Warning: preg_replace(): The /e modifier is deprecated, use preg_replace_callback instead in ..../includes/class_bbcode.php on line 2958

Warning: preg_replace(): The /e modifier is deprecated, use preg_replace_callback instead in ..../includes/class_bbcode.php on line 2958

Warning: preg_replace(): The /e modifier is deprecated, use preg_replace_callback instead in ..../includes/class_bbcode.php on line 2958
Gwiazdy I Mistrzostw Europy Wschodniej - o tańcu, o konkursach, o sobie...
Wyniki 1 do 4 z 4

Temat: Gwiazdy I Mistrzostw Europy Wschodniej - o tańcu, o konkursach, o sobie...

  1. #1
    Dołączył
    06-01-2008
    Miasto
    Lublin
    Wiadomości
    1 624
    Siła Reputacji
    20

    Domyślny Gwiazdy I Mistrzostw Europy Wschodniej - o tańcu, o konkursach, o sobie...

    Do I Mistrzostw Europy Wschodniej w Tańcu Orientalnym jeszcze pół roku, ale już dziś możecie poczytać, co mają do powiedzenia ich gwiazdy.

    Jako pierwsza zabierze głos szefowa Ligi Profesjonalistów Tańca Orientalnego - Elena Ramazanowa. O kursach, konkursach i organizacjach.



    MAŁE CENTRUM WIELKIEJ SZTUKI



    Leno, proszę powiedzieć, kim jest ten geniusz, który wpadł na pomysł, żeby przeprowadzać kursy Ligi Profesjonalistów właśnie w Bierdiańsku? (Kurort na Ukrainie, nad Morzem Azowskim – przyp. tłum.)

    Pomysłodawcą byłam ja. Prawda jest taka, że co rok przyjeżdżam do Bierdiańska z rodziną i spędzam tam kilka tygodni. Kiedyś przyszła mi do głowy myśl, że te wyjazdy mogłyby być nie tylko przyjemne, ale też pożyteczne. Poprosiłam więc Olgę Rudakową, przewodniczącą Ukraińskiej Asocjacji Wykonawców Tańca Orientalnego (UAVST-IAED) o znalezienie w tym mieście takiej szkoły belly dance, która mogłaby pomóc mi w organizacji imprezy. Olga poradziła mi zwrócić się do Wiktorii Berest, kierowniczki zespołu Victory Dance. Zadzwoniłam do Wiki, a ona z entuzjazmem podjęła mój pomysł.
    Od tego czasu minęły już 4 lata. Kursy odbywają się z powodzeniem i stopniowo nabierają obrotów. Ich główny cel to przekazywanie wiedzy tym tancerzom, którzy chcą się rozwijać i iść do przodu. Sporządzając plan kursów na dany rok obowiązkowo dowiadujemy się, co przede wszystkim interesuje tancerki, jakich informacji im brakuje, bierzemy pod uwagę aktualne tendencje taneczne itp. Bywa, że pewną wiedzę trzeba krzewić na siłę, jeśli temat jest ważny, a tancerki nim gardzą. Na przykład, dawniej nikogo nie interesował folklor. Ale jak można tańczyć np. megeance bez znajomości folkloru? To nonsens! Mając tego świadomość z uporem prowadziliśmy lekcje i warsztaty z folkloru, co przyniosło już swoje owoce. Jestem pewna, że nawet tym tancerkom, które z początku się sprzeciwiały, otrzymana wiedza bardzo się przydała.

    Kursy Ligi odbywają się nad morzem w samym środku lata... Czy pedagodzy nie biją się o prawo wypoczynku we wspaniałym kurorcie pod przykrywką pracy?

    Nie, nie biją się. Ja sama ustalam tematy warsztatów i w zależności od nich dobieram skład instruktorski.

    Impreza w Bierdiańsku jest jedną z niewielu na Ukrainie, na którą przyjeżdża duża ekipa tancerek z zagranicy. Czym je kusicie?

    Po prostu dobrze wykonujemy swoją pracę. Wielu z naszych pedagogów ma za sobą ogromną szkołę konkursową i to ogromne doświadczenie przyciąga uwagę młodych tancerzy. Młodzież widzi, że mamy się czym podzielić, że robimy to profesjonalnie i z pasją. Powody tego, że tancerze nie jeżdżą na inne konkursy mogą być bardzo różne: poziom organizacji, nagrody, autorytet instruktorów. Są konkursy, które służą tylko zarabianiu pieniędzy, a są turnieje z duszą i sensem. Jedne festiwale przynoszą tylko rozczarowanie, inne w pełni rekompensują wszelkie wydatki. Są konkursy z tak wysokim poziomem, że udział w nich nawet w charakterze widza jest bardzo interesujący i pouczający. Porównując te konkursy ludzie zaczynają wybierać coś konkretnego, zamiast rzucać się od razu na wszystko.

    W 2010 roku na konkursie w Sudaku wśród profesjonalistów w kategorii „folklor” zwyciężyła tancerka, która wykonywała choreografię z pani warsztatów. Jak się pani do tego odnosi?

    Do warsztatów układam proste i przystępne choreografie, przy pomocy których łatwiej mi wyłożyć dany materiał. Są one wygodne do wykorzystywania na treningach w szkole tanecznej, ale absolutnie nie na konkursach! Na turniejach mogłyby je tańczyć ewentualnie początkujące tancerki, ale prawdziwy profesjonalista nie pozwoli sobie na coś takiego.
    Nie można mieć pretensji do sędziów, że rozstawili miejsca tak, a nie inaczej. Mogli przecież nie wiedzieć, że choreografia pochodzi z czyichś warsztatów, a ocenić występ tancerki mieli obowiązek. Gdybym była na ich miejscu i wiedziałabym, skąd wzięto taniec, i tak nic nie mogłabym z tym zrobić. Oczywiście, postawiłabym dziewczynie minimalną liczbę punktów w kryterium „indywidualność”, ale przecież to nie wpłynie na rezultat, jeśli w innych kryteriach punktacja jest wysoka.
    A teraz wyobraźmy sobie, że w składzie sędziowskim są cudzoziemcy. Skąd oni mogą wiedzieć o autorstwie choreografii? Przecież nie mają pojęcia, że tancerka niedawno była w jakiejś miejscowości Kozia Wólka i wzięła sobie choreografię z warsztatów miejscowego pedagoga. A czy mało jest przypadków, kiedy „mądrale” biorą choreografię z płyty i tańczą, nie ukazując autora? A ile osób po przyjeździe z Egiptu przedstawia wyuczony tam materiał jako swój własny?

    I jak się przed tym bronić?

