Admin
11-02-2008, 01:56
Pochodzenie rekwizytów używanych w tańcu orientalnym
Autor: Kaira
Gdy wspominamy o rekwizytach używanych powszechnie w tańcu orientalnym, na myśl od razu przychodzą nam powłóczyste woale, migotliwe skrzydła Izydy, majestatyczne miecze, tace ze świecami, czy wesoły taniec z laską. Jednak, kiedy przyglądniemy się współczesnym tancerkom działającym w krajach wschodnich odkryjemy, że bardzo rzadko stosują one w tańcu wszystkie te rzeczy, a często nawet pogardliwie odnoszą się do ich wykorzystania twierdząc, że maskują one techniczne niedociągnięcia tancerki.
Czyżby, więc taniec z wykorzystaniem tych wszystkich pięknych przedmiotów był wynalazkiem naszej, zachodniej wersji bellydance? Otóż odpowiedź brzmi – i tak i nie. A historia każdego z rekwizytów jest nieco inna. Ten artykuł ma za zadanie te historie przybliżyć i obalić parę powszechnie występujących mitów. Zapraszam – rozsiądź się wygodnie i obejrzyj fascynujący pokaz tańca, który przeniesie Cię nie tylko w przestrzeni, gdzieś na Wschód, ale i w czasie, byś mógł być świadkiem narodzin tego, co dziś nazywa się tradycją…
Z ciemności, ze snującego się dymu, wyłania się majestatyczna, dumna postać tancerki. Przed sobą, na wyciągniętej dłoni trzyma ogromny, zagięty miecz. W takt tajemniczej, snującej się muzyki powoli umieszcza miecz na swojej głowie. Każdy jej ruch mówi – mam broń i wiem jak jej użyć. Teraz jednak mam ochotę wykorzystać ją, by podkreślić piękno swego tańca… a ja zawsze robię to, na co mam ochotę.
Jedyne znane wzmianki o mieczach używanych w tańcu pochodzą z Egiptu i dotyczą wyłącznie mężczyzn. Zdarzało im się trzymać miecze w dłoniach i tańczyć, symulując walkę, jednakże nigdy nie usiłowali balansować ich na swoich głowach. Zresztą, z niewyważonym odpowiednio mieczem byłoby to niełatwe zadanie. Skąd, więc taki pomysł?
Tak rodzą się legendy – z jednego wydarzenia, mającego ogromną moc inspiracji. W XIX wieku w malarstwie istniał prężny trend – tematykę obrazów stanowiły sceny z krajów Bliskiego i Środkowego Wschodu, sułtani, wezyrowie, haremy i oczywiście tancerki. Wielu z tych malarzy nigdy nie postawiło stopy w krajach, które tak działały na ich wyobraźnię – jednak nie można tego powiedzieć o francuskim artyście - Jean-Léon Gérôme. Jedno z jego dzieł, „La danse du sabre” („Taniec szabli”) przedstawia tancerkę z mieczem na głowie, otoczoną przez zaciekawioną publiczność.
Czy Gérôme rzeczywiście spotkał kiedyś taką tancerkę, czy zwyczajnie poniosła go fantazja – tego nigdy się nie dowiemy. Wiemy natomiast, że ten jeden obraz pobudził wyobraźnię tancerek całego zachodniego świata. Dzisiejsze miecze, produkowane specjalnie do tańca, mają środek ciężkości wyważony mniej więcej w środku swej długości, by dobrze wyglądały w balansie, są też zupełnie tępe, by zminimalizować zagrożenie zranienia…, które i tak przy tym rekwizycie jest duże. Kto upuścił sobie miecz na palec u nogi wie o czym mowa.
http://img252.imageshack.us/img252/314/mieczfu0.jpg
Jean-Léon Gérôme, „La danse du sabre”
Tancerka trzymając miecz w wysoko uniesionej dłoni wygina się do tyłu. Słychać ciche stuknięcie czubka miecza o podłogę, jej ciało tworzy idealny łuk. Muzyka cichnie i zapada ciemność.
Wtem nastrój gwałtownie się zmienia – rozbłyska światło, a na scenę wypada radośnie tancerka, w tradycyjnej chustce na głowie. Trzyma nonszalancko opartą o ramię ozdobną laskę. Puszczając zalotne uśmiechy w stronę widzów zaczyna wybijać nią o podłogę tradycyjny, skoczny rytm saidi.
