Pokaż pełną wersję : Dieta tancerki orientalnej
Roksolanka (Naima)
28-09-2007, 19:59
To jest pytanie bardziej chyba do Drogiego Admina i Amani, bo się na tym akurat wyjątkowo dobrze znają :), ale uznałam, że zadam je publicznie, bo odpowiedź będzie z pewnością ciekawa dla wielu.
Otóż pytanie brzmi:
- z czego powinna składać się dieta kobiety tańczącej taniec orientalny - czyli osoby, która nie może za dużo przytyć ani dla odmiany schudnąć, która musi dbać wszakże o więzadła, stawy i ścięgna, o skórę (tańczymy raczej skąpo ubrane) i włosy (aby mieć czym machać w kulminacji ajuba:) )
Na co powinnyśmy zwracać szczególną uwagę?
Jakich produktów unikać?
W czasie zajęć pić wodę, czy jakieś energizery z L-karnityną... ?
Na zajęcia idę zazwyczaj prawie głodna, bo w przeciwnym razie po tych wszystkich ósemkach i wielbłądkach dostaję zgagi - po treningu muszę coś zjeść, ale że jest on zazwyczaj wieczorem - zawsze jest problem co...
Proszę więc o zestaw wskazówek dietetycznych :)
Bardzo liczę na Waszą wiedzę.
Ściskam
r.
PS. Tylko błagam - nie poprzestańcie na ogólnikach: "Droga Forumowiczko, jedz więcej warzyw." :D
Żartuję...
Na ten temat napisano całe książki…
Dlatego opiszę w tym wątku nasze skromne doświadczenia. Przedstawię Wam, Co podziałało na mnie na Amani i wielu naszych przyjaciół. Nie będzie to żadną gwarancją, że podziała na Was, bo każdy organizm jest inny.
Potraktuję ten temat kompleksowo, ponieważ zarządzanie wagą ciała, nie polega tylko na nie jedzeniu. Wszyscy, którzy tak traktują odchudzanie prędzej czy później ponoszą porażkę.
Po pierwsze, trzy elementy sukcesu.
W każdej dziedzinie życia, aby odnieść sukces trzeba przygotować się i spełnić trzy elementy:
1. Wiedzieć jak to zrobić
Jak, kiedy, co i ile jeść? Jak i ile ćwiczyć, jak wpływa to na mój organizm?
2. Umieć to wykonać
Przyrządzić odpowiednie potrawy, poprawnie wykonać ćwiczenia.
3. Mieć do tego motywację
Po co mam to wszystko robić? Co osiągnę jak mi się uda?
Niespełnienie przynajmniej jednego z tych elementów znacznie utrudnia lub uniemożliwia osiągnięcie sukcesu.
Odpowiedzcie sobie same, który element jest najtrudniejszy?
Większość osób odpowiada, że trzeci – i mają rację!
Zazwyczaj, jeżeli coś nam się nie udaje np. schudnąć to właśnie, dlatego, że brak nam motywacji.
Postaram się w następnych postach opisać swoje doświadczenia we wszystkich trzech punktach.
1. Wiedzieć jak to zrobić.
To, co ja stosuje opiera się na prostym założeniu– „bilans musi wyjść na zero” :)
Każdy organizm ma swoje zapotrzebowanie kaloryczne. Jest ono zależne od płci, wagi, wzrostu i ponoszonego wysiłku.
Jesz więcej niż potrzebujesz to tyjesz.
Jesz tyle ile potrzebujesz, twoja waga utrzymuje się.
Jesz mniej niż potrzebujesz chudniesz.Z pozoru, aby schudnąć wydaje się, że powinniśmy wybrać trzecią wersję - jesz mniej niż potrzebujesz. To jest jednak błąd! Jedzenie mniejszych ilości niż potrzebujesz pozbawia twój organizm ważnych składników takich jak witaminy, mikroelementy, białka, tłuszcze, węglowodany.
Zostaje zaburzony cały metabolizm, gospodarka hormonalna i wiele innych procesów.
Organizm nie ma wystarczających ilości składników, aby regenerować skórę, włosy, paznokcie, mięśnie, narządy wewnętrzne itd. Zaczyna wysyłać sygnały obronne w postaci uczucia głodu, który staje się nie do zniesienia. Nie wiesz, kiedy stoisz przed lodówką i obżerasz się aż nie możesz już więcej zmieścić. (Efekt znany pod nazwą jo-jo)
Prawidłowym rozwiązaniem jest wybór opcji drugiej - jesz tyle ile potrzebujesz.
Żeby jednak schudnąć musimy doprowadzić do długu kalorycznego, który spowoduje pobieranie nadmiaru tkanki tłuszczowej z organizmu. Można doprowadzić do tego mądrze ćwicząc! Np. tańcząc :)
Dzięki temu organizm otrzymuje wszystkie potrzebne składniki do prawidłowego funkcjonowania, jest zdrowy a jednocześnie chudnie. Nie występuje uczucie głodu aż nie do zniesienia. Tancerka ma ładną skórę, włosy i dużo sił do tańca.:)
Zacznij od pomiaru tkanki tłuszczowej.
Jeżeli nie masz dostępu do takiego badania możesz tego dokonać na stronie (potrzebna rejestracja):www.mybodycomp.com (duża dokładność)
lub (niepotrzebna rejestracja):
http://www.e-manus.pl/calc,id,4,type,0,zawartosc_tluszczu_w_organizmie.h tml
Następnie oblicz swoje zapotrzebowanie kaloryczne.
Użyj do tego kalkulatora z tej strony:
http://www.exrx.net/Calculators/CalRequire.html (duża dokładność)
lub (mała dokładność):
http://www.e-manus.pl/calc,id,12,type,0,kalkulator_bmr.html
Wpisz następujące dane:
Sex: płeć (male-mężczyzna; female-kobieta)
Age: wiek
Weight: waga (zmień jednostki na kilograms)
Ht or BF: wpisz wynik pomiaru tkanki tłuszczowej ze strony podanej wyżej.
Wpisz ilość godzin w ciągu doby:
Resting: odpoczynek; wpisz ilość godzin snu.
Very light: ilość godzin bardzo małej aktywności; siedzenie, stanie, pisanie, gotowanie, prace biurowe itp.
Light: ilość godzin małej aktywności; spacerowanie, sprzątanie, zabawa z dziećmi itp.
Moderate: ilość godzin średniej aktywności; marsz, gra w tenis, taniec, jazda na nartach itp.
Heavy: ilość godzin dużej aktywności; bieg, wiosłowanie, gra w koszykówkę.
Wpisane godziny muszą sumować się do 24.
Wciśnij przycisk: calculate
odczytaj wynik w: BMR (Calories)
Przykład:
Sex: female
Age: 25
Weight: 55
Ht or BF (http://www.exrx.net/Calculators/BodyComp.html): 20%
Resting: 8
Very light: 12
Light: 3
Moderate: 1
Heavy:
BMR (Calories) : 1320 (Basal Metabolic Rate, w języku polskim podstawowa przemiana materii; tyle )
Activity (Calories): 605
Total Calories: 1925
Interpretacja wyników jest łatwa:
Jeżeli dziewczyna z przykładu będzie jadła powyżej 1925 cal to przytyje.
Aby schudnąć bezpiecznie powinna jeść, przy założonym wysiłku ok 1500-1600 cal dziennie.
Przeprowadzenie tych obliczeń pozwoli na wyznaczenie ilości spożywanych kalorii oraz na monitorowanie zmian. Takie pomiary i obliczenia powinno się przeprowadzać co 10-20 dni aby wprowadzać korekty w wadze ciała, obwodach i zapotrzebowaniu kalorycznym.
Roksolanka (Naima)
09-10-2007, 22:56
Drogi i czci godny Adminie!
Bardzo wielkie i piękne dzięki za te wszystkie informacje. Myślę, że zajmie i jakiś tydzień zrozumienie tego, więc chwilowo masz mnie z głowy ;)
Jednak te rady dotyczą kwestii - jak schudnąć. A mi chodzi również o to, jak zachować się w dobrej kondycji.
Przykładowo, co jeść, albo czego nie jeść, aby utrzymać stawy i te tam wszystkie więzadła, chrząstki, kości w formie. Ostatecznie muszą starczyć na długo.
Znalazłam coś takiego (na stronie jednego z ośrodków sanatoryjnych):
----------------------------------------
3. OCZYSZCZANIE KOŚCI I STAWÓW
Podstawową przyczyną zanieczyszczenia kości i stawów jest spożywanie nadmiernych ilości posiłków. Nie strawione posiłki gniją tworząc toksyny, które osadzają się w stawach.
Przez długie lata nieprawidłowego odżywiania nagromadzony w organizmie kwas szczawiowy " cementuje" nasze stawy. Stawy tracą elastyczność i zaczynamy odczuwać bóle. Z początku odczuwamy bóle w stopach, kolanach, w stawach biodrowych.
Toksyny " wędrują" wzdłuż kręgosłupa do ramion, szyi, barków i palców rąk. Spróbujcie pokręcić głową a usłyszycie chrupanie - to kryształki toksycznych kwasów, które, usadowiły się w kręgosłupie.
Niezależnie od tego, ile kto ma lat, jest tylko jedna przyczyna utraty elastyczności stawów - zanieczyszczenia organizmu.
Oczyszczanie stawów należy przeprowadzić przez kolejne trzy dni, na co zużyjecie Państwo 15 g liścia laurowego. Podczas kuracji w miarę wydalania soli i piasku mocz może zmieniać barwę od zielonego do jasnoczerwonego. To normalne zjawisko. Po 7 dniach kurację oczyszczenia powtórzyć.
1-szy dzień - 5 g liścia laurowego drobno pokruszyć, wrzucić do 300 ml wrzątku, gotować na małym ogniu 5 minut, następnie wywar wlać do termosu i odstawić na 5 godzin, żeby się odstał. Następnie płyn przecedzić, przelać do naczynia i pić małymi łykami co 15 -20 minut w ciągu 12 godzin.
UWAGA ! Całego naparu od razu pić nie wolno, ponieważ można spowodować krwotok !
2-gi dzień, 3- ci dzień- tak samo jak w pierwszym dniu. W trakcie kuracji najlepiej nie spożywać produktów białkowych (mięsa, jaja, mleko, żółty ser, twaróg itp).
-------------------------------------------------------
Jak ktoś spróbuje, proszę - napiszcie, czy było bardzo strasznie. Ja chwilowo ograniczam się do Artroxu - znakomita glukozamina - jedyna, która na mnie działa i okazuje się lepsza niż drogie zastrzyki dostawowe... A oczyszczanie stawów wg tego przepisu zacząć muszę od... kupienia sobie termosu ;)
Pozdrawiam serdecznie
r.
rahandia
10-10-2007, 06:43
witam
drogi adminie super stronka z tym pomiarem tkanki tłuszczowej :)
jeśli chodzi o utrzymanie i dbanie o kondycje stawów, kiedyś jak namiętnie uczęszczałam na zajęcia fitnessu, po pewnym czasie wysiadły mi kolana i instruktorka i zaawansowane fitneski :) doradziły mi żebym sporzywała więcej produktów z żelatyną, np. galaretki, tymbaliki.....to taka profilaktyka. Wiem, że też są tabletki dokładnej nazwy nie pamiętam artro...coś tam... są reklamy w gazetach i tv, sama nie zażywałam, ale wiem, że koleżanki stosowały i chwaliły.
A propo zdrowia, kości i kręgosłupów, to mi zajęcia tańca brzucha bardzo pomogły na ból kręgosłupa. Mam dosyć mocną skoliozę, siedzącą pracę i często strasznie bolały mnie plecy, zastanawiałam się nawet czy TB mi nie zaszkodzi ale postanowiłam spróbować i nie żałuje. Bóle przeszły i widzę dużą poprawe:)
No dobra, to podaj proszę przykładowy jadłospis...
:sick:
:D:DNo i nie ma podpowiedzi. :redface:Tak myślałam. :pKażdy dzieli się tym czym chce. Z:unsure::unsure:resztą tak jak Admin zasugerował należy nauczyć się słuchać własnego ciała. Zerknijcie na stronę: www.nautilius.org.pl (http://www.nautilius.org.pl/) przeczytajcie tam wywiad z Werdinem człowiekiem, który eksperymentuje na własnym organiźmie. Jest tam też trochę innych tematów...:)
No dobra, to podaj proszę przykładowy jadłospis...
:sick:
Nie podam gotowego jadłospisu, bo korzystanie z takich gotowców jest jednym z błędów ;). Jeżeli ktoś nie przygotuje go sobie sam w zgodzie z tym co mu smakuje, jest u niego w sklepie, jaki ponosi wysiłek itd. to działa w ciemno zmniejszając szanse powodzenia.
Niedługo napiszę co dalej... tylko trochę muszę czasu znaleźć :cool:
Za dwa i pół roku mam zamiar pójść na dietetykę. Wtedy napiszę tutaj taaaakiego wielkiego posta, który wywoła uśmiech u forumowiczek, spowoduje, że dzieci będą szczęśliwe, mężowie zadowoleni, a świat będzie piękniejszy :toung::bigsmile::nuts::yeahhh::laugh_001:
A mnie wyszło, że ważę o 3 kg za dużo, gdy tymczasem wszyscy (rodzina, Mężczyzna i dwaj lekarze) krzyczą na mnie, że chudnę... :-) Mimo że się nie odchudzam, to chudnę.
A propo zdrowia, kości i kręgosłupów, to mi zajęcia tańca brzucha bardzo pomogły na ból kręgosłupa. Mam dosyć mocną skoliozę, siedzącą pracę i często strasznie bolały mnie plecy, zastanawiałam się nawet czy TB mi nie zaszkodzi ale postanowiłam spróbować i nie żałuje. Bóle przeszły i widzę dużą poprawe:)
/signed :-)
Ja też mam krzywe plecy i taniec bardzo pomaga - zwłaszcza kiedy jestem po całym dniu chodzenia/siedzenia, dawniej kładłam się na kanapie i jęczałam, a teraz idę potańczyć i ból ustępuje.
a co mam zrobic jesli jestem dosc niska i musze masakrycznie malo jesc zeby utrzymac prawidlowa wage ktora zalecil mi lekarz?
To proste, jedz mało, ale nadal zbilansowanie, dbając przede wszystkim o stawy i mięśnie.
strasznie trudno jest utrzymac 47kg w wieku 19 lat :(
A czym to się różni od utrzymywania wagi w wieku 24 lat?
bo ja podobno ,jeszcze rosne i dojrzewam, ;)
A tam, bez przesady. Ja mam 17 i już dawno nie zauważyłam, żebym rosła (chyba, ze wszerz;D)
Bardzo ciekawa strona Adminie. :)
Sprawdziłam i wychodzi na to, że powinnam ważyć 65 kg.
Czemu Ja muszę być taka nabita ?
To, że lubię jeść to już druga sprawa :D
Bardzo ciekawa strona Adminie. :)
Sprawdziłam i wychodzi na to, że powinnam ważyć 65 kg.
Czemu Ja muszę być taka nabita ?
To, że lubię jeść to już druga sprawa :D
Która strona jest ciekawa, bo podawałem kilka;)
65 kg to trochę dużo ;)
Może jakieś parametry źle wpisałaś? Spróbuj jeszcze raz :)
a co mam zrobic jesli jestem dosc niska i musze masakrycznie malo jesc zeby utrzymac prawidlowa wage ktora zalecil mi lekarz?
Rakissa, podałem powyżej kalkulatory prawidłowej masy ciała i odżywiania. Oblicz według nich ile powinnaś prawidłowo ważyć i ile powinnaś jeść i porównaj z tym co zalecił Ci lekarz.
Ta o pomiarze tkanki tłuszczowej.
Ta o pomiarze tkanki tłuszczowej.
Ta strona nie wskazuje ile powinnaś ważyć tylko jaką masz zawartość tłuszczu w organizmie. To obliczenie jest dopiero podstawą do kolejnych kroków czyli sprawdzenia czy mamy trochę tłuszczyku za dużo czy za mało, ile mamy schudnąć lub przytyć :)
I tak wiem, że mam za dużo :D
wyszl0o mi ze mam 23 % tluszczu ze powinnam wazyc 46kg (mam o 1kg wiecej) i powinnam nie przekraczac 2500 kcal. i tu sie nie zgodze bo jesli w ciagu dnia zjem wiecej niz 2 posilki i to dosc drobne to juz tyje :( wiec co mam robic. gdybym jadla az 2000 kcal to bym wygladala jak slon. bardzo trudno mi utrzymac 47 kg ja wrecz bardzo drastycznie ograniczam kalorie i wszyscy mi mowia ze mam skrzywienie na tym punkcie ale coz... nie chce miec nadwagi
a z tego mniej dokladnego kalkulatora wyszlo mi zew nie wiecej niz 1300 kcal na dzien. one sie nie zgadzaja ze soba...
a z tego mniej dokladnego kalkulatora wyszlo mi zew nie wiecej niz 1300 kcal na dzien. one sie nie zgadzaja ze soba...
Korzystaj z tego bardziej skomplikowanego, podaje bardziej indywidualne i dokładne wyniki. Ten prostszy ma duży margines błędu ponieważ opiera się na dużym przybliżeniu wyliczonym ze statystyk.
Co do ilości posiłków to proponuję Ci jednak jeść więcej niż dwa razy dziennie bo możesz zrobić sobie krzywdę. Optymalne rozłożenie posiłków dla osoby, która nie ponosi dużych wysiłków to co ok cztery godziny.
Pozostawianie żołądka na dłuższy czas bez jedzenia może spowodować dużo komplikacji, od nieświeżego zapachu z ust do wrzodów. Nie wiem czy wiesz ale zaledwie po trzech godzinach bez dostarczenia białka do organizmu zaczyna się proces uwalniania białka z mięśni aby podtrzymać inne ważniejsze metaboliczne procesy. Mięśnie zostają "zjedzone" przez organizm.
scarabee
16-08-2008, 21:15
No mnie sie też kalkulatory nie zgadzają. Ten z zawartości tkanki tłuszczowej każe mi schudnąć do 45kg (tymczasem jak spadam do 44, zaczynam słabnąć i źle się czuć), a ten BMI mówi, że idealna waga dla mnie to 47 - 59kg (w życiu nie wyskoczyłam ponad 47 - i wtedy wcale aż tak chudo nie wyglądałam). Ja się najlepiej czuję przy 46 (tyle ważę teraz) i muszę się nieźle przykładać, żeby z tej wagi nie spaść.