    Nie da się! Wystarczy, że zamienisz miejscami kilka kombinacji w cudzej choreografii – i staje się twoja. Albo można zostawić wszystkie ruchy tak jak są, a zmienić muzykę – i tyle! Potem możesz z dumą twierdzić: „Ja to sama zrobiłam! Pani choreografię pierwszy raz widzę na oczy!”

    Ale jak w głębi duszy Elena Ramazanowa reaguje na takie wykorzystywanie swojej pracy?

    Miło, kiedy taniec jest wykonywany dobrze, ale do człowieka, który bez pozwolenia wykorzystał cudzą choreografię od razu tracę szacunek. Wydaje mi się, że z charakterem takiego człowieka, z jego indywidualnością, jest coś nie w porządku. Nie jest mi szkoda, kiedy „zgapiona” ode mnie choreografia jest wykonywana gdzieś w restauracji, dla krewnych, na weselach, imprezach firmowych, koncertach szkolnych, ćwiczona na zajęciach itp. Tam tańczcie sobie, ile chcecie! Tylko nie na konkursie. Zrozumcie, wiele osób jest gotowych jechać do Moskwy z bardzo daleka, tylko po to, żeby kupić choreografię od dobrego pedagoga. Tracą na to mnóstwo czasu i pieniędzy, uczą się, ćwiczą, dopracowują każdy najmniejszy szczegół. Starają się i pracują nad sobą, żeby tańczyć jeszcze lepiej. I czy potem nie jest przykro, po tylu trudach i wydatkach, zobaczyć ułożony dla siebie taniec w wykonaniu innej tancerki?

    Innymi słowy – nie uważa pani tancerza, który zgapia cudzą pracę, za profesjonalistę?

    Profesjonalista nigdy nie pozwoli sobie na to, żeby ukraść czyjąś choreografię czy projekt kostiumu. Ja nawet nie wyjdę na scenę, jeśli za kulisami zobaczę tancerkę w takim samym kostiumie jak mój!

    Zmieńmy temat. W kwietniu 2010 na jednym z konkursów w Odessie miał miejsce epizod, kiedy jedna organizacja taneczna nie pozwoliła swoim tancerzom wziąć udziału w oficjalnym turnieju innej organizacji...

    Och, jaka bezpośrednia aluzja do sytuacji w Rosji...

    To nie aluzja, po prostu pytanie o wewnętrzne relacje rosyjskich organizacji tanecznych...

    Liga Profesjonalistów przygotowuje swoich tancerzy do turniejów innych organizacji, jeśli pojawia się taka konieczność. Co prawda, czasem proszę tancerki, żeby nie wymieniały mojego nazwiska jako choreografa. Za to inne organizacje mogą zdyskwalifikować swoich tancerzy za udział w konkursach Ligi. Od czasu do czasu to się zdarza.

    Czy podejmuje pani w związku z tym jakieś działania?

    Po co? Ten problem rozwiązują sami tancerze: po prostu wybierają, gdzie jest im lepiej. Chociaż żadna organizacja jakoś szczególnie nie cierpi na utratę członków, ponieważ mimo wszystko nie ma jakiejś wielkiej migracji. Ogólnie ta sytuacja przypomina mi zabawy w przedszkolu.

    Co pani sądzi o idei połączenia wszystkich organizacji?

    To jest całkowicie bez sensu! I tak znajdą się niezadowoleni, którzy sformują opozycję i znowu utworzą alternatywną organizację. To jest nieuniknione i prawidłowe, bo zawsze powinien być wybór.

    Nie mogę się powstrzymać przed jeszcze jednym pytaniem... Na Ukrainie jest dużo kurortów, nie tylko nad Morzem Azowskim, ale i nad Czarnym... Może tam też warto by zorganizować podobne kursy?

    Warto o tym pomyśleć, ale trzeba wziąć pod uwagę, że między imprezami powinna być duża przerwa czasowa. Nie możemy zrobić kursów w dwóch miastach tego samego lata, to nie będzie miało sensu. Można pomyśleć o jakimś późniejszym terminie. Na przykład w lutym chcemy zorganizować kursy w Doniecku. Był tam już kongres z seminariami i wykładami, ale teraz mamy o wiele większe plany.


    Irina Umaniec

    „Comme il faut” nr 2, 2010, str. 68-72
    Tłumaczenie - Miranda

    Ostatnio edytowane przez Miranda ; 01-01-2012 o 06:56
    "Człowiek człowiekowi wilkiem,
    Wydawałoby się,
    Lecz niekiedy, lecz na chwilkę,
    Człowiek człowiekowi misiem!"

    Kabaret "Potem"

  2. #2
    Dołączył
    06-01-2008
    Miasto
    Lublin
    Wiadomości
    1 624
    Siła Reputacji
    20

    Domyślny Aleksiej Riaboszapka.

    Następny w kolejce - uczeń pani Heleny, Aleksiej Riaboszapka. Znany człowiek w znanym wywiadzie.




    IDZIE PRZEZ ŻYCIE ZE ŚMIECHEM...



    Niestety, pióro jest tu bezsilne. Na tych stronach zawarta jest zaledwie mała część tych emocji, którymi Aleksiej Riaboszapka tryskał podczas rozmowy, używając słów, intonacji, mimiki, gestów... Nawet nie ma sensu zapisywać typowych dla wywiadu komentarzy – kiedy się zaśmiał, zadumał, zmieszał – bo to się działo nieustannie. Pozostaje zatem przeprosić za suche słowo i mieć nadzieję, że sens rozmowy choć trochę zrekompensuje te braki.

    Aleksieju, w internecie jest o tobie bardzo mało informacji, wywiady bywają rzadko. Z czym to jest związane?

    Jestem czarnym koniem i udzielam wywiadów tylko wybrańcom...!A tak naprawdę to nie mam żadnych tajemnic. Po prostu dziennikarze rzadko ze mną rozmawiają.

    Jak dawno wyjechałeś z Ukrainy do Moskwy?

    W 2004 roku. (Obecnie Aleksiej znów mieszka na Ukrainie, w Doniecku - przyp. tłum.)

    Łatwo się zadomowiłeś w stolicy Rosji?

    Moskwa to skomplikowane miasto – bardzo drogie i z szybkim tempem życia. Tam mogą przetrwać cholerycy, ludzie aktywni, elastyczni. A to właśnie moja cecha – jestem wiercipiętą.
    Kiedy przyjeżdżam do domu, do mamy, mam wrażenie, że wszyscy tam są pod wpływem jakiegoś narkotyku – na tyle wolno wszystko robią. Zdaje mi się, że marnują swój czas.
    W Odessie jest podobnie, tylko o wiele weselej, dlatego uczucie marnowania czasu znika.

    Jak często wracasz do domu?

