Pokaż pełną wersję : Zapłata za występ
To zagadnienie od dawna mnie nurtowało, jednak nikt na forum nic nigdy o tym nie wspomniał.
Wydaje mi się, że to taki temat tabu, wydaje się, że nie powinno się go poruszać.
Jako pierwsza odważyła się Majsun!!!
Wiadomo, że cena jaką zażądamy za występ zalezy od wielu czynników.
Jak myślicie, ile powinna wynosić zapłata dla pojedyńczej tancerki, a ile dla zespołu?:)
Wydaje mi się, że niezazbytnio można to określić, bo zależy od miejsca występu (czy trza dojechać), czasu trwania, okazji (jak w Sylwka to więcej oczywiście), ilości osób, stosownie do tego co ma się do pokazania i od puli jaką ma do dyspozycji organizator/ten co płaci, no i od popularności (wiadomo że 50cent dostanie więcej niż inny raper, bo jest 50... =)... tak więc chyba nie uda się nikomu odpowiedzieć tak po prostu... =)
:)Moim zdaniem powinien być przejrzysty cennik tak jak za wszystkie usługi. Czyli czas trwania występu, koszt tańca jednej tancerki, dojazd za kilometr, dodatkowe oprocentowanie w święta i ponad konkretną ilość godzin. :)
Sama nie występuję, ale podzielę się tym, co słyszałam. Otóż chyba ceny za pokaz są właśnie takie, jak wspominała Majsun - oczywiście, im pokaz dłuższy i bardziej "pełen fajerwerków" (więcej niż jedna tancerka, kolejne części pokazu z różnymi rekwizytami itp.), tym więcej. Zacytuję: "tego się po prostu nie robi za 100 złotych". Liczy sie przecież nie tylko czas występu, ale czas i koszt dojazdu, czas na przygotowanie się, przebranie i makijaż - już nie mówiąc o kosztach naszych strojów i edukacji! Oczywiście, można zażyczyć sobie mniej, niż zazwyczaj wynoszą stawki - ale to prowadzi do psucia stawek (bo w efekcie inne tancerki w mieście być może też będą musiały je nieco obniżyć i w końcu wszystkie stracą) i do zmniejszenia wartości naszego tańca w oczach klienta, który zamawia pokaz. Przecież "skoro inne biorą więcej, a ta mało, to może jest gorsza"? A więc - ceńmy się wysoko, bo tyle jesteśmy warte :D
Może jakieś występujące panie napiszą coś więcej? :)
Ciekawa jestem jak sie temat rozwinie... :rolleyes:
Ja jestem ciekawa CZY się rozwinie :rolleyes:
Yasirah Mahibah
08-03-2008, 17:39
Rzadko kto lubi chwalić się swoimi dochodami...
:redface:Ale nie chodzi nam o wysokość stawki, bo każdy ma swoją - w każdej branży tak jest, tylko o to, że ma być zapłata i już.:redface:
Blancharlotte
10-03-2008, 12:49
Faktycznie. U mnie w pracy, pytanie: "Ile zarobiłeś w tym miesiącu?" to niemal jak temat tabu.
Ja co prawda nie podzielam tego podejścia, ani też nie mam wewnętrznej blokady, aby o tym mówić:)
Safiyyah
10-03-2008, 13:54
Ja już z różnych źródeł słyszałam, że za mniej niż 200 zł nie należy tańczyć.
I nie bójmy się tego tematu, bo w końcu występujących tancerek jest ciągle mało i biorąc za występ 50 zł tak naprawdę psujemy rynek.
Poza tym, która z nas chciałaby,żeby przykleiła się do niej metka "taniej" tancerki?
Robimy krzywdę zarówno sobie jak i osobom, które już zarabiają w ten sposób.
Racja, opinia "taniej" tancerki jest równoznaczna z postrzeganiem tego tańca.Wyjątkiem niech będą pokazy na imprezach charytatywnych.:)
Bardzo spodobał mi się film Majsun-o czym już wspomniałam kilka postów wyżej-nie dość, że otwarcie mówi o cenie występu to pochwaliła się, że w ten sposób dorabiała sobie jako studentka.Bardzo fajny pomysł.:biggrin:
Poza tym doszkalając się na różnych warsztatach, kupując różne stroje, inwestując w swój wygląd, aby dobrze się zaprezentować wydajemy tak naprawde kupę forsy.Rekwizyty też nie są tanie.
To zależy chyba też od poziomu tancerki... bo przecież są takie które się uczą od paru(nastu) lat, a takie, które od np. 2 -3. Nie mówię ,że to od razu jest wyznacznikiem ich umiejętności, aczkolwiek tak jak już było powiedziane - pieniądze zainwestowane w naukę - warsztaty, lekcje, wyjazdy mają swoją cenę. Plus profesjonalny strój, makijaż, nie mówiąc o czasie i transporcie. Zgadzam się z powyższymi opiniami,że należy się cenić, by nie dopuścić to zaniżenia stawek. Niektórzy częściowo z tego się utrzymują! Ja będę miała niedługo swój pierwszy występ za pieniądze i mimo,że nie będzie to suma wysoka, to traktuję to jako możliwość wypromowania i ciekawe doświadczenie. Ale jestem amatorką, tańczę niecałe dwa lata i nie będę żądać jakiś niebotycznych su,, bo zwyczajnie nikt na to nie przystanie ;)
Stawki niestety dyktuje rynek a nie tancerki. Można żądać wysokich sum, tylko co z tego jak nikt tyle nie zapłaci.;)
Trudno również mówić o konkretnym cenniku, raczej o pewnych widełkach.
Zahra ma na swoim koncie ponad sto występów i ani jeden nie był taki sam. Każdy był kalkulowany indywidualnie. Wyceniając nasze występy bierzemy pod uwagę wiele czynników takich jak czas występu, ilość wyjść, ilość tancerek, dojazd, muzykę na żywo, i jeszcze kilkanaście innych dodatkowych elementów.
Mogę wam podpowiedzieć kilka rzeczy na które należy zwrócić uwagę negocjując stawki:
-Jeżeli nie macie zaufania do osoby która was zatrudnia podpisujcie umowę.
-Dokładnie ustalajcie jak długo macie tańczyć, ile wyjść, o której godzinie i wszystkie inne potrzebne szczegóły.
-Bądźcie przygotowane na to, że większość osób próbuje jeszcze raz negocjować warunki występu tuż przed lub zaraz po pokazie. Np proszą o dodatkowe wyjście, dłuższy taniec lub proponują niższą stawkę.
-Nigdy nie zmieniajcie wcześniejszej umowy tuż przed występem! Na przykład nie negocjujcie wyższej stawki ponieważ więcej nie zostaniecie zatrudnione.
-Większość osób wynajmujących tancerki robi najpierw rozeznanie w terenie szukając takich, które chciały by zatańczyć za darmo.
-Jeżeli ktoś z wynajmujących osób nie dotrzymał umowy, na przykład nie zapłacił wam za występ, powiedzcie o tym wszystkim znanym wam tancerką aby ich też nie oszukał.
-Określ sobie minimalną stawkę jaką akceptujesz i naucz się mówić NIE jeżeli propozycje są poniżej niej. W dłuższej perspektywie czasu wyjdziesz na tym lepiej i nie nabawisz się frustracji.
Amani,
chciałabym wtrącić kilka uwag jeśli można -
umowa to podstawa, podobnie jak nienaginalne warunki w niej zawarte.
To nasza dewiza.
Umowa zabezpiecza nasz zespół przed wszelkimi ewentualnościami. Jest skonstruowana przez prawnika w sposób, który zapewnia nam konkretną stawkę, warunki techniczne, posiłki, ochronę, czas trwania pokazu
( stawka obejmuje pokaz od 1 minuty do "x" minut, przy czym x jest nieprzekraczalne a 1 minuta nie podlega finansowym negocjacjom :-)))
Każde odstepstwo od danego punktu umowy zoobowiązuje obie strony do wypłaty słonego odszkodowania (50-100% wartości całej kwoty) co skutkuje bezproblemowym przebiegiem pokazów i wypłat wynagrodzenia.
Stawka? U nas zależne od poziomu i stażu tancerki.
Istnieje system motywacyjny i regularne podwyżki.
To nie rynek dyktuje stawki, ale artysta - tym samym sam wybiera rodzaj sobie klienta...
a Ci "poważni" się nie targują zaś imprezy dla nich realizowane nie kryją w sobie przykrych niespodzianek. Lepiej chyba wystąpić 3 razy na poważnej imprezie niż 10 razy za małe pieniądze przebierając się w toalecie ;-)
Uczciwy solidny klient wraca... realizujemy po kilka - kilkanaście zleceń dla tego samego odbiorcy. Ku obopulnemu zadowoleniu.
Wysokość stawek - koszta dojazdu, posiłki, noclegi to osobny punkt umowy!
Do wynagrodzenia podstawowego doliczane są podatki.
Tylko 1 na 50 imprez jest płatna gotówką, reszta to fakturowane przelewy na konto.
Klient zazwyczaj nie chodzi z taką gotówką na imprezę, chyba że artysta nie pracuje legalnie i boi się śladów wpłat na swoim koncie lub pieniądz klienta pochodzi z "lewych" źródeł.
Osobiście nigdy nie zgadzamy się również na niefakturowane imprezy - zabezpiecza to nas przed nielegalnym zarobkiem i donosami "życzliwych" do US.
Mała tancereczka
12-03-2008, 22:48
Ja jestem ciekawa CZY się rozwinie :rolleyes:Widzisz Kaira, rozwinęła się ;):)
Dzięki Amani, twoje podpowiedzi są bardzo cenne z punktu widzenia pojedynczej tancerki, która chce wystąpić i nie wie jak i na co zwrócić uwagę załatwiając sobie występ.
Tobie Rasho też dziękuję za podpowiedzi, z punku widzenia agencji artystycznej którą prowadzisz bo są to podpowiedzi dla dużego zespołu.
Może dodam od siebie, że nawet podpisanie umowy i zapłata przelewem nie gwarantuje dodatkowych żądań tak jak napisała Amani. Zawsze mogą poprosić cię o dodatkowe wyjście bo publiczność załapała zabawę i chcą to wykorzystać. Co wtedy zrobisz? Nie wyjdziesz? Bo taką masz umowę?
Zawsze warto wykazać trochę elastyczności i umieć odróżniać cwaniactwo organizatora od potrzeby chwili.
Pracuję w dużym międzynarodowym koncernie. Mamy na wszystko procedury i wewnętrzne przepisy a mimo to ze stałymi klientami czasami nie podpisujemy umów bo sobie ufamy. Mamy za to duży problem z podpisanymi umowami które są nieściągalne.
Dlatego przenosząc te doświadczenia na występy ważniejsze jest dla kogo tańczymy (z kim się umawiamy) niż papier.
Może dodam od siebie, że nawet podpisanie umowy i zapłata przelewem nie gwarantuje dodatkowych żądań tak jak napisała Amani. Zawsze mogą poprosić cię o dodatkowe wyjście bo publiczność załapała zabawę i chcą to wykorzystać. Co wtedy zrobisz? Nie wyjdziesz? Bo taką masz umowę?
Zawsze warto wykazać trochę elastyczności i umieć odróżniać cwaniactwo organizatora od potrzeby chwili..
Dodatkowe wyjścia chyba też powinny byc zawarte w umowie.
Mała tancereczka
12-03-2008, 23:40
Dodatkowe wyjścia chyba też powinny byc zawarte w umowie.
Niewykonalne!
Nie jesteś w stanie przewidzieć co się może wydażyć i jak to powinno być potraktowane dlatego nie ma możliwości stworzenia takiej umowy ktora omawia wszystkie możliwe przypadki i wyjścia z nich.
Z drugiej strony nie wyobrażam sobie początkującej tancerki która dostaje propozycje okazjonalnego jednorazowego wystepu na jakiejs firmowej imprezie lub weselu i wyciaga profesjonalną umowę z górą obwarowań prawnych, kar umownych etc.
Organizator po zobaczeniu takiej umowy nie chciałby dalej rozmawiać bo nie chciało by mu się w to bawić.
Co innego duży wystę, duża kasa, profesjonalny zespół. Tam umowa jest dobrym rozwiązaniem jak napisała Rasha.
E nie, no to tu też trzeba odróżnić występ profesjonalnej tancerki(Rasha, Amani) od występu tancerki początkującej. Miałam na myśli występy tych pierwszych, że każde dodatkowe wyjście powinno być ustalone, że jest opłacane. Mi o to właśnie chodziło:)
Zajmuj e się w pracy organizacją różnych eventów. Organizowałam już występy z BonyM i innymi gwiazdami. (Piosenkarze, aktorzy itp)
Jeżeli chodzi o gaże z pięcoma zerami takie umowy są bardzo dokłodne. Ale kiedy chodzi o 100 czy 200 złoty to nigdy nie podpisujemy żadnych umów. Najczęściej wykonawcom dajemy do podpisania umowę o dzieło i to już po występie.:)
Dziewczyny gadacie wszystkie nie na temat!!!! :D:D:D
Przecież pytanie w pierwszej wiadomości i w tytule tego wątku wyraźnie zmierza do uzyskania odpowiedzi na pytanie: ILE?!
Zawsze mamy "dodatek" na bis. Ale należy odróżnić mały bis od nadużycia. Zdarzało nam się słyszeć od osób usiłujących zamówić występ że "ktoś" już dla nich występował - za połowę naszej stawki tańczył 2 - 3 godziny - całą noc itp.
Nie ma znaczenia czy jest to pojedyncza tancerka czy cały zespół. Czy jest impreza z pompą, czy urodzinowa 50 - tka w gronie przyjaciół.
Jeśli zamawiający ma uczciwe zamiary - podpisze umowę. Przypominam, iż takowa zabezpiecza również jego, na wypadek rezygnacji tancerki/zespołu i innych nieprzewidzianych spraw.
Podpisywaliśmy umowy z dużymi firmami, osobami prywatnymi, małymi lokalami etc... i nigdy nie było problemów z podpisywaniem takiego dokumentu.
Jesli ktoś nie chciał podpisać - dziękowaliśmy i jak się później okazywało (z relacji tancerek, które się połakomiły) nasze decyje okazywały się podstawne.
Największy wpływ na tzw. rynek ma większość a zatem właśnie wyrastające jak grzyby po deszczu pojedyncze tancerki.
Często są to osoby na niskim poziomie tanecznym niestety, jeszcze niegotowe, występujące za bardzo małe pieniądze - psując podstawę rynku.
Osoby te zadowalają się marnym nawet wynagrodzeniem, bazują na liczbie pokazów nie podnosząc często swoich umiejętności tanecznych.
Ważną kwestią w całym tym zagadnieiu myślę jest legalność zarobkowania.
