Dzisiaj rozmawiałam chwilkę z Jasmin Wachowiak i ostrzegła mnie ona przed możliwymi bardzo niebezpiecznymi konsekwencjami niewprawnych backbendów (nie ukrywam, mam okropną słabość do wszelakiego gięcia się). Dlatego stwierdziłam, że skoro jest to taka ikonowa figura wielbicielek tribal fusion, to może należałoby napisać co nieco, aby takie relatywnie świeże i napalone na to tancerki, umiejące już tyle, by móc zrobić sobie krzywdę, ale jeszcze nie tyle, by być pewną swoich umiejętności (jak ja) , nie zrobiły sobie przy okazji żadnego większego kuku przy ćwiczeniach.
Konsekwencje wpadek są niemiłe - od przykrego "strzyknięcia" w kręgosłupie aż po, w ekstremalnych przypadkach, przemieszczenie kręgów kwalifikujące się pod leczenie operacyjne, drutowanie, no i koniec z wszelakimi tańcami. Nie jestem z wykształcenia nikim związanym z anatomią, stąd moja wiedza może być niepełna, stąd mam nadzieję, że ludzie związani z medycyną bardziej na poważnie mnie skorygująale na moje oko to wygląda tak: przy przechyle do tyłu mięśnie i ścięgna muszą być jednocześnie spięte i elastyczne, aby móc utrzymać kręgosłup w bezpiecznym "gorsecie" i nie dopuścić do momentu w którym siła grawitacji przeważy siłę mięśni, naciągając je i przenosząc obciążenie na sam kręgosłup.
Przy takim założeniu należałoby wnioskować, iż tym mocniejsze mięśnie muszą być, im bardziej czyjś środek ciężkości jest przesunięty w górę. Innymi słowy osoby o długim tułowiu w stosunku do nóg albo masywnych ramionach czy biuście i wąskich biodrach są bardziej narażone na urazy niż osoby o niedużej klatce piersiowej czy smukłych ramionach. Jeżeli by tak było, to przynajmniej byłby to jeden plus posiadania relatywnie krótkiego tułowia w tribalu, który raczej punktuje w końcu wyrazisty tułów na którym dobrze widać wszystkie izolacje i fale.
Jednak taki balans ciężkości czy inny - zrobić krzywdę można sobie niestety zawsze. Jasmin mówiła, iż należy możliwie bardzo ćwiczyć mięśnie całego brzucha i pośladków, żeby uniknąć kontuzji. Z jakichś zajęć z Basią pamiętam, iż mówiła o potrzebie trzymania "podkulonej" miednicy, żeby możliwie zmniejszyć kąt wychylenia i że możliwe maksimum wychyłu powinno iść na uda, a nie na kręgosłup. Czy są jakieś jeszcze porady co robić, a czego nie robić, żeby się nie narażać? Chętnie usłyszałabym opinię jakiegoś profesjonalisty, na ile ćwiczenie backbendów we własnym zakresie jest bezpieczne.
Ja przykładowo mam nienajgorsze wygięcie z jedną ręką wzdłuż tułowia a drugą do tyłu i nigdy mnie po tym kręgosłup nie bolał (mięśnie męczą się szybko i jest to pozycja wyraziście niewygodna dla mnie, ale nie do punktu bólu), ale nie chcę zrobić jakiegoś głupstwa, którego będę żałować.


) , nie zrobiły sobie przy okazji żadnego większego kuku przy ćwiczeniach.
ale na moje oko to wygląda tak: przy przechyle do tyłu mięśnie i ścięgna muszą być jednocześnie spięte i elastyczne, aby móc utrzymać kręgosłup w bezpiecznym "gorsecie" i nie dopuścić do momentu w którym siła grawitacji przeważy siłę mięśni, naciągając je i przenosząc obciążenie na sam kręgosłup.
Odpowiedz cytując
Wcześniej miałam problem z utrzymaniem równowagi w tej pozycji, poruszając jednoczesnie rękami "za sobą" i "wzdłuż siebie" Potrafiłam tylko "nad sobą" w sensie nad klatką piersiową. Ale trening czyni mistrza

i teraz tak troche probuje dojsc do siebie.... wniosek prosty dla mnie - backbendy (mam nadzieje tymczasowo) sa nie dla mnie 