Sto procent folkloru w folklorze – można by pomyśleć, ale nie będzie to do końca prawda. Owszem, wśród mężczyzn zamieszkujących górny Egipt (Said) do dziś tańczy się z laską, – ale jest to raczej drewniany drąg, tradycyjnie służący do obrony, a sam taniec bardziej przypomina sztukę walki. Na pewno laski te nie służyły do zaganiania stada, jak często się wspomina, taniec z nimi był zaś demonstracją siły i umiejętności władania tego rodzaju bronią – coś w rodzaju popisów naszych górali, w tańcu z ciupagą. Orientalne tancerki zaadoptowały tę sztukę (tzw. Tahtib) zmieniając drągi na lekkie ozdobne laski i tworząc znany nam obecnie raqs assaya. Pozostały jednak przy tradycyjnej muzyce, zawierającej energiczny rytm saidi.
http://img502.imageshack.us/img502/6700/saididancecy5.jpg
Tradycyjny taniec Saidi, (źródło: wwwlb.aub.edu.lb)
Roześmiana tancerka z żartobliwym ociąganiem się opuszcza scenę, do końca wesoło kręcąc śmigła laską i puszczając perskie oczka w stronę publiczności. W końcu jednak jej muzyka milknie i musi ona ustąpić miejsca niezwykłemu zjawisku. Oto wśród mistycznych dźwięków zjawia się na scenie sama bogini Izyda w całym swoim majestacie… a przynajmniej jej inkarnacja, w postaci pięknej, tajemniczej tancerki. Gdy rozkłada ramiona, wokół jej ciała rozbłyskają ogromne lśniące skrzydła… bogini zaczyna obracać się w takt muzyki, a skrzydła tworzą wokół niej piękną wirującą powierzchnię…
Niewątpliwie taniec orientalny w jakiejś swojej prastarej formie istniał już w Starożytnym Egipcie. I niewątpliwie znane nam skrzydła Izydy jako żywo przypominają te, które bogini rozpościera w swej chwale na starożytnych egipskich freskach. Nie ma jednak wątpliwości, że między tymi dwoma parami skrzydeł istnieje wielka przepaść - czasowa i kulturowa. Bowiem - czy nam to miłe czy nie – skrzydła Izydy jako rekwizyt taneczny wywodzą się z dziewiętnastowiecznej burleski. A konkretnie z Folies Bergere w Paryżu, gdzie zawrotną karierę robiła Amerykanka Marie Louise Fuller, tańcząca z ogromnymi połaciami materiału, usztywnionymi poprzez aluminiowe pręty. Jej show, „Serpentine Dance”, wzbogacone niesamowitą grą świateł, wzmagającą efekt wirujących i falujących tkanin, robiło ogromne wrażenie. Osobą która wprowadziła skrzydła Izydy do kabaretowego stylu tańca brzucha jest Ayshe, tancerka rodem z Nowego Jorku, choreograf i projektantka strojów. Na swojej stronie internetowej wspomina, że konstrukcje podobne do tworzonych przez nią skrzydeł czerpała między innymi z tradycyjnie używanych strojów karnawałowych noszonych na Karaibach.
http://img442.imageshack.us/img442/8355/loiechervm8.jpg
Plakat emitowany przez Folies Bergere w Paryżu, reklamujący występy tancerki Marie Louise Fuller
http://img442.imageshack.us/img442/8523/loiepatsmlka6.jpg
Opatentowany przez Marie Louise Fuller strój do show „Serpentine Dance”, projekt
Bogini kończy taniec falując skrzydłami i niczym duch znika w mroku sceny. W całkowitej ciemności pojawia się nagle samotny, unoszący się w przestrzeni ogień. Gdy oczy widzów przyzwyczajają się do mroku, dostrzegają tancerkę, utrzymującą tacę pełną świec na swojej głowie. W swym tańcu jest tak spokojna, wyciszona i zrównoważona, że taca nie przechyla się pomimo dynamicznych ruchów ciała. Utrzymuje się na głowie tancerki nawet gdy ta kładzie się na scenie i obraca z boku na bok.