Osoby rozliczające się z fiskusem wiedzą jakie podatki się za wszystko płaci.
Niestety normą są osoby dorabiające na lewo, nie ponoszące żadnych kosztów np. prowadzenia firmy ( a co za tym idzie - zusy, podatki vat, dochodowe etc.) w przypadku zaś rozliczeń w oparciu o umowę o dzieło - klient musi dodatkowo zapłacić podatek za tancerkę a zatem faktyczny jego koszt rośnie.
A zatem - po pierwsze - postępowanie takie obniża ogólną wartość "tego" rynku, po drugie jest to zwyczajnie nieuczciwa konkurencja.
Zaznaczam - nawet w umowie o dzieło ( a zatem kazda zwykła dziewczyna nieprowadząca działalności gospodarczej może się zabezpieczyć) można zawrzeć zoobowiązania dotyczące warunków technicznych i wszystkiego o czym tutaj wspominałyśmy.
Uczulam bardzo na jedno - brak umowy, brak legalności zarobkowania prowokuje nie tylko "życzliwych" ale także nieuczciwych klientów do szachowania stawkami po pokazie (wspominała o tym Amani) i nierespektowania czasu pokazów oraz warunków socjalnych.
Jakie jest wyjście z sytuacji?
Podpisywać umowy, żądać godnych stawek - zapłacą, jeśli poziom będzie odpowiedni, mało tego - prawdopodobnie wrócą po więcej.
Boimy się, że nasz poziom jest jeszcze niedostateczny by stawiać takie wymagania?
Poczekajmy zatem aż takim stanie.
Zawsze powtarzam to dziewczynom z kursów - startuj gdy będziesz gotowa, bo taką Cię zapamiętają : jako tancerkę, instruktorkę itp.
Raz przypiętą etykietkę można upiększyć, ale zmienić na nową nie sposób.
Wieści wśród klienteli rozchodzą się błyskawicznie - zarówno dobra jak i zla sława. Warto popracować nad dobrą, a z czasem dodatkowa reklama stanie się zbędna. Myślę, że tak jest we wszystkich dziedzinach biznesu.
To naturalny proces.
Gdyby każdy podchodził do sprawy w ten sposób - progi finansowe i jakościowe (odniesmy to do wszystkiego ;-) rosłyby i zoobowiązywały - zarówno tancerki do trzymania poziomu (artystycznego) i fasonu (prowizoryczna chocby garderoba zamiast kabiny wc itp.) jak również klienta do szacunku względem tancerki i jej wynagrodzenia za prace artystyczną.
Ktoś wspomniał o zaufaniu do klienta. W biznesie nie funkjonuje takie pojęcie. Kilka osób, z którymi obecnie współpracujemy dość boleśnie się w swojej karierze o tym przekonało...
To walka z wiatrakami - wiem, ale skoro ktoś założył taki wątek - myślę, że warto wspomnieć o pewnych zależnościach, jesli tylko komuś to pomoże... :-)
Za ile?
Temat tabu :-)
Odpowiem.
U nas stawki na rękę dla dziewczyny (a zatem po odliczeniu podatku jaki za nią płacimy oraz naszej prowizji jako agencji) wachają się od 300 - 1000 zł za pokaz do 30 minut tańca rozbitego na przepisowe sety - w miarę zauważalnego rozwoju i budowania stażu tancerka otrzymuje stosowną podwyżkę, zwiększa się także ilość powierzanych Jej zleceń.
Każdej tancerce zapewniamy kostiumy (zawsze kilka na jeden pokaz) i dodatki a także ewentualną treskę ;-)
Najczęściej mają zapewniony transport naszym autem, jesli któraś jedzie własnym - otrzymuje zwrot kosztów oraz specjalny dodatek.
Bez względu na to w jakim składzie odbywa się pokaz - artyści są zabezpieczeniu umową.
Dzięki Rasho, ktoś sie w końcu odważył napisac konkretnie ;)
mysle, ze warto bylo jednak poruszyc taki temat. takie rzetelne i konkretne informacje zawsze moga sie przydac. zwlaszcza, ze organizacja wystepow niestety nie zawsze jest na takim poziomie o jakim piszą dziewczyny. zdarzaja się wystepy na ktore trzeba dojechac i wrocic na wlasny koszt, przebierac sie w toalecie albo kilkudziesięcioosobowej garderobie, wejscie za wejsciem na scene byle szybko, kostiumy szykowac rowniez we wlasnym zakresie i nie dostac za taka impreze ani grosza poniewaz "powinno sie tanczyc dla samej przyjemnosci tanca" a branie pieniedzy przez tancerki jest złe :rolleyes:
Mała tancereczka
13-03-2008, 09:38
Ktoś wspomniał o zaufaniu do klienta. W biznesie nie funkjonuje takie pojęcie. Kilka osób, z którymi obecnie współpracujemy dość boleśnie się w swojej karierze o tym przekonało...
Ja wspominałam o ty tutaj:
Pracuję w dużym międzynarodowym koncernie. Mamy na wszystko procedury i wewnętrzne przepisy a mimo to ze stałymi klientami czasami nie podpisujemy umów bo sobie ufamy.
Rasho staram się zrozumieć twoj punkt widzenia, ale nie mogę się zgodzić z twoim stwierdzeniem że zaufanie w biznesie nie istnieje.
Jest taki ciekawy i szeroki temat który nazywa się etyką w biznesie i public relations. Obydwa tematy zajmują się budowaniem zaufania do firmy. Większość dużych firm, nawet koncernów opracowuje swoje kodeksy postępowania etycznego wobec klientów, ponieważ każda firma w dzisiejszych czasach oprócz dobrego produktu potrzebuje zaufania społecznego a etyczne działania są najszybszą drogą do jego zdobycia. W mojej firmie oprócz procedur mamy również jeszcze wypisane wartości których powinniśmy przestrzegać. Na pierwszym miejscu jest rzetelność i dotrzymywanie słowa.
Polecam kilka książek na ten temat:
"Etyka w biznesie i zarządzaniu" - K. Kietliński, V. Reyes, T. Oleksyn
"Zaufanie. Kapitał społeczny a droga do dobrobytu" - Francis Fukuyama
To moje trzy grosze...
Stawki rzeczywiście dyktuje rynek a nie tancerka :) Mam to zaliczone z ekonomi na piątkę :)
Stawka powstaje w wyniku wypadkowej podaży i popytu, czyli tego jak bardzo zależy organizatorowi na występie i jakim dysponuje budżetem a tym za ile jest skłonna zatańczyć tancerka.
Prawo to jest podstawowym prawem ekonomi niezmiennym i niezależnym od branży.:cool:
Mała tancereczko - teoria jest piękna a i pojęcie zaufania,o którym piszesz dotyczy wizerunku firmy na zewnątrz. Ale w przypadku imprez zaufanie może dotyczyć raczej n -tego z rzędu wyboru tego samego zespołu przez wzgląd na jego profesjonalizm i pewność że praca artysty zostanie wykonana na stałym poziomie. Formalności to co innego. Czasem płatnikiem jest pośrednik. Często impreza składa się z tak wielu członów, że detale (tak ważne przecież z punktu widzenia pojedynczego Artysty) mogą umknąć. Umowa przed tym zabezpiecza.
Nomad - gratuluję oceny z ekonomii :-)
W praktyce wygląda to tak, że w każdej chyba branży klient ma wybór.
Czym się kieruje? Przede wszystkim ceną.
Czy zawsze na korzyść tańszego? Cena wiele mówi o produkcie.
To jednak od nas zależy w którą grupę odbiorców celujemy.
Różnią się stawki piosenkarzy, różnią aktorów. Czasem diametralnie.
Sami budujemy swój wizerunek - i status wśród konkretnej klienteli.
Oczywiście - z początku oznacza to pozorną stratę, wiąże się z wieloma odmowami, ale tak buduje się nasza pozycja, która z czasem zaczyna procentować, z czasem to klient przychodzi do nas - nawet ten całkiem nowy - z polecenia, znając już stawki i nie próbując ich w żaden sposób negocjować.
Reklama staje się zbędna.
Środowisko artystyczne żądzi się własnymi prawami, które ciężko podpiąć pod fragmenty z podręcznika do ekonomii.
Mała tancereczka
13-03-2008, 11:57
Mała tancereczko - teoria jest piękna a i pojęcie zaufania,o którym piszesz dotyczy wizerunku firmy na zewnątrz. Ale w przypadku imprez zaufanie może dotyczyć raczej n -tego z rzędu wyboru tego samego zespołu przez wzgląd na jego profesjonalizm i pewność że praca artysty zostanie wykonana na stałym poziomie.
Cieszę się w takim razie, że zgadzasz się ze mną, że są sytuacje biznesowe w których można mówić o zaufaniu. Pisałam zresztą o praktyce w dużej firmie.
W praktyce wygląda to tak, że w każdej chyba branży klient ma wybór.
Czym się kieruje? Przede wszystkim ceną.
Czy zawsze na korzyść tańszego? Cena wiele mówi o produkcie.
To jednak od nas zależy w którą grupę odbiorców celujemy.
Ze wszystkim się zgadzam co napisałaś ale nie z tym, że klient kieruje się przede wszystkim ceną!
Uchylając jeszcze bardziej rąbka tajemnicy, powiem że zajmuję się w dużej mierze badaniami marketingowymi. Wszystkie badania z ostatnich lat wskazują, że cena nie jest najważniejsza. Gdyby tak było wszystkie reklamy wyglądały by zupełnie inaczej. Mówiły by o tym, że u nas jest najtaniej! Która dziewczyna przy wyborze fryzjera kieruje się głównie ceną? Ja wybieram takiego który jest fachowcem, dotrzymuje słowa, jest moim doradcą i jestem za to w stanie dużo więcej zapłacić.
Gdyby cena była najważniejsza wszyscy kupowali by najtańsze samochody. Dlaczego większość facetów jest w stanie kupić samochód na który ich nie stać (sorry panowie;)) bo ich pobudkami nie jest cena tylko prestiż, duma i rywalizacja.
Wracając do tancerek i środowiska artystycznego. Środowisko artystów rzeczywiście rządzi się swoimi prawami ale jeżeli chodzi o wyraz artystyczny pojmowanie piękna itp. Natomiast z punktu widzenia ekonomi, płac za występ, działają takie same prawa biznesowo - pieniężne jak w każdej innej branży. Sama o tym przecież piszesz, tancerki tańczące za minimalną stawkę psują rynek bo obniżają popyt na twoje usługi, podpisujesz umowy itp. To są działania biznesowe (ekonomiczne) a nie artystyczne. :)
Ale nam się z tego zrobiła ekonomiczno - marketingowa dyskusja :D
Dokładnie to napisałam o cenie :-)
Cena mówi wiele o produkcie - a przecież każdy woli produkt lepszy i liczy się z wyższą jego ceną :)
Mała tancereczka
13-03-2008, 12:14
No to super, jesteśmy zgodne :)
Natomiast odbiegłyśmy od tematu ;) stawek i widzenia całej sytuacji z punktu widzenia młodej dziewczyny rozpoczynającej przygodę z show biznesem:)
Bardzo chętnie sama posłucham dobrych rad co ma zrobić tancerka, która czuje że już dojżała do publicznych występów.
Otrzymała pierwszą propozycję i ... co dalej. Proszę tylko o porady z punktu widzenia początkującej w branży showbiznesu młodej dziewczyny a nie z punktu widzenia działalności agencji artystycznej.
Gdzie pujść, co załatwić, jak negocjować stawki? itp
Tak jak napisała Rasha podpisanie umowy z agencją artystyczną jest bezpiecznym i dobrym rozwiązaniem dla każdej tancerki, która myśli o występowaniu.
Nasz zespół Zahra ma podpisaną taką umowę co zdejmuje nam bardzo dużo kłopotów z głowy. Agencja załatwia nam pokazy i dba o wszystkie nasze wymagania dotyczące występu. Same również podpisujemy umowy z klientami a za występy wystawiamy faktury VAT.
Bardzo się cieszę, że powstał ten temat. Może dzięki niemu nie będziemy już dostawały maili z fikcyjnymi zapytaniami o występy, których celem było tylko zbadanie naszych stawek.;):)
Może dzięki niemu nie będziemy już dostawały maili z fikcyjnymi zapytaniami o występy, których celem było tylko zbadanie naszych stawek.;):)
:bigsmile::D
Super, że wątek się rozwinął.Już myślałam, że co niektórzy trochę na mnie nakrzyczą za poruszenie tego tematu :-).
feroMonik
13-03-2008, 14:56
No jednak chyba czym innym jest wystep takiego zespolu, o jakim piszecie, na duzych imprezach (bo jednak jest to duzy wydatek), a czym innym wystep jednej tancerki na wieczorku panienskim. Nawet jesli to bedzie legalny zarobek (np. umowa o dzielo).
Ja wynajmowalam taka tancerke "sredniej klasy" (mam nadzieje, ze nie jest to obrazliwe sformulowanie) i to kosztowalo 400 zl.
Mała tancereczka
13-03-2008, 17:02
Ja wynajmowalam taka tancerke "sredniej klasy" (mam nadzieje, ze nie jest to obrazliwe sformulowanie) i to kosztowalo 400 zl.
Żeby nie wprowadzać niezorientowane osoby w błąd napisz dokładnie za co było to 400 zł. Za jedno wyjście do pojedyńczej piosenki, może za 4 wyjścia po 30 minut? ;) Z nauką tańca czy bez?;):)
Chciałam serdecznie podziękować Rashy i Amani za porady.
A już się bałam, że nikt się tu nie odezwie, bo to taki temat tabu;)
Temat jest dla mnie i wielu innych uczących się dziewczyn bardzo interesujący, choćby dlatego, że kiedyś pewnie same dojrzejemy do występowania i dobrze, że można wcześniej dowiedzieć się pewnych rzeczy. Dziękuję:)
Temat ciekawy, super, że ktoś o to zapytał, jak również, że dziewczyny chcą się dzielić swymi doświadczeniami w tej dziedzinie. Co do wysokości stawek nie będę sie wypowiadać, gdyż nie ja je negocjuję. Uważam jednak, że nie można tańczyć za bezcen. Tak jak wiele z Was wspomniało, robi się wtedy źle i sobie, i innym tancerkom. Prawdą jest też to że poniekąd ceny dyktuje również rynek. Dlatego warto zrobić rozeznanie, jakie ceny "obowiązują" w danym rejonie. Można się wtedy wpasować. A klient, któremu się podobało, wróci do nas, nawet za wyższą cenę.
