PDA

Pokaż pełną wersję : Niespodziewane sytuacje, czyli o tym, czego nawet najbardziej przezorny nie przewidział...



Admin
11-02-2008, 02:19
Niespodziewane sytuacje, czyli o tym, czego nawet najbardziej przezorny nie przewidział...


Autor: ZAINA



Wyobraź sobie taka sytuację: stoisz w kostiumie, przestępując z nogi na nogę czekasz aż prowadzący zapowie pokaz tańca arabskiego. W myślach powtarzasz swój układ, robisz dwa głębokie wdechy i... wychodzisz. Zaczynasz słyszeć muzykę, dodaje ci ona siły, w końcu tyle razy do niej ćwiczyłaś. Nie mija pierwsza minuta, jak coś zaczyna przerywać, a znajomy rytm "dum taków" przemienia się w bliżej niezidentyfikowany dźwięk. Co robić?! Mając w pamięci słowa instruktorki, włączasz uśmiech numer 10, minę "ach, przecież nic się nie dzieje", tańczysz dalej. Po chwili również i płyta dochodzi do siebie, ufff, sytuacja opanowana. Kończysz swój taniec, a publiczność nagradza cię brawami. Twoja koleżanka rozpoczyna pokaz, a ty nie zdążywszy ochłonąć, jesteś proszona na druga salę. Masz tańczysz do piosenki twojej koleżanki, a jest nią "jakieś bram solo"... Miejscem, gdzie masz tańczyć, okazuje się jadalnia, a rzuciwszy okiem na znajdujące się tam osoby, stwierdzasz "hmm, chyba wybrali kotleta a nie pokaz tańca...".
Zaczyna grać muzyka, powoli oswajasz się nią, a po kilku pląsach wzdłuż stolików znajdujesz nawet parę przyjaznych twarzy osób, które podniosły głowę znad talerza. Uśmiechają się, a nawet niektórzy klaszczą w rytm muzyki. Piosenka kończy się, a ty z zadowoleniem opuszczasz salę.

Przytoczona historia, to opis mojego pierwszego pokazu. Każda z nas dobrze wie, jakie to jest przeżycie, ma się z nim związane plany, nadzieje, obawy i do perfekcji opracowany układ. Niestety nie zawsze jest nam dane, by to co sobie zaplanowałyśmy, spełniło się. Przeszkodzić w tym może sala o innych wymiarach niż oczekiwane, sufit, który jest, co prawda wysoki, ale zwisają z niego długie lampy, dywany, które się ślizgają czy też podłoga pełna drzazg. W takiej chwili najchętniej uciekłoby się z tego miejsca, a tu prowadzący już daje sygnał do rozpoczęcia tańca...
Chyba marzeniem każdej tancerki jest miejsce, gdzie może zaprezentować swoje umiejętności w pełnej okazałości, publiczność, która doceni ją i zrozumie, dobre samopoczucie i wiele wiele innych czynników przyczyniających się do tego, by po występie moc powiedzieć" to był udany pokaz".
Od pewnego etapu w nauczaniu chyba bardziej istotne staje się nie to, co zatańczyć i jak, ale jak odnaleźć się, gdy przydarzy się jakaś niespodzianka. A zdarzają się one niestety dosyć często....

Był to mój drugi pokaz w życiu( tak na marginesie powiem, że los chyba uwziął się na mnie i zawsze, gdy występuję, musi wykręcić mi jakiegoś psikusa). Wszystko szło dobrze, publiczność była bardzo fajna, a biometr korzystny. Podnosząc się z mostku dostrzegłam, że mój cały kostium zapięty jest tylko na jednej malutkiej haftce( a było ich trzy), przez co rozcięcie od spódnicy stało się nieco dłuższe... kończyło się na biodrze. Ogarnęło mnie przerażenie, że zaraz zgubię wszystko to, co mam od pasa w dół, więc postanowiłam pozostać w tej półsiedzącej pozycji do końca tańca. Do dziś pamiętam to szybkie odtwarzanie pt. "co można jeszcze zrobić z rękoma". Później udało mi się zgrabnie ukłonić i szybciutko zeszłam ze sceny. Właściwie nie wiem, czemu tak się stało, oczywistym jest, że przed każdym wyjściem dokładnie sprawdzam, czy wszystko jest zapięte, tak jak powinno.
Od tego czasu zrobiłam się wręcz wrogiem choreografii. Owszem, warto mieć je przygotowane, ale jakość naszego występu nie może zależeć od tego, czy uda nam się zatańczyć wszystko, tak jak było to zaplanowane, czy też nie.(oczywiście nie mówię tu o choreografiach grupowych, bo w tym przypadku, wygląda to już mniej kolorowo).
Najgorszym, co można zrobić, to dać po sobie poznać, że coś idzie nie po naszej myśli.

Kostiumy bardzo często potrafią nas niemile zaskoczyć. Nawet najlepiej trzymający sie stanik, ramiączko czy spódnica potrafią w najmniej oczekiwanym momencie pęknąć. Jedynym ratunkiem w takiej chwili jest skuteczne złapanie odpadającej części garderoby, przeproszenie publiczności i zejście ze sceny. Jeżeli są jeszcze inne tancerki, zawsze można wtedy zatańczyć po ich pokazie lub, jeśli nie, prowadzący może czymś zająć gości, tak abyśmy miały czas na przebranie się czy zszycie kostiumu.(warto mieć zawsze ze sobą igłę z nitką i zapasowy kostium).

Na kursie wielokrotnie poruszany jest temat pokazów i związanych z nimi przyjemności jak i mniej oczekiwanych przygód. Mnie szczególnie utkwiła w pamięci opowieść mojej instruktorki, która podczas pewnego pokazu musiała wręcz uciekać przed mężczyzna, który za wszelka cenę chciał wcisnąć jej banknot 50- cio złotowy za stanik. Parę miesięcy temu sama stałam się ofiara takiego hojnego klienta. W trakcie występu pewien mężczyzna wyciągnął rękę w kierunku mojego pasa trzymając w niej 100 złotych. Nie pomogły moje dyskretne kiwnięcia głową, potem ręką, ani nawet odsunięcie. Po paru nieudanych próbach pan wrócił na swoje miejsce. Mimo iż często można spotkać tancerki, które przyjmują napiwki w taki sposób, osobiście uważam, że narusza to godność tancerki.

Odnosząc się do tematu tego artykuły, nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć. Postarałam się przedstawić kilka sytuacji i możliwości wyjścia z nich " z twarzą". Jako tancerka, od pół roku występująca w każdy weekend, przeżyłam już wiele różnych zaskakujących sytuacji. Myślę, że jedynym sposobem na ratunek w takich momentach jest duży dystans i świadomość naszej wartości. A z racji wykonywanej przez nas działalności, jestem przekonana, że jesteśmy w stanie każdy występ, w nawet najgorszym miejscu dla najbardziej nudnej publiczności zamienić w niezapomniane, bajeczne show.

Autor: ZAINA

Miranda
05-07-2009, 14:55
Ciekawy artykuł i to z najlepszego źródła! Myślę, że śmiało można nazwać Zainę mistrzynią wychodzenia z trudnych sytuacji. Jej występ z ostatnich Mistrzostw Polski powinien otrzymać nagrodę specjalną w tej kategorii. :)

suraiya
05-07-2009, 19:02
Tak- wiele sytuacji czasem nas zaskakuje;)
Przetanczyłam kiedys 5 minut z wbitym bardzo sromotnie w stope kolczykiem Lubny Emam (zgubiła go podczas swego tańca a ja weszłam zaraz po Niej i po kilku krokach poczulam jakbym miała gwozdz w stópce:blink:)
Ale... moim zdaniem... wszystkie wpadki po pewnym czasie wspomina się i tak ze szczerym uśmiechem:D

Roksolanka (Naima)
05-07-2009, 19:35
Tak- wiele sytuacji czasem nas zaskakuje;)
Przetańczyłamkiedyś 5 minut z wbitym bardzo sromotnie w stopę kolczykiem Lubny Emam (zgubiła go podczas swego tańca a ja weszłam zaraz po Niej i po kilku krokach poczułam jakbym miała gwoźdź w stópce:blink:)
Ale... moim zdaniem... wszystkie wpadki po pewnym czasie wspomina się i tak ze szczerym uśmiechem:D

Jakoś sobie nie umiem wyobrazić, abym miała się uśmiechać na myśl o wbitym w stopę kolczyku. Choćby miał to być kolczyk Lubny.;)
Gratuluję opanowania!

Nunah
05-07-2009, 21:28
Lepiej zawczasu wszystko przewidzieć (hihi łatwo mówić, musimy się przynajmniej starać) i przygotować kilka scenariuszy. Ja jak na razie tańczyłam wyłącznie z koralikiem w stopie :)

Anielskaharmonia
06-07-2009, 09:16
Podczas egzaminu II stopnia tańczyłam folklor z paluchem odrąbanym niemal przez rant dużego, ciężkiego metalowego dzbana, który spadł mi na stopę tuż przed moim wyjściem na "arenę". Paluch pulsował, krew się lała (na szczęście w pobliżu nie było piranii ;))a tymczasem muzyczka wesoła, skoczna, zalotna grała i trzeba było pozostac w konwencji radosnego tańca figlarnej pastereczki :D.

Almass
06-07-2009, 21:38
Przypomina mi się pewien pokaz na północy Polski, który odbywał sie na świeżym powietrzu. Powietrze było bardzo świeże, gdyż wiatr dmuchał z wszystkich stron a ja plasałam po scenie z....woalem, którym co chwile zamaszyście dostawałam w twarz przy kazdym podmuchu:) W pewnym momencie, czułam sie troche jak egipska mumia, owinieta w bandaże.
Oczywiscie wpadki ze strojem też sie zdarzały, takie jak ześlizgujaca się z 4 liter spódnica, która musiałam co chwile podciągać, czy też spadajace rękawki. Na szczeście udało mi się póki co nigdy nie opuścić rekwizytu na scenie. I niech tak zostanie :)

Firyal
06-07-2009, 21:40
Mnie się różne rzeczy zdarzały, z frunącą w stronę publiczności bransoletką...
Ostatnio na Magii Orientu wyszłam na scenę po drum solo na zdjęcia,wszystko pięknie,gdy nagle poczułam....Jak mi stanik puszcza pod pachą:blink: Więc szybko rękę do boku przyciskam,uśmiecham się pięknie i modlę się tylko,żeby nie puścił...
Są rzeczy,o których nie śniło się bellydancerkom....

Vasanta
06-07-2009, 21:50
Almass, zaprzyjaźnij się z Liskiem, błagam... Mumie owijało się w bandaŻe (swoją drogą, źródłowe, egipskie skojarzenie :)), a rekwizyt można UpUścić (czego nikomu nie życzę).

Anielskaharmonio, podziwiam za zimną... nomen omen... krew... Nie wiem, czy bym tak umiała... Choć muszę powiedzieć, że jak występuję, to mam taki napływ adrenaliny, że nic mnie nie boli :) Dopiero później się okazuje, że w nodze drzazga, noga skręcona, stanik się pruje, a kiecka spada :)

Almass
06-07-2009, 22:23
Almass, zaprzyjaźnij się z Liskiem, błagam... Mumie owijało się w bandaŻe (swoją drogą, źródłowe, egipskie skojarzenie :)), a rekwizyt można UpUścić (czego nikomu nie życzę).

Dobra już poprawiłam. Cały dzień gadam i piszę w pracy po angielsku, to potem po polsku robie błędy i literówki. No i zawsze pisze szybko i potem zostawiam byki:wacko:

Vasanta
06-07-2009, 22:41
Dlatego właśnie proponuję Liska - on takie rzeczy wyłapuje i nie trzeba myśleć samemu ;)

Zahara
06-07-2009, 22:53
Choć muszę powiedzieć, że jak występuję, to mam taki napływ adrenaliny, że nic mnie nie boli :) Dopiero później się okazuje, że w nodze drzazga, noga skręcona, stanik się pruje, a kiecka spada :)

Też tak mam, wiele razy krwiawiącą stopę zauważyłam po ciągnącej się za mną ze sceny strużce krwi;)

Anielskaharmonia
07-07-2009, 08:29
Anielskaharmonio, podziwiam za zimną... nomen omen... krew... Nie wiem, czy bym tak umiała... Choć muszę powiedzieć, że jak występuję, to mam taki napływ adrenaliny, że nic mnie nie boli :) Dopiero później się okazuje, że w nodze drzazga, noga skręcona, stanik się pruje, a kiecka spada :)

No właśnie Vasanto ta adrenalina i stres ...i byłam w szoku bo to był przy okazji mój pierwszy występ. Z tego wsztskiego nie przyszło mi nawet na myśł by poprosić o chwilę przerwy na zaklejenie palucha plastrem :eek::confused::)


Też tak mam, wiele razy krwiawiącą stopę zauważyłam po ciągnącej się za mną ze sceny strużce krwi;)

Ha, okazuje się, że belly-dance to hobby extremalne ;):):D

Zahara
07-07-2009, 09:11
Co do moich niespodziewanych sytuacji w trakcie tańca, to zdarzyło się, że tuż przed wejściem na scenę pękła mi gumka od spódnicy, nie było już czasu na jej zmianę, więc tylko jakkolwiek ją zaczepiłam o pas i cały taniec myślałam żeby nie spadła;).
Innym razem tańczyłam w klubie na wieczorze panieńskim, pierwszy taniec miał być z tacą ze świeczkami, dałam barmanowi płytę (bo on puszczał muzykę na tamtą salę) wytłumaczyłam która piosenka, miałam mu tylko pomachać tuż przed wejściem że już ma puszczać. No więc przygotowałam się, zapaliłam świeczki, pomachałam barmanowi, wchodzę na salę, a tu ku mojemu wielkiem zdziwieniu leci najszybsza piosenka z płyty, do której cudem by było zatańczyć pieknie z tacą, bez żadnych osunięć lub ucieknięć świeczek, ale cóż miałam zrobić, uśmiechałam się uroczo, odtańczyłam chwilę z tacą, zresztą sama już nie pamiętam co dokładnie z nią robiłam, po czym zgrabnie ją zdjełam położyłam na stole i dalszą część piosenki przetańczyłam już bez rekwizytu. Podobno bardzo się podobało i to jest najważniejsze a nie moje traumatyczne wspomnienia;)

Vasanta
07-07-2009, 09:41
Co do moich niespodziewanych sytuacji w trakcie tańca, to zdarzyło się, że tuż przed wejściem na scenę pękła mi gumka od spódnicy, nie było już czasu na jej zmianę, więc tylko jakkolwiek ją zaczepiłam o pas i cały taniec myślałam żeby nie spadła;)
Dlatego właśnie spódnice na gumce to ZUO.