    Na Ukrainę jeżdżę ciągle, prawie co miesiąc. Przyjeżdżam zarówno w sprawach zawodowych, jak i osobistych – wszystko jest powiązane. Jak mogę, na przykład, być w Dniepropietrowsku i nie wpaść do Doniecka? Albo być w Połtawie i nie odwiedzić Kijowa?

    A więc cały czas jesteś na bieżąco z ukraińskim bellydance?

    Oczywiście! Współpracuję na różne sposoby z miejscowymi tancerzami i nie uważam się za nie-Ukraińca. Mało tego, jestem przekonany, że ukraiński bellydance ani trochę nie ustępuje rosyjskiemu. Jedynym jego problemem jest wiek.
    Na razie nie ma tu jeszcze odpowiednio dużej warstwy tancerek średniej klasy, które tworzyłyby ogólne tło. Są albo bardzo wybitne gwiazdy, albo pośrednie początkujące. Jednak myślę, że za parę lat Ukrainę będzie reprezentowała na światowym poziomie o wiele większa liczba silnych wykonawczyń.

    A mówiąc o silnych tancerkach, kogo masz na myśli?

    Według mnie to Dasza Mickiewicz, Ałła Kusznir... Chociaż w każdym mieście są wybitne osobowości. W Odessie to Julia Piepielaszkowa, w Doniecku – Elena Miroszniczenko, w Czerniowcach – szkoła Inny Demczuczenej i tak dalej. Niestety, tak wyszło, że mamy mało wybitnych przedstawicieli z Kijowa.

    Jak podwyższasz swój własny poziom profesjonalizmu? Jeździsz na festiwale do Kairu?

    Byłem tylko raz - w 2006 roku. Problem w tym, że na taki wyjazd trzeba przeznaczyć co najmniej 7-10 dni, a ja nie mam teraz tyle wolnego czasu.
    Jest mi o wiele wygodniej łączyć udział w warsztatach gwiazd z własną pracą. Bywa tak: przyjeżdżam do Chabarowska i widzę, że to miasto w tym samym czasie odwiedza Randa, lecę na Cypr, a tam w tym czasie pracuje Soraiya. Tak więc mam okazję ze wszystkimi się spotkać, wyłapać z ich twórczości coś nowego, ciekawego, jakieś świeże pomysły. A jeśli jeszcze uda się wziąć u nich lekcje, to zawsze wykorzystuję taką możliwość. To dobre doświadczenie. A tak w ogóle potrafię się uczyć nawet od własnych uczniów.

    W jaki sposób?

    Bardzo prosto. Ktoś zrobi błąd w tańcu, wykona coś nie tak, jak mówiłem, ale mimo wszystko wychodzi to ładnie. Zapamiętuję to, zostawiam w takiej właśnie wersji, i zupełnie możliwe, że w kolejnej choreografii sam wykorzystam ten ruch.

    Czy masz wielu uczniów, z których jesteś dumny?

    Uczeń to raczej ktoś, kogo wychowujesz „od zera”. Takich mam bardzo mało, bo w pierwszej kolejności jestem choreografem, współpracuję z mnóstwem ludzi dla których układam choreografie.

    Pytanie od wszystkich ukraińskich wielbicielek tańca brzucha – czy masz dziewczynę?

    (I oto on – długo wyczekiwany moment, kiedy Aleksiej się peszy i „gra pauzą”!)
    Wokół mnie zawsze jest mnóstwo dziewcząt. Taka jest specyfika belly dance.

    Dobrze, ukonkretnię. Czy masz stałą dziewczynę?

    Wokół mnie jest tyle pięknych dziewcząt, że nie ma gdzie oczu podziać! Jeśli chodzi ci o to, czy mam kogoś, kto jest mi bliski i drogi, to tak, mam. Ale jeszcze ze wcześnie, żeby mówić o czymś poważnym. Jestem jeszcze młody, piękny i wolny!

    Ale czujesz potrzebę założenia rodziny, czy uważasz się za zatwardziałego kawalera?

    Jestem domatorem, człowiekiem rodzinnym, banalnie bytowym. Ale jednocześnie w duszy jestem wolny i niezależny.

    Odkryj nam jeszcze jedną tajemnicę: jakie dziewczyny ci się podobają?

    Już zaczynam się bać twoich pytań! Wszystkie mi się podobają....

    O, nie, tak nie będzie! Czytelnicy nie uwierzą, wyczują w tym ściemę!

    Oczywiście. Ale przecież nie będę wymieniać fizycznych parametrów. O cechach wewnętrznych mogę powiedzieć tyle: powinna to być interesująca osobowość, z którą jest o czym porozmawiać. Poza tym nigdy się nie pogodzę z nudziarstwem, obojętnością w stosunku do mnie i moich spraw czy zainteresowań. Z drugiej strony – fascynuję się psychologią i socjoniką, dlatego potrafię zrozumieć wiele zachowań ludzi i adekwatnie reagować na to, co mi się nie podoba.

    Masz bardzo dużo wielbicielek. To ich ciągłe zainteresowanie twoją osobą...

    Och, jak to mi pochlebia! Rozkwitam od tego jak piwonia w maju! To jest super! To mnie pozytywnie nakręca.

    ...ale czy to nie przeszkadza w nauczaniu? Przecież uczennicom trzeba przede wszystkim wyłożyć materiał.

    Jestem surowym i wrednym pedagogiem. Dlatego nawet jeśli na treningu zauważam jakieś zainteresowanie ze strony uczennic – duszę je w zarodku. Wymagam pracy, pracy i jeszcze raz pracy!

    A jak dużo sam pracujesz?

    Różnie bywa. W okresach przed jakimiś konkursami czasem i po 9 godzin nie wychodzę z sali. Ale też zupełnie bez problemu mogę spędzić kilka dni leżąc na kanapie i przełączając guziki na pilocie od telewizora. Takie „nicnierobienie” też jest czasem potrzebne. Gdyby w moim życiu nie było takiego odpoczynku, chyba by mnie rozerwało.

    Aleksieju, czy nie masz czasem ochoty...

    Mam!

    ...całkowicie zmienić kierunek: zająć się hip-hopem, albo zatańczyć lezginkę?

    Belly dance zajmuję się nie tak znowu długo – dopiero piąty rok. I jak na razie ten kierunek jeszcze mnie ciekawi. Poza tym moje wcześniejsze doświadczenie taneczne pozwala mi wykonywać nie tylko klasykę orientalną. Aktywnie wykorzystuję swoje umiejętności w zakresie folkloru, modernu, zajmuję się eklektyką i w danej chwili taka forma pracy całkowicie mnie zadowala.

    Jak w ogóle trafiłeś do belly dance?