Czyli Rasha potwierdziła wersję Majsun o widełkach od 300 do 1000 złotych.
feroMonik
14-03-2008, 13:26
Precyzyjnie: to była wizyta na domowie imprezie - w sumie około godzinna (chociaz nie pamietam juz na 100%). Dwa występy + nauka tańca :) Tancerki, sposrod ktorych wybieralam zyczyly sobie od 300 do 500 zł. Umowy nie było ;)
feroMonik
14-03-2008, 13:40
Nie bez znaczenia jest, ze kwota, o ktorej mowie to kwota warszawska ;)
Sammuramat
18-03-2008, 21:52
tyle mówicie o "niepsuciu rynku". ale ciągle nie wiadomo dokładnie ile to jest godziwa opłata na debiut - suma 300 pln za pół godziny padła, ale czy to również debiutantek dotyczy? i zresztą, wysyłamy czułki itd do klientów, ale jak im pokazać "produkt"? filmik na youtube'ie, z polecenia instruktorki? jesli to ma być debiut to siłą rzeczy nikt nas nie poleci... jak tu się wylansowac?
tyle mówicie o "niepsuciu rynku". ale ciągle nie wiadomo dokładnie ile to jest godziwa opłata na debiut - suma 300 pln za pół godziny padła, ale czy to również debiutantek dotyczy? i zresztą, wysyłamy czułki itd do klientów, ale jak im pokazać "produkt"? filmik na youtube'ie, z polecenia instruktorki? jesli to ma być debiut to siłą rzeczy nikt nas nie poleci... jak tu się wylansowac?
Warto sobie zrobić jakiś filmik , tak aby dać klientowi płytę...Poza tym reklama w czystej postaci, np. : strona internetowa, jakaś reklamówka z filmem, czyjeś polecenie, występ na imprezie, chociażby charytatywnej, reklama w prasie, lokalnej tv...Form jest do woli.
Różnią się stawki piosenkarzy, różnią aktorów. Czasem diametralnie.
Sami budujemy swój wizerunek - i status wśród konkretnej klienteli.
Oczywiście - z początku oznacza to pozorną stratę, wiąże się z wieloma odmowami, ale tak buduje się nasza pozycja, która z czasem zaczyna procentować, z czasem to klient przychodzi do nas - nawet ten całkiem nowy - z polecenia, znając już stawki i nie próbując ich w żaden sposób negocjować.
Reklama staje się zbędna.
Środowisko artystyczne żądzi się własnymi prawami, które ciężko podpiąć pod fragmenty z podręcznika do ekonomii.
eeetam ;) spokonie można podpiąć ;) ekonomia też uwzględnia charakterystykę produktow ;) np przy towarach luksusowych wraz z obniżaniem się ceny popyt na dobra maleje....
;) (ekonomia to wcale nie taka prosta działka)
Potwierdzam to co powyżej.:redface:
Marzenie
19-03-2008, 15:07
Tak przypadkiem natknęłam sie w sieci na artykuł na temat http://praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,74785,4976041.html?as=2&ias=2&startsz=x
Mała tancereczka
19-03-2008, 16:56
Co do cen za występ podpytałam znajome tancerki ;)
Rozpiętość jest bardzo duża. Czasami dziewczyny tańczą na "stałym kontrakcie" w jakiejś knajpie. Dostają w tedy ok 100 zł za występ. Czasami tańczą za darmo jeżeli mają możliwość zareklamować swoją szkołe lub siebie.
Natomiast teraz o zapłacie za występ ale w innej formie.
Znalazłam na stronie pewnej tancerki zdjęcia którymi chwali się w swojej galerii.
Obejrzyjcie je i powiedzcie co myślicie na ten temat:
http://home.maine.rr.com/lila2/bellydancer/ana-sahara-02.jpg
http://home.maine.rr.com/lila2/bellydancer/ana-sahara-03.jpg
http://home.maine.rr.com/lila2/bellydancer/lauren-02.jpg
zdjęcia pochodzą ze strony:
http://home.maine.rr.com/lila1/index.html
Sammuramat
19-03-2008, 20:22
poniżające. kojarzy mi się za mocno ze sceną striptizu z jakiegoś filmu [przypadkiem żurawia zapuściłam, miałam z 5 lat], kiedy dziewczynie do majtek pieniądze wkładano...
Dziewczyny wake up ;) this is real world ;)
Na polskich stronach też coś kiedyś widziałam ;) ale nie pamiętam gdzie ;)
Zresztą nawet gdybym pamiętała to nie powiem bo widzę, że osądy padają tu nadspodziewanie szybko ;)
A mi się podoba jej strój.
A pieniądze w staniku? No cóż, każdy inaczej postrzega to co robi. Nie każda tancerka musi być skromna i niedostępna. Taki jest świat. Jeśli ktoś chce mieć wizerunek tancerki z kasą na cyckach to pozwólmy im. Gorączkowanie się i zdania typu " jak ona może", "tania tancereczka" nic tu nie dadzą. Ktoś chce tancerkę brzucha do dotykania to taką bierze na występ. Ktoś chce skromną i niedostępną to bierze inną. Tak samo jak z aktorami, piosenkarzami i innymi artystami.
A skoro już o tym mówimy... To zdjęcie bije wszystko ;)
http://home.maine.rr.com/lila2/bellydancer/playboy-gina-01.jpg
A mi się podoba jej strój.
Ja też zwróciłam uwagę, że strój ma bardzo ładny...:) Ale to tak OT...;)
A pieniądze w staniku? No cóż, każdy inaczej postrzega to co robi. Nie każda tancerka musi być skromna i niedostępna. Taki jest świat. Jeśli ktoś chce mieć wizerunek tancerki z kasą na cyckach to pozwólmy im. Gorączkowanie się i zdania typu " jak ona może", "tania tancereczka" nic tu nie dadzą. Ktoś chce tancerkę brzucha do dotykania to taką bierze na występ.
Zgadzam się w 100%.
Jeśli ktoś uznał, że taka forma napiwku jest właściwa dla tancerki orientalnej - jego sprawa, tancerka mogła się na to zgodzić lub nie - jak widać, ta się zgodziła. I akceptuje to, skoro wrzuca do sieci swoje zdjęcia z dolarami za stanikiem. Mnie się osobiście to nie podoba, ale to jej sprawa. Szkoda tylko, że takie zachowanie w pewien sposób wypacza ideę tańca jako sztuki dla sztuki i zbliża go niebezpiecznie do tańca stricte erotycznego. Ale jak Sirrun napisała - zawsze można się nie zgodzić występować dla danej osoby lub w danym miejscu.
Aliyah, na każdym forum osądy padają szybko, bo my tu po to jesteśmy - żeby oceniać, wydawać opinie i dyskutować o nich. Po to są fora internetowe! Każdemu wolno postrzegać innych jak chce i mówić o tym - grunt to nauczyć się robić to tak, żeby nikogo nie urazić.
AishaYildirim
20-03-2008, 09:48
Odwieczny problem - brac czy nie brac napiwkow od klientow .....
A jezeli brac to w jaki sposob?
Jezeli nie brac to w jaki sposob?
Jakie jest wasze zdanie dziewczyny? Co zrobiłyscie bedac w takiej sytuacji...?
Przeciez nie jest rozwiazaniem ucieczka ze sceny i pozostawienie darczyncy z wyciagnieta dlonia....za takie lekcewazenie klienta, nie zaprosi nas juz po raz drugi na wystep wlasciciel lokalu.....
Kilkakrotnie spotkalam sie juz z sytuacja gdzie widzowie probowali spontanicznie nagradzac wystepy tancerek, jeden raz nawet w Polsce i o dziwo ten wlasnie jeden raz byl w sumie najsympatyczniejszy i najmniej klopotliwy...... Wiem ze sa lokale gdzie gaza tancerki jest uzalezniona tylko i wylacznie od poziomu satysfakcji klientow wyrazonego w wysokosci napiwkow......
napiwki wtykane za stanik sa niesmaczne ale watpie czy duzo dziewczyn odmowiloby wsuniecia za pas w czasie wystepu banknotu o duzym nominale ;):rolleyes:
Zgadzam się w 100%.
Aliyah, na każdym forum osądy padają szybko, bo my tu po to jesteśmy - żeby oceniać, wydawać opinie i dyskutować o nich. Po to są fora internetowe! Każdemu wolno postrzegać innych jak chce i mówić o tym - grunt to nauczyć się robić to tak, żeby nikogo nie urazić.
nie zgadzam się co do oceniania - forum jest owszem do wymiany poglądów, nauczenia się czegoś, wymiany informacji - niekoniecznie do oceny wcale.
Oceny czytane na różnych forach są często bardzo niesprawiedliwe i często wynikają z nieznajomości tematu.
Im dłużej człowiek tańczy tym mniej ocenia.
Z tego co mówiła znana polska tancerka (bynajmniej nie tania) otrzymywanie napiwków jest dozwolone z tym, ze powinien on być włożony za pas a nie do stanika...
To była oczywiście jej teoria. Każda może stworzyć swoją tylko szkoda robić wielkie oczy gdy ktoś inny ma inną.
Osobiście nie zdarzyło mi się spotkać z tym "problemem" nie mniej jednak w dzisiejszym świecie uznanie wyrażane jest pieniądzem - można oczywiście się przed tym bronić, ale jak sobie pomyślę, że za taki napiwek włożony za pas (może niekoniecznie stanik, bo osobiście nie chciałabym, żeby sie komuś ręka "omskła") mogę sobie kupić kolejną godzinę warsztatów z np Sadie albo nowy woal to w ogóle nie będę miała z tym problemu.
a ja jestem calkowicie przeciwna wsadzaniu napiwkow z dowolne czesci garderoby!!!
nie jestem przeciwna napiwkom jako takim. tylko, niestety, nie ma pomyslu na to, jak mozna "zorganizowac" ta akcje tak, zeby nikt nie poczul sie urazony. ale pozwalanie sobie na takie zabiegi uwazam za zle. w koncu ma to byc taniec poniekad skromny (z zalozenia)
i zdjecia powyzej poniekad troche mnie obrazaja (jako tancerke) :blink:
szkoda, ze nie ma jakichS jednolitych norm etycznych, ktorych przestrzeganie wiazaloby sie z prestizem tancerki a przez to jej slawa i "wartoscia rynkowa"...
Anielskaharmonia
20-03-2008, 11:58
Nie jestem autorytetem w tej dziadzinie lecz jednym z tematów kształcenia profesjonalnej tancerki są m.in. zagadnienia związane zarówno z otrzymywaniem napiwków jak i innymi trudnymi sytuacjami. Sadzę, iż umiejętność radzenia sobie w takich momentach i wychodzenia z twarzą z opresji świadczy o klasie tancerki tak samo jak jej wrażliwość artystyczna i umiejętności techniczne.
Zamiast uciekać wystarczy powiedzieć nie lub odgrodzić za pomocą gestu zwiększającego dystans pomiędzy nami a nachalnym widzem. Jeśli to nie wystarcza organizator lub ochrona winni wkroczyć do akcji.
Warto poobserwować zachowania kultur, z których wywodzi się ten taniec choć zupełnie inaczej sprawa wygląda np. w Turcji a inaczej w krajach arabskich.
Myślę jednak, że każda kulturalna osoba potrafi uhonorować artystę w taki sposób by nie zepsuć dobrego smaku jaki pozostawia obcowanie ze sztuką na odpowiednio wysokim poziomie. Istnieje wiele sposobów wyrażania aprobaty i nagradzania tego, co nam szczególnie przypadło do serca.
Można tancerkę obdarować kwiatami z ukrytą w nich i pięknie opakowaną gratyfikacją za wyjątkowe doznania artystyczne, może to być napiwek wręczony za pośrednictwem właściciela lokalu czy organizatora (często anonimowo), wreszcie jeśli ktoś to potrafi zrobić (a tę sztukę opanowali ponoć do perfekcji arabowie) dziękując za występ podaje tancerce swoją dłoń ze złożonym w mały format banknotem lub umiejętnie wsuwa zwinięty banknot za pasek tancerki tak, że ani ona ani nikt z bliższego czy dalszego otoczenia tego nie zauważy w chwili gdy cała sytuacja ma miejsce a sama zainteresowana w takich sytuacjach nie jest nigdy zobligowana do okazywania żadnych specjalnych względów darczyńcy.
Każdy z nas ma jednak prawo do zachowań, które go deklasują zarówno moralnie jak i artystycznie. Jeśli jednak decydujemy się zbierać z podłogi bilon, którym w nas rzucano czy podsuwać dekolt tudzież inne części ciała w celach zarobkowych nie dziwmy się, iż zawsze już będziemy postrzegane w kategoriach panienek o wątpliwej reputacji a już z pewnością nie zdobędziemy uznania w oczach tych, którym nie myli się taniec orientalny z tańcem erotycznym.
nie zgadzam się co do oceniania - forum jest owszem do wymiany poglądów, nauczenia się czegoś, wymiany informacji - niekoniecznie do oceny wcale.
Oceny czytane na różnych forach są często bardzo niesprawiedliwe i często wynikają z nieznajomości tematu.
Im dłużej człowiek tańczy tym mniej ocenia.
Zaraz, to ja czegoś nie rozumiem. Po co są tematy, w których wklejamy filmiki? Po co, żeby wymienić poglądy? A czym jest "podoba mi się - nie podoba mi się"? Oceną. Ergo - forum jest także do oceniania. Tylko jak mówię, trzeba umieć to robić. Przecież nikt nie wyskoczył z wiązanką na temat moralności tej pani ani innych tancerek, które w ten sposób przyjmują napiwki. Każda z nas może postrzegać tę sytuację inaczej i napisać o tym, bo od tego jest forum.
nie jestem przeciwna napiwkom jako takim. tylko, niestety, nie ma pomyslu na to, jak mozna "zorganizowac" ta akcje tak, zeby nikt nie poczul sie urazony.
Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, ale jak myślę o tym "na sucho", to... Na koniec występu przetańczyć przed widownią z dużym kieliszkiem? Jak w krajach śródziemnomorskich.
a ja jestem calkowicie przeciwna wsadzaniu napiwkow z dowolne czesci garderoby!!!
nie jestem przeciwna napiwkom jako takim. tylko, niestety, nie ma pomyslu na to, jak mozna "zorganizowac" ta akcje tak, zeby nikt nie poczul sie urazony. ale pozwalanie sobie na takie zabiegi uwazam za zle. w koncu ma to byc taniec poniekad skromny (z zalozenia)
i zdjecia powyzej poniekad troche mnie obrazaja (jako tancerke) :blink:
szkoda, ze nie ma jakich jednolitych norm etycznych, ktorych przestrzeganie wiazaloby sie z prestizem tancerki a przez to jej slawa i "wartoscia rynkowa"...