Firyal
07-07-2009, 10:57
Ja mam spódnicę na gumce....:unsure:

Nunah
07-07-2009, 10:58
Ja mam wszystkie na gumce i jak dotąd obyło się bez wypadków:)

Vasanta
07-07-2009, 11:02
A ja nie mam żadnej na gumce :D Jestem przeciwniczką spódnic na gumce, bo jeszcze nigdy nie widziałam, żeby taka ładnie wyglądała na ciele (chyba że jest doskonale zasłonięta pasem), a jak pokazuje przykład Zahary, bywa, że gumka pęka.

Edit: moim zdaniem najlepsze są spódnice dopasowane na biodrach, z elastycznego materiału. Prawdopodobieństwo, że zamek pęknie, jest bardzo nikłe :)

Nunah
07-07-2009, 11:03
Nie widać, jeśli na spódnicy mamy pas ;) No ale tak, gumka nie może być zbyt ścisła. Choć zapięcie w spódnicy też może pęknąć i wtedy... Co ma być to będzie :)

oriental
07-07-2009, 11:23
Przypomina mi się pewien pokaz na północy Polski, który odbywał sie na świeżym powietrzu. Powietrze było bardzo świeże, gdyż wiatr dmuchał z wszystkich stron a ja plasałam po scenie z....woalem, którym co chwile zamaszyście dostawałam w twarz przy kazdym podmuchu:) W pewnym momencie, czułam sie troche jak egipska mumia, owinieta w bandaże.


Taaak ja tez juz na wlasnej skorze przekonalam sie, ze wystep na swiezym powietrzu z woalem to nie jest najlepszy pomysl ;). Woal to ogolnie jest podstepnym gagatkiem, bo jesli nie odrzuci sie go odpowiednio daleko w czasie tanca, to mozna zaliczyc niezly poslizg.
Inna sprawa to wystepy z rekwizytami "plonacymi", czasem mysle, ze za kazdym razem przydalby sie strazak na sali! Raz niestety nie wzielam pod uwage ozdobnej kraty doczepionej u gory wejscia i na ktorej zatrzymal sie moj shamadan. Na szczescie skonczylo sie na paru kroplach cieplego wosku na skorze, ale przestroga jest-sprawdzajcie sufity!!!:D

Vella
07-07-2009, 14:19
Przydeptana spódnica na gumce w piekny sposób się koleżance z "zespołu" obsunęła... z przodu wprawdzie pas zasłonił, ale z tyłu poczuła, że pupa ujrzała światło dzienne (no, wieczorne, i sztuczne, ale zawszeć to światło)
Doceniłam wtedy podwójnie moją "oszczędnościową" - z racji zbyt małego kawałka materiału nie była na gumce tylko na zamek - tak mocny, że i słoń mógłby przydeptać, a zsunąc się nie miała prawa :D

Alia
18-10-2009, 17:36
ja kiedyś tańczylam z rozsuwającym się bolerkiem i zsuwającą się i za dlugą spódnicą...

Rida
20-10-2009, 15:13
Nie mam jeszcze wiele dowiadczeń z występów jako tancerka ale obecnie śpiewam, a kiedyś dorabiałam sobie grając w teatrzyku dla dzieci. A'propos tego drugiego zajęcia - miałam w sztuce taki moment, że było jakies 15 sekund na szybka zamiane stroju sarenki na strój księżniczki - białą sukienke zapinaną z tyłu na długi suwak. No i w tejże sukience musiałam wykonać finałowego walca z księciem. W trakcie pośpiesznego naciagania na siebie kiecki za sceną okazało się, że... suwak się zepsuł i ani w ząb, nie chciał nawet ruszyć z miejsca! A ja do tego nieopatrznie i bezmyślnie miałam na sobie ... czarny biustonosz. Szybko spięłam kieckę jakąś agrafka, uratowaly mnie moje dość długie włosy i starałam się nie prezentowac zanadto pleców ani nie wykonywac gwałtownych zamaszystych obrotów...


Inna przygoda,tym razem z moich występów wokalnych: dostałam propozycję zaśpiewania koncertu muzyki afrykańskiej w składzie gdzie było 100% zastępców, bo "zespół właściwy" wyjechał akurat za jakąś granicę na cos ważnego. Niedopatrzenie managera, że materiał do nauczenia na pamięć (melodie z tekstami) dostałam na 1,5 dnia przed występem. Całe 1,5 dnia walkman nie schodził mi z uszu, a potem, nie mówiąc już o tym, ze na skutek różnych korków jechaliśmy na koncert z lekka spoźnieni... przebierałam się na wariata w ciasnym busie, podczas gdy chłopaki po pobieżnej próbie dźwieku zaczynali już grać wstęp do pierwszego utworu. Podchodzac do sceny zdałam sobie sprawę że... Nie pamiętam i nie kojarzę absolutnie, CO ONI GRAJĄ! Chyba stres tak na mnie podziałał. Wbiegłam szybko na scenę i zaczęłam coś krzyczeć do publiczności, a nastepnie śpiewać pierwszy z brzegu tekst który mi się przypomniał. Dostałam ogólnego szału i zaczęłam dziko miotać się po scenie, tak na mnie działa trema :) publiczność bawiła sie bardzo dobrze i była świetna, cała godzina występu minęła mi w ekspresowym tempie... Kiedy ochłonęłam już po wszystkim, nie moglam uwierzyć, że tak się udało!

Alia
20-10-2009, 17:27
bardzo dobrze zrobilaś. Kiedy coś się wydarzy najważniejsze to dawać pozór że wszystko idzie zgodnie z planem :)

Rida
20-10-2009, 19:44
Nnnno... Ale za to potem jak to jest czasem co wspominać,nie? Z perspektywy czasu to i śmieszno, i straszno jednocześnie :D masz rację, dobrze jest wyrobić w sobie taką umiejetność "robienia dobrej miny...", nigdy nie znamy dnia i godziny, kiedy może się przydać :)

Qirmida
31-10-2009, 14:37
Moja historia jest trochę mniej mrożąca krew w żyłach, ale...
Tańczyłam z grupą i miałam mało czasu na przebranie. Jak tylko zeszłam ze sceny to poleciałam go toalety, gdzie koleżanki pomogły mi się przebrać (miałam przygotowane ciuchy). Sprawdziłam: haremki, chusta, stanik... chyba ok. Poszłam tańczyć solo, zeszłam ze sceny, poszłam do szatni... I patrzę... cholera, zapomniałam założyć spódnicę! Nie wiem jakim cudem, ale zapomniałam!
Pomyślałam wtedy o moich żółtych majtkach W DALMATYŃCZYKI mogących prześwitywać przez haremki... Ale popytałam znajomych i okazuje się że chusta dzielnie wszystko zakryła.
Ale teraz bez cielistych majtek nie wyjdę już na żaden pokaz! No i 5 razy sprawdzam czy mam spódnicę ;)

DżalaMadija
31-10-2009, 14:44
HAHA:)
pamiętam jak w trakcie którejś nocy orientu poszłyśmy razem d toalety, a Ty skapitulowałaś, bo nie mogłaś spodni rozwiązać:) i tak kolejny taniec przetańczyłaś z pełnym pęcherzem:P

Qirmida
31-10-2009, 14:49
Też pamiętam :D

Rashida
02-11-2009, 07:59
Ja podczas wystepu dostałam...okres i tancząc czułam co sie dzieje,ale nie mogłam nic zrobić.Na szczęście na stroju nie bylo żadnych widocznych dla publiczności sladów,ale i tak zestresowałam sie okrutnie

calypte
02-11-2009, 10:41
Z nielicznych (jak dotychczas) występów pamiętam dwa `horrorki`. Pierwszy - po wstępnym obmacaniu sceny stwierdziłyśmy, że jest całkiem miła, więc `dla klimatu i zabawy` postanowiłyśmy tańczyć boso - baletki zostały w szatni. Scena, owszem, była bardzo urocza i czyściutka.. ale nikt nie przewidział, że prowadzące na nią stopnie są... z blachy perforowanej.. :push: Od tego czasu - sprawdzam całą trasę od szatni do sceny. I tańczę w `kapciach`.
Drugo horrorek był z gatunku weselszych - było ileś wyjśc pod rząd, z małymi przerwami, więc było tez mało czasu na przebranie się. Za którymś razem miałyśmy się w szatni zamienić z koleżankami spodniami/spódnicami/chustami (czyli zupełny chaos) ;), ale głupawka zrobiła swoje - spodnie założyłam... odwrotnie.. w czasie tańców na podłodze czułam tylko jak owe spodnie zsuwają mi się z pewnej części ciała.. Całe szczęście chusta zasłoniła co trzeba.. ale nigdy nie modliłam się tak gorliwie przez cały występ :D

klymenystra
02-11-2009, 11:00
Ja na nagraniu ostatnio najpierw nadepnelam na koralik - i tanczylam z tym koralikiem w palcu, bol jak cholera, a tu sie trzeba usmiechac. A potem, przy drugim dublu, mialysmy wyjac "skrzydla", ktore za czescia naszych spodnic i z nimi tanczyc - w odpowiednim momencie zaczelam je podnosic - a tu sie nie da. Szarpie i szarpie i dopiero sobie przypomnialam, ze spielam je szpilkami, bo magnesy czasem zawodza... Dobrze, ze to nie byl wystep na zywo.

Sowillo
02-11-2009, 15:22
Razu pewnego, gdy przebierałam się w beledi dress w trakcie utworu, tak się spieszyłam, żem zamiast do rękawa włożyłam rękę w rozcięcie boczne tego rękawa (wysoko na ranieniu)–dopiero partnerka w duecie zwróciła mi uwagę co zrobiłam ale trza było już wychodzić– w efekcie przez większość czasu podtrzymywałam sobie rękaw (wysiał mi z pod pachy) by mi się nie wkręcił się w assayę ;)

Wniosek – sprawdzać czy wszystkie kończyny trafiły do właściwych dziur.

Zdarzyło mi się też raz w ferworze przebieranek zapomnieć zasunąć suwak na boku w tunice – i znów partnerka zwróciła mi uwagę wzrokiem żem z boku golizną (acz przyzwoitą ;)) świecę – niestety już w trakcie układu – a tu w zespole nie ma jak układu rąk zmienić by się „dosunąć”.

Wniosek – sprawdzać czy wszystkie ruchome „dziury” w kostiumie są zasunięte

A pro po sceny – w czasie próby w teatrze zdecydowałam, że wystąpię w baletkach bo scena wydawała mi się „tempa”. Niestety gdym była w garderobie, po próbie, scenę posprzątali, chyba wręcz wyglancowali, w efekcie scena stała się śliska jak….i w baletkach jak na łyżwach swoją rolę „wyjeździłam”.

