesli tanncerka pięknie zatańczy, to będę zachwycona niezależnie, od tego czy to była jej własna choreografia, czy też zakupiona, ale na pewno większy podziw wzbudzi u mnie ta tancerka która sama zajęła się ułożeniem chopreografii i nie widzę w tym nic złego.
Wy niestety błędnie to odebrałyście do siebie.
Nie wiem jak Isztar ale np. ja jestem po prostu przewrażliwiona:p
Niezależnie od naszych szczytnych ideałów - widz to klient, zasługuje na szacunek i najwyższy poziom. A tancerka prezentuje swój taniec, powiedziałabym nawet brutalnie - sprzedaje go (jeśli dostaje pieniądze za występ). Tak więc, patrząc z tego brutalnego, ekonomicznego punktu widzenia - ten taniec to towar. Nikt nie chce towaru słabej jakości, więc nie oczekujmy przychylności widza dla kiepskich poczynań tancerki.
Jedynie uczennice mają prawo do łaskawego oka - bo otwarcie jest powiedziane, że to uczennice.
Show-biznes to biznes, jeśli ktoś się wypromuje, prędzej czy później trafi w jego szpony. I wtedy trzeba z jednej strony mieć ideały, a z drugiej stać mocno na nogach, żeby nie zostać pożartym.
Jak myślicie, dlaczego większość uwielbianych przez Was BDSS jest poprawiana chirurgicznie? Bo naturalność i kobiecość to piękny ideał, ale na światowej scenie trzeba samemu być ideałem. Ciągle odnajdywać drogę do widza, aby pomiędzy jego na ogół płytkimi oczekiwaniami, przemycić większe wartości, które dadzą mu do myślenia.
Oczywiście!! Wielkie ideały z czasem się "zmniejszają", bo zycie to na nas wymusza. W końcu osoba która zajmuje się sztuką profesjonalnie żyje z niej. Musi coś jeść, mieć gdzie spać itd. Wiec tak jak piszesz-trzeba stworzyć jak najlepszy towar ,żeby go sprzedac za godziwe pieniądze.
Sama prowadzę szkołe i oprócz nauczania na mojej głowie jest cała papierkologia, marketnig...
Moja szwagierka siedzi w "sztuce" jak to nazywa (czyt. show biznes) od kilkunastu lat. Z nią jest jak z lekarzami-po jakims czasie pojawia się znieczulica zawodowa. Jej kryterioum to nie -och jak super, ktoś coś zrobił sam, ale ma byc show, z pompą tak,że wszystkim opadną gacie z wrażenia i ma być z tego kasa -moze nie od razu ale przynajmniej ma zaprocentować na przysżłość.
BDSS-zgodzę się z Tobą po raz kolejny. Próżno szukać tam naturalności, spontanu. Byłam kiedyś na zajęciach u Jilliny. Wszystko opracowane co do minuty. Jedna z uczestniczek powiedziała mi:ja juz byłam na tych jej zajęciach -było identycznie. Nawet te same żarty w tym samym momencie...
Dziś wstałam z kompletnie innym nastawieniem niż miałam wczoraj. I trochę drażni mnie to, że w kółko wszyscy powtarzają to samo. Trzeba ufać, ze czytelnik nie jest analfabetą i rozumie jak się w jednym poście napisze, co się uważa i w następnym nie trzeba tego powtarzać.
Poza tym, większość tancerek na swoich stronach ma napisane, że taniec brzucha jest piękną sprawą, wzmacnia kobiety, rozbudza kobiecość, pozwala lepiej się poczuć w samą sobą...Teraz myślę, że to właśnie idealne pitu-pitu, bo należy sprzedać jak najlepiej towar, jak najlepiej opakowany w jak najdoskonalszą, sztuczna kobiecość.
To macie ideały czy bawicie się w ideały?
Ech a poza tym temat przestał być konstruktywny. Mnie na przykład zaintrygowały te magiczne prawidła układania choreografii, bez których będzie (przysłowiowym już wkrótce) zlepkiem. Zastanawiam się, czy podstawowe informacje, które przekazała nam Nadira, już są wystarczającą bazą, czy jest może jakaś dziedzina, o której istnieniu nie mam pojęcia? Nie mówię rzecz jasna o studiowaniu i profesjonalizmie, ale co to są za zasady, które powinna znać każda już-nie-początkująca dziewczyna?
Isztar -a co ma każdy pisac-przyjdzcie do mnie bo tak zarabiam na życie????
Taniec jest piękny i daje mnóstwo radości-nikt by godzinami się nie poświęcał ,gdyby go nie lubił!!
POza tym to nie ten wątek. JUz dyskutowałyśmy,że na każdym etapie rozwoju tańca zwraca się uwagę na co innego.
Przecierz osoba zaczynająca przygodę z t. brzucha nie przychodzi z nastawieniem-za 2 lata chce wystepować a za 4 uczyć. Jeszcze nawet nie wie czy jej podpasuje, Na początku czerpie z niego mnóstwo radości, dopiero potem zaczyna dociekać co do czego, dlaczego tak a nie inaczej ,skąd, po co....
Juz zauważyłam na tym forum jak zmienia się podejście forumowiczek w ciągu roku. Niektóre jeszcze niedawno dziwiły się dyskusjom takim jak te, wręcz je negowały, bo oczekiwały ciepłego kółka wzajemnej adoracji ,żeby sobie ahać i ohać jak pieknie jest tańczyć. Teraz same dociekają pewnych kwestii. Naturalna kolej rzeczy.
Bashira Qamar
06-02-2009, 12:38
Z drugiej strony pasja pozostaje czy się z niej pieniądze czerpie, czy też nie. Bo czytając Twojego posta mam wrażenie że mówisz, że na poczatku jest żarliwość a z doswiadczeniem przychodzi wyrachowanie.
No chyba że w "cudzych" przypadkach się mylę ;)
(od razu zaznaczę że mówię ogólnie, bo też jestem tu krótko ;P lecz w tym przypadku opieram się na doświadczeniu w innych dziedzinach)
Kurczę-znowu zle wyciągnięte wnioski.
A co ja napisałam na początku postu?? Że taniec sprawia przyjemnośc bo gdyby tak nie było to nie byłoby poświęcen-czasu, pieniędzy, zdrowia (kontuzje).