Zauważyłam, że część z tych kalkulatorów przy doradzaniu idealnej liczby kalorii bierze pod uwagę jedynie wzrost i ogólne proporcje ciała. A co z aktywnością fizyczną? Osoby, które dostarczają sobie solidnej dziennej dawki ruchu na pewno potrzebują więcej kalorii niż te, które tego nie robią. Dlatego wolę słuchać swojego organizmu niż pilnować kalorii - z resztą kiedy dostarczam ich tyle, co zalecają poradniki, chudnę i wcale nie odbija się to korzystnie na moim samopoczuciu...
Blancari
16-08-2008, 21:22
A mnie wyszedł tłuszczyk 19,2% i kalkulator każe mi przytyć cały kilogram :)
Nic to, moja waga ma tendencje do utrzymywania się na stałym poziomie niezależnie do tego ile i co jem...
Ja po prostu jem, kiedy jestem głodna i tyle ile mój organizm chce. A raz chce więcej, a raz mniej. Więc to chyba dlatego...
Zauważyłam, że część z tych kalkulatorów przy doradzaniu idealnej liczby kalorii bierze pod uwagę jedynie wzrost i ogólne proporcje ciała. A co z aktywnością fizyczną?
Kalkulatory mają w nawiasach informację czy są dokładne czy ogólne.
Od początku sugeruję używanie kalkulatora dokładnego, czyli tego:
http://www.exrx.net/Calculators/CalRequire.html
Dzieli on wysiłek na pięć stopni w ciągu doby. Jak widzisz aktywność fizyczna jest brana pod uwagę w bardzo dokładny sposób.
Scarabee, jeżeli wystarczy Ci słuchanie swojego organizmu i nie masz problemów z łatwym nabieraniem zbędnych kilogramów to możesz być szczęśliwa i wyrzucić takie kalkulatory.:) Są one przeznaczone dla osób które muszą ciężko walczyć o każdy kilogram nadwagi, chwila zapomnienia to dla nich błyskawiczne kolejne kilogramy. Takie osoby muszą mieć kontrolę nad wszystkim co jedzą. Potrzebują jakiegoś odnośnika, miarki aby nie poruszać się w swoich działaniach po ciemku. Są one bardzo pomocne ponieważ dzięki nim obserwujesz zmiany w swojej wadze w oparciu o konkretne działania, diety itp.
Blancari
16-08-2008, 21:33
Scarabee - drobiażdżku nasz uroczy (bo Scarabee jest drobna, ale ma bardzo ładne proporcje) - Ty nie słuchaj kalkulatorów. Jak schudniesz to znikniesz :D A przynajmniej będziesz mogła się schować za assayą :p
scarabee
16-08-2008, 21:45
Scarabee - drobiażdżku nasz uroczy (bo Scarabee jest drobna, ale ma bardzo ładne proporcje) - Ty nie słuchaj kalkulatorów. Jak schudniesz to znikniesz :D A przynajmniej będziesz mogła się schować za assayą :p
Oj, aleś mi nasłodziła :embarrest: Myślę, że schowanie za assayą mi nie grozi (miednica gdzieś bokami zawsze wyjdze :p ).
Ale fakt faktem, podczas gdy wiele kobiet walczy z kilogramami przybywającymi, ja walczę z ubywającymi ;) Dietę trzymam urozmaiconą, więc składników odżywczych mi nie brakuje. Ale wszelkie akcje w stylu "za dużo wydaję na słodycze - odstawię na jakiś czas, pooszczędzam trochę" kończą sie spadnięciem poniżej 45kg... No więc nie oszczędzam :D
Adminie, dobry ten kalkulator! Nie dość, że wynik był bliski temu, ile muszę jeść, żeby utrzymać stałą wagę, to jeszcze zachęcił do zastanawiania, ile ja się właściwie godzin dziennie ruszam ;)
ah a ja wogole nie moge sobie pozwolic na slodycze i tego typu rzeczy :(
Te liczby zawsze mnie szokują - ze zdziwieniem stwierdzam, że według kalkulatora mam jeść 3000 kcal dziennie. A potem pobieżnie przeliczam, ile jadam i z ogromnym zdziwieniem stwierdzam, że jakoś 4000kcal - choć potrafię też dużo, dużo więcej...
Mam lekkie wahania wagi ale generalnie nie tyję za łatwo, mam jakąś zabójczo dobrą przemianę materii mimo niewiarygodnych napadów apetytu. Odkąd darowałam sobie martwienie się dietami, wagą itp., wystarczy mi słuchać swojego ciała żeby wszystko było ok. Ono mówi mi wyraźnie, czego potrzebuje - często nawet mam zachcianki niczym kobieta w ciąży - nagle mój organizm zaczyna krzyczeć o nabiał, o jakiś owoc lub warzywo itp.
Moja mama żartuje ze mnie cały czas - mówi, że wiedziała o tym, że ludzie myślą za pomocą mózgu, niektórzy panowie za pomocą innego ośrodka decyzyjnego, ale ja jestem unikatowa - myślę żołądkiem! :D
Blancari
17-08-2008, 00:06
wystarczy mi słuchać swojego ciała żeby wszystko było ok. Ono mówi mi wyraźnie, czego potrzebuje - często nawet mam zachcianki niczym kobieta w ciąży - nagle mój organizm zaczyna krzyczeć o nabiał, o jakiś owoc lub warzywo itp.
Ja mam to samo! Najczęściej właśnie wiem, co chcę zjeść. Moja rodzina nie żartuje, tylko uważa, że wybrzydzam. Bo czasem naprawdę zamiast zjeść to co w lodówce, to idę do sklepu. :D
Moja rodzina nie żartuje, tylko uważa, że wybrzydzam. Bo czasem naprawdę zamiast zjeść to co w lodówce, to idę do sklepu. :D
Skąd ja to znam ;) :rolleyes:
;)Każdy chyba może we własnym zakresie zaobserwować swoje ciało i stwierdzić co mu służy, a co nie. :rolleyes:Po jakich produktach występuje np. obrzęk, opuchnięcie lub nasycenie tkanki tłuszczowej czy wzdęcia jelit, zgaga lub zmęczenie. Czasami chce nam się po prostu pić i wystarczyłaby woda...bez bąbelków, cukru i innych dodatków. Często zdarza się, że nie zauważamy czy nie kojażymy żadnych symptomów, bo jemy to co wszyscy i tak jak zawsze od pokoleń, wręcz jesteśmy semntymentalnie nastawieni do niektórych potraw. A spróbujcie nie jeść przez tydzień cukru, a przez kolejny tydzień mąki i zobaczycie jak po tych produktach organizm zbiera wodę i po prostu puchnie, oczywiście nie dotyczy to wszystkich. Niektórzy źle trawią lub są uczuleni na inne produkty. Wystarczy zaufać pani w sklepie i kupić wędzonego tuńczyka... jak to było ostatnio w moim przypadku.:blink::sick::blink::sick:
Nasz organizm potrafi nam powiedzieć czego potrzebuje :) sama tak mam - nieraz nagle i zupełnie bez przyczyny przyklejam się do jakiegoś "czegoś jadalnego", nawet na dłuższy okres czasu i nie potrafię bez tego przeżyć - często jest to coś, czego powiedzmy pół roku wcześniej napewno bym nie tknęła. Wtedy wiem, że organizm potrzebuje jakiegoś składnika w tym zawartego, więc woła o to. Tak samo nagle mnie potrafi od tego odrzucić, co sobie tłumaczę nasyceniem (lub nawet przesyceniem) organizmu danym składnikiem diety :)
Moja waga jest różna w zależności od pory roku, ilości stresów itp. Moje wartości graniczne, w których dobrze się czuję to między 49 a 55 kg. Ku przestrodze i by pamiętać do czego przypadkiem nie dopuścić - zachowałam swoje zdjęcie, na którym wyglądam jak szkieletor bo ważyłam tam 47 kg - czasem się nim straszę :D. Powyżej 55kg natomiast męczę się wchodząc na moje 3 piętro co nie jest komfortowe.
Pochłaniam straszne ilości zwykle wysokokalorycznego jedzenia, kocham słodycze, za to jestem jaroszem (celowo nie piszę wegetarianką bo wegetarianizm jest mylony z weganizmem). Co do kalorii nigdy nie policzyłam sobie żadnej, wiem tylko, że tabliczka czekolady to jakieś 500 kcal i że można ją wyśmiać w godzinę :D
a ja powrócę do pierwotnego pytania Roksolanki, bo wydaje mi się,że chodziło jej raczej o sposoby oczyszczania ciała niż o sposoby pomiaru tkanki tłuszczowej
diety z liściem laurowym nie próbowałam jeszcze, ale mogę polecić świetną kurację ryżową:
wsypujemy do miski tyle łyżek sypkiego ryżu ile mamy lat (tylko nie takiego zwykłego białego, ale parabolicznego bądź naturalnego)
zalewamy to zimną wodą-przegotowaną albo mineralną z butelki
wstawiamy na noc do lodówki, rano wodę wylewamy,płuczemy i zalewamy świeżą.
bierzemy z tego jedną-dwie kopiaste łyżki ryżu,zalewamy trzema łyżkami wody i chwilkę gotujemy, aż woda odparuje
resztę wstawiamy do lodówki
ugotowany ryż jemy na czczo i staramy się nic nie jeść-najlepiej do 4 godzin, ja osobiście po godzinie wymiękam,ale im dłużej tym lepiej dla organizmu.
i taki rytuał powtarzamy codziennie rano
więc to raczej przepis dla cierpliwych, bo opróżnienie całej miski zajmuje trochę czasu...im człowiek starszy tym więcej...
jak działa?
ryż doskonale oczyszcza stawy, ścięgna, generalnie całe ciało z toksyn i innych zanieczyszczeń, które mogą być przyczyną różnych naszych dolegliwości
przez pierwsze dni można mieć trochę niemiłe odczucia-tu zaboli,tam zakłuje-osobiście czułam się jakby ktoś mi od środka jeździł odkurzaczem po wszystkich moich stawach...to dowodzi też pewnie, iż było co oczyszczać.he,he.Ale generalnie polecam, bo to tylko dla zdrowia, a wiadomo,iż co jakiś czas dietę taką trzeba powtórzyć, bo człowiek wciąż łapie jakieś brudy, czy to w pożywieniu czy ze zwyczajnego stresu...
:D
i tyle.polecam wszystkim cierpliwym.;)
mam nadzieję,że Roksolanka tu jeszcze zajrzy, choć to stary wątek.
są oczywiście jeszcze zioła,niezioła i inne cudeńka, ale o tym można w nieskończoność
a taki ryż zje się i już.
polecam!
Drogi Admine!-co do obliczeń jakie podałeś- to też bardzo interesujące i widzę ,że dziewczyny podjęły temat-mnie jednak od matematyki zaczyna boleć głowa-to te szare komórki nieużywane od lat- więc chyba daruję sobie te przeliczniki..ja tam odżywiam się intuicyjne!;)
Oj chyba bym nie znalazła w sobie samozaparcia na oczyszczanie organizmu za pomocą ryżu... no i mam wrażenie, że by mi po takiej kuracji wyszedł bokiem a i tak ciężko mi się było go polubić tak generalnie :D
Co do diet - właśnie przed chwilą przy obiadku przypadkiem trafiłam na program o efektach odchudzania się, anoreksji i bulimii u wielkich gwiazd :eek::confused:. Nie ma to jak pooglądać sobie takie szkieletory, opychając się akurat górą ruskich pierogów z 18%-śmietaną. Do teraz chodzę zszokowana i oburzona - bo potem nastolatki jak i dorosłe kobiety próbują brać z tego przykład :mad:.
Pozytywne akcenty:
- Marilyn Monroe, symbol seksu nosiła rozmiar 42, w tamtych czasach rozmiar 42 to dzisiejszy 46 (!) :)
- 3/4 panów przyznaje, że woli krągłości :D
Tak więc jedzmy na zdrowie :)
Ja bym nic do mojej pupy i ud nie miała, gdyby nie cellulit. Toż to zmora! Teraz kiedy naprawdę zaakceptowałam swoje "krągłości" (pewnie większość z Was by mnie wyśmiała, za nazywanie rozmiaru 36-38 krągłościami :D) cellulit jest jedyną przeszkodą do pokochania swojego ciała. A nie mam ochoty, sił, motywacji, żeby bawić się z tymi śmierdzącymi balsamami i dietami. Zresztą, za każdym razem kiedy chcę się odchudzać słyszę, że i tak jestem szczupła i to bez sensu. :cool: Marzy mi się jakiś sposób, po którym raz-dwa znikła skórka pomarańczowa. :p
Na celulit - nie ma zmiłuj - tylko dużo ćwiczeń na dotknięte nim partie ciała. Cudowne balsamy i zabiegi kosmetyczne mogą co najwyżej pełnić funkcję dopełniającą, ale to, że same w sobie zadziałają antycelulitowo można włożyć między bajki :rolleyes:.
Niestety sprawę komplikuje to, że przyjmowanie niektórych leków wręcz wywołuje celulit i wtedy walka z nim jest dużo trudniejsza. Z tego co wiem, również noszenie np. zbyt opiętych spodni przyczynia się do powstawania celulitu, stąd też już parę lat temu podziękowałam za współpracę opiętym, twardym dżinsom :).
Niestety sprawę komplikuje to, że przyjmowanie niektórych leków wręcz wywołuje celulit i wtedy walka z nim jest dużo trudniejsza.
No proszę, nie wiedziałam... Jakich leków?
A może by tak po prostu polubić cellulit? Przecież prawie nie ma kobiet, które go nie mają, to nie jest jakiś strasznie szpecący defekt, lecz tylko drobny mankament, do tego widoczny dla większości świata tylko na basenie;) Ja tam się swoim dawno przestałam przejmować, choć nie mam pięknych i gładkich nóg. Po prostu szkoda i energii na używanie tych śmierdzących balsamów - a trochę ćwiczę i tak, dla przyjemności z posiadania ciut lepszej kondycji. Żaden strój do tańca nie odsłania cellulitu, więc w czym problem? :D
No, w sumie macie racje. 80% kobiet w końcu go ma. Teraz wakacje się kończą i nie będę się pewnie nogami przejmowała przez parę miesięcy. :D Zamierzam kupić matę do Dance Dance Revolution i szalenie na niej będzie przeze mnie uznawane za kompleksowe ćwiczenia. :D
Jeśli cellulit nie jest bardzo zaawansowany to mozna sie go pozbyć calkiem prosto, ale jak już wcześniej wspomniała Antares, tylko ćwiczeniami.
Nie muszą to być jakieś wyszukane gimnastyki :). Wystraczy np. postanowić sobie nie jezdzić windą i zawsze wchodzić po schodach (jak ktoś mieszka np. na 7 pietrze to to bedzie bardzo owocne ćwiczenie :D). Oglądając telewizję można na leżąco robić rowerki. Położyć się na boku i machać nogami w górę, w bok i gdzie jeszcze przyjdzie do głowy. Nawet nie trzeba się zastanawiać, tylko robić to intuicyjnie. Np. podczas czytania, leżąc na brzuchu, machać nogami w tył itp. Ja mam najwyraźniej mega farta, bo nie mam skłonności rodzinnych do cellulitu. Moja mama go nie miala cale życie i nie ma nadal, w wieku 45 lat, wiec ja licze na to, że tez dotrwam do jej wieku z gładkimi nogami.
No proszę, nie wiedziałam... Jakich leków?
Ot chociażby pigułek antykoncepcyjnych, o czym się nie mówi (mimo to jeśli miałabym wybierać celulit lub niepożądaną ciążę - to wybieram celulit).
Ale nie tylko. Mają na to wpływ np. leki zatrzymujące wodę w organizmie. Niedawno widziałam skutki uboczne silnego środka hmm... nasennego albo jakiegoś uspokajacza (?) nie pamiętam - ale efektem był gwałtowny wzrost masy ciała na skutek zatrzymania wody w ciele, co wywołało celulit nawet w obrębie ramion i to w krótkim czasie! Na szczęście takie rzeczy nie są dostępne bez recepty.
Specjalistą nie jestem więc piszę tylko to co mi wiadomo :).
Quesse - tak, pigułki antykoncepcyjne. Jestem szczupła, nie jem miesa,sporo ćwicze jak my wszystkie a cellulit pojawił się u mnie dokładnie w miesiąc po rozpoczęcia używania hormonów. Jednak podejrzewam, ze nie wszystkie tak moga działać, a te z najwieksza dawką hormonów, uzywane nie tylko w celach antykoncepcyjnych, ale i leczniczych. Moje Diane-35 są straszne w tej kwestii, ale kiedy dawno temu brałam Jasminelle nic się nie działo :P
Tak, bo Diane-35 mają bardzo duże (lecznicze) dawki hormonów (no i dlatego nie powinno się ich przyjmować dłużej niż to niezbędne), Yasminelle natomiast maleńką zawartość hormonów.
Po Dianie - przynajmniej ja - czułam się jak ponton napełniony wodą, mocno się "zaokrągliłam" no i szybko musiałam wymienić biustonosze na takie z miseczkami o 2 rozmiary większe i to nastąpiło gdzieś do 2-3 tygodni od rozpoczęcia ich brania. Za to po takich tabletkach jak Cilest albo Regulon nie miałam takich historii.
Antares - ja natomiast po Diane nie przytyłam w ogóle, a ostatnio nawet schudłam troche - ale to z innego powodu. Nie powiększyły mi się piersi:( Jedyne objawy uboczne to ta odrobina cellulitu, czasem dziwne bóle głowy i większa skłonność do zmęczenia, senność
IsisZisou - w sumie ciężko nazwać to przytyciem :D po prostu nabrałam barrrrdzo kobiecych kształtów - tylko że w tak krótkim czasie, że nie mogłam się od razu przestawić, no i czułam nadmiar wody w organizmie, jakbym była nadmuchana czy coś. Jeju...:rolleyes: byłam wtedy bosssska ;):D - figurka cud, cera jak u niemowlaka :). Tylko że 3 pierwsze miesiące koszmarne nudności mnie męczyły. Ale to wszystko był po prostu szok hormonalny - musiałam się poświęcić bo dostałam to jako kurację (i to nawet nie na cerę). Po roku gdy cel terapeutyczny został osiągnięty, przeszłam na cilest ...no i znów musiałam wymieniać staniki - na mniejsze, ale już nie tak małe jak przed dianą :D
A długo bierzesz pigułki? Bo jeśli tak, to objawy typu bóle głowy raczej nie powinny występować i może trzeba zmienic tabletki? Cellulit potabletkowy jest taki "wodny" i powinien zniknąć jak przestaniesz brać. Koleżanka twierdzi, że jej pomagają kąpiele solne (sól w kąpieli wyciąga wodę z organizmu).