    Nie przeżyłem żadnych romantycznych historii związanych z Orientem, ani nawet wielkiej miłości do niego. Po prostu tak wyszło – to była praca z konieczności, która stopniowo mnie wciągnęła.
    Tak w ogóle zajmuję się tańcem odkąd skończyłem 5 lat. Zaczęło się od współczesnych tańców estradowych, potem były ludowe, towarzyskie...

    A czy masz jakąś inną specjalność, nie związaną z tańcem?

    Kiedyś chciałem iść na medycynę, ale ponieważ słabo znałem fizykę, nie udało mi się tam dostać. Dlatego wybrałem uczelnię według zasady: „Gdzie jeszcze przyjmują? Co mogę zdać?” W rezultacie mam wyższe wykształcenie ekonomiczne: skończyłem wydział marketingu Państwowej Akademii Zarządzania w Doniecku. Po otrzymaniu dyplomu odbyłem obowiązkowe praktyki, podczas których zrozumiałem kilka rzeczy: znakomicie układam pasjansa, lubię bardzo mocną kawę, więc mogę pracować jako marketolog.

    Dobrze się uczyłeś w szkole?

    Skończyłem szkołę ze złotym medalem.

    Czyli na uczelni zdobyłeś czerwony dyplom?

    Nie, uczyłem się niezbyt uczciwie, więc trójki zupełnie mi wystarczały. Poza tym studiowałem zaocznie: łączyłem naukę z pracą w Jałcie. Byłem tam dyrektorem klubu nocnego i występowałem w show. W skład show-baletu wszedłem jeszcze będąc w 10 klasie. Pracowaliśmy w restauracjach, lokalach nocnych i zawsze co sezon jeździliśmy z występami do Jałty. Pewnego razu zaproponowano mi tam stałą pracę i zostałem. Potem miałem pracę w Doniecku, w Pałacu Kultury i w szkole ogólnokształcącej – uczyłem rytmiki i choreografii.

    A czy na uczelni zdarzało ci się występować na akademiach?

    Tak. W dziekanacie wiedzieli o mojej działalności tanecznej i poprosili mnie, żebym wystąpił: na jednej z uroczystości, razem ze swoją 6-osobową grupą wykonaliśmy „ultramodny” taniec robotów.

    Jak twoi krewni odnoszą się do twojej fascynacji belly dance?

    Mama chodzi na koncerty, odbija sobie dłonie od oklasków. A brat, z powodu swojej flegmatyczności, niespecjalnie się interesuje moimi zajęciami. Troszczy się bezpośrednio o mnie.

    Możesz opowiedzieć coś więcej o swojej rodzinie?

    Mój brat jest starszy ode mnie o 11 lat. Z zawodu jest kierowcą tira. Mama pracuje w służbie zdrowia. Jest bardzo dobrym, łagodnym człowiekiem. Tata był górnikiem, ale nie ma go już na tym świecie.

    Czym się jeszcze pasjonujesz oprócz tańca?

    Wszystkim! Uwielbiam spadać z roweru. Jeżdżę na rolkach, łyżwach, snowboardzie i nartach. Jeśli udaje mi się odwiedzić przyjaciół w Czerniowcach, to jedziemy do kurortu narciarskiego „Bukowel”. Niestety, udaje mi się tam wybrać tylko raz do roku, zimą. W pozostałych wypadkach jeżdżę na nartach pod Moskwą.

    Czy masz plany na przyszłość?

    Nie, w ogóle nie mam w zwyczaju wybiegać myślami daleko w przyszłość. Obecnie staram się rozwijać jako pedagog i w danym momencie najbardziej interesuje mnie właśnie nauczanie.

    Mała ankieta. Ulubiona potrawa?

    Jajka sadzone. Tak w ogóle to dobrze gotuję. Czasem przychodzi do mnie w gości pół Moskwy, żeby dobrze zjeść. Wszystkiego uczyłem się sam, na wyczucie. Na przykład, kiedy pierwszy raz postanowiłem przygotować gołąbki, nie miałem najmniejszego pojęcia, jak się je powinno robić. Wcześniej tylko je widziałem i jadłem. Ale mi się udało! Do dziś nie korzystam przy gotowaniu z żadnych przepisów.

    Jaką kuchnię preferujesz?

    Ukraińską. Ciekawe, że kiedy przyjeżdżam do jakiegoś miasta, organizatorzy zawsze uważają za konieczne nakarmić mnie ukraińskimi potrawami i zawsze robią z tego wielką niespodziankę. W rezultacie odwiedziłem już restauracje z ukraińską kuchnią w całej Rosji.

    Idąc do sklepu, co kupisz w pierwszej kolejności?

    Mięso. Nie uznaję postu jako diety, a prawdziwego postu nie jestem gotów przestrzegać. Choćby dlatego, że nie pozwala mi na to mój zawód.

    Ulubiona muzyka?

    Jestem wszystkożerny. Mogę słuchać od Andrei Bocelli do „Musi-pusi” Kati Lel.

    Książka?

    Lubię czytać ironicznych autorów. Bardzo mi się podoba książka Woody Allena „Notes of the urban neurotic”. Uwielbiam Christophera Buckley. A jednocześnie z przyjemnością mogę przeczytać Władimira Kunina, albo „Panią Bovary” Flauberta.

    Styl ubioru?

    Swobodny. Casual. Lubię dżinsy.

    W jakim kraju jeszcze nie byłeś, a chciałbyś być?

    Chciałbym wynająć sobie samochód i porajdować po krajach Europy Północnej.

    Co może popsuć ci nastrój?

    W zasadzie wszystko. Jestem emocjonalnym człowiekiem, dlatego często miewam gwałtowne skoki i spadki nastroju.

    Znak zodiaku? Symbol roku według kalendarza chińskiego?

    Skorpion. Kogut.

    Wzrost? Waga? Dane paszportowe?

    191 cm., 88 kg. Jeśli moje dane paszportowe są ci potrzebne do zaciągnięcia kredytu, to nic z tego: nie mam absolutnie żadnej zdolności kredytowej!


    Pytaniami zamęczała: Irina Umaniec
    Tłumaczenie: Miranda
    Źródło: "Come il faut" nr 1, 2010, str. 47-50

    Ostatnio edytowane przez Miranda ; 01-01-2012 o 06:56
    "Człowiek człowiekowi wilkiem,
    Wydawałoby się,
    Lecz niekiedy, lecz na chwilkę,
    Człowiek człowiekowi misiem!"

    Kabaret "Potem"

  3. #3
    Dołączył
    06-01-2008
    Miasto
    Lublin
    Wiadomości
    1 624
    Siła Reputacji
    20

    Domyślny Daria Mickiewicz.