Ja zaznaczyłam,że na początku jest TYLKO fascynacja, zachwyt, radośc spontaniczna. Potem DOCHODZI cięzka praca, z której trzeba się rowniez utrzymać, czasem zwątpienie...
Może to pozbawianie złudzeń niektórych z Was ale nic nie jest idealne absolutnie. Każda z nas ma inne podejście do tańca a wynika to z tego,że część jest tu zupełnie początkująca , część wiąże swoją przyszłość z tańcem inne się nim zajmują zawodowo.
Wy się tu Dziewczyny nie przewrazliwiajcie:D tylko skorzystajcie z niektórych porad bo sa cenne nawet jeśli teraz troszke „obco” brzmia:D Na pewno żadna z dziewczyn tutaj nie chciala nikogo urazic a jedynie zwrocic na pewne kwestie uwage- odroznic przemyslane choreografie bazujace na wiedzy od „a może zrobie sobie tutaj takie cos bo to było na ostatnich zajeciach i skleje to z czyms innym co zobaczylam na YT”- ale oczywiście trzeba probowac, probowac, kleic, kombinowac bo to wszystko wazne- każdy od tego zaczyna! Sadze, ze chodzilo także o to by nie poprzestawac tylko na nauce ruchow, kwestiach „cielesnych” ale tez już na poziomie zaawansowanym pomyslec troszke o rytmach, instrumentach, poszperac co to za utwor do którego tanczymy- czy przypadkiem w tle nie jest fragment modlitwy arabskiej a my wyskoczymy z dwoma cukierkowo rozowymi fanveils itd:redface: Ok.- skrajny przykład:p
Layla- ciesze się, ze podnioslam Cie na duchu:)
Vasanto- ja się odnosilam do inne czesci Twojej wypowiedzi:)
Co do Gwiazd- hmmm... wiekszosc z tych z którymi ja akurat mialam się sposobnosc spotkac w „garderobowej atmosferze” maluje się i stylizuje sama (np. Jillina, Lubna, Sadie, Princess Farhana of Hollywood (ta to dopiero oryginal-ach...) nie mowiac o "gwiazdeczkach sredniego formatu"- wszystkie zawsze malowaly sie, krecily wlosy itd same... mnie osobiscie wydaje się to dosc naturalne... ale to rzecz gustu- przeciez jesi ktos ma takie podejscie, ze chce by to wszystko zrobili profesjonalisci to dlaczego nie- jego wybor:) Ja osobisci np. zamiast wydac na makijazystke, paznokcie, rzesy, fryzjera woalalbym pojsc na jakies ciekawe warsztaty, ale to moje osobiste zdanie. Może sa tu jakies uczennice Saidy- podpytajcie ja- ona chyba najwiecej wystepowala na miedzynarodowych scenach, przebywala z gwiazdami w garderobach- ma na pewno spora wiedze w tej materii:)
Djamilo- hmmm... gusta sa rozne... ja te cechy Jilliny traktuje jako plus- przychodzi, jest przygotowana, robi swoje, nie robi 40 min przerw, zaczyna punktualnie itd. Czyli wywiazuje się z tego za co bierze spore pieniadze. Mnie osobiscie nie interesuje czy zarciki sa w tym samym momencie, te same w Japoni, USA, Rosji czy gdziekolwiek- ja jestem w danym miejscu i chce wyniesc z warsztatow jak najwiecej bo po to tam przyszlam i za to zaplacilam! Bylam u niej na kilku warsztatch, ja osobiscie nie odczuwalam „sztucznego wyreżyserowania” a jedynie przygotowanie prowadzacej... choc na jednym warsztatcie (shaabi) pokrecila swoja choreografie i na koncu gdy wszystko laczylysmy okazalo się, ze zapomniala 2 kombinacji i w choreografii jest dziura;) Usmiechnela się i stwierdzila- no i macie dowod- Jillina to nie maszyna:D Mnie osobiscie to bardziej imponuje niż nonszalancja, spontaniczne klejenie choreografii na szybko, ktorej potem sama osoba prowadzaca nie pamieta;)( choc czasami w wydaniu niektórych gwiazd ma to swój smaczek i jest calkiem urocze:p) Co do show-biznesu... naturalnie- to wielka machina- BDSS to potezny mareting, ogromne przygotowania, innowacje majace na celu zadowolic glownie zachodnia publicznosc... wiec zgadzam się z Toba w 100% !!! Sztuka sztuka, a biznes biznesem! My tez musimy być „elastyczne” – trudno w lokalu orientalnym podczas luznej imprezy zaserwowac widzom np. ciezka 9 minutowa klasyke, nudna i niezrozumiała dla osob niewtajemniczonych pewnie od 4 min w gore... wydaje mi się, ze to tez jest sztuka się odnaleźć na imprezie orientalnej w lokalu, na mn. festiwalu, na imprezie firmowej, konkursie, weselu itd.- odpowiedni dobór repertuaru swiaczy tez m.inn. o profesjonalizmie, przemyśleniu programu i charakteru imprezy- ma być show będzie show, ma byc luzno i kameralnie to tak ma być- tancerka powinna automatycznie dostosowywac swój repertuar tak by był jak najbardziej stosowny:)
Co do zawodowego podejscie czy „wyrachowania”... Djamila mowi jak jest! Dziewczyny – to jest normalna praca- jak kazda inna! Uniesienia taneczne, które przezywamy my same bo to kochamy i te, które serwujemy dziewczynom na zajeciach to wspaniala sprawa...ja np. odczuwam ogromna radosc prowadzac zajecia i jak widze jak moje dziewczyny plasaja to az chce mi się krzyczec jak bardzo kocham moja prace!!!! (i jak bardzo ciesze się, ze jestem magistrem stosunkow miedzynarodowych i dyplomacji na papierze a nie siedze w jakies unijnej instytucji i przerzucam papiery bo czuje, ze nigdy nie dawaloby mi to takiej dzikiej radosci) Ale dziewczyny- to nadal praca!!!! Chcemy tych idealow bo one sa piekne, ale jednoczesnie na pewnym etapie pojawia się obok tego normalne zawodowe podejscie majace na celu pozyskanie srodków na dalszy rozwoj, podroze, stroje, rekwizyty czy po prostu normalne zycie! Trudno chyba za to kogos winic czy nazywac wyrachowanym...