Matko, co za niesamowite historie, ja brałam Dianę kiedyś długo, a ostatnio znów musiałam do niej wrócić - i nigdy nie miałam żadnych dziwnych skutków ubocznych, za to działanie lecznicze doskonałe. Nudności, tycie? :eek: Co za szczęście, że mnie to ominęło.
A cellulit mam i miałam zawsze, więc nie wiem, czy to się wiąże z hormonami... I dalej sądzę, że to nie tragedia:)
bollyanna
31-08-2008, 13:07
Nawiązując do Diane 35 - to absolutnie nie są pigułki antykoncepcyjne! Ich głównym zadaniem jest leczenie zaburzeń hormonalnych, a antykoncepcja występuje niejako przy okazji. Przepisuje się je wyłącznie osobom chorym.
Brałam te leki dawno temu chyba przez 2 lata i przytyłam szybko 10 kilo! To było straszne, bo tego tycia nie dało się powstrzymać żadnymi dietami, a byłam wtedy w liceum i wygląd miał dla mnie większe znaczenie niż teraz, tzn. bardziej się nim przejmowałam. Na szczęście po odstawieniu Diane moje nadmiarowe 10 kg poszło sobie samo, bez absolutnie żadnego wysiłku z mojej strony :)
Mam trochę cellulitu, nie jest on jakiś straszny, ale nie wiedziałam, że może być związany z antykoncepcją? Przez ostatnie lata brałam różne pigułki i nie zauważyłam efektów ubocznych, a na cellulit szczerze mówiąc nie zwracałam uwagi...
Też mam, od czasu liceum, kiedy ważyłam 15 kg więcej niż ważę teraz. Schudłam, cellulit pozostał, jestem w stanie go zmniejszać, jak mi się chce ćwiczyć i masować, i trzymać dietę. Zwykle mi się nie chce. Nie zauważyłam zależności między pigułkami (od 4 lat biorę, ale pigułki, nie leki hormonalne jak Diane-35) a cellulitem - wiem jednak, że jeśli pigułki są dobrze dobrane (tzn. nie powodują efektu "poduszki"), to nie powodują ŻADNYCH skutków ubocznych.
Paulina - te moje objawy są takie, ze w sumie mozna je przypisywac różnym przyczynom. I tak uważam, ze dobrze toleruję ten lek i nie potrzebuję zmiany, szczególnie po tym, co nasłuchałam sie od innych na temat możliwych skutków ubocznych. A z tą solą spróbuje, chociaż specjalnie mi ten cellulit nie przeszkadza;)
Wracając do tematu wątku - jeśli tancerka orientalna chce pozbyć się cellulitu, powinna ograniczyć potrawy smażone, fast foody (wlicza się w to także kebab...), produkty kwasotwórcze (wieprzowina i wołowina, białe pieczywo, płatki owsiane i biały ryż, makarony z białej mąki, jajka, sery topione i pleśniowe), mniej solić (bardzo ważne! sól sypiemy do wody w wannie, nie do jedzenia :)) i jeść regularnie niewielkie posiłki. Do tego dużo świeżych owoców (cytrusy koniecznie!) i warzyw, produktów bogatych w błonnik (musli!) oraz czosnek. Zamiast kawy - zielona herbata.
I wiecie co? Wolę dalej jeść tak, jak jem i kochać mój cellulit niż się tak ograniczać :)
Zresztą w tańcu i tak go nie widać.
ograniczyć potrawy smażone, fast foody (wlicza się w to także kebab...), produkty kwasotwórcze (wieprzowina i wołowina, białe pieczywo, płatki owsiane i biały ryż, makarony z białej mąki, jajka, sery topione i pleśniowe), mniej solić...
Do tego dopisać jescze słodycze, lody i alkohol. I okazuje sie, że trzeba przestać jeść wszystko co smaczne. Ja sobie nie odmówię za nic kuchni włoskiej, greckiej, gruzinskiej lub kebaba. Nie odmówię sobie czekoladowych lodów i ciasteczek !!! Za nic !!!
trzeba przestać jeść wszystko co smaczne.
Tylko nie piwo!!!!!!!!! :)
Zamienię na słodycze. Chociaż buraki tez są smaczne...całe szczęście, że sałatki i surówki to coś co cieszy i brzuszek i oko. I od razu jest łatwiej.... jeśli śniadanie składa się z pomidora, papryki (w formie sałatki), serka białego, kawałka jajka to zupełnie co innego znaczy dla naszego organizmu niż 2 kromy ze smalcem (celowo przejaskrawiam) a najeść się można tak samo. To akurat łatwe i przyjemne zmiany prowadzące do dobrych efektów. No chyba, że skasuje się to wszystko wieczorem przez piwo.:rolleyes:
Wracając do tematu wątku - jeśli tancerka orientalna chce pozbyć się cellulitu, powinna ograniczyć potrawy smażone, fast foody (wlicza się w to także kebab...), produkty kwasotwórcze (wieprzowina i wołowina, białe pieczywo, płatki owsiane i biały ryż, makarony z białej mąki, jajka, sery topione i pleśniowe), mniej solić (bardzo ważne! sól sypiemy do wody w wannie, nie do jedzenia :)) i jeść regularnie niewielkie posiłki. Do tego dużo świeżych owoców (cytrusy koniecznie!) i warzyw, produktów bogatych w błonnik (musli!) oraz czosnek. Zamiast kawy - zielona herbata.
I wiecie co? Wolę dalej jeść tak, jak jem i kochać mój cellulit niż się tak ograniczać :)
Zresztą w tańcu i tak go nie widać.
Taka dieta Mnie zabije. :D
Aż się głodna zrobiłam:D
Taka dieta Mnie zabije. :D
Aż się głodna zrobiłam:D
No właśnie - czas na śniadanie :)
<idzie się opychać cellulitotwórczym żarciem>
<idzie się opychać cellulitotwórczym żarciem>
Tutejsza społeczność forumowa to jednak rzadki przypadek ludzi mających zdrowy stosunek do swojego ciała ;)
A ja dziś nie mam apetytu buuuu.....
Ja takie jedzenie jakie robi moja siostra (czyli sałata z jakimiś innymi warzywami plus coś tam jeszcze) to żarcie dla królików.
Nox: zależy czy to ma robić za samodzielne danie czy tylko za dodatek do obiadu ;). Jestem jaroszem, ale uwielbiam wysokokalorycznie i duuużooooo :):D
Nox - ja tak mogę, ale w upały. Sałatki są pycha, kiedy chce się pić, a nie jeść. Po zmroku to jak Włosi - pysznie i cellulitotwórczo. Cellulit to defekt urody, nie choroba.
3 lata temu w ciągu 2 miesięcy przytyłam 10 kg (zmiana klimatu, jedzenia). To był dla mnie szok, znajomi mnie nie poznawali, musiałam dokonać totalnej wymiany w szafie, bo w żadne ubrania się nie mieściłam.
Przez kolejny rok próbowałam różnych diet i co schudłam kilka kilogramów, to za chwile wszystko wracało.
Od ponad roku się nie odchudzam. Dużo pracuję, tańczę, mam mnóstwo zajęć - to pozwala nie myśleć o jedzeniu (nie podjadać). Poza tym przestałam jeść przed snem (ostatni posiłek na 3-4 godz przed snem). Piję dużo zielonej herbaty i nie słodzę.
To wszystko stopniowo sprawiło, że wróciłam do rozmiaru 36/38.
Zostały mi jedynie rozstępy - taka pamiątka.
O to ciekawe...... jak to klimatu i jedzenia? toz to rewolucja jakaś byc musiała. Chociaz pewnie większość czeka ten moment kiedy podjadanie nocami nie przechodzi bokiem. Metabolizm wraz z wiekiem zwalnia i już nie można sobie folgować. I człowiek nawet to piwo musi potem odpokutowac... na przykład nosząc dłuższe bluzki :)
Eskarino
02-09-2008, 00:19
:| Ja to bym bardzo chciala zeby metabolizm mi spadl. Wszystkie dziewczyny piszecie co jesc zeby schudnac i miec super figure itd. A co jak ktos chce przytyc? Tylko nie nagle i brzydko (wiecie niejedrna skora i nieladny tluszcz- tak to latwo w mc donald'sie) tylko tak ...elegancko ;) Ja mam duzy problem zeby mi na wadze choc kilogram przybyl, nie mowiac juz o tym zeby ten kilogram na ciele bylo widac :(
Tez jestem szczupła, mam nieduży biust i wąskie biodra. Koleżanki wawalają oczy w sklepie kiedy wciągam na siebie spodnie w rozmiarze 32, 34. I kiedyś też miałam strasze parcie, żeby przytyć. Ale teraz stwierdzam, że na to bedzie jescze czas. Jeszcze bedzie pewnie wiele okazji (np. po ciąży), żeby sie odchudzać, wiec swierdziłam, że po co sie spieszyć do bycia grubszą :)
A co do mjetabolizmu... Wszystkie potrawy jem z ziołami (oregano, bazylia itd.) a one przyspieszają bardzo metabolizm. Właściwie polecane osobom na diecie, ale ja sie nie moge bez nich obejść :)
Myślenie o diecie to myślenie o jedzeniu. A myślenie non stop o jedzeniu prowadzi do ciągłego stresu na tym punkcie. W efekcie zamiast schudnąć, można przytyć :blink:.
Grunt to nie myśleć o diecie, tylko zmienić swoje nawyki żywieniowe. Zasada jest prosta: nie mieszać makaronów, ziemniaków, mącznych produktów z tłuszczami zwierzęcymi.
W praktyce? Chcesz mięso - zjedz z sałatką i nie mieszaj z niczym mącznym. Chcesz mączne lub opchać się ziemniakami - nie mieszaj z masłem, śmietaną (mniam mniam), mięsem, tłuszczem zwierzęcym. Możesz dodać oliwy gdzie potrzeba - to tłuszcz roślinny, więc się tak ładnie nie odkłada.
Śniadanie królewskie, obiad pański, kolacja żebracza. Jeśli cały dzień nie ma czasu zjeść a wieczorem wygłodniali się najemy, to ani to zdrowe dla żołądka i wątroby, ani dla naszego snu - za to wszystko co zjemy wieczorem przed snem odkłada się w piękną "oponkę" :D.
Starać się dużo chodzić - wybrać schody zamiast windy, zrezygnować z samochodu na krótkich dystansach.
A wagę wyrzucić najlepiej :D - o ileż człowiek jest szczęśliwszy bez tego stresującego gadżetu ;)
@Sakina - czasami wystarczy wyjazd na wakacje. Ja tak przytyłam na obozie sportowo-językowym w Czechach - niby dużo ruchu, ale jedzenie czeskie: knedliki z sosem i codziennie dwie sałatki do wyboru. Chudzina wrzucała w siebie wszystko jak leci, bo po wysiłku fizycznym i umysłowym w brzuszku burczało - a po 3 miesiącach wakacji +15 kg.
Uhm. Po 3 tygodniach knedlików i czeskich słodyczy okazało się, że i po powrocie do domu jem jak górnik. A nie pracowałam jak górnik.
ja tak miałam po 3 tyg obozu językowego, na którym był szwedzki stół... Tyle różnych rzeczy i nie wiadmomo na co się zdecydować...:unsure: Na szczęscie to było tylko parę kilogramów, ale zawsze coś ;)
Ze swojego odchudzającego się doświadczenia polecam duzo wody, wchodzi w nawyk bardzo szybko i potem nie da się już bez niej obejść ;)
Niełączenie ziemniaków z mięsem, tylko z warzywami i na odwrót mięso tylko z warzywami (gotowanymi bądz surowymi) :)
A jeśli chodzi o śniadanie to do godziny 12 w południe wyłącznie świeże owoce, względnie soki ze świeżych owoców - to na prawdę dodaje mnóstwa energii i dobrego samopoczucia! (nie mówiąc już o metaboliźmie) :)
A w ogóle to polecam książeczke "Dieta życia" Marii Błaszczyszyn, która na dobrą sprawę nie opisuje stricte diety, a styl życia. Czasami jest się ciężko przestawić z róznych złych nawyków, ale ja jestem jej fanką i polecam :)
Od miesiąca jestem na diecie 1200kcal ułożonęj przez dr Będzińską - efekt -5kg, a to jeszcze nie koniec :)
Wiecie kiedy chudnę ? W święta :D
Nie patrzę na to co jem, nie narzucam sobie ograniczeń.
Sama nie wiem dlaczego tak siędzieje.
nie ma diety cud (zawsze jest efekt jojo) - trzeba zmienić nawyki żywieniowe - nie na tydzień, miesiąc, ale na cały czas - na życie.
http://interia360.pl/artykul/quot-piekno-quot-w-rozmiarze-xxs,11351?utm_source=interia.pl&utm_medium=db&utm_campaign=360_db_28.08_piekno_xxs Ciekawy artykuł
nie ma diety cud (zawsze jest efekt jojo) - trzeba zmienić nawyki żywieniowe - nie na tydzień, miesiąc, ale na cały czas - na życie.
Zgadzam się w zupełności, dlatego polecam "Diete życia" :)
Montignac = dieta cud :) Jeśli przestrzega się wszystkich faz - efekt murowany. Spadek wagi stopniowy, bez głodzenia, bez odwadniania. Facet poleca świetne przepisy, dieta jest przede wszystkim bardzo zdrowa, bo stworzył ją głównie z myślą o diabetykach.
A powiedzcie mi, jak to jest z tym oczyszczaniem, bo ja gdzieś przeczytałam, że podaczas usuwania toksyn z organimu pojawiają się liczne pryszcze.
Montignac = dieta cud :)
Błagam nie używaj określeń "dieta cud" ;):) takich diet nie ma jak napisała słusznie Majsun powyżej. Każdy organizm jest inny i inaczej reaguje na ten sam zestaw bodźców. Dobra dieta dla Ciebie może być katastroficzna w skutkach dla innej osoby. Z tego też powodu dieta Montignac jest jedną z kolejnych kontrowersyjnych diet, która ma tyle samo zwolenników co i przeciwników nawet wśród lekarzy.
A powiedzcie mi, jak to jest z tym oczyszczaniem, bo ja gdzieś przeczytałam, że podaczas usuwania toksyn z organimu pojawiają się liczne pryszcze.
Znowu powtórzę to co napisałem wyżej. Każdy organizm jest inny i inaczej reaguje. Z tego powodu niektóre osoby podczas oczyszczania zmieniają zapach potu, moczu itp. Inne osoby mają kłopot z wypryskami na ciele.
Dzieje się tak z powodu tego, że zalega w nas wiele "odpadów toksycznych" do których nasz organizm nie został przygotowany i nie posiada mechanizmów wydalania ich. Próbuje pozbyć się tego paskudztwa różnymi drogami na przykład przez skórę. Uwolnienie toksyn w dużej ilości na raz w organizmie powoduje też przejściowe zatrucie, które może na początku oczyszczania objawiać się silnymi bólami głowy, nudnościami, osłabieniem i poczuciem rozbicia.
Matko, co za niesamowite historie, ja brałam Dianę kiedyś długo, a ostatnio znów musiałam do niej wrócić - i nigdy nie miałam żadnych dziwnych skutków ubocznych, za to działanie lecznicze doskonałe. Nudności, tycie? :eek: Co za szczęście, że mnie to ominęło.
Uch... Odwołuję, właśnie odkryłam, że jednak przytyłam parę kilo... Czuję się taka "spuchnięta". Może trochę zejdzie, jak zacznę się więcej ruszać, ale i tak mam nadzieję, że będę mogła szybko wrócić do lżejszych hormonów.
Uch... Odwołuję, właśnie odkryłam, że jednak przytyłam parę kilo... Czuję się taka "spuchnięta". Może trochę zejdzie, jak zacznę się więcej ruszać, ale i tak mam nadzieję, że będę mogła szybko wrócić do lżejszych hormonów.
Niestety :( Mi nawet lżejsze hormony zatrzymywały wodę w organiźmie, przez co byłam "spuchnięta". Ok. 2-2,5 (nie pamietam ;p) lata brałam Logest i niecałe 2 Jeaninne i w obydwóch przypadkach czułam się dobrze, ale niestety puchłam :p W chwili obecnej jestem na "odwyku";) Odstawiłam i automatycznie opuchlizna zeszła jak ręką odjął :)
Niestety :( Mi nawet lżejsze hormony zatrzymywały wodę w organiźmie, przez co byłam "spuchnięta". Ok. 2-2,5 (nie pamietam ;p) lata brałam Logest i niecałe 2 Jeaninne i w obydwóch przypadkach czułam się dobrze, ale niestety puchłam :p W chwili obecnej jestem na "odwyku";) Odstawiłam i automatycznie opuchlizna zeszła jak ręką odjął :)
Ech, ja nie tylko puchłam, ale niestety też utyłam. Te kilogramy wcale mi nie zeszły po odstawieniu i nigdy już nie wróciłam do swojej wagi po tym jak zaczęłam brać pigułki antykoncepcyjne :( Do tego miałam problemy z krążeniem i miałam regularne bóle głowy, więc nie mogę ich brać. Teraz staram się schudnąć do idealnych 58 kg...A mogłam żyć w celibacie ;):D
Do tego miałam problemy z krążeniem
Mi powstały widoczne pajączki na nogach i nie mogę się ich pozbyć :(
Ja mam alergię na lateks. I kto ma gorzej? :>
Ja na szczęście nie jestem na żadnej diecie bo wydaje mi się że moja figura jest w sam raz;] Do chudzielców nie należę ani do grubasków :)
Może tylko tyle że jem ogromne ilości owoców i warzyw no i czasem wskakuję w rolki poza TB :)
Ogólnie dużo stresów i waga się trzyma :)
Uczulenie na lateks? Czytałam o tym.
Uczulenie na lateks? Czytałam o tym.
Dopiero jak się to ma, człowiek zauważa, jak wiele rzeczy zrobionych jest z lateksu. Balony. Podściółki dywaników łazienkowych. Rękawiczki lekarskie (uch).
Vasanto moja mama też to ma, więc poniekąd wiem co przeżywasz!! :)
Buuuu... Hormony+dwa tygodnie bez tańca przez sesję wrześniową=dodatkowe 5kg, spadek kondycji, poczucie "spuchnięcia" i ociężałości... Jak tylko będę po sesji wrześniowej (od poniedziałku), przebadam temat diet. Bo na razie się uczę, więc muszę się dziko opychać, to mi pomaga na stres, koncentrację i pamięć;) Ale potem zaczynają się już kursy tańca, będę miała czas na treningi i opracuję sobie jakąś fajną, dostosowaną do mojego trybu życia dietkę.