Nawet boso często ślizgam się na scenie, a nie zawsze jest okazja założyć antypoślizgowe butki gimnastyczne (zresztą ich wygląd powoduje zgrzyt estetyczny z kostiumem i stylem tańca Tb), dlatego staram się też trenować układy w warunkach ekstremalnych: na najbardziej śliskiej podłodze, w wyślizganych baletkach - i próbuje kontrolować taniec (czy też raczej nie wywinąć kozła ;) – co zresztą mi się ostatnio zdarzyło na zajęciach w roli instruktorki – towarzycho miało ze mnie ubaw ;))

DżalaMadija
02-11-2009, 15:26
to tutaj nada się jak ulał:):

FUNNY: Belly Dance

http://www.youtube.com/watch?v=E7MB_WE53YY

Bloopers from By Dancers For Dancers



http://www.youtube.com/watch?v=QqeahaHioyA&feature=related

Lynn
17-12-2009, 18:21
Ten pierwszy filmik to aż mrozi;) Chyba najgorsza rzecz jaka może się przydarzyć;)

Vasanta
17-12-2009, 19:04
FUNNY: Belly Dance

Ten filmik chyba należy do najbardziej popularnych na naszym forum, bo pojawił się już i w ohydztwach, i w wesołościach.
http://www.belly-dance.pl/forum/showpost.php?p=84985&postcount=322
http://www.belly-dance.pl/forum/showpost.php?p=63301&postcount=476

"Bloopers..." było piękne :) Najbardziej mi się pani z płonącym mieczem podobała :)

Nailah
17-12-2009, 21:59
Bloopers from By Dancers For Dancers - świetne:D utożsamiam się z każdą tancerek w tym filmiku:p

Dominikka
16-02-2010, 01:10
Ojeeej, biedne dziewcze!
"Belly dance blooper Wind of Sacramento"
http://www.youtube.com/watch?v=4_dj137aBr8

Vasanta
16-02-2010, 08:45
Biedna - to na pewno, ale co jej spadło, że tak ze sceny uciekła? Podpaska?

Abir
16-02-2010, 08:54
Podpaska nie spada. Wkładka chyba prędzej. Zresztą ta w ogóle nie mam pojęcia, jakby to się mogło stać :confused:

Dominikka
16-02-2010, 09:08
"Maxi podpaska higieniczna" niestety. No... chyba mogła - może klej był słaby.

Vranjanka
16-02-2010, 09:34
O rany, to rzeczywiście musi byc koszmar:eek:
(punkt dla frakcji tamponowej)

Beta
16-02-2010, 10:58
na pewno było to koszmarne ale pani zachowała zimną krew. Z opisów pod tym klipem wynika, że po wybiegnięciu ze sceny i wyrzuceniu wróciła i tańczyła dalej. O ile dobrze zrozumiałam to ten klip zamieściła sama tancerka z opisem tej sytuacji co jest godne podziwu ;)

Aurinko
16-02-2010, 16:47
Sama doświadczyłam tzw. dekoncentracji z powodu rękawka, który to był się poluzował i latał mi na ręku, a że taniec z wachlarzem wymaga szybkich, precyzyjnych ruchów rąk w kierunku góra-dół to same sobie wyobraźcie jak to czułam. Na początku czuję jak rękawek się luzuje, zgodnie z układem opuszczam rękę w dół i czuję jak rękawek zaczyna się obsuwać do dołu, zaraz jest uniesienie ręki w górę, on akurat ląduje przy dłoni i zaczyna jechać w stronę przeciwną do kierunku ruchu i tak na okrągło, a że jest wykończony taśmą z cekinami, to skóra CZUJE wyraźnie ten ruch przeciwny do ruchu ręki!!! Na szczęście udało mi się pozbyć rękawka w trakcie układu kiedy stałam przez chwilę tyłem do publiczności. I ta cała sytuacja była tak przekomiczna... Wydawało mi się, że wszyscy widzą ten striptiz mimo woli, a tak naprawdę to chyba nikt tego nie zauważył, tylko trochę mi się zdekoncentrowało...:blink::wacko::wacko::redface:

Ksiksi
16-02-2010, 20:52
Podpaska nie spada. Wkładka chyba prędzej. Zresztą ta w ogóle nie mam pojęcia, jakby to się mogło stać :confused:

Uważam, że to może być realne. Bielizna z delikatnej koronki czy a'la koronki- to jej się słabiej trzyma cokolwiek z moich obserwacji:blink: i jeszcze nie za duże, może stringi, dużo ruchu i stało się:unsure:
Bawełniane majtki są lepsze:p choć tampony najlepsze:cool:
Jak byłam młodsza i pierwszą miesiączkę miałam za sobą to czasami śniła mi się taka sytuacja. Obawiałam się chodzić w spódniczkach:rolleyes:

Miriam
16-02-2010, 20:55
Ja do tej pory podczas okresu nie chodzę w spódnicy (o ile nie mam na sobie rajtuz - a tych nie lubię i praktycznie w nich nie chodzę). Zawsze mi się wydaje, że mi wyleci :redface: Ale jakbym miała występ i chciałabym zatańczyć w spódnicy, to na ten jeden raz wstąpiłabym do frakcji tamponowej ;) Zresztą i bez tego zastanawiam się, czy tego nie zrobić.
A warto jeszcze dodać, że moja przyjaciółka (też frakcja podpaskowa) w trakcie okresu latem uwielbia chodzić w spódniczkach, bo właśnie w spodniach czuje się niepewnie.

Vasanta
16-02-2010, 22:25
Podpaska nie spada. Wkładka chyba prędzej. Zresztą ta w ogóle nie mam pojęcia, jakby to się mogło stać :confused:
Małe, białe i spod spódnicy :) Tampon to nie był na pewno ;)
Ale faktycznie punkt dla niej, skoro udało jej się zachować zimną krew :)

hanka
17-02-2010, 08:29
pod tak wielką spódnicę można założyć choćby opięte krótkie spodenki. i nic takiego nie powinno się stać. sytuacja tragiczna, ale brawo dla pani

Ameerah
17-02-2010, 12:10
Przypomniał mi się mój występ na rynku. Cały dzień padało. Miałam tak delikatnie wbiec na scenę. Przy pierwszym kroku się poślizgnęłam-cała scena była mokra. Potem w trakcie obrotu zahaczyłam o kable... :) O dziwo nic nie było widać (sprawdziłam wielokrotnie na filmiku). Więc przed każdym takim występem będę sprawdzała wszelkie przeszkody/mokre miejsca na scenie.

Nailah
13-05-2010, 12:59
Wczoraj tańczyłam w Akademickim Ośrodku Sportu na Politechnice Gdańskiej z okazji Dnia Sportu. Był to pokaz zachęcający do zapisania się do koła tańca orientalnego, które próbuję na PG stworzyć i mam nadzieję, że ruszy od października. Przed wejściem na halę wisiało ogłoszenie, które oczywiście zawierało kontakt do mnie (adres e-mail i nr kom), aby się zapisywać. Nie wpadłam na to, że podanie nr kom to zły pomysł... Dostałam kilka głupich smsów np z pytaniem czy przyjmuję na zajęcia "obślinionych obserwatorów" :( Szok! To moim zdaniem niesamowicie niesmaczne i obraźliwe dla mnie... To nie było ogłoszenie matrymonialne... Jestem zdecydowanie rozczarowana poziomem tych ludzi. Pokaz uważam za nieudany właśnie przez ten zgrzyt...
:thumbsdwn::blink:

Szahiya
13-05-2010, 19:15
Buraki są wszędzie. Powodzenia w rozkręcaniu koła :)

calypte
22-05-2010, 13:32
...wczoraj po raz pierwszy w swoim krótkim, tanecznym życiu zetknęłam się z perfidnym urwaniem piosenki w czasie występu...:mad: Nie spotkało to bezpośrednio mnie, ale dwie moje koleżanki... pan DJ najzwyczajniej w świecie przerwał piosenki, mimo, że doskonale wiedział ile mają trwać i widział, że dziewczyny są w samym środku tańca.. Nawet nie próbował ich puścić dalej lub od początku.... I co tu zrobić jak się jest w połowie ruchu, publiczność dobrze sie bawi, a tu zapada głucha cisza.... :unsure::confused: Osoby z silniejszymi nerwami mogą się ukłonić tudzież improwizować dalej (pomyślałam sobie nawet, żeby w razie takich komplikacji w przyszłości wyklaskiwac koleżankom rytm, żeby mogły jakoś ładnie skończyć.. w końcu i tak zawsze kibicujemy większą grupą ;)), ale szczerze mówiąc - nie wiem jak ja bym zareagowała....

Zahara
23-05-2010, 22:07
Mi też raz urwali muzykę, to zaczęłam klaskać- publiczność od razu podłapała i przejęła klaskanie, a ja spokojnie mogłam tańczyć do tego rytmu, dopóki DJ nie puścił jeszcze raz mojej muzyki;)

Nunah
23-05-2010, 23:28
Czy sytuacja, o której mówisz Zaharo miała miejsce na Magicznym Wieczorze studia Sihir? Jeśli tak to - choć już miałam okazję Ci o tym wspomnieć - było to mistrzostwo i wg mnie idealna reakcja na numer z urwaną muzyką ;) Chyba nie dało się tego lepiej rozegrać, oby każda tancerka w ten sposób radziła sobie w takim wypadku.

Alia
24-05-2010, 12:11
Co do filmiku - totalna masakra!
Zaharo idealna reakcja, gratuluję ;)

Eriell
25-05-2010, 23:39
Mnie ucieli muzykę ...........a było to pulsacyjne, wymowne poruszanie brzuchem ,...zagłuszono je oklaskami ...coż mogłam zrobić ..w sumie oklaski to wyraz sympatii , aczkolwiek do tego zakończenia przygotowywałam się najdłużej ...hihihihi eh kochaaaaaani:*

Camilia
25-05-2010, 23:55
Też miałam problem z zacinaniem muzyki itd. Masakra, bo nie wiadomo czy się "odetnie" i poleci dalej czy co zrobi. To chyba najgorszy "dekoncentrator" jaki może być.
Z najgorszych wtop była ta z przed jakiegoś półtora roku. Jeszcze tańczyłam w wtedy regularnie Sheeshy w Warszawie, akurat było zamówienie na wieczór panieński. Pierwsze wyjście miałam bez woalu drugie z. Wchodzę do pomieszczenia w którym trzeba było się przebierać, takiego "schowka" na różne rzeczy obsługi, a tam mój woal w czekoladzie, patrze w dół cała pomarańczowa spódnica w czekoladzie. Okazało się, że kelnerka postanowiła położyć koło moich strojów fontannę czekoladową.
Jakoś z tego wybrnęłam, ale prawie dostałam zawału.

Z sytuacji na samej scenie to często robię słynnego już w kręgach tanecznych, których opowiadałam tę historię "bobra".
To oznacza, że warga górna nie poddaje się prawu grawitacji i jak z nadmiaru usmiechu przyschnie do dziąseł to juz spaść nie chcę :) Jakież to patenty trzeba zastosowac by ją doprowadzić na miejsce i by nie wyglądać jak Frankensteino-bóbr, a jak :Duśmiechnięta od ucha do ucha tancerka, która górną wargę ma pod kontrolą.

Firyal
26-05-2010, 09:05
Też miałam problem z zacinaniem muzyki itd. Masakra, bo nie wiadomo czy się "odetnie" i poleci dalej czy co zrobi. To chyba najgorszy "dekoncentrator" jaki może być.
Z najgorszych wtop była ta z przed jakiegoś półtora roku. Jeszcze tańczyłam w wtedy regularnie Sheeshy w Warszawie, akurat było zamówienie na wieczór panieński. Pierwsze wyjście miałam bez woalu drugie z. Wchodzę do pomieszczenia w którym trzeba było się przebierać, takiego "schowka" na różne rzeczy obsługi, a tam mój woal w czekoladzie, patrze w dół cała pomarańczowa spódnica w czekoladzie. Okazało się, że kelnerka postanowiła położyć koło moich strojów fontannę czekoladową.
Jakoś z tego wybrnęłam, ale prawie dostałam zawału.

Z sytuacji na samej scenie to często robię słynnego już w kręgach tanecznych, których opowiadałam tę historię "bobra".
To oznacza, że warga górna nie poddaje się prawu grawitacji i jak z nadmiaru usmiechu przyschnie do dziąseł to juz spaść nie chcę :) Jakież to patenty trzeba zastosowac by ją doprowadzić na miejsce i by nie wyglądać jak Frankensteino-bóbr, a jak :Duśmiechnięta od ucha do ucha tancerka, która górną wargę ma pod kontrolą.


Co do pierwszej sytuacji - :eek::eek::eek: Chyba bym zamordowała,jakby tak ktoś zrobił mojemu woalowi....

Co do wargi górnej xD - Camilio, jest jedna rada;) Przy każdym obrocie,jak jesteś tyłem do publiczności językiem nawilżasz zęby:D Wtedy wargi nie przysychają;))

Camilia
26-05-2010, 09:12
To by było za proste. A jak język przyschnie do podniebienia?;) Tak się najczęściej dzieje jak Ci zaschnie w ustach. Słyszałam o metodzie smarowania zębów wazeliną kosmetyczną :D. Warga dostaje ślizgu i wszystko działa he he he:p.