Bashira Qamar
06-02-2009, 13:32
Djamilo: stąd moje stwierdzenie "mam wrażenie" ;) i ciesze się ze się mylę
Surayo: praca pracą ale cudownym jest kiedy pracuje się pasją i pasjonuje swoja pracą. I to chciałam podkreślić, nie zaś przezywać ;)
Ważne żeby podkreślić (jak to zrobiłaś) to że _obok_ pasji pojawia się... itd.
Bo bez tego po trosze mam wrażenie takich szacownych matron (nie obraźcie sie, to znowu moje "wrażenia") które mówią: pożyjecie, popracujecie i odechce się wam tych pięknych górów.
Ja jakos nie mam oporów przed ludźmi którzy kupują choreo i stroje. A juz zupełnie żadnych z ideą tańczenia cudzej choreografii - juz przecież każd występ grupowy jest takim tańczeniem cudzej choreo, nawet gdy są tam solówki. I kunszt tańca wyraża siew tym jak się tańczy, nie w układaniu choreografii.
Czyli widząc kobietę która tańczy cudze choreografie myślę - oto świetna tancerka.
Widząc kobietę która tańczy swoją choreografię myslę - oto świetna tancerka i do tego niezła choreografka - znaczy sie wszechstonna kobieta.
Mi bliskim do porównań tematem jest muzyka - iluż to ludzi gra covery... a ażdy jeden cover jest małym dziełkiem, jest zupełnie inny. Czasen nawet bardziej mi siepodoba od oryginału ;)
I przede wszystkim odróżniamy poziom nieprofesjonalny od profesjonalnego.
pokazywać.
Dla mnie tancerka jest tancerką od poziomu zaawansowanego (prawdziwie zaawansowanego, a nie tylko z nazwy). Wcześniej to etap uczennicy i tak powinny być traktowane jej występy.
A zarówno uczennice jak i profesjonalistki mogą startować w odpowiednich konkursach, bo dzięki temu mogą się sprawdzić.
Gdyby był u nas taki wyraźny podział na ligi, jak to mają np. w Rosji, byłoby bardziej jasne, kto gdzie jest i dokąd dąży. U nas na razie sami sobie określamy, kogo można nazwać profesjonalistą, a kogo nie.
Blancari
06-02-2009, 13:51
Suraiyo - bardzo ładnie to podsumowałaś :) Dokładnie o to nam tu chodzi. Wbrew pozorom, nie kłócimy się, tylko na różny sposób przedstawiamy pewne sprawy. I w zasadzie to ogólna dyskusja, a nie skierowana przeciwko komuś.
Może faktycznie, trochę brutalnie tu odzieramy niektóre za złudzeń.
Ty wolisz przeznaczyć pieniądze na warsztaty, zamiast na stylistę i to się ceni. Są tancerki, które wydają kasę na stylistę, bo coś innego robią w tym czasie. I owszem, my tu w wewnętrznym świecie BD zawsze będziemy cenić samodzielne artystki, ale czy każdy inny widz na sali będzie się tym przejmował? Raczej nie. On zapłacił za bilet, przyszedł na pokaz i oczekuje maksymalnych przeżyć estetycznych. Naprawdę, oglądając tancerkę - nie zadaje sobie pytań, czy ona tę choreografię układała sama czy nie :)
Tylko jeszcze dodam w kwestii gwiazd - u Jiliny nie byłam, ale za to byłam u Amar Gamal, Kaeshi i Bellyqueen. I tez miały warsztat poukładany co do minuty. Kaeshi nawet prowadziła go z Elishevą i Anasmą i każda po kolei "wykładała" jakiś temacik, a reszta jej pomagała, krążąc po sali. Nie wiem, czy to złe. Na pewno było inaczej, ale wiedza, którą przekazały była bardzo uporządkowana.
Miarą wartości warsztatów jest to, czy coś się z nich wynosi. A każda tancerka ma swój sposób ich prowadzenia. Jedne mają wszystko poukładane, inne dzielą warsztat na dwie części - teoretyczną (siedzimy i piszemy) i praktyczną, jeszcze inne są bardziej spontaniczne (ale również przygotowane).
U nas na razie sami sobie określamy, kogo można nazwać profesjonalistą, a kogo nie.
I w tym ciągły problem. Choć dla mnie osobiście ta sprawa jest jasna. Dla mnie poziom profesjonalny to naprawdę wysokie umiejętności.
Ale najwięcej psują tu szkoły tańca, które po 6 miesiącach mają poziom zaawansowany. I potem się niektórym wydaje, że już są profesjonalistkami.
Ale to temat na inny wątek.
Ważne żeby podkreślić (jak to zrobiłaś) to że _obok_ pasji pojawia się... itd.
Bo bez tego po trosze mam wrażenie takich szacownych matron (nie obraźcie sie, to znowu moje "wrażenia") które mówią: pożyjecie, popracujecie i odechce się wam tych pięknych górów.
MOżesz miec takie wrażenie bo trzymamy się uparcie swoich argumentów i ja się nie obrażam. Tylko powiem Wam jedno-dziwi mnie, i to bardzo, upieranie się przy swoim albo gorzej negowanie zdania osób, które mają w danej materii doświadczenie przez osoby któe sobie czysto teoretyzują.
Skoro Blancari "zjadła zęby" na deskach sceny to chyba wie o czym mówi.I jeśli jej rozmówczynie, które nie miały ani jednego publicznego występu uparcie brną w swoje to coś jest nie tak.
Jeśli prowadzimy swoje szkoły i mówimy,że oprócz pasji jest też i mnóstwo obowiązków to tak jest.
Ja nie podważam zdania specjalisty od budowy domu bo wydaje mi się ze powinno sie stawiać ścianę tak a nie inaczej. Szanuję jego doświadczenie -zwłaszcza jeśli ciągle ktos mu zleca kolejne budowy.
Tak-forum jest miejscem wymiany informacji, opinii ale czasem odnoszę wrażenie,że przykłady zaczerpnięte z życia traktuje się tu na równi z gdybaniem.