Zdarza się widownia (np. tureckie wesele), którą by się obraziło nie przyjmując "napiwku" - to by było coś jak utrata twarzy a co najmniej przykrość dla niedoszłego darczyńcy. „Napiwek” jak go nazwałyście to wyraz podziwu ale i dowód kultury, umiejętności właściwego zachowania dla takiego widza. To częściowo gest kurtuazyjny u nas nieznany, ewentualnie zaadaptowany przez osoby obeznane z tematem zachowania się na występie tancerki brzucha.
Ponadto z relacji znajomej tancerki TB wiem, że w hotelach w np. Bahrajnie (zapisałam fonetycznie - nie wiem jak to się pisze) normalne jest że tańczy się za napiwki – dziewczyny na kontrakcie dostają tam wręcz głodowe stawki i takie napiwki są dla nich dużym wsparciem. Tyle tylko że napiwki tam przyjmują fajną formę – panowie zwykle kupują w hotelu „kwiaty” lub „korony” które dają tancerce która się im spodobała. Oczywiście z tancerka dostaje od takiego napiwku tylko niewielki procent – większość zawłaszcza sobie hotel i menadżer zespołu.
Naszej kulturze takie spojrzenie na napiwek dla tancerki jest obce, raczej kojarzone z tańcem erotycznym. Dla nas tancerek w Polsce rozwiązaniem na eleganckie i honorowe przyjęcie „napiwku” od widzów może być wskazanie rękawiczki jako miejsca gdzie mogą schować napiwek – chyba temu naprawdę służą rękawiczki w zestawach kostiumów do tańca brzucha ;).
Może macie jeszcze jakieś pomysły lub doświadczenia na honorowe przyjęcie napiwku – podzielcie się swoimi spostrzeżeniami i opiniami.
Hehe, ostatnio z Vasantą zastanawiałyśmy się po co są te rękawiczki :D Safiro, pokazałaś nam prawdę^^
Hehe, ostatnio z Vasantą zastanawiałyśmy się po co są te rękawiczki :D Safiro, pokazałaś nam prawdę^^
kurczaki:embarrest: to sie teraz musze pozbyc moich... nawet nie wiedzialam, ze mozna by je tak wykorzystac. cale szczescie nikt jak dotad nie pragnal "czestowac mnie napiwkiem"
teraz to juz sama nie wiem czy to dobrze czy zle (ze nie probowal czestowac) :D:confused::)
Zaraz, to ja czegoś nie rozumiem. Po co są tematy, w których wklejamy filmiki? Po co, żeby wymienić poglądy? A czym jest "podoba mi się - nie podoba mi się"? Oceną. Ergo - forum jest także do oceniania. Tylko jak mówię, trzeba umieć to robić. Przecież nikt nie wyskoczył z wiązanką na temat moralności tej pani ani innych tancerek, które w ten sposób przyjmują napiwki. Każda z nas może postrzegać tę sytuację inaczej i napisać o tym, bo od tego jest forum.
Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, ale jak myślę o tym "na sucho", to... Na koniec występu przetańczyć przed widownią z dużym kieliszkiem? Jak w krajach śródziemnomorskich.
Co innego jest powiedzieć "podoba mi się" " nie podoba mi się" a co innego częste stwierdzenia pod tytułem "o rany bosskie" "beznadziejne" "ta pani mogłaby być świetnym tłem dla każdej z nas" :eek:
To że coś komuś się podoba albo nie podoba jest wymianą opinii, natomiast jak ktoś mówi, że coś jest beznadziejne to już jest ocena.
I to ocena, która nie ma nic wspólnego z konstruktywną krytyką... :(
Co do kieliszkiem to w sumie może i fajny pomysł, ale nieco wymuszający...
Mnie uczono tego, że nikt nie ma prawa dotknąć tancerki gdy tańczy. Napiwki osoba powinna wsuwać za pas tak, żeby tancerki również nie dotknąć.
O bilonie prawdę mówiąc nawet mowy nie było... bo nawet mniejsze nominały banknotów są niemile widziane.
Ponadto myślę, że w przypadku Polski to nie jest problem... Napiwki na imprezach zorganizowanych, na których tancerki w Polsce głównie występują praktycznie nie istnieją. Nie ma u nas kultury wręczania napiwków tancerkom (stąd może takie oburzenie zdjęciem zamieszczonym powyżej).
Jedyne miejsca w których można się spodziewać to jakieś kluby, restauracje orientalne.... Jeżeli ktoś się w ogóle spotkał z taką formą to może niech się wypowie.
Co innego jest powiedzieć "podoba mi się" " nie podoba mi się" a co innego częste stwierdzenia pod tytułem "o rany bosskie" "beznadziejne" "ta pani mogłaby być świetnym tłem dla każdej z nas" :eek:
To, że ktoś nie potrafi wyrazić swojej opinii w sposób kulturalny, nie znaczy, że nie może tego robić.
To że coś komuś się podoba albo nie podoba jest wymianą opinii, natomiast jak ktoś mówi, że coś jest beznadziejne to już jest ocena.
I to ocena, która nie ma nic wspólnego z konstruktywną krytyką... :(
Konstruktywna krytyka zdjęcia obcej tancerki z obcego kraju i obcej kultury jest właściwie niemożliwa.
Nie ma u nas kultury wręczania napiwków tancerkom (stąd może takie oburzenie zdjęciem zamieszczonym powyżej).
Ależ jest, tylko raczej w przypadku nocnych klubów i tańca o nieco innym charakterze.
Rzeczywiście do konstruktywnej krytyki potrzebna jest wiedza.
oczywiście można duuużo mówić, niekonstruktywnie...
tylko po co?
no ale jak ktoś musi bo się udusi to niech sobie ocenia...
(może niekoniecznie stanik, bo osobiście nie chciałabym, żeby sie komuś ręka "omskła") mogę sobie kupić kolejną godzinę warsztatów z np Sadie albo nowy woal to w ogóle nie będę miała z tym problemu.
Ja bym nie chciała żeby komuś kto wkłada napiwek za pas "omskła" się ręka...albo żeby klepnął mnie w tłk(co niektórym pewnie się zdarza).
Natomiast bardzo podoba mi się pomysł Safi z rękawiczkami.Punkt dla Ciebie, kochana.
Odwieczny problem - brac czy nie brac napiwkow od klientow .....
A jezeli brac to w jaki sposob?
Jezeli nie brac to w jaki sposob?
Ja nie mam co prawda doświadczeń w tej dziedzinie - ale mam pewien pogląd. Brać - ale tylko te, które wręczone są w kulturalny i nie uwłaczający tancerce sposób. A co to znaczy? To już do indywidualnej oceny - dla mnie wtykanie czegoś w stanik odpada...
Z tego co mówiła znana polska tancerka (bynajmniej nie tania) otrzymywanie napiwków jest dozwolone z tym, ze powinien on być włożony za pas a nie do stanika...
Zamiast uciekać wystarczy powiedzieć nie lub odgrodzić za pomocą gestu zwiększającego dystans pomiędzy nami a nachalnym widzem. Jeśli to nie wystarcza organizator lub ochrona winni wkroczyć do akcji.
Myślę jednak, że każda kulturalna osoba potrafi uhonorować artystę w taki sposób by nie zepsuć dobrego smaku jaki pozostawia obcowanie ze sztuką na odpowiednio wysokim poziomie. Istnieje wiele sposobów wyrażania aprobaty i nagradzania tego, co nam szczególnie przypadło do serca.
Można tancerkę obdarować kwiatami z ukrytą w nich i pięknie opakowaną gratyfikacją za wyjątkowe doznania artystyczne, może to być napiwek wręczony za pośrednictwem właściciela lokalu czy organizatora (często anonimowo), wreszcie jeśli ktoś to potrafi zrobić (a tę sztukę opanowali ponoć do perfekcji arabowie) dziękując za występ podaje tancerce swoją dłoń ze złożonym w mały format banknotem lub umiejętnie wsuwa zwinięty banknot za pasek tancerki tak, że ani ona ani nikt z bliższego czy dalszego otoczenia tego nie zauważy w chwili gdy cała sytuacja ma miejsce a sama zainteresowana w takich sytuacjach nie jest nigdy zobligowana do okazywania żadnych specjalnych względów darczyńcy.
Mnie uczono tego, że nikt nie ma prawa dotknąć tancerki gdy tańczy. Napiwki osoba powinna wsuwać za pas tak, żeby tancerki również nie dotknąć.
O bilonie prawdę mówiąc nawet mowy nie było... bo nawet mniejsze nominały banknotów są niemile widziane.
Dokładnie tak mnie uczono, na obozie z Nadirą:) Jeśli ktoś będzie chciał uprzejmie wynagrodzić tancerkę i zachować się taktownie, sam znajdzie sposób - np. dyskretne wsunięcie za pas czy w dłoń po pokazie.
Ponoć są i tacy, którzy próbują pakować dziewczynie w stanik albo obrzucają ją pieniędzmi - ja na pewno nie pozwoliłabym na to, chyba wystarczy odmówić gestem.
AishaYildirim
20-03-2008, 17:04
Nie jestem autorytetem w tej dziadzinie lecz jednym z tematów kształcenia profesjonalnej tancerki są m.in. zagadnienia związane zarówno z otrzymywaniem napiwków jak i innymi trudnymi sytuacjami. Sadzę, iż umiejętność radzenia sobie w takich momentach i wychodzenia z twarzą z opresji świadczy o klasie tancerki tak samo jak jej wrażliwość artystyczna i umiejętności techniczne.
.....
.....
Można tancerkę obdarować kwiatami z ukrytą w nich i pięknie opakowaną gratyfikacją za wyjątkowe doznania artystyczne, może to być napiwek wręczony za pośrednictwem właściciela lokalu czy organizatora (często anonimowo).......
No cóż, wybacz ale uwazam ze jednak zycie w realu nie bardzo da sie zamknac w ramkach tematow ksztalcacych nie wiem nawet jak bardzo profesjonalne tancerki:blink: ...
No i odnosze wrazenie ze jednak wyobraznia cie troche poniosla ... Nikodem Dyzma/Pretty Women.
Nie pozwoliłabym, aby ktoś gdziekolwiek , w sposób nachalny wtykał mi kasę, nawet żeby to były duże banknoty. Trudno. Skoro chce się obcowac z obcą kultura, to trzeba poznać jej zwyczaje. Kelnerowi w restauracji też nikt nie wtyka kasy za spodnie. a jednka napiwki sie zostawia.
Na pewno wiele z Was spotkało się z omawianiem spsobu, w jaki powinny byc wręczane napiwki. Jesli same nie będziemy tego respektować, to w konsekwencji nikt nie będzie widział problemu we wręczaniu napiwków w sposób, jak na fotkach.
Na pewno wiele z Was spotkało się z omawianiem spsobu, w jaki powinny byc wręczane napiwki. Jesli same nie będziemy tego respektować, to w konsekwencji nikt nie będzie widział problemu we wręczaniu napiwków w sposób, jak na fotkach.
Pieniądze zawsze budzą emocje.
Wręczanie napiwków jest uwarunkowane kulturą i zwyczajami. Wygląda to rożnie w wielu krajach, różnie w wielu sytuacjach.
Napiwki wręczamy wielu osobom i nie ma w tym nic dziwnego. Dajemy kelnerom, fryzjerkom, taksówkarzom nawet księżom. Nikt przez to nie traktuje ich gorzej.
Wielokrotnie napiwki są wliczone w rachunek o czym wiele osób nawet nie wie.
Problem zaczyna się z formą wręczania. Zdjęcia zamieszczone powyżej pochodzą ze stanów. Tam taka forma gratyfikacji jest czymś normalnym i nie budzi zdziwienia. W Polsce natomiast taka forma jest utożsamiana z nagradzaniem striptizerki.
W wielu krajach danie napiwku jest czymś normalnym. Należy wsunąć pieniądze do kieszeni lub położyć obok osoby dla której są przeznaczone. Można to zrobić oficjalnie bez ukrywania się, ale nigdy nie należy podawać ich do ręki!
W jeszcze innych sytuacjach z którymi się spotkałem panowały zasady wg których nie wolno było dawać widocznych pieniędzy. Należało zawsze je włożyć w kopertę lub obwinąć gazetą.
Wracając do tancerek, jeżeli nie chcą prowokować skojarzeń powinny przestrzegać zasad związanych z naszą kulturą.
Bardzo podoba mi się pomysł Safiro z rękawiczką, można mieć też opaskę na ręku, którą można wystawić w kierunku osoby chcącej wetknąć napiwek. Nie powinno brać się pieniędzy do ręki i nie pozwalać wtykać za stanik. Najbardziej jednak żenujące było by zbieranie przez tancerkę pieniędzy z podłogi po występie.
Warto natomiast mieć zaufaną osobę, która pozbierała by takie pieniądze i zaniosła tancerce.
Pocieszające jest jednak to, że w naszej kulturze nie ma zwyczaju wtykania pieniędzy tancerce za różne części garderoby. Ja przynajmniej nie widziałem takiej sytuacji na żadnym występie tańca brzucha, który oglądałem. Co innego na pokazach striptizu czy w klubach go-go ;):D
Ja jeszcze wrócę do samego wynagrodzenia.
Przychylam się do większości opinii, że nie mozna zaniżać stawek bo to po pierwsze psucie rynku, który koniec końców będzie tani .Tak jak ktoś tu wpominał, niektórzy się po prostu z tego utrzymują i chcąc zarobić też będą zmuszeni obniżyć stawki.Prawo rynku-niestety. Za ceną idzie przeciez jakość -przynajmniej powinna. Skoro marnie się na czymś zarabia to i marne są nakłady więc ucierpi na tym tylko taniec. Co by nie mówić, oprócz zamiłowania, motywacją jest dobra gaża więc i chętniej się uczymy, inwestujemy w siebie.
I nie uważam ,że początkująca tancerka powinna cenić się niżej. Cena powinna być ta sama a rynek pokaże kto jest lepszy. Będzie to też motywacja dla świeżych artystek do dalszego samodoskonalenia,tak by byc konkurencyjną JAKOŚCIĄ a nie ceną.
Większość zlecających występ nie zna się na tym co prezentujemy więc cena jest bardzo istotnym czynnikiem. Tylko po występie taniej tancerki okazuje się,że może jednak warto było sprawdzić co za tą ceną stoi, porównać umiejętności. I to nie moje słowa a organizatora z niemiłym doświadczeniem,który pochełpił się na tańszą wersję.
Rozmawiałam juz kiedyś na ten temat z moją znajomą,która prowadzi szkołę tańca flamenco. Fajnie to spuentowała:" Ja mówię organizatorom,że jak chce występ na naprawdę wysokim poziomie i ktoś ma zatańczyć w prawdziwym stylu to wiąże się to z odpowiednią gażą, a jeśli chce tanio to mogę mu wysłać kogoś kto trochę potupie :)"
Cena powinna być ta sama a rynek pokaże kto jest lepszy. Będzie to też motywacja dla świeżych artystek do dalszego samodoskonalenia,tak by byc konkurencyjną JAKOŚCIĄ a nie ceną.