    I na koniec - fascynująca Daria Mickiewicz, jedna z najsłynniejszych tancerek Ukrainy. W 2009 roku Daria zwyciężyła na prestiżowym festiwalu "Ahlan Wa Sahlan" w Kairze, a swoje wrażenia z tego wydarzenia opisała dla czasopisma "Zaharit".





    Kair – żywiołowi mężczyźni, zagadkowe kobiety...
    Marzenie... miłość... pasja...


    W tym roku ja i moja uczennica miałyśmy szczęście odwiedzić Kair. I nie tylko odwiedzić, ale i wziąć udział w festiwalu „Ahlan Wa Sahlan-2009”, na który zjeżdżają się tancerze z całego świata. Postanowiłyśmy, że musimy tam polecieć, kiedy dowiedziałyśmy się, że na festiwalu, po raz pierwszy w jego historii, wprowadzono kategorię „dzieci”.
    W Kairze od razu otoczyła nas przyjacielska i gościnna atmosfera, morze ogni, uśmiechów, gwiazd. Na festiwalu są ludzie z całego świata – rozmawiają, zawierają znajomości, przyjaźnie. Dni są wypełnione udziałem w różnych warsztatach, programach konkursowych, imprezach, na których można zatańczyć do żywej muzyki albo do CD. Radość, zmęczenie, jaskrawe barwy, blask kamieni, piramidy, uroda piasków, aromaty Orientu – wszystko się miesza i przenika na tym święcie belly dance.
    Bardzo ciekawie było obserwować mieszkańców Kairu i ich zachowanie – to wszystko jest dla nas takie niezwykłe. Rozumiem, że to zupełnie inna kultura, mentalność, obyczaje, naród, ale jednocześnie czuję, że to „mój świat”, w który chciałabym się zanurzyć. To cieszy i rozgrzewa duszę.
    Festiwal charakteryzował się bardzo wysokim poziomem organizacji. Każdy szczegół był dokładnie zaplanowany – od powitania uczestników aż do ich odjazdu.
    Festiwal rozpoczął się i zakończył ogromnymi koncertami galowymi z udziałem słynnych mistrzów i legend tańca. Każdy uczestnik mógł zatańczyć na festiwalowej scenie, zarówno na pokazie, jak i na konkursie. Ja występowałam dwa razy – z tańcem konkursowym i pokazowym. W obu przypadkach wolałam tańczyć do muzyki z CD. Po pierwsze, orkiestra nie była wówczas gotowa do wykonania danej pieśni, a po drugie – stwierdziłam, że najpierw trzeba poczuć ducha festiwalu, poobserwować z boku pracę orkiestry. Teraz, kiedy nabrałam doświadczenia, czuję się o wiele pewniej. Następnym razem, jeśli uda mi się wrócić do Kairu, na pewno zatańczę do żywej muzyki.
    Oprócz udziału w konkursie i mnóstwa imprez, miałam też możliwość wziąć udział w warsztatach ulubionej gwiazdy. Skład pedagogów był bardzo silny: słynni mistrzowie światowego belly dance, legendy tańca. Byłam zaskoczona niezwykłą atmosferą otwartości panującą na ich warsztatach. Każdy instruktor miał własną metodykę, własny niepowtarzalny urok, własną manierę zachowania. Ale najważniejsze, co te wszystkie gwiazdy dały nam do zrozumienia – to że każdy z nas jest indywidualnością i właśnie w tym planie należy się rozwijać. Należy dążyć do tego, by być osobowością inną niż wszyscy, szukać i tworzyć coś swojego, tańczyć tylko sercem, niewymuszenie, z pełnym zaangażowaniem. Odczuwać frajdę z tego, że to właśnie TY w danej chwili przekazujesz coś widzom.
    Podczas dni konkursowych atmosfera również była bardzo ciepła, przyjacielska, i oczywiście... lekko napięta. Wszyscy pomagali sobie nawzajem, życzyli powodzenia, wspierali myślą. Nie czuło się żadnej zawiści czy zła, co dla nas, tancerzy, jest bardzo ważne.
    Pierwsze wyjście na tak wspaniałą scenę było strasznie stresujące. Przez cały czas myślałam o tym, jak przyjmie mnie arabska publiczność, jak mnie ocenią widzowie i sędziowie. Po występie konkursowym zrozumiałam, że tańczyć trzeba tak, jak dyktuje serce – to gwarantuje sukces. Nie sukces w postaci zajętego miejsca, ale właśnie „twój sukces”, w postaci twojego poczucia, że zatańczyłaś i czułaś się wspaniale w tańcu.
    Przyjemnie było zobaczyć znajome twarze, znajome tancerki biorące udział w festiwalu. Bardzo silne były przedstawicielki Rosji. W rezultacie całe podium podzieliłyśmy między sobą my – tancerki z Ukrainy i Rosji, pozostawiając daleko w tyle USA, kraje Europy i Azji.
    Wyników nie znał nikt, aż do ostatniej chwili. Sędziowie nie mieli łatwego zadania: musieli wybrać tylko 3 tancerki, a konkurs trwał 4 dni i uczestniczek było tyle, że nie wszystkie dni dosiedziałam do końca. Siedzenie od 21.00 do 4.00 rano było nie do zniesienia, a rano – warsztaty. Nie było łatwo, ale dałyśmy radę.
    I oto zamknięcie festiwalu. Zaproszeni goście, gwiazdy, wszyscy uczestnicy festiwalu i – wyczekiwane wyniki. W tamtej chwili wszystko we mnie drżało, nie da się opisać tego, co czułam. Chciało mi się płakać i śmiać. Byłam tak zdenerwowana, że prawie nie rozumiałam, co się wokół mnie dzieje.
    Na konkursie, w kategorii „dzieci” brała udział moja uczennica, Maria Litowka. Tak samo jak ja okropnie się denerwowała, nie wierzyła, że zaraz to się spełni. Przecież pierwszy raz byłyśmy na konkursie takiego poziomu. I nagle – sukces! Masza zajęła 1 miejsce w swojej kategorii!!! Jako jej trenerka byłam tak przepełniona emocjami, że miałam ochotę płakać ze szczęścia. Wszystkie sławne osobistości były zadziwione tym małym talentem, wypytywały, kto jest trenerem, z jakiego kraju jest Masza. Oczywiście, byłyśmy szczęśliwe do granic możliwości. Przecież w jej zwycięstwie jest też cząstka mojego wkładu.
    I nagle ogłaszają wyniki kategorii, w której występowałam ja. 3 miejsce przypadło Albinie Starowierowej z Czelabińska, 2 – Latifie (Natalii Antipowej) i Zarze (Anastasji Jegorowej). Zaraz wymienią zwyciężczynię... Wszyscy czekają na tę chwilę... Zaczynam rozumieć, że zaraz ktoś zostanie zdobywcą Złotego Klucza życia... Moje imię i nazwisko!!! Łzy popłynęły strumieniem, wszyscy wstali, krzyki, aplauz, a ja – w szoku! To było tak wzruszające, że nigdy tego nie zapomnę!
    Pierwsze miejsce na festiwalu „Ahlan Wa Sahlan-2009” to niezwykle zaszczytna nagroda. To zwycięstwo to najbardziej doniosłe wydarzenie w moim życiu tanecznym. Wcześniej mogłam o tym tylko pomarzyć. Kiedy ogłoszono moje zwycięstwo, nie od razu zrozumiałam, co się ze mną dzieje. To wszystko było jak sen. Były łzy szczęścia i dreszcze emocji, był śmiech – tylko dlatego, że nie mogłam w to uwierzyć!
    Był to dla mnie ogromny krok naprzód, który przyniósł mi popularność, pewność, że to co robię, robię dobrze, natchnienie do zmian. Teraz mam ochotę przenosić góry! Szczerze mówiąc, po powrocie do domu nie mogłam uwierzyć, że naprawdę wygrałam taki prestiżowy festiwal, jak festiwal madame Raqii Hassan. Ale tak było...
    Ogólnie jestem bardzo zadowolona. Zawarliśmy tyle znajomości, otrzymaliśmy tyle przydatnego materiału i informacji. Tyle rozmów, tyle życzliwości, uśmiechów i radości ze strony uczestników festiwalu, że w ogóle nie chciało się wyjeżdżać... Superpozytyw! Ciągle niedosypiałyśmy, byłyśmy bardzo zmęczone, ale wrażenia były niezapomniane! Myślę, że to było najważniejsze, najciekawsze, najbardziej doniosłe i radosne wydarzenie nie tylko dla mnie, ale i dla wielu z nas. Niezapomniane święto tańca arabskiego, piękna, harmonii duszy i ciała, święto przyjaźni wszystkich narodów - „Ahlan Wa Sahlan”.
    Przede mną wiele wydarzeń, ale mam nadzieję, że Kair pozostanie dla mnie jednym z najwspanialszych i najdroższych. Jestem wdzięczna ludziom, którzy zaszczepili we mnie miłość do sztuki tańca orientalnego i rozwinęli mój talent w tym kierunku. Dziękuję za ich wkład we mnie w tym magicznym świecie tańca arabskiego, dziękuję za wsparcie, zrozumienie i miłość do mojej sztuki, którą zajmuję się już ponad 12 lat (z tego 4,5 roku – belly dance). Bardzo dziękuję moim ukochanym choreografom: Elenie Ramazanowej, Aleksiejowi Riaboszapce, Marii Szaszkowej i mojej trenerce, która zawsze jest przy mnie i zawsze mnie wspiera – Oldze Aleksandrownie Rudakowej. Oczywiście, dziękuję też moim rodzicom za wspieranie moich dążeń: mamie za wspaniałe, artystyczne kostiumy, tacie – za zrozumienie i wsparcie!!!
    TANIEC TO MOJE ŻYCIE!!!
    Tańczcie i bądźcie szczęśliwi!!!!!!!!