Nie chciałabym aby moja wypowiedz została odebrana jako "bo my mamy rację". Nie-nie chodzi o wymądrzanie szacownego frona matron.. W głównej mierze staramy sie doradzić, zakwestionowac mity o których przekonałysmy sie ze nimi są, powiedzieć o czyms z doświadczenia. Tyle( wątek nam się rozmył)
Bashira Qamar
06-02-2009, 14:13
Djamilo w twojej wypowiedzi drażni mnie ciągłe "wy"-janie, w zwiazku z tym prosze żebyś odnosiła się w swoich wypowiedziach do konkretnych osób, nie zaś jakiegoś ogólnego "wy". Z góry dziekuję ;)
Ja nie upieram sie przy swoim, zaś doświadczenie sceniczno-profesjonalne posiadam. Po prostu nie w tańcu. I tu ocena na podstawie okresu bytnosci na forum czy też tego od kiedy tańczę tb jest absolutnie bez pokrycia.
Nie upieram się że nie masz racji. Bardzo podobała mi się wypowiedz surayi, która tez prezentuje pozornie odmienne od moich poglądy. Nie muszę się zgadzać z wpowiedzią żeby stwierdzić że jest mądra.
Mówie jedynie o tym, że warto podkreślić że praca jest tym dodatkiem do pasji, hoć wiem że dla niektórych z latami moze stac się po prostu obowiązkiem. Ale z mojego doświadczenia wynika że mozna wejść profesję nic nie tracąc z poczatkowego zauroczenia i pasji, któe z latami tylko rozwijają się w pasję dojżalszą, niekoniecznie nawet bardziej spokojną ;)
Piszę " wy" bo wątek rozwinął się na tyle,że sporo jest tych osób i pisząc post nie przezszukuję całej dyskusji ,żeby przytoczyć konkretne osoby.
Sorry-poddaję się ale ja juz wytłumaczyłam a Ty Bahsiro dalej sobie. Przez chwilę wydawało mi się ,że już wiesz o czym pisałam. Dyskusja w tej materii nie ma dalszego sensu.
Chyba pora wrócić do zagadnienia choreografii.
To ja proponuję na początek, żeby ktoś odpowiedział na mój post:p
#97 (http://www.belly-dance.pl/forum/showpost.php?p=49792&postcount=97)
Bashira Qamar
06-02-2009, 14:32
Djamilo: wręcz przeciwnie, zrozumiałam o co Ci chodzi, ale podkreślałam również że Ty wrzucałaś mnie do ogólniego "wy" kiedy tymczasem również miałam na myśli coś innego. Ogólnie każda z nas mówiła swoje zdanie a następnie podkreślała co mała na myśli wyjasniając. Dyskusja. Lubię kulturalne dyskusje ;) (hm. lubie to forum ;))
Ale zaiste, kończmy juz ten offtop, sama jestem ciekawa odpowiedzi na posta Bajaderki :)
Jeśli prowadzimy swoje szkoły i mówimy,że oprócz pasji jest też i mnóstwo obowiązków to tak jest.
Djamilo, diabeł tkwi w szczegółach - taką postawę zaprezentowała wyraźnie Suraiya. Absolutnie się z tym zgadzam, bo tak, jak zauważyła Bashira, scena czy profesjonalizm to nie tylko tb, można więc swobodnie wyrazić swoje zdanie mając na myśli chociażby cokolwiek innego - scena jest sceną, pasja jest pasją. Odniosłam wrażenie, że po prostu zarówno Ty, jak i Blancari czy inne bardzo konsekwentnie (i to się ceni) broniące swojego podejścia do sprawy dziewczyny uważacie przejście na profesjonalizm za automatyczne przejście z "pasji" do "tyry", czyli nieeleganckiego określenia ciężkiej pracy - wszystkie tu wiemy, że tak nie jest, po co więc budować pozory :) Po Twojej wypowiedzi wydało mi się przez chwilę, że dla Ciebie hobby, które staje się pracą oznacza już tylko zgorzkniałość, nudę, ciężar obowiązku i traci całą wartość - wyłącznie po to, by zadowolić klienta. Nie zrozum tego źle - to było tylko wrażenie.
Zgadzam się z opinią, że choć profesjonalizm w każdej dziedzinie, która kiedyś była wyłącznie pasją (czasem lekką, czasem bardziej wymagającą) jest trudny do osiągnięcia i czasem można stracić trochę zamiłowania i porzucić idealistyczne podejście, to można także połączyć te dwie rzeczy i dalej czerpać radość, czasem myśląc trochę egoistycznie - nie patrzeć tylko na to, ile zarobię i czy wszyscy będą zadowoleni, ale zastanowić się, czy sprawia mi to radochę. Niestety tu macie rację - sprawa komplikuje się, gdy trzeba zarobić pasją na życie.
Uff - skończyłam i także jestem za tym, żeby powrócić do pierwotnego tematu dyskusji ;)
Bajaderko, odpowiedziałabym gdybym miała pojęcie :D Jako, że nie potrafię wykonać nawet połowy występujących w tb figur, pozostaje mi z pokorą marzyć o poznaniu tajników układania choreografii nie będącej zlepkiem figur...
To ja proponuję na początek, żeby ktoś odpowiedział na mój post:p
#97 (http://www.belly-dance.pl/forum/showpost.php?p=49792&postcount=97)
Ja byłam uczona aby najpierw zapoznać się z rytmiką utworu i charakterem-czy jest to utwór niosący jakąś treść, o czym jest tekst (jeśli jest), czasem warto sięgnąc głębiej-w jakich okolicznościach został skomponowany.
Potem do rytmiki dobieramy pasujące figury. TU odsyłam do wątku rytmy i odp. dla nich figury.
Każdy utwór podzielony jest na części gdzie mamy początek motyw i "mosty" oraz zakończenie. Motyw powinno się konsekwentnie powtarzać -tzn jeśli w 1 cześci utworu mam motyw i zastosowałam kroki A B C D to przy powtórzeniu motywu kroki A B C D również powinny być powtórzone. Do tego jeśli tanczymy na prawą stronę (zazwyczaj zaczynamy własnie od niej) to wypadałoby nie zapomniec też o lewej.
Do tego dodajemy ozdobniki odnosząc się do treści utworu. Gestykulacja, mimika, często zmodyfikowanie danej figury na potrzeby odwzorowania treści własnie.