Firyal
26-05-2010, 09:17
Uch,wazelina o_O Ja w zasadzie pod koniec tańca właśnie mam wióry w ustach i koszmarnie chce mi się pić:( Więc jednak wazelina pozostaje;)

Camilia
26-05-2010, 16:13
Tancerki to takie zabawne stworzenia, że z każdym problemem sobie poradzą. :) Opowiadałam ostatnio dziewczynom na moich warsztatch o opowieściach mojej pani od baletu, która mówiła, że czasem jak stopy były w pointach obolałe to dawniej tancerki potrafiły sobie w czubek baletki napchać mięsa mielonego, żeby dobrze dopasowywało się do stopy i nie gniotło palców. :eek: brrrr dobrze że jednak nam daleko do, aż takich problemów:D

Emilia
26-05-2010, 23:43
Camilio a apropo tematu Towjego "bobra", bo zaciekawił mnie bardzo:P Czy też masz tak albo inne dziewczyny, że od uśmiechów po występie wręcz bolą was dziąsła??? Ja mam takie wrażenie jakbym wystawiła głowę przez oknow szybko jadącym pociągu z szerokim uśmiechem i jakby mi je "przewiało" :) wiem że idiotycznie brzmi ale mnie bolą po prostu może macie jakieś rady, oprócz wizyty u dentysty;)

A wracając do wpadek za woal w czekoladzie obciążyła bym kosztami klub:) Ja osobiście przeżyłam już wszystko mam nadzieję...istna seria niefortunnych zdarzeń: zacinająca się muzyka, klaskanie, rozpiął mi się stanik od kostiumu i musiałam dotańczyć do końca z rękami przy ciele trzymając go i to było chyba najbardziej traumatyczne przeżycie. Spadł mi też pas ale udawałam, że nic się nie stało robiąc słodkie minki i modliłam się o to, żeby kiecka nie prześwitywała. Z najgorszych sytuacji wspominam jednak występ w klubie gdzie właściciel przed pokazem chciał umyć dla mnie podłogę...niestety niewystarczająco długo odczekał...a tańca z dużą ilością obrotów na mokrych kafelkach nie polecam:cool:

Camilia
27-05-2010, 00:19
Tak, wrażenia są jak u psa, który wychyla głowę z pędzącego Ferrari :);).
Mi ktoś polecał ćwiczenia takie jak mają piosenkarze. Może kojarzycie, że przed występem robią takie dziwne miny. To też ponoć pomaga tancerkom "rozgrzać" uśmiech. Pozwala też uniknąć drżących mięśni twarzy;)

Quesse
27-05-2010, 12:33
Camilio, to musisz te miny kiedyś mi pokazać :D
Przyznam, że mi też pomaga dziwne wykrzywianie się za kulisami, żeby uśmiech był nieco bardziej naturalny, nie zamienił się w sparaliżowany grymas ;)

Djamila
31-05-2010, 08:48
Ja osobiście przeżyłam już wszystko mam nadzieję...istna seria niefortunnych zdarzeń: zacinająca się muzyka, klaskanie, rozpiął mi się stanik od kostiumu i musiałam dotańczyć do końca z rękami przy ciele trzymając go i to było chyba najbardziej traumatyczne przeżycie. Spadł mi też pas ale udawałam, że nic się nie stało robiąc słodkie minki i modliłam się o to, żeby kiecka nie prześwitywała. Z najgorszych sytuacji wspominam jednak występ w klubie gdzie właściciel przed pokazem chciał umyć dla mnie podłogę...niestety niewystarczająco długo odczekał...a tańca z dużą ilością obrotów na mokrych kafelkach nie polecam:cool:

Mokra kafelkowa podłoga to jest to! Jako wersję full wypas polecam również kafelkową na którą spadają bańki mydlane puszczone dla lepszego efektu występu. Zatrzymanie po obrocie przypomina próbę hamowania samochodem na lodzie na oponach letnich :)

A ile to z muzyką się naszaprapłam! Od roku wożę już notebooka,żeby nie było,że to moje płyty są do d. Ale i tak znajdą się tacy którzy zwalą winę na awarię na np. zepsuty kabel (lub lepiej-na fakt,że jest za cienki!!!) a prawda jest taka,że właściciel a zarazem obsługa sprzętu nagłasniającego nie ma pojęcia jak go podłączyć. Potem nagle cudem się kabelek naprawia za dotknięciem magicznej ręki kelnera co i tak nie zmienia faktu,że "spece" od sprzętu podtrzymują,że muszę sobie kupić grubszy przewód :)

Isar
31-05-2010, 19:16
... kabelek naprawia za dotknięciem magicznej ręki kelnera co i tak nie zmienia faktu,że "spece" od sprzętu podtrzymują,że muszę sobie kupić grubszy przewód :)

...w myśl zasady "gruby może więcej";):p

Do różnych nieprzewidzianych sytuacji dorzucę też takie, gdzie można się zaplątać w dziwne dekoracje typu "anielskie włosy" odpowiednio długie, aby wkręcić się w cekinek czy koralik i skutecznie w trakcie np. obrotu skrępować nie tylko nogi, ale i całe ciało. Czasem organizatorzy przesadzają z różnej długości dekoracjami i efekt zaplątania murowany:p

Djamila
01-06-2010, 08:33
...w myśl zasady "gruby może więcej";):p


grubszy w sensie obfitszy to taki bardziej arabski :) Może nie zrozumiałam aluzji :)

Sowillo
01-06-2010, 10:41
Niebezpieczna przestrzeń taneczna: mokra podłoga, szkło i kable na podłodze, dekoracje, świeczki na podłodze, ruchome deski podestu, niebezpieczne wejścia na scenę -
Ciekawe czy można by wymóc na organizatorach natychmiastową, od ręki, poprawę bezpieczeństwa przez zadanie niewinnego pytania:
„Czy są Państwo ubezpieczeni od odpowiedzialności cywilnej aby pokryć ewentualne koszty leczenia mojej złamanej nogi lub odkupienia zniszczonego (np. nadpalonego;)) kostiumu wartego wiele tysięcy, jeśli „wyrżnę” na państwa niebezpiecznej posadce z powodu: ……<tu wymieniamy problemy>”?????

Jak myślicie?

Jak zadbać, a czasem wymusić (acz grzecznie) aby organizator zadbał o nasze bezpieczeńtwo, o BHP naszej pracy???

Właśnie przed oczami zobaczyłam stary, poprzecierany kabel nagłaśniający na mokrej od baniek mydlanych posadce - Zgroza:eek:

Naprawdę- nasz zawód jest niebezpieczny;)

Blancari
01-06-2010, 23:13
Jak zadbać, a czasem wymusić (acz grzecznie) aby organizator zadbał o nasze bezpieczeńtwo, o BHP naszej pracy???


Na pewno należy to zawrzeć, a wręcz wyszczegółowić w umowie. Większość organizatorów, z którymi mamy do czynienia, na ogół po prostu nie wie, czego trzeba tancerce. Nie kojarzy, że ona nie przyjeżdża w stroju, że tańczy boso i w ogóle jest człowiekiem :D Nie pomysli, że zimne pomieszczenie do przebrania nie jest dobre dla mięśni i że to wpływa na jakość tańca później.

W trakcie negocjacji warto zaznaczyć "aby zaprezentować Państwu występ na najlepszym poziomie potrzebujemy:.... itd).

A potem wręcz zawrzeć w umowie:

Organizator zobowiązuje się do zapewnienia tancerkom:
- czystego, ciepłego, zamykanego na klucz pomieszczenia do przebrania się
- czystej, umytej podłogi w miejscu tańca (chyba po wpisie Sowillo dodam jeszcze "suchej" )
- sprawnego sprzętu grającego
- bezpieczeństwa


Z moich - jak do tej pory pozytywnych doświadczeń - wynika, że często te cztery myślniki otwierają organizatorom oczy. Przedstawiam je na ogół już na samym początku ustaleń i to nie jako prośbę, ale coś oczywistego.

Co do ostatniego punktu: bezpieczeństwo - tutaj pomaga nam stereotyp i organizatorzy zwykle sami się domyślają o co chodzi i zapewniają, że publiczność nie jest "wyrywna".

W każdym razie takie wypunktowanie pewnych spraw daje często do myślenia. A jak nie daje to lepiej nie nawiązywać współpracy. Albo kategorycznie zażądać dostosowania sceny.

Po prawie 20 latach na scenie mam tylko takie spostrzeżenie - jak nie będziesz wymagać to nie dostaniesz.
I nie chodzi tu o gwiazdowanie tylko o elementarne sprawy niezbędne do bezpiecznego występu. Wymagać spokojnie, ale zdecydowanie - i uczyć organizatorów, jakie są standardy dla nas do przyjęcia.

Na'imah
02-06-2010, 14:51
Niestety - nawet, jeśli się określi wymagania, czasem bywa różnie, o czym mogłyśmy się przekonać z dziewczynami z zespołu. Np. jeśli chodzi o miejsce do przebrania, które byłoby zamykane, to:
- jeden z organizatorów zapewnił nam miejsce do przebrania, zamykane, a owszem - tyle,że była zima, a pomieszczenie było w innej części budynku, więc trzeba by albo po mrozie boso w stroju lecieć albo iść w stroju i w kurtce + kozaki, a to z kolei oznaczało wkroczenie w takim oszałamiającym zestawie wprost na salę, gdzie miałyśmy tańczyć :blink: udało się znaleźć inne rozwiązanie, ale pomysł z przebraniem był niezwykły

- jeden z organizatorów uznał, że do zatańczenia układu ze skrzydłami wystarczy nam podest o wymiarach 2m/3m, a dodam, że tańczyłyśmy we 3 :blink: jak to wyglądało, nie muszę chyba opisywać. Oczywiście widzieli zdjęcia z pokazów i widzieli, na jakiej przestrzeni są tańczone, no ale przecież na takiej też się da :eek: koniec końców wystąpiłyśmy, ale już wiemy, że nie tylko potrzebne jest pokazanie zdjęć, mówienie, że dużo miejsca, że nic nie może stać po bokach itp, tylko trzeba podawać dokładną, minimalną powierzchnię.

- jeszcze inny stwierdził, że nie jest w stanie sprostać naszym wymaganiom dotyczącym takiego miejsca i zrezygnował :eek::blink: a dodam, że impreza miała być w budynku, a nie gdzieś na otwartej przestrzeni

Co do sprawnego sprzętu grającego, to na jednej z imprez miałyśmy tak, że niby sprzęt był, grał, płytę czytał - a jakże - ale jak się okazało po jej odtworzeniu już na samym występie, to DJ miał tak ustawione, że początek i koniec utworu (i to całkiem spory) się wyciszał, żeby przejść w następny, co oznaczało, że na scenie trzeba było szybko się zorientować, w którym momencie choreo jesteśmy i na szybko kombinować zakończenie, żeby nie zostać w jakiejś dziwnej pozie :blink: problem prawie nie istnieje przy solówce, ale gorzej, gdy układ jest zespołowy ...

A co do czystej podłogi ... to chyba idea nie możliwa do zrealizowania, niestety :push: z moich obserwacji wynika, że podłogi dzielą się na mniej i bardziej brudne :p i tylko tyle, niestety ...

To wszystko sprawia, że podpisanie umowy wcale nie jest takie proste, a rzeczy wydawałoby się oczywiste, urastają do rangi problemów o kosmicznych wręcz rozmiarach. Nie wiem, czy jest jakiś złoty środek, bo ja mam wrażenie, że jak już zaczyna nam się wydawać, że wszystko przewidziałyśmy, to okazuje się, że czyjś genialny pomysł wymaga kolejnego rozwiązania :p:rolleyes:

Blancari
02-06-2010, 15:51
Niestety - nawet, jeśli się określi wymagania, czasem bywa różnie, o czym mogłyśmy się przekonać z dziewczynami z zespołu. Np. jeśli chodzi o miejsce do przebrania, które byłoby zamykane, to:
- jeden z organizatorów zapewnił nam miejsce do przebrania, zamykane, a owszem - tyle,że była zima, a pomieszczenie było w innej części budynku, więc trzeba by albo po mrozie boso w stroju lecieć albo iść w stroju i w kurtce + kozaki, a to z kolei oznaczało wkroczenie w takim oszałamiającym zestawie wprost na salę, gdzie miałyśmy tańczyć :blink: udało się znaleźć inne rozwiązanie, ale pomysł z przebraniem był niezwykły

Racja, może być różnie, jednakże zawarcie kilku szczegółów w umowie może zmniejszyć liczbę takich sytuacji. Trzeba też być nieco elastycznym, współpracować z organizatorami, gdy warunki są trudne, a widać, że on się stara. ale w granicach rozsądku. Nie ma takich pieniędzy, za które warto narażać swoje życie i zdrowie. I to trzeba każdemu uświadamiać. Bo to nie są kaprysy gwiazdy tylko podstawowe warunki do pracy.



- jeden z organizatorów uznał, że do zatańczenia układu ze skrzydłami wystarczy nam podest o wymiarach 2m/3m, a dodam, że tańczyłyśmy we 3 :blink: jak to wyglądało, nie muszę chyba opisywać. Oczywiście widzieli zdjęcia z pokazów i widzieli, na jakiej przestrzeni są tańczone, no ale przecież na takiej też się da :eek: koniec końców wystąpiłyśmy, ale już wiemy, że nie tylko potrzebne jest pokazanie zdjęć, mówienie, że dużo miejsca, że nic nie może stać po bokach itp, tylko trzeba podawać dokładną, minimalną powierzchnię.