    Daria Mickiewicz,
    zwyciężczyni konkursu „Ahlan Wa Sahlan” jesień 2009.


    „Zaharit” nr 7, 2009, str. 9.
    Tłumaczenie: Miranda



    A oto występ Darii z "Ahlanu"

    Daria Mitskevich at Ahlan Wa Sahlan 2009


    I "przepowiedziany" występ do orkiestry 2 lata później:

    Дарья Мицкевич .
    Ostatnio edytowane przez Miranda ; 02-01-2012 o 20:05
    "Człowiek człowiekowi wilkiem,
    Wydawałoby się,
    Lecz niekiedy, lecz na chwilkę,
    Człowiek człowiekowi misiem!"

    Kabaret "Potem"

  4. #4
    Dołączył
    06-01-2008
    Miasto
    Lublin
    Wiadomości
    1 624
    Siła Reputacji
    20

    Domyślny

    I jeszcze jeden wywiad z Eleną Ramazanową. Stary, ale ciekawy!



    O ZMYSŁOWYM I WULGARNYM TAŃCU ARABSKIM


    O niuansach wyrażania uczuć w tańcu opowiedziała nam prezes Ligi Profesjonalistów Tańca Orientalnego, Elena Ramazanowa.
    Ogółem 15 lat spędziła na scenie, występując na kontraktach w Egipcie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Jordanii, Omanie, Bahrajnie, Syrii. Obecnie mieszka w Moskwie – występuje, wystawia punkty na konkursach belly dance, przekazuje swoje doświadczenia nowemu pokoleniu tancerek w szkole „Ramiza”.