Nunah-to samo do Ciebie :JA NIE STRACIŁAM PASJI I CHĘCI NA RZECZ PRACY!!!!!!!!!Spytajcie moich uczennic, rodziny, znajomych.....
Ile razy mam pisać,że "OPROCZ" co nie jest wykluczeniem czegokolwiek.Takie czepianie robi się męczące.
Nunah-to samo do Ciebie :JA NIE STRACIŁAM PASJI I CHĘCI NA RZECZ PRACY!!!!!!!!!Spytajcie moich uczennic, rodziny, znajomych.....
Ile razy mam pisać,że "OPROCZ" co nie jest wykluczeniem czegokolwiek.Takie czepianie robi się męczące.
Ja to WIEM i NAPISAŁAM to :) I nie myśl, że się czepiam, naprawdę. Po prostu napisałam też, że odniosłam mylne wrażenie. I że można było tak pomyśleć. I to byłoby naprawdę średnio zachęcające dla innych, którzy w planach mają pójście w Twoje czy innych instruktorek ślady :) A w ten sposob bylo to na poczatku opisane
Jestem za powrotem do tematu watku
To mam pytanie do tych motywów - niektóre piosenki są tak proste, że skończyłoby się to powtarzaniem na przemian tych samych kroków. Co wtedy zrobić? 1) nie korzystać z takiej piosenki;) 2) urozmaicić 3) trzymać się tej zasady? Akurat teraz miałam z taką do czynienia i wydawało mi się, że widz po pierwszej minucie by ziewał:) Choć ładna była, ale w kółko to samo.
Ja też miałam z taką kontakt. Cały czas powtarzało się: Jaleli ja jeli jaleli ja le.
tylko refren: le le le...je le je le. i non stop ta sama melodia
Przykładowa kompozycja choreo to utworu typu rondo czyli „w koło Panie Macieju”
Temat pojawia się po raz pierwszy– wstęp. Wejście na scenę i zaprezentowanie się widzowi – rysunek: po kole, wzdłuż sceny w prawo, w lewo
I Powtórzenie – pokazuję podstawową łatwiejszą sekwencję ruchów, raczej w miejscu
II Powtórzenie tematu – ta sama sekwencja figur ale trochę ją zmieniając tak aby pokazać ją bardziej w przestrzeni, robie rysunek (poruszam się po scenie) na lini krzyża, iksa, po kole, po przekątnych, sekwencje staram się skończyć z tyłu
III Powtórzenie tematu – „zalecam się do widza” czyli obrabiam kąty – jakimiś krokami przejściowymi kieruje się prawy kąt (np. akcenty żaki na palcach, kroki twistowe w bok – po przekątnej) i robię popis :wiele trudnych kombinacji figur, dużo rąk, po czym wycofuję się po przekątnej do tyłu (wracam do punktu wyjścia) po czym zmierzam po przekątnej do widza po drugiej stronie i znów robie cześć popisową
IV Powtórzenie tematu – zwolnienie – znów centruję, robię wariację na temat pierwszej zatańczonej sekwencji np. dodając obroty w przejściach zamiast kroczków
V Powtórzenie tematu – odwrócenie – zalotna sekwencja tyłem, odwracaniem się
VI Powtórzenie tematu i ostanie – finał – przyspieszam wizualnie choć w muzie nic nowego się nie dzieję – do układu daję wiele obrotów, kroków i arabesek, sekwencje figur z shimmy jeśli tylko pozwala na to układ,- to zwiększa napięcie nawet jeśli muza wciąż jest jednostajna i powtarzalna. Jęśli muza cichnie, robię jakąś figurę żegnającą widza i usuwam się ze sceny wraz wyciszeniem muzy np shimmy choo choo po półkolu zatem kończę tyłem do widza.
Osobiście nie lubię zbyt wiele powtórzeń jednej sekwencji figur w układzie (mam namyśli dłuższe sekwencje , po 20,30 sekund), jeśli już to zmieniam ją trochę, czyli taka wariacja na temat główny, może być to drobna zmiana jak np. zmiana płaszczyzny czyli nie przodem ale bokiem do widza, lub zastosować layering i utrudnić każdą z figur składowych.
To mam pytanie do tych motywów - niektóre piosenki są tak proste, że skończyłoby się to powtarzaniem na przemian tych samych kroków. Co wtedy zrobić? 1) nie korzystać z takiej piosenki;) 2) urozmaicić 3) trzymać się tej zasady? Akurat teraz miałam z taką do czynienia i wydawało mi się, że widz po pierwszej minucie by ziewał:) Choć ładna była, ale w kółko to samo.