W przypadku tacy nie ma wielu mitów do obalenia. Jest to, bowiem taniec tradycyjny, nazywany raks al senniyya, pochodzący z Maroka. Tam jednakże tancerki umieszczają na tacy świece jedynie jako dodatki do dzbanka i kompletu filiżanek na tradycyjną miętową herbatę. Oczywiście herbata znajduje się już wewnątrz naczyń. Tamtejsze tancerki potrafią zbalansować w ten sposób nawet kilka tac, jedną na drugiej. Zniszczenia po upadku takiej tacy trudno porównywać do rozlanego wosku na dywanie…
A kandelabr? Profesjonalny świecznik do tańca osadzony na swego rodzaju „hełmie” ułatwiającym utrzymanie go na głowie tancerki? Powszechnie kojarzy się ten rekwizyt z tradycyjnym egipskim pochodem weselnym (zaffa). Tymczasem tradycję tę zapoczątkowała Zouba al Klobbatiya w 1890 roku wykonując w czasie takiej procesji taniec z dużą lampą oliwną. Pomysł się przyjął i inne tancerki zaczęły ozdabiać pochody tańcem z ogniem. Koptyjka Shafiya El Koptia jako pierwsza użyła w tańcu świecznika, zaś producenci rekwizytów rozpoczęli wytwarzanie kandelabrów z hełmem – łatwiejszych do zbalansowania także dla mniej zaawansowanych tancerek. Do dziś w czasie zaffy tancerki ze świecznikami idą obok świeżo zaślubionej pary, a następnie tańczą dla zgromadzonych gości.
http://img138.imageshack.us/img138/6272/traylq4.jpg
Marokańska tancerka balansująca tacę z serwisem do herbaty (źródło: http://www.helene-eriksen.de (http://www.helene-eriksen.de/))
Tancerka pod koniec utworu zdejmuje tacę z głowy, przez chwilę kładzie ją na podłodze, na koniec zaś znów balansuje, udowadniając publiczności, że sztuka ta jest wyłącznie efektem jej umiejętności tanecznych. Następnie wycofuje się z wdziękiem ze sceny. Rozbrzmiewa nowa, klasyczna muzyka. Oczom publiczności ukazuje się tajemnicza Salome, uwodzicielska Szeherezada, kobieta chroniąca swoje piękno za zasłoną woalu. Znad kolorowej tkaniny spoglądają jedynie piękne oczy tancerki. Po chwili jednak rozwija ona woal i rozpoczyna hipnotyzujący taniec.
Postać Salome – niezbyt zresztą szlachetnej osobowości – pojawia się w Biblii. Tańcząc Taniec Siedmiu Woali kobieta zachwyca króla, który w uniesieniu obiecuje podarować jej wszystko czegokolwiek sobie ona zażyczy. Namówiona przez matkę Salome żąda głowy Jana Chrzciciela. Oscar Wilde zainspirowany tą wizją stworzył dzieło „The Loves of Salome”, na którym z kolei bazuje opera Richarda Straussa „Salome”. Postać ta stała się źródłem mitu mówiącego o tańcu z woalem jako posiadającym na wschodzie starożytną tradycję.
A przecież mieszkanki krajów orientu nie używają w tańcu woali. Służy im on do zakrycia się, a publiczne odwijanie i zawijanie się weń z pewnością nie byłoby mile widziane. Początek kariery woalu jako tanecznego rekwizytu jest wręcz niewiarygodny, – kiedy sławna tancerka egipska Samia Gamal pobierała nauki, jej baletowa mistrzyni Madam Ivanowna nie mogła poradzić sobie z mało atrakcyjnym ułożeniem rąk u swojej uczennicy. Zaproponowała jej więc, by trzymała w dłoniach woal, co miało stale przypominać o konieczności uniesienia ramion.
Ni stąd ni zowąd publiczność orientuje się, że tancerka trzyma w rękach już nie jeden, ale dwa woale. Kiedy ona zdążyła go wyjąć i skąd? Teraz dwie falujące płachty tkaniny wirują wokół tancerki, to w jedną, to w drugą stronę, by nagle znów połączyć się w jeden kształt. Głęboki, subtelny ukłon kończy taniec, wyrywając publiczność z transu. Tancerka znika w mrokach sceny równie subtelnie, jak się na niej pojawiła.
A publiczność, wysłuchawszy historii zastanawia się, czy piękno musi mieć setki lat by robić wrażenie? Czy sztuka musi mieć długotrwałą tradycję, by zachwycać? Niekończące się brawa stają się wystarczającą odpowiedzią.