    Mówiąc o wulgarności w tańcu orientalnym mamy na myśli pozbawioną smaku, przerysowywaną zmysłowość. Chodzi nam o to, że ruchy tancerki są nieprzyzwoite. Wulgarne mogą być zarówno niedoświadczone tancerki, które jeszcze nie nauczyły się umiaru w wyrażaniu swoich emocji, jak również profesjonalistki, jeśli wulgarność jest cechą ich charakteru, lub efektem niewłaściwego nauczania. Niektóre tancerki mocno przerysowują ruchy, albo, na przykład, podczas całego tańca mają otwarte usta – w rezultacie wygląda to bardzo nonszalancko.
    Uważam, że na rosyjskiej scenie nie ma jednoznacznie wulgarnych tancerek. Wręcz przeciwnie, jest wiele „suchych” dziewcząt – z dobrą techniką i przyklejonym uśmiechem. Kobieta w tańcu powinna być zmysłowa!
    Zmysłowość może się przejawiać nie tylko w namiętności, temperamencie i dużej amplitudzie ruchów. Na przykład, słynna tancerka egipska Suhair Zaki, która bardzo dużo zrobiła dla rozwoju belly dance i wymyśliła wiele elementów, które dziś wykorzystujemy w tańcu, na scenie była bardzo powściągliwa. W życiu również była bardzo skromna, co jednak nie przeszkadzało jej zachwycać widzów. Mężczyźni, którzy oglądali jej występy, zapominali o siedzących obok żonach. Ruchy w jej tańcu były płynne, przepełnione uczuciem i w żadnym wypadku nie wulgarne. Można powiedzieć, że tańczyła jak arystokratka.
    W Egipcie słowo „wulgarny” posiada jeszcze dodatkowe znaczenie, bliskie znaczeniu łacińskiego słowa „vulgaris” - „zwyczajny, prosty”. Za wulgarne uważa się tak zwane „uliczne” tańce w duchu folklorystycznym, tańce prostych ludzi. Zawierają one pewną dawkę łobuzerstwa i chuligaństwa, zwłaszcza w gestach – na przykład, tancerka zamyka oczy, albo zakrywa je ręką.
    Włączanie „ulicznych” elementów do tańca jest uzależnione od różnych czynników. Przede wszystkim – od środowiska z którego pochodzi tancerka. Gestykulacja i emocjonalność są typowe dla wszystkich mieszkańców Egiptu. W niektórych rejonach ludzie mają w zwyczaju głośno krzyczeć, kłócić się na ulicach, czemu najczęściej towarzyszy wyrazista gestykulacja. Na podstawie zachowań komunikacyjnych człowieka można określić, z jakiego regionu pochodzi: z Aleksandrii, Asuanu czy Mali. Regionalna specyfika komunikacyjna odzwierciedla się również w tańcu.
    Następną ważną kwestią jest to, gdzie tancerka występuje: w tanim nocnym klubie, czy na dużej scenie prestiżowego drogiego hotelu albo 5-gwiazdkowego klubu. Chociaż nawet występując na poważnej scenie, tancerka wysokiej klasy może sobie pozwolić na ludowe gesty albo aluzje na granicy przyzwoitości, jeśli adekwatna intonacja jest obecna w tekście lub melodii pieśni. Oczywiście, takie momenty należy właściwie wyrazić i w żadnym razie nie przekraczać granicy. Godne podziwu są profesjonalne tancerki, które wykorzystują to bardzo umiejętnie, w oparciu o swoją wiedzę i wyczucie.
    Jak więc osiągnąć „prawidłową” zmysłowość w tańcu – ładną i nieprzesadzoną? Najważniejsze, to słuchać swojego ciała, starać się wyrazić w tańcu swoje uczucia, swoje marzenia. Bywa tak, że pewien ruch kojarzy się tancerce z jakimś doświadczeniem z jej życia, ciało reaguje na te wspomnienia, w oczach pojawia się szczególny wyraz... To jest piękne! Najważniejsze to podążać za własnym ciałem, nie zapominając o umiarze.
    Nie należy za bardzo się koncentrować na technice: jeśli za bardzo wdawać się w szczegóły ruchów i pracy mięśni, ciało zaczyna tracić zmysłowość. Moim zdaniem instruktor nie powinien kategorycznie dyktować: „ten ruch trzeba wykonywać tylko tak!” Jeśli uczennica słucha takich nakazów, traci indywidualność w tańcu. Do wielu ruchów uczennica powinna „dojść” własnym ciałem, wczuć się w nie. Na scenie zawsze widać, czy tancerka kogoś kopiuje, czy wykonując widziany już gdzieś ruch wkłada w niego swoją duszę i swój styl. Każda tancerka tworzy własny obraz; ciało każdej kobiety jest wyjątkowe, dlatego nie można wyznaczyć dokładnych granic: „to wolno - tego nie wolno”, „to jest wulgarne – to jest zmysłowe”.
    W tańcu powinna być logika – jeśli melodii, do której jest wykonywany taniec, towarzyszą słowa, należy tańczyć zgodnie z ich sensem. Bardzo ważne jest, żeby słuchać właśnie melodii, a nie wyłącznie rytmu. Jeśli na scenie czujesz się skrępowana, spięta, to zalecałabym wybrać się na zajęcia z aktorstwa: to pomoże się otworzyć i w tańcu, i w życiu, odkryć swój obraz. Dziewczyny, które uczą się tańców arabskich zmieniają się zewnętrznie: ich chód, gesty, spojrzenie. Ja, na przykład, bardzo się zmieniłam, odkąd taniec arabski pojawił się w moim życiu.


    Jak pani widzi przyszłość belly dance w Rosji? Chodzą słuchy, że stracił on dawną popularność z czasów serialu „Klon” i nie ma widoków na jej dalszy wzrost.


    Nie zgadzam się, raczej wręcz przeciwnie – jeżdżę po różnych regionach Rosji i mogę z całą pewnością stwierdzić, że na moje warsztaty przychodzi coraz więcej ludzi. Myślę, że belly dance czeka dalszy rozwój i rozpowszechnianie – dlatego, że można go zacząć tańczyć w dowolnym wieku, nie wymaga przygotowania choreograficznego i standardowych parametrów figury.


    Jest pani nazywana królową rosyjskiego konkursowego belly dance. Czym on się różni od arabskiego belly dance?


    Sama jestem zaskoczona, że dostałam taki tytuł – chciałabym wiedzieć, kto mi go nadał... :-)) Nie przeprowadzam między tymi gatunkami wyraźnej granicy. Taniec nie jest zastygłą formą, znajduje się w stadium ciągłego rozwoju. Sami Arabowie tańczą teraz inaczej – łatwo można to prześledzić. Wystarczy spojrzeć na występy Samii Gamal, potem Tahii Carioki, a potem mnóstwa ich kontynuatorek! A jak tańczą teraz? Teraz jest Dina. A co wyprawia Wafa? I to jest przecież normalne, piękne i arabskie! Taniec powinien się rozwijać, ewoluować. Spójrzmy na Amerykanki. Cały świat zachwyca się Saidą – a przecież ona jest czystą baleriną! Ale to jest piękne! Więc dlaczego nie, skoro to jest piękne?


    Dlaczego arabskie tancerki nie lubią rosyjskich?


    Bo one są piękne. Oczywiście, my nie czujemy muzyki tak jak Arabki, nie znamy wszystkich niuansów języka i nie możemy
    w taki sposób wykonywać leksyki tańca (chociaż niektóre nie-Arabki to potrafią, ale jest ich mało). Ale nasze rosyjskie dziewczęta są o wiele lepiej rozwinięte w planie fizycznym i ogólnym – od małego rodzice zapisują dzieci do kółek tanecznych, szkół baletowych i choreograficznych. Czego tylko nasze dzieci się nie uczą! A Arabki znają tylko swój taniec. Obecnie w muzyce arabskiej pojawiają się i hiszpańskie, i cygańskie, i nawet rosyjskie motywy. Ma się rozumieć, że ja to przeanalizuję i wprowadzę, na przykład elementy hiszpańskich tańców do odpowiedniego motywu w muzyce.


    Jaki jest podstawowy warunek udanego występu? Wiadomo, że potrzebna jest dobra technika, dokładne przygotowanie, przemyślany kostium itd., itp., ale czasami to wszystko nie pomaga.


    To prawda. Dobrych technicznie tancerzy mamy dużo. Wiele dziewcząt ma technikę lepszą niż ich instruktorki, a nawet niż gwiazdy. Ale ARTYSTÓW jest mało. W tańcu trzeba wyrazić swoją osobowość, zadziałać na widza swoją energią, otrzymać odzew od publiczności.