Tak. Ja zawsze zaznaczam, że numer ze skrzydłami możemy wykonać tylko w warunkach odpowiednio dużej i wysokiej sceny. Często jeśli organizator nie potrafi wcześniej podać wielkości sceny - umawiamy się, że decyzję co do skrzydeł podejmie tancerka po przyjeździe i zobaczeniu sceny. Tutaj masz rację: najlepiej podawać konkretną minimalną wielkość i koniecznie wysokość, zwracając uwagę, że nie mogą tam wisieć żadne lampy ani ozdóbki zbyt nisko. Tak samo przy tańcu ze świeczkami czy świecznikiem warto uprzytomnić organizatorom, że to jest taniec z otwartym ogniem.



- jeszcze inny stwierdził, że nie jest w stanie sprostać naszym wymaganiom dotyczącym takiego miejsca i zrezygnował :eek::blink: a dodam, że impreza miała być w budynku, a nie gdzieś na otwartej przestrzeni


Też mi się to zdarzyło - jak dotąd raz. Ale nie żałuję. Skoro organizator nie jest w stanie zapewnić naprawdę elementarnych warunków to lepiej że rezygnuje. Jesli scena nie jest odpowiednio duża - nie można żądać występu z rekwizytem, który się na niej nie mieści.
Jeśli nie może zaoferować pomieszczenia do przebrania się czy równie podstawowej rzeczy to lepiej niech zrezygnuje z organizowania.

Przebieranie w toalecie? Owszem, jeśli ta toaleta jest wysprzątana i do wyłącznej dyspozycji tancerek.



Co do sprawnego sprzętu grającego, to na jednej z imprez miałyśmy tak, że niby sprzęt był, grał, płytę czytał - a jakże - ale jak się okazało po jej odtworzeniu już na samym występie, to DJ miał tak ustawione, że początek i koniec utworu (i to całkiem spory) się wyciszał, żeby przejść w następny, co oznaczało, że na scenie trzeba było szybko się zorientować, w którym momencie choreo jesteśmy i na szybko kombinować zakończenie, żeby nie zostać w jakiejś dziwnej pozie :blink: problem prawie nie istnieje przy solówce, ale gorzej, gdy układ jest zespołowy ...

Heh - no takie rzeczy się zdarzają - życie na scenie pełne jest niespodzianek - mnie chodziło o to, że wpisanie sprzętu w umowę chroni nas przed sytuacją, że przyjeżdżamy, a okazuje się, że organizator "myślał" że ma sprzęt. Jeśli mamy takie zastrzeżenie w umowie, a sprzęt nie działa, to po stronie organizatora jest problem, żeby go załatwić.
Jeśli do występu nie dojdzie - to z winy organizatora. Możesz zażądać wypłacenia części honorarium (to też warto mieć w umowie). a przynajmniej kosztów dojazdu.



A co do czystej podłogi ... to chyba idea nie możliwa do zrealizowania, niestety :push: z moich obserwacji wynika, że podłogi dzielą się na mniej i bardziej brudne :p i tylko tyle, niestety ...

Słuszne spostrzeżenie. Ale znów - masz w umowie czystą podłogę - możesz stwierdzić, że jest nie do przyjęcia i zażądać pozamiatania przed wyjściem.



To wszystko sprawia, że podpisanie umowy wcale nie jest takie proste, a rzeczy wydawałoby się oczywiste, urastają do rangi problemów o kosmicznych wręcz rozmiarach. Nie wiem, czy jest jakiś złoty środek, bo ja mam wrażenie, że jak już zaczyna nam się wydawać, że wszystko przewidziałyśmy, to okazuje się, że czyjś genialny pomysł wymaga kolejnego rozwiązania :p:rolleyes:

Napisanie dobrej umowy nie jest proste. Ale warto mieć swoją, w której zawarte będą zobowiązania zarówno organizatora jak i samej tancerki (np. zobowiązanie do rzetelnego przygotowania i wykonania pokazu; niektórzy zlecający chcą mieć zapis o profesjonalnym stroju, bądź o występie koniecznie w kilku strojach). Możecie tam zawrzeć punkt, ze tancerka przyjeżdża z osobą towarzyszącą - przyda się czasem dla bezpieczeństwa, jak się jedzie w nieznane miejsce.

Nie da się ustrzec przed wszystkimi wpadkami, ale przed występem warto podawać swoje oczekiwania. Kiedy organizator zgłosi, że którychś z nich nie może spełnić - pomyśleć, czy mogę się zgodzić na warunki organizatora. Jeśli tak -bo są one do przyjęcia to modyfikujemy umowę i podpisujemy.

Grunt to nie zostawiać wszystkiego na "jakoś to będzie", ale spokojnie i grzecznie wymagać godnych warunków pracy. Jeśli warunki umowy nie zostały spełnione - mówić o tym głośno i żądać spełnienia.

Zwykle Ci organizatorzy, którzy ze zrozumieniem odnoszą się do warunków umowy - widząc, że to dobrze wpływa na współpracę - wracają z kolejnym zleceniem.

Najwięcej problemów i nerwów jest z tymi co chcą za darmo i bez wymagań - i takim należy odmawiać po prostu.

Vasanta
02-06-2010, 16:05
- czystej, umytej podłogi w miejscu tańca (chyba po wpisie Sowillo dodam jeszcze "suchej" )
I "bezpiecznej". Scena z płyt wiórowych czy desek zdarza się często, a drzazgi mogą się wbić nawet przez baletki.

Na'imah
02-06-2010, 16:08
Najwięcej problemów i nerwów jest z tymi co chcą za darmo i bez wymagań - i takim należy odmawiać po prostu.

To prawda - takich najlepiej unikać :)

No i racja, że każda umowa i rozmowa z organizatorem zawsze ustrzeże nas chociaż przed częścią*niespodzianek. Szkoda tylko, że trzeba się*tak nakombinować, żeby mieć normalne warunki do występu :p czasem to wygląda tak, jakby się*chciało gwiazdkę z nieba, a przecież chodzi o elementarne rzeczy :D

carmenta
02-06-2010, 16:22
I "bezpiecznej". Scena z płyt wiórowych czy desek zdarza się często, a drzazgi mogą się wbić nawet przez baletki.

nie mówiąc o zataraciach :sick:

Sapphire
02-06-2010, 16:50
To ja Wam opowiem o mojej przygodzie z ostatniego weekendu. Tańczyłam na weselu mojej kuzynki i niestety nie posprzątali dobrze resztek kieliszków, które Młoda Para rzucała za siebie no i niestety na samym początku tańca weszłam na jakiś kawałek i cały czas tańczyłam ze szkłem w stopie. Nic przyjemnego, dlatego uprzedzam, zeby na weselach prosić o dokładne sprzątnięcie podłogi najlepiej czymś mokrym, bo to na pewno usunie wszystkie kawałki szkła. A najlepiej zeby Młodzi tłukli swoje kieliszki tuż przed wejściem na salę weselną :)

Admin
02-06-2010, 21:35
Wiele rożnych nieprzewidzianych sytuacji jakie miała Zahra już opisywałem w różnych watkach, aby się nie powtarzać to przytoczę sytuację z przed tygodnia.
Kiedy miały dziewczyny zacząć swój układ z fanveils i były już ustawione w niskiej pozycji, obsługa imprezy puściła dym na scenę. Niestety nie była to mała przezroczysta chmurka tylko całą scenę spowiła mgła jak mleko. Pierwszych kilkadziesiąt sekund dziewczyny z zespołu zatańczyły nie widząc siebie na wzajem. Dodatkowym utrudnieniem było to, że tańczyły na wdechu ponieważ taka ilość dymu szczypała w oczy i nie pozwoliła swobodnie oddychać.

Na'imah
02-06-2010, 22:31
Wiele rożnych nieprzewidzianych sytuacji jakie miała Zahra już opisywałem w różnych watkach, aby się nie powtarzać to przytoczę sytuację z przed tygodnia.
Kiedy miały dziewczyny zacząć swój układ z fanveils i były już ustawione w niskiej pozycji, obsługa imprezy puściła dym na scenę. Niestety nie była to mała przezroczysta chmurka tylko całą scenę spowiła mgła jak mleko. Pierwszych kilkadziesiąt sekund dziewczyny z zespołu zatańczyły nie widząc siebie na wzajem. Dodatkowym utrudnieniem było to, że tańczyły na wdechu ponieważ taka ilość dymu szczypała w oczy i nie pozwoliła swobodnie oddychać.

heh z dymem ja też*miałam przygodę ... wchodziłyśmy z dziewczynami z zespołu na miejsce na parkiecie, gdzie miałyśmy tańczyć. Ja szłam pierwsza. Organizatorzy wpadli właśnie wtedy na pomysł z dymem, tyle że dostałam nim prosto po oczach i też szłam kilka kroków kompletnie nic nie widząc ... tak więc adminie dokładnie niestety wiem, jak takie coś może utrudnić życie ... :wacko:

Nailah
03-06-2010, 12:31
A ile to z muzyką się naszaprapłam! Od roku wożę już notebooka,żeby nie było,że to moje płyty są do d. Ale i tak znajdą się tacy którzy zwalą winę na awarię na np. zepsuty kabel (lub lepiej-na fakt,że jest za cienki!!!) a prawda jest taka,że właściciel a zarazem obsługa sprzętu nagłasniającego nie ma pojęcia jak go podłączyć. Potem nagle cudem się kabelek naprawia za dotknięciem magicznej ręki kelnera co i tak nie zmienia faktu,że "spece" od sprzętu podtrzymują,że muszę sobie kupić grubszy przewód :)

Miałam taką sytuację - stoję przed salą przygotowana do wejścia na scenę i nagle słyszę "Płyta nie działa", a sprawdzana była przeze mnie 10 razy na różnym sprzęcie i używałam jej na poprzednim występie, więc moja reakcja była "Niemożliwe, musi działać!". Oczywiście był to też jeden z tych niewielu wieczorów, gdy przez roztargnienie miałam ze sobą tylko jedną płytę:thumbsdwn: Pan od sprzętu był święcie przekonany, że moja płyta jest do kitu i dopiero jak kelner zaczął coś kombinować to okazało się, że... włożył płytę "do góry nogami", złą stroną... :embarrest::wacko:



Do różnych nieprzewidzianych sytuacji dorzucę też takie, gdzie można się zaplątać w dziwne dekoracje typu "anielskie włosy" odpowiednio długie, aby wkręcić się w cekinek czy koralik i skutecznie w trakcie np. obrotu skrępować nie tylko nogi, ale i całe ciało. Czasem organizatorzy przesadzają z różnej długości dekoracjami i efekt zaplątania murowany:p

Haha, tak, to jest hit:D Zdarzyło mi się tańczyć z tym ustrojstwem, bo zaplątało mi się wokół kostki:blink::p

carmenta
03-06-2010, 12:36
Pan od sprzętu był święcie przekonany, że moja płyta jest do kitu i dopiero jak kelner zaczął coś kombinować to okazało się, że... włożył płytę "do góry nogami", złą stroną... :embarrest::wacko:


Eeeeeee...no comment:blink:

Sahar
28-06-2010, 13:04
Jak milutko, że nie jestem sama ze swoimi "scenicznymi wpadkami" :D Zawsze najbardziej obawiam się DJ-ów. Raz jeden załadował listę odtwarzania do laptopa i poszedł! Nawet sekundy przerwy nie było, żeby odrzucić woal, czy zmienić pozycję! :mad: Ale fakt faktem, że potem wspomina się ze śmiechem.
A propos tańca pod chmurkami: tańczyłam kiedyś na imprezie, a ze sceny miałam taki śliczny widok na górki, las i jadące obok sceny auto - organizatorzy też mają czasami pomysły:eek:

Miranda
28-06-2010, 13:59
DJ-je czasem nie myślą, a czasem myślą za dużo. Moja koleżanka miała takie zdarzenie: podczas jej tańca publiczność nagle zaczęła spontanicznie oklaskiwać jakiś element, na co DJ.... wyłączył muzykę. Stwierdził, że skoro klaszczą, to pewnie koniec... :D

Vasanta
28-06-2010, 15:36
Mnie w piątek spadły skrzydła... Rzep odpiął się podczas machania i nagle poczułam, że cała tkanina zsuwa mi się w okolice pasa. Przeklinając w myślach na czym świat stoi (a najbardziej klnąc na własną głupotę, bo mogłam sprawdzić ten rzep i go wymienić...) uśmiechałam się nadal i tańczyłam jak gdyby nigdy nic, starając się nie potknąć i mocno trzymając patyczki.
I dzięki temu publiczność myślała, że tak miało być :D

Miranda
28-06-2010, 15:39
Rzep odpiął się podczas machania

No nie mów! Rzep się odpiął Rzepowi? ;):D:eek:

safona
28-06-2010, 18:18
I dzięki temu publiczność myślała, że tak miało być :D

Potwierdzam :D Do tej pory nie dawało mi to spokoju :p

Djamila
29-06-2010, 09:07
Jak milutko, że nie jestem sama ze swoimi "scenicznymi wpadkami" :D Zawsze najbardziej obawiam się DJ-ów. Raz jeden załadował listę odtwarzania do laptopa i poszedł!
Ja raz trafiłam na takiego , co uciekł z sali kiedy muzyka zaczęła się rwać....