Bajaderko - z racji tego, ze chodzisz do mnie na zajecia w ramach krakowskiej grupy to sprobuje bardzo oglednie to opisac, moze odrobinke Ci pomoge:) Nie ma jednej jedynie slusznej recepty, ktora kazdy choreograf na calym swiecia ma stosowac w tancu orientalnym czy innym! To w duzej mierze zalezy od utworu, ale takze wizji choreograficznych, zamyslow, czasem malych eksperymentow itd;) Jesli juz wybierzesz jakis utwor to trzeba go spokojnie przeanalizowac- przy zalozeniu, ze nie ma tekstu to przede wszystkim musimy zastanowic sie co to jest, co tam jest, poszukac podpowiedzi choreograficznych w rytmice i lini melodycznej, poszukac powtarzalnosci (roznie zwane: tematy, motywy, frazy potwarzalne...) i tego co laczy poszczegolne motywy (zwane np: mosty, polaczenia, fazy przenikania...), wyodrebnic frazy niepowtarzajace sie i te ktore sa uzyte np 2 razy (mozna raz zrobic sekwensje ruchow np przodem, raz tylem, po kwadreacie, po v, polkolu itd) czyli trzeba przemyslec co wystepuje z czym jak to rozegrac figurowo, sekwensyjnie, przestrzenie itd... pomyslec co jest miedzy wstepem, motywami, mostami, finalem i wlasnie jak to wypelnic itd Pisze zupelnie abstrakcyjnie gdyz nie wiem o jakim akurat mowisz utworze... Trzeba wiec przemyslec ogolna strukture utworu... potem podzielic frazy wszelkiej masci na bity i spokojnie to przetrawiac z wybranymi figurami tanecznymi tak by bylo w miare spojne, zawieralo elementy wykonywane rytmicznie, symetrycznie itd
A moze inaczej - pamietasz- jak na ostatnich zajeciach gdzie zaczynalysmy chor. z 2 woalami prosilam byscie ze mna liczyly i liczyly- chcialam Was wlasnie uczulic na to co to fraza, ile ma bitów, co to mosty, jak te frazy rozdysponowac dzielac najprosciej na 2/4/8/16 itd... kilka z Was oczatkami przewracalo bo moze to i nudnawe, ale inaczej nie da sie kogos nauczyc wysluchiwac pewnych rzeczy:) Utwory sa teraz komponowane roznie, nie zawsze mozemy uzywac tego schematu, czasem motyw moze sie np. powtorzyc jakoby w nawiazaniu do tego ktory wystapil w utworze wczesniej, ale brzmiec inaczej- wowczas mozemy czescia figur nawiazac do tego wczesniejszego, ale np jako, ze jest to motyw np tuz przed zakonczeniem utworu zmienic nieco niektore figury, zastosowac np jakas ich bardziej "intensywne" wariacje by np zbudowac napiecie przed finalowym "tadam":D Znow czysta abstrakcja- przyklad. Przypadkow innych moze byc wiele, kazdy utwor moze byc zbudowany inaczej i trzeba go traktowac odrebnie bo kompozycja moze byc rozna... Nie wiem Bajaderko czy ten opis Ci pomogl ciezko to tak opisac nie mogac Ci dac przykladu muzycznego, rozliczyc na paluszkach przy konkretnej muzyce, wskazac co jest co itd - moze zrobimy tak- 1 marca w przerwie, badz jak inne dziewczyny beda chcialy to w ramach zajec puszcze Wam taki wlasnie "schematyczny" utwor bo nawet akurat robie do niego choreografie z moimi sr. zaaw. dziewczynkami- pokaze Ci tez zapis choreograficzny dla nich (oj marudzily widzac te mosty,motywy,frazy i cala rozpiske;) ) wskazujacy wlasnie na te elementy w tym danym utworze.... Tak chyba bedzie najprosciej:)
I glowa do gory!!!
Edit: O... teraz widze Sowillo, ze niektore kwestie potworzylam probujac troszke to naswietlic Bajaderce:) Oc...h taki Twoj POPIS to ja bym chetnie poogladala:D
Dziękuję za obszerną odpowiedź:) Niestety, recepta na choreografię jest trudniejsza niż recepta na woal;) Rozumiem, że na pewnym etapie rozwoju można sobie eksperymentować i robić różne rzeczy "wbrew sztuce", żeby osiągnąć określony efekt, z pełną świadomością zasad, które się nagina. A ja póki co chciałabym po prostu ominąć najbardziej podstawowe błędy i każda informacja bardzo mi w tym pomaga :) Nadira mówiła nam trochę o podstawowych stylach, o rozplanowaniu przestrzeni, zasadach typu nieeksponowanie różnych miejsc w różnych sytuacjach:embarrest: + co zrobić, żeby widz nie zasnął, czyli budowanie napięcia. Mimo to bałam się, że ktoś może spojrzeć na mój układ (to jest chyba dobre określenie na amatorską choreografię;)), zbudowany zgodnie z tymi zasadami i powiedzieć: masakra! jak ona mogła nie wiedzieć tego tamtego itd itp. Widzę że jednak nie jest tak źle i będę bardzo wdzięczna za ilustrację muzyczną 1 marca:)
Bajaderko jeśli tworzysz choreografie do muzyki, ktora naprawde na Ciebie działa, którą czujesz, to jest mała szansa, żeby widzowie uznali ją za masakre lub usneli z nudów :) Tak mogłoby się stać w przypadku gdybyś kompletnie nie miała pomysłów na dany utwór.....
Najważniejsze, żeby układ był różnorodny, żeby nie bazować na kilku zaledwie krokach (bo wtedy bedzie to wygladało jak improwizacja). Element zaskoczenia jest zawsze mile widziany :)
Więc zamiast się stresować ze musisz sama coś stworzyc, i że może to nie być dostatecznie dobre, pomyśl jaką bedziesz mieć satysfakcje gdy będziesz to później tańczyć.
Ja też miałam z taką kontakt. Cały czas powtarzało się: Jaleli ja jeli jaleli ja le.
tylko refren: le le le...je le je le. i non stop ta sama melodia
hihi Ja za motyw wzięłabym tu refren a w częściach wplotła różne kombinacje figur, bo w tego typu utworach rzeczywiście ciężko o niepowtarzalność
Jak miło się czyta tę dyskusję - nie dość, że udało się w końcu wyjaśnić nieporozumienia, to jeszcze tyle ciekawych informacji i spostrzeżeń w niej zawarłyście:) Kwestia powtarzania tych samych ruchów do tego samego motywu w muzyce intryguje mnie od dawna - widziałam, że w egipskich układach zazwyczaj właśnie tak się robi, a miałam przy tym wrażenie, że gdybym próbowała coś takiego zastosować, mój układzik byłby nudny... Ale w wersji ze zmienianiem detali, kierunków, wykorzystania przestrzeni czy dodawania layeringu okazuje się, że można wielokrotnie powtórzyć ten sam motyw, ale za każdym razem ciut inaczej... Łada na warsztatach stwierdziła, że nie możemy męczyć widza nadmierną ilością elementów - laikowi, który ogląda występ,przyjemnie będzie rozpoznać motyw, który był przed chwilą;)
Quesse-nie będzie nudne. Tobie może się wydawać,że tak bo ćwiczysz układ wielokrotnie. Natomiast widz,nawet jeśli zauważy powtarzalność(a raczej pomyśli,że to coś podobnego), to i lepiej bo szybciej wdroży się, wczuje w Twój taniec.