Bardzo mi się ta opinia podoba!! Zawsze należy dążyć do tego aby być co raz lepszą/lepszym, nigdy osiadać na laurach.
Djamila: bardzo pięknie powiedziane! Bardzo mi się podoba takie podejście:)
Adminie: Słuszne spostrzeżenie - w każdej kulturze inaczej wyglądają zwyczaje wręczania napiwków, te same zachowania mogą być różnie odebrane w różnych miejscach. Też myślę, że trzeba umieć dostosować się do realiów. Byleby nie dać potraktować się w sposób, który w określonym środowisku jest uwłaczający.
Sammuramat
21-03-2008, 16:37
ojj, poczułam się zobowiązana wytłumaczyć swoją reakcję. napiwki są dobre, wrecz bardzo dobre, ale forma ich wręczenia na załączonym zdjęciu jest poniżająca - ze względu na wspomniane skojarzenia. dla mnie to traktowanie tancerki jak zabaweczki, w negatywnym znaczeniu. takie wyrażanie uznania, że ja bym poczuła się zrównana z "przedmiotem rozrywkowym".
i jak najbardziej jestem za np: spacerem z kieliszkiem wśród widowni albo podetknięciem rękawiczki. fajnie byłoby mieć zamiast kieliszka jakiś bardziej orientalny gadżet - lampę Alladyna albo co ;) i ze zbieraniem pieniędzy też racja - niech to nie robi sama tancerka tylko jej zaufany pomocnik.
Marzenie
21-03-2008, 17:35
Zbieranie pieniędzy przez tancerkę kojarzyłoby mi się z żebraniem lub wymuszaniem na widzach napiwku. Może rozwiązaniem byłoby, jeśli w klubie stałby w jakimś miejscu koszyczek z dołączoną karteczką "napiwek dla tancerki" albo żeby ktoś poinformował widzów, że napiwek można zostawić na stoliku zawinięty np. w serwetkę.
Yasirah Mahibah
21-03-2008, 19:51
Przy pozostawieniu napiwku zawiniętego w serwetkę niestety jest spore ryzyko, że kelner całe zawiniątko zabierze do śmieci...
Przy pozostawieniu napiwku zawiniętego w serwetkę niestety jest spore ryzyko, że kelner całe zawiniątko zabierze do śmieci...
albo kieszeni ;D ;D
Yasirah Mahibah
22-03-2008, 17:29
Fakt, o tym, nie pomyślałam :D
Widzisz Kaira, rozwinęła się ;):)
Dzięki Amani, twoje podpowiedzi są bardzo cenne z punktu widzenia pojedynczej tancerki, która chce wystąpić i nie wie jak i na co zwrócić uwagę załatwiając sobie występ.
Tobie Rasho też dziękuję za podpowiedzi, z punku widzenia agencji artystycznej którą prowadzisz bo są to podpowiedzi dla dużego zespołu.
Może dodam od siebie, że nawet podpisanie umowy i zapłata przelewem nie gwarantuje dodatkowych żądań tak jak napisała Amani. Zawsze mogą poprosić cię o dodatkowe wyjście bo publiczność załapała zabawę i chcą to wykorzystać. Co wtedy zrobisz? Nie wyjdziesz? Bo taką masz umowę?
Zawsze warto wykazać trochę elastyczności i umieć odróżniać cwaniactwo organizatora od potrzeby chwili.
Pracuję w dużym międzynarodowym koncernie. Mamy na wszystko procedury i wewnętrzne przepisy a mimo to ze stałymi klientami czasami nie podpisujemy umów bo sobie ufamy. Mamy za to duży problem z podpisanymi umowami które są nieściągalne.
Dlatego przenosząc te doświadczenia na występy ważniejsze jest dla kogo tańczymy (z kim się umawiamy) niż papier.
Zgadzam się z Tobą, bardzo rozsądna odpowiedź :)
Zbieranie pieniędzy przez tancerkę kojarzyłoby mi się z żebraniem lub wymuszaniem na widzach napiwku. Może rozwiązaniem byłoby, jeśli w klubie stałby w jakimś miejscu koszyczek z dołączoną karteczką "napiwek dla tancerki" albo żeby ktoś poinformował widzów, że napiwek można zostawić na stoliku zawinięty np. w serwetkę.
Sorki, ale Twoje rozwiązanie skojarzyło mi się z koszyczkiem i napisem "dla ubogich"...
Uważam, że to takie zajęcie gdzie pieniądze daje się tancerce w określony od wielu, wielu lat sposób. Zresztą sam taniec brzucha kojarzony jest w określony (nie najlepszy) sposób.
Uważam więc, że jeśli już ktoś decyduje się na taki typ tańca to niech nie próbuje robić z siebie zakonnicy (wiem, że rozpętam burzę po tym stwierdzeniu ale przynajmniej będzie dużo wpisów ;)) i zastanawiać się w jaki sposób dodać sobie godności i żeby było kulturalnie...:)
Godność ma się w sobie (powinno się mieć :)) !
Pocieszające jest jednak to, że w naszej kulturze nie ma zwyczaju wtykania pieniędzy tancerce za różne części garderoby. Ja przynajmniej nie widziałem takiej sytuacji na żadnym występie tańca brzucha, który oglądałem. Co innego na pokazach striptizu czy w klubach go-go ;):D
A ja widziałam w Polsce, w klubie w W-wie, ul. Sienkiewicza (nie będę robić reklamy, kto wie ten wie:)). Klub arabski, pieniądze były wkładane za ramiączko stanika lub tancerka była obsypywana (dosłownie!) banknotami.
A teraz drogie pani powiedźcie szczerze czy nie chciałybyście być obsypane pieniędzmi? :p Bo ja powiem bez szczerze i bez zakłamania: TAK i to nawet bardzo!:)
a ja jestem calkowicie przeciwna wsadzaniu napiwkow z dowolne czesci garderoby!!!
nie jestem przeciwna napiwkom jako takim. tylko, niestety, nie ma pomyslu na to, jak mozna "zorganizowac" ta akcje tak, zeby nikt nie poczul sie urazony. ale pozwalanie sobie na takie zabiegi uwazam za zle. w koncu ma to byc taniec poniekad skromny (z zalozenia)
i zdjecia powyzej poniekad troche mnie obrazaja (jako tancerke) :blink:
szkoda, ze nie ma jakichS jednolitych norm etycznych, ktorych przestrzeganie wiazaloby sie z prestizem tancerki a przez to jej slawa i "wartoscia rynkowa"...
Napiwki dawane są różnie również w zależności od kraju. Na zdjęciach widać, że omawiana osóbka nie jest z Polski, tak? A co kraj to obyczaj.
W tych krajch im więcej tancerka zbierze wetkniętych banknotów tym lepiej o niej świadczy. Bo to znaczy, że się podoba.
Taniec brzucha ma być tańcem skromnym? :eek: :eek:A w którym kraju? Zapewne tańczysz ubrana od stóp do głów, łącznie z twarzą i nie kręcisz biodrami ani nie robisz ósemek?:p
A co do jednolitych norm etycznych to jeśli faktycznie tak to wszystko Cię obraża i poniża (pewnie jesteś na tym forum i wcale nie uczysz się tego tańca...) to super, napisz może "Podręcznik norm etycznych dla tancerek brzucha" a ja go rozpropaguję na cały świat!:) Acha i pisałaś coś o ich nie przestrzeganiu...dodaj więc osobny rozdział pt. "Przestępstwa i rodzaj kar".
Dzięki niemu będziesz mieć mnóstwo pieniędzy i będziesz sławna!
Bez takiego strasznego poniżania i dawania się obrażać jak my się dajemy poniżać i obrażać...
Acha, i jeszcze chciałam dodać, że jeśli ktoś poczuł się urażony tym co nagryzmoliłam (szczególnie Grashka) to przepraszam.
(wiem, że rozpętam burzę po tym stwierdzeniu ale przynajmniej będzie dużo wpisów ;))
Jeżeli rozpętasz burzę to nie tym stwierdzeniem tylko formą twojej wypowiedzi. W ostatnich zdaniach wypowiadasz się emocjonalnie a nie posługując się argumentami. Kilka osób może się poczuć dotkniętych.
Mam nadzieję że nikogo nie sprowokujesz do wymiany zdań.
[proszę dziewczyny nie odpowiadajcie emocjonalnie tylko dalej dyskutujcie na argumenty. Nie zróbmy z tego miejsca grona czy gazety]
Napisałaś:
A co do jednolitych norm etycznych to jeśli faktycznie tak to wszystko Cię obraża i poniża (pewnie jesteś na tym forum i wcale nie uczysz się tego tańca...) to super, napisz może "Podręcznik norm etycznych dla tancerek brzucha" a ja go rozpropaguję na cały świat!:) Acha i pisałaś coś o ich nie przestrzeganiu...dodaj więc osobny rozdział pt. "Przestępstwa i rodzaj kar".
Uważam że to dobry pomysł. Spis takich norm etycznych jest potrzebny wszędzie tam gdzie może dojść do nieporozumień.
Wiele młodych osób rozpoczynających przygodę z tańcem brzucha nie wie co je czeka. Poruszając się po ciemku. Popełniają błędy. Inne osoby mogą mieć do nich uzasadnione pretęsje. Mogły by uniknąć takich sytuacji gdyby wiedziały co jest dobre a co złe.
To tak jak Savoir-vivre. Został stworzony po to aby nie obrażać innych i uniknąć konfliktów. Każda grupa społeczna ma taki spis swoich zasad.
Dlaczego my nie mogłybyśmy stworzyć czegoś podobnego?
Uważam więc, że jeśli już ktoś decyduje się na taki typ tańca to niech nie próbuje robić z siebie zakonnicy (wiem, że rozpętam burzę po tym stwierdzeniu ale przynajmniej będzie dużo wpisów ;)) i zastanawiać się w jaki sposób dodać sobie godności i żeby było kulturalnie...:)
Godność ma się w sobie (powinno się mieć :)) !
Baaardzo podoba mi się Twoje podejście. Uważam tak samo. Nie powinnyśmy zastanawiać się w jaki sposób przyjmować/brać napiwki bo to indywidualna sprawa. Każdy ma swoją godność i sam ustala granice jakie są dla niego dopuszczalne.
Jeśli tancerka czuje się urażona formą wręczenia napiwku to niech go zwyczajnie nie bierze lub nie dopuszcza do wtykania tu i ówdzie. Koniec kropka.
Uważam że to dobry pomysł. Spis takich norm etycznych jest potrzebny wszędzie tam gdzie może dojść do nieporozumień.
Wiele młodych osób rozpoczynających przygodę z tańcem brzucha nie wie co je czeka. Poruszając się po ciemku. Popełniają błędy. Inne osoby mogą mieć do nich uzasadnione pretęsje. Mogły by uniknąć takich sytuacji gdyby wiedziały co jest dobre a co złe.
Każda grupa społeczna ma taki spis swoich zasad.
Co z tego,że stworzymy zbiór zasad, norm. I tak każdy zrobi po swojemu. To tak jak z religią-są dogmaty, przykazania. Większość z nas deklaruje katolicyzm ale czy wszyscy przestrzegamy święcie przykazań??
A teraz drogie pani powiedźcie szczerze czy nie chciałybyście być obsypane pieniędzmi? :p Bo ja powiem bez szczerze i bez zakłamania: TAK i to nawet bardzo!:)
Napiwki dawane są różnie również w zależności od kraju. Na zdjęciach widać, że omawiana osóbka nie jest z Polski, tak? A co kraj to obyczaj.
W tych krajch im więcej tancerka zbierze wetkniętych banknotów tym lepiej o niej świadczy. Bo to znaczy, że się podoba.
Ja -bez zakłamania-koszyczka bym nie wystawiła bo to jak zbiórka dla ubogich ale być obsypywaną napiwkami chciałabym jak najbardziej :)
Co z tego,że stworzymy zbiór zasad, norm. I tak każdy zrobi po swojemu. To tak jak z religią-są dogmaty, przykazania. Większość z nas deklaruje katolicyzm ale czy wszyscy przestrzegamy święcie przykazań??
To tak jak z kulturą przy stole, są normy i zasady. Nie każdy musi trzymać łokcie przy sobie i nie siorbać. Ale jeżeli to robi wychodzi na człowieka bez kultury.
To tak jak tancerka, może zbierać pieniądze na czworakach po występie ale niech nie liczy na szacunek.
Zasady mogą być proste. Można nawet skrócić je do jednego zdania.
"Rób wszystko tak aby publiczność i inne tancerki cię szanowały"
A proste zasady mogły by podpowiadać jak to zrobić.
Nikt przecież nie mówi o stworzeniu 10 przykazań dla tancerki z wizją Dantejskiego piekła kiedy nie będzie się ich przestrzegało. ;):D
Sama piszesz o tym jakie to złe kiedy tancerka zaniża stawki.
Dlatego jedną z zasad może być:
1. Jeżeli chcesz otrzymać kontrakt w miejscu gdzie tańczy inna tancerka nie staraj się zdobyć go przez zaniżanie stawki. Staraj się piękniej tańczyć.
Czy nie zgodzisz się z tym?
Żeby wtrącić swoje trzy grosze powiem, że bardzo mi się podoba rozwiązanie z koszyczkiem. :thumbsup: Jest ono stosowane w wielu kawiarniach, sklepach, restauracjach, dlaczego więc przy okazji tańca brzucha ma być kojarzone z datkiem dla biednych? Napiwek jest napiwek, a ta forma jest chyba najgrzeczniejsza. No wyobraźmy sobie sytuację, że na występ przychodzi mąż z żoną. Obojgu się spodobało i chcą dać napiwek. Jednak gdyby mąż wsunąłby go dziewczynie za pas lub stanik, żona by nie była zachwycona, a dając pieniążki do koszyka jest ok. :)
No wyobraźmy sobie sytuację, że na występ przychodzi mąż z żoną. Obojgu się spodobało i chcą dać napiwek. Jednak gdyby mąż wsunąłby go dziewczynie za pas lub stanik, żona by nie była zachwycona, a dając pieniążki do koszyka jest ok. :)
Więc niech to zrobi żona :D ;D ;D
Sama piszesz o tym jakie to złe kiedy tancerka zaniża stawki.
Dlatego jedną z zasad może być:
1. Jeżeli chcesz otrzymać kontrakt w miejscu gdzie tańczy inna tancerka nie staraj się zdobyć go przez zaniżanie stawki. Staraj się piękniej tańczyć.