Narjis
29-06-2010, 09:20
Ja na szczęście jakiś większych wpadek (co prawda kilka razy przyłożyłam sobie w nogę laską, miałam za długą spódnicę i paluszki mi się w niej plątały) nie miałam, ale zawsze boje się, że mi się stanik rozepnie :embarrest: To mój taki bellydancowy koszmarek

Quesse
29-06-2010, 11:23
Ja chyba nie miewam wystepow bez wpadek - bransoleta sczepiona z pasem, potem latajaca wokol mnie po podlodze, albo stopa w tajemniczy sposob zawinieta w rabek spodnicy (a musialam wytanczyc z tym dokladnie 40s choreografii, nie moglam sie wyplatac od razu), latajace kwiatki - to chyba dla mnie juz standard, wlasnie ostatnio przestalam sie tym stresowac;) Na szczescie zadnych bardziej dramatycznych wpadek nie zaliczylam.

Vasanta
29-06-2010, 14:20
No nie mów! Rzep się odpiął Rzepowi? ;):D:eek:
Aż dziw, prawda? :D Byłam taka zła na te skrzydła, że po skończonym występie miałam ochotę skopać je ze sceny zamiast wynieść.


Potwierdzam :D Do tej pory nie dawało mi to spokoju :p
To już wiesz :D Ale to znaczy, że wypowiadane w myślach najgorsze przekleństwa nie znalazły drogi na moją twarz ;)

Aireen
29-06-2010, 18:36
Wpadki...Kto śledzi moje poczynania taneczne ten wie, że na moim pokazie prawie zawsze jest coś nie tak z muzyką. Najczęściej zdarza się, że nie puszczają mi drugiego utworu i jak idiotka czekam na scenie po zakończeniu pierwszego. Zacinająca się muzyka to już taki standard, że chyba się przyzwyczaiłam. Jakiś czas temu przeżyłam coś nowego. Miałam pierwszy raz w życiu tańczyć drum solo z muzyką na żywo (to było moje marzenie). Nie byłam na 100% pewna, czy mój muzyk przybędzie i na wszelki wypadek dałam płytę z nagranym utworem z zastrzeżeniem, żeby puścić dopiero na moje wyraźne żądanie. Zgadnijcie, co się stało? Oczywiście muzyk nie zawiódł i przyszedł. Wszedł dziarsko na scenę i zaczął grać, a ja dołączyłam i zaczęłam tańczyć. Chwilę później zdałam sobię sprawę, że dźwięk się dubluje. Ktoś jednak puścił drum solo z płytki i to w momencie, gdzie nie wypadało już przerwać, bez możliwości dopasowanie się w żaden sposób. Muzyka była totalnie rozjechana. Trzymałam się bębna na żywo, ale dla widza tańczyłam kompletnie nie do muzyki... Byłam wściekła (muzyk też...). Zastanawiam się czy jest gdzieś bardziej pechowa tancerka? Nie zdarza mi się raczej zapomnieć choreografii w grupówkach, bardzo rzadko coś mi się dzieje z kostiumem, ale z muzyką niemal zawsze...

Miriam
29-06-2010, 19:22
Aireen, za to muzyk się pięknie zachował i po pokazie wyjaśnił, że muzyka poszła z płyty a nie powinna. Mimo wszystko zachowałaś uśmiech, muzyk także szeroko się śmiał - pomimo całej sytuacji wyglądaliście jakbyście dobrze się bawili i to naprawdę podziałało na widzów energetycznie :)

Farida
29-06-2010, 23:36
Ktoś jednak puścił drum solo z płytki i to w momencie, gdzie nie wypadało już przerwać, bez możliwości dopasowanie się w żaden sposób. Muzyka była totalnie rozjechana. Trzymałam się bębna na żywo, ale dla widza tańczyłam kompletnie nie do muzyki... Byłam wściekła (muzyk też...). Zastanawiam się czy jest gdzieś bardziej pechowa tancerka? Nie zdarza mi się raczej zapomnieć choreografii w grupówkach, bardzo rzadko coś mi się dzieje z kostiumem, ale z muzyką niemal zawsze...

Zdarzyło mi się dokładnie to samo, z moimi ATSiarami ;D Wyobraź sobie, grupę dziewcząt tańczących ATS z saggatami, muzyka lecąca z cd i grupa bębniarzy przygrywająca zupełnie nie do muzyki z płyty ;D I do tego te saggaty...Wszystko rozjechane ;D Tańczyłyśmy w końcu do muzyki z płyty, saggaty również dopasowałyśmy do muzyki z płyty, a bębniarze grali swoje. Ale sajgon był!;-)))
Najbardziej pechową tancerką, jestem chyba ja ;-)) Ciągle coś mi się przytrafia. Postaram się tu, za jakiś czas, opisać większość moich "zabawnych" wpadek ;-)))

Admin
29-06-2010, 23:44
Podpowiedź dla bębniarzy może być tak, że w takiej sytuacji powinni dogrywać do muzyki z CD. Djemboj potrafi to robić kapitalnie ;)

Farida
29-06-2010, 23:46
Podpowiedź dla bębniarzy może być tak, że w takiej sytuacji powinni dogrywać do muzyki z CD. Djemboj potrafi to robić kapitalnie ;)

W naszym przypadku tak właśnie miało być... ale w miejscu w którym akurat sobie usiedli "nie słyszeli" muzyki ;D (utwór znali duuużo wcześniej)

Admin
30-06-2010, 00:01
W naszym przypadku tak właśnie miało być... ale w miejscu w którym akurat sobie usiedli "nie słyszeli" muzyki ;D (utwór znali duuużo wcześniej)

Chyba, że tak... brak odsłuchu z dobrze słyszalnymi basami to kolejny poważny problem przy występach.

Farida
04-07-2010, 20:43
Podczas tańca, można zgubić również...spódnicę ;-)

belly dance loses skirt Video

http://www.youtube.com/watch?v=Y81br_tis48

Ksiksi
04-07-2010, 21:02
Jejku... dlatego lepiej mieć jeszcze jedną lub haremki

Firyal
04-07-2010, 21:18
o_O Dlatego się przypina agrafkami:))

Vasanta
04-07-2010, 21:26
o_O Dlatego się przypina agrafkami:))
Ja dziękuję, jakby mi miała spódnica razem z majtkami spaść :D

Abir
04-07-2010, 21:32
Nie wiem jak Wy, ale ja nawet nie dopuszczam takiej możliwości ;)

Layla1700
04-07-2010, 21:44
Ja dziękuję, jakby mi miała spódnica razem z majtkami spaść

wyobraziłam sobie ta sytuacje:D:eek:

Vasanta
04-07-2010, 22:43
Ja też nie dopuszczam, ale nie dzięki agrafkom, tylko dzięki spódnicom :D

Szarifa
04-07-2010, 22:45
Ostatnio na występie, miałyśmy układ z woalem. Wszystko pięknie, ładnie, zawinięte, uśmiechnięte, leci muzyka no i tańczymy.Dodam jeszcze, że nie była to wielka scena, a tańczyłam w pierwszym rzędzie pomiędzy instruktorką, a reflektorem, do którego było może 30 cm. Dochodzimy może do 1 minuty układu, i z tego przerażenia zaplątałam się w woal, ponieważ ani nie chciałam uderzyć instruktorki ani tego nieszczęsnego reflektora. Przysięgam, że zanim się rozplątałam minęło 0,5 minuty. Jeszcze mam zdjęcia z tej porażki. Jak sobie to przypomnę to mnie mierzi.

DżalaMadija
04-07-2010, 22:50
No tak, ale nie ma się co dziwić jak ciężka spódnica trzyma się na dwóch haftkach... Bo ten strój wygląda właśnie na taki:)

Ksiksi
04-07-2010, 22:55
Ja dziękuję, jakby mi miała spódnica razem z majtkami spaść :D

Poplułam ekran:D
Mocna, ciasna guma w spódnicy, ale żeby krew dopływała.;) Ja częściej mam spódnice za ciasne, jak za luźne. Jak czuję, że jej nie czuję to jak się da wciągam silniejszą gumę. I duże haftki, agrafki jak ciężki pas.

Miriam
04-07-2010, 23:01
A mnie najbardziej przeraża, że sobie nadepnę spódnicę...

Ksiksi
05-07-2010, 00:48
Ja już nadepnęłam, co prawda na warsztatach, ale była wtedy telewizja... prawie z całych pośladków ściągnęłam. Mam nadzieję, że tego nie pokazali, była to jakaś regionalna telewizja.

Vasanta
05-07-2010, 08:44
No tak, ale nie ma się co dziwić jak ciężka spódnica trzyma się na dwóch haftkach... Bo ten strój wygląda właśnie na taki:)
Dlatego ja nie ufam spódnicom na hatftkach.


Poplułam ekran:D
Mocna, ciasna guma w spódnicy, ale żeby krew dopływała.;) Ja częściej mam spódnice za ciasne, jak za luźne. Jak czuję, że jej nie czuję to jak się da wciągam silniejszą gumę. I duże haftki, agrafki jak ciężki pas.
Spódnicom na gumce też nie ufam :p Primo, wyglądają paskudnie (wrzynają się w boczki, nawet tym najszczuplejszym), secundo, przy przydepnięciu zjeżdżają jak ta lala. No i gumki też pękają... A jak ciężki pas, to spódnica na gumce zjeżdża tym bardziej.


A mnie najbardziej przeraża, że sobie nadepnę spódnicę...
Też raz nadepnęłam. Pół układu przetańczyłam stojąc na spódnicy, na szczęście układ był bardzo statyczny (moje początki w tańcu), więc nic się nie stało :)

Niśka
05-07-2010, 11:18
To, jak widzę, wszystko przede mną ;)

Ja na razie zaliczyłam tylko debiut, zespołowy. Na początku poraziła mnie wielkość sceny, tfu, wróć, fragmentu podłogi przeznaczonego do tańczenia. Był taki malutki... a nas w grupie 4 (całe szczęście, że więcej dziewczyn nie było chętnych).
Wchodzimy na scenę, ustawiamy się, DJ puszcza muzykę i... eee, a co to? Nieważne, shimmy dobre na wszystko, shimmy, shimmy i dopiero jak poznałam znajome akcenty, wiedziałam, w którym punkcie choreografii jesteśmy. Instruktorka potem twierdziła, że DJ puścił muzykę za szybko, całe szczęście szybko muzyka wróciła do tempa własciwego.
Obroty były w miejscu, bo miejsca nie było.
A planowany wykop zrobiłam baaaardzo oszczędnie, ponieważ zobaczyłam tuż przed swoją stopa taką metalową rurę biegnącą u podnóża baru...

Nailah
05-07-2010, 11:23
Mnie wczoraj na pokazie zaskoczył filar na środku "sceny":D Jak to Gata stwierdziła - był czwartą członkinią naszej grupy:p

Firyal
05-07-2010, 11:52
Ee...Nie mam na tyle luźnych spódnic,żeby ściągnęły też majtki. Poza tym jak je szyję to sprawdzam,czy nadepnę:)

Gata
05-07-2010, 12:01
Nie mam na tyle luźnych spódnic,żeby ściągnęły też majtki. Poza tym jak je szyję
Przeczytałam: "nie mam na tyle luźnych majtek, poza tym są po szyję" :eek::eek::eek:
Efekt niedospania :embarrest:

Nailah - filar pięknie wyszedł na zdjęciach. Szkoda, że nie miał laski :D

Nailah
05-07-2010, 12:08
Haha :) :) :)

Vasanta
05-07-2010, 12:10
Ee...Nie mam na tyle luźnych spódnic,żeby ściągnęły też majtki.
Nie o luźną spódnicę chodzi, tylko o agrafki. Jak chcesz przypiąć spódnicę, żeby nie spadła, to tylko do majtek, bo do czego innego? Można sobie piercing na biodrach zrobić i takie kółeczka zamontować, i do nich przypinać, ale to dość ekstremalna opcja :D A jak ma spaść, to spadnie i przypięta, tylko razem z majtkami.

Firyal
05-07-2010, 14:38
No,moje majtki tak łatwo przez biodra nie przejdą:P Musiałabym mocno nadepnąć,żeby poszło wszystko.

Adara
06-07-2010, 15:32
Przerażający jest ten temat :D

Ksiksi
06-07-2010, 15:41
O tak zgadzam się...
Mi się prawie udało też ściągnąć spódnicę w tramwaju na schodach. Kupiłam w większym rozmiarze, bo ta w tym moim była za krótka ;) A, że często w niej chodzę to już się pilnuję :)

carmenta
06-07-2010, 15:42
Ja już nadepnęłam, co prawda na warsztatach, ale była wtedy telewizja... prawie z całych pośladków ściągnęłam. Mam nadzieję, że tego nie pokazali, była to jakaś regionalna telewizja.

buhahahah...przepraszam, ale tym razem ja poplułam ekran:D:D:p


Ja może nie występowo, ale raz jak wysiadałam z tramwaju to mi się stopa w moje pumpy zaplątała i dobrze, że poręczy się złapałam, bo inaczej pocałowałabym chodnik z rozpędu :D:D:D

Niśka
06-07-2010, 16:02
Ja może nie występowo, ale raz jak wysiadałam z tramwaju to mi się stopa w moje pumpy zaplątała i dobrze, że poręczy się złapałam, bo inaczej pocałowałabym chodnik z rozpędu :D:D:D
Ał, już mnie zabolało na samą myśl.
Z rozpędów... kiedyś byłam w chacie w górach na Sylwestra. Przed kiblem (typowa drewniana sławojka bez drzwi) zwykle generuje się błoto, które zimą przemienia się w lód. No i raz pewnego klęknęłam z rozpędu przed kiblem...