Autor: Kaira
Autor: Kaira
Gdy wspominamy o rekwizytach używanych powszechnie w tańcu orientalnym, na myśl od razu przychodzą nam powłóczyste woale, migotliwe skrzydła Izydy, majestatyczne miecze, tace ze świecami, czy wesoły taniec z laską. Jednak, kiedy przyglądniemy się współczesnym tancerkom działającym w krajach wschodnich odkryjemy, że bardzo rzadko stosują one w tańcu wszystkie te rzeczy, a często nawet pogardliwie odnoszą się do ich wykorzystania twierdząc, że maskują one techniczne niedociągnięcia tancerki.
Czyżby, więc taniec z wykorzystaniem tych wszystkich pięknych przedmiotów był wynalazkiem naszej, zachodniej wersji bellydance? Otóż odpowiedź brzmi – i tak i nie. A historia każdego z rekwizytów jest nieco inna. Ten artykuł ma za zadanie te historie przybliżyć i obalić parę powszechnie występujących mitów. Zapraszam – rozsiądź się wygodnie i obejrzyj fascynujący pokaz tańca, który przeniesie Cię nie tylko w przestrzeni, gdzieś na Wschód, ale i w czasie, byś mógł być świadkiem narodzin tego, co dziś nazywa się tradycją…
Z ciemności, ze snującego się dymu, wyłania się majestatyczna, dumna postać tancerki. Przed sobą, na wyciągniętej dłoni trzyma ogromny, zagięty miecz. W takt tajemniczej, snującej się muzyki powoli umieszcza miecz na swojej głowie. Każdy jej ruch mówi – mam broń i wiem jak jej użyć. Teraz jednak mam ochotę wykorzystać ją, by podkreślić piękno swego tańca… a ja zawsze robię to, na co mam ochotę.
Jedyne znane wzmianki o mieczach używanych w tańcu pochodzą z Egiptu i dotyczą wyłącznie mężczyzn. Zdarzało im się trzymać miecze w dłoniach i tańczyć, symulując walkę, jednakże nigdy nie usiłowali balansować ich na swoich głowach. Zresztą, z niewyważonym odpowiednio mieczem byłoby to niełatwe zadanie. Skąd, więc taki pomysł?
Tak rodzą się legendy – z jednego wydarzenia, mającego ogromną moc inspiracji. W XIX wieku w malarstwie istniał prężny trend – tematykę obrazów stanowiły sceny z krajów Bliskiego i Środkowego Wschodu, sułtani, wezyrowie, haremy i oczywiście tancerki. Wielu z tych malarzy nigdy nie postawiło stopy w krajach, które tak działały na ich wyobraźnię – jednak nie można tego powiedzieć o francuskim artyście - Jean-Léon Gérôme. Jedno z jego dzieł, „La danse du sabre” („Taniec szabli”) przedstawia tancerkę z mieczem na głowie, otoczoną przez zaciekawioną publiczność.
Czy Gérôme rzeczywiście spotkał kiedyś taką tancerkę, czy zwyczajnie poniosła go fantazja – tego nigdy się nie dowiemy. Wiemy natomiast, że ten jeden obraz pobudził wyobraźnię tancerek całego zachodniego świata. Dzisiejsze miecze, produkowane specjalnie do tańca, mają środek ciężkości wyważony mniej więcej w środku swej długości, by dobrze wyglądały w balansie, są też zupełnie tępe, by zminimalizować zagrożenie zranienia…, które i tak przy tym rekwizycie jest duże. Kto upuścił sobie miecz na palec u nogi wie o czym mowa.
http://img252.imageshack.us/img252/314/mieczfu0.jpg
Jean-Léon Gérôme, „La danse du sabre”
Tancerka trzymając miecz w wysoko uniesionej dłoni wygina się do tyłu. Słychać ciche stuknięcie czubka miecza o podłogę, jej ciało tworzy idealny łuk. Muzyka cichnie i zapada ciemność.
Wtem nastrój gwałtownie się zmienia – rozbłyska światło, a na scenę wypada radośnie tancerka, w tradycyjnej chustce na głowie. Trzyma nonszalancko opartą o ramię ozdobną laskę. Puszczając zalotne uśmiechy w stronę widzów zaczyna wybijać nią o podłogę tradycyjny, skoczny rytm saidi.