Czy nie zgodzisz się z tym?
Taniec za niskie stawki a branie (czy nie ) napiwków to 2 różne zagadnienia. Wynagrodzenie za występ jest z góry ustalone-to kwota za którą zgadzasz się zatańczyć, na ile się cenisz. Napiwek to ekstra dodatek do wynagrodzenia. Jeśli razi Cię sposób jego wręczania to go nie bierzesz.
Skutki zaniżania stawek są moim zdaniem groźniejsze niż zbieranie pieniędzy z podłogi czy zezwolenie wkładania ich w miseczkę biustonosza (choć ja bym sobie nie pozwoliła).Dlaczego? Tani rynek obniży jakość tańca (jak? o tym już pisałam). Natomiast to drugie może tylko rozzuchwalić "napiwkodawców", którzy zachęceni przyzwoleniem na bliższy kontakt przez tancerkę będą próbować tego z innymi. A wystarczy przecież stanowczo przeciwstawić się takim postawom i po sprawie. Była już bodajże dyskusja na temat jak sobie radzić w takich sytuacjach.
Taniec za niskie stawki a branie (czy nie ) napiwków to 2 różne zagadnienia.
Oczywiście że to dwa różne zagadnienia. Dlatego warto zapisać i podpowiadać rozpoczynającym tancerkom jak powinny to robić.
Cały czas powtarzam że nie chodzi o kodeks karny czy 10 przykazań tylko spis zasad jako podpowiedz dla osób które nie mają pojęcia jak w różnych sytuacjach się zachować.
Męskim okiem...;)
Faceci wkładają napiwek w to co im podstawi tancerka! :)
Oczywiście że to dwa różne zagadnienia. Dlatego warto zapisać i podpowiadać rozpoczynającym tancerkom jak powinny to robić.
Cały czas powtarzam że nie chodzi o kodeks karny czy 10 przykazań tylko spis zasad jako podpowiedz dla osób które nie mają pojęcia jak w różnych sytuacjach się zachować.
A czy to wymaga wskazówek? Chyba żadna z nas nie chciałaby, żeby widz wpychał nam w biust zwitek banknotu. Robiąc to facet chce po prostu sobie pomacać, bynajmniej nie ,żeby nas wynagrodzić, bo tu starałby się nie urazić tancerki. A jeśli ktoś lubi taką formę-no cóż...
Jak kolega powiedział-facet włoży napiwek tam gdzie tancerka pozwoli.
Weżmy właśnie pod uwagę drugą stronę medalu(podpowiadają mi właśnie znajomi)-czasem może ktoś chciałby wręczyć tancerce napiwek ale nie wiedząc jak to zrobić i krępując się po prostu sobie odpuszcza. A przecież nie będziemy przed każdą imprezą wręczać widzom ulotek z kodeksem "jak wręczać napiwek tancerce" :)
przecież nie będziemy przed każdą imprezą wręczać widzom ulotek z kodeksem "jak wręczać napiwek tancerce" :)
Przecież cały czas mówię, że to ma być kodeks dla tancerek a nie dla publiczności. ;):)
Publiczność i tak zrobi co zechce, ważne jak zachowa się tancerka.
Jeśli chodzi o napiwki - to w sumie chodzi o sposób ich wręczania. Osobiście preferuję te metody, gdy nie jest widoczne dla postronnych, że napiwek otrzymuję.
Przecież cały czas mówię, że to ma być kodeks dla tancerek a nie dla publiczności. ;):)
Publiczność i tak zrobi co zechce, ważne jak zachowa się tancerka.
Czyżby? Publiczność zrobi to na co im pozwoli tancerka. Nie róbmy z siebie ofiar-mamy wpływ na to jak bawią się goście, mamy równiez na to jak wręczą nam napiwek. Zgodzę się,że mogą próbować zrobić to w sposób, który nie będzie nam odpowiadał, ale czy zrobią to zależy TYLKO od nas.
W końcu to my szefujemy na parkiecie!
W wiekszości zgodziłysmy się, że same decydujemy, w jakiej formie napiwek weźmiemy. :D Teraz ruszcie głowa, która w jaki sposób chce.:p
Dla mnie jest ok:
-do ręki w uścisku dłoni
-za ramiączko
-za ozdobę na ramieniu czy za rękawiczkę
-przez kelnera, ochronę, organizatora
-w formie premii od samego organizatora- najprzyjemniej
Co tam- Lepiej ruszyć głową co zrobić żeby były częściej i większe :D :p :D
Co tam- Lepiej ruszyć głową co zrobić żeby były częściej i większe :D :p :D
hehe - może w tej kwestii poradnik dla gości...???;) Przyda sie i na inne okoliczności:D
Tak jak mówił Zaza na warsztatach półtora roku temu.
Najważniejsze by samemu czuć się dobrze, jeżeli czujesz, że napiwek, który ktoś Ci wręcza to pochwała dla twego tańca i umiejętności to bierz. Jeżeli czujesz sie z tym źle nie bierz. Ja nie potępiam, ani jednego, ani drugiego.
Sama przyjmowałam napiwki, oprócz jednego, który został wręczony w bardzo wulgarny sposób ( pisałam o tym wcześniej http://www.belly-dance.pl/forum/showthread.php?t=391&page=3).
Zgadzam się z przedmówczyniami: to nie publiczność ustala zasady lecz tancerka. Ważne, żeby zawsze o tym pamiętać i nie robić nic wbrew sobie.
Anielskaharmonia
30-03-2008, 19:03
No cóż, wybacz ale uwazam ze jednak zycie w realu nie bardzo da sie zamknac w ramkach tematow ksztalcacych nie wiem nawet jak bardzo profesjonalne tancerki:blink: ...
No i odnosze wrazenie ze jednak wyobraznia cie troche poniosla ... Nikodem Dyzma/Pretty Women.
Wybaczam :D Nie, to nie wyobraźnia, to życie w relacjach tancerek występujących w kraju i za granicą, w tym również dla arabskiej publiczności.
Każdy zapewne spotyka się w swej karierze tanecznej z innymi sposobami wręczania napiwków...... co kraj to obyczaj :)
Co do szkolenia to sądzę, że dla początkujących tancerek wskazówki dotyczące tej kwestii mogą być istotne. Co ze zdobytą wiedzą zrobi adept tańca brzucha to już inna sprawa ;).
Zaczyna się sezon wakacyjny, który zawsze obfituje w duże zapotrzebowanie na występy.
Tytułem przestrogi dla młodych tancerek, które zaczynają występować dorzucę do tego wątku kolejną naukę.
Jest na naszym rynku wiele agencji artystycznych czy też organizatorów różnych imprez, którzy mają jedną zasadę - zatrudniać za darmo!
Mamią artystów (tancerki) obietnicami promowania ich na różne sposoby. Obiecują kolejne płatne występy jeżeli ten pierwszy dobrze wypadnie.
Nigdy niestety nie dochodzi do promocji z ich strony ani do kolejnych płatnych występów ponieważ szukają kolejnych naiwnych osób.
Jest to stary brudny negocjacyjny chwyt znany pod nazwą "gruszki na wierzbie".;)
Jedyną radą jak zawsze jest pod żadnym pozorem nie zgadzać się na taką współpracę.
Jeżeli już dojdzie do takiej sytuacji to proponuję ostrzec wszystkie znane nam występujące osoby przed nawiązywaniem kontaktów z takimi agencjami.
Co prawda jeszcze nigdy nie występowałam (poza jednym wyjątkiem), ale dla pewności wolałabym, żeby poszedł ze Mną kolega w charakterze ochroniarza :D.
I tylko dlatego, że nie ręczę za Siebie jeśli ktoś Mnie potraktuje tak samo jak Kamilię (mam nadzieję, że dobrze odmieniła Twojego nicka:)).
Co do samych stawek to musiałabym popytać się znajomych tancerek, żebym nie zanirzyła stawek :)
Moja instrukorka "naucza" tak: trzeba się cenić. Kursy są drogie, stroje są drogie, wysiłek jest duży, a to jest w końcu sztuka, anie sprzedawanie ziemniaków na placu (nie uwłaczając sprzedawcom).
Jeśli nie trzyma się stawek ustalonych w danym mieście, działa się na własną niekorzyść (tańczenie za coraz mniejszą kasę) i działa na szkodę całej reszty.
Potem to już może się przerodzić tylko w drogie hobby, a nie pracę ;)
Nie pisałbym tego, gdybym nie wiedział, że niestety dużo dziewczyn daje się nabrać na takie obiecanki.
Nie chodzi nawet tylko o tancerki brzucha, ale też o inne występujące osoby.
Na szczęście Mamy kogoś takiego jak Ty (ale ze Mnie straszny lizus:D)
Ja i tak najbardziej żałuję, że właśnie niedoświadczone dziewczyny (które tańczą może pół roku) zaczynają płatne występy - jest to niskiej jakości i tanie. Ostatnio widziałam taki występ. Dziewczyna nawet nie miała ciekawego stroju, bo składał się ze zwykłego topu, jakiejś zwykłej spódnicy, chusty z monetkami i masą niepasującej do siebie biżuterii - była obwieszona. I jakby nie patrzeć - psuje się tym reputację innych tancerek, bo widzowie sobie myślą "nie ma sensu płacić nawet tych 50 zł, bo to co pokazują to shit" i wywalają gały jak im się rzuci normalną cenę za porządny występ :/
Czasem trudno obiektywnie ocenić własne możliwości, a radosć z występów jest tak duża, że trudno się powstrzymać. O ile na widowni znajdą sie laicy, pewnie będa zadowoleni ale bywa tez że na pokazy przychodzą osoby tematem żywo zainteresowane. Sama miałam ostatnio okazję ogladać występ osób nie do końca do tego przygotowanych.... wiem teraz ile pracy mnie czeka by pokaz mógł zadowalać. Sam uśmiech i figury niestety nie wystarczą...tu potrzebna jest umiejętnosć stworznia klimatu, czucia się dobrze samemu ze sobą, pewnie. Odrobina czaru.
A tak ostatecznie to całe wrażenie zepsuła dłoń, która kręciła się jak kołowrotek przy każdym ruchu biodra. Skutecznie odwracała moją uwagę od tego co działo sie na scenie a wrecz powodowała, że czułam stres wiedząć, że wiecej osób może myśleć o tym nieszczęsnym szczególe.
I tak myśle teraz...kiedy nadchodzi ten czas, kiedy jest się gotowym? Czy można dla zabawy organizować takie występy, darmowe w tym wypadku, propagując taniec, otwierając się, zachęcając do zabawy innych? Nie umiem sobie sama na to odpowiedzieć.
Skoro jest to tylko prezentacją, niepłatną, ukazaniem dobrej zabawy? Jak myślicie?
Za ile ?
Kiedyś przyszła mi taka myśl , że 10zł za minutę tańca :)
Teraz niech sobie każda przeliczy i stwierdzi czy to jest dobra cena?
Za ile ?
Kiedyś przyszła mi taka myśl , że 10zł za minutę tańca :)
Teraz niech sobie każda przeliczy i stwierdzi czy to jest dobra cena?
Nie zarobiłabyś nawet na stroje przy takiej stawce ;) :)
Jeden taniec trwa średnio 5 minut. To tak na pół godziny tanczenia ( oczywiscie nie licząc czasu na przebranie się w stroje ) musze mieć przygotowanych 5 , 6 tanców ! Dla mnie to sporo ! I zeby jeszcze widza nie nudzić, każdy taniec musi być ciekawy, zaskakujący, z różnymi rekwizytami...Ehh to jest rok czasu pracy dla mnie !
Więc na pewno pólgodzinny występ narazie odpada. Jak wykonam jeden 5 minutowy taniec i skasuję 50 zł za 5 minut ...to czyż nie być zadowolonym? Chociaż, jeśli pomyślę ile czasu mi zajmuje doprawcowanie tego 5 minutowego tanca, tak żeby był płynny, interesujący i zadziwiający...to faktycznie chyba trzeba cenić się wyżej.
To moze 20 zł za minutkę? :)
Jak wykonam jeden 5 minutowy taniec i skasuję 50 zł za 5 minut ...to czyż nie być zadowolonym?
Za 50 zł to nawet szkoda nakładać makijaż.
Dziewczyny-to ile trzeba by było tańczyć,żeby zarobić na swój rozwój, na dobry wygląd sceniczny????!!!!
Ze już nie wspomnę o utrzymaniu się z tego.
Bez urazy ale 50 zł jest dobre jako kieszonkowe na błyszczyk dla gimnazjalistki a nie dla osoby,która swoj taniec traktuje jako poważną profesję.
bollyanna
09-11-2008, 11:40
Zgadzam się z Djamilą.
Co prawda sama nie występuję, ale jak pomyślę, ile lat nauki trzeba włożyć w te pięć minut pięknego tańca, to naprawdę te 50 zł to jest nic! Przecież przez te lata inwestujemy w zajęcia, okazjonalne warsztaty, stroje, rekwizyty, makijaż, dojeżdżamy na występ...
Lekarze przyjmujący w prywatnych gabinetach często kasują 100 zł za pięciominutową wizytę. Dla mnie te 100 zł to duży wydatek, ale przecież płacę za lata nauki lekarza, za wyjazdy na sympozja (mam nadzieję), za drogi sprzęt w gabinecie, za osoby pracujące np. w rejestracji, i tak dalej. Nie płacę tylko za to, że lekarz w danym dniu poświęci mi pięć minut. Poza tym, lekarz przyjmuje dziennie np. 20 osób, więc dostanie 2000 zł dziennie minus koszty. A ile występów w tygodniu może mieć nawet świetna, rozrywana tancerka?
Wiem, że to nie do końca dobre porównanie, ale jakieś analogie są.
Brawo Bollyanna
Wynagrodzenie nie jest zapłatą za 5 minut tańca ale wypadkową tego co było wcześniej-edukacji, prób, zakupu strojów, poświęconego czasu.....
50 czy 100 zł w takim przypadku to jak jałmużna
kiedys tanczylam za 50 zl :rolleyes:
dopoki ktos nie oswiecil mnie ile faktycznie mozna dostac za występ i ile kasuje za taki występ jednostka organizująca - np. szkoła tańca :rolleyes:
odkąd tańczę na własną rękę wiem, że trzeba się cenić i szanować swoja pracę wlozoną w nawet 5 minutowy występ - przekłada się to na dużo wyższe honoraria i rowniez szacunek osob dla ktorych występujesz - inaczej traktuje się tancerkę występującą za 50 zl i przebierająca sie np. w ubikacji czy jakiejs kanciapie, ktora musi sie spieszyc z przbieraniem bo ją gonią na nastepne wejscie, a inaczej tancerkę ktorej płaci się 500 zł i ktorej trzeba zapewnic garderobę, napoje, ktorej wejscia sa tak zorganizowane czasowo aby mogla spokojnie sie przebrac miedzy wystepami. wiadomo, ze nie od razu od tego sie zaczyna ale na dluzsza mete jesli chce sie tanczyc przed publicznoscia nalezy zaczac wymagac jakis ludzkich warunkow.