Myślę o zbliżającym się debiucie solo. Chyba zmienię trochę piosenkę tak, aby wchodzić w czasie trwania piosenki, a nie liczyć na to, że dj ją włączy w odpowiednim momencie i w odpowiednim tempie, a nie żeby Niśka stała kieby sirota boża na scenie albo zgoła zaczęła brykać w jakimś szalonym tempie... Acz oczywiście, zawsze może zdarzyć się, że sobie np. przydepnę skrzydła ;)
Ciekawiej będzie z cygańskim. Hmmm... pod szeroką spódnicą ma być węższa, ciężka i też długa (zamiast równie ciężkiej halki). Hmmm... obie mam na gumkę. Owszem, mogę je spiąć razem agrafkami, ale co będzie, jak zapragną razem spadać?
O, chyba, że wezmę tę szytą teraz. Zostało mi ino podszyć... jest na pasek, tez długa, niebieszczasta, kapkę cięzka, a dodatkowo obciążana własną podszewką.

Vasanta
06-07-2010, 16:52
Niśko, a nie lepiej zamiast gumki wciągnąć sznurek? Ja tak mam rozwiązaną halkę do sari. Nie ma szans, żeby cokolwiek spadło - a sari przecież dość ciężkie - bo jak porządnie zawiążesz, to nie przejdzie przez biodra.

Gata
06-07-2010, 18:55
Aco będzie, jak zapragną razem spadać?
Aż dziw, że nikt nie wymyślił jeszcze stroju do TB z dyskretnymi szeleczkami :D

Vasanta
06-07-2010, 19:02
Aż dziw, że nikt nie wymyślił jeszcze stroju do TB z dyskretnymi szeleczkami :D
Silikonowymi jak w staniku :D

talika36
06-07-2010, 19:07
Niśko, a nie lepiej zamiast gumki wciągnąć sznurek? Ja tak mam rozwiązaną halkę do sari. Nie ma szans, żeby cokolwiek spadło - a sari przecież dość ciężkie - bo jak porządnie zawiążesz, to nie przejdzie przez biodra.

To może być bardzo dobry pomysł. :D Faktycznie sznurek w halce jest w stanie utrzymać nawet bardzo ciężkie sari. Pod warunkiem jednak, że sznurek nie jest z gatunku śliskich i rozwiązujących się. Ja wypróbowałam np. zwykłą taśmę pasmanteryjną (która niezbyt atrakcyjnie wygląda) do sznurowania gorsetu. Świetnie się sprawdziła, bo satynowa taśma w ogóle nie trzymała i się rozwiązywała.

Mishiaq
06-07-2010, 19:08
Aż dziw, że nikt nie wymyślił jeszcze stroju do TB z dyskretnymi szeleczkami :D

O moj Boze, nawet nie wychodzcie z takimi pomyslami, bo jeszcze ktos-niektos odwazy sie wpasc na pomysl, ze te szeleczki wcale nie musza byc dyskretne. Ba! Wrecz moga przeciez sluzyc za zaslone piersi zamiast stanika!
:D

Vasanta
06-07-2010, 19:22
To może być bardzo dobry pomysł. :D Faktycznie sznurek w halce jest w stanie utrzymać nawet bardzo ciężkie sari. Pod warunkiem jednak, że sznurek nie jest z gatunku śliskich i rozwiązujących się. Ja wypróbowałam np. zwykłą taśmę pasmanteryjną (która niezbyt atrakcyjnie wygląda) do sznurowania gorsetu. Świetnie się sprawdziła, bo satynowa taśma w ogóle nie trzymała i się rozwiązywała.
Ja mam tasiemkę bawełnianą z tej samej tkaniny co halka. Nic się nie rozwiązuje :) I nie musi być ładne, przecież i tak nie widać.


O moj Boze, nawet nie wychodzcie z takimi pomyslami, bo jeszcze ktos-niektos odwazy sie wpasc na pomysl, ze te szeleczki wcale nie musza byc dyskretne. Ba! Wrecz moga przeciez sluzyc za zaslone piersi zamiast stanika!
:D
Jeśli wystarczająco szerokie, to... czemu nie? :D
Przecież nie musi być od razu tak (http://cdn3.ioffer.com/img/item/145/082/183/cRmB.jpg). Może być tak (http://www.turkishemporium.co.uk/images/products/belly_dance_costumedaf.jpg).

Niśka
06-07-2010, 20:07
Jedną mam ze sznurkiem (oprócz gumki). A w tej drugiej, ciężkiej... hmmmm, nie ma jak!

Hmmm... a ta pani z pierwszej fotki. To miłośniczka bondage? Czy co?

Vasanta
06-07-2010, 20:13
Jedną mam ze sznurkiem (oprócz gumki). A w tej drugiej, ciężkiej... hmmmm, nie ma jak!
Przypnij ciężką do tej ze sznurkiem i szafa gra :D
A nawet jak spadnie jedna - ta ciężka - to widownia pomyśli, że tak miało być - jak z moimi skrzydłami :D


Hmmm... a ta pani z pierwszej fotki. To miłośniczka bondage? Czy co?
Nie wiem, wyskoczyła w google :D Ale jak na nią patrzę, to mnie boli ;)

Mishiaq
06-07-2010, 20:41
Hmmm... a ta pani z pierwszej fotki. To miłośniczka bondage? Czy co?

Bardziej mi wyglada na milosniczke Borata :D

Niśka
06-07-2010, 22:16
Takoż zamierzam zrobić. Spiąć obie razem. Nie przypinając jednocześnie do majtek ;) Ale obawiam się, że jak ta ciężka wybierze wolność to zabierze ze sobą tę przypiętą...

Co do pani. Też mnie boli. A kolega, którego chciałam porazić widokiem, zapytał: co w tym złego?... Ech, mężczyźni.

Vasanta
06-07-2010, 23:02
Takoż zamierzam zrobić. Spiąć obie razem. Nie przypinając jednocześnie do majtek ;) Ale obawiam się, że jak ta ciężka wybierze wolność to zabierze ze sobą tę przypiętą...
To załóż jeszcze haremki pod spód i nie przypinaj :) Prawdopodobieństwo, że zgubisz dwie spódnice i haremki, jest baaardzo nikłe.


Co do pani. Też mnie boli. A kolega, którego chciałam porazić widokiem, zapytał: co w tym złego?... Ech, mężczyźni.
Trzeba było go spytać, czy nosił kiedyś stringi zaczepione na ramionach :D

carmenta
06-07-2010, 23:25
To załóż jeszcze haremki pod spód i nie przypinaj :) Prawdopodobieństwo, że zgubisz dwie spódnice i haremki, jest baaardzo nikłe.

Gdyby jednakoż tak się zdarzylo, to taka osoba może brać śmialo udzial w konkursie na największego pechowca świata :D

Czego oczywiście nikomu nie życzymy :)

Niśka
06-07-2010, 23:28
Nie wyobrażam sobie swobody ruchu do skoczków cygańskich w jardówce, tejże ciężkiej kiecce i jeszcze haremkach.........

Vasanta
07-07-2010, 00:02
Gdyby jednakoż tak się zdarzylo, to taka osoba może brać śmialo udzial w konkursie na największego pechowca świata :D
Z takim pechem zajęłaby drugie miejsce :D


Nie wyobrażam sobie swobody ruchu do skoczków cygańskich w jardówce, tejże ciężkiej kiecce i jeszcze haremkach.........
No to już nie wiem, co Ci poradzić. Przyklej kropelką..?

Niśka
07-07-2010, 10:41
No to już nie wiem, co Ci poradzić. Przyklej kropelką..?
Eeee... "Co kropelka sklei, sklei, żadna siła nie rozklei". A jak mi sklei nie to, co potrzeba??

A co do stringów zaczepionych na ramionach. Nie wiem, czy facet byłby sobie w stanie odpowiednio wyraziście wyobrazić, w czym rzecz.

Aydan
19-07-2010, 20:40
Wyobraźni zawsze można pomóc (łapiesz po bokach za pasek i ciągniesz do góry:p)

Ostatnio miałam przygodę z niskim sufitem i skrzydłami - moja wina, powinnam sprawdzić jego wysokość PRZED występem, był na to czas. Innym razem wlazłam na scenę w niewypróbowanej wcześniej spódnicy. Okazało się, że podnosi się całkiem wysoko podczas obrotów. Kiedy poczułam chłód na nogach, przestraszyłam się, że mi spada :eek::) i zwolniłam, żeby spojrzeć w dół. I tę dziwną pozę mam teraz na zdjęciu... :D

Ksiksi
19-07-2010, 22:04
Innym razem wlazłam na scenę w niewypróbowanej wcześniej spódnicy. Okazało się, że podnosi się całkiem wysoko podczas obrotów. Kiedy poczułam chłód na nogach, przestraszyłam się, że mi spada :eek::) i zwolniłam, żeby spojrzeć w dół. I tę dziwną pozę mam teraz na zdjęciu... :D

Jak sobie oglądasz nóżki:D albo może bardziej skłon:p

Aydan
20-07-2010, 07:56
Tak jak mówisz :D głowa mocno w stronę podłogi:p

klymenystra
09-08-2010, 17:28
Jak sobie radzicie z kontuzjami? Ja przed ostatnim wystepem mocno naderwalam sobie cos w stopie, ktora spuchla mi tak, ze nie bylo widac kostki pod obrzekiem... Najgorzej bylo w chaine, ale dalam rade. Na domiar wszystkiego tuz przed wystepem kolezanke zaczely lapac skurcze w stopie, mnie zas zalapal w trakcie wystepu - w trzy palce niespuchnietej nogi...

Vasanta
09-08-2010, 19:58
Ja wiem, że w stopach na scenie zawsze łapią mnie skurcze (to z nerwów), więc staram się właśnie stopom poświęcić uwagę przed występem: porządnie je rozgrzać i wymasować.

Urazy najlepiej mocno schłodzić i starać się nie przeciążać, jeśli nie ma konieczności.

Na'imah
10-08-2010, 23:41
mnie się zdarzają skurcze w stopach, ale wtedy, gdy tam gdzie mam tańczyć, jest zimna posadzka, podłoga. Generalnie trochę wtedy staram się wykorzystać odpowiedni moment i naciągnąć we właściwej chwili stopę w drugą stronę*niż*łapie skurcz. W ogóle z tego co jest mi wiadome tak najłatwiej i najszybciej się*ich pozbyć, ale o ile łatwo to zrobić przed występem, o tyle trudno w tańcu ...

Qirmida
10-08-2010, 23:46
Z rad skurczowych z jakimi się spotkałam, gdy złapie skurcz:
1. ciepły okład lub inne dostępne metody rozgrzewające miejsce skurczu.
2. masowanie miejsca ze skurczem
3. nakłuwanie (na początku nie mogłam zrozumieć jak to może działać, ale o dziwo faktycznie działa!)
4. rozciąganie mięśnia.

Fuego
12-08-2010, 00:55
Z rad skurczowych z jakimi się spotkałam, gdy złapie skurcz:
1. ciepły okład lub inne dostępne metody rozgrzewające miejsce skurczu.
2. masowanie miejsca ze skurczem
3. nakłuwanie (na początku nie mogłam zrozumieć jak to może działać, ale o dziwo faktycznie działa!)
4. rozciąganie mięśnia.

Może powiem oczywistą oczywistość, ale skurcze, to przede wszystkim brak magnezu. Tak więc czekolada 70% i więcej przed i nie tylko przed występami. Jeżeli chodzi o nakłuwanie, to pewnie masz na myśli igłoterapię (nie mylić z akupunkturą... chociaż pewnie ma coś z nią wspólnego)... Igła dobrze wkłuta dociera do przykurczonego ścięgna i drażniąc je powoduje jego rozluźnienie... Jednak jak nakłuwający zrobi to nieumiejętnie, to niewiele pomoże. Rozciąganie przyczepów mięśni jest chyba najlepszym lekarstwem na wszelkie bóle pleców... nie wiem, jakie ćwiczenia można by było wykonać, żeby podziałać na przyczepy w śródstopiu... ale zapytam mojego magika od igłoterapii i może coś zaradzi na skurcze w nogach i stopach :)

Vasanta
12-08-2010, 10:53
Masz zupełną rację, Fuego, dlatego skurcze łapią z nerwów :) Wskutek stresu magnez się wypłukuje.