Sto procent folkloru w folklorze – można by pomyśleć, ale nie będzie to do końca prawda. Owszem, wśród mężczyzn zamieszkujących górny Egipt (Said) do dziś tańczy się z laską, – ale jest to raczej drewniany drąg, tradycyjnie służący do obrony, a sam taniec bardziej przypomina sztukę walki. Na pewno laski te nie służyły do zaganiania stada, jak często się wspomina, taniec z nimi był zaś demonstracją siły i umiejętności władania tego rodzaju bronią – coś w rodzaju popisów naszych górali, w tańcu z ciupagą. Orientalne tancerki zaadoptowały tę sztukę (tzw. Tahtib) zmieniając drągi na lekkie ozdobne laski i tworząc znany nam obecnie raqs assaya. Pozostały jednak przy tradycyjnej muzyce, zawierającej energiczny rytm saidi.
http://img502.imageshack.us/img502/6700/saididancecy5.jpg
Tradycyjny taniec Saidi, (źródło: wwwlb.aub.edu.lb)
Roześmiana tancerka z żartobliwym ociąganiem się opuszcza scenę, do końca wesoło kręcąc śmigła laską i puszczając perskie oczka w stronę publiczności. W końcu jednak jej muzyka milknie i musi ona ustąpić miejsca niezwykłemu zjawisku. Oto wśród mistycznych dźwięków zjawia się na scenie sama bogini Izyda w całym swoim majestacie… a przynajmniej jej inkarnacja, w postaci pięknej, tajemniczej tancerki. Gdy rozkłada ramiona, wokół jej ciała rozbłyskają ogromne lśniące skrzydła… bogini zaczyna obracać się w takt muzyki, a skrzydła tworzą wokół niej piękną wirującą powierzchnię…
Niewątpliwie taniec orientalny w jakiejś swojej prastarej formie istniał już w Starożytnym Egipcie. I niewątpliwie znane nam skrzydła Izydy jako żywo przypominają te, które bogini rozpościera w swej chwale na starożytnych egipskich freskach. Nie ma jednak wątpliwości, że między tymi dwoma parami skrzydeł istnieje wielka przepaść - czasowa i kulturowa. Bowiem - czy nam to miłe czy nie – skrzydła Izydy jako rekwizyt taneczny wywodzą się z dziewiętnastowiecznej burleski. A konkretnie z Folies Bergere w Paryżu, gdzie zawrotną karierę robiła Amerykanka Marie Louise Fuller, tańcząca z ogromnymi połaciami materiału, usztywnionymi poprzez aluminiowe pręty. Jej show, „Serpentine Dance”, wzbogacone niesamowitą grą świateł, wzmagającą efekt wirujących i falujących tkanin, robiło ogromne wrażenie. Osobą która wprowadziła skrzydła Izydy do kabaretowego stylu tańca brzucha jest Ayshe, tancerka rodem z Nowego Jorku, choreograf i projektantka strojów. Na swojej stronie internetowej wspomina, że konstrukcje podobne do tworzonych przez nią skrzydeł czerpała między innymi z tradycyjnie używanych strojów karnawałowych noszonych na Karaibach.
http://img442.imageshack.us/img442/8355/loiechervm8.jpg
Plakat emitowany przez Folies Bergere w Paryżu, reklamujący występy tancerki Marie Louise Fuller
http://img442.imageshack.us/img442/8523/loiepatsmlka6.jpg
Opatentowany przez Marie Louise Fuller strój do show „Serpentine Dance”, projekt
Bogini kończy taniec falując skrzydłami i niczym duch znika w mroku sceny. W całkowitej ciemności pojawia się nagle samotny, unoszący się w przestrzeni ogień. Gdy oczy widzów przyzwyczajają się do mroku, dostrzegają tancerkę, utrzymującą tacę pełną świec na swojej głowie. W swym tańcu jest tak spokojna, wyciszona i zrównoważona, że taca nie przechyla się pomimo dynamicznych ruchów ciała. Utrzymuje się na głowie tancerki nawet gdy ta kładzie się na scenie i obraca z boku na bok.