Trzeba umieć się cenić jednym słowem.
I trzeba mieć warunki, by się cenić. Bo nie wyobrażam sobie osoby, która ledwo w szkole tańca nauczyła się jakichś 2 choreografii, twierdzi, że sama coś potrafi zakombinować, strój ma typu: spódnica + chusta i "chce występować i zarabiać" nie wiadomo ile.. Zaczynać trzeba od kwot adekwatnych do "zaawansowania", a w miarę swojego rozwoju, "rozwijać" także ceny za występy ;)
Blancari
09-11-2008, 12:24
No właśnie - dobrze napisał Bollyanna. Zapłata za występ to nie jest zapłata za sam czas tańca (czy jakiejkolwiek innej działalności artystycznej). W honorarium musi zmieścić się też "ryczałt" za próby, lata nauki, wykształcenie, dojazd, kostium - to wszystko kosztuje. To ma większe znaczenie niż fakt, czy tańczysz 5 czy 10 minut - bo i tak musiałaś przyjechać, przygotować się. Kwestia czy zatańczysz jedną czy dwie choreografie to już mniejsza różnica w cenie.
Ja jestem zwolenniczką określania proponowanego czasu występu w widełkach: do 15 czy 20 minut za odpowiednią do umiejętności tancerki liczbę stówek. Dla mnie jest oczywiste, że 15 minut repertuaru to takie minimum dla początkującej tancerki, które powinna sobie przygotować i mieć wyćwiczone. A co do różnicy, czy przyjadę gdzieś tańczyć 5 czy 15? To jest już mniej istotne, bo i tak musiałam przyjechać, zrobić makijaż, zabrać stroje itd.
I trzeba mieć warunki, by się cenić. Bo nie wyobrażam sobie osoby, która ledwo w szkole tańca nauczyła się jakichś 2 choreografii, twierdzi, że sama coś potrafi zakombinować, strój ma typu: spódnica + chusta i "chce występować i zarabiać" nie wiadomo ile.. Zaczynać trzeba od kwot adekwatnych do "zaawansowania", a w miarę swojego rozwoju, "rozwijać" także ceny za występy ;)
Erinn - dla mnie taka osoba w ogóle nie powinna występować za pieniądze. Pieniądze bierzemy za dobrze wykonaną i przygotowaną pracę. Z początkującymi umiejętnościami można wystąpić dla rodziny, przyjaciół i na pokazie Szkoły Tańca. Jeśli chcesz zarabiać, musisz być do tego przygotowana.
Ty też pewnie nie lubisz płacić za fuszerkę.
mądrze prawisz Blancari :D
mysle, za dyskusja powinna dotyczyc tancerek troche bardziej zaawansowanych niz amatorki po 2 miesiacach nauki tanca ;)
Erinn - dla mnie taka osoba w ogóle nie powinna występować za pieniądze. Pieniądze bierzemy za dobrze wykonaną i przygotowaną pracę. Z początkującymi umiejętnościami można wystąpić dla rodziny, przyjaciół i na pokazie Szkoły Tańca. Jeśli chcesz zarabiać, musisz być do tego przygotowana.
Ty też pewnie nie lubisz płacić za fuszerkę.
No właśnie o to mi chodzi. A są też osoby, co są pokroju tego, co opisałam powyżej, a już "chcą" występować i zarabiać na tym. Ktoś kiedyś powiedział, że chcieć, to móc, ale względem siebie też trzeba być krytycznym.
Blancari
09-11-2008, 13:05
Erinn - takim osobom trzeba wybijać z głowy występowanie, bo psują opinię tancerek na rynku, a nie dostosowywać do nich cennik.
Zawsze znajdą się osoby z "parciem na scenę", nawet jeśli nie są do tego przygotowane. Ale moim zdaniem, należy je uświadamiać, że tak naprawdę same sobie szkodzą.
Bo jeśli wystąpisz i będzie to słaby pokaz - zostaniesz zapamiętana jako słaba tancerka. I nawet dwa lata później, Ci co Cię widzieli, nie będą chcieli Cię zatrudnić. Zapamiętają, że wydali pieniądze na byle co. To w najlepszym wypadku. W najgorszym uznają, że taniec brzucha jest mało widowiskowy.
Czym innym są występy dla przyjaciół czy w szkole, gdzie usprawiedliwia nas "etykietka" uczennicy. Na płatnym występie musisz się zaprezentować jako tancerka, a nie uczennica. Tu nie ma miejsca na kombinowany strój czy niedoróbki techniczne. Choreografie na występ muszą się składać z elementów, które umiesz (ale to już inny temat).
Klient płaci i wymaga i o tym trzeba pamiętać. Tancerka bierze pieniądze za wykonaną pracę a nie za "chciejstwo".
Blancari - nie wiem, czy dobrze się rozumiemy, ale o to mi cały czas chodzi. Nie pisałam nic o dostosowywaniu cennika. Tylko o tym, że jak już ktoś jest przygotowany, to na początku tak, jak w każdej pracy zarabia mniej, a z czasem "rozwoju" (stawania się bardziej rozpoznawalnym, ubogacania swojej oferty, itp.) bierze więcej.
Bo jeśli wystąpisz i będzie to słaby pokaz - zostaniesz zapamiętana jako słaba tancerka. I nawet dwa lata później, Ci co Cię widzieli, nie będą chcieli Cię zatrudnić. Zapamiętają, że wydali pieniądze na byle co. To w najlepszym wypadku. W najgorszym uznają, że taniec brzucha jest mało widowiskowy.
Ot co. Bardzo łatwo jest sobie zepsuć opinię - a dużo trudniej jest sobie ją poprawić bądź wyrobić od podstaw.
I trzeba mieć warunki, by się cenić. Bo nie wyobrażam sobie osoby, która ledwo w szkole tańca nauczyła się jakichś 2 choreografii, twierdzi, że sama coś potrafi zakombinować, strój ma typu: spódnica + chusta i "chce występować i zarabiać" nie wiadomo ile.. Zaczynać trzeba od kwot adekwatnych do "zaawansowania", a w miarę swojego rozwoju, "rozwijać" także ceny za występy ;)
Całkowicie się zgadzam z Erinn ! Naprawde trzeba wiedzieć ile się umie, i oceniać siebie adekwatnie do tych umiejętności.
I tutaj za motto wzięłam sobie słowa bodajże Rashy : "Startuj jak będziesz gotowa ! "
Amen.
Z drugiej strony bez wizji zbliżającego się nieubłaganie pierwszego występu ta gotowość do występowania może zostać znacznie odsunięta w czasie, nawet w nieskończoność ;) Osoby nieśmiałe czy bardzo ambitne mogą nigdy nie dojść do wniosku, że są gotowe, dlatego czasem druga osoba musi je do tego odrobinę popchnąć czy zachęcić.
Nie mówiąc już o tym, ile daje występowanie i jak szybko uczy się i wyrabia, kiedy zacznie się tańczyć dla widowni. Na pewno trzeba mieć porządne podstawy i co pokazać, żeby w ogóle zacząć, ale nie trzeba być mistrzynią, żeby występować. To przychodzi z czasem, a wg mnie występy są wręcz konieczne, żeby osiągnąć perfekcję.
:cool:Publiczność też z pewnością potrafi dać do zrozumienia i docenić dobry występ, bo przecież nawet dla laika kręcący się w kółko nadgarstek w kontraście z profesjonalnym występem, gdzie wszystkie akcenty i obroty są wykonane zgodnie z rytmem i pewnością siebie, plecy wyprostowane i nie widać paniki a wręcz hipnotyzuje wężowy ruch i spojrzenie tancerki... i może nie zobaczy ten widz takiego kontrastu w jednym miejscu ale z czasem skoro bywa na pokazach trochę się dokształci. Rozumiem dziewczyny, których babcie i ciocie tudzież inni bliscy dopingują i na imieninach i weselach często zakrapianych i proszą o pokazanie jakiegoś kawałka - bo słowo układ nie jest tak bardzo popularne... :blink::blink::blink: A co do zapłaty - nie należy żałować inwestora, bo ten im więcej wyda - tym lepiej sprzeda pokaz i tancerkę dalej reklamując i głosząc pozytywne wieści i doceni ją biznesowo.
Aurinko, masz absolutną rację ;)
Heh, tyle tylko, że rzeczywistość jest taka, że Ci inwestorzy często rezygnują, kiedy usłyszą cenę, w końcu tancerka nie emituje akcji, więc cóż to za inwestycja ;), wobec czego zatrudniają kogoś tańszego. Tym bardziej, że przeważnie kompletnie się nie znają na tym, jak to powinno wyglądać.
Cena występu zależy też od okoliczności i nie można powiedzieć, że zawsze to musi być tyle i tyle za min/godz, bo inaczej się liczy, kiedy występy odbywają się regularnie w jednym miejscu, inaczej kiedy jest to jednorazowy pokaz, zależnie od miasta (np. Warszawa vs Kraków vs Niepołomice), zależy na jakiej imprezie (charytatywna vs biznesowa) itd.
MalenaSlav
10-11-2008, 20:34
Z drugiej strony bez wizji zbliżającego się nieubłaganie pierwszego występu ta gotowość do występowania może zostać znacznie odsunięta w czasie, nawet w nieskończoność ;) Osoby nieśmiałe czy bardzo ambitne mogą nigdy nie dojść do wniosku, że są gotowe, dlatego czasem druga osoba musi je do tego odrobinę popchnąć czy zachęcić.
O to o mnie! :) Ja solo chyba nigdy nie wystąpię ;) Ciągle uważam, że za mało umiem. W tłumie to jeszcze, ale zupełnie solo! Na zakończenie pierwszego poziomu kursu każda miała przygotować układ, a ja i tak twierdziłam, że nic nie umiem. Na szczęście zrobiłam układ z siostrą choć i tak zmusiła mnie do pójścia na zajęcia pół godziny przed! :D Od tego czasu trochę się przełamałam, ale dalej twierdzę, że niewiele umiem ;) Z jednej strony to dobrze, bo nie opowiadam "jakam cudowna i przezdolna" ;) ale z drugije strony uważam, że ciągle tylllleee przede mną drogi by przyzwoicie a co dopiero dobrze tańczyc, że chyba życia mi nie starczy ;)
Malena, mam nadzieję, że niedługo nie będziesz miała wyjścia i zatańczysz solo...<wtrąciła tajemniczo> ;):)
O to o mnie! :) Ja solo chyba nigdy nie wystąpię ;) Ciągle uważam, że za mało umiem. W tłumie to jeszcze, ale zupełnie solo! Na zakończenie pierwszego poziomu kursu każda miała przygotować układ, a ja i tak twierdziłam, że nic nie umiem. Na szczęście zrobiłam układ z siostrą choć i tak zmusiła mnie do pójścia na zajęcia pół godziny przed! :D Od tego czasu trochę się przełamałam, ale dalej twierdzę, że niewiele umiem ;) Z jednej strony to dobrze, bo nie opowiadam "jakam cudowna i przezdolna" ;) ale z drugije strony uważam, że ciągle tylllleee przede mną drogi by przyzwoicie a co dopiero dobrze tańczyc, że chyba życia mi nie starczy ;)
Ja mam bardzo podobnie. Zresztą mam tak chyba ze wszystkim. Przecież zawsze można się jeszcze czegoś nauczy, nad czymś popracować i coś poprawić. :rolleyes:
MalenaSlav
10-11-2008, 22:15
Malena, mam nadzieję, że niedługo nie będziesz miała wyjścia i zatańczysz solo...<wtrąciła tajemniczo> ;):)
Licze na to, ze w grupie ;) <wtracila jeszcze bardziej tajemniczo> ;) :) Czy licze naiwnie? ;)
Ja mam bardzo podobnie. Zresztą mam tak chyba ze wszystkim. Przecież zawsze można się jeszcze czegoś nauczy, nad czymś popracować i coś poprawić. :rolleyes:
Ja tez mam tak ze wszystkim. Zanim odwazylam sie rozmawiac po ankgielsku minelo kilka lat, mimo ze umialam lepiej niz wszysyc ktorzy ochoczo "kaleczyli" wokol mnie. Nadal daleko mi do doksonalosci, ale juz przynjamniej sie nie wstydze :D
Z drugiej strony bez wizji zbliżającego się nieubłaganie pierwszego występu ta gotowość do występowania może zostać znacznie odsunięta w czasie, nawet w nieskończoność ;) Osoby nieśmiałe czy bardzo ambitne mogą nigdy nie dojść do wniosku, że są gotowe, dlatego czasem druga osoba musi je do tego odrobinę popchnąć czy zachęcić.
Własnie od tego macie instruktorki-te, które chcą wykrzesac z Was jak najwięcej.
Jesli macie ochotę wystąpić,po prostu spytajcie czy to już czas, czy może nie. Pokażcie co macie do zaprezentowania. Niech Wam doradzi co należałoby poprawić w przygotowanym przez Was show.
Myślę,że to całkiem sensowna droga na scenę. Waszej instruktorce będzie zależało na pokazaniu Was z jak najlepszej strony -w końcu pośrednio jesteście jej wizytówką.
Nic gorszego niż "spontaniczny" występ uczennicy chodzącej co trzeci tydzien na zajęcia , uważającej że juz tyle umie....... bo przecież chodzi na zajęcia JUŻ 3 lata
W takim razie - pomijając na chwilę temat zarobków w zawodzie (zresztą na razie i tak było na ten temat tylko kilka konkretnych postów) - jaki stawiacie próg stażu dla tancerki, która debiutuje na scenie? Oczywiście rozumiem, że trzeba brać pod uwagę również takie kwestie, jak umiejętności, zdolności, czas poświęcony na trening... ale, załóżmy, dziewczyna uczęszcza na zajęcia 1-2 w tygodniu + poświęca na to ok. pół godziny-godzinę w domu, zależnie od wolnego czasu i chęci. Po jakim czasie - zakładając, że dziewczyna nie jest ani wybitnie uzdolniona, ani nie ma jakichś specjalnych problemów z załapaniem figur - Waszym zdaniem, jest w stanie przedstawić układ publicznie - np. z zespołem, kiedy stworzyć własny... jestem ciekawa Waszych opinii na ten temat ;)
Przypominam, że zakładamy to dla pewnej danej przeciętnej tancerki X, więc jeśli ktoś uważa, że "nie można powiedzieć", niech nie marnuje postów, sama zdaję sobie sprawę, że to trudno ocenić ;)
W większości szkół tańca pierwszy występ - choreografia grupowa poznana na zajęciach - odbywa się po pół roku. Oczywiście, jest to określanie jako występ uczennic, więc jeśli chodzi Ci o występ np. komercyjny - to jeszcze nie to.