Quesse też tak mam, jak się uczę! W sesji zimowej zamiast podgryzać różne rzeczy postawiłam sobie na biurku dzbanek z wodą i od tamtego czasu opróżniam go conajmniej 2 razy dziennie i oduczyłam się podjadac w czasie nauki :D
kaoruaki
08-09-2008, 18:43
to ja sie muszę chyba tego nauczyć(podgryzania), bo jak jem to nie tyję, a jak się ruszam to chudnę... i co ze mnie zostanie? kręgosłup i włosy:D.A w sesji(zwłaszcza przed egzaminem) to ze stresu żołądek odmawia przyjmowania pokarmu, bo czuje ze mi niedobrze i zaraz to wszystko bym zwróciła.No i wtedy tracę kolejne kilogramy, a nadrobić je cholernie trudno.
Ja tam zawsze chciałam ze stresu nie móc jeść:D Ale ja ze stresu nie jem...tylko żrę:D
Żartuję, domyślam się, że niechciane chudnięcie też może być problemem.
A podgryzania lepiej się nie ucz, bo to zdrowe nie jest, jak chcesz przytyć to lepiej pogadaj o tym z dietetykiem;)
kaoruaki
08-09-2008, 19:59
to juz zaczynam szukac jakiegos porzadnego w poznaniu:D
kaoruaki, mam to samo. Od trzech tygodni ze zdenerwowania sesją jem jeden posiłek dziennie. "Jem" to za dużo powiedziane - wmuszam go w siebie. Poza tym to na płynach, herbatę mocno słodzę albo dolewam pełnotłustego mleka, żeby choć jakieś kalorie w tym były.
Azhar, nic miłego, zgodzisz się chyba ze mną. Unikanie lateksu jest dość uciążliwe.
Co do sesji to się nie tyle stresuję, ale traktuję ją jako wymówkę i pozwalam sobie na więcej słodyczy - co w moim przypadku oznacza ich na prawdę ogromne ilości. Nie tyle przejmuję się wagą co zdrowiem. Ostatnio zauważyłam, że nie mogę się powstrzymać przed zjedzeniem czegoś słodkiego nawet przez jeden dzień. Macie jakieś sposoby na wyjście z tego nałogu? (staram się jeść dużo owoców np., ale to mi nie pomaga)
Może ktoś mi zaproponować sprawdzone i bezbolesne metody oczyszczania organizmu? (ta z ryżem wydaje się bolesna ;))
Co do tabletek antykoncepcyjnych, to brałam je parę lat temu przez kilka miesięcy, ale moje libido się na tyle zmniejszyło, że dalsze ich branie nie miało dla mnie sensu :unsure: Do tego dochodzi efekt napompowania i ciężkich nóg.
Poza tym jestem wegetarianką i raczej nie tyle przejmuję się wagą co fajną wysportowaną sylwetką (uwielbiam umięśnione kobiety, choć mi daleko do takiego ideału ;)) Przez wakacje trochę sflaczałam i przytyłam, ale zaraz po kampanii wrześniowej mam zamiar wziąć się za siebie ;)
kaoruaki
13-09-2008, 11:11
ja bym ci poleciła pić dużo wody mineralnej na oczyszczenie organizmu, i dużo ruchu,a co do słodyczy, może jakieś zastępcze środki, chrupanie chlebka "waza", niestety nie mam doświadczenia jeśli chodzi o jakieś cudowne diety,bo zazwyczaj mam problem w tę druga stronę- jak przytyć.Zawsze pomocna jest konsultacja z dietetykiem, jak powyżej napisała Quesse ;)
Może ktoś mi zaproponować sprawdzone i bezbolesne metody oczyszczania organizmu? (ta z ryżem wydaje się bolesna ;))
Ja znam metodę stosowaną przez moje koleżanki w liceum - zaleconą przez lekarza i sprawdzoną. Przez tydzień można jeść tylko brązowy ryż i kasze, gotowane bez soli, bez dodatku tłuszczu - i pić tylko wodę i domowe soki przecierowe z marchewki i owoców pestkowych (żadnych egzotycznych ani cytrusów) bez dodatku cukru. Ósmego dnia wprowadzamy gotowane chude mięso lub rybę, z tym przy wegetarianizmie byłby kłopot, soja nie spełnia tego zadania (chyba że jesteś semi-wegetarianką).
Co do tabletek antykoncepcyjnych, to brałam je parę lat temu przez kilka miesięcy, ale moje libido się na tyle zmniejszyło, że dalsze ich branie nie miało dla mnie sensu :unsure: Do tego dochodzi efekt napompowania i ciężkich nóg.
Miałaś źle dobrane pigułki. Bardzo rzadko zdarzają się kobiety, które wszystkie rodzaje pigułek znoszą źle, zwykle lepiej jest wypróbować kilka kombinacji i/lub zmienić lekarza. Albo zmienić metodę antykoncepcyjną, w moim wypadku to nie wchodzi w grę.
Ehh, dziewczyny - ciąże, porody, karmienie piersią , wszystko przed wami ! Potem to dopiero się kobieta zmienia ! Ja ten etap mam już za sobą . Fakt, że nie obyło się bez skutków ubocznych, teraz muszę się "naprawiać". Obecnie - tylko tanczyć ! :D:D:D
Pisząc odnośnie tematu... Ja mam problemy z przytyciem i strasznie chciałabym mieć unormowaną dietę by utrzymywać w miarę wagę by jej nie tracić.. Wyłapie od was parę rad i może jakoś się uda;)
Ja bym nic do mojej pupy i ud nie miała, gdyby nie cellulit. Toż to zmora! Teraz kiedy naprawdę zaakceptowałam swoje "krągłości" (pewnie większość z Was by mnie wyśmiała, za nazywanie rozmiaru 36-38 krągłościami :D) cellulit jest jedyną przeszkodą do pokochania swojego ciała. A nie mam ochoty, sił, motywacji, żeby bawić się z tymi śmierdzącymi balsamami i dietami. Zresztą, za każdym razem kiedy chcę się odchudzać słyszę, że i tak jestem szczupła i to bez sensu. :cool: Marzy mi się jakiś sposób, po którym raz-dwa znikła skórka pomarańczowa. :p
Próbowałam na cellulit diety, ćwiczeń (przez ćwiczenia pozbyłam się cellulitu ale nabawiłam się roztępów a potem cellulit i tak wrócił :/)
Basinah polecam Ci kupić przyrząd do masażu albo szczotkę specjalną i będziesz mogła sobie masować nogi podczas kąpieli albo polecam też roll-on z Garniera masuje se nim nogi jak oglądam telewizje i efekty widać już po paru dniach. Wszystko to jest dostępne w rossmanie po przystępnych cenach :)
A z tym oczyszczaniem stawów to musze kiedyś wypróbować...
Awatif witam w kregu dotknietych przez rozstępy. Ja mam nimi przeorane całę pośladki i całe nogi...
Pisząc odnośnie tematu... Ja mam problemy z przytyciem i strasznie chciałabym mieć unormowaną dietę by utrzymywać w miarę wagę by jej nie tracić.. Wyłapie od was parę rad i może jakoś się uda;)
Najlepiej idź do dietetyka, on pomoże ci ułożyć odpowiedni dla Ciebie jadłospis :)
Awatif witam w kregu dotknietych przez rozstępy. Ja mam nimi przeorane całę pośladki i całe nogi...
Ja biodra. To troszkę przeszkadza w tańcu, jeśli chce się założyć spódnicę "dziurawą" na biodrze, czyli z czymś w rodzaju haftu richelieu. Bardzo mi się takie spódnice podobają, jednak pogodziłam się już z tym, że są nie dla mnie. Wiem, wiem, tego nie widać - ale ja WIEM, że te rozstępy tam są.
No ja też wiem że są i mi to wystarczy. Wiem żę niektóre kreacje na które się ślinie też nie są dla mnie. I to taki ból jak przygladasz się sukience (lub krótkim spodenkom) i dochodzisz do wniosku że jej nie ubierzesz...
Jeżeli chodzi o rozstępy to znalazłam kiedyś w internecie coś takiego:
"należy białko z jaja ubić i nałożyć w miejsca dotknięte rozstępami"
a żółtka nie wyrzucajcie nałóżcie je sobie na włosy - ja akurat włosy prostuje, ale żółtko służy na regeneracje ich i widzę efekty :)
Jeżeli ma się rozstępy czerwone jest szansa żeby ich się pozbyć całkowicie jeżeli one są białe one tak szybko nie znikną, ale można sprawić żeby były niewidoczne.
Rozstępy się tworzą kiedy zbyt szybko przytyłyśmy w danym czasie i skóra za bardzo się rozpręża i powstają te "blizny" po prostu trzeba stosować coś co pomoże kolagenowi "odbudować się".
Ja używam balsamu do ciała z Sorayi i masuje sobie nim uda, pośladki:embarrest: i po miesięcu takiego masowania widzę postępy w zwalczaniu cellulitu (już go nie widać ale ja i tak się tam dopatrzę:P) i rozstępów. Można też używać oliwy z olwiek ale ja akurat nie mam takiej możliwości.
Walczmy z tymi świństwami!
Ale naprawdę mówię, masaż w tych przypadkach jest niezastąpiony :)
Dziewczyny nie ma co się poddawać :)
Vasanta:) wiem wiem.. ale u mnie problemem jest fakt, że pracuję i nie mam możliwości robienia normalnych posiłków, a dieta chyba na tym polega.. Ostatnio dowiadywałam się prywatnie ile kosztuje stworzenie diety 7-dniowej..->300 złotych.. najpierw chyba pójdę do Instytutu Żywności i Żywienia Człowieka czy jakos tak;) Słyszałam też, że jest taka firma, która zajmuje się dostawą gotowych posiłków ułożonych przez dietetyka w ciągu dnia za ok 30 zł. Ciekawa opcja.
Za 30 zł dziennie? <wow>
To stworzenie diety rzeczywiście drogie, ale czy 300 zł to taka wysoka cena za zdrowie? Nam trudno radzić, nie jesteśmy dietetykami... A lekarz weźmie pod uwagę mnóstwo czynników, które mogą być istotne, także twój tryb życia.
Ja też pracuję, ostatnio mam dużo stresów i żywię się głównie płynami. Herbata na cysterny, kakao, mleko, soki przecierowe, zupy. Niewiele innego mi przez ściśnięte gardło przechodzi - a jak już się zmuszę, to kończy się na mdłościach :(
No tak, ale boję się też, że ta dieta rozbije cały mój dotychczasowy tryb. Jeżeli będę musiała wprowadzić jakieś radyklne zmiany to niestety, ale nie rzucę wszystkiego na raz.. Najwyżej powoli będę wprowadzać jakieś zmiany.. Jakieś 20 minut temu wróciłam do domu i chciałam napisać też, że idę zrobić porządną kolację.. Zielona herbata dla odmiany:) potem koktajl ze świeżych bananów:) i kanapki.. Tak wiem;p znowu kanapki;p, ale z dużą ilością kolorowych warzyw:)
Uff, bo już się bałam, że mi któraś napisze, żebym sobie zrobiła test ciążowy z uwagi na te mdłości :) No tak, rozumiem twoje obawy. Dlatego sama nie idę do dietetyka, tylko jem zupy :) Zresztą waga opada w dół jak zwykle przy stresie, więc nie mam powodów do niepokoju. Na razie.
hehe;p.. ja gdybym miała zwracać uwagę na mdłości to chyba bym bzika dostała. ;p a co robisz na codzien, bo wspominasz o stresie? Praca? I ile ważysz o ile mogę spytać:).
ło matko...jak ja mam stres to jem- nieważne co i nieważne,że jestem najedzona...W szkole jak nie zjem czegoś to mam ochotę zabić wszystkich dookoła. Próbuję to ograniczać,ale stres w szkole taki,że pędzę po batonika,czy innego pączka, byle słodkie...I to nie tak,że się nie uczę,po prostu tak już mam,nawet jak umiem na kartkówkę to się strasznie stresuję:/ Dziś zjadłam trzy paczuszki herbatniczków takich małych i pączka przed kartkówką z fizyki,mimo że wszystko umiałam...Już wolałabym nie jeść:/
Rilla...Chętnie bym się zamieniła;).. Ja mam na odwrót. W szkole nie mam stresu (studiuję zaocznie) i jest nawet ok. Ale praca?? To jest stres.. Owszem zgodzę się w jednym.. Też bym mogła zabić wszystkich, ale to jak jestem potwornie głodna, co rzadko się zdarza..
hehe;p.. ja gdybym miała zwracać uwagę na mdłości to chyba bym bzika dostała. ;p a co robisz na codzien, bo wspominasz o stresie? Praca? I ile ważysz o ile mogę spytać:).
Ja zwracam uwagę na mdłości, bo jeśli nie zwracam, to się zwykle kończy wizytą w toalecie... Ważę 55,5 kg, plus minus 3 kg. Przy moim wzroście (1,67 m) prawidłowo. Reszta na PW.
Uff, bo już się bałam, że mi któraś napisze, żebym sobie zrobiła test ciążowy z uwagi na te mdłości :) No tak, rozumiem twoje obawy. Dlatego sama nie idę do dietetyka, tylko jem zupy :) Zresztą waga opada w dół jak zwykle przy stresie, więc nie mam powodów do niepokoju. Na razie.
Ja slyszalam ze od nerwow odklada sie tluszczyk w okolicach brzucha
Ja slyszalam ze od nerwow odklada sie tluszczyk w okolicach brzucha
Wniosek: nie wierz we wszystko, co usłyszysz :)
Ha! To już wiem, że mój tłuszcz nie wziął się z bajaderek!
Skoro już temat dietowy to chciałam zapytać Was czy odprawia ktoś wegetarianizm?
Szczególnie interesuje mnie kwestia świadomego budowania diety np. w przypadku możliwych braków żelaza itd.
Zaszyłam się trochę w temacie łączenia witaminy C z żelazem ku lepszej przyswajalności tego drugiego. A nawet zaniechaniu popijania czarnej herbaty do posiłku ze względów tych samych. A zwłaszcza tej herbaty, bo widzę, że mimo swoich plusów może także nieźle nabroić. Póki co zielona wydaje się być prawie święta, ale taka wiedza poszerza się o wciąż nowe fakty i coraz trudniej swobodnie działać w kuchni skoro tyle wykluczeń bądź pożądanych par przychodzi na myśl. (Czy to początek ortoreksji ? Ktoś może cierpi na pełnoobjawową? :))
A czemu czarna herbata szkodzi? Tzn. aż tak, żeby się tym przejmować?
Co do zielonej, to podobno dwie filiżanki dziennie max... ale źródła nie podam, bo nie pamiętam:p
Dzwoneczek
16-10-2009, 09:45
ja wazę 58kg przyw zroście 173 i jestem bardzo zadowolona:)
moze to nie jest jakas super oczyszczajaca dieta, ale pewnie słyszałyscie o "zupie prezydenckiej"? moja przyjaciółka stosuje ją co jakis czas, przez tydzień je tylko ta zupę, co jakis czas jakiegos banana albo kurczaka i twierdzi, ze bardzo jej pomaga.
mi osobiscie pomagaja 3litry wody dziennie, z cytryną, z miodem, z mieta - różnie, jak mam ochotę.
Niestety, od wczoraj przez najblizsze 1,5 roku muszę zrezygnowac ze wszystkiego co lubie - orzechów, karmelu, krówek, szpinaku, wreszcie kawy herbaty papierosów - mojej kroplówki codziennej. Tak zaleciła mi ortodontka.
A jesli ktos, być moze podobnie jak ja, miewa problemy z leniwymi jelitami to polecam pastylki z błonnikiem. Bardzo pomagają.:)
Skoro już temat dietowy to chciałam zapytać Was czy odprawia ktoś wegetarianizm?
Szczególnie interesuje mnie kwestia świadomego budowania diety np. w przypadku możliwych braków żelaza itd.
Zaszyłam się trochę w temacie łączenia witaminy C z żelazem ku lepszej przyswajalności tego drugiego. A nawet zaniechaniu popijania czarnej herbaty do posiłku ze względów tych samych. A zwłaszcza tej herbaty, bo widzę, że mimo swoich plusów może także nieźle nabroić. Póki co zielona wydaje się być prawie święta, ale taka wiedza poszerza się o wciąż nowe fakty i coraz trudniej swobodnie działać w kuchni skoro tyle wykluczeń bądź pożądanych par przychodzi na myśl. (Czy to początek ortoreksji ? Ktoś może cierpi na pełnoobjawową? :))
Ja piję herbatę hektolitrami. dlaczego szkodzi? Mnie nic po niej nie jest, wręcz przeciwnie :)
Czytałam, że herbata zwykła (zwłaszcza mocna) jest gorsza od kawy (lepiej gdy pije się owocowe). Skóra szybciej się wysusza i tym samym starzeje. Staram się ograniczyć picie herbaty -> ostatnio postawiłam na picie soków marchwiowych i nawet spróbowałam pomidorowego (ale ejst obrzydliwy;p).
E atm, dobrze doprawiony ostrą papryka i zmrożony jest całkiem niezły. Wiecie co, w odchudzaniu często popełnia się błąd niejedzenia. ja np. najwięcej tyję, kiedy nie jem śniadania, bo nie zdażę, potem obiad jakos późno i kolacja. Nie jest tego dużo, ale przerwy miedzy posiłkami są na tyle długie, że organizm przestawia się na tryb 'głodowy" i zamiast spalać, paradoksalnie "odkłada" co tylko może, bo ma wysyłany sygnał, że jest głodzenie, potrzebne będą zapasy. najlepiej sie chudnie, kiedy, wbrew pozorom, je się często- powiedzmy 5 posiłków dzienie, ale zdrowych, niskokalorycznych i z dobrym indeksem glikemicznym (to jest ważne, bo zalezy od tego, czy na długo wystarczy, czy też od razu część się spali, a reszta pójdzie w tłuszczyk, mimo, że kalorii jest tyle samo).
A z drugiej strony koścista tancerka to też nie ideał, więc bez przesady z tymi dietkami wyszczuplającymi, czasem się dotłuszczające bardziej przydają ;)))
Vranjanka
16-10-2009, 14:08
Co do zielonej, to podobno dwie filiżanki dziennie max... ale źródła nie podam, bo nie pamiętam:p
A dlaczego tylko dwie?