W przypadku tacy nie ma wielu mitów do obalenia. Jest to, bowiem taniec tradycyjny, nazywany raks al senniyya, pochodzący z Maroka. Tam jednakże tancerki umieszczają na tacy świece jedynie jako dodatki do dzbanka i kompletu filiżanek na tradycyjną miętową herbatę. Oczywiście herbata znajduje się już wewnątrz naczyń. Tamtejsze tancerki potrafią zbalansować w ten sposób nawet kilka tac, jedną na drugiej. Zniszczenia po upadku takiej tacy trudno porównywać do rozlanego wosku na dywanie…
A kandelabr? Profesjonalny świecznik do tańca osadzony na swego rodzaju „hełmie” ułatwiającym utrzymanie go na głowie tancerki? Powszechnie kojarzy się ten rekwizyt z tradycyjnym egipskim pochodem weselnym (zaffa). Tymczasem tradycję tę zapoczątkowała Zouba al Klobbatiya w 1890 roku wykonując w czasie takiej procesji taniec z dużą lampą oliwną. Pomysł się przyjął i inne tancerki zaczęły ozdabiać pochody tańcem z ogniem. Koptyjka Shafiya El Koptia jako pierwsza użyła w tańcu świecznika, zaś producenci rekwizytów rozpoczęli wytwarzanie kandelabrów z hełmem – łatwiejszych do zbalansowania także dla mniej zaawansowanych tancerek. Do dziś w czasie zaffy tancerki ze świecznikami idą obok świeżo zaślubionej pary, a następnie tańczą dla zgromadzonych gości.
http://img138.imageshack.us/img138/6272/traylq4.jpg
Marokańska tancerka balansująca tacę z serwisem do herbaty (źródło: http://www.helene-eriksen.de (http://www.helene-eriksen.de/))
Tancerka pod koniec utworu zdejmuje tacę z głowy, przez chwilę kładzie ją na podłodze, na koniec zaś znów balansuje, udowadniając publiczności, że sztuka ta jest wyłącznie efektem jej umiejętności tanecznych. Następnie wycofuje się z wdziękiem ze sceny. Rozbrzmiewa nowa, klasyczna muzyka. Oczom publiczności ukazuje się tajemnicza Salome, uwodzicielska Szeherezada, kobieta chroniąca swoje piękno za zasłoną woalu. Znad kolorowej tkaniny spoglądają jedynie piękne oczy tancerki. Po chwili jednak rozwija ona woal i rozpoczyna hipnotyzujący taniec.
Postać Salome – niezbyt zresztą szlachetnej osobowości – pojawia się w Biblii. Tańcząc Taniec Siedmiu Woali kobieta zachwyca króla, który w uniesieniu obiecuje podarować jej wszystko czegokolwiek sobie ona zażyczy. Namówiona przez matkę Salome żąda głowy Jana Chrzciciela. Oscar Wilde zainspirowany tą wizją stworzył dzieło „The Loves of Salome”, na którym z kolei bazuje opera Richarda Straussa „Salome”. Postać ta stała się źródłem mitu mówiącego o tańcu z woalem jako posiadającym na wschodzie starożytną tradycję.
A przecież mieszkanki krajów orientu nie używają w tańcu woali. Służy im on do zakrycia się, a publiczne odwijanie i zawijanie się weń z pewnością nie byłoby mile widziane. Początek kariery woalu jako tanecznego rekwizytu jest wręcz niewiarygodny, – kiedy sławna tancerka egipska Samia Gamal pobierała nauki, jej baletowa mistrzyni Madam Ivanowna nie mogła poradzić sobie z mało atrakcyjnym ułożeniem rąk u swojej uczennicy. Zaproponowała jej więc, by trzymała w dłoniach woal, co miało stale przypominać o konieczności uniesienia ramion.
Ni stąd ni zowąd publiczność orientuje się, że tancerka trzyma w rękach już nie jeden, ale dwa woale. Kiedy ona zdążyła go wyjąć i skąd? Teraz dwie falujące płachty tkaniny wirują wokół tancerki, to w jedną, to w drugą stronę, by nagle znów połączyć się w jeden kształt. Głęboki, subtelny ukłon kończy taniec, wyrywając publiczność z transu. Tancerka znika w mrokach sceny równie subtelnie, jak się na niej pojawiła.
A publiczność, wysłuchawszy historii zastanawia się, czy piękno musi mieć setki lat by robić wrażenie? Czy sztuka musi mieć długotrwałą tradycję, by zachwycać? Niekończące się brawa stają się wystarczającą odpowiedzią.
Autor: Kaira