Trochę o tym była mowa w wątku "Chcę występować", "Mój pierwszy występ" i "Gdzie wystąpić z tańcem brzucha", pewnie jeszcze gdzieś też... Nie podaję linków, bo forum dziś wolno działa i nie chcą się otworzyć.
kaoruaki
11-11-2008, 21:20
Ja bardzo bym chciała występować,ale poprzestaje póki co na marzeniach, bo wiem,że jeszcze wiele przede mną pracy,warsztatów.Nie czuje sie kompetentna by reprezentować ten piękny taniec,ale mam nadzieje, ze kiedyś mi sie opłaci ten poświęcony czas i pieniążki i będę gotowa do występów przed publicznością.Jestem zdania,że jeśli sie coś kocha, to jednocześnie dba sie o to by było to jak najpiękniejsze, dopieszczone w każdym calu(bez skojarzeń proszę:D)i jak najlepiej odbierane.Tak tez jest z tańcem. Jeśli rzeczywiście jest on ważny dla tancerki,i podchodzi do tego poważnie, to myślę ze powinna tez czuć sie odpowiedzialna za to jak go będzie reprezentować. Nie wspominając już o szacunku do samej siebie. Ja przenigdy nie chciałabym przyczynić sie odbierania mnie jako jedną z tanich tancerek albo do postrzegania tańca brzucha wg.stereotypów które tak solidnie zwalczamy choćby na tym forum
A ja napiszę tak z przestrogą troszkę... a propos pieniędzy.
Dostałam zlecenie od znajomej już firmy, dla której występowałam, na trzy dni przed terminem, w dodatku w miejscu dosyć odległym od mojego zamieszkania, godzina też taka średnia. Ale kobiecie bardzo zależało, ponad to dyrektor firmy do mnie dzwonił, więc, troszkę z przymusu,ale się zgodziłam. Przesłałam faksem umowę, wszystko jak zwykle opracowane, tylko na dzień wcześniej pani zmieniła... godzinę. JAko ,że dojazd zajmował mi jakieś 1,5 h (ztm) z powrotem miałam trening (taki raczej istotny) to stwierdziłam,że tego w umowie nie było,a ja nie dam się naciągnąć. Ale Pani zadzwoniła, pospiesznie wyjaśniła,że ja MUSZĘ BYĆ (mam alergię jak ktoś mnie do czegoś zmusza, ale cóż) i,że ona przyśle po mnie samochód ze swojej firmy, pod dom i on mnie odwiezie. Wszystki szczegóły dogadywane były na gorąco,w końcu nawet godzina się nie zmieniła, bo jak samochód ,to miałam dotrzeć w 45 min. O umówionej godzinie przyjechał czarny piękny samochodzik, wsiadłam, zostałam odwieziona bez większych komplikacji na miejsce. No i się zaczęło. Wyszłam z samochodu, pospiesznie zostałam wprowadzona na górę ( ogólnie była to tzw. parapetówa dla firmy) i polecono mi się przebrać, wzięto płytę z opisem muzyki . Co też uczyniłam, wściekła trochę,że tak bezceremonialnie to się wszystko odbywa. Po kolei odtańczyłam to co miałam zrobić, ponieważ w międzyczasie pojawili się strażacy mający oblać budynek, to w sumie tańca było o 10 min mniej (miało być 0,5h) ,ale to już nie moja sprawa. Ponownie zaprowadzono mnie na górę, pospiesznie panna wyjęła długopis, wymieniłyśmy umowy, po czym stwierdza,że samochód już na mnie czeka. Wręczyła mi pieniądze, wydałam pokwitowanie,pospiesznie się przebrałam i wyszłam. Samochód w istocie czekał. W całkiem niezłym nastroju, w końcu WSZYSTKO poszło bez problemów i gdy nucąc zajechaliśmy na Plac Bankowy kierowca zażądał odemnie opłaty za przejazd. Powiem szczerze,że mnie wryło. Jak to, po tych wszystkich akcjach ze zmianą godziny, najdalszym na świecie zakątku podwarszawskich osiedli, jeżdżeniu ,szykowaniu, chcą mnie skasować za 2 strefę i jazdę najdroższą chyba korporacją? Wściekła była nieziemsko,ale nagle uświadomiłam sobie,że tego cholernego transportu nie zdążyłam zawrzeć w umowie i mimo,że to był samochód należący do firmy przemiłej Pani,która była moją klientką (sic!) miałam płacić za mega długi kurs... ale cóż zrobić, jako że dyskusja z kierowcą,który był coraz bardziej poirytowany nic nie dała, zapłaciłam wysoki rachunek (w sumie kazdy byłnby wtedy dla mnie wysoki :P)i podziękowałam za współpracę.
Może nie jakiś jaskrawo ohydny przypadek,ale napewno niesmak pozostał. Z tą panią już mam nadzieję więcej nie mieć nic do czynienia.
Bankowy kierowca zażądał odemnie opłaty za przejazd. Powiem szczerze,że mnie wryło. (...) Z tą panią już mam nadzieję więcej nie mieć nic do czynienia.
Cała historia faktycznie nieprzyjemna. Tylko wydaje mi się całkiem możliwe - przynajmniej na podstawie Twojego opisu - że to kierowca okazał się niezłym cwaniakiem, a nie Pani, która Cię wynajęła. Przynajmniej nie jest to wykluczone, na podstawie Twojego opisu. No i nie zmienia to faktu, że mało co tak irytuje jak takie nagłe zmiany planów w związku z niepoważnym podejściem do tematu zleceniodawcy. A niestety zdarza się to nagminnie.
Elh, współczuję mega nieprzyjemnej sytuacji. Ja bym chyba kazała zadzwonić kierowcy do swojej szefowej (jak rozumiem Pani, z którą podpisywałaś umowę), pewnie sprawa by się wyjaśniła na niekorzyść kierowcy.
A tak poza tym to dla mnie kolejny przykład, że wszystko, ale to absolutnie wszystko, co dotyczy jakichkolwiek kosztów musi być zawsze zawarte w umowie.
Heh, co śmieszniejsze,w całej tej awanturze zagroziłam,że zadzwonię. Kierowca ze stoickim spokojem powiedział,że proszę bardzo,nawet mogę dzwonić ze służbowego telefonu. Myślę,że zatem dostał odpowiednie 'nakazy' do mojej osoby. Chociaż wiadomo... ja po prostu chciałam już wyjść z tego samochodu i iść na trening :sick:
Cóż,jeszcze jedna nauczka ;) zła teraz jestem tylko na siebie. Dokładnie - w umowie trzeba zawsze wszystko 100 razy sprawdzać, zmieniać choćby w ostatniej chwili (mnie już nurtowało to,że od razu nie wymieniłyśmy tych umów i pieniędzy), tu na szczęście się nie "przejechałam")
Seraphina
13-03-2010, 15:44
Odkurzę nieco ten wątek.
Nie mam zbytnio pojęcia jak wygląda od strony prawnej podpisywanie umowy o dzieło.
Dane: 18 lat, nie mam NIPu. Wystarczy PESEL?
Jak wygląda sporządzenie tej umowy?
Przykładowo... Piszę ją (treściowo wiadomo co tam ma być), obie strony podpisują i...? Dokument już ma moc prawną czy potrzebny jest jeszcze podpis/pieczątka jakiegoś urzędnika, cokolwiek? Co z odprowadzeniem podatku z mojej strony? Jak? Gdzie?
Liczę na Waszą chęć poinstruowania zagubionej :D
edit: MAM NIP. Zupełnie zapomniałam o stypendium, które dostałam jakis czas temu... wtedy otrzymałam tez i NIP. :D Niedopatrzenie z mojej strony, ale proszę o wyrozumiałość, dopiero wkręcam się w prawno-biurokratyczne sprawy.
Dziewczyny musicie mieć NIP.
Przecież zleceniodawca musi odprowadzić za Was podatek.
Wy rozliczacie ten podatek w rocznym picie .
Dochodzi jeszcze kwetia ubezpieczenia-jeśli go nie ma to również zleceniodawca musi się tym zająć. Zazwyczaj wypełnia się kwestionariusze do takich umów, żeby pracodawca wiedział na czym stoi.
Seraphina
13-03-2010, 20:10
W takim razie co do 'planu czynności'...
Spisuję umowę, obie strony podpisują... i to wszystko? Dokument jest już formalnie prawomocny? :D Nie trzeba go nigdzie okazywać? Zanosić do urzędu?
Ty nie musisz to zmartwienie pracodawcy. Ale bez NIP umowy nie podpiszesz.
Seraphina
13-03-2010, 20:13
Edytowałam post wyżej, NIP mam - został mi przyznany kilka lat temu (dlatego o tym nie pamiętałam) z racji otrzymania stypendium.
no to problem z głowy :) w przyszłym roku przyjdzie pit do rozliczenia i to będzie Twój obowiązek wobec skarbówki (do kwietnia).
Nie wiem w ramach czego jest ta umowa ale domyślam się,że za pokazy -z racji wątku. Upewnij się,że chodzi tu dokładnie o umowę o dzieło a nie jakąkolwiek inną. Nie każda firma chce się w takie coś bawić, zazwyczaj najwygodniej jest im rozliczyć się na podst. faktur. Wtedy też są umowy okreslające prawa i obowiązki stron oraz wszelkie warunki ale z umową o dzieło nie ma to nic wspólnego. Powodzenia!!
Wiem, że trochę odbiegnę od tematu, ale muszę się z wami podzielić moimi odkryciami.
W zależności od potrzeb mieszkam we Wrocławiu, Lesznie lub Kielcach, wiec w każdym mieście szukałam kursu. Jasna sprawa znalazłam tylko we Wrocku :)
Na necie nie znalazłam szkół TB w Lesznie czy Kielcach, więc obdzwoniłam kilka "zwykłych" pytając o kurs tańca brzucha. I szczęka mi opadła, kiedy zapytano mnie czy sama chciałabym uczyć!!! Żałuję, że nie zapisałam nazw tych szkół ale wiecie ja nie będę instruktorką. Miałam z 5 takich przypadków i raz zanim zdążyłam wyjaśnić wszystko recepcjonistka przełączyła mnie do szefowej :)
Może warto tym się zainteresować? Co myślicie?
Myślę, że ktoś, kto sam nie zna danej techniki tańca, nie powinien jej uczyć.
Blancari
14-03-2010, 22:25
Wiem, że trochę odbiegnę od tematu, ale muszę się z wami podzielić moimi odkryciami.
W zależności od potrzeb mieszkam we Wrocławiu, Lesznie lub Kielcach, wiec w każdym mieście szukałam kursu. Jasna sprawa znalazłam tylko we Wrocku :)
Na necie nie znalazłam szkół TB w Lesznie czy Kielcach, więc obdzwoniłam kilka "zwykłych" pytając o kurs tańca brzucha. I szczęka mi opadła, kiedy zapytano mnie czy sama chciałabym uczyć!!! Żałuję, że nie zapisałam nazw tych szkół ale wiecie ja nie będę instruktorką. Miałam z 5 takich przypadków i raz zanim zdążyłam wyjaśnić wszystko recepcjonistka przełączyła mnie do szefowej :)
Może warto tym się zainteresować? Co myślicie?
Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam, pytasz, co myślimy o tym, abyś uczyła tańca brzucha?
No cóż, sama przyznałaś się w innym wątku, że taniec brzucha znasz tylko z filmików i dopiero teraz szukasz kursu.
Sama sobie odpowiedz na pytanie, czy chciałabyś mieć instruktorkę, która zna taniec tylko z filmów?
Dla mnie to jest nie tylko nieetyczne, ale też niebezpieczne.
A z innej strony - we Wrocławiu nie ma problemu ze szkołami tańca brzucha i dobrymi instruktorkami, więc na pewno coś dla siebie znajdziesz.
Taki mały off top, ale we Wrocławiu masz np Samirę , która uczy w Klubie pod Kolumnami :)
Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam, pytasz, co myślimy o tym, abyś uczyła tańca brzucha?
No cóż, sama przyznałaś się w innym wątku, że taniec brzucha znasz tylko z filmików i dopiero teraz szukasz kursu.
Sama sobie odpowiedz na pytanie, czy chciałabyś mieć instruktorkę, która zna taniec tylko z filmów?
Dla mnie to jest nie tylko nieetyczne, ale też niebezpieczne.
Hm... a ja zrozumiałam, że Sahar zachęca do zainteresowania się was - te które są instruktorkami i szukają pracy.:)
Mirando, mam nadzieję, że o to chodziło :D
Tak dokładnie o to mi chodziło :)
Nie pytałybyście o takie rzeczy gdybyście widziały próby mojego tańca... powiedzmy że to się nazywa "trudnymi początkami" :) A od jutra zaczynam u Farah.
W każdym razie miło by było gdyby doświadczone osoby z odpowiednimi umiejętnościami popytały w mniejszych miastach. Wczoraj odezwała się do mnie następna osoba z Leszna z pytaniem czy uczę/ ewentualnie gdzie się uczę. Rozumiecie teraz? Tam was potrzebują!!!
Nie mogę ze śmiechu... Ja miałabym uczyć... Ha ha ha ha ha ha ha ha
I się poryczałam ze śmiechu.
W zależności od potrzeb mieszkam we Wrocławiu, Lesznie lub Kielcach, wiec w każdym mieście szukałam kursu. Jasna sprawa znalazłam tylko we Wrocku :)
chyba słabo szukałaś...;)
w kielcach jest szkoła na zamkowej, koło katedry
Serio? Nie miałam pojęcia, ale fakt na szkole w Kielcach skupiłam się najmniej, bo tam bywam najrzadziej. Ale dobrze wiedzieć, bo w wakacje będę tam dłużej a nie chciałam przerywać kursu pod fachowym okiem.
Wieeeelkie dzięki za info. Swoją drogą jeśli tam chodzisz to może wpisz tą szkołę do wątku: Szkoły tańca brzucha w Polsce
[quote=shahar;109763]Wczoraj odezwała się do mnie następna osoba z Leszna z pytaniem czy uczę/ ewentualnie gdzie się uczę. Rozumiecie teraz? Tam was potrzebują!!!
[quote]
Coś się w tym kierunku dzieje, ale ciii....;)
Shahar, zwracam honor, oczywiście swojego zdania nie odwołuję :D
W porządku, dawno się tak nie uśmiałam z siebie...
vBulletin® v4.0.8, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.