Ja słyszałam, że można ją pić hektolitrami, a nawet, zachęcona opowieściami jednej znajomej, że nie ma cellulitu (naprawdę nie ma, też myślałam, że to nie możliwe), bo pije 2 litry zielonej herbaty dziennie, sama zaczęłam wlewać w siebie duże jej ilości.
Ja też piję herbatę wiadrami, szczególnie jak długo siedzę przy kompie (podobno komp wysusza). Piję różne kolory, ale najczęściej zieloną. Dolewam sobie ile razy się da, a jak już zostaje goła woda - zaparzam nową. I tak w kółko...:)
Ja piję herbatę hektolitrami. dlaczego szkodzi? Mnie nic po niej nie jest, wręcz przeciwnie :)
Nie szkodzi, absolutnie nie. Co prawda gdzieś wyczytałam, że ponoć przesusza skórę, ale główną sprawą było właśnie zaburzenie wchłaniania żelaza więc lepiej nie pić jej tuż po posiłku.
Ale to tez w kontekście diety wegetariańskiej gdzie może tegoż pierwiosnka brakować (ale nie musi).
O właśnie, ja tez kiedyś czytałam i ktoś mi mówił, że zaburza wchłanianie żelaza. Ja pije bardzo dużo herbaty, popijam posiłki (oprócz obiadu). Pierwszym moim napojem dnia jest herbata i zazwyczaj ostatnim. Czasami na śniadanie piję zbożową kawę :) Kupiłam sobie tabletki musujące z większą zawartości żelaza i będę pić (ale nie codziennie, bo za dużo to też niezdrowo )
Skoro już temat dietowy to chciałam zapytać Was czy odprawia ktoś wegetarianizm?
Szczególnie interesuje mnie kwestia świadomego budowania diety np. w przypadku możliwych braków żelaza itd.
Zaszyłam się trochę w temacie łączenia witaminy C z żelazem ku lepszej przyswajalności tego drugiego. A nawet zaniechaniu popijania czarnej herbaty do posiłku ze względów tych samych. A zwłaszcza tej herbaty, bo widzę, że mimo swoich plusów może także nieźle nabroić. Póki co zielona wydaje się być prawie święta, ale taka wiedza poszerza się o wciąż nowe fakty i coraz trudniej swobodnie działać w kuchni skoro tyle wykluczeń bądź pożądanych par przychodzi na myśl. (Czy to początek ortoreksji ? Ktoś może cierpi na pełnoobjawową? :))
Mięsa nie jem od około 18-stu lat. Nie zastanawiam się nad dietą, nie męczę, nie dręczę umysłu. Nie jem też słodyczy, prócz lodów w ilościach nieograniczonych, bo... nie lubię, nie znoszę , brrrr. Kocham warzywa, owoce i jogurty. Trochę myślę o komponowaniu posiłków, ale tylko trochę, bo zwariowałabym chyba. Łykam ino magnez z B6. Czegoś tam brakuje mojemu organizmowi? Pewnie tak, ale któż jest idealny?;)
Kupiłam sobie tabletki musujące z większą zawartości żelaza i będę pić (ale nie codziennie, bo za dużo to też niezdrowo )
Kiedyś kupiłam sobie takie z magnezem, piłam dzielnie, ale tak na prawdę róznicy w niczym nie zaobserwowałam, poza ogólnym rozwojem postawy `robię coś dla swojego organizmu`.. Ale nigdy nie zdefiniowałam czym jest to `coś`.. zastanawiam się czy one na prawdę działają :confused:
Te z żelazem działają, skutecznie uzupełniam nimi moją nie do końca przemyślaną dietę wegetariańską:)
Czytałam gdzieś, że z żelazem podczas diety wegetariańskiej nie ma zazwyczaj większych problemów (oczywiście jeśli jest zróżnicowana), gdyż w wielu produktach roślinnych jest sporo żelaza, czasem nawet więcej niż w mięsie. Chodzą mi po głowie jabłka, pomidory i płatki owsiane. ;)
klymenystra
16-10-2009, 21:29
Wazne jest za to, zeby pamietac o produktach typu jajka czy jogurty - sa zrodlem witaminy B12 - jesli ktos jest weganinem, powinen sumplementowac sztucznie te witamine, bo jej niedobory moga prowadzic do powaznych zaburzen neurologicznych.
W całym zamieszaniu chodzi o dwie formy żelaza: hemowe i niehemowe. Wszystkie mięsa zawierają łatwo przyswajalne formy żelaza (hemowe) i jego przyswajalnośc jest znacznie większa niż zelaza ze źródeł roślinnych. Jeśli eliminujemy czerwone mięso z diety to jeszcze zostają ryby i drób, w których jest też dostępne to hemowe.
Owoce, warzywa a także inne produkty z wit. C pomagają absorbować niehemowe żelazo.
Stąd moje pytanie czy któryś obecny tu wegetarianin bawi się w świadome komponowanie diety, typu: do sałatki z soczewicy zawsze doda paprykę itd.
Suplementacja widzę, że szeroko jest stosowana. Ja natomiast chciałabym zapytać o naturalną jej wersję. Jeśli mam żelazo w formie naturalnej to wybieram je w takiej formie za pomocą dobrze skomponowanej diety, a syntetyk zostawiam na sytuacje bez wyjścia.
A dlaczego tylko dwie?
Ja słyszałam, że można ją pić hektolitrami, a nawet, zachęcona opowieściami jednej znajomej, że nie ma cellulitu (naprawdę nie ma, też myślałam, że to nie możliwe), bo pije 2 litry zielonej herbaty dziennie, sama zaczęłam wlewać w siebie duże jej ilości.
Hmm... no to idę zaparzyć zieloną herbatę :D;)
Jak to bywa pewnie u wszystkich, u mnie dieta w lato jest bogata w żelazo niehemowe. Mięso niby częściej jem teraz, ale jak ja robię posiłek dla rodziny to nie ma w nim mięsa (zdarzyło mi się zemdleć przy krojeniu piersi z kurczaka). Kiedyś mi bardzo brakowało żelaza, to teraz jak mam niezbyt urozmaiconą dietę piję te tabletki z żelazem. Wiem, że one nie zastąpią prawidłowo dobranego posiłku (siostra dietetyk :p) ale mogą wzbogacić ten uboższy w witaminy. Nie wiem dlaczego ale po wypiciu takich witamin mam większą energię, jakbym kawę wypiła (tylko, że prawie cały dzień). Może tam jest dużo glukozy (nie czytałam składu dokładnie) i to pobudza.
Nie piję kawy oprócz cappucino ( czasami ), po kawie boli mnie serce.
kurczę ... jak tak czytam Wasze wypowiedzi o dietach, to zaczynam się obawiać o siebie :P bo ja jakoś niespecjalnie się przejmuję tym wszystkim - to znaczy owszem, staram się urozmaicać posiłki, robić je różne: warzywa, kasze itp ale jadam też chipsy, frytki i inne niezdrowe jedzonko :P staram się*gdzieś to wypośrodkować, ale jeżeli mam na coś ochotę, to to jem równoważąc to czymś innym :) no i w sumie wychodzi mi to całkiem na zdrowie - schudłam nawet niezamierzenie, do tego całkiem ładnie kształtują mi się mięśnie ... :P :) nie liczę kalorii, ale jednego staram się*przestrzegać, a mianowicie jadania o w miarę takich samych porach. to chyba jedyna typowo "dietetyczna" rzecz którą robię :) uwielbiam gotować i uskuteczniać nowe pomysły, nie mam jakichś stałych potraw, które robię, rzadko powtarzam takie same potrawy ... :) aaaaa no i jeszcze jedno - jeśli chodzi o mięso - nie cierpię tłuszczu itp w mięsie, staram się to w miarę możliwości ograniczać, ale raczej ze względów smakowych niż zdrowotnych, szczerze mówiąc :P
Na'imah ja też nie przestrzegam żadnej diety. Też jadam frytki, chipsy itp. Staram się jednak nie jeść tego wszystkiego nadmiernie
Nadmiernie też nie jadam tego, bo tak jak mówiłam, uwielbiam gotować, więc potrawy powtarzają się u mnie rzadko :) niezdrowe jedzonko to raczej objaw jakiegoś kaprysu/łakomstwa u mnie, co nie oznacza, że jadam to codziennie :) może tak jest dlatego, że nie bardzo lubię słodycze :P i prawie wcale ich nie jem
Mała tancereczka
19-10-2009, 20:09
ja też nie zważałam kiedyś na dietę i jadłam na co miałam ochotę ale do czasu. Niestety wiek jest nieubłagany i w pewnym momencie przemiana materii na tyle spada, że niestety trzeba zacząć się ograniczać. Nie jest to tylko moja obserwacja ale wszystkim moich koleżanek w tym samym wieku.
Vranjanka
19-10-2009, 20:19
Dodam tylko, że ja dopóki mogłam żadnej diety nie stosowałam, a potem mój układ pokarmowy zaczął się buntować i dziś moje myśli w ciągu dnia koncentrują się głównie na jedzeniu, bo cały czas kombinuję co i jak i z czym. Dzień bez diety i zaczyna się ból i różne problemy.
Więc polecam mały rachunek sumienia:)
mój rachunek sumienia jest w pełni zrobiony :) nie jem byle czego i w każdych ilościach, ale to na co mam akurat ochotę, tyle że z rozsądkiem i równoważę to później czymś*innym. Fakt - nie przeliczam wszystkiego, ale i nie przesadzam z niczym :) słodyczy w moim żywieniu jest dość mało, ale to mi raczej nie może zaszkodzić :) a że z wiekiem zmienia się*przemiana materii, to wiem - niestety to normalne. Póki co nie mam problemów z wagą, więc nie narzucam sobie szczególnych ograniczeń, ale i nie zamierzam sobie zaszkodzić :) w końcu wszystko jest dla ludzi i póki mogę, nie będę sobie odmawiać - ale tak jak mówię, z niczym w jedzeniu nie przesadzam :)
Ja nie stosuje zadnej diety bo wiem ze wiekszosc "cudownych diet" jest zbyt restrykcyjna. Staram sie stopniowo i bardzo powli zminiac swoje nawyki zywieniowe. Odstawilam czarna herbate, teraz pije zielona i ziolowe. Teraz stopniowo staram sie ogranicyzc picie kawy rozpuszczalnej bo wiem ze to paskudztwo. nie jesm po 21. Unikam fast foodow.
Slodycze kocam i nie wyborazam sobie z emoglabym ich wogule nie jesc.
Ogolnie jestem szcupla ale mam dosyc duzo w brzuszku i udach.cow kontrasice dla czupłej gornej czesci ciała jest bardziej widoczne. Miałam nadzieje ze taniec pomoze mi to spalic ale efekty sa mniejsze niz sie spodziewalam :(. Zatanwiam sie czy jest jakas dieta ktora pomaga pozyc sie "zapsow" z tych miejsc?
Akurat brzuch i uda to takie miejsca, z których trzeba spalić tłuszczyk. Więc oprócz zdrowej diety ( zeby brzuszek był płaski) polecam bieganie, albo inne treningi aerobowy i rozciąganie ( żeby mięśnie były smukłe).
szkoda tylko, że mnie samej tak trudno to wcielić w życie :p
Ja dla odmiany chciałabym mieć trochę więcej na brzuszku i biodrach, żeby się ładnie trzęsło podczas tańca:P Trudno mi przytyć, choć moja mama codziennie daje mi soki i słodycze (to najwyżej pomaga mi nie chudnąć).
Też miałam tak, że strasznie chciałam przytyć, teraz pozostaje mi siebie zaakceptować, bo jak się okazało przytyć się w moim przypadku nie da nigdzie :P. Czasem się ma taki metabolizm, że dwie pizze dziennie nie pomagają.
Trzeba się tylko niestety bardziej napracować przy shimmy. ;)
kirkewrozka
15-04-2010, 21:08
Ja też nie mogę przytyć i słyszę w kółko, że nie jem, odchudzam się etc - a to nieprawda, bo jem więcej niż mój brat (on sam tak twierdzi). Co ja mogę na to, że wszystko przeze mnie przelatuje?
Ale dziś patrzę na siebie przychylnym okiem, bycie szczupłym ma swoje zalety i można dobrze wyglądać - poza tym wbrew temu, co często słyszę, nie uważam się za chudzielca i sparafrazuję nawet jeden ze skeczy Paranienormalnych: Wiecie co, chude dziewczyny to jednak mają w życiu gorzej. I jak ja mam się czuć w tej sytuacji? Co ja mogę zrobić? Ja mogę tylko tym chudym dziewczynom współczuć :D
Ja Wam chętnie oddam troszkę tłuszczyku z mojego brzusia:p
A z porad mojej siostry dietetyk;) dla Was na przytycie to :
spożywać banany, orzechy, zamiast soków koktajle, nie wcinać tylko słodyczy, bo dieta musi być zbilansowana, posiłki regularne i nieco większe niż normalnie, sosy do obiadów, np. śmietanowy, zupy gęste, budynie, musy. Trzeba dbać o to żeby zjadać przed wysiłkiem i po. Do każdego posiłku koktajle, soki owocowe nie warzywne. Wodę, herbatę zastąpić sokami, jogurtami - wszystko co ma kalorie. Potrawy o konsystencji papkowatej:p puddingi na pełnym mleku. Dbać o różnorodność pokarmów, (nie tylko sama pizza) np. zupa mleczna z dodatkiem fig, bananów, jabłek, rodzynek... o mniam jakbym tak chciała jadać. Pokarmy rozdrobnione, zachęcające do jedzenia, wtedy więcej przełkniemy, bo mentalnie może się wydawać, że za dużo już zjadłyśmy;)
Na pobudzenie apetytu : kwas z kiszonych ogórków, lub kapusty kiszonej. Nie spożywać zbyt dużej ilości prostych cukrów (cukier biały, torty, batoniki), bo można doprowadzić się do stanu przedcukrzycowego. Opiekać ryby, kotlety w panierce, pasty rybne np. z makreli z masłem plus jajko gotowane i na chleb. Do koktajli dodawać rozdrobnione orzechy, figi, rodzynki.
Smacznego:D
o jaaaa też bym tak chciała :D
Też bym chciała ;)
Dietetyk nie tylko zajmuje się odchudzaniem, ale i dietami na przytycie, czy w przypadku jakiś chorób są pewne zakazy czy nakazy w stosunku do różnych produktów.
Odpowiednio dobrane produkty pozwolą Wam przybrać na wadze i osiągnąć idealną dla Was sylwetkę. Podobne produkty polecane są dla osób osłabionych chorobą, wycieńczonych. Oczywiście konieczne są częste posiłki w ciągu dnia, zarówno czy chudniemy czy przybieramy na wadze:)
ja chce zostać przy swojej, ewentualnie troszke schudnąć :p
kirkewrozka
15-04-2010, 23:04
Ksiksi, dzięki za garść cennych porad! Naprawdę przydatne!
Aż się głodna zrobiłam, choć aktualnie nie mam zamiaru ani chudnąć, ani tyć :D Ale jesteście :p
Ksiksi, dzięki za garść cennych porad! Naprawdę przydatne!
Dzięki :) Największe podziękowania to dla mojej siostry:p
Safona może wystarczyć nawet to jak swoje porcje trochę zmniejszysz, odejmiesz od każdego elementu potrawy, będziesz jadła powoli, zwiększysz ilość ćwiczeń:) Co do dokładnej porady to już siostry musiałabym się pytać, a nie znam wymiarów, wagi, jaką masz zazwyczaj aktywność itp.
Za swoją osobę to ja powinnam się zabrać ostro do roboty, bo spódnica, którą uszyłam jest ciasnawa, a spódnica ładna:p
I tak już jem połowę tego co normalnie za jednym razem. Podzieliłam to sobie na 5-6 posiłków. Nie ruszam białego pieczywa, smażonego mięsa itp. Zapisałam się na kolejne zajęcia z tańca, codziennie męczę steper i biegam raz w tygodniu. Ale specjalnie jakiś wielkich uwag do siebie samej nie mam :p oprócz tego, ze mogłabym mieć mocniej zaznaczone mięśnie zamiast tłuszczyku, ale pracuje nad tym :) wagowo też jest ok. 50 kg do 52. :)
Biegać trzeba 2-3 razy w tygodniu co najmniej inaczej, można za każdym razem po 6-dniowej przerwie nadwyrężać sobie nieprzyzwyczajone mięśnie.
Wiem, bo mój były jest wielokrotnym maratończykiem i mnie przygotowywał do Biegu Powstania Warszawskiego w tamtym roku. Rzeczywiście im mniej w tygodniu biegałam tym kolana i mięśnie bardziej bolały podczas tańca i prowadzenia zajęć. Także bieganie świetna sprawa, ale trzeba mieć upór maniaka i konsekwencję treningów dużo bardziej niż w tańcu.
A nawet nie wiedziałam, że tak się powinno. A takie deptanie na steperze to nie zastępuje w jakimś sensie biegania? :) jak jest pogoda to biegam częściej, ale w tym deszczu sie po prostu nie chce :p
Magnoona_M
16-04-2010, 09:49
O maaaatko!!!! Jak ja wam "zazdraszczam"... ja mam tyle zbędnego balastu, że nawet gdybym obdzieliła każdą z was z osobna... to ciągle byłoby mnie sporo ;)
Kiedy idę mam wrażenie, że na zakrętach zarzucam zadkiem.... a kiedy uczę się tańczyć, moje ciało wpada w wibracje, nad którymi kooooompletnie nie mam kontroli.... no TRZĘSIE SIĘ TO... OT TAK SAMO Z SIEBIE :P
Magnoona_M, to do tańca idealnie. To jest chyba oprócz tańca Hula, jedyny taniec w którym jak już to dyskryminuje się chudziny i im więcej do zamiatania na zakrętach tym też więcej do trzęsienia i bujania. Każdy kilogramik na wagę złota ;).
A nawet nie wiedziałam, że tak się powinno. A takie deptanie na steperze to nie zastępuje w jakimś sensie biegania? :) jak jest pogoda to biegam częściej, ale w tym deszczu sie po prostu nie chce :p
W jakimś sensie zastępuję...;) Pamiętajcie, że forma ruchu jeżeli rozmawiamy o odchudzania jest drugoplanowa - wybierzcie taką jaka wam sprawia najwięcej przyjemności. Ważniejsze jest utrzymanie tętna podczas wysiłku powyżej ok 45 minut w zakresie 110 - 140 na minutę. (wartości zmienne w zależności od wieku, wagi i poziomu wytrenowania)
Czas chyba odświeżyć stary wątek o odchudzaniu w cafe ;);)
a w takim sensie, że jesli nie pójdę biegać, a podepczę na steperze, to będzie mniej niekorzystne niż jakbym nie zrobiła nic :)
kurcze na tętno nigdy nie zwracam uwagi ;/
Magnoona_M
16-04-2010, 11:18
kurcze na tętno nigdy nie zwracam uwagi ;/
ja też :) :D nie mam cierpliwości :)
kiedy ćwiczę, ledwo zipię :) i jak tu jeszcze tętno mierzyć :blink: :D
Najlepiej ściągnij sobie jakiś plan biegowy z internetu. Mierzenie tętna bez pulsometru jest raczej skomplikowane.