Jak już mówiłam, cudownie mieć tu na forum tancerki, które chcą dzielić się swoją wiedzą:)
Jak miło się czyta tę dyskusję - nie dość, że udało się w końcu wyjaśnić nieporozumienia, to jeszcze tyle ciekawych informacji i spostrzeżeń w niej zawarłyście:) Kwestia powtarzania tych samych ruchów do tego samego motywu w muzyce intryguje mnie od dawna - widziałam, że w egipskich układach zazwyczaj właśnie tak się robi, a miałam przy tym wrażenie, że gdybym próbowała coś takiego zastosować, mój układzik byłby nudny... Ale w wersji ze zmienianiem detali, kierunków, wykorzystania przestrzeni czy dodawania layeringu okazuje się, że można wielokrotnie powtórzyć ten sam motyw, ale za każdym razem ciut inaczej... Łada na warsztatach stwierdziła, że nie możemy męczyć widza nadmierną ilością elementów - laikowi, który ogląda występ,przyjemnie będzie rozpoznać motyw, który był przed chwilą;)
Dokładnie tak! Coś w tej dyskusji można znaleźć. Parę odpowiedzi wcześniej, miałam wrażenie, że nie chodzi o dyskusję, ale o prywatne sprzeczki, rywalizację naszych Gwiazd, instruktorek i szkół.
Ja też kiedyś usłyszałam zdanie podobne do zacytowanej Łady. Zobaczcie układy Superstars. Dużo nie robią, ale oko cieszy :)
...a ja ze swojej strony chciałam dodać, że pracując z choreografem, czy ćwicząc przy choreografii ułożonej przez kogoś innego, można wiele się nauczyć, i potem próbować wykorzystać w ten sposób zdobytą wiedzę na ułożenie własnej kompozycji... W końcu jeśli się uczyć, to od najlepszych, nie tylko wiecznie na własnych błędach;)
...a ja ze swojej strony chciałam dodać, że pracując z choreografem, czy ćwicząc przy choreografii ułożonej przez kogoś innego, można wiele się nauczyć, i potem próbować wykorzystać w ten sposób zdobytą wiedzę na ułożenie własnej kompozycji... W końcu jeśli się uczyć, to od najlepszych, nie tylko wiecznie na własnych błędach;)
Na pewno tak jest... ale od którego momentu jest to już moja choreografia?? Jeżeli w tworzonej choreografii wykorzystywane są całe sekwencje ruchów, połączenia czy kombinacje, których ktoś nauczył się u "mistrza", to chyba jest to nie za bardzo fair... Nie mogę znaleźć wątku o prawach autorskich... może moderatorstwo pomoże:unsure:
Na pewno tak jest... ale od którego momentu jest to już moja choreografia?? Jeżeli w tworzonej choreografii wykorzystywane są całe sekwencje ruchów, połączenia czy kombinacje, których ktoś nauczył się u "mistrza", to chyba jest to nie za bardzo fair... Nie mogę znaleźć wątku o prawach autorskich... może moderatorstwo pomoże:unsure:
Pomoże :)
Klony. Czy lepiej być najgorszym oryginałem czy najwspanialszą kopią? - kopiowanie, plagiat, prawa autorskie (http://www.belly-dance.pl/forum/showthread.php?t=2388&highlight=kopia)
prawa autorskie a szukanie inspiracji (http://www.belly-dance.pl/forum/showthread.php?t=1544&highlight=kopia)
Na pewno tak jest... ale od którego momentu jest to już moja choreografia?? Jeżeli w tworzonej choreografii wykorzystywane są całe sekwencje ruchów, połączenia czy kombinacje, których ktoś nauczył się u "mistrza", to chyba jest to nie za bardzo fair... Nie mogę znaleźć wątku o prawach autorskich... może moderatorstwo pomoże:unsure:
Fuego - Taniec jest specyficzny – w choreografii i improwizacji wychodzimy z dość dużej liczby powszechnie znanych kombinacji figur, powszechnie uczonych na zajęciach czy warsztatach. Taki jest cel uczenia kombinacji – móc zastosować je w praktyce, bo są sprawdzone, skutecznie, dobrze komponuje się z muzyką. Instruktorzy przekazują nam język ruchów i przykłady ładnego nim się posługiwania - po to aby tancerki posługiwały się tym językiem i kontynuowały tradycję, a nie kaleczyły „styl i składnie” tańca na siłę próbując być oryginalne.
Oryginalność choreografii kryje się w doborze kombinacji, ustalania ich kolejności, wymyślając ciekawe łączenia kombinacji, oraz na modyfikacji kombinacji stosownie do tego co dyktuje nam muza oraz podpowiada dusz i ciało.
Sprawdzone kombinacje mistrzów tańca to puzzle – z nich układa się obrazek czyli choreografię.
Choćby np. we wstępie do malfufa w meganse: kawałki te zawsze do siebie podobne bo zawsze znajdzie się w tej części chase, kroczki, obrót, pase, zwrot i camel do tyłu. Wykorzystując te same sprawdzone sekwencje można wprowadzić malutkie zmiany : tam podskok zamiast obrotu, gdzieś wciśnięty akcent biodrem zamiast kroku, tam kombinacja od nauczyciela x, a potem kombinacja od nauczyciela y.
Oczywiście własne, nowatorskie pomysły podwyższają poziom choreografii ale nie są decydujące w jej odbiorze. Najważniejsze jest wykonanie – wspaniała technika i ekspresja tancerki może pozwolić jej zrobić perełkę z prostego, sztampowego, nieinnowacyjnego układu .
A tak poza tym – uważam, że jeżeli instruktorka uczy swoich kombinacji to tak naprawdę je sprzedaję wraz z prawem ich używania. Oczywiście- użycie np. pół choreografii bez zgody jej autorki to naruszenie jej praw autorskich. Ale nie figury, czy kombinacje figur .
zdecydowanie zgadzam się z Sowillo -że pozwolę sobie na metaforę - to trochę tak, jakby uczyć alfabetu, składania liter w wyrazy, a czy uczeń zrobi z tego dzieło czy też plagiat, zależy od niego, ale samo używanie liter i składanych z nich wyrazów jeszcze nie sprawia, że nadużyje czyichś praw autorskich. Może też wymyślić swój język - jak np. Tolkien język elfów - od nauczyciela tak czy siak dostaje pewne umiejętności, których może użyć w różny sposób
Dziękuję Sowillo :) Miałam na myśli oczywiście dłuższe fragmenty wyuczonych u kogoś choreografii. Zgodnie z porównaniem Na'imah chodziło mi o całe zdania lub nawet fragmenty tekstu. Dywagując nie mam na myśli siebie, bo daleko mi jeszcze (o ile w ogóle) do układania własnych choreografii. Traktuję taniec jako hobby. Mam na myśli zasłyszane przypadki i sytuacje, kiedy to uczeń odchodzi od mistrza w dziwnych okolicznościach, a potem wykorzystuje połowę choreografii mistrza w swojej działalności zawodowej...