    W takim razie pytanie – tancerka tańczy dla rosyjskich widzów, wyraża „arabizm” charakterystycznym ruchem (ręka do policzka), „przeżywa” do słów piosenki – a nasz widz przecież nie rozumie słów. Czy to nie wygląda śmiesznie?


    Jeśli jesteś ARTYSTKĄ, jeśli właściwie to zagrasz, to nie ma znaczenia, w jakim języku jest piosenka – widz cię zrozumie. A jeśli nie, to wszystko będzie wyglądało jak fałszywe grymasy.


    Więc trzeba wyćwiczyć w sobie artyzm?


    Tak, ważne żeby pokazać SIEBIE, swój charakter. Ja, na przykład, mogę być ostra, impulsywna, ale żyję w tańcu, więc dla widza to nie jest ważne, że coś jest ostre – on przeżywa razem ze mną. Trzeba być osobowością, ale w tym celu trzeba się uformować jako osobowość. Za tym pójdzie i technika, i muzykalność, i wszystko inne, ale osobowość jest bazą, na której tworzy się swój obraz.


    A co pani sądzi o dzieciach, podlotkach i bardzo młodych dziewczętach wyrażających w tańcu „cierpienie”?


    To jest problem pedagoga. Uważam, że dzieci nie powinny tańczyć do pieśni, tylko do utworów instrumentalnych albo piosenek dla dzieci, wykonywanych przez dzieci! Dzieci, czy też młode dziewczynki, potrafią wspaniale naśladować – i niech pedagog nauczy je robić to w sali. To się im później przyda w ogólnym rozwoju tanecznym, ale do publiczności dzieci powinny wychodzić ze swoimi, dziecięcymi tańcami.


    A jaki jest pani stosunek do dziecięcego konkursowego belly dance?


    Pozytywny. Tylko że dziewczynka, która wychodzi na scenę, powinna wyglądać jak mała laleczka albo księżniczka – w ładnych szarawarkach i topiku, a nie w przezroczystej spódnicy z rozcięciami.


    Teraz pojawia się dużo „klonów” znanych tancerek. Czy pani też ma swoje klony?


    Jeszcze nie widziałam. Ale na początku to jest dobre. To normalne, naturalne stadium rozwoju każdej tancerki – naśladowanie swoich idoli. Tylko nie należy się na tym zatrzymywać – trzeba szukać własnego stylu. Powtarzam – trzeba pokazać swój charakter. Nie ma charakteru – nie ma tańca! Poza tym każdy ruch w tańcu powinien być TWÓJ!


    To znaczy, że można wymyślać ruchy? A jeśli one będą niearabskie?


    Czy moje ruchy na dzisiejszym warsztacie były niearabskie? (Chodzi o pieśń w rytmie walca, w której wykorzystane były elementy walca) Wszystkie tancerki, począwszy od Samii Gamal, a nawet wcześniej, wnosiły do tańca coś swojego, co tylko wzbogacało taniec. Dlatego dzisiaj leksyka tańca jest o wiele bardziej wyrazista, niż, na przykład, w połowie XX wieku. Przecież wiele z nas ogląda słynne tancerki z przeszłości, zupełnie nie rozumiejąc, czym one mogły podbijać publiczność – ich taniec nie jest szczególnie różnorodny.
    Poza tym ważne jest, żeby znaleźć swoje własne kąty, najkorzystniej podkreślające nasze zalety i ukrywające niedoskonałości. Ktoś nie powinien stawać profilem, bo, na przykład, nie ma idealnej postawy, albo wystający brzuch, komuś innemu nie pasuje pod kątem – różnie bywa. Trzeba szukać! Trzeba nagrywać się na wideo, analizować, wyciągać wnioski.
    Tak samo jest z kostiumem. Mimo współczesnych tendencji (na przykład w Turcji lubią blondynki z figurą modelki), obraz tancerki orientalnej w świadomości ludzi się nie zmienił – nadal jest to brunetka niewysokiego wzrostu ze zmysłowymi kształtami i wąską talią. Dlatego kostiumy powinny być adekwatne – więcej wkładek na górze i na dole nie zaszkodzi.


    Obecnie burzliwe dyskusje wywołuje nauka folkloru. Jedni mówią, że nie ma potrzeby zagłębiać się w meandry folkloru różnych wsi, inni twierdzą, że trzeba się tego uczyć.


    Oczywiście, że trzeba!!! Znajomość folkloru jest obowiązkowa! Taniec trzeba znać od środka. W każdym utworze instrumentalnym, w każdej pieśni, są ludowe motywy. To na ich podstawie wyrosło wszystko pozostałe!


    A jak pani studiuje różne gatunki folkloru?


    Pracowałam w różnych miejscach, w różnych krajach arabskich i miałam możliwość uczyć się na miejscu. Jeśli gdzieś nie byłam – mogę poznać podstawy z filmów, a resztę wymyślić sama. Mam bardzo bogatą fantazję, łatwo wymyślam różne ruchy taneczne. Na podstawie jednego elementu mogę wymyślić jeszcze z 10. Na przykład, Marokanki same zapożyczyły ode mnie elementy z mojego marokańskiego tańca.


    Czy na koncertach tańczy pani choreografię, czy improwizację?


    Nigdy nic sobie nie układam. Jest jakaś muzyka, która mnie nakręca, słuchając jej i tańcząc, ciało samo zapamiętuje jakieś fragmenty. Potem jadę z tą kompozycją do jakiegoś miasta, tam te fragmenty obrastają nowymi szczegółami. I tak, po przejechaniu kilku miejsc, pod koniec taniec wyrysowuje się sam.


    Co może pani poradzić naszym tancerkom?


    Najważniejsze, żeby wasz taniec był piękny. Wszystko, co piękne – jest dobre. Jedyne, czego nie należy robić na scenie – to szarpać się i wysilać. Nie można się męczyć ruchami. Męczcie się na próbach, w domu, albo w sali. Na scenie trzeba się odprężyć i żyć w tańcu, ciesząc się ruchami. I bądźcie na scenie najpiękniejsze – od kostiumu po makijaż.




    Źródło: Oriental, wiosna 2006
    Tłumaczenie: Miranda
    Załączone obrazki Załączone obrazki
    Ostatnio edytowane przez Miranda ; 16-03-2013 o 23:05
    "Człowiek człowiekowi wilkiem,
    Wydawałoby się,
    Lecz niekiedy, lecz na chwilkę,
    Człowiek człowiekowi misiem!"

    Kabaret "Potem"

Reguły pisania

  • Publikować nowe tematy: nie możesz
  • Pisać wiadomości: nie możesz
  • Dodawać załączniki: nie możesz
  • Edytować swoje wiadomości: nie możesz
  •