Na poniższej stronie masz na przykład treningi interwałowe, które są bardzo prosto opisane. Nie musisz mierzyć tętna, a wydajność wysiłku mierzysz podaną tam prostą, empiryczną skalą.
http://bieganie.pl/?cat=19
mój steper to taki w wersji mini więc nawet nie ma takiej możliwości :p ja zawsze robie tak, zeby po 15 minutach się zgrzać, a potem utrzymuje tempo
Magnoona_M
16-04-2010, 11:32
http://bieganie.pl/?cat=19
Tak "Łopatologicznie" opisane, że chyba nawet ja się skuszę :)
Camilia :) DZIĘKI :)
DżalaMadija
16-04-2010, 11:36
http://bieganie.pl/index.php?show=1&cat=19&id=433
genialne:)
Magnoona_M
16-04-2010, 11:44
http://bieganie.pl/index.php?show=1&cat=19&id=433
genialne:)
:eek::eek::eek::blink::blink::blink::D:D:D
Ps... hm... tylko kiedy zacznę biegać, mogę wywołać trzęsienie ziemi :D:D:D
Chyba lepiej odpuuuuszczę :)
Szukajac w interenccie trafiłam na artykuł
http://www.lifehack.org/articles/lifestyle/how-to-lose-belly-fat.html
pisze tutaj ze aby zmobilizowac organizm do spalania zaposow nalezy ograniczyc (ale nie calkowicie wyleliminowac bo to tez neizdrowe) weglowdany gdyz to wlasnie z nich organizm czerpie enrgie w pierwszej kolejnosci, dopiero gdy ich zabraknie siega do zapasow tluczczu.
jako najbardzij efektywny trening wymeinia sie trening cardio interwałowy o zmiennym tempie. Połączenie tych dwoch metod ma podobno byc najbardziej szybkie i efektyne. :) ciekwe czy dziala...:pchyba sie zmobliozuje i sproboje:)
Magnoona_M
16-04-2010, 12:01
aby zmobilizowac organizm do spalania zaposow nalezy ograniczyc (ale nie calkowicie wyleliminowac bo to tez neizdrowe) weglowdany gdyz to wlasnie z nich organizm czerpie enrgie w pierwszej kolejnosci, dopiero gdy ich zabraknie siega do zapasow tluczczu.
Ja jestem na diecie proteinowej... no i..... naaaaaprawdę działa :D
Chudnę i owszem... ale mam problem ze "zgalaretowaceniem".
Sama dieta to nie wszystko. Trzeba się ruszyć....
:D:D:D
DżalaMadija
16-04-2010, 12:13
Trzeba się ruszyć....
:D:D:D
najlepiej intensywnie tańczyć:)
ze aby zmobilizowac organizm do spalania zaposow nalezy ograniczyc (ale nie calkowicie wyleliminowac bo to tez neizdrowe) weglowdany gdyz to wlasnie z nich organizm czerpie enrgie w pierwszej kolejnosci, dopiero gdy ich zabraknie siega do zapasow tluczczu.
jako najbardzij efektywny trening wymeinia sie trening cardio interwałowy o zmiennym tempie. Połączenie tych dwoch metod ma podobno byc najbardziej szybkie i efektyne. :) ciekwe czy dziala...:pchyba sie zmobliozuje i sproboje:)
Całkowicie się zgadzam, ale nie ograniczajcie się tylko do treningów kardio. Cwiczenia siłowe też są niezwykle ważne w odchudzaniu:exclaim:
W jakimś sensie zastępuję...;) Pamiętajcie, że forma ruchu jeżeli rozmawiamy o odchudzania jest drugoplanowa - wybierzcie taką jaka wam sprawia najwięcej przyjemności. Ważniejsze jest utrzymanie tętna podczas wysiłku powyżej ok 45 minut w zakresie 110 - 140 na minutę. (wartości zmienne w zależności od wieku, wagi i poziomu wytrenowania)
Czas chyba odświeżyć stary wątek o odchudzaniu w cafe ;);)
O tak! Dziewczyny, zapraszam tutaj:
Grupa wsparcia dla chcących przytyć/schudnąć (http://www.belly-dance.pl/forum/showthread.php?t=1505&highlight=odchudzanie)
Pięknie na dworze się robi, ja proponuję rower i dietę niskokaloryczną:)
Ja się zawsze zastanawiałam jaką figurę powinna mieć tancerka belly... Zauważyłam, że większości podobają się te szczupłe w stylu Didem... Tylko nie każda ma taką figurę i pewnie nie wszystkie figury wyglądają dobrze przy braku "tłuszczyku" :)
Layla1700
01-05-2010, 16:11
Zauważyłam, że większości podobają się te szczupłe w stylu Didem...
myślę,że niekoniecznie.
Mała tancereczka
01-05-2010, 16:24
Ja się zawsze zastanawiałam jaką figurę powinna mieć tancerka belly... Zauważyłam, że większości podobają się te szczupłe w stylu Didem... Tylko nie każda ma taką figurę i pewnie nie wszystkie figury wyglądają dobrze przy braku "tłuszczyku" :)
??? gdzie to zauważyłaś ;):) Bo ja mam inne obserwacje. Jeżeli mówimy o tancerce belly to rozpiętość figur, które się podobają jest bardzo duża. Dla niektórych nawet jest to w ogóle drugoplanowa sprawa po samym tańcu ;):):)
Ja się zawsze zastanawiałam jaką figurę powinna mieć tancerka belly...
swoją własną ;)
swoją własną ;)
to czy ma według kogoś o 5 kilo za dużo czy 7 za mało, nie znaczy że ona jest zła, ważne jak tańczy i czy ma z tego satysfakcję, radość, poprawę humoru itp :D
A kim właściwie jest widz i jakie ma prawo zwracać uwagę co do jej wagi za dużej czy za małej? :cool: Niech lepiej spojrzy na siebie i sam spróbuje wykonać to co tancerka robi:p:D
Widz ma prawo oceniać ze względu na wrażenie estetyczne.Tancerka zbyt pulchna lub przesadnie szczupła nie wygląda dobrze na scenie chcby nie wiem jak dobrze tańczyła.Czasem ta gorzej tańcząca,ale atrakcyjna fizycznie,zgrabna robi lepsze wrażenie od wspaniale tanczącej ale mniej atrakcyjnej fizycznie.Cóż - samo życie...
DżalaMadija
01-05-2010, 23:43
To zależy od tego czy ma się widownie nastawioną na oglądanie ciała tancerki czy tańca, ja pokuszę o stwierdzenie, ze dla amatorskiej publiki najistotniejszy w tancerce(a właściwie w jej tańcu) jest kontakt z publicznością, bez tego nawet ładna dziewczyna nie przykuje uwagi widzów na dłużej...
Nie byłam pewna gdzie to umościć ale wydaje mi sie ze to jest najodpowiedniejszy temat.
przypadkiem trafiłam an ta stronę gdy chciałam obliczyć wiek biologiczny organizmu. Tak naprawdę wiek metrykalny nie zawsze równa się wiekowi biologicznemu. Możemy miec wiecej lub mniej alt a zależny to od stylu życia. Tutaj mozan zrobic bardzo zczegolwy test
:)
http://www.realage.com/
są tez porady o diecie odchudzaniu, przepisy, mam nadzieje ze sie przyda:)
swoją własną ;)
Dobrze powiedziane :thumbsup:
Swoją własną... Pewnie macie rację.
Dobrze powiedziane :thumbsup:
czasem mi się uda ;)
ale prawda jest taka, że nie ważne jest jaką kto ma wagę itp. Tancerka powinna być zdrowa, ani nie anorektyczka ( bez urazy dla bardzo szczupłych dziewczyn, ale chodzi mi o efekt głodzenia się, a nie uwarunkowań fizycznych), ani chorobliwie otyła. Normalna sylwetka, taką jaką mamy. Z odrobiną tłuszczyku, kilkoma wałeczkami ( a nawet kilkunastoma). W całym odbiorze tancerki większą rolę, od wagi, pełni jej zadbanie. Jeżeli ma ładny strój, ładny makijaż, zadbaną skórę, paznokcie, włosy i do tego tańczy ładnie - to mnie wtedy nie obchodzi czy ona waży o 5 kilo za mało, czy o 20 za dużo. I chyba właśnie o to w tym tańcu chodzi. :)
Druga część moich wynurzeń :)
Pozwole sobie skopiować samą siebie i trzepnę jeszcze raz wstęp:
Trafiłam ostatnio na stronę bioslone.pl i zaczytuję się w przerożnych poradach i teoriach jednak nie mając wykształcenia chemicznego bądź medycznego trudno mi się ustosunkować do informacji tam zawartych.
Tym razem rzecz o układach wewnętrznych:
"
Mikstura oczyszczająca
Mikstura oczyszczająca nie jest lekiem, bowiem sama żadnych chorób nie leczy, natomiast po pierwsze zapobiega im, a po drugie – stwarza systemowi odpornościowemu warunki, by już istniejące choroby mógł usunąć samodzielnie. Jak to jest możliwe? Otóż, jak wiadomo, przyczyną wszystkich chorób są toksyny, przede wszystkim te wnikające do organizmu z przewodu pokarmowego przez nieszczelności jelit - nadżerki (http://www.zdrowie.med.pl/uk_trawienny/choroby/c_ut.html#c_ut_08)czyli niewidoczne gołym okiem, widoczne tylko pod mikroskopem w badaniu histopatologicznym (http://pl.wikipedia.org/wiki/Badanie_histopatologiczne) mikrourazy nabłonka jelitowego. I to jest główne zadanie Mikstury oczyszczającej – systematyczne likwidowanie nadżerek.
W procesie zdrowienia, a także profilaktycznie, organizm potrzebuje wielu witamin i soli mineralnych. Tymczasem, także przy dostatecznej podaży w pożywieniu, występuje powszechny niedobór tych substancji. Jest on spowodowany zablokowaniem wchłaniania, a główną przyczyną są zalegające w przewodzie pokarmowym złogi patologicznego śluzu. I to jest drugie zadanie Mikstury oczyszczającej – systematyczne oczyszczanie przewodu pokarmowego.
I to w zasadzie wszystko, czego oczekujemy od Mikstury oczyszczającej. Resztę powierzamy temu, który – wyposażony w wiedzę spisaną przez miliony lat ewolucji w kodzie genetycznym (http://pl.wikipedia.org/wiki/Kod_genetyczny) zawartym w strukturze DNA (http://pl.wikipedia.org/wiki/DNA) – zna się na tym najlepiej: własnemu organizmowi.
Skład Mikstury oczyszczającej
Miksturę oczyszczającą tworzą trzy składniki: środek blokujący wchłanianie (olej), środek gojący nadżerki (alocit – wodny roztwór soku z aloesu albo ekstraktu z pestek grejpfruta) oraz środek rozpuszczający złogi (sok z cytryny). Każdy ze składników ma do spełnienia konkretne zadanie:
Olej dobrze łączy się ze śluzem wyściełającym błonę śluzową, dzięki czemu na około pół godziny blokuje wchłanianie pozostałych składników Mikstury oczyszczającej, już w początkowym odcinku przewodu pokarmowego. Tym sposobem umożliwia im dotarcie aż do jelita grubego.
Dzięki temu, że nie łączy się z wodą, olej nie pokrywa wodnistych nadżerek, lecz odsłania je na gojące działanie alocitu.
Alocit jest wodnym roztworem jednego z dwóch preparatów znanych z niezwykłych właściwości gojących – soku z aloesu albo ekstraktu z grejpfruta, spełnia więc rolę środka gojącego nadżerki istniejące w błonie śluzowej przewodu pokarmowego, a także zapobiega powstawaniu nowych.
Sok z cytryny wykazuje doskonałe właściwości rozpuszczające, toteż jego zadaniem jest rozpuszczenie patologicznego śluzu obklejającego ściany jelita cienkiego, kamieni kałowych w jelicie grubym, a także złogów zalegających w przewodach żółciowych oraz trzustkowych.Przygotowanie Mikstury oczyszczającej
Wieczorem do szklanki z ciemnego szkła lub porcelanowego (albo glinianego) kubka wlać w dowolnej kolejności trzy składniki:
10 ml oleju + 10 ml alocitu + 10 ml soku z cytryny
Przykryć i pozostawić w temperaturze pokojowej, na przykład na parapecie lub (dla wygody) gdzieś przy łóżku. Wypić rano na czczo. Nie jeść ani nie popijać przez co najmniej pół godziny, a jeszcze lepiej przez godzinę – może być oczywiście dłużej.
Olej jako składnik Mikstury oczyszczającej
Do Mikstury oczyszczającej używamy jeden z trzech olejów:
Olej z oliwek (oliwę) w pierwszym 3-miesięcznym etapie stosują osoby cierpiące na schorzenia żołądka i/lub dwunastnicy, nadkwaśność lub kamicę żółciową. Osoby, które tych schorzeń nie mają – pomijają ten etap.
Olej z kukurydzy w drugim 3-miesięcznym etapie stosują osoby, które skończyły bądź pominęły etap pierwszy i cierpią na choroby trzustki i/lub wątroby, i/lub mają podwyższony cholesterol. Osoby, które tych schorzeń nie mają – pomijają ten etap.
Olej z pestek winogron jest dla tych, którzy zakończyli bądź pominęli poprzednie dwa etapy i nie mają objawów nieprawidłowego funkcjonowania górnych odcinków przewodu pokarmowego.
Alocit jako składnik Mikstury oczyszczającej
Słowo „alocit” zostało stworzone na potrzeby Mikstury oczyszczającej z pierwszych członów słów „aloes” i „citrosept” w celu jasnego przedstawienia jednego z jej składników. Alocitu kupić nie można, lecz należy wykonać go samemu. W ramkach na następnej stronie przedstawione są obydwa warianty wykonania alocitu: z soku z aloesu i z ekstraktu z grejpfruta.
Alocit z soku z aloesu wykonujemy w ten sposób, że sok z aloesu rozcieńczamy wodą w stosunku 1:1, czyli do półlitrowej butelki z ciemnego szkła wlewamy ¼ litra soku z aloesu i ¼ litra wody. Wodę wcześniej należy przegotować i schłodzić do temperatury pokojowej.
Alocit z soku z pestek grejpfruta wykonujemy w ten sposób, że półlitrową butelkę z ciemnego szkła napełniamy wodą i dodajemy 35 kropli Citroseptu. Wodę wcześniej należy przegotować i schłodzić do temperatury pokojowej.
Jak długo stosować Miksturę oczyszczającą
Propaganda medyczna wmawia społeczeństwu, że choroba jest statystyczną niespodzianką przydarzającą się pechowcom, a na jej wystąpienie wpływ mają jakieś fikcyjne czynniki – patogeny, postęp cywilizacyjny, uwarunkowania genetyczne, niedobór w organizmie leków, brak badań okresowych. Mamy po prostu łatwowiernie przyjąć do wiadomości, że sami wpływu na nasze zdrowie nie mamy, więc pozostaje jedynie zawierzyć medycynie – poddawać się badaniom kontrolnym mającym na celu jak najwcześniejsze wykrycie choroby. Następnie diagnoza, no i leki mające zablokować objawy chorobowe, a ich ustąpienie rzekomo ma być równoznaczne z wyleczeniem, czyli zakończeniem kuracji. I to jest wszystko; już o zdrowie nie trzeba dbać; medycyna zrobiła swoje.
Mikstura oczyszczająca jest dla tych, którym propagowane przez medycynę podejście do zdrowia wydaje się być postawione na głowie. Rozsądek podpowiada, że lepiej jest postawić na zdrowie, gdyż tylko ono gwarantuje uniknięcie chorób oraz dożycie późnych lat starości w doskonałej kondycji psychicznej i fizycznej. Ale dbanie o zdrowie nie jest chwilową kuracją stosowaną w chorobie, gdyż o ten najcenniejszy ludzki skarb należy dbać przez całe życie. Nie warto się łudzić, że po wyzdrowieniu stajemy się odporni na choroby. Jasno z tego wynika, że Miksturę oczyszczającą należy stosować nieprzerwanie – od wczesnego dzieciństwa do końca życia.
Choroby infekcyjne w procesie zdrowienia
Niejeden będzie zachodził w głowę, dlaczego wdrożenie Mikstury oczyszczającej wywołało u niego spadek odporności, gdyż dotychczas na grypę raczej nie chorował, a tu masz – grypa zwaliła z nóg. Otóż trzeba wiedzieć, że organizm wykorzystuje zarazki do samooczyszczenia – bakterie do utylizacji toksycznych złogów, zaś wirusy do zaznaczenia i usunięcia wadliwych komórek, które nie dość, że nie pełnią w organizmie żadnej pozytywnej roli, to na domiar złego padają łupem pasożytów, głównie grzyba Candida albicans. Ponadto wadliwe komórki z uszkodzonym kodem DNA stanowią potencjalne ogniska nowotworowe. Dlatego organizm bardzo często dopuszcza do zainfekowania wadliwych komórek wirusami w celu ich zniszczenia. Jest to najlepsza, jeśli nie jedyna metoda ochrony przed prawdziwymi chorobami, ponieważ tak zwane choroby infekcyjne w rzeczywistości chorobami nie są, tylko dowodem, że nasz system odpornościowy prawidłowo pełni swoje funkcje ochronne względem organizmu jako całości.
Słaby system odpornościowy nie zdobywa się na tak gruntowny remont organizmu, jakim jest choroba infekcyjna, a więc z użyciem agresywnych zarazków, lecz postępuje zachowawczo, dopuszczając jedynie do zainfekowania toksycznych złogów i wadliwych komórek łagodnymi pasożytami. Wniosek, jaki nasuwa się sam, to ten, że choroby infekcyjne po prostu trzeba odchorować, by wyszły nam na zdrowie. Więc nie ma tutaj sensu pytanie: czy to jest choroba infekcyjna, czy efekt oczyszczania, bo to jest to samo. I jeszcze ważna informacja: objawy chorobowe (gorączka, katar, kaszel) świadczą o tym, że system odpornościowy pełni swoje funkcje prawidłowo. Co należy wtedy zrobić? – Primum non nocere! – Przede wszystkim nie bierzemy żadnych leków, także aspiryny – nic! W chorobie infekcyjnej z gorączką postępujemy następująco:
kładziemy się do łóżka, by się wypocić,
nie jemy, jeśli nie mamy apetytu,
często pijemy wodę, by się nie odwodnić, ale w małych ilościach (raczej po łyżce niż po szklance),
czekamy na chęć do życia.Jeśli zwrócimy na to uwagę to spostrzeżemy, że po tak odchorowanej chorobie wstąpiły w nas nowe siły, czyli że wyszła nam ona na zdrowie.