Antares - dziękuje... już lecę poczytać :)
Mam na myśli zasłyszane przypadki i sytuacje, kiedy to uczeń odchodzi od mistrza w dziwnych okolicznościach, a potem wykorzystuje połowę choreografii mistrza w swojej działalności zawodowej...
Zazwyczaj instruktorzy nie mają nic przeciwko wykorzystywaniu ich układów w sposób jawny, nawet jest to dla nich pewien zaszczyt, bo w ten sposób robi im się reklamę. Inna sprawa, to to, o czym piszesz - kiedy ktoś odchodzi od danego instruktora a potem ani słowem nie wspomina, a nawet i wypiera się, że się u niego uczył. To jest przykre.
klymenystra
26-08-2010, 10:59
Mirando bywa tak, ze po fakcie okazuje sie, ze instruktor byl fatalny i wiekszosc zajec z nim to byla strata czasu... Ja nie mam w profilu instruktorki u ktorej uczylam sie najdluzej, wlasnie z tego wzgledu - ze po czasie zobaczylam, jak zle trafilam :(
avocado2
26-08-2010, 11:44
Miałam przyjemność uczestniczyć w tegorocznych warsztatach z Sadie, w czasie których uczyła nas choreografii. Sadie zaznaczyła, że nie ma nic przeciwko temu, abyśmy tańczyły jej choreografię publicznie. Niemniej poprosiła, aby za każdym razem podawać jej imię jako autorki tej choreografii.
Moim zdaniem to jest uczciwe postawienie sprawy. Choreografia jest utworem w rozumieniu prawa autorskiego. Czyli jeśli cytujemy utwór, to należy wymienić autora.
Mirando bywa tak, ze po fakcie okazuje sie, ze instruktor byl fatalny i wiekszosc zajec z nim to byla strata czasu... Ja nie mam w profilu instruktorki u ktorej uczylam sie najdluzej, wlasnie z tego wzgledu - ze po czasie zobaczylam, jak zle trafilam :(
To musi być wyjątkowo ekstremalny przypadek. Trudno mi uwierzyć, że ktoś może się okazać tak beznadziejnym, że kompletnie nic nie wnosi do rozwoju swoich uczniów...
klymenystra
26-08-2010, 15:09
Mirando nie zawsze jest tak, ze totalnie nic nie wnosi. Ale jesli zsumuje sie plusy i minusy i wiecej jest minusow, to jak dla mnie sytuacja jest jasna.
Od dawna zastanawia mnie i smieszy jednoczesnie fakt kiedy polska instruktorka nauczy sie choreografii od gwiazdy zagranicznych scen, nastepnie uczy swoje uczennice a na koniec zastrzega sobie prawo i wylacznosc do wykonywania tej choreografii publicznie. Rozumiecie coś z tego? bo ja nie...
Blancari
01-12-2010, 21:51
Sheri - taka możliwość jest w jednym wypadku: instruktorka otrzymała od autorki prawa do nauczania tej choreografii, zwykle bez przekazania tego prawa dalej.
W takim wypadku zobowiązana jest podać autora choreo.
Są to jednak przypadki rzadkie (co nie znaczy, że ich nie ma - sama mam w repertuarze choreo jednej z zagranicznych tancerek, nauczaną zupełnie legalnie przez moją instruktorkę. Sama jednak nie mogę jej uczyc, mogę ją za to wykonywać).
W innym wypadku jest to złamanie praw autorskich. Niestety ścigane na wniosek poszkodowanego, a nie z urzędu.
Nie rozumiem za to nauczania choreografii bez prawa wykonywania - to jest bez sensu. Jeszcze 3 lata temu zdarzały się w Polsce takie instruktorki, ale już się chyba wykruszyły.
Zwykle choreografię z warsztatów/zajęć można wykonywać publicznie pod warunkiem podania autora, nie można jej jednak dalej nauczać.
Czasem spotyka się zastrzeżenie, aby jej nie publikować w internecie oraz nośnikach danych - bez odrębnej zgody. Ma to także swój sens
Roksolanka (Naima)
07-12-2010, 23:50
Sheri - taka możliwość jest w jednym wypadku: instruktorka otrzymała od autorki prawa do nauczania tej choreografii, zwykle bez przekazania tego prawa dalej.
(...)
Nie rozumiem za to nauczania choreografii bez prawa wykonywania - to jest bez sensu. Jeszcze 3 lata temu zdarzały się w Polsce takie instruktorki, ale już się chyba wykruszyły.
Zwykle choreografię z warsztatów/zajęć można wykonywać publicznie pod warunkiem podania autora, nie można jej jednak dalej nauczać.
Czasem spotyka się zastrzeżenie, aby jej nie publikować w internecie oraz nośnikach danych - bez odrębnej zgody. Ma to także swój sens
A ja znam kilka spektakularnych przypadków nauczania cudzej choreo bez pozwolenia. ;P
Ajajaj.
A co do uczenia choreo bez pozwolenia wykonania - tak daleko szukać nie trzeba. Nie pozwalają tańczyć swoich choreografii Cifuentesi.
Wychodzą z założenia, że na zajęciach uczysz się układu po to, aby wiedzieć, jak łączyć figury i interpretować określony typ muzyki. Ale wykonywać publicznie takiego układu - nie wolno.
Blancari
08-12-2010, 00:52
A co do uczenia choreo bez pozwolenia wykonania - tak daleko szukać nie trzeba. Nie pozwalają tańczyć swoich choreografii Cifuentesi.
Wychodzą z założenia, że na zajęciach uczysz się układu po to, aby wiedzieć, jak łączyć figury i interpretować określony typ muzyki. Ale wykonywać publicznie takiego układu - nie wolno.
Ciekawe czy z powodu praw autorskich, czy też po prostu traktują te choreografie jako dydaktyczne i nie chcą by poszły w świat z ich nazwiskiem jako sztuka?
vBulletin® v4.0.8, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.