Na'imah
12-08-2010, 23:11
hehe przepraszam za off top, ale nie mogę się powstrzymać :p Vasanto - szalejesz z tymi tytułami - Siekierezada :D chociaż bardziej podobał mi się*Rzep Orientalny ;)

Agnieszka Dzikowska
13-09-2010, 22:56
Mi tez się przydarzyło parę stresujących sytuacji podczas występów.

Kiedyś ktoś bardzo mądrze puścił dym zza kulis akurat na wysokości mojej twarzy, ale obyło się bez kasłania;)

Parę razy przydepnęłam sobie spódnicę, ale większość spódnic mam na szerokie gumki, więc wielkiego problemu nie było i udało się nawet zachować zimną twarz:)

Kiedyś upadła mi assaya, a ja w przypływie adrenaliny się tym nie za bardzo przejęłam, podniosłam i dalej z uśmiechem tańczyłam;)

Z gorszych rzeczy udało mi się kiedyś kogoś uderzyć z lekka skrzydłem podczas tańca, ale ludzie niestety nie pomyśleli, żeby się odsunąć:mad:

No i raz prawie zaliczyłam upadek na scenie. Schodziłam ze sceny na początku utworu na niższy podest. Byłam zasłonięta skrzydłami, a w twarz świeciło mi bardzo mocne, białe światło punktowe. Niestety nie było szansy dojrzeć gdzie jest stołek, który miał mi pomóc zejść. Zaczęłam schodzić na krawędź stołka, więc trochę odjechał, zachwiałam się, usiadłam na scenie i udało mi się zejść. Jakimś cudem udało mi się dokończyć ten występ, ale nie było to łatwe:embarrest:

Sirvana
03-11-2010, 01:59
Ok, moja llista trofeów w ciągu całej tanecznej kariery już się trochę nazbierała, to m. in.: rozbity mieczem kryształowy żyrandol (wisiał niżej niż przypuszczałam, ale za wysoko, żeby od razu zobaczyć;)), saggaty wplątane we włosy, skrzydła Isis rozpadnięte podczas występu, fanweil, który się pzoaczepiał i nie otworzył, jak trzeba, zaczepiony o chustę rąbek spódnicy z tyłu (na szczęście pod spodem miałam spodnie i dużo tribalstwa nawieszanego wokół). I wiecie co- nie zestresowałam się, wystepy uważam za udane, ludziom się podobało, co do częsci- byli przekonani, że tak miało być ;))) takie sytuacje bardzo hartują i ucza luzu i dystansu na scenie, to mimo wszystko cenne doświadczenia i niezła szkoła przetrwania ;))

Shalilah
10-11-2010, 21:09
....rozbity mieczem kryształowy żyrandol.... cóż za oryginalny efekt sceniczy :D Sirvano, jak z tego wybrnęłaś? (czysta ciekawość)

Sirvana
12-11-2010, 15:44
Udałam, że nic się nie stało po setnosekundowej chwili paniki i dotańczyłam do końca ;)

agatusia
08-09-2011, 15:36
Ja też się pochwalę moimi przeżyciami ;)

Raz przed występem poprosiłam koleżankę żeby dokleiła mi rzęsy. Utrzymywała że umie to robić...wysmarowała mi niemal całą powiekę czarnym klejem, do którego w trakcie tańca przykleiły mi się włosy :( najgorsze było to że i tak byłam zestresowana bo to był mój pierwszy występ a to jeszcze dolało oliwy do ognia...

Inny razem występowałam na świeżym powietrzu i miałam na sobie baletki zdobione cekinami...okazało się że jeden cekin wisiał luźno na nitce w okolicach pięty i się chciał zakolegować z cekinami na brzegu wąskiej spódnicy co trochę utrudniało robienie bardziej zamaszystych kroków

Roksolanka (Naima)
09-09-2011, 13:10
Z gorszych rzeczy udało mi się kiedyś kogoś uderzyć z lekka skrzydłem podczas tańca, ale ludzie niestety nie pomyśleli, żeby się odsunąć:mad:



Hm, ja na moim DEBIUCIE zrobiłam coś przemyślnie bezczelnego. Weszłam na scenę (parkiet z ludźmi wokół), rozwinęłam skrzydła i powiałam nimi, chodząc po kole celem prezentacji. Ale jakiś gościu za bardzo się wysunął z rzędu widzów, więc przechodząc koło niego, popukałam go skrzydełkiem po pośladkach, coby się przesunął.
Do dziś się zastanawiam, co mi do głowy przyszło i skąd, u licha miałam taki przypływ bezczelności na moim pierwszym w życiu pokazie scenicznym....

A co do wpadek - największa wtopa, oczywiście do przewidzenia, jeśli się wie, że ma się sklerozę choreograficzną, miała miejsce, gdy tańcząc z Ayą duet saidi na wielkiej scenie na Krakowskim Przedmieściu na Street party kilka lat temu (kilka tysięcy luda, kamery, te sprawy), nagle, spontanicznie i w tym samym momencie OBIE zapomniałyśmy choreografię. U mnie to normalne, ale Aya nie zapomniała nigdy niczego, bo jej mózg działa jak dobrej jakości twardy dysk. Spojrzałyśmy na siebie spłoszone i zaczęłyśmy improwizować, każda sobie. Na oczach kilkutysięcznego tłumu. Na szczęście za kilkanaście sekund był refren (zawsze taki sam) i odnalazłyśmy się jakoś.

Natomiast jako prezenterka na haflach, galach itd. miałam nie tyle wpadki, co musiałam wpadki ratować - wpadki dj-ów, rzecz jasna. Nie ta muzyka, albo pogubione płyty, albo coś się zacina, albo ktoś nie dojechał... Ale człowiek wtedy rozwija w sobie na gwałt umiejętność płynnego mówienia o niczym - taki prezenterski flow...
A stres jest konkretny.

Miranda
09-09-2011, 14:16
Natomiast jako prezenterka na haflach, galach itd. miałam nie tyle wpadki, co musiałam wpadki ratować - wpadki dj-ów, rzecz jasna. Nie ta muzyka, albo pogubione płyty, albo coś się zacina, albo ktoś nie dojechał... Ale człowiek wtedy rozwija w sobie na gwałt umiejętność płynnego mówienia o niczym - taki prezenterski flow...

Nooo, powiem ci, że jak cię pierwszy raz widziałam na konferansjerce na konkursie u Amiry parę lat temu, to zastanawiałam się, czy ci wszyscy ludzie na widowni to twoi bliscy znajomi i rodzina, że jesteś taka wyluzowana. :D

Roksolanka (Naima)
11-09-2011, 23:35
Nooo, powiem ci, że jak cię pierwszy raz widziałam na konferansjerce na konkursie u Amiry parę lat temu, to zastanawiałam się, czy ci wszyscy ludzie na widowni to twoi bliscy znajomi i rodzina, że jesteś taka wyluzowana. :D

Zabrzmiało groźnie. Czy "wyluzowana" oznacza tu komplement, czy coś wręcz przeciwnego?
Bo ja w ogóle nie kojarzę sobie siebie z jakimkolwiek wyluzowaniem w sytuacjach publicznych - przyznam szczerze.

Nie ukrywam, że mi się tysiąc razy lepiej występowało (gdy jeszcze występowałam), po solidnym obwąchaniu się z publicznością, niż gdy wychodziłam do publiki taka anonimowa i wcześniej niesłyszana.
Po latach prowadzenia imprez przeżyłam traumę na zeszłorocznym Koktajlu Orientalnym, gdy ktoś innych mówił do mikrofonu przez cały wieczór, a ja potem miałam wyjść i zatańczyć bez oswajania publiki.
Jezu... kompletnie nie czułam żadnej więzi.
Potem się, o dziwo, dowiadywałam, że ludziom się podobało, ale w czasie tańca przeżyłam głupawkę i zaśmiewałam się (zupełnie na głos) ze swojej kretyńskiej, jak mi się zdawało, sytuacji. Wychodzi taka w różowym worku, macha czerepem i myśli, że co... Normalnie jakby kto mi mur berliński zbudował na krawędzi sceny.
A tak, pogadasz do ludzi, popatrzycie na siebie, wyczujecie się wzajemnie z publicznością i od razu inaczej się tańczy.

Choć z tym wyluzowaniem to się nieco wystraszyłam.
Bo to mi się kojarzy z taką amerykańską "nonszalancją".
Mam nadzieję, że tak źle nie było?

avocado2
14-09-2011, 12:55
Potem się, o dziwo, dowiadywałam, że ludziom się podobało, ale w czasie tańca przeżyłam głupawkę i zaśmiewałam się (zupełnie na głos) ze swojej kretyńskiej, jak mi się zdawało, sytuacji.

Naimo, pamiętam ten występ! Oprócz stroju i Twoich włosów zapamiętałam również Twój śmiech. Wyglądało to fantastycznie i z wielką przyjemnością się oglądało. Dodatkowe "oswajanie" nie było tu potrzebne... :D

Miranda
14-09-2011, 14:46
Zabrzmiało groźnie. Czy "wyluzowana" oznacza tu komplement, czy coś wręcz przeciwnego?
Bo ja w ogóle nie kojarzę sobie siebie z jakimkolwiek wyluzowaniem w sytuacjach publicznych - przyznam szczerze.


Choć z tym wyluzowaniem to się nieco wystraszyłam.
Bo to mi się kojarzy z taką amerykańską "nonszalancją".
Mam nadzieję, że tak źle nie było?

Ojej, no, takie słowo mi się akurat nasunęło. Miałam na myśli "swobodna, nieskrępowana". Mówiłaś tak, jak się mówi do dobrze znanych ludzi, których się nie obawiasz, czyli spokój, spontaniczne żarciki, improwizacja słowna, brak jąkania, drżenia głosu i innych nerwowych zachowań itp.

Roksolanka (Naima)
14-09-2011, 18:43
Ah, czyli jednak nie tak źle :)
Dziękuję Ci czule :)


Naimo, pamiętam ten występ! Oprócz stroju i Twoich włosów zapamiętałam również Twój śmiech. Wyglądało to fantastycznie i z wielką przyjemnością się oglądało. Dodatkowe "oswajanie" nie było tu potrzebne... :D
To niesamowite, bo ów śmiech był śmiechem z gatunku głupawkowatego: "Jezu, co ja tu, u kaduka, robię, nic nie czuję od tych ludzi, ale jaja, trudno, muszę radzić sobie sama".
To chyba jedno z tych zagadkowo dziwnych odczytań ludzkich zachowań :)
Ale cieszę się :)

Szahiya
15-09-2011, 11:59
Naimo ja też zapamiętałam ten występ jako baaaardzo udany, a śmiech uznałam za wyraz radości z tańca :D Wyłyśmy z Abirkiem z zachwytu!

Roksolanka (Naima)
16-09-2011, 10:29
Naimo ja też zapamiętałam ten występ jako baaaardzo udany, a śmiech uznałam za wyraz radości z tańca :D Wyłyśmy z Abirkiem z zachwytu!

Tu powinnam rzeczywiście wyjaśnić, że przed przedwczesnym opuszczeniemsceny powstrzymały mnie wyłącznie Wasze zagharety :))
Za które trzymam dożywotni oblig.

klymenystra
08-11-2011, 17:31
Zaliczyłam dwie wtopy z jednym fanveilem w odstępie 2 tygodni... Za pierwszym razem zahaczył się o fragment dekoracji, kiedy dziewczyny się kręciły, ja go pracowicie ściągałam, mam nawet zdjęcie :) A potem tanczylam sobie w duecie, na innej scenie, gdzie nie bylo dekoracji, a wentylator. Niezabezpieczony. Przy pierwszym machnieciu rozlegl sie trzask, poszly iskry i drzazgi, a ja zostalam z pusta reka... Wentylator wkrecil sobie moj fanveil! Po kilku sekundach zatrzymal sie, z fanveila pozostal tylko wkrecony w skrzydla material, a scena usiana byla drzazgami. Po poczatkowym szoku zaczelam sie smiac do lez, machnelam na kolezanke, zeby tanczyla dalej, a ja sie uklonilam i zeszlam, wsrod powszechnego aplauzu :)

Miranda
08-11-2011, 20:08
A potem tanczylam sobie w duecie, na innej scenie, gdzie nie bylo dekoracji, a wentylator. Niezabezpieczony. Przy pierwszym machnieciu rozlegl sie trzask, poszly iskry i drzazgi, a ja zostalam z pusta reka... Wentylator wkrecil sobie moj fanveil! Po kilku sekundach zatrzymal sie, z fanveila pozostal tylko wkrecony w skrzydla material, a scena usiana byla drzazgami. Po poczatkowym szoku zaczelam sie smiac do lez, machnelam na kolezanke, zeby tanczyla dalej, a ja sie uklonilam i zeszlam, wsrod powszechnego aplauzu :)

O rany!! I co w takiej sytuacji? Możesz jakoś wyegzekwować od organizatora pokrycie kosztów zakupu nowego fanveila?

klymenystra
08-11-2011, 21:29
Nie probowalam nawet, organizator poszedl nam na reke w kwestii spornej w ramach zadoscuczynienia :) Poki co mam jeszcze lewy fanveil i fanveile reszty Karmeli :)