Autor: Józef Słonecki
Wiem, że trochę tego dużo. Autor proponuje test buraczkowy aby stwierdzić czy w naszych jelitach nie ma nadżerek. Pijemy sok z buraka i sprawdzamy czy nasz mocz ma kolor czerwony - jesli tak to źle...mamy dziurska w jelicie i przez te dziurska nam wlatują niepotrzebne rzeczy :)
I że to niby trzeba uszczelnić tą miksturą....... ale czy to nie jest normalne zjawisko skoro w jelicie jest wchłaniana woda? Niech mnie ktoś oświeci.
klymenystra
24-08-2010, 16:40
Y.. co do testu buraczkowego - mam wrazenie, ze mocz sie nie wydostaje przez jelita :) A buraczkowe zabarwienie po buraczkach jest normalne :)
Citrosept i jego kolega Citrogrep sa bardzo drazniace. Podobnie cytryna i grejfrut. Na grejfruta powinny uwazac dziewczyny biorace pigulki. Cyrusy sa niewskazane przy problemach zoladka, typu nadzerka wlasnie, wiec nie rozumiem, czemu tu maja pomagac :)
Przykład autora o dziurach w jelitach stawia pod znakiem zapytania całą rzetelność jego opracowania. Nawet najmniejsza dziurka w jelitach i wydostające się przez nią trawione jedzenie powodowało by zapalenie otrzewnej i śmierć w krótkim okresie czasu.
Test z sokiem z buraków jest od dawna znany i opisywany przez rożnych propagatorów medycyny niekonwencjonalnej. (np w książce Michała Tombaka)
Polega on na sprawdzeniu na ile Twój organizm skutecznie trawi i filtruje pokarm. Jeżeli robi to niedokładnie ponieważ jest zanieczyszczony, mocz barwi się na czerwono niestrawionym sokiem. Jeżeli jest sprawny i trawi wszystko to mocz nie powinien się zabarwiać. Jest to często test przed i po kuracjach oczyszczających, lewatywach itp aby sprawdzić ich skuteczność.
Roksolanka (Naima)
24-08-2010, 19:53
Pytałam całkiem niedawno o te buraczki gastrolożkę z kilkudziesięcioletnim stażem, która wyleczyła moją matkę (przypadek trudny łamane przez nierokujący) - strasznie się zdenerwowała, wyśmiała lekarza, którzy chciał mnie diagnozować po zabarwieniu poburaczkowym, kazała mu powiedzieć, że jest głupi (z podaniem jej nazwiska, żeby nie było, że anonimowo) i że to totalna bzdura.
To takie uzupełnienie z mojej strony.
:embarrest:
Ręce mi opadły... Rany boskie! Nawet nie znajduję słów.
Chciałam wyśmiewać słowo po słowie, ale to nie ma sensu.
Z grubszych rzeczy: organizm nie wykorzystuje "zarazków" do samooczyszczenia, propaganda medyczna MÓWI, ze mamy wpływ na własne zdrowie;
tekst:"Niejeden będzie zachodził w głowę, dlaczego wdrożenie Mikstury oczyszczającej wywołało u niego spadek odporności, gdyż dotychczas na grypę raczej nie chorował, a tu masz – grypa zwaliła z nóg. " świetnie usprawiedliwia się już zawczasu, gdyby kuracja nie podziałała,
A już uśmiałam się do łez, ze w chorobie mam czekać na chęć do zycia. Po tym artykule jeszcze długo poczekam.
a do tego klawiatura mi się zwichrowała. Koncye, bo nie da sie tego czytac
A mogłabyś merytorycznie przedstawić swój punkt widzenia na te kwestie? Chodzi mi o racjonalne kontrargumenty abym mogła przyjać odpowiednią perpektywę. Sama nie posiadam wiedzy ponad to że teoria samooczyszczania jest mi już znana a w realu jestem przewrażlwiona na lekarzy, którzy na wzystko przepisują mi antybiotyki. Ale aby cokolwiek w tej kwestii wyważyć potrzebuję wiedzy
No to tak po kolei, z tego co wiem: nadżerki mogą być widoczne gołym okiem - np. błony śluzowej żołądka, dwunastnicy - w gastroskopii, poza tym raczej nie widzę innych rażących uchybień we wstępie.
"Olej dobrze łączy się ze śluzem wyściełającym błonę śluzową, dzięki czemu na około pół godziny blokuje wchłanianie pozostałych składników Mikstury oczyszczającej, już w początkowym odcinku przewodu pokarmowego. Tym sposobem umożliwia im dotarcie aż do jelita grubego" - ja tam nigdy o tym nie słyszałam ani nie czytałam, a tym bardziej żeby cokolwiek dotarło w pół godziny do jelita grubego, chyba, że w wyniku działania mikstury ma się rozwolnienie jako oczyszczenie ;).
Aloes i citrosept są generalnie uznane za mające pozytywny wpływ na organizm, więc się nie czepiam
O soku z cytryny i wpływie na nadżerki żołądka czytałam, że można.
Cały wywód o propagandzie medycyny konwencjonalnej to stek bzdur.
Natomiast jeżeli chodzi o leczenie infekcji to, jako lekarz, sama nie biorę antybiotyków, czasem je przepisuję pacjentom, jak już wracają bo się nie doleczyli, ale potem twierdzą, że czują się osłabieni po tym wszystkim. Moja koleżanka nigdy nie dawała swojemu dziecku antybiotyków i dziecko trzyma się dobrze.
Ale gadanie o naprawczym wpływie wirusów na organizm to już jakiś totalny stek bzdur. Niektóre wirusy są przecież uznanymi czynnikami onkogennymi, jak choćby osławiony ostatnimi czasy wirus brodawczaka.
O teście burakami nie słyszałam. Generalnie szkodliwości w miksturze nie widzę. Proponowałabym wypróbować i podzielić się doświadczeniami :D .
Tylko podejrzewam, że mikstura może być obrzydliwa. Tak samo to z branży kosmetycznej - wypróbować i opisać :).
scarabee
24-08-2010, 23:52
Ja już kiedyś tę miksturę brałam ;) Moja mama - pasjonatka medycyny niekonwencjonalnej - kiedyś poiła mnie tym przez pół roku ;) I w sumie trudno mi powiedzieć, czy działa: przed kuracją czułam się bardzo dobrze, nie byłam podatna na infekcje i mikstura tego nie zmieniła ;) Jedyne obserwacje - mężczyźnie memu przyspieszyła przemiana materii (w jego wypadku - efekt na plus). I obrzydliwe to to nie jest, cytryną smakuje, nie wywołuje żadnych nieprzyjemnych odruchów.
klymenystra
25-08-2010, 10:51
Ja jeszcze sie odniose do Citroseptu i ogolnie cytrusow. Citrosept zrobil mi na twarzy masakre, jak go stosowalam na tradzik. Jestem zrazona.
Przy chorobie wrzodowej, podwyzszonym Helicobacter pylori mialam kategoryczny zakaz jedzenia cytrusow. Przy zespole jelita wrazliwego mam ogranicznac. I ograniczami. Jedna mandarynka wywoluje u mnie nieprzyjemne objawy.
Admin wspomnial o panu Tombaku - faktycznie, ten tekst jest jak z jego ksiazki. A Tombak nigdy nie byl dla mnie szczytem wiarygodnosci i rzetelnosci :)
Z wszystkich nalewek, mikstur i mieszanek oczyszczających polecam po prostu białą herbatę. Ważne, żeby była dobrze zaparzona (ok. 10min pod przykrywką) i nie należy dużo słodzić. Jeśli ktoś nie lubi tego typu herbat (ja nie potrafię pić zielonej ;)), jest o wiele smaczniejsza jak się doda odrobinę soku pomarańczowego (albo kawałeczek pomarańczy). Piłam ją regularnie przez kilka miesięcy i na przykład poprawiła mi się cera. Ponoć wspomaga odchudzanie, ale nie zdążyłam jeszcze sprawdzić na własnej skórze.
Zaczęłam ją za to stosować jako substytut kawy, ponieważ ma wysoką zawartość teiny - niemal równą zawartości kofeiny w kawie rozpuszczalnej. Ale to już jest akurat sprawa indywidualna każdej z nas, bo każdy organizm inaczej reaguje na związki pobudzające :kawa:
Zaczęłam ją za to stosować jako substytut kawy, ponieważ ma wysoką zawartość teiny - niemal równą zawartości kofeiny w kawie rozpuszczalnej. Ale to już jest akurat sprawa indywidualna każdej z nas, bo każdy organizm inaczej reaguje na związki pobudzające :kawa:
Jako stary kawosz pozwolę sobie na małe sprostowanie. W większości kaw rozpuszczalnych nie ma kofeiny ponieważ są zrobione na bazie kawy zbożowej. Kiedyś współpracowałem z firma produkująca kawę rozpuszczalną i miałem okazję przyjrzeć się trzem liniom technologicznym. Dwie z nich produkowały kawę bez kawy.;):)
bollyanna
02-09-2010, 09:46
Jako stary kawosz pozwolę sobie na małe sprostowanie. W większości kaw rozpuszczalnych nie ma kofeiny ponieważ są zrobione na bazie kawy zbożowej. Kiedyś współpracowałem z firma produkująca kawę rozpuszczalną i miałem okazję przyjrzeć się trzem liniom technologicznym. Dwie z nich produkowały kawę bez kawy.;):)
Nie żartuj!
A może to była specjalnie kawa bezkofeinowa...? Łudzę się.
Przyznam się, że tylko zerknęłam na to co pisałyście wcześniej, ale nie zauważyłam, zeby któras wspomniała o takiej banalnej rzeczy jaką są płatki owsiane.
Polecam je os, które chcą zmniejszyć krągłości i/lub poprawić pracę jelit. Najlepiej stosować naturalne, nie słodzone i bez barwników/aromatów. 2-3 łyżki CODZIENNIE, najlepiej PO obiedzie (nie przed, ponieważ zmniejszają łaknienie) z jogurtem naturalnym, w formie owsianki... W dużym skr "wymiatają" część spożytego pokarmu. Zawierają m.in dużo błonnika. Polecam je w postaci deseru, np ze wspomnianym jogurtem nat i truskawkami i/lub miodem
Znam przepis np na klopsiki, które są bardzo smaczne. Służę pomocą, jakby co. :-)
Z wszystkich nalewek, mikstur i mieszanek oczyszczających polecam po prostu białą herbatę. Ważne, żeby była dobrze zaparzona (ok. 10min pod przykrywką) i nie należy dużo słodzić. Jeśli ktoś nie lubi tego typu herbat (ja nie potrafię pić zielonej ;)), jest o wiele smaczniejsza jak się doda odrobinę soku pomarańczowego (albo kawałeczek pomarańczy). Piłam ją regularnie przez kilka miesięcy i na przykład poprawiła mi się cera. Ponoć wspomaga odchudzanie, ale nie zdążyłam jeszcze sprawdzić na własnej skórze.
A którą białą piłaś? Pełno jest w sklepach podrób...
klymenystra
09-10-2010, 10:31
Płatki polecam także na śniadanie - nie tylko tym, które są na Montignaku. Bierze się płatki owsiane (mogą byc do tego płatki żytnie i inne - byle nie kukurydziane i byle nie stabilizowane). Do tego trochę otrąb, moreli suszonych, dżem słodzony fruktozą, jogurt natrualny. W ciągu kilku dni poprawiają się włosy i paznokcie, potem także cera. Przez cały dzień jest mniejsze łaknienie na słodycze, a przemiana materii przyspiesza :)
To może jeszcze śliwki suszone? Też pomagają na jelita. Ja mam zafiks na punkcie zdrowych rzeczy.
Jestem strasznym łasuchem, a radzę sobie już ponad 2 m-ce bez słodkości w wersji niezdrowej. Moja wielką miłością aktualnie jest kakao naturalne z miodem, cynamonem i esencją wan. :-) Polecam!
A ja wszystko co tylko jest wypróbowałam na zaparcia..Śliwki suszone-jasne,są świetne-na czczo.Wieczorem do szklanki dajemy śliwki,może być 6 lub w większych ilościach...zalewamy wrzątkiem i rano wcinamy,popijając "sokiem" który został w szklance.Polecam osobom które mają przejściowe zaparcia.Znacie jeszcze coś co może mi w tym pomóc?Robiłam wszelakie badania,wszystko niby gra....tabletki przeczyszczające także przerobiłam ...To takie niekomfortowe uczucie chodzić z pełnym brzuszkiem:( Doradźcie!!
A wyżej wymienione przeze mnie otręby wypróbowałaś? Mi lekarz polecał właśnie po obiadku lub kolacji spożyć 2 łyżki i generalnie po ok 1-2 tyg regularnego stosowania, wszystko jest tak jak powinno, aż zaskoczona jestem, bo mam problemy z brzuszkiem od dziecka. :-)
Jak nie lubisz tego typu naturalnych rzeczy to dużo błonnkika też pomaga, np w tabletkach są dostępne, chyba we wszystkich aptekach, ale moim zdaniem nie działaja tak dobrze jak naturalne i nieprzetworzone produkty. :-)
dżem słodzony fruktozą, jogurt natrualny.
a ten dżem to w sensie, że razem z tym jogurtem?
i to jest smaczne?:p
klymenystra
10-10-2010, 22:36
To jest pyyyyyszne :) Robi się z tego jogurt owocowy :)
Znacie jeszcze coś co może mi w tym pomóc?Robiłam wszelakie badania,wszystko niby gra....tabletki przeczyszczające także przerobiłam ...To takie niekomfortowe uczucie chodzić z pełnym brzuszkiem:( Doradźcie!!
A próbowałaś z oliwą z oliwek? rano z łyżkę na czczo i wieczorem. Zbyt smaczne to nie jest, ale może pomóc.
Tak poza tym bardzo polecam też olej lniany t.zw. budwigowy. Można poczytać w internecie a propos diety dr. Budwig. Ten olej kupuje się w zielarskich sklepach, ma dość krótki termin ważności i przechowuje się go w lodówce. Ma najwięcej wartości ze wszystkich rodzajów olejów lnianych, najwięcej kwasów omega3.
Kupując dostaje się książeczkę informacyjną i przepisy co do używania. Ja korzystałam z niego po kuracji antybiotykowej i jest rewelacyjny. Nie dość ,ze bardzo smaczny, to idealnie reguluje właśnie przemianę materii, skóra świetnie się nawilża i nabiera zdrowego wyglądu , organizm się regeneruje. Polecany jest nawet przy ciężkich chorobach- nie będę się tu rozpisywać- odsyłam do poczytania np. na tą stronę http://budwig.vegie.pl/
Jedyne co, to trzeba troche zmienić swoją dietę na jakiś czas- np. nie spożywać żadnych innych tłuszczów.
A wracając do płatków -ponoć dobrze jest jeść gotowane, a przynajmniej zalane wrzątkiem. Co do innych zdrowych rzeczy polecam tez kaszę jaglaną, ostatnio jem cały czas:D Jest BAAARDZO zdrowa.
Gotowana przez 30 min. z paroma lyżkami płatków owsianych, imbirem, kurkumą,rodzynkami, orzechami włoskimi, pod koniec dodaje się starte jabłko albo sok z cytryny i duuużo miodu- pyszna i bardzo sycąca,a pozostawia uczucie lekkości. Jak komuś jest zbyt mdła można dodać konfitur.
Mmmm dzięki za przepis na kaszę :D
Roksolanka (Naima)
11-10-2010, 18:22
Gotowana przez 30 min. z paroma lyżkami płatków owsianych, imbirem, kurkumą,rodzynkami, orzechami włoskimi, pod koniec dodaje się starte jabłko albo sok z cytryny i duuużo miodu- pyszna i bardzo sycąca,a pozostawia uczucie lekkości. Jak komuś jest zbyt mdła można dodać konfitur.
Słyszałam, że to szczyt zdrowotności - ponoć jeden z najbardziej zasadotwórczych pokarmów na naszej szerokości geograficznej, co przy kurczakomanii jest dość istotne.
Ale mi ona nie wychodzi. Jakieś to bez smaku.
Ile tego imbiru na torebkę kaszy?
I czy można to bez soli? Da radę?
o ! Ja to jadam! ;-)
Do ok. 1,5 litra wrzącej wody dodać:
-szczyptę kurkumy,
-2 łyżki kaszy jaglanej,
-3 łyżki płatków owsianych,
-imbiru na końcu łyżeczki,
-sól do smaku (ale nie trzeba),
Gotować około 30 minut, a potem dodać:
-łyżeczkę soku z cytryny lub utarte jabłko (można też dodać trochę banana tzn. ja tak jem;),
-dodać wrzącej wody, jeśli trzeba uzupełnić ilość zupy (można uzupełniać też mlekiem),
-5 orzechów włoskich pokrojonych (dowolnie),
-1 łyżeczka rodzynek
Gotować około 10 min, a potem dodać:
-masło i miód do smaku
Gotować jeszcze minutkę :)
Oprócz wymienionych kasz można stosować zamiennie kaszę kukurydzianą, płatki pszenne i jęczmienne.
Można ją przygotować też poprzedniego dnia wieczorem.
Smacznego! :D
przepis pochodzi z książki: "Filozofia Zdrowia" Anny Ciesielskiej
Roksolanka (Naima)
11-10-2010, 19:30
A, czyli przemiany?
Oczywiście, jakby inaczej.
Pozdrawiam.
No dokładnie właśnie ten przepis:) ja dodaję więcej soli i dużo miodu,bo bez tego jest taka mdła nieco jak na mój smak. I więcej orzechów wrzucam.
Smacznego!
A przepraszam gdzie dostanę kaszę jaglaną? :-)
Klymenystra
a ja dzisiaj szukałam dżemu słodzonego fruktozą i nie widzę ! :(
jakiej firm kupujesz?
chyba, że masz na myśli gdy w składzie jest napisane : "... cukier i/lub słodzony fruktozą'' czy coś w tym stylu? :p
Kasza jaglana w sklepie normalnie powinna być:) wystarczy miedzy kaszami dobrze poszukać.
Albo w działach ''zdrowa żywność'', u mnie tak jest ;)
kirkewrozka
12-10-2010, 13:54
Dziewczęta, czy któraś z was orientuje się, czym się różnią zwykłe płatki owsiane od błyskawicznych płatków owsianych, które można ja zazwyczaj zalewam mlekiem, podgrzewam chwilę i jem. Zastanawiam się tylko, czy one są jakieś dziwne, skoro są błyskawiczne? ;)
klymenystra
12-10-2010, 14:41
Błyskawiczne są poddane obróbce termicznej i dlatego są "błyskawiczne". Mają wyższy indeks glikemiczny. Ja jem zwykłe na surowo i żyję :)
A co masz dokładnie na myśli mówiąc płatki błyskawiczne? Bo wiem, że sa tez takie smakowe błyskawiczne, nie dość, że słodzone, to jeszcze zawierają sód, który (podobno) powoduje obrzeki podobnie jak sól.
Oj dziewczyny,gdybyście wiedziały ile ja już próbowałam rzeczy...otręby wcinam do jogurtów,piję duuużo wody,soki,kasze...zmieniłam swoje życie przez TEN PROBLEM o 360 stopni...Najgorsze jest to,że nie ma efektów,żadnej poprawy.Tym bardziej dziwi mnie fakt,dlaczego w ogóle pojawił się u mnie taki problem...zawsze bardzo uważałam jak jem,nie odżywiałam się tak,by teraz tak się męczyć.Najgorszemu wrogowi bym tego nie życzyła:(
klymenystra
12-10-2010, 17:16
Jak 360 stopni, to się nie dziw, że nie widzisz skutków :>
carmenta
12-10-2010, 17:32
no właśnie - chyba o 180 stopni :D, bo o 360 to raczej żadna zmiana :D
Oj dziewczyny,gdybyście wiedziały ile ja już próbowałam rzeczy...otręby wcinam do jogurtów,piję duuużo wody,soki,kasze...zmieniłam swoje życie przez TEN PROBLEM o 360 stopni...Najgorsze jest to,że nie ma efektów,żadnej poprawy.Tym bardziej dziwi mnie fakt,dlaczego w ogóle pojawił się u mnie taki problem...zawsze bardzo uważałam jak jem,nie odżywiałam się tak,by teraz tak się męczyć.Najgorszemu wrogowi bym tego nie życzyła:(
A byłas u dietetyka? Bo jak masz takie problemy to moim zdaniem dietetyk powinien coś poradzić, skoro to się tak ciągnie. A najpierw wizyta u lekarza ogólnego i badanka czy to nie za sprawą jakiejś bakterii czy innego dziadostwa.
Wracając do tematu płatków błyskawicznych... to jest z nimi ogromny problem, konsumenci bardzo je polubili, bo szybciej się je przygotowuje i łatwiej się je(łatwiej przechodzą przez przełyk), ale są one w takim stopniu przetworzone(zmielone), że tracą większość swoich wartości odżywczych. Także ze względu na ich wysoki indeks glikemiczny ok.80 IG powinno się ich unikać no chyba, że ktoś chce przytyć to jak najbardziej może wcinać :) natomiast osoby, które próbują zrzucić zbędne kilogramy powinny jeść produkty o niskim i średnim indeksie glikemicznym do max. 50 IG (tyle mają zwykłe płatki). I tak na przykładzie naszych płatków osoba, które zje płatki błyskawiczne - będzie błyskawicznie głodna, bo produkty o wysokim IG są bardzo szybko przyswajane przez organizm, czyli energia dostarczana przez te produkty starcza na krótko. Druga osoba zje płatki zwykłe, organizm będzie długo przyswajał ten posiłek więc ta osoba będzie dłużej odczuwała uczucie sytości.
Jeśli chodzi o sól i o sód to prawie to samo... bo sól kuchenna to nic innego jak chlorek sodu (NaCl)... :)
Jestem właśnie w trakcie pisania pracy inżynierskiej o dietach opartych na produktach o niskim IG, więc nie długo zgłoszę się do was z prośbą o wypełnienie ankietki:D, bo widzę, że jesteście trochę obeznane w temacie diet i zdrowego odżywiania;)
Anisa Hasna
12-10-2010, 19:25
Jeśli chodzi o sól i o sód to prawie to samo... bo sól kuchenna to nic innego jak zasada sodowa (NaOH)... :)
Sól kuchenna to chyba chlorek sodu NaCl...
Tak masz racje... jestem już przemęczona i przeziębienie daje o sobie znać:)
szarlotka
12-10-2010, 19:40
Jeśli chodzi o sól i o sód to prawie to samo... bo sól kuchenna to nic innego jak zasada sodowa (NaOH)... :)
:confused::eek::thumbsdwn:
Mam nadzieję, że to tylko pomyłka, zwłaszcza, że piszesz, że przygotowujesz pracę inżynierską...
edit: uff :D
A którą białą piłaś? Pełno jest w sklepach podrób...
a po czym poznać taką podróbę białej herbaty?:confused:
bo często ją kupuję, aktualnie mam "Teekanne, world special teas''
coś wam o niej wiadomo?:D
Oj dziewczyny,gdybyście wiedziały ile ja już próbowałam rzeczy...otręby wcinam do jogurtów,piję duuużo wody,soki,kasze...zmieniłam swoje życie przez TEN PROBLEM o 360 stopni...Najgorsze jest to,że nie ma efektów,żadnej poprawy.Tym bardziej dziwi mnie fakt,dlaczego w ogóle pojawił się u mnie taki problem...zawsze bardzo uważałam jak jem,nie odżywiałam się tak,by teraz tak się męczyć.Najgorszemu wrogowi bym tego nie życzyła:(
hmm.. a ja słyszałam, że za dużo jogurtów i soków to też nie dobrze:( no ale lepiej chyba faktycznie pójść do dietetyka.
Na poprawę perystaltyki jelit dietetyczka poradziła kuzynce olej z wiesiołka tłoczony na zimno. Codziennie rano na czczo należy połknąć 2 kapsułki (w przypadku wiesiołka z firmy GAL; dla kapsułek o innym "rozmiarze" trzeba pewnie przeliczyć ;)).
Przetestowałam to też na sobie i zadziałało :) I działa dalej :)
Dziękuję za Wasze cenne rady,mam nadzieję,że któraś z metod pomoże i już tak zostanie:)
Młoda,
dżem słodzony fruktozą można dostać w Lidlu, są chyba trzy smaki, z pewnością truskawka i wieloowocowy.
Dadzą się zjeść:) są pod hasłem "dla diabetyków"
Ooo, no to będę musiała się wybrać :p
A mam taki mały problem... Strasznie mi się paznokcie rozdwajają :(
Niby to od diety może być ale przecież jem owoce warzywe, regularnie i w ogóle staram się zdrowo odżywiać (grzeszki każdemu się zdarzają :embarrest:).
Co radzicie, jakieś konkretne owoce/warzywa albo coś?
od razu mówię, że różne suplementy diety też nie działają:(
mam ten sam problem... z autopsji zauważyłam, że mi pomaga jak sobie porządnie wypielęgnuje paznokcie (opiłowanie miejsca, w którym paznokieć się rozdwaja, zmiękczający krem do skórek, odżywka wzmacniająco-utwardzająca, i na koniec lakier do paznokci), ale to pomaga na bardzo krótko, bo po tygodniu od zmycia lakieru znów zaczynają się rozdwajać:wacko:
Ale słyszałam, że dobrym sposobem na osłabione paznokcie jest nacieranie ich cytryną(miąższem) albo moczenie paznokci w rozworze soku z cytryny i olejku rycynowego... Ale nie wiem czy to działa, bo jeszcze nie stosowałam tej metody:)
Aby wzmocnić paznokcie dzięki temu co jemy to na pewno produkty z dużą zawartością witaminy A i E, czyli pomidory, marchewki, nabiał, jaja, orzechy, warzywa zielono-listne, ale żeby organizm wyciągnął te witaminki z produktów to muszą być zjedzone z dodatkiem tłuszczu, gdyż są to witaminy rozpuszczalne w tłuszczach... czyli np. gotujemy marchewkę i wrzucamy kawałek masełka do garnka... albo kanapka z pomidorem i bazylią skropiona oliwą z oliwek, olejem lnianym... albo jajo z majonezem... albo co Ci do głowy przyjdzie...;)
Powadzenia w ratowaniu paznokci:D:thumbsup:
A mam taki mały problem... Strasznie mi się paznokcie rozdwajają :(
Masz tak od zawsze czy to nowy problem?
Bo jeśli od zawsze - to możesz mieć po prostu takie geny. Moja Mama mimo różnych zabiegów ma słabe paznokcie, którym nie pomagają żadne cudowne sposoby, a praca (szkoła => kreda) tylko pogarsza sprawę. Dała sobie spokój i przykleja żel, dzięki czemu wreszcie nic jej się nie rozdwaja - a to bolesna sprawa :(
Co do diety, to zwróć uwagę na magnez, żelazo, cynk i krzem. Te ostatnie występują w pokarmach w niezbyt dużych ilościach, dlatego warto je suplementować. Wegetarianki i semi-wegetarianki są szczególnie narażone na niedobory cynku i żelaza, a wchłanianie cynku jest dodatkowo upośledzone u kobiet stosujących antykoncepcję hormonalną. Nie należy łączyć pokarmów zawierających żelazo z pokarmami zawierającymi cynk, bo wtedy cynk też się gorzej wchłania.
Dodatkowo - kup sobie szklany pilnik i piłuj zawsze w jedną stronę.
Spróbuj też sposobu, który polecała kiedyś na forum Aurinko: witamina E w płynie (kupisz w aptece) i smarowanie nią macierzy paznokcia, czyli tego miejsca, z którego on wyrasta. Codziennie! Odżywki w lakierze są nieskuteczne, bo widoczna część paznokcia jest martwa.
Życzę powodzenia :)
Dzięki za rady, spróbuje i zobaczymy co będzie ;)
Po przeczytaniu całego tematu, tak się cieszę (i nie cieszę,że mamy takie problemy), że nie jestem z takim 'wstydliwym' problemem sama :D Na pewno, którąś metodę wypróbuję !
A czy macie jakieś przepisy na naleśniki, ale nie na słodko?:p
Ze szpinakiem.
Z kapustą.
Z pieczarkami.
Z serem pleśniowym i gruszką.
Z fetą i oliwkami.
Z łososiem wędzonym i serkiem kremowym (Bieluch).
Absolutnie boskie jadłam w Toruniu - z musem z porów pieczonych.
Ja jem naleśniki tak jak pizzę, z czymkolwiek, co mi pasuje :)
I nie znoszę słodkich (z wyjątkiem kremu z kasztanów, ale to nie na obiad).
Ostatnio z nadwyżki naleśników zrobiłam quesadillas.
Do jednej porcji potrzebne są dwa usmażone już naleśniki.
Kładzie się jeden na rozgrzanej patelni bez tłuszczu (najlepsza jest patelnia grillowa, wychodzi ładny wzorek, ale ja smażę na zwykłej), na nim układa się plasterki sera i przykrywa drugim naleśnikiem. Należy podgrzewać do momentu, w którym ser się roztopi, oczywiście przewróciwszy, żeby zrumienić obie strony.
Naleśnika tak przyrządzonego kroi się jak tort, na trójkąty, i podaje z dipami: ja najbardziej lubię guacamole albo hummus, ale ze zwykłym keczupem, majonezem czy sosem czosnkowym własnej roboty też jest OK :)
:thumbsup:mmm.... mniam mniam:rolleyes: aż się głodna zrobiłam:redface:
muszę kiedyś wypróbować te quesadillas. A jaki używasz do nich ser? Jakiś "specjalny", żeby się dobrze roztapiał czy taki jaki jest akurat pod ręką?
Oryginalne quesadillas robi się z tortilli (pszennej lub całkiem niedostępnej w polskich sklepach kukurydzianej) i z sera jakiegoś specjalnego z Meksyku :) Jako że się nie wybieram za ocean, używam domowych naleśników i sera edamskiego, który topi się świetnie :)
Dzięki za wskazówki... na pewno wypróbuje:D
Mmmm, muszę to wypróbować... :love:
[quote=Vasanta;143270]Oryginalne quesadillas robi się z tortilli (pszennej lub całkiem niedostępnej w polskich sklepach kukurydzianej)
Vasanto, spiesze doniesc ze od paru miesiecy Krakow jest obsypany mąką kukurydzianą. Ja kupiłam za chyba 20 zł w GKrakowskiej a następnego dnia zobaczyłam u mnie w osiedlowym sklepie za 2 złote (:mad:). W ogóle jest teraz gdzie się ruszę, nawet z dostawą do domu w całym Krakowie
http://alma24.pl/produkt/9401704/Maka_kukurydziana
Że MĄKĘ można dostać, to wiem, i to od dawna, ale umiesz zrobić tortille kukurydziane? :D Do nich jest potrzebna specjalna mąka, stąd wiem, że mam znajomą, która założyła firmę produkującą takie tortille - jedyne w Polsce nadające się do robienia nachos :)
Dziewczyny, co sądzicie o dietach dla poszczególnych grup krwi?
Mają sens?
Temat podrzucił mi znajomy.
Ostatnio kiepsko się czuję po zjedzeniu czegokolwiek.
Znajomy zasugerował, że powinnam dostosować dietę do grupy krwi.
Rozumiem zasadę, ale jakoś to do mnie nie przemawia - zwłaszcza że uwielbiam mleko i nabiał, nigdy mi się nic nie działo po nich, a wg tej teorii powinnam unikać jak ognia (mam grupę A).
Nie pomoge za bardzo - poza moze drobna informacja, ze moj facet, ktory najszczesliwszy bylby jedzac samo miecho, odkryl ze wg tej diety do jego grupa krwi wlasnie to sie zaleca - duzo bialka, duzo miesa. I dla jego samopoczucia faktycznie jest to dieta wymarzona:D
Ciekawa jestem rowniez opinii na temat tych diet dostosowanych do grup krwi. Jak ktos ma jakies doswiadczenia to byloby fajnie jakby sie podzielil:)
Ja bym chciała przede wszystkim usłyszeć jakieś rozsądne wytłumaczenie :)
Czy naprawdę metabolizm, trawienie, środowisko żołądka się tak mocno różni w przypadku osób z różnymi grupami krwi?
BTW moja "niedyspozycja" się chyba wyjaśniła - mam grypę żołądkową...
Bo nie dopuszczam do siebie myśli, że to by mogło być coś poważniejszego - i długotrwałego...
Sana el Qamar
04-12-2010, 18:57
Dziewczyny, co sądzicie o dietach dla poszczególnych grup krwi?
Mają sens?
Temat podrzucił mi znajomy.
Ostatnio kiepsko się czuję po zjedzeniu czegokolwiek.
Znajomy zasugerował, że powinnam dostosować dietę do grupy krwi.
Rozumiem zasadę, ale jakoś to do mnie nie przemawia - zwłaszcza że uwielbiam mleko i nabiał, nigdy mi się nic nie działo po nich, a wg tej teorii powinnam unikać jak ognia (mam grupę A).
Ja podchodzę bardzo sceptycznie. Nie wiem na jakiej podstawie były sporządzone diety. Ale generalnie mam grupę 0 i wg książki jestem urodzonym mięsożercą i powinnam jeść duże ilości mięsa i unikać zbórz. A tak się składa, że jestem wegetarianką.
Próbowałam znaleźć w sieci książkę pani Whitney "Jedz zgodnie ze swoją grupą krwi" - założyłam, że tam jest wyjaśnione, o co w tym wszystkim chodzi, może są wyniki jakichś badań, fakty medyczne, COKOLWIEK, co by mi pozwoliło ocenić przydatność tej teorii.
Bezskutecznie. Wszędzie są tylko tabelki albo wyliczone wskazania, co powinno się jeść, a czego unikać.
Wnioskuję z tego, że ta dieta nie jest wiele warta :-P
Założenie, że grupy krwi powstawały po kolei w wyniku zmian trybu życia i diety kolejnych pokoleń - jestem jeszcze w stanie przełknąć i pewnie jest ono nawet poprawne. Ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że w jednej rodzinie mogą być potomkowie jednocześnie myśliwych i zbieraczy (grupa 0), rolników (grupa A) i nomadów (grupa B). I to w jednym pokoleniu, z jednych rodziców :)
Na jednej ze stron znalazłam przyporządkowanie diet dla grup krwi do tej samej grupy co diety dla osób z określonym kolorem oczu (czyli: diety bezsensowne).
Ja też podchodze bardzo sceptycznie do takiej diety i nie żebym miała jakieś konkretne uzasadnienie :) Poprostu nie wierzę w jej efekty. Grup krwi nie ma wiele, a człowiek jest każdy inny
Założenie, że grupy krwi powstawały po kolei w wyniku zmian trybu życia i diety kolejnych pokoleń - jestem jeszcze w stanie przełknąć i pewnie jest ono nawet poprawne. Ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że w jednej rodzinie mogą być potomkowie jednocześnie myśliwych i zbieraczy (grupa 0), rolników (grupa A) i nomadów (grupa B). I to w jednym pokoleniu, z jednych rodziców :)
Kiedyś pamiętam u mnie w domu się tym interesowano i jedyne wnioski ogólne jakie przyszły nam do głowy to, że osoba o grupie krwi 0 bardziej lubi mięso niż inni, jest też bardziej energiczna. Osoby z grupą A czy B mogą nie przepadać tak za mięsem (pewnie i tak są wyjątki) i mogą mieć też kłopoty z jego trawieniem, przyswajaniem.
Choć nie wiem czy tej teorii nie należałoby między bajki włożyć ;)
Jak się dopytam siostry na ten temat to coś bardziej sensownego napiszę.
Z tego co piszesz, Ksiksi, wynika mniej więcej to samo co z mojej ulubionej teorii życiowej: "jedni mają tak, drudzy mają siak" :D Co to za teoria, jeśli są wyjątki? Jeśli czynimy założenie, że wszystkie osoby z grupą krwi 0 to mięsożercy i nie powinni jeść produktów zbożowych, bo od nich tyją, to jeśli ktoś z grupą krwi 0 nie jest mięsożercą i nie tyje po produktach zbożowych - to oznacza, że założenie było błędne, a całą teorię można właśnie między bajki włożyć.
W mojej rodzinie 3 osoby mają grupę krwi 0. Każda ma zupełnie inną dietę, przejawia inne preferencje żywieniowe i tyje od czego innego.
vBulletin® v4.